Reklama

Aspekty

Tu Pan Bóg ma pierwszeństwo

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 22/2016, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

sklep

Piotr Jaskólski

Magdalena Stachowska – żona, mama, prezes Chrześcijańskiej Fundacji Rozwoju Osobistego RONDO, razem z mężem prowadzi w Zielonej Górze religijną księgarnię Boski Sklep

Magdalena Stachowska – żona,
mama, prezes Chrześcijańskiej
Fundacji Rozwoju Osobistego
RONDO, razem z mężem prowadzi
w Zielonej Górze religijną
księgarnię Boski Sklep

KATARZYNA JASKÓLSKA: – „Rondo” to dość intrygująca nazwa dla fundacji.

MAGDALENA STACHOWSKA: – Wszystko zaczęło się od żartu: „Co Pan Bóg robi na rondzie? Nawraca”. W naszym życiu jest tak, że często nie wiemy, czy skręcić w lewo, czy zawrócić, albo stoimy na wysepce tak długo, aż podejmiemy decyzję. To mogą być różne sprawy – wybór studiów, ciężka sytuacja w domu, w pracy, potrzeba zmiany, rozeznania powołania. Znajdujemy się na rondzie i rozwiązujemy to z Bożą pomocą. Stąd wzięła się Chrześcijańska Fundacja Rozwoju Osobistego RONDO. W grupie kilku osób mieliśmy różne pragnienia w sercach, żeby robić coś dla Pana Boga. Początkowo były to głównie osoby z fraterni franciszkańskiej przy kościele Ojców Franciszkanów w Zielonej Górze, ale z czasem dołączyły osoby z innych kościelnych wspólnot czy kręgów. Tak powstała fundacja, która oficjalnie istnieje od listopada ubiegłego roku, choć działania podejmowaliśmy jeszcze przed uzyskaniem osobowości prawnej.
RONDO to też skrót od „Rozwój Osobisty Na Drodze Oczyszczenia”. Bo rozwijać się może każdy, ale bez oczyszczenia, przebaczenia, uzdrowienia za daleko nie damy rady dojść.

– Nie da się ukryć, że rozwój osobisty jest dziś na topie.

– Uważamy, że każdy powinien się rozwijać, że to jest nasze podstawowe powołanie. Powinniśmy odkrywać, kim jesteśmy, jakie są nasza misja, cel, rozwijać nasze talenty i to wszystko, co Pan Bóg w nas złożył. Cały czas pamiętając, że wjeżdżając na rondo, musimy ustąpić pierwszeństwa Panu Bogu, to On jest tu najważniejszy.
Teraz wszędzie jest pełno haseł, że trzeba się rozwijać, że wszystko możesz, że marzenia są od tego, żeby je spełniać. A my zaczęliśmy się zastanawiać, czy faktycznie wszystkich to dotyczy. Na naszej drodze natknęliśmy się na osoby bezdomne. One nie mają szansy ani podstaw do tego, żeby ich marzenia się spełniały. Nie mają gdzie mieszkać, nie mają co zjeść – więc o jakich wielkich planach i marzeniach możemy mówić w ich sytuacji? Piramida potrzeb Maslowa wyraźnie pokazuje, że jeśli podstawowe potrzeby nie zostaną zaspokojone (dach nad głową, odzież, wyżywienie, poczucie bezpieczeństwa, przynależności), to o żadnym rozwoju osobistym nie ma sensu nawet rozmawiać. Dla nich to zbyt wielka abstrakcja. Kiedy ktoś jest głodny, nie będzie się zastanawiał, jakie ma pasje i jak je rozwijać. Myśli o tym, jak przetrwać, jak zdobyć coś do zjedzenia albo w co ubrać swoje dziecko. Dlatego jako fundacja najpierw chcemy zaspokajać podstawowe potrzeby, żeby później móc tym ludziom powiedzieć i o Panu Bogu, i o innych sprawach. Łatwo jest powiedzieć bezdomnemu na ulicy: „Bóg cię kocha”, ale to nic nie zmieni, jeśli zostawimy go w śmietniku, nie damy nic do jedzenia.

– Dlatego postanowiliście poprowadzić w Zielonej Górze dom dla bezdomnych.

– Tak, działa już od roku. Osób bezdomnych i potrzebujących pomocy nie brakuje. To niekoniecznie ludzie, którzy żyją na ulicy latami. To czasami maltretowane kobiety, które nie mają dokąd pójść, to czasami ludzie, którym nagle zawalił się świat i stracili grunt pod nogami. Jako fundacja wynajmujemy dom przy ul. Malczewskiego. Pod koniec ubiegłego roku dostaliśmy zgodę wojewody i wpisano nas do rejestru placówek zapewniających miejsca noclegowe pod pozycją 37. W domu znajduje się 12 pokoi, 8 łazienek, są kuchnia, spiżarnia, pralnia. Jest też ogród. Jesteśmy w stanie pomieścić tam 20 osób. Przyjmujemy różnych ludzi, także matki z dziećmi. Są też osoby, których stan zdrowia jest zbyt zły, żeby mogły iść do noclegowni, a zbyt dobry, żeby trafiły do DPS-u, jesteśmy więc też miejscem pośrednim, jedynym takim w Zielonej Górze.
Mówi się, że lepiej dać człowiekowi wędkę niż rybę. My dajemy najpierw rybę, żeby człowiek miał siłę chwycić wędkę, a potem idziemy z nim na połów i pokazujemy, jak to robić. Dostają więc nocleg, jedzenie, ubranie i pomoc adekwatną do ich potrzeb i oczekiwań.

– To spore przedsięwzięcie.

– To prawda, jednak potrzeby są bardzo duże, dlatego docelowo myślimy już o drugim domu. Ten, który obecnie prowadzimy, służy usamodzielnianiu. Jego mieszkańcy muszą podporządkować się określonym zasadom i chcieć poprawić swoją sytuację, np. obowiązuje całkowity zakaz picia alkoholu. Pomagamy im w wypełnianiu różnych dokumentów, pisaniu podań i szukaniu pracy. Biurokracja jest dla nich bardzo często czymś przytłaczającym, nie potrafią się w tym odnaleźć. Pomagamy przejść przez sprawy związane z długami, z ustaleniem praw opieki nad dzieckiem albo ze zdrowiem. Ale też uczymy ich samodzielnego życia, żeby w przyszłości mogli wynająć sobie własny pokój czy mieszkanie i zająć się sobą. Na przykład każdy z nich dostaje od nas produkty żywnościowe, z których sam musi sobie przygotowywać posiłki. Oczywiście mieszkańcy mogą dzielić się obowiązkami i gotować na zmianę, ale nikt nie może oczekiwać, że ktoś będzie to zawsze za niego robił. Są ustalane dyżury, jeśli chodzi o sprzątanie, jest regulamin i np. cisza nocna czy godzina powrotu do domu. Ci ludzie uczą się żyć od nowa. Dla niektórych nauka obsługi pralki czy gospodarowania jedzeniem jest ogromną lekcją.
Każdy z mieszkańców ma swoją historię, więc nie robimy czegoś takiego, że każemy stanąć na nogi w określonym czasie. Jednemu wystarczy miesiąc, drugi będzie potrzebował roku. Chodzi nam o to, żeby w ogóle były postępy, żeby ci ludzi pokazali, że chcą zmienić swoje życie – i my im w tym pomożemy. Ale widzimy też, że są ludzie, którzy raczej się już nie pozbierają, ze względu na wiek, na chorobę, na bagaż doświadczeń. Dla nich chcielibyśmy stworzyć drugi dom, w którym mogliby zamieszkać już na stałe. Jesteśmy na etapie rozmowy z miastem, może uda się dostać jakiś większy budynek. Zobaczymy. Miasto bardzo życzliwie odnosi się do naszych działań.

– Również nazwa Waszego domu wiele mówi o jego charakterze.

– Chrześcijański dom rozwoju osobistego dla osób w trudnej sytuacji życiowej „Talitha kum”. Jest piosenka Magdaleny Frączek „Talitha kum, mówię ci, dziewczynko, wstań! Wcale nie umarłaś, lecz śpisz”. Bez względu na to, w jak wielkim bagnie człowiek się znajduje i jak mocno upadł, to Jezus z każdej sytuacji potrafi go wydźwignąć. Z Jego pomocą możemy zmienić radykalnie swoje życie i stanąć na nogi.

– Dom istnieje od roku. Czy możecie już mówić o jakichś owocach?

– Przez ten czas dom stał się oparciem dla ponad 40 osób, według nas to dużo. I są wśród nich ludzie, którzy niestety wrócili na ulicę. Ale są też tacy, którzy faktycznie wykorzystali ten czas. Zdajemy sobie sprawę, że owoce możemy zobaczyć dopiero za kilka lat, a może to nawet nie my będziemy te owoce oglądać. Nie robimy tego, żeby podziwiać efekty ani żeby słyszeć podziękowania. Jeżeli ktoś nie chce zmiany w swoim życiu, my go do tego nie zmusimy.

– Jak osoby bezdomne dowiadują się o Was?

– Głównie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, od kuratorów, z Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Chcemy zacząć współpracę ze streetwalkerami, którzy będą szukać bezdomnych na ulicach, ale to raczej temat na jesień czy zimę, bo teraz jest ciepło i ludzie sobie sami radzą. Latem, jeśli mają wybrać między alkoholem a noclegiem, to najczęściej wybiorą alkohol. A alkohol jest w naszym domu całkowicie zakazany. Osoba „pod wpływem” nie ma wstępu, może wrócić, jak już wytrzeźwieje. Ta zasada jest bardzo przestrzegana, szczególnie że w domu mieszkają też kobiety w ciąży albo z dziećmi i muszą czuć się bezpiecznie.
Odzywają się też do nas zwykli ludzie, którzy informują, że w ich okolicy żyje taki pan, który jest bezdomny, i jeśli tylko ten człowiek będzie chciał naszej pomocy, my mu jej udzielimy.
Kiedy ktoś prosi nas na ulicy o pieniądze lub jedzenie, to mówimy mu, że mamy taki dom, że można przyjść, porozmawiać, uzyskać kompleksową pomoc. Nie chodzi o to, żeby raz czy drugi dać 2 zł na bułkę i zastanawiać się, czy na pewno kupi za to jedzenie. Zachęcam do tego, żeby informować bezdomnych o naszym domu, nawet napisać adres na karteczce. Wiem, że ludzie chcą pomagać, a często nie wiedzą jak – można właśnie w ten sposób.
Pierwszym sprawdzianem, czy osoba prosząca o pomoc faktycznie tego potrzebuje, jest to, czy w ogóle do nas przyjdzie. Są ludzie, którzy przychodzili w nocy albo czekali od samego rana – tak bardzo potrzebowali, żeby im pomóc. A są też tacy, którzy dostali już od nas kilka razy karteczkę z adresem, a nie pojawili się.

– Czy jest jakiś opiekun domu, osoba mieszkająca tam na stałe?

– Tak, zatrudniamy taką osobę. Dobrze by było, gdyby można było zatrudnić więcej pracowników, ale na to nie mamy finansów. Też sami w ramach naszego bycia w fundacji przychodzimy do domu, np. o. Paweł jest tam raz w tygodniu, żeby wygłosić katechezę, porozmawiać, wyspowiadać. Chciałoby się przychodzić częściej, robić więcej, ale mamy swoje rodziny i obowiązki, więc wszystkiego nie damy rady. Szczególnie, że mamy też inne projekty.

– Co na przykład?

– W drugie soboty miesiąca w kościele Ojców Franciszkanów organizujemy razem z fraternią franciszkańską wieczory uwielbienia połączone z konferencją. W czerwcu to spotkanie wyjątkowo robimy w trzecią sobotę, bo wtedy przyjedzie do Zielonej Góry o. Adam Szustak – już dzisiaj serdecznie zapraszam.
Chcielibyśmy też otworzyć w naszym mieście żłobek katolicki. Czemu? Choćby dlatego, że nie podoba nam się, że w tylu innych placówkach dzieci od maleńkości są faszerowane jakimiś halloweenami. Poza tym taki żłobek pomógłby mieszkankom naszego domu – często nie mogą sobie pozwolić na pójście do pracy, bo nie mają z kim zostawić dziecka. Tu ten problem zostałby rozwiązany. Nie wiemy, ile czasu nam to zajmie, zobaczymy, jakimi drogami Pan Bóg nas poprowadzi. A Jego decyzje nas wciąż zaskakują. Przecież nasza fundacja powstała po to, żebyśmy mieli swój dom rekolekcyjny – ale Pan Bóg pokazał nam, że to nie jest najpilniejsze, że ważniejsza teraz jest pomoc ludziom bezdomnym. Dom rekolekcyjny sam w sobie jest świetnym pomysłem, ale to jeszcze nie ten czas. Mogliśmy go stworzyć, modlić się tam, uwielbiać Pana, jednak poprzestanie na tym byłoby hipokryzją, zwłaszcza że modlimy się, by „ubogim głosić Dobrą Nowinę, więźniom wolność” i tak dalej. Pan Bóg nam pokazał, że nie możemy się zamknąć we własnej salce kościelnej, we wspólnocie, w której jest nam dobrze. Musimy iść do ludzi. W końcu Jezus powiedział: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.

– Gdzie można o Was poczytać? I jak pomóc?

– Mamy konto na Facebooku. Powstaje też nasza strona internetowa. Jeśli ktoś chciałby nas wesprzeć finansowo, będziemy się bardzo cieszyć. Część środków dostajemy z MOPS-u, reszta to darowizny. Utrzymanie takiego domu nie jest łatwe. Dlatego potrzeba dużo modlitwy. A jeśli ktoś chce pomóc materialnie, to dowolną kwotę można przelać na konto, którego numer jest podany na Facebooku.

Magdalena Stachowska – żona, mama, prezes Chrześcijańskiej Fundacji Rozwoju Osobistego RONDO, razem z mężem prowadzi w Zielonej Górze religijną księgarnię Boski Sklep

2016-05-24 13:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Oświadczenie sieci Biedronka w sprawie decyzji UOKiK

[ TEMATY ]

sklep

Nie podzielamy wniosków zawartych w decyzji ogłoszonej przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Od wielu lat jesteśmy zaangażowani i lojalni wobec naszych klientów, a wartości te były wielokrotnie wystawiane na próbę w ciągu tych 25 lat działalności, w tym w bardzo trudnych i bezprecedensowych okolicznościach wywołanych pandemią.

Nasze poczucie misji i obowiązku odzwierciedla nie tylko polityka niskich cen, którą kierujemy się we wszystkich naszych działaniach, ale także konsekwentne doskonalenie wszystkich naszych procesów, włącznie z prawidłowym oznaczaniem cen w sklepach. Dlatego też zdecydowanie nie zgadzamy się z ogłoszoną decyzją UOKiK i mając przekonanie o słuszności naszych argumentów, nie mamy innego wyjścia, jak złożenie odwołania od tej decyzji do właściwego sądu.

Naszym zobowiązaniem jest spełnienie wszystkich wymogów prawnych. Nieumyślne błędy ludzkie, o których wspomniał Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jest jedynym powodem incydentalnych różnic cenowych lub braku etykiet. Biorąc pod uwagę skalę działalności naszej sieci - ponad 3 tysiące sklepów, blisko 70 tysięcy pracowników, ponad 4 miliardy wizyt klientów w latach 2017 do lipca2020 r. - nie można zupełnie wyeliminować tych indywidualnych przypadków.

Warto jednak zauważyć, że pomyłki cenowe zdarzały się w obie strony, a część z nich miała również negatywne skutki finansowe dla przedsiębiorstwa. Dlatego nie zgadzamy się z zarzutem dotyczącym czerpania przez spółkę korzyści z postępowania opisanego w decyzji. W trosce o naszych klientów podjęliśmy zdecydowane, znacznie wykraczające poza rynkowe standardy, działania mające na celu ograniczenie liczby tego typu przypadkowych błędów. Już teraz widzimy pozytywne efekty wdrażanych rozwiązań.

Od 25 lat aktywnie budujemy rynek detaliczny w Polsce i wraz z polskimi dostawcami, którzy rozwijają się razem z nami, codziennie dostarczamy naszym klientom produkty wysokiej jakości w niskich cenach, tworząc wartość dla polskich rodzin i rodzimej gospodarki. Dzięki silnemu zaangażowaniu Biedronki, Polska posiada jeden z najbardziej konkurencyjnych rynków handlu detalicznego i jedne z najniższych cen żywności w Europie.

W okresie od 2017 r. do lipca 2020 r. polskie rodziny zaoszczędziły ponad 17 mld zł dzięki akcjom promocyjnym w sieci Biedronka. A w samym tylko okresie pandemii, od marca do lipca 2020 r., oszczędności te wyniosły 2,4 mld zł.

Pragniemy zapewnić, że będziemy kontynuować naszą strategię dostarczania na co dzień towarów wysokiej jakości po niskich cenach, tworzenia wartości i wspierania polskich rodzin oraz polskiej produkcji i wytwarzania żywności, szczególnie w obecnych trudnych czasach.

CZYTAJ DALEJ

Posty nakazane zachowywać

Niedziela warszawska 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Czynić to, co mówi Jezus

2020-09-19 02:40

ks. Łukasz Romańczuk

YT Jasna Góa

YT Jasna Góa

Po zakończeniu Apelu Jasnogórskiego rozpoczęło się czuwanie, prowadzone przez ks. Włodzimierza Wołyńca i wspólnotę Hallelu Jah oraz w drugiej części przez Wojowników Maryi i o.Krzysztofa Wesołowskiego OCD.Z kolei o północy Pasterce maryjnej przewodniczył ks. dr Adam Łuźniak, Wikariusz Generalny. Śpiew prowadził Chór parafii pw. NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy.

We wstępie przewodniczący liturgii nawiązał do dwóch wydarzeń, które miały miejsce w nocy: Narodzenie Pana Jezusa i Zmartwychwstanie

- Bóg przemienia to co ciemne, przepełnione lękiem na historię zbawienia. - mówił.

Obecność Chrystusa jest związane także z obecnością Jego Matki.

- W tej Mszy św. módlmy się by to, co trudne i smutne w naszym życiu, wspólnotach archidiecezji, doświadczyło dotknięcia matczynej ręki Maryi. Tak, aby ona pomogła nam wrócić do pełni normalności pracy duszpasterskiej. Aby pozwalała nam przeżywać rok akademicki, szkolny, duszpasterski, w pełni wiary i chrześcijańskiego zaangażowania - powiedział.

Przeznaczona na dzisiejszą liturgię Ewangelia o weselu w Kanie Galilejskiej, była tematem początku homilii. Ks. Adam Łuźniak zauważył, że ten fragment Pisma Świętego jest często czytany podczas liturgii. Może to rodzić niebezpieczeństwo popadnięcia w rutynę słuchania, a jednocześnie braku skupienia przy odbiorze tego fragmentu.

Mimo tych trudności, kaznodzieja zachęcił do zwrócenia uwagi na zaproszeniu skierowanym przez Maryję i momentu przemienienia wodę w wino.

- Słudzy nie mogli przewidzieć skutków działania [Jezusa - przyp. red.]. Jedyne co mogli zrobić to być posłusznym Jezusowemu słowu - powiedział.

Spoglądając na posłuszeństwo sług z Ewangelii, kaznodzieja odniósł się do spostrzegania posłuszeństwa w obecnym czasie:

- Jesteśmy wtedy mocni i wtedy mądrzy, kiedy czynimy to, co Jezus od nas oczekuje - zaznaczył.

Patrząc z perspektywy przemienienia wody w wino, ważny jest czas i odpowiedni moment.

- Słowa Maryi - “Zróbcie wszystko, cokolwiek Wam powie, skierowane jest do nas, aby rozeznawać wolę Boga - mówił.

W nawiązaniu do czasu pandemii i ograniczeń podczas Eucharystii, kaznodzieja zaznaczył, że był to czas oddzielenia od Komunii.

- Te zakazy i nakazy obnażyły w nas pewną słabość i nieumiejętność skoncentrowania się na Bożym słowie. Msza św. znajduje swój szczyt w przyjęciu Komunii Świętej, ale podczas Mszy jest drugi stół i pokarm, który nie może nam umknąć. Jest to Boże słowo.Czyni ono nas mądrymi i silnymi. - nauczał.

W dalszej części ks. Łuźniak wyjaśnił, słowa św. Pawła: “dać swoje ciało na ofiarę żywą”.

- Trzeba wypełniać wolę Bożą. Nie chodzi o to, aby być tylko dobrym człowiekiem. Dobry człowiek. To jeszcze jest mało. Od nas oczekuje się, aby nasze czyny były podejmowane w duchu Ewangelii. Nasze czyny powinny wynikać ze słuchania słowa Bożego i modlitwy - mówił.

Ks. Łuźniak zachęcał, aby nie brać wzoru z tego świata.

- Widzimy, że w każdym pokoleniu, gdy wchodzi w dorosłość, jest wielkie napięcie, aby być “trendy”, tak jak inni, by się wpisać w myślenie całości. Jest ogromna pokusa, aby brać przykład z tego świata. - ostrzegał.

Podsumowując, ksiądz zaznaczył, że “słowo może nas przemienić w momencie, kiedy będziemy konsekwentni w słuchaniu słowa Bożego.(...) Do słuchania tego słowa zachęca nas Maryja (...) Wejdźmy do szkoły Maryi i dajmy się jej prowadzić.

Na zakończenie Mszy św. odmówiony został Akt oddania Archidiecezji Wrocławskiej Matce Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję