Jak wyjaśnia ks. dr Adrian Mętel, biblista i teolog Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, pytanie o to, czy chrześcijanin może popierać zbrodnie, wydaje się mieć odpowiedź oczywistą: nie. Trudność zaczyna się jednak wtedy, gdy czytelnik otwiera Stary Testament i widzi wojny Izraela, klątwę na Amaleka, zdobycie Jerycha albo nakazy wytępienia ludów Kanaanu (por. Pwt 7,1-5; 20,16-18; Joz 6; 1 Sm 15). Czy Biblia nie tylko opisuje przemoc, ale także ją nakazuje? A jeśli naród wybrany dopuszcza się czynów, które dzisiejszy język moralny nazwie zbrodniami, czy nie osłabia to przykazania: „Nie zabijaj” (Wj 20,13; Pwt 5,17)?
Wybranie nie jest immunitetem moralnym
Reklama
Pierwsza zasada lektury jest prosta, choć często pomijana: Biblia nie utożsamia automatycznie działania Izraela z wolą Boga. Naród wybrany jest wybrany do przymierza, a nie zwolniony z odpowiedzialności. Już Stary Testament pokazuje, że „swoi” potrafią być sprawcami gwałtu, zdrady i krwi. Masakra w Sychem dokonana przez Symeona i Lewiego spotyka się z naganą Jakuba (Rdz 34; 49,5-7). Historia gwałtu w Gibea i wojny domowej w Izraelu jest opowiedziana jako moralna katastrofa społeczeństwa, w którym „każdy czynił to, co było słuszne w jego oczach” (Sdz 19-21). Dawid, choć pomazaniec Pański, zostaje osądzony za cudzołóstwo i zorganizowanie śmierci Uriasza (2 Sm 11-12). Biblia nie ukrywa winy świętych postaci; przeciwnie, demitologizuje władzę i pokazuje, że przemoc pozostaje przemocą także wtedy, gdy popełnia ją król Izraela.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dlatego opis nie jest jeszcze normą. To, że Pismo opowiada o czynie człowieka Biblii, nie znaczy, że czyni go wzorem dla chrześcijanina. Wiele opowiadań Starego Testamentu ma charakter diagnozy: pokazuje, do czego prowadzi odejście od Boga, pycha rodu, zemsta i sakralizacja własnego interesu.
„Nie zabijaj” i problem przemocy nakazanej
Trudniejsze są jednak nie same opisy, lecz teksty, które brzmią jak przykazania wojny. Dekalog zakazuje mordu; hebrajskie słowo użyte w Wj 20,13 i Pwt 5,17 odnosi się przede wszystkim do bezprawnego zabicia człowieka. Stary Testament zna więc rozróżnienie między mordem, karą sądową i wojną. Nie oznacza to jednak, że każda wojna staje się moralnie dobra. Fundamentem pozostaje prawda z Księgi Rodzaju: człowiek jest obrazem Boga (Rdz 1,26-27), dlatego krew niewinnego woła do Boga z ziemi (Rdz 4,10).
Reklama
Najbardziej drażliwe są teksty o cherem, czyli „klątwie” lub „oddaniu na zniszczenie”. W Księdze Jozuego i w tradycji deuteronomicznej nie są one przedstawione jako zwykła ekspansja narodowa, lecz jako sąd nad światem przemocy, bałwochwalstwa i degradacji moralnej (por. Pwt 9,4-6). Co ważne, tekst sam odbiera Izraelowi możliwość triumfalizmu: „Nie dzięki twojej sprawiedliwości” wchodzisz do ziemi - słyszy naród (Pwt 9,5). Izrael nie jest rasą lepszych ludzi, lecz narzędziem historii zbawienia, które samo będzie sądzone tą samą miarą. Prorocy powiedzą to bezlitośnie: jeśli Izrael będzie uciskał ubogich, przelewał niewinną krew i czcił bożki, spotka go sąd (por. Iz 1,15-17; Am 2,6-8; Jr 7,9-11).
Trzeba też pamiętać o języku starożytnego Bliskiego Wschodu. Relacje wojenne często posługiwały się formułami totalnymi: „wszystko zniszczono”, „nikt nie ocalał”. Takie zwroty wyrażają pełnię zwycięstwa, choć w tych samych księgach pojawia się informacja, że wiele ludów nadal mieszkało w kraju (por. Joz 13,1-6; Sdz 1). Nie usuwa to etycznego wstrząsu, ale chroni przed naiwną lekturą, jakby tekst był prostym protokołem nowoczesnej operacji militarnej.
Objawienie postępuje ku Chrystusowi
Klucz chrześcijański polega na czytaniu Starego Testamentu w świetle całej historii zbawienia. Bóg objawia się realnym ludziom, w realnej kulturze, stopniowo wychowując ich sumienie. Jezus sam wskazuje zasadę takiej lektury, gdy mówi, że pewne regulacje Mojżesza dopuszczono „przez wzgląd na zatwardziałość serc” (Mt 19,8). Nie wszystko, co w dawnym prawie zostało zniesione lub tolerowane, jest ostatecznym ideałem Boga.
Nowy Testament nie przekreśla Starego, ale odsłania jego pełnię w Chrystusie. Kazanie na Górze nie osłabia Dekalogu, lecz sięga do źródła przemocy: gniewu, pogardy i nienawiści (Mt 5,21-26). Jezus nakazuje miłość nieprzyjaciół (Mt 5,43-48), gani logikę odwetu, a w godzinie męki powstrzymuje miecz Piotra: „Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną” (Mt 26,52). Krzyż jest kulminacją biblijnej odpowiedzi na zbrodnię. Niewinny nie usprawiedliwia przemocy, lecz ją demaskuje i zwycięża przez przebaczenie.
Reklama
Dlatego chrześcijanin nie może używać Jozuego jako programu politycznego ani Amaleka jako hasła do nienawiści. Teksty te należą do niepowtarzalnego etapu historii zbawienia i muszą być czytane przez Ewangelię. Gdyby ktoś chciał dziś powołać się na Biblię, aby uzasadnić ludobójstwo, czystkę etniczną, terroryzm, tortury lub zabijanie niewinnych, nie byłby wierny Pismu, lecz nadużywałby go przeciw jego spełnieniu w Chrystusie.
Czy sprzeciw wobec zbrodni oznacza potępienie każdej siły?
Nie. Biblia nie głosi naiwności wobec zła. Władza publiczna ma chronić pokrzywdzonych i powstrzymywać krzywdziciela (Rz 13,1-7), a Jan Chrzciciel nie każe żołnierzom porzucić służby, lecz zakazuje im przemocy, wymuszeń i nadużyć (Łk 3,14). Ochrona niewinnych, sprawiedliwy sąd i obrona przed agresją nie są tym samym, co popieranie zbrodni. Granica jest jednak nieprzekraczalna: nie wolno czynić zła, aby osiągnąć dobro (por. Rz 3,8). Posłuszeństwo władzy nie jest absolutem, bo „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29).
Odpowiedź Biblii jest więc jednoznaczna, choć nie uproszczona. Stary Testament nie daje chrześcijaninowi licencji na zbrodnię. Pokazuje dramatyczną pedagogię Boga w świecie przemocy, ujawnia winę także narodu wybranego i poddaje ją sądowi. Nowy Testament prowadzi tę pedagogię do centrum: do Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Chrześcijanin może bronić ofiar i domagać się sprawiedliwości, ale nie może popierać mordu, gwałtu, zemsty, terroru ani przemocy wobec niewinnych. Kto usprawiedliwia zbrodnię religijnym językiem, nie broni Biblii. On ją zdradza.
Warto pamiętać, że chrześcijaństwo nie rodzi się z pochwały siły, lecz z objawienia Boga, który bierze na siebie przemoc świata, zamiast ją sakralizować. Biblia nie uczy kultu wojny, prowadzi człowieka ku nawróceniu serca, sprawiedliwości i miłości, która nawet wobec zła nie przestaje widzieć w drugim człowieku obrazu Boga.
