Reklama

Druzgocący raport komisarza

2016-06-22 09:08

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 26/2016, str. 26

Komisarz Praw Człowieka Rady Europy opublikował raport o sytuacji w Polsce. Choć dokument miał być krytyczny wobec rządu w Warszawie, to jednak jest on przede wszystkim kompromitacją ważnej instytucji Rady Europy

Powinniśmy zabijać więcej nienarodzonych dzieci, ograniczyć wolność sumienia, promować ideologię gender, a także skuteczniej zwalczać stereotypy i przesądy religijne – tak najkrócej można podsumować ostatni rozdział Raportu o przestrzeganiu Praw Człowieka w Polsce. Dokument został zaprezentowany podczas konferencji prasowej w Warszawie przez Nilsa Muižnieksa – komisarza Praw Człowieka Rady Europy.

Szczególną uwagę przykuwa ostatni rozdział dokumentu pt. „Prawa kobiet i równość płci”. – Nie zgadzamy się z wieloma tezami tego dokumentu. Według procedury, zgłosiliśmy wiele różnych zastrzeżeń, wątpliwości i sprostowań. Nie zostały one jednak wzięte pod uwagę – mówi „Niedzieli” minister Wojciech Kaczmarczyk, pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania.

Lewicowa publicystyka

Lektura dokumentu jest porażająca. Raport nie opisuje rzeczywistości w Polsce, ale jest pełen przypuszczeń i opinii, które nie mają pokrycia w faktach. Czyta się go jak skrajnie lewicową publicystykę, która wojuje z polską tradycją, kulturą i religią. Raport zawiera opinie niepoparte żadnymi danymi, które dokumentowałyby postawione przez komisarza tezy. Zostały w nim zawarte stwierdzenia, które cechuje duży stopień ogólności czy wręcz niepewności, tj. sformułowania typu: „podobno kobiety spotykają się z obojętnością...”, „podobno sędziowie traktują czasem...”, „podobno członkowie personelu przymykają oko na...”. W raporcie znajdują się też takie określenia, jak np. „większość przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego”, bez wskazania na przeprowadzone badania opinii.

Reklama

Publikacja jest na tyle kuriozalna, że nie ma w ogóle podstaw do jakiejkolwiek dyskusji nad tym dokumentem. – W raporcie powielane są opinie znane ze środków masowego przekazu i upowszechniane przez pewne środowiska i niektóre organizacje pozarządowe – mówi prof. Aleksander Stępkowski, wiceminister spraw zagranicznych. – Dziwi nas, że komisarz polegał na zapewnieniach niektórych organizacji pozarządowych, zupełnie ich nie zweryfikował i nie zwrócił się do rządu, by w jakikolwiek sposób się do nich ustosunkował. Uważamy, że sam dokument byłby lepszej jakości, gdyby komisarz był skłonny wysłuchać również stanowiska rządu.

Ideologia zamiast danych

Przeglądając dokument, można znaleźć w nim sformułowania i dane liczbowe, których autorami są polskie lewicowe organizacje feministyczne. Przytoczyć można wziętą z sufitu liczbę 150 tys. nielegalnie wykonywanych aborcji w Polsce, która nie ma potwierdzenia w faktach. – Ta liczba nie ma pokrycia w rzeczywistości. Najlepiej widać to było w 1997 r., gdy aborcja była w Polsce legalna – wykonano wówczas tylko nieco ponad 3 tys. aborcji. Po co kobiety miałyby dokonywać tylu „zabiegów” w podziemiu, gdy można było iść legalnie i za darmo do szpitala – mówi dr Antoni Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Właśnie na podstawie tego typu skrajnie lewicowych przesłanek komisarz Muižnieks wyciąga wnioski i feruje zalecenia, aby aborcja została zalegalizowana. Co ciekawe, powołuje się on na tzw. prawa reprodukcyjne kobiet i tzw. prawa seksualne. – Jednak tego typu sformułowania nie mają żadnego odniesienia w prawach człowieka i prawie międzynarodowym. Dlatego też proponuję, aby w takich dyskusjach wrócić do faktów i źródeł Praw Człowieka – mówi min. Kaczmarczyk.

Najbardziej kuriozalny jest fragment poświęcony przemocy domowej wobec kobiet. Z jednej strony komisarz przyznaje, że według Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, przemoc domowa w Polsce ma najniższy wskaźnik w całej Europie, ale z drugiej – znajduje alternatywne źródło informacji. W tym samym akapicie dodaje, że badania te mogą być niemiarodajne, bo Polki najprawdopodobniej nie wiedzą, czym jest przemoc domowa.

Bubel prawny

Dokument wiele uwagi poświęca programowi gender. Komisarz nie kryje oburzenia tym, że w Polsce ideologia gender jest krytykowana, i zaleca, aby rząd poprzez media i odpowiednie agendy zaczął bronić programu Gender Mainstreaming.

Cały podrozdział poświęcony jest też klauzuli sumienia lekarzy i aptekarzy. Zdaniem Muižnieksa, tego typu praktyka jest niedopuszczalna. Krytykuje też Deklarację Wiary lekarzy katolickich oraz wyraża „zaniepokojenie” obywatelskim projektem całkowicie zakazującym aborcji. Zaleca natomiast jej legalizację i refundację antykoncepcji.

Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” ocenia dokument jako bubel prawny. Wydaje się, że raport jest dalece jednostronnym opracowaniem, w którym w wielu miejscach dokonano nieuprawnionej pod względem prawnym wykładni przepisów traktatowych i budzącej wiele wątpliwości oceny stanu faktycznego. – Istotna część wydanego przez komisarza dokumentu dotyczy upowszechniania tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych, które nie istnieją w prawie międzynarodowym. Samo posługiwanie się tym terminem stanowi nieuprawnione wykroczenie przez komisarza poza kompetencje wynikające z postanowień prawa traktatowego – podkreślają prawnicy z „Ordo Iuris” i dodają: – Wydany przez komisarza Muižnieksa raport budzi wiele kontrowersji, bo opiera się nie na faktach, lecz na wybiórczo dobranych opiniach politycznie zaangażowanych środowisk, dla których rzeczywistość ma często znaczenie drugorzędne wobec promowanych przez nie ideologii.

Tagi:
polityka raport

30. rocznica częściowo wolnych wyborów parlamentarnych

2019-06-04 09:09

wpolityce.pl

30 lat temu, 4 czerwca 1989 r., na mocy porozumień między władzami PRL a częścią opozycji odbyły się częściowo wolne wybory parlamentarne. Zwycięstwo „S” otworzyło nową epokę w najnowszych dziejach Polski oraz wpłynęło na proces upadku komunizmu w Europie Środkowej.

Paweł Wysoki

Korzeni procesu transformacji historycy dopatrują się w zmianie sytuacji międzynarodowej, która nastąpiła w połowie lat osiemdziesiątych. Zapoczątkowany po dojściu do władzy Michaiła Gorbaczowa proces reform w ZSRS oznaczał jednocześnie przyzwolenie dla zmian w innych krajach komunistycznych. Dla Kremla jednak priorytetem pozostawało utrzymanie Układu Warszawskiego istniejącego od 1955 r.

Po 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelskiemu nie udało się stłumić podziemnego ruchu „Solidarności”. Opozycja nie miała już jednak potencjału z okresu karnawału „S”. Było to także widoczne w połowie lat osiemdziesiątych. Późniejsze dwie fale strajków, w kwietniu i sierpniu 1988 r., były już nieporównywalnie mniejsze niż protesty z sierpnia 1980 r. Dla władz stanowiły jednak dowód na porażkę dotychczasowych prób stabilizacji systemu. Mimo przygotowywania wariantu rozwiązania siłowego, nazywanego przez opozycjonistów i później historyków „stanem wojennym-bis”, przywódcy PRL zdecydowali się na realizację scenariusza kooptacji części opozycji do struktury sprawowania władzy.

31 sierpnia 1988 r. w willi MSW przy ulicy Zawrat w Warszawie doszło do pierwszego od wprowadzenia stanu wojennego spotkania szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka z Lechem Wałęsą, w którym uczestniczyli również bp Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz KC Stanisław Ciosek. Drugie spotkanie Wałęsy i Kiszczaka odbyło się 15 września 1988 r. Obecni na nim byli też Stanisław Ciosek, przedstawiciel episkopatu ks. Alojzy Orszulik i prof. Andrzej Stelmachowski. Następnego dnia rozpoczęły się rozmowy w szerszym gronie, w których znaleźli się przedstawiciele PZPR, ZSL, SD, OPZZ, „Solidarności” i Kościoła. Ze względu na liczbę uczestników i konieczność utrzymania poufności negocjacji przeniesiono je do ośrodka MSW w podwarszawskiej Magdalence.

Podczas kolejnych spotkań głównym punktem sporu była powtórna legalizacja NSZZ „Solidarność”. Ostatecznie uzgodniono podjęcie jawnych rozmów „okrągłego stołu”. Ich początek uzgodniono na połowę października 1988 r. Konflikty wśród władz PZPR sprawiły, że rozpoczęły się one dopiero kilka miesięcy później. Ponownej legalizacji „S” sprzeciwiały się środowiska związane z OPZZ, które obawiały się osłabienia sprzyjających reżimowi związków zawodowych. Ich stanowiskiem zachwiała przegrana przewodniczącego OPZZ Alfreda Miodowicza w telewizyjnej debacie z Wałęsą.

Momentem przełomu były obrady X Plenum KC PZPR ze stycznia 1989 r. W jego trakcie przyjęto „Stanowisko KC PZPR w sprawie pluralizmu politycznego i pluralizmu związkowego”. Dokument ten był faktyczną zgodą na legalizację „Solidarności”. 27 stycznia 1989 r. doszło do pierwszego od września roboczego spotkania Wałęsy i Kiszczaka w Magdalence, na którym ustalono procedurę obrad, ich zakres oraz termin rozpoczęcia. Obrady Okrągłego Stołu ruszyły 6 lutego 1989 r. w Warszawie w Pałacu Namiestnikowskim (wówczas siedzibie Urzędu Rady Ministrów).

W książce „Pół wieku dziejów Polski 1939–1989” prof. Andrzej Paczkowski podsumował efekty negocjacji trwających do kwietnia 1989 r.:

Najważniejszym owocem było obszerne porozumienie polityczne, nazwane – na poły ironicznie, na poły krytycznie – kontraktem stulecia. Obejmowało ono pakiet ustaleń dotyczących zarówno zasadniczej reorganizacji najwyższych organów państwowych – wprowadzenie drugiej izby parlamentu (Senat) i urzędu Prezydenta PRL – jak i kształtu ordynacji wyborczej. […] Ustalono, że wszystkie miejsca w Senacie oraz 35 proc. miejsc w Sejmie obsadzonych będzie w wyniku wolnej gry wyborczej, natomiast pozostałe 65 proc. posłów zostanie wybranych z list podzielonych między PZPR i jego sojuszników. W ten sposób komuniści zapewniali sobie, jak sądzono, kontrolny pakiet mandatów wystarczający do bieżącego zarządzania państwem, ale praktycznie uniemożliwiali jednostronne zmiany o charakterze konstytucyjnym wymagające 2/3 głosów.

Po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu 6 kwietnia 1989 r. Sejm uchwalił nowelizację Konstytucji PRL wprowadzającą m.in. zapisy o powstaniu Senatu i urzędu prezydenta. Kilka dni później, zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu, nastąpiła legalizacja NSZZ „Solidarność” (17 kwietnia 1989) i NSZZ Rolników Indywidualnych „S” (20 kwietnia 1989). Władze odmówiły legalizacji Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Spotkało się to z ostrą reakcją działaczy młodej opozycji. Ostatecznie NZS zarejestrowano we wrześniu 1989 r.

Oceniając kampanię wyborczą „Solidarności”, prof. Antoni Dudek pisał:

[…] prowadzona przez Komitet Obywatelski odznaczała się dużą dynamiką. […] W czasie spotkań kolportowano na wielką skalę tzw. ściągi, mające ułatwić wyborcom sam akt głosowania. Zaznaczano na nich jedynie nazwiska kandydatów +S+, zalecając równocześnie skreślanie wszystkich innych nazwisk, w tym tych umieszczonych na liście krajowej.

Istotną rolę w kampanii „S” odegrało też powstanie legalnego medium związanego z opozycją: 8 maja 1989 r. ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”. Tuż przed wyborami opublikowano również pierwszy numer zdelegalizowanego po 13 grudnia 1981 r. „Tygodnika Solidarność”. Komitet Obywatelski otrzymał także własny czas antenowy w radiu i telewizji.

W kampanii nie wzięła udziału część przywódców radykalnych środowisk opozycyjnych. Do bojkotu wyborów wezwały „Solidarność Walcząca” oraz Federacja Młodzieży Walczącej. Żądały odsunięcia PZPR od władzy i przeprowadzenia w pełni wolnych wyborów parlamentarnych.

Podczas kampanii część obozu władzy dostrzegła, że partii grozi klęska. Sytuację tę na bieżąco w prowadzonym dzienniku tak przedstawiał ówczesny premier Mieczysław F. Rakowski:

16 maja – Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy. 18 maja – Partia jest nadal w defensywie. Nie ulega już dziś wątpliwości, że nie jest przygotowana do walki. Złożyło się na to wiele przyczyn. 45 lat sprawowania władzy bez opozycji rozleniwiło PZPR. Inna przyczyną jest brak wiary w jej przyszłość, a gruncie rzeczy w socjalizm.

4 czerwca 1989 r. odbyła się I tura wyborów do Sejmu i Senatu. W wyborach do Senatu kandydaci Komitetu Obywatelskiego uzyskali 92 mandaty, strona koalicyjna ani jednego. Z kolei w wyborach do Sejmu „Solidarność” zdobyła 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicyjni z 299 przysługujących im mandatów uzyskali zaledwie trzy. Natomiast na 35 kandydatów z listy krajowej, na której znajdowali się czołowi przedstawiciele koalicji rządowej, tylko dwaj otrzymali ponad 50 proc. głosów, co zgodnie z ordynacją oznaczało, że pozostali zostali wyeliminowani, a 33 mandaty poselskie będą nieobsadzone.

Wybory zakończyły się zwycięstwem „Solidarności”, którego rozmiary zaskoczyły nie tylko komunistów, lecz i stronę opozycyjną. Rozczarowaniem była stosunkowo niska frekwencja, która w zależności od regionu wynosiła od 71 do 53 proc. Największe poparcie uzyskali kandydaci „S” w województwach południowo-wschodnich oraz na Dolnym Śląsku; stosunkowo najmniejsze na zachodzie, m.in. w województwie zielonogórskim.

Nastroje w obozie rządzącym po klęsce z 4 czerwca były fatalne. W dyskusji przeprowadzonej 5 czerwca na rozszerzonym posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR padały następujące wypowiedzi:

Tow. Cz. Kiszczak – Wyniki wyborów przeszły oczekiwania opozycji. Zaszokowały, nie wie, jak się zachować. Wybory do Senatu to nasza całkowita klęska. […] Tow. S. Ciosek – Nie rozumiem przyczyn porażki. Partia musi za nią zapłacić, nie poszła za nami. To gorzka lekcja. Odpowiedzialni będą musieli ponieść konsekwencje. Obecnie sprawą najważniejszą wybór prezydenta, do czego potrzeba 35 mandatów – które przepadły. O tym rozmawiać już z opozycją, bo prezydent to zabezpieczenie całego systemu, to nie tylko nasza wewnętrzna sprawa, to sprawa całej socjalistycznej wspólnoty, nawet Europy. […].

Dla członków PZPR ostatnią nadzieją na utrzymanie decydującego wpływu na rzeczywistość polityczną PRL były wybór na urząd prezydenta gen. Jaruzelskiego oraz zachowanie kontroli nad resortami bezpieczeństwa. Ich kalkulacje osłabiało jednak znaczące poparcie udzielone „S” w obwodach zamkniętych przeznaczonych dla wojska i milicji. Zdaniem historyków nie istniało większe ryzyko użycia siły i obalenia wyników wyborów z 4 czerwca.

4 czerwca 1989 r. był dla PZPR jak Grunwald. Po klęsce w tej bitwie zakon krzyżacki istniał, tak jak PZPR po 4 czerwca, ale czas jej życia był już liczony w miesiącach

—powiedział w rozmowie z PAP prof. Jerzy Eisler z Instytutu Pamięci Narodowej.

Mimo skali zwycięstwa liderzy zwycięskiego obozu tonowali nastroje panujące w szeregach „S”. W wypowiedziach większości pojawiał się w tym czasie również argument kruchości zawartego porozumienia. W opinii historyków „S” była zaskoczona zwycięstwem i niezdolna do przejęcia władzy.

Ogromne kontrowersje w obozie „Solidarności” wzbudziła kwestia organizacji II tury wyborów. 8 czerwca na posiedzeniu Komisji Porozumiewawczej przedstawiciele „S” zgodzili się na zmianę ordynacji wyborczej, umożliwiającej obsadzenie 33 mandatów z listy krajowej przez koalicyjnych kandydatów. 12 czerwca Rada Państwa wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą do Sejmu X kadencji. Na jego podstawie 33 mandaty z listy krajowej miały być przekazane do okręgów i obsadzone w II turze wyborów. Odbyła się ona 18 czerwca 1989 r. Do urn wyborczych udało się tylko 25 proc. uprawnionych. „S” zdobyła jedyny brakujący jej mandat poselski oraz 7 z 8 pozostałych do obsadzenia mandatów senatorskich. Strona rządowa miała 294 zapewnione mandaty w Sejmie.

Kandydaci „Solidarności” uzyskali w wyborach 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Wynik ten przy chwiejnej postawie „stronnictw sojuszniczych” – ZSL i SD – mógł oznaczać poważne problemy przy wyborze na stanowisko prezydenta PRL gen. Jaruzelskiego. Ostatecznie Zgromadzenie Narodowe wybrało go większością jednego głosu.

Kolejne tygodnie pokazały, że zwycięstwo „S” pozwoliło doprowadzić do powołania na stanowisko szefa Rady Ministrów Tadeusza Mazowieckiego. Ukoronowaniem zwycięstwa z 4 czerwca było uzyskanie przez premiera wotum zaufania: 24 sierpnia 1989 r. zdobył poparcie 378 posłów spośród 423 biorących udział w głosowaniu.

Kilka tygodni później w krajach Europy Środkowej rozpoczęły się przemiany, które doprowadziły do upadku systemów komunistycznych. Za symboliczny początek Jesieni Narodów uważane są wybory z 4 czerwca 1989 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka Dawida dziękuje służbom i prosi o modlitwę

2019-07-22 08:41

PAP

Matka 5-letniego Dawida Żukowskiego, którego ciało „z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością” znaleziono w sobotę pod wiaduktem przy węźle Pruszków na autostradzie A2, podziękowała służbom, które prowadziły akcję poszukiwawczą.

screenshot/TVN
Ciało dziecka odnaleziono w sobotę w okolicach węzła Pruszków

„Składam podziękowania Służbom, które z ogromną determinacją, nie szczędząc środków i wysiłku prowadziły akcję poszukiwawczą” – napisała.

– Dziękuję lokalnej Społeczności, Mediom i wszystkim tym, którym los mojego Synka nie był obojętny, którzy do końca okazywali wsparcie wierząc w szczęśliwe zakończenie – dodała kobieta, prosząc pod koniec swego oświadczenia „o modlitwę”.

Jej oświadczenie – przekazane w niedzielę – zostało opublikowane przez magazyn reporterów Uwaga! emitowany na antenie TVN24. Kopię listu matki Dawida zamieszczono na stronie internetowej magazynu Uwaga!.

W sobotę stołeczna policja poinformowała, że na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim, w okolicach węzła Pruszków, znaleziono ciało dziecka. – Z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością jesteśmy przekonani, że jest to 5-letni Dawid – przekazał w sobotę dziennikarzom asp. sztab. Mariusz Mrozek z Biura Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Poszukiwania 5-letniego Dawida z Grodziska Mazowieckiego trwały od 10 lipca, kiedy to utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina.

Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17.00 w środę. Według ustaleń policji tego samego dnia przed godz. 21.00 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież planuje kongres na temat zrównoważonego rozwoju

2019-07-22 13:23

ts (KAI) / Asyż

Z inicjatywy papieża Franciszka młodzi naukowcy i przedsiębiorcy będą dyskutować wiosną przyszłego roku w Asyżu na temat globalnego paktu dla zrównoważonego rozwoju. Spotkanie ok. 500 młodych poniżej 35. roku życia w dniach 24 i 25 marca będzie wstępem do trzydniowego kongresu z udziałem światowej sławy ekonomistów i działaczy społecznych.

Grzegorz Gałązka

Swój udział w kongresie w Asyżu zapowiedzieli m. in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Amartya Sen, szef amerykańskiej sieci zrównoważonego rozwoju Jeffrey Sachs i krytykująca globalizację Vandana Shiva. Potwierdzona też została obecność w tym czasie w Asyżu papieża Franciszka, powiedział rzecznik organizatorów pytany przez niemiecką agencję katolicką KNA.

Według wstępnego programu wśród referentów i dyskutantów będą też laureat Pokojowej Nagrody Nobla Muhammad Yunus, twórca idei mikrokredytów, szwajcarski ekonomista Bruno S. Frey, twórca „Slow-Foodów” Carlo Petrini, Tony Meloto z Filipin, inicjator programu walki z ubóstwem w jego kraju oraz Kate Raworth, zajmująca się badaniami nad zrównoważonym rozwojem.

Organizatorem konferencji jest zakon franciszkanów w Asyżu. W odróżnieniu od tradycyjnych kongresów, ten w mieście św. Franciszka będzie też zawierał takie elementy, jak refleksja i cisza, sztuka i duchowość, zapowiadają franciszkanie.

O swojej inicjatywie poinformował papież Franciszek już w maju w specjalnym przesłaniu. Podkreślił wówczas, że los naszej planety zależy od nowej gospodarki. W konferencji będą uczestniczyć ludzie, którzy w swoich badaniach naukowych oraz w praktyce zajmują się poszukiwaniem alternatywnych rozwiązań w gospodarce, „takiej, która nie zabija, a pozwala żyć, która włącza, a nie wyklucza”, zapowiedział papież i podkreślił, że potrzebny jest model gospodarczy oparty na zasadzie solidarności i równości.

Hasło kongresu „The Economy of Francesco” nawiązuje do założyciela wspólnoty franciszkańskiej, św. Franciszka z Asyżu (1181/82-1226), którego wielkimi cechami było ubóstwo i wielbienie dzieła stworzenia. Papież Franciszek nazwał go „wzorem do naśladowania w dziedzinie troski o słabszych oraz o całą ekologię”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem