Reklama

Przyszłość Kościoła to troska o rodziny

2016-07-27 14:51

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 31/2016, str. 4-5

Archiwum autora
Wspólna fotografia z kapłanami archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej w Domu św. Józefa na Golęcinie

Z bp. Stanisławem Stefankiem TChr, biskupem seniorem diecezji łomżyńskiej, rozmawia ks. Robert Gołębiowski

Przez 16 lat swoją biskupią posługę pełnił w naszej diecezji bp Stanisław Stefanek TChr. Niedawno gościliśmy Księdza Biskupa ponownie w Szczecinie, gdy głosił w Domu św. Józefa na Golęcinie rekolekcje do kapłanów archidiecezji. Przy tej okazji poprosiliśmy Księdza Biskupa o rozmowę.

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Był Ksiądz Biskup zwornikiem w czasie swojej posługi w Szczecinie wielu istotnych kwestii dotyczących kształtowania życia duchowego (seminarium, Uniwersytet Szczeciński, Instytut św. Rodziny), ale także życia społecznego („Solidarność”, stan wojenny, przemiany ustrojowe). Jak wspomina Ksiądz Biskup lata spędzone nad Odrą i Bałtykiem?

BP STANISŁAW STEFANEK TCHR: – Najpierw sama nominacja, która była okraszona podwójnym „rumieńcem”. Była to radość młodego człowieka z racji obdarzenia nowymi zadaniami do pełnienia w Kościele, a z drugiej strony – zaszczyt służby przy tzw. bliskim mi człowieku, jakim był bp Kazimierz Majdański. Tereny te były mi doskonale znane od 1956 r., gdy przybywałem tu jako kleryk do kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa, a następnie jako kapłan, gdy odwiedzałem nasze zakonne parafie. Sama nominacja dotarła, kiedy rozpoczynały się pierwsze niepokoje w Polsce, a konsekracja odbyła się pod koniec strajków, gdy nie wiedzieliśmy, jaka będzie dalsza rzeczywistość polityczno-społeczna, co nas będzie naprawdę czekało. Staliśmy przed niewiadomą najbliższych czasów, które choć na jakiś czas okazały się niezwykłym darem hojności Boga, który obdarzył nasz naród tyloma łaskami i powiewem wolności. Nie myśleliśmy wówczas o perspektywie chociażby stanu wojennego, Magdalenki czy innych późniejszych trudnych rozstrzygnięć. Był prawdziwy entuzjazm, który udzielił się także mojej posłudze biskupiej.

– Niewątpliwie w posłudze dopomógł Księdzu Biskupowi charyzmat założyciela kard. Augusta Hlonda i jego troska o szeroko pojętą emigrację?

– Pozwoliłem sobie w czasie konsekracji powiedzieć, że: „Przysyła mnie tu Kościół w ślad za podstawowymi decyzjami mojego Założyciela”. Tak trochę poczułem się „misjonarzem” wysłanym przez kard. Augusta Hlonda, choć w rzeczywistości zostałem wezwany przez Kościół i bp. Kazimierza Majdańskiego w nowej sytuacji diecezji po 1980 r. Wszedłem w uformowaną już diecezję przez bp. Jerzego Strobę, ale ośmioletnia dopiero historia tworzonych struktur wymagała kształtowania dosłownie wszystkiego od fundamentów. Dotyczyło to budowy seminarium, powiększenia Kurii Biskupiej, stworzenia Sądu Biskupiego, tworzenia nowych parafii. Najważniejsze było budowanie życia duchowego, ale jak teraz wspominam tamte lata, to odczytuję, że zostałem posłany jako jeden z uczestników budowania nowych faktów społecznych. Stąd bardzo często przy różnych okazjach odwiedzin w parafiach stawałem wobec wielu ludzi, którzy wnosili w rzeczywistość parafii swoje nowe społeczne nadzieje. Stanowiło to bardzo ważne duszpasterskie wyzwanie, aby podtrzymywać rodzący się entuzjazm i kształtować go według katolickiej nauki społecznej.

– Charyzmatem posługi Księdza Biskupa jest troska o świętość małżeństw i rodzin. Jak w dużym skrócie można by scharakteryzować kondycję współczesnych „wspólnot życia i miłości”, a szczególnie prawdy o ich sakramentalnym wymiarze trwania ze sobą?

– Wątek rodzinny trwał już w moim kapłaństwie od 1974 r., gdy otrzymałem polecenie, aby nieco odejść od czysto biblijnych rozważań na temat proroków i antropologii biblijnej i przejść na teren studiów nad rodziną. Łączyło się to z posługą bp. Kazimierza Majdańskiego, który od 1975 r. rozpoczął naukową pracę nad grupami młodzieży studiującej w Zakładzie Teologii Praktycznej, a potem w Instytucie Studiów nad Rodziną. Z biegiem lat zaangażowałem się w dużym stopniu w ten wymiar życia Kościoła, służąc w wielu wymiarach Instytutowi oraz bp. Kazimierzowi w wielorakich aspektach pracy naukowej czy także przygotowywania Synodu o Rodzinie. Patrząc już jednak na współczesność, to najpierw trzeba mocno podkreślić w kontekście minionego Synodu zły przekaz medialny, który wypaczył jego pracę i ukazał błędny obraz stanu małżeństw i rodzin. Przykre jest to, że w świat poszły pewnego rodzaju hasła propagandowe, które są absolutnie niespójne ze sobą. Natomiast trzeba wyraźnie powiedzieć, że kondycja współczesnej rodziny jest zagrożona bardzo głęboko ukrytymi zakusami, aby przebudować świadomość społeczną i w ten sposób zniszczyć dom rodzinny, zapraszając jednocześnie człowieka do mieszkania wszędzie tylko nie w domu rodzinnym! Przygotowuje się nam jako ofertę społeczeństwo bez adresu, w którym nie ma nawet imienia i nazwiska, a człowieka skraca się do jednostek statystyczno-ekonomicznych. Niszczy się relacje rodzinne mąż – żona, rodzice – dzieci. Produkcja nowego pokolenia polega na tym, aby dziecko jak najszybciej zapomniało o rodzicach, a rodzice o dzieciach. Jest to potworna ideologia, ale na szczęście jest ona tak głęboko kontra naturze ludzkiej, że człowiek wewnętrznie broni się przed taką degradacją. Cała posługa Kościoła jest niesamowicie istotna, bowiem wchodzi w to zagrożenie, dbając o osobę ludzką, tzn. dbając o indywidualną godność, misję i wieczność. Współczesna rodzina jest nie tylko zagrożona ateizmem, ale także antyludzką, posthumanistyczną koncepcją ludzką świata współczesnego.

– Szukając więc środka zaradczego na odbudowanie godności każdej rodziny, co powinno być obecnie priorytetem?

– Stworzenie indywidualności naszych rodzin, aby przezwyciężyć tę tzw. stadność świata. Musimy zmienić styl anonimowości i tłumnego podchodzenia do wszystkich rodzin. Jest to kapitalne pole do działalności w każdej parafii. Jest to jedyne środowisko mogące przeciwstawić się tej „stadności” poprzez odbudowę nadziei, poczucia wzajemnej bliskości, ważności oraz troski o rozwój każdej rodziny. Uważam, że jest to najbardziej potrzebna inwestycja duszpasterska w parafii.

– Przeżywamy Rok Miłosierdzia, podczas którego czynimy refleksję nad wieloma aspektami miłosierdzia zarówno teologicznymi, jak i praktycznymi związanymi chociażby z uczynkami miłosiernymi co do duszy i ciała. Jakie wymiary miłosierdzia podkreśliłby Ksiądz Biskup jako najważniejsze do uwypuklenia w trwającym Roku Jubileuszowym?

– Najłatwiej jest powiedzieć, że wszystko jest ważne, począwszy chociażby od niby drobiazgów, jak udekorowanie Bram Miłosierdzia w wyznaczonych miejscach stacyjnych. Mocno podkreślam najpierw aspekt pielgrzymek do tych miejsc nawet takich weekendowych, aby uzyskać łaski odpustu zupełnego. Znam ludzi, którzy podzielili kartkę na pół i wypisali uczynki co do ciała po jednej stronie, a co do duszy po drugiej i codziennie wieczorem, robiąc rachunek sumienia, pytają się: „było coś z tego?”. To z pozoru są prozaiczne sprawy, ale w Roku Miłosierdzia chodzi o wytworzenie trendu zwyczajowego bycia miłosiernym. Na tej podstawie można powiedzieć, że Rok Jubileuszowy nie skończy się w listopadzie obrzędem liturgicznym, ale trwać będzie np. w dojrzałym podejściu do sakramentu pokuty i pojednania. Dostrzegamy, że właśnie teraz odważniej zbliżają się do nich, a więc do trybunału sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego ci, którzy od dawna go omijali. Chodzi o utrwalenie elementarnych odniesień do źródła miłosierdzia Bożego, a szczególnie do życia sakramentalnego. W tym roku robimy więc notatki dotyczące dalszej posługi miłosierdzia. Dużo pod tym względem mamy do zrobienia w Szczecinie, gdzie otwieramy się na sąsiadów z zachodu i północy. Rok Miłosierdzia, który ożywia naszą dynamikę wiary, jest także zadaniem do wypełnienia w duchu daru, ofiarowania tej chrześcijańskiej mentalności miłosierdzia naszym sąsiadom.

– Przed nami Światowe Dni Młodzieży. Jakich owoców oczekuje Ksiądz Biskup w sercach młodych całego świata w tym szczególnie w polskich?

– Powiem najpierw przewrotnie w sposób negatywny. Współczesność wypracowała metodę oceniania wszystkich ważnych wydarzeń w stylu: „było tyle i tyle”. Dochodzi nawet do tego, że działania akademickie drogą statystyk pragną czasem dojść do ukazania znaczenia prawdy. To są niebezpieczne metody, bo nie oddają ducha. Natomiast ja chciałbym niezależnie od tego, czy Campus Misericordiae, czy Błonia Krakowskie będą wypełnione w całości, aby po zakończeniu spotkania została podjęta refleksja nad podstawowymi faktami. Pierwszym z nich to mapa informacji. Ważne jest to, by wytworzyć wspólnotę, aby przełamać swoisty izolacjonizm, czyli zamykanie się w małych grupach. Pierwszy owoc to przełamanie granic i otwarcie się młodzieży na siebie nawzajem. Szczególnie dotyczy to młodzieży ze wschodu Europy, gdyż im jest najtrudniej zaistnieć w rodzinie Kościoła powszechnego. Drugi owoc organizacyjny to dalsze relacje, jakie będą podtrzymywane po ŚDM. Wydaje mi się, że pracujące obecnie sztaby powinny przez kolejne lata dalej kontynuować zdobycze czasu przygotowań. Jednak ponad tym wszystkim najważniejszym zadaniem jest przeanalizowanie przesłania papieża Franciszka. Pozostanie orędzie i słowa, które stanowić powinny dogłębne studium analizy treści, którą Ojciec Święty położy na serce młodych. Nad tym tekstem pochylić się muszą wszyscy: kaznodzieje, katecheci, młodzież, dziennikarze, piszący teksty naukowe. To jest ważne dlatego, że jest to dar Ducha Świętego dla całego Kościoła na ten czas. Piękną zdobyczą będzie także fakt, że to młodzi organizują te dni, są gospodarzami, a to dodaje siły i energii i sprzyja radykalizmowi wiary. Te dni powinny być swoistym alertem: „Ruszamy do życia, które ma swój kręgosłup moralny, swój sens i wartość!”. W takie owoce głęboko wierzę!

Tagi:
wywiad

Młody Kościół

2019-11-13 11:47

Rozmawia ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 46/2019, str. 6

Przybyłym pielgrzymom możemy pokazać to, co polskie. Polskie kościoły, tradycje, kulturę i potrawy. Bo tym razem to my ugościmy ich na katolickiej ziemi
Z ks. Danielem Geppertem rozmawia ks. Adrian Put

Archiwum ks. Daniela Gepperta
Nasi diecezjanie każdego roku uczestniczą w spotkaniach Taizé

KS. ADRIAN PUT: – Od kilku lat systematycznie stara się Ksiądz zabierać młodzież na Europejskie Spotkania Młodych Taizé. Skąd fascynacja tym dziełem?

KS. DANIEL GEPPERT: – Moje pierwsze spotkanie ze Wspólnotą było w 1996 r. w Taizé. Wikariusz, który był w mojej parafii, zorganizował wyjazd dla młodych. Nawet nie pamiętam, jak to się stało, że znalazłem się w tej grupie i pojechałem na tydzień do Francji. Oprócz spędzenia wakacji za granicą spodobał mi się klimat tego miejsca. Wszystko proste, bez konfliktów, uniwersalne. Jeszcze wtedy nie znałem pojęcia „ekumeniczne”. Bracia żyją z pracy swoich rąk. Krzyżyk, który jest znakiem rozpoznawczym Wspólnoty, ma kształt gołębicy, symbolu Ducha Świętego, skierowanej ku dołowi, ku ludziom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Sarah: módlcie się i pokutujcie za waszych pasterzy

2019-11-12 17:30

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Mediolan (KAI)

„Dzięki nieustannej modlitwie w swym klasztorze Benedykt XVI dodaje nam sił. Ta modlitwa jest najpiękniejszą encykliką, jaką mógł przekazać dziś Kościołowi, który musi nauczyć się modlić” – uważa kard. Robert Sarah. Jego zdaniem to właśnie modlitwa jest głównym remedium na kryzys współczesnego Kościoła. „Jeśli myślicie, że wasi kapłani i biskupi nie są święci, to bądźcie święci dla nich! Pokutujcie i pośćcie za ich wady” – mówił prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego podczas spotkania z katolikami w Mediolanie.

Magdalena Miła

Afrykański purpurat przypomniał, że to modlitwa, a nie zniesienie celibatu jest również podstawową odpowiedzią na brak powołań. Jezus przewidział taką sytuację i nie powiedział: musicie się jakoś przeorganizować, ale powiedział „módlcie się!”. Zdaniem kard. Saraha zniesienie celibatu wyrządziłoby w Kościele wielkie szkody.

Zachęcając wiernych do modlitwy, kard. Sarah zapewnił, że w ten sposób zdołają się obronić przed zagrożeniami, które niesie współczesny świat. Przeżywany przez niego kryzys ma różne przejawy, ale jego podstawową przyczyną jest odrzucenie Boga, zamknięcie Go w swoistym areszcie domowym. Tam gdzie Bogu odmawia się centralnego miejsca, tam i człowiek traci przynależną mu pozycję. Na tym opierały się totalitaryzmy XX w. i z tego wypływa też współczesny totalitaryzm relatywizmu. Jednym z tego przejawów jest ideologia gender, która jest lucyferiańską odmową przyjęcia od Boga swej natury. Dociera to również do Kościoła. Kard. Sarah ujawnił, że on sam musiał zająć się sprawą kobiety, która po zmianie płci została przyjęta do seminarium. „Musiałem interweniować, aby zatrzymać święcenia diakonatu” – powiedział prefekt watykańskiej kongregacji.

Afrykański kardynał zaznaczył, że mówiąc o współczesnym świecie musimy pamiętać, że to my doprowadziliśmy do jego dechrystianizacji. „Boli mnie, kiedy widzę, jak wielu biskupów zaprzedaje nauczanie Kościoła i tworzy podziały wśród wierzących” – mówił w Mediolanie kard. Sarah.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej w S. Giovanni Rotondo

2019-11-14 11:15

Jasna Góra

W poniedziałek 11 listopada rozpoczęła się peregrynacja kopii Jasnogórskiej Ikony we włoskim Sanktuarium św. Ojca Pio w San Giovanni Rotondo.

youtube.com

Na lotnisku Matka Boża została uroczyście powitana nie tylko przez gospodarzy Sanktuarium, ale także przez władze miejskie, o czym dowiadujemy się z relacji Beaty Grzyb, Polki pracującej w Sektorze Biura Pielgrzyma przy Sanktuarium św. Ojca Pio.

„Dzisiaj mamy trzeci dzień obecności Matki Bożej w San Giovanni Rotondo – opowiada Beata Grzyb - Kiedy 11 listopada na naszym lotnisku wylądował helikopter byliśmy z delegacją: burmistrz miasta, bracia kapucyni, prowincjał, nasz ojciec rektor i inna znacząca grupa braci. Czekaliśmy wzruszeni, ja z bukietem biało-czerwonych róż, z kokarda i polską flagą”.

Obecnie jak przyznaje pani Beata trwają modlitewne spotkania mieszkańców miejscowości i pielgrzymów z wizerunkiem 'Madonna Nera' - jak nazywają Ją Włosi. I choć znają Ją przede wszystkim dzięki postaci papieża Polaka - św. Jana Pawła II, relacje Włochów z Częstochowską Madonną mają charakter bardzo indywidualny i intymny.

„Spoglądałam na włoskich ludzi, byli wzruszeni, płakali. Spojrzałam na matkę z dzieckiem, która tam bardzo długo siedziała jeszcze po różańcu. Obraz był już zasłonięty, wszyscy mieli wychodzić a ona pozostała, by kontynuować modlitwę” – mówi Beata Grzyb.

Obraz Matki Bożej do S. Giovanni Rotondo dotarł dzięki kapucynowi o. Romanowi Ruskowi. W czwartek 7 listopada Moderator Grup Modlitwy św. Ojca Pio w Polsce zabrał go z Jasnej Góry, by przewieźć na włoską ziemię. Peregrynacja zakończy się 25 listopada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem