Reklama

Różne smaki dobroci

2016-08-03 09:26

Rozmawia Małgorzata Godzisz
Niedziela Ogólnopolska 32/2016, str. 42-43

Archiwum Autorki
Małgorzata Godzisz z bp. Wiesławem Szlachetką

Wiersz „Smaki dobroci” zamojskiej katechetki Aliny Doroty Paul wprowadza nas w rozmowę z biskupem pomocniczym archidiecezji gdańskiej Wiesławem Szlachetką, przewodniczącym Komisji Charytatywnej Konferencji Episkopatu Polski oraz przewodniczącym Komisji Nadzorczej Caritas Polska

Dobroć
ma różne smaki,
w zależności
od potrzeby i sytuacji,
zawsze jest klarowna
jak świeżo
ugotowany rosół,
złota i ciepła,
niezbędna
w chwilach cierpienia.
Czasem bywa szalona
jak artystyczne fotografie utrwalonego szczęścia,
któremu niezmiennie
towarzyszy
słodycz uśmiechu
i zapach ciasta.
Wtedy nawet
liryczne spotkania
mogą drażnić zmysły
przedsmakiem nieba.

Alina Dorota Paul

* * *

MAŁGORZATA GODZISZ: - Znajdujemy się w miejscu, skąd wyszła iskra Bożego Miłosierdzia, w miejscu łaski, w miejscu spotkania. Jak odczytywać tę łaskę miłosierdzia, która jest wylana na każdego z nas?

BP WIESŁAW SZLACHETKA: - Rzeczywiście te słowa Pana Jezusa z Kazania na Górze „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” połączone ze słowami „bądźcie miłosierni jak ojciec mój jest miłosierny” brzmią tutaj jakoś szczególnie, bynajmniej ja tak to przeżywam, będąc tu pierwszy raz. Te słowa szczególnie rozważała sekretarka Bożego Miłosierdzia św. Faustyna Kowalska, to tutaj jest jej miejsce – ostatnie lata życia tu spędziła, tu też umarła i tu spoczywają jej relikwie. Bazylikę Miłosierdzia Bożego konsekrował św. Jan Paweł II, który kanonizował św. Faustynę i ustanowił Święto Miłosierdzia. Tyle różnych okoliczności łączy się z tym miejscem. Z tego przesłania możemy rzeczywiście wiele czerpać, i duchowych treści, i mocy, światła dla przełożenia ich w konkretne dzieła pomocy.

- A jak dziś rozumiana jest ogólnie przyjęta charytatywność?

- To zależy od tego, jaka intencja przyświeca działalności charytatywnej. Słowo „charytatywny” wywodzi się od łacińskiego słowa „caritas”, które jest przekładem greckiego słowa „agape” – miłość. W pierwszym Liście św. Jana znajdziemy definicję Boga, który jest miłością: „Deus caritas est”. Zatem prawdziwe dzieła charytatywne, dzieła pomocy są naśladowaniem Bożej miłości wobec świata, zwłaszcza człowieka, który znalazł się w sytuacji grzechu i jego konsekwencji. Jeśli taki cel przyświeca dziełom charytatywnym, to są one rzeczywiście próbą przeniesienia Bożego oblicza miłosiernego do rzeczywistości w konkretne czyny pomocy. Takie dzieła są jak najbardziej pożądane, dobre i oczekiwane. Oczywiście, można też w dziełach charytatywnych szukać kapitału popularności, ale wtedy rozmijamy się z tym, co Pismo Święte nazywa miłością miłosierną. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian, tym słynnym Hymnie o miłości pisze: „gdybym na jałmużnę rozdał (czyli na dzieła charytatywne) całą majętność moją (czyli cały mój majątek), a miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (por. 13, 3). Oznacza to, że mogą być czyny miłosierdzia pozbawione miłości, tego zakorzenienia się w Bogu, w Jezusie Chrystusie, który jest wypowiedzią Boga, Miłości miłosiernej. Zatem mogą być takie czyny bez miłości, które nic nie dają. Jeżeli mają ten zakamuflowany cel, aby szukać poklasku czy kapitału popularności, wtedy rozmijają się z tą wymową, której na imię caritas.

- Dobroć ma różne smaki, w zależności od potrzeby i sytuacji zawsze jest klarowna. Co powinni robić pracownicy i wolontariusze Caritas, by niesiona przez nich pomoc potrzebującym przynosiła efekty?

- Przede wszystkim powinni mieć otwarte oczy i serca. Zwłaszcza oczy, żeby dostrzec rzeczywiście potrzebujących pomocy i ich potrzeby. Wolontariusze muszą trochę naśladować matkę, która przypatruje się swemu dziecku, by rozpoznać, czego ono potrzebuje. To jest niezwykle cenne, żeby nie okazywać pomocy tam, gdzie ta pomoc nie jest potrzebna. Dlatego konieczne jest to patrzenie. Dobroć nie może być narzucająca się, bo czasami dobroć może zmęczyć. Można dobrocią zagłaskać kogoś, zanudzić wręcz na śmierć. Wolontariusz musi mieć oczy i serce otwarte, żeby dostrzegać rzeczywiste potrzeby i wychodzić im w miarę możliwości naprzeciw.

- Tym dopełnieniem z pewnością może być zachęta papieża Franciszka, by aktywować siebie nawzajem w tym czynieniu dobra.

- To w czytaniu z Dziejów Apostolskich jest mowa o początkach zinstytucjonalizowanej formy działalności charytatywnej w Kościele, która bierze swój początek w tym, co robili sami Apostołowie. Rozdzielali jałmużnę, ale dokonywało się to kosztem słowa Bożego. Dlatego ustanowili diakonów, którzy zajęli się dziełami miłosierdzia. Powstała więc instytucja, która jest początkiem tego, co nazywamy Caritas. Potrzebne są wspólne działania prowadzące do systemowych rozwiązań. Po to jest Caritas, by tworzyć dzieła pomocy, też poprzez szukanie różnych możliwości, nie tylko doraźnych, ale stałych, usankcjonowanych w sposób prawny. Wtedy to dzieło miłosierdzia nabiera większej doskonałości, staje się bardziej operatywne. Nawet gdybyśmy stworzyli najlepsze systemy pomocy, to trzeba mieć na uwadze słowa Jezusa, który mówi, że ubogich zawsze będziecie mieć u siebie.

- A jak stać się dobrym samarytaninem, bez podpisywania umowy za zwrot czynionego dobra?

- Po prostu trzeba chcieć. Potrzebna jest życzliwość serca, jakiś odruch. Wtedy możliwy jest wolontariat, ale nie musimy nic robić tak do końca bezinteresownie, ponieważ pamiętajmy, że Jezus w słowach błogosławieństwa zapewnia nas, iż „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Jeżeli tworzymy dzieła miłosierdzia, to zawsze z myślą o tym, że ostatecznie Bóg zauważy i odwzajemni się swoim miłosierdziem. To, co robimy, robimy z miłości wypływającej od Boga, a jednocześnie to prowadzi nas do udziału w pełni Bożej miłości.

- Caritas to miłość. Miłość bezinteresowna, miłość – agape. Gdzie dzisiaj w tym świecie, który pokazuje świat bez miłości, odkrywać jej pełnię?

- Przede wszystkim w Bogu. „Deus caritas est” – Bóg jest miłością. Bóg jest źródłem miłości. Bóg na różne sposoby tę miłość objawia. Najpierw ukazał tę miłość poprzez dzieło stworzenia. Nawet wtedy, gdy człowiek nie zdał egzaminu z daru Bożej miłości, to Bóg nie pozostawił człowieka samemu sobie, ale podjął plan zbawienia, który prowadzi nas do objawienia Jezusa Chrystusa, który jest pełnią miłości. Okazuje On nam tę miłość w sposób pełny poprzez dzieło paschalne, swoją śmierć, zmartwychwstanie, także poprzez sakramenty, zwłaszcza Eucharystię, która uobecnia dla nas to dzieło zbawcze. Prawdziwą miłość możemy rozpoznawać na różne sposoby i uczyć się jej, by przenosić ją do codziennego życia.
Jezus tłumaczy, „co to znaczy kochać?”. Kochać – to znaczy zachowywać Jego przykazania i Jego naukę. To bardzo proste zdefiniowanie miłości w naszym życiu.

- „Miłosierni to My” to tytuł audycji emitowanych na antenie Katolickiego Radia Zamość we wtorki o godz. 17. To radiowe spotkania z osobami chorymi, cierpiącymi, wykluczonymi, niewidomymi czy osadzonymi. O czym nie wolno zapominać w czasie realizacji tego hasła, że my również jesteśmy miłosierni?

- Przede wszystkim nie można zapominać o tym, aby niesieniem pomocy przypadkiem nie pomniejszyć czyjejś godności. Trzeba czynić to bez jakiegoś niepotrzebnego rozgłosu. Byłem kiedyś na sympozjum poświęconym osobom niepełnosprawnym i pojawiła się tam taka myśl, że wózek inwalidzki osoby niepełnosprawnej jest integralną częścią tej osoby i nie można tak sobie dotykać tego wózka bez zgody czy bez jej wyraźnej woli. Żebyśmy też w tym dziele miłosierdzia, w dziełach charytatywnych nie uciekali się do litości. Litość może być niebezpieczna, litość jest zawsze „patrzeniem z góry”, jest wyrazem trochę jakby poniżenia tego człowieka, czy widzeniem go mniejszym ode mnie, niższym. Tymczasem dzieła charytatywne – świadczenie miłości miłosiernej polega na tym, żeby tego, któremu pomagamy, traktować jako człowieka, który ma tę samą godność, tę samą wartość jak człowiek zdrowy, jak ten, który mu pomaga.

- Ekscelencjo, dziękuję za rozmowę i też proszę o apel do Czytelników „Niedzieli”, by byli miłosierni, żeby włączali się w dzieła Caritas, Caritas Polska i Caritas diecezjalne.

- Z wielką radością pragnę zaprosić do dzieł miłosierdzia, do włączenia się w ten apostolat miłosierdzia i z całego serca pragnę, aby imiona nas wszystkich znalazły się w gronie tych apostołów.

Tagi:
wywiad Caritas rozmowa

Reklama

Zaszczyt i zobowiązanie

2019-12-10 10:48


Edycja warszawska 50/2019, str. VI

Z przeorem o. Markiem Tomczykiem OSSPE, kustoszem nowo powołanego sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia przy ul. Długiej 3 w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Łukasz Krzysztofka
Sanktuarium posłuży propagowaniu Dzieła Duchowej Adopcji i ekspiacji za grzechy przeciwko życiu – mówi o. Marek Tomczyk OSSPE

Andrzej Tarwid: – Od 8 grudnia kościół Ducha Świętego ma tytuł sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia. Co ta zmiana nazwy świątyni oznacza?

O. Marek Tomczyk OSSPE: – Ustanowienie sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia oznacza przede wszystkim jeszcze większe zaangażowanie w szerzeniu kultu Najświętszej Maryi Panny oraz w rozwój duchowości i pobożności maryjnej. Ponadto specyfika tego miejsca posłuży propagowaniu Dzieła Duchowej Adopcji i ekspiacji za grzechy przeciwko życiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nigeria: dwaj uprowadzeni księża odzyskali wolność

2019-12-12 14:34

kg (KAI/FIDES) / Abudża

Dwaj nigeryjscy księża katoliccy: Joseph Nweke i Felix Efobi, uprowadzeni 6 grudnia w południowo-zachodniej części kraju, odzyskali wolność wieczorem 10 bm. Chociaż porywacze żądali początkowo 100 mln naira (nieco ponad 1 mln zł) za ich zwolnienie, ostatecznie wypuścili ich bez otrzymania jakiegokolwiek okupu.

Mikamatto/Foter/Creativ Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY2.0)

Obaj księża, pracujący w diecezji Awka na południu Nigerii, zostali uprowadzeni 6 grudnia, gdy udawali się na ślub swych parafian ze stanu Anambra do Akure – stolicy stanu Ondo. Duchownych, jadących autostradą Benin-Owo w orszaku weselnym, zatrzymali w pewnej chwili nieznani uzbrojeni mężczyźni koło miejscowości Ajagbale, wyciągnęli ich z samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku.

Według świadków napastnicy nie interesowali się innymi samochodami i ich kierowcami, a nawet nie zabrali nikomu ich telefonów komórkowych i - jak powiedział jeden z uczestników zajścia - "porwali tylko księży i pozostawili resztę". Po pewnym czasie porywacze odezwali się, żądając 100 mln naira okupu w zamian za zwolnienie obu kapłanów, ale po kilku dniach uwolnili ich, nie otrzymawszy żadnych pieniędzy.

Watykańska agencja misyjna Fides podała, powołując się na miejscowe źródła, że księża odzyskali wolność wieczorem 10 grudnia na szosie. Wyjechał po nich jeden z kapłanów z Owo.

Porwania księży i zakonników na południu Nigerii są od wielu lat wielką plagą. W samym tylko stanie Enugu uprowadzono w tym roku 9 kapłanów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem