Artykuł zawiera fragment książki „Św. Joanna Beretta Molla we wspomnieniach męża”. Wyd. eSPe. Książka do kupienia w naszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.

W listach pisanych przez Joannę uderzyła mnie jej wielka wrażliwość i delikatność. Być może w tych cechach tkwiła tajemnica uroku Pana żony. W świecie, który często wydaje się nieczuły, gdzie wszystko odbywa się w pośpiechu, powierzchownie, ważne jest to przesłanie czułości i wrażliwości. Trzeba znaleźć siłę do używania zdrobniałych, pieszczotliwych słów, mówienia o pięknie natury.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Ma Pan rację. Zaraz na początku naszego narzeczeństwa Joanna mi powiedziała: „Chcę Cię uczynić szczęśliwym. Powiedz mi, co powinnam uczynić, żebyś był szczęśliwy”. Rzeczywiście, z tą dziewczyną, pełną radości, zaznałem szczęścia.
Reklama
Joanna posiadała wrażliwość dojrzałej kobiety, umiała wyrażać miłość intensywnie, wypełniając nią codzienne życie. Tego właśnie mnie nauczyła. Otrzymałem wychowanie religijne, które – z dzisiejszej perspektywy – może wydawać się zbyt surowe, trochę smutne i być może wypełnione zbyt wieloma zakazami. Joanna wprowadziła mnie w świat pogodnej duchowości, wiary przeżywanej z radością, wiary, dzięki której wszystkie rzeczy są dobre, jeśli ma się czyste serce.
Może od wczesnej młodości trzeba mieć odwagę, żeby odpowiedzieć na piękno, przelać na papier uczucia, jakie ono w nas budzi i przechowywać jego wspomnienie.
Joanna miała odwagę, dzięki której odnalazła prawdziwe piękno w życiu, radość i miłość w łasce Bożej. „Z Jezusem w sercu” podziwiała i cieszyła się cudem stworzenia, widząc we wszystkim dar Boga, odnosząc się z szacunkiem i miłością do wszystkich stworzeń jako dzieła Bożego. Potrafiła też przelać swoje uczucia na papier. Słowo pisane utrwala i przechowuje stan ducha i nasze spostrzeżenia. Natomiast to, co mówimy, zostawia tylko nikły ślad, który znika po pewnym czasie. Lektura listów ze szczęśliwego okresu zakochania wywołuje cudowne wspomnienia młodości. Joanna trzymała moje listy w szkatułce, którą dostała w prezencie ślubnym. Włożyłem do niej również jej listy i kiedy do nich teraz sięgam, zdaje mi się, że słyszę jej głos, czuję radość – jak wtedy, gdy była przy mnie.
Oprócz kobiecego piękna, Pana żona miała też w sobie piękno macierzyńskie. Dlatego można o niej powiedzieć, że była bardzo piękną matką.
Reklama
Wiele cech sprawia, że matki mają w sobie urok kobiecości i macierzyństwa. Te cechy widać na twarzy, w oczach i w uśmiechu matek. To, co czyniło Joannę piękną, to pogoda ducha, harmonia uczuć, łaska Boża, głębia i radość macierzyńskiej miłości obecne na twarzy szczęśliwej matki. Dodam, że Joanna bardzo dbała o swój wygląd, ładnie się ubierała – lubiła dobrze wyglądać. Oczywiście, źródłem macierzyńskiego, kobiecego piękna Joanny był jej szczery, prawy charakter, ufność w Opatrzność, jednak wydaje mi się, że ważna też była troska, z jaką dbała o siebie.
Piękno Joanny było widoczne też w życiu rodzinnym.
Tak, przejawiało się w jej uczuciu, zaangażowaniu i uwadze, jakie poświęcała mnie i dzieciom, w tym, jak nas traktowała i jak się do nas odnosiła, oraz w łączeniu codziennych obowiązków z radością życia. Joanna znajdowała czas zarówno na regularne praktyki religijne, jak i na koncert w filharmonii, spektakl w teatrze, jazdę na nartach. Piękno było widać w jej typowo kobiecej umiejętności cieszenia się pełnią życia, w harmonii. Joanna w nasze codzienne życie wnosiła nastrój świętowania.
Charakterystyczną cechą Joanny – którą zapamiętało wiele osób stykających się z nią w różnych sytuacjach – był jej naturalny wdzięk. Jakie są Pana wspomnienia związane z tym rysem osobowości Joanny?
Zachowanie Joanny cechowały odpowiedzialność i uprzejmość. Swoim uśmiechem natychmiast budziła sympatię i zaufanie. Było to tym bardziej zadziwiające, że Joanna miała mocny charakter i silną osobowość. Wzbudzała szacunek jako lekarka, ale nigdy nie traciła wrażliwości, wdzięku i godności, które sprawiały, że była tak atrakcyjna.
Reklama
Nie sądzę, aby wzruszenie, z jakim wspominają ją pacjentki, było jedynie skutkiem świetnej opieki lekarskiej. Myślę, że sprawiała to wrażliwość matki i przyjaciółki, wdzięk będący odbiciem wewnętrznej łaski podarowanej jej przez Boga. W swoich pismach Joanna zwracała szczególną uwagę na to, aby żyć w łasce i zachęcać innych do życia w niej. Sądzę, że sama w pełni zrealizowała to wezwanie. Takie świadectwo o Joannie dają też nasi przyjaciele. Ksiądz Gotti, przyjaciel rodziny, gościł trzy dni w naszym domu w Courmayer. Gdy się żegnaliśmy, podziękował mi i podkreślił wrażliwość Joanny, jej zdolność do zauważania potrzeb i pragnień innych.
Był Pan zakochany w Joannie; co w niej najbardziej Pana pociągało?
W okresie naszego narzeczeństwa najbardziej mnie pociągały jej entuzjazm i radość. Po ślubie – macierzyńska miłość, siła i radość, której nic nie mogło zmącić. Może właśnie to najbardziej mnie w niej pociągało. Życie Joanny było hymnem radości, hymnem dziękczynienia za łaskę Bożą w jej sercu. Napisała „Hymn uśmiechu”. Myślę, że warto go przytoczyć.
Czy żona karmiła dzieci piersią?
Tak, dopóki tylko mogła.
Przyszły mi na myśl słowa proroka Ozeasza, który porównuje miłość Boga do ludu wybranego z uczuciem matki, podnoszącej do swojego policzka niemowlę (Oz 11,4). Można by powiedzieć, że sam Bóg uczy się od matki.
Ja również myślę, że miłość matki do własnych dzieci w swojej intensywności najbardziej podobna jest do miłości Boga do ludu wybranego. Nie dziwi mnie to, ponieważ matka jest najbliższą współpracowniczką Boga w tajemnicy i cudzie stworzenia. Najpiękniejsze i najbardziej radosne zdjęcia Joanny to te, na których trzyma dzieci na rękach.
Jak chcieliście wychować dzieci?
Reklama
Joanna chciała, żeby było to takie wychowanie, jakie sama otrzymała w dzieciństwie: metodą przekonywania. „Nie mogę zrozumieć, jak matka może bić swoje dziecko. Musimy umieć wychować nasze dzieci metodą przekonywania, a przede wszystkim nauczyć je od najmłodszych lat, że wszystko jest darem Boga i że trzeba szanować ten dar”. Kiedy Joanna przedstawiła mi ten model wychowania, przyjąłem go bez zastrzeżeń. Na szczęście rodzice wychowali mnie w ten sam sposób.
W tym miejscu uczynię małą dygresję, otóż kiedy mówię o swoich rodzicach, zawsze dziękuję Panu, że mi ich dał. W szczególności dziękuję Mu za wspaniałego ojca, który wpajał mi zawsze szacunek wobec bliźniego. Ta bardzo cenna zasada ukształtowała całe moje życie. Joanna i ja byliśmy całkowicie zgodni co do metody wychowania dzieci. Niestety, Joanna zmarła, kiedy Pierluigi miał pięć lat i kiedy nasze dzieci były jeszcze małe.
Opowiedział nam Pan o życiu pięknym i radosnym, jednak również Wam nie brakowało różnych trudności.
Reklama
Oczywiście. Joanna była mądrą i rzetelną kobietą. Jeszcze w okresie narzeczeństwa mówiła, żebyśmy się przygotowali do pokonania trudności, jakie nas spotkają. Największą z tych trudności były cierpienia Joanny towarzyszące każdej ciąży. Jak bardzo cierpiała, zrozumiałem dopiero po jej śmierci, ponieważ starannie to przede mną ukrywała. Wiedziałem o wymiotach, o palących bólach żołądka, ale nic mi nie mówiła o innych dolegliwościach. Pamiętam też, jak trudno było nam się przyzwyczaić do mieszkania w domu na terenie fabryki, którą kierowałem: dom był piękny, ale jednak w obrębie fabryki. Ponadto w okresie strajków (1956–58) słyszeliśmy wszystko, co się działo podczas manifestacji. Wychodząc z domu, musiałem przedzierać się przez tłum demonstrantów. Joanna znosiła spokojnie wszystkie te niedogodności, nigdy nie narzekała. Właśnie dzięki tej sile zyskała sympatię i powszechny szacunek.
Hymn uśmiechu
Uśmiechaj się do Boga, od którego każdy dar pochodzi
Uśmiechaj się do Boga Ojca w modlitwach coraz bardziej doskonałych
Uśmiechaj się do Ducha Świętego
Uśmiechaj się do Jezusa, idąc na Mszę Świętą, do Komunii Świętej, podczas nawiedzenia
Uśmiechaj się do tego, który uosabia Chrystusa – Ojca Świętego, i do spowiednika, który jest symbolem Boga, również wtedy, gdy nas ostro karci
Uśmiechaj się do Najświętszej Maryi Panny – wzoru, do którego mamy dostosować nasze życie, tak aby ten, kto patrzy na nas, mógł żyć lepiej i po Bożemu myśleć
Uśmiechaj się do Anioła Stróża, dlatego że został nam dany przez Boga, aby nas zaprowadzić do raju.
Uśmiechaj się do rodziców, braci i sióstr, nawet wtedy, kiedy nakładają na nas obowiązki, które sprzeciwiają się naszej pysze, ponieważ mamy być iskrami radości
Uśmiechaj się zawsze, przebaczając zniewagi, nie krytykując i nie okazując niezadowolenia
Uśmiechaj się do wszystkich, których Pan posyła do nas w ciągu dnia
Świat poszukuje radości, ale jej nie odnajduje, ponieważ jest oddalony od Boga. My, zrozumiawszy, że radość pochodzi od Jezusa, z Jezusem w sercu niesiemy radość. On będzie siłą, która nam pomaga.
