Między obroną a nowym początkiem
Komunikat po 405. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Łomży pokazuje, że biskupi nie rezygnują z obecności religii w szkole. Przypomnieli jasno, że katecheza parafialna nie oznacza wycofania się z nauczania religii w systemie edukacji, lecz ma być jego uzupełnieniem. To ważny głos, bo w ostatnich miesiącach wielu rodziców i nauczycieli zadawało pytanie, czy przypadkiem nie jesteśmy świadkami cichego przesuwania religii ze szkoły wyłącznie do parafii.
Biskupi ponowili także apel o obowiązkowy wybór między religią i etyką. To rozwiązanie mogłoby zakończyć fałszywy konflikt między „przymusem religii” a jej usuwaniem. Uczeń potrzebuje przestrzeni do rozmowy o wartościach - niezależnie od tego, czy będzie to lekcja religii, czy etyki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Głos tych, którzy stoją przy tablicy
Jednocześnie trudno nie zauważyć niepokoju części środowiska. Nauczyciele religii - ludzie, którzy przez lata budowali obecność Kościoła w szkołach - często czują, że o przyszłości ich pracy rozmawia się bez nich. To oni stoją przed klasą, odpowiadają na pytania młodych ludzi i wiedzą, że współczesna lekcja religii wymaga nie tylko wiedzy teologicznej, ale także kompetencji pedagogicznych, psychologicznych i znajomości języka młodego pokolenia.
Reklama
Warto zatem zadać trudne pytanie: czy obrona religii w szkole może polegać wyłącznie na reagowaniu na decyzje administracyjne? I właśnie tutaj zaczyna się najważniejsze wyzwanie. Nowa podstawa programowa religii nie może być jedynie zmniejszoną wersją dotychczasowych treści, dostosowaną do mniejszej liczby godzin. Jeśli młody człowiek ma dziś usłyszeć głos Kościoła, musi to być język odpowiadający na jego realne pytania: o sens życia, relacje, miłość, rodzinę, odpowiedzialność i własną tożsamość.
Dlatego szczególnie ważne jest, kto uczestniczy w przygotowaniu zmian. Nauczyciele nie są jedynie wykonawcami dokumentów tworzonych przy biurkach. Nauczyciele religii są pierwszą linią spotkania Kościoła z młodym pokoleniem. Wiedzą, jakie pytania padają na lekcjach, jakie wątpliwości mają uczniowie i dlaczego część z nich odchodzi. Trudno więc budować przyszłość szkolnej katechezy bez szerokiego głosu tych, którzy każdego dnia ją prowadzą. Prace nad nową podstawą programową powinny być zatem prowadzone bardzo szeroko. Nie mogą stać się jedynie dostosowaniem do ograniczonego czasu lekcyjnego. Jeśli religia ma pozostać ważnym elementem formacji ucznia, potrzeba odważnej wizji, a nie tylko administracyjnej korekty.
Kościół słusznie przypomina, że wychowanie nie kończy się na przekazywaniu informacji. Szkoła zawsze niesie określoną wizję człowieka. Dlatego spór o religię jest w rzeczywistości sporem o to, czy w edukacji jest jeszcze miejsce na pytania o sens, wartości, sumienie i odpowiedzialność. To, że nie chodzi wyłącznie o przedmiot w planie lekcji, pokazuje także spór o tzw. edukację zdrowotną. Chodzi bowiem o dwie wizje człowieka i wychowania. Biskupi słusznie zauważają, że seksualność nie może być przedstawiana jedynie jako kwestia zdrowia, ale powinna uwzględniać wymiar rodziny, odpowiedzialności i relacji.
Reklama
Jednak sama krytyka propozycji MEN nie wystarczy. Potrzebna jest atrakcyjna i odważna propozycja pozytywna.
Nie wystarczy bronić murów…
Być może największym zagrożeniem dla religii w szkole nie jest dziś tylko zmniejszenie liczby godzin. Groźniejsze byłoby pogodzenie się z myśleniem, że można jedynie ograniczać straty, …że religia w szkole nie ma już sensu.
A może właśnie teraz potrzeba wariantu A - odważnego przypomnienia, że edukacja bez pytań o ducha, wartości i odpowiedzialność pozostaje niepełna. Kościół nie potrzebuje wariantu B - defensywnego przetrwania. Potrzebuje wariantu A: nowej jakości katechezy, odwagi w mówieniu o człowieku i wykorzystania potencjału tysięcy świeckich nauczycieli religii. Bo jeśli szkoła ma wychowywać całego człowieka, nie może zabraknąć w niej pytań o sumienie, sens i wartości.
