Reklama

Na scenie i poza sceną

2016-05-11 08:32

Z dyr. Zbigniewem Cierniakiem rozmawiała Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 20/2016, str. 20-22

Ireneusz Dorożański
Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” to nie tylko marka „Śląsk”, ale też marka „Polska”

Z dyrektorem Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” Zbigniewem Cierniakiem rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” to perfekcyjnie przygotowane, dynamiczne i porywające widowiska muzyczne. Ale nie tylko. Zespół prowadzi ogromną pracę edukacyjną, jest też animatorem i organizatorem wielu imprez.

ZBIGNIEW CIERNIAK: – „Śląsk” to wielowymiarowa instytucja, która nie ustaje nawet wtedy, kiedy nasi artyści mają wakacje. Działa 12 miesięcy. Z działalności koncertowej, rzecz jasna, zespół słynie najbardziej, niemniej wymiar pracy edukacyjnej jest znaczący. W tym roku np. odwiedziła nas spora grupa uczniów Łódzkiej Szkoły Baletowej, którzy przez tydzień byli tu na warsztatach. Jednocześnie przygotowujemy kolejny etap przesłuchań Regionalnego Przeglądu Pieśni „Śląskie Śpiewanie”. Już wkrótce odbędzie się w Koszęcinie konkurs choreograficzny. Koniec czerwca to Święto „Śląska”. Lipiec i sierpień to, jak co roku, czas Letniej Szkoły Artystycznej. Przygotowujemy też II Międzynarodowy Turniej Powożenia Tradycyjnego o Trofeum „Śląska”, bo pierwsza edycja w sierpniu ubiegłego roku bardzo się podobała, a w tym roku zainteresowanie jest jeszcze większe. To bardzo widowiskowa impreza, która przypomina czasy świetności zaprzęgów konnych. Przez cały rok przyjeżdżają do nas także uczniowie, by przyjrzeć się z bliska pracy zespołu. Również nasi artyści wyjeżdżają do przedszkoli i szkół, by pokazywać to, co jest piękne w polskim tańcu i śpiewie. Ale warto dodać, że włączyliśmy się również w Rok Sienkiewicza, ogłaszając konkurs literacki.

– Motto konkursu to cytat z „Quo vadis”: „...Muzyka jest jak morze – widzisz brzeg, na którym stoisz, lecz drugiego dojrzeć niepodobna...”.

– Konkurs ma motto muzyczne, a szczegółowe warunki podaliśmy na naszej stronie internetowej. Mogą wziąć w nim udział dorośli i młodzież. Na prace czekamy do 30 czerwca br. Wybiegamy także mocno do przodu, np. do roku 2018, kiedy to zespół będzie obchodził 65-lecie. Mamy już komitet organizacyjny, próbujemy przygotować program. Rok 2019 jest dla nas równie ważny, bo czekają nas dalekie wyjazdy, ale dziś za wcześnie, by mówić o szczegółach. Jak widać, działamy i w bliskiej, i w dalekiej perspektywie. Codziennie w zespole dzieje się coś związanego z edukacją lub turystyką.

– Turystyka, bo Koszęcin to miejscowość położona wśród urokliwych lasów, to wysokiej klasy zabytek, jakim jest pałac – siedziba zespołu i otaczający go park.

– Sporo osób przyjeżdża po to, aby zobaczyć pałac po rewitalizacji, przejść się po parku. W ubiegłym roku siedzibę „Śląska” odwiedziło grubo ponad 100 tys. osób. Chociaż funkcjonujemy w sercu lasu, nie jest do nas zbyt daleko – samochodem jedzie się z Katowic godzinę, z Częstochowy – 45 minut, z Krakowa – 2 godziny. To wszystko jest w zasięgu ręki. Warto wygospodarować ten czas, aby zobaczyć zespół „Śląsk”, co to za instytucja, jak pracuje i jak wygląda. Bardzo bogatą ofertę ma nasze Centrum Edukacji, gdzie pracują świetni fachowcy – często są to byli artyści zespołu. Warto z niej skorzystać. Nie są to przypadkowe działania, programując je, robimy to w sposób pragmatyczny i strategiczny. Nie poświęcamy się już tylko działaniom artystycznym, tak jak na początku istnienia zespołu, „Śląsk” bowiem od lat jest inną instytucją kultury, w znacznie bogatszym wymiarze.

– Występujecie w całym kraju i na całym świecie, żyjecie na walizkach...

– W tym roku byliśmy m.in. w Niemczech. To nie jest łatwy teren, ale udaje nam się tam powolutku wchodzić. Bilety na te koncerty sprzedano już w końcu ubiegłego roku. Potem były występy w kraju: Warszawa, Katowice, koncerty na Pomorzu i Kaszubach, a „po drodze” – Wrocław i Zabrze. Na początku kwietnia balet wyjechał na miesiąc w bardzo prestiżowe miejsce w Stanach Zjednoczonych. Wcześniejsza, grudniowa trasa chóru i orkiestry po Kanadzie i USA z programem kolęd i pastorałek była niesamowicie udana, spotkała się z ogromnym odzewem. Teraz szacuje się, że w kwietniu naszych artystów zobaczyło w USA ok. 80 tys. osób. Trzeba przy tym powiedzieć, że trudno jest zainteresować naszą działalnością zagranicznych kontrahentów, bo w grę wchodzi rachunek ekonomiczny. Kiedy zespół wylatuje do USA, to wysyłamy osobnym transportem cargo 5,5 t kostiumów. Po Europie natomiast jeździ z nami potężny, pełnowymiarowy TIR.

– Każdy Wasz wyjazd to ogromna praca impresaryjna, logistyczna, techniczna, której z widowni nie zauważamy.

– To są takie elementy działalności, których nie widać, ale wszystko to musi przebiegać sprawnie, co do minuty, żadnych zastojów, dziur. Każdy koncert to osobne wydarzenie, osobna logistyka. Każdy jest inny. Są różne sceny: piękne teatry, duże hale, są plenery, kościoły, jedne starsze, inne współcześnie wybudowane. Bywa, że koncertujemy w bardzo trudnych warunkach, ale nigdy nie narzekamy. Staramy się przystosować do każdych warunków tak, aby nasi widzowie – zarówno w Polsce, jak i na świecie – mieli jak najwspanialsze przeżycia.

– Marka „Śląsk” to nie tylko Śląsk, to również marka „Polska”.

– Oczywiście, jesteśmy kojarzeni z Polską, a nie tylko z regionem śląskim. Pokazujemy tę polskość na bardzo wysokim poziomie i szczycimy się tym, że jesteśmy przyjmowani jako ambasador polskiej kultury. Na wyjazd do USA zabraliśmy krótki film o Polsce, wszystko po to, aby budować pozytywny i prawdziwy obraz naszego kraju.

– Toczą się dyskusje, jakim wartościom powinna służyć kultura. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

– Odpowiem z perspektywy „Śląska”, w którym jestem od 25 lat, z czego 19 lat na scenie. Zespół z jego historią i dorobkiem, niezwykłą postacią założyciela prof. Stanisława Hadyny jest instytucją bardzo znaczącą w polskiej kulturze. Na pewno najistotniejsze są wartości związane z historią i kulturą naszego kraju, które z kolei mocno wpisują się w Kościół i naszą wiarę. Te wszystkie wartości mają odzwierciedlenie w naszym repertuarze, w którym są z jednej strony wielkie widowiska z barwną panoramą folkloru wszystkich regionów kraju, a z drugiej – programy wpisujące się w rok liturgiczny: mamy program kolędowy, pieśni pasyjnych, maryjnych, program poświęcony Janowi Pawłowi II, w ubiegłym roku przygotowaliśmy koncerty z muzyką sakralną Stanisława Moniuszki. Przywiązujemy wagę do tradycji, do polskości. Może ktoś mnie uznać za człowieka konserwatywnego i staromodnego, ale uważam, że warto walczyć o swoje, w tym sensie, że trzeba pokazywać polską kulturę, która ma piękny ciąg historyczny, powstawała w różnych okresach naszych dziejów. Jest co promować i my to czynimy. Stoi za nami wiele ważkich argumentów, aby odpowiedzieć na pytanie, co „Śląsk” robi dla Polski. Cieszymy się, że wartości reprezentowane przez kulturę ludową zostały dostrzeżone w priorytetach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mamy nadzieję, że dzięki temu będzie nam łatwiej programować naszą działalność.

– Wspomniał Pan o swoich 19 latach na scenie. Jak Pan trafił do zespołu?

– Jako młody człowiek przeżywałem duże wahania. Byłem uczniem Technikum Elektronicznego w Zabrzu. Ale śpiewałem też we wspaniałym zabrzańskim chórze „Rezonas con tutti”, gdzie poznałem Joannę – moją żonę. Dowiedziałem się, że jej rodzice są artystami w „Śląsku”, a jeszcze później usłyszałem, że w zespole byli także jej dziadkowie. „Śląsk” mnie zafascynował. Kiedy prof. Stanisław Hadyna, po swoim powrocie, ogłosił nabór do zespołu, zgłosiłem się. Do eliminacji stanęło 600 osób, z tego po kilkustopniowych przesłuchaniach Profesor wybrał 5 czy 6, wśród których byłem i ja. Ponieważ byłem rok przed maturą, musiałem odłożyć decyzję. W tym czasie moja dziewczyna była już w zespole. Po maturze wróciło pytanie: „Śląsk” czy studia? Z jednej strony skończyłem prestiżową szkołę, z drugiej – dziewczyna i zespół. Zdecydowałem się przyjść do „Śląska” z myślą: zobaczę, jak tam jest. No i jestem do dzisiaj... a dyplom magisterski zdobyłem, gdy już pracowałem w zespole.

– Jaką rolę odegrało w tym wszystkim Pana spotkanie z prof. Hadyną?

– To, że miałem możliwość poznać Profesora osobiście, jest niesamowitą wartością. Nasze relacje były bardzo dobre i mogłem rozmawiać z Profesorem o wielu rzeczach, o jego twórczości muzycznej i pisarskiej oraz, oczywiście, o zespole. To dało mi bardzo dużo. Był nieprzeciętną osobowością i wielkim artystą. Pozostawił nam obszerną spuściznę, w sensie repertuarowym i twórczym, w sensie podstaw zespołu, który stworzył. Dzięki temu nie musimy się bać o przyszłość „Śląska”, będziemy mieć na czym bazować przez najbliższe 20 i więcej lat, oczywiście systematycznie rozbudowując repertuar. Programując działalność takiej instytucji, nie możemy myśleć kategoriami roku czy 5 lat, ale perspektywą 20-30 lat. To, jak wspaniale zespół jest przyjmowany w Polsce i Europie, w Chinach czy w USA, świadczy, że ma wiele do zaoferowania widzom, że jest i będzie im potrzebny. Mam też nadzieję, że jeżeli Pan Bóg pozwoli doczekać i przyjadę do Koszęcina, mając np. 80 lat, zobaczę wspaniałą, prężnie rozwijającą się instytucję. W każdym razie ze swojej strony będę robił wszystko, aby tak było.

Tagi:
Śląsk zespół

Katowice: miasto przekaże 3 mln na stworzenie Panteonu Górnośląskiego

2019-11-13 15:40

ags / Katowice (KAI)

Katowice wesprą znacznie powstanie Panteonu Górnośląskiego. Przekażą w sumie 3 mln zł na ten cel - tak zdecydowali radni miejscy. Placówka ma powstać do 2022 r. w podziemiach katedry Chrystusa Króla w Katowicach i upamiętnić osoby ważne dla regionu.

Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)

Katowice przekażą na stworzenie Panteonu Górnośląskiego 3 mln zł - poinformowała Ewa Lipka, rzeczniczka Urzędu Miasta w Katowicach. - To potężna inwestycja, na którą radni miasta Katowice w uchwale zabezpieczyli finansowanie. Chodzi o wkład finansowy w latach 2020-2022 - dodała.

Panteon Górnośląski ma powstać w podziemiach katedry Chrystusa Króla w Katowicach. Na ponad 2 tys. metrach kwadratowych za pomocą multimediów mają zostać upamiętnione postaci ważne dla Śląska. - Panteon Górnośląski ma upamiętniać najwybitniejsze postaci tego stulecia, różnych kultur i narodowości, które pracowały dla dobra tej ziemi - mówił o projekcie abp Wiktor Skworc.

Bohaterowie zostaną przedstawieni w blokach tematycznych, w zależności od tego, czym się zajmowali. W Panteonie znajdzie się więc blok poświęcony osobom związanym z kulturą, nauką i sztuką, osobny będzie dla tych związanych z literaturą i muzyką. W kolejnym mają się znaleźć bohaterowie walki z dwoma totalitaryzmami, a w ostatnim - lokalni święci. Pod względem merytorycznym nad projektem czuwają naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego. Zespołowi przewodniczy ks. dr hab. Henryk Olszar.

Panteon Górnośląski ma kosztować w sumie 40 mln zł. Różne podmioty będą partycypować w kosztach powstania tej instytucji. Miasto Katowice przekazuje 3 mln zł, tyle samo Śląski Urząd Marszałkowski, resztę ma dołożyć Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Przestrzeń przeznaczona na organizację „Panteonu Górnośląskiego” jest olbrzymia. Wynosi 2150 m2 i 18 tys. m3, i mieści się w podziemiach katowickiej katedry Chrystusa Króla. Wystawa ma zostać otwarta do 2022 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś na Jasnej Górze „Hołd z kwiatów” na wzór rzymski

2019-12-08 11:44

it / Jasna Góra (KAI)

Dziś na Jasnej Górze „Hołd z kwiatów”. Uroczystość stanowi nawiązanie do rzymskiego zwyczaju tzw. omaggio floreale (hołdu z kwiatów), który sięga 1938 r., kiedy to papież Pius XI polecił Papieskiej Akademii Niepokalanej przygotować 8 grudnia na placu Hiszpańskim w Rzymie uroczysty akt oddania czci Maryi Niepokalanej. Odtąd każdego roku Ojciec Święty składa Maryi wieniec z kwiatów. W częstochowskim sanktuarium kwiaty składa nie tylko arcybiskup, ale i pielgrzymi.

Krzysztof Świertok

Na Jasnej Górze hołd Maryi składany jest pod figurą Niepokalanej na placu przed szczytem. Figura stoi pośrodku placu, gdzie do 1917 r. znajdował się pomnik cara Aleksandra II. W stanie wojennym pod tą figurą układany był krzyż z kwiatów i zniczy na znak jedności Polaków, pamięci o aresztowanych i prześladowanych, z prośbą o wyzwolenie z komunistycznej niewoli. Pod rzeźbą Niepokalanej przez cały rok trwa modlitwa pielgrzymów, którzy wchodzą na Jasną Górę od strony Alei NMP. W sezonie pielgrzymek pieszych pątnicy składają Maryi tysiące kwiatów.

Tegoroczne uroczystości „Hołdu z kwiatów” upływają nie tylko w łączności z papieżem Franciszkiem, ale i z kościołem Ducha Świętego w Warszawie, skąd wyrusza Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę i gdzie rozpoczęła się modlitwa w obronie życia, Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Świątynia od dziś stanie się Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia.

Jak powiedział przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra „w hołdzie z kwiatów będziemy dziękować za Maryję, która jest Matką Życia, i która zaprasza nas do tego, byśmy byli świadkami życia”.

8 grudnia to na Jasnej Górze od 10 lat dzień łączności Wzgórza Jasnogórskiego ze Wzgórzem Watykańskim. - W jakimś sensie ten nasz hołd jest przedłużeniem tego papieskiego w Rzymie. Stamtąd zaczerpnęliśmy wzór, ale tu na Jasnej Górze nie tylko ks. Arcybiskup składa białe róże, lecz czynią to wszyscy, to jest taki jasnogórski zwyczaj, który ma szczególną wymowę - wyjaśnia o. Przeor. Podkreśla, że „w tym symbolicznym kwiecie każdy z nas składa swoje życie Niepokalanej”. - Chcemy wspierać też papieża w jego zmaganiach, w trudnych dla Kościoła czasach, naszą solidarną, wspólną modlitwą - zapewnia o. Waligóra.

Uroczystości jasnogórskie rozpocznie o godz. 16.15 Akatyst w Kaplicy Matki Bożej, po czym w procesji światła pielgrzymi i wierni arch. częstochowskiej przejdą na plac jasnogórski pod figurę Niepokalanej.

Tam ok. godz. 17.15 dokonany zostanie akt zawierzenia Kościoła, Ojczyzny i świata. Po czym na wzór rzymski, główny celebrans w koszu drabiny strażackiej zostanie wyniesiony w górę i złoży u stóp figury Maryi Niepokalanej wiązankę białych róż.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem