Reklama

Przyszłość Kościoła to troska o rodziny

2016-07-27 14:51

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 31/2016, str. 4-5

Archiwum autora
Wspólna fotografia z kapłanami archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej w Domu św. Józefa na Golęcinie

Z bp. Stanisławem Stefankiem TChr, biskupem seniorem diecezji łomżyńskiej, rozmawia ks. Robert Gołębiowski

Przez 16 lat swoją biskupią posługę pełnił w naszej diecezji bp Stanisław Stefanek TChr. Niedawno gościliśmy Księdza Biskupa ponownie w Szczecinie, gdy głosił w Domu św. Józefa na Golęcinie rekolekcje do kapłanów archidiecezji. Przy tej okazji poprosiliśmy Księdza Biskupa o rozmowę.

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Był Ksiądz Biskup zwornikiem w czasie swojej posługi w Szczecinie wielu istotnych kwestii dotyczących kształtowania życia duchowego (seminarium, Uniwersytet Szczeciński, Instytut św. Rodziny), ale także życia społecznego („Solidarność”, stan wojenny, przemiany ustrojowe). Jak wspomina Ksiądz Biskup lata spędzone nad Odrą i Bałtykiem?

BP STANISŁAW STEFANEK TCHR: – Najpierw sama nominacja, która była okraszona podwójnym „rumieńcem”. Była to radość młodego człowieka z racji obdarzenia nowymi zadaniami do pełnienia w Kościele, a z drugiej strony – zaszczyt służby przy tzw. bliskim mi człowieku, jakim był bp Kazimierz Majdański. Tereny te były mi doskonale znane od 1956 r., gdy przybywałem tu jako kleryk do kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa, a następnie jako kapłan, gdy odwiedzałem nasze zakonne parafie. Sama nominacja dotarła, kiedy rozpoczynały się pierwsze niepokoje w Polsce, a konsekracja odbyła się pod koniec strajków, gdy nie wiedzieliśmy, jaka będzie dalsza rzeczywistość polityczno-społeczna, co nas będzie naprawdę czekało. Staliśmy przed niewiadomą najbliższych czasów, które choć na jakiś czas okazały się niezwykłym darem hojności Boga, który obdarzył nasz naród tyloma łaskami i powiewem wolności. Nie myśleliśmy wówczas o perspektywie chociażby stanu wojennego, Magdalenki czy innych późniejszych trudnych rozstrzygnięć. Był prawdziwy entuzjazm, który udzielił się także mojej posłudze biskupiej.

– Niewątpliwie w posłudze dopomógł Księdzu Biskupowi charyzmat założyciela kard. Augusta Hlonda i jego troska o szeroko pojętą emigrację?

– Pozwoliłem sobie w czasie konsekracji powiedzieć, że: „Przysyła mnie tu Kościół w ślad za podstawowymi decyzjami mojego Założyciela”. Tak trochę poczułem się „misjonarzem” wysłanym przez kard. Augusta Hlonda, choć w rzeczywistości zostałem wezwany przez Kościół i bp. Kazimierza Majdańskiego w nowej sytuacji diecezji po 1980 r. Wszedłem w uformowaną już diecezję przez bp. Jerzego Strobę, ale ośmioletnia dopiero historia tworzonych struktur wymagała kształtowania dosłownie wszystkiego od fundamentów. Dotyczyło to budowy seminarium, powiększenia Kurii Biskupiej, stworzenia Sądu Biskupiego, tworzenia nowych parafii. Najważniejsze było budowanie życia duchowego, ale jak teraz wspominam tamte lata, to odczytuję, że zostałem posłany jako jeden z uczestników budowania nowych faktów społecznych. Stąd bardzo często przy różnych okazjach odwiedzin w parafiach stawałem wobec wielu ludzi, którzy wnosili w rzeczywistość parafii swoje nowe społeczne nadzieje. Stanowiło to bardzo ważne duszpasterskie wyzwanie, aby podtrzymywać rodzący się entuzjazm i kształtować go według katolickiej nauki społecznej.

– Charyzmatem posługi Księdza Biskupa jest troska o świętość małżeństw i rodzin. Jak w dużym skrócie można by scharakteryzować kondycję współczesnych „wspólnot życia i miłości”, a szczególnie prawdy o ich sakramentalnym wymiarze trwania ze sobą?

– Wątek rodzinny trwał już w moim kapłaństwie od 1974 r., gdy otrzymałem polecenie, aby nieco odejść od czysto biblijnych rozważań na temat proroków i antropologii biblijnej i przejść na teren studiów nad rodziną. Łączyło się to z posługą bp. Kazimierza Majdańskiego, który od 1975 r. rozpoczął naukową pracę nad grupami młodzieży studiującej w Zakładzie Teologii Praktycznej, a potem w Instytucie Studiów nad Rodziną. Z biegiem lat zaangażowałem się w dużym stopniu w ten wymiar życia Kościoła, służąc w wielu wymiarach Instytutowi oraz bp. Kazimierzowi w wielorakich aspektach pracy naukowej czy także przygotowywania Synodu o Rodzinie. Patrząc już jednak na współczesność, to najpierw trzeba mocno podkreślić w kontekście minionego Synodu zły przekaz medialny, który wypaczył jego pracę i ukazał błędny obraz stanu małżeństw i rodzin. Przykre jest to, że w świat poszły pewnego rodzaju hasła propagandowe, które są absolutnie niespójne ze sobą. Natomiast trzeba wyraźnie powiedzieć, że kondycja współczesnej rodziny jest zagrożona bardzo głęboko ukrytymi zakusami, aby przebudować świadomość społeczną i w ten sposób zniszczyć dom rodzinny, zapraszając jednocześnie człowieka do mieszkania wszędzie tylko nie w domu rodzinnym! Przygotowuje się nam jako ofertę społeczeństwo bez adresu, w którym nie ma nawet imienia i nazwiska, a człowieka skraca się do jednostek statystyczno-ekonomicznych. Niszczy się relacje rodzinne mąż – żona, rodzice – dzieci. Produkcja nowego pokolenia polega na tym, aby dziecko jak najszybciej zapomniało o rodzicach, a rodzice o dzieciach. Jest to potworna ideologia, ale na szczęście jest ona tak głęboko kontra naturze ludzkiej, że człowiek wewnętrznie broni się przed taką degradacją. Cała posługa Kościoła jest niesamowicie istotna, bowiem wchodzi w to zagrożenie, dbając o osobę ludzką, tzn. dbając o indywidualną godność, misję i wieczność. Współczesna rodzina jest nie tylko zagrożona ateizmem, ale także antyludzką, posthumanistyczną koncepcją ludzką świata współczesnego.

– Szukając więc środka zaradczego na odbudowanie godności każdej rodziny, co powinno być obecnie priorytetem?

– Stworzenie indywidualności naszych rodzin, aby przezwyciężyć tę tzw. stadność świata. Musimy zmienić styl anonimowości i tłumnego podchodzenia do wszystkich rodzin. Jest to kapitalne pole do działalności w każdej parafii. Jest to jedyne środowisko mogące przeciwstawić się tej „stadności” poprzez odbudowę nadziei, poczucia wzajemnej bliskości, ważności oraz troski o rozwój każdej rodziny. Uważam, że jest to najbardziej potrzebna inwestycja duszpasterska w parafii.

– Przeżywamy Rok Miłosierdzia, podczas którego czynimy refleksję nad wieloma aspektami miłosierdzia zarówno teologicznymi, jak i praktycznymi związanymi chociażby z uczynkami miłosiernymi co do duszy i ciała. Jakie wymiary miłosierdzia podkreśliłby Ksiądz Biskup jako najważniejsze do uwypuklenia w trwającym Roku Jubileuszowym?

– Najłatwiej jest powiedzieć, że wszystko jest ważne, począwszy chociażby od niby drobiazgów, jak udekorowanie Bram Miłosierdzia w wyznaczonych miejscach stacyjnych. Mocno podkreślam najpierw aspekt pielgrzymek do tych miejsc nawet takich weekendowych, aby uzyskać łaski odpustu zupełnego. Znam ludzi, którzy podzielili kartkę na pół i wypisali uczynki co do ciała po jednej stronie, a co do duszy po drugiej i codziennie wieczorem, robiąc rachunek sumienia, pytają się: „było coś z tego?”. To z pozoru są prozaiczne sprawy, ale w Roku Miłosierdzia chodzi o wytworzenie trendu zwyczajowego bycia miłosiernym. Na tej podstawie można powiedzieć, że Rok Jubileuszowy nie skończy się w listopadzie obrzędem liturgicznym, ale trwać będzie np. w dojrzałym podejściu do sakramentu pokuty i pojednania. Dostrzegamy, że właśnie teraz odważniej zbliżają się do nich, a więc do trybunału sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego ci, którzy od dawna go omijali. Chodzi o utrwalenie elementarnych odniesień do źródła miłosierdzia Bożego, a szczególnie do życia sakramentalnego. W tym roku robimy więc notatki dotyczące dalszej posługi miłosierdzia. Dużo pod tym względem mamy do zrobienia w Szczecinie, gdzie otwieramy się na sąsiadów z zachodu i północy. Rok Miłosierdzia, który ożywia naszą dynamikę wiary, jest także zadaniem do wypełnienia w duchu daru, ofiarowania tej chrześcijańskiej mentalności miłosierdzia naszym sąsiadom.

– Przed nami Światowe Dni Młodzieży. Jakich owoców oczekuje Ksiądz Biskup w sercach młodych całego świata w tym szczególnie w polskich?

– Powiem najpierw przewrotnie w sposób negatywny. Współczesność wypracowała metodę oceniania wszystkich ważnych wydarzeń w stylu: „było tyle i tyle”. Dochodzi nawet do tego, że działania akademickie drogą statystyk pragną czasem dojść do ukazania znaczenia prawdy. To są niebezpieczne metody, bo nie oddają ducha. Natomiast ja chciałbym niezależnie od tego, czy Campus Misericordiae, czy Błonia Krakowskie będą wypełnione w całości, aby po zakończeniu spotkania została podjęta refleksja nad podstawowymi faktami. Pierwszym z nich to mapa informacji. Ważne jest to, by wytworzyć wspólnotę, aby przełamać swoisty izolacjonizm, czyli zamykanie się w małych grupach. Pierwszy owoc to przełamanie granic i otwarcie się młodzieży na siebie nawzajem. Szczególnie dotyczy to młodzieży ze wschodu Europy, gdyż im jest najtrudniej zaistnieć w rodzinie Kościoła powszechnego. Drugi owoc organizacyjny to dalsze relacje, jakie będą podtrzymywane po ŚDM. Wydaje mi się, że pracujące obecnie sztaby powinny przez kolejne lata dalej kontynuować zdobycze czasu przygotowań. Jednak ponad tym wszystkim najważniejszym zadaniem jest przeanalizowanie przesłania papieża Franciszka. Pozostanie orędzie i słowa, które stanowić powinny dogłębne studium analizy treści, którą Ojciec Święty położy na serce młodych. Nad tym tekstem pochylić się muszą wszyscy: kaznodzieje, katecheci, młodzież, dziennikarze, piszący teksty naukowe. To jest ważne dlatego, że jest to dar Ducha Świętego dla całego Kościoła na ten czas. Piękną zdobyczą będzie także fakt, że to młodzi organizują te dni, są gospodarzami, a to dodaje siły i energii i sprzyja radykalizmowi wiary. Te dni powinny być swoistym alertem: „Ruszamy do życia, które ma swój kręgosłup moralny, swój sens i wartość!”. W takie owoce głęboko wierzę!

Tagi:
wywiad

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ruszyły zapisy na modlitewne wydarzenie „Polska pod Krzyżem”

2019-07-17 14:24

Magdalena Kowalewska-Wojtak

Organizatorzy Wielkiej Pokuty i Różańca do Granic 14 września zapraszają na górę Świętego Krzyża w diecezji sandomierskiej wszystkich, którzy chcą postawić krzyż w centrum swojego życia i Polski.

materiały prasowe

- Pragniemy zaprosić Polaków w kraju i za granicą do tego, aby wyznali wiarę w Jezusa Chrystusa, nawrócili się i postawili krzyż w centrum swojego życia. Zapraszamy do budowania społeczeństwa miłości w Polsce i Europie - mówi jeden z współorganizatorów modlitewnego czuwania Maciej Bodasiński z Fundacji Solo Dios Basta. Tłumaczy, że celem wydarzenia jest zatrzymanie tego wszystkiego, co nas frustruje i męczy, co staje się tematami pierwszych stron gazet. - Do odnowy w naszym społeczeństwie potrzeba Jezusa Chrystusa i Jego Krzyża. Chcemy przypomnieć, że początkiem naszej współczesnej cywilizacji i państwa polskiego jest Chrystus, który umarł za nas krzyżu - dodaje Maciej Bodasiński.

- Mimo osób żyjących głęboką wiarę, wśród większości katolików prawdziwy krzyż jest odrzucany. Na całym świecie atak na Kościół nabiera na sile, tracimy młodzież, coraz częściej rozpadają się związki małżeńskie, a na ulicach naszych miast dokonują się publicznie grzechy - mówi „Niedzieli” Lech Dokowicz z Fundacji Solo Dias Basta.  Organizatorzy wskazują, że duchowe zwycięstwo może przyjść tylko przez Chrystusowy krzyż. 

- Celem tego wydarzenia jest to, aby rany, które pojawiają się w Kościele leczyć przez modlitwę. Chcemy, aby jak najwięcej świeckich i kapłanów stanęło razem pod krzyżem. Przez modlitwę chcemy ożywiać życie sakramentalne w Polsce i przywracać szacunek do stanu kapłańskiego - podkreśla Maciej Bodasiński.

Wydarzenie odbędzie się w najstarszym polskim sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Nowej Słupi. Gospodarzami modlitewnego spotkania „Polska pod Krzyżem” będą Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Organizatorzy modlitewnego czuwania chcą, aby w sanktuarium, w którym modlił się przed wyruszeniem pod Grunwald król Władysław Jagiełło, przybyło jak najwięcej Polaków .

Ze względu na ograniczoną ilość miejsc w sanktuarium na stronie internetowej www.polskapodkrzyzem.pl rozpoczęły się zapisy. Każda z zarejestrowanych osób otrzyma bezpłatną wejściówkę i indywidualny kod QR. - Jeśli okaże się, że frekwencja dopisuje, będziemy otwierać kolejne punkty modlitewne wokół Góry Świętego Krzyża - tłumaczy Maciej Bodasiński. Zaznacza, że wydarzenie ma być zachętą dla innych, aby w różnych miejscach Polski tego dnia organizowali się na modlitwie i adoracji krzyża.

Na stronie internetowej wydarzenia znajduje się mapa, gdzie poszczególne grupy, zakony czy parafie mogą zgłaszać swoją duchową łączność.- To wydarzenie ma prowadzić nas ku pokojowi i jedności oraz otwierać na działanie łaski Bożej - dodaje Bodasiński.

Teren wokół sanktuarium należy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. - Chcemy z wielkim jego poszanowaniem i we współpracy z władzami parku przeprowadzić to spotkanie - mówi Maciej Bodasiński. Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie zagrozi przyrodzie. Posługujący wolontariusze zobowiązali się, że posprzątają teren na Łysej Górze, najpóźniej do następnego dnia. Ponadto planowana jest kampania informacyjna na temat ekologicznego charakteru świętokrzyskiego wydarzenia.

Modlitwa rozpocznie się w południe w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, 14 września. Zaplanowano liczne konferencje i świadectwa, a także procesyjne przejście pod Krzyż. W sanktuarium będzie można wyspowiadać się. Centralnym punktem będzie Msza św., której będzie przewodniczył ordynariusz sandomierski bp Krzysztof Nitkiewicz. Spotkanie zakończy się nocnym czuwaniem modlitewnym, które potrwa do następnego dnia, kiedy to przypada  wspomnienie Matki Boskiej Bolesnej.

Wydarzenie organizuje Fundacja Solo Dias i Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Patronat medialny nad modlitewnym spotkaniem „Polska pod Krzyżem” objął Tygodnik Katolicki „Niedziela”.

W 2016 roku Wielka Pokuta na Jasnej Górze zgromadziło ok. 150 tys. wiernych. Z kolei w organizowanym w "Różańcu do Granic" w ponad 20 przygranicznych diecezjach, gdzie znajdowało się kilkaset punktów modlitwy uczestniczyło, około miliona osób.

Magdalena Kowalewska-Wojtak

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mazur: świat potrzebuje dziś Chrystusa i Jego Ewangelii

2019-07-20 20:23

rr / Rajgród (KAI)

Prośba o zdrowie, pomyślność dla rodziny i boże błogosławieństwo. Z takimi intencjami pielgrzymowały w sobotę 20 lipca matki, żony i młode dziewczęta do Sanktuarium Maryjnego w Rajgrodzie. Tłumy wiernych uczestniczyły tam w Diecezjalnej Pielgrzymce Kobiet Katolickich do Matki Bożej Królowej Rodzin.

www.facebook.com/pg/krolowarodzin

Od czternastu lat, w trzecią sobotę lipcu, w Rajgrodzie odbywa się Pielgrzymka Kobiet. Co roku, w rajgrodzkim sanktuarium gromadzi się od 1 do 2 tysięcy kobiet, aby zawierzyć siebie i swoje rodziny Rajgrodzkiej Pani. W tym roku przybyło ich ok. 1500. Panie przyjechały indywidualnie czy też w grupach zorganizowanych. Pątniczki z sąsiednich parafii do Rajgrodu przybyły pieszo. Z bazyliki w Augustowie kobiety z kapłanami przyjechały rowerami. Udział wzięły także panie m.in. z Białegostoku, Ełku, Suwałk, Rydzewa, Wieliczek, Jamin, Janówki, Wiśniowa Ełckiego, Pisza, Pruskiej i Cimoch. Często towarzyszyły im rodziny.

Spotkanie otworzył kustosz rajgrodzkiego sanktuarium i zarazem Diecezjalny Duszpasterz Kobiet ks. prał. Hieronim Mojżuk, który zaznaczył w swoim słowie, że na gruncie rodziny toczy się walka o utrzymanie chrześcijańskiej tożsamości i jak duża odpowiedzialność za bliskich, spoczywa na kobietach oraz przybliżył historie powstania rajgrodzkiej parafii.

W tym roku tematem przewodnim Pielgrzymki Kobiet były problemy, przed którymi stoi współczesny świat oraz Kościół, a szczególnie rola kobiet zaangażowanych religijnie i społecznie. Na spotkanie kobiet organizatorzy zaprosili ks. dr Pawła Tarasiewicza, wykładowcę WSD w Ełku, który wygłosił prelekcję pt. „Kościół a gender”. Prelegent wyjaśnił istotę ideologii gender i wskazał na zagrożenia z niej płynące. „Celem ataku tej ideologii jest każdy z nas, również wasze dzieci i wnuki. Propagatorzy ideologii gender nie ukrywają, że chodzi im o zniszczenie rodziny, o seksualizację dzieci i młodzieży, o „genderowe” myślenie społeczeństwa” – mówił ks. Tarasiewicz.

Wskazując na Świętą Rodzinę, kaznodzieja zachęcał do refleksji nad naszymi rodzinami, nad sobą, jakie świadectwo dajemy żyjąc w rodzinie. „Rodzina jest naszym zadaniem. Mężczyzną i kobietą stworzył ich Bóg. To rodzina odpowiada za ewangelizację. To w rodzinie jest przekazywana i umacniania wiara. Poprzez życie w miłości pokazujemy dzieciom jak żyć. W rodzinie prawidłowe relacje z matką i z ojcem, poczucie bezpieczeństwa, ułatwia dziecku rozwój własnej tożsamości. Naszym wsparciem jest sam Bóg i jeśli będziemy dbać o rodzinę, o prawidłowe relacje z Nim, nie mamy się czego obawiać” – tłumaczył prelegent.

Centralnym punktem Pielgrzymki Kobiet do Rajgrodu była uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem bp. Jerzego Mazura, biskupa ełckiego. „Potrzebne jest dzisiaj w rodzinie, społeczeństwie, Kościele, świadectwo kobiety, żony, matki, babci. Dzisiaj świat potrzebuje Chrystusa i Jego Ewangelii. Dawajcie świadectwo o przylgnięciu do Boga, o życiu w Duchu Świętym” – mówił bp Mazur podczas liturgii.

Zachęcał, aby kobiety wpatrywały się w Maryję, Która jest wzorem zawierzenia i wierności Bogu: „Zaufajmy jak Maryja. Dzisiaj nie tylko się módlmy, ale zawierzajmy się Maryi. Zawierzyć, to znaczy zaprosić Maryję do naszej codzienności” – mówił hierarcha.

„Niech to dzisiejsze spotkanie pomoże nam, abyśmy w życiu szli drogą Ewangelii. Wsłuchujcie się w głos Ducha Świętego, aby była w was jeszcze większa świadomość jak pełnić misję w rodzinie i niech On umacnia was na drodze niesienia Chrystusa innym, dawania świadectwa prawdzie chrześcijańskiej w rodzinie, parafii, diecezji, a przez to na całej ziemi” – zaznaczył biskup.

Biskup ełcki zachęcał do modlitwy różańcowej, jako jedynego ratunku na uderzające w nas zagrożenia, ideologie i problemy, oraz przypomniał znaczenie pierwszych sobót miesiąca. „Są szczególnie poświęcone Niepokalanemu Sercu Matki Najświętszej. Maryja wzywa nas do modlitwy różańcowej, pokuty nawracania się. Jesteśmy zachęcani by w Niepokalanym Sercu Maryi znaleźć schronienie i drogę do Boga” – mówił hierarcha. W tracie Mszy św. kobiety dokonały aktu zawierzenia rodzin Pani Rajgrodzkiej.

Spotkanie z Najświętszą Maryją Panną Królową Rodzin kobiety rozpoczęły modlitwą różańcową. Tajemnice światła odmawiane były w intencji godności życia. W rozważania wplecione były fragmenty zaczerpnięte z Ewangelii wg. Św. Marka i Św. Jana. Autorem rozważań był ks. Adrian Sadowski. Bardzo mocno wybrzmiały słowa, w których autor podkreślał, że Kościół w dzisiejszych czasach zmaga się z wieloma przeciwnościami. Jednak dzięki zakorzenieniu w Chrystusie, modlitwie i jedności może się skutecznie im oprzeć.

Po Mszy św. pielgrzymi zostali zaproszeni przez diecezjalnego duszpasterza kobiet i kustosza sanktuarium ks. prał. Hieronima Mojżuka na wspólna agapę. Zakończeniem spotkania było nabożeństwo Drogi Krzyżowej po ścieżkach Kalwarii Rajgrodzkiej.

Sanktuarium Pani Rajgrodzkiej – Królowej Rodzin, gdzie znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej, jest szczególnym miejscem Jej kultu, a parafia od początku zaistnienia nosi tytuł Narodzenia NMP. W 1999 roku, Papież Jan Paweł II, 8 czerwca podczas Mszy św. w Ełku, pobłogosławił korony i w jubileuszowym 2000 roku wizerunek Matki Bożej Rajgrodzkiej Królowej Rodzin został przyozdobiony koronami papieskimi. Obok kościoła na obszarze 2 ha powstała kalwaria z kamienia. Świątynia cieszy się wciąż rosnącym zainteresowaniem wśród pielgrzymów.

Rajgród jest położony na Szlaku Papieskim „Tajemnice Światła”, nad malowniczym jeziorem Rajgrodzkim, nad którym kilkakrotnie spędzał wakacje ks. Karol Wojtyła późniejszy papież Jan Paweł II. W roku bieżącym rajgrodzka parafia obchodzi 500 lecie istnienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem