Reklama

Skansenowskie spotkanie ze św. Franciszkiem

2016-09-08 09:59

A.D.
Edycja kielecka 37/2016, str. 8

T.D.

W klimacie miłości do zwierząt i natury przebiegała ostatnia sierpniowa „Niedziela ze św. Franciszkiem” w Parku Etnograficznym w Tokarni, gdzie miało miejsce błogosławieństwo zwierząt podczas Mszy św. polowej, parada ze św. Franciszkiem, adopcje bezdomnych „braci mniejszych”.

– Od Mszy św. polowej obok skansenowskiego kościółka z Rogowa, celebrowanej przez ojców franciszkanów z Chęcin, podczas której zostały pobłogosławione przyprowadzone przez właścicieli zwierzęta – rozpoczęliśmy nasze spotkanie. Wydarzenie ma charakter edukacyjny – ma uczyć właściwego stosunku do świata zwierząt i przyrody, czego przykładem była postawa św. Franciszka – mówi Beata Ryń, kierownik działu i promocji Muzeum Wsi Kieleckiej. Św. Franciszek jest także patronem parków narodowych i etnograficznych.

Między dawnymi zagrodami w obrębie skansenu odbyły się także m.in.: pokazy psów ratowników wspierających służby mundurowe, konkursy dla dzieci i wystawa zwierząt egzotycznych przygotowana przez lubelskie egzotarium. Działa ono przy schronisku dla bezdomnych zwierząt w Lublinie i m.in. gromadzi egzotyczne zwierzęta niefrasobliwie porzucone przez właścicieli. Dla uczestników pikniku wystąpiła także Klaudia Tumulec. Porad prawnych udzielali fachowcy ze Związku Kynologicznego w Polsce oraz weterynarze. Podobne imprezy w skansenie w ciągu dwóch ostatnich lat skutkowały udanymi adopcjami bezdomnych psów i kotów. Finałem „Dnia św. Franciszka” w Tokarni była parada zwierząt i ich właścicieli ze „św. Franciszkiem” na czele. W postać świętego wcielił się jeden z pracowników muzeum.

Reklama

Park Etnograficzny w Tokarni – integralna część Muzeum Wsi Kieleckiej, należy do największych skansenów w Polsce: jest rozlokowany na obszarze 65 ha, na którym znajduje się ponad 80 zabytkowych obiektów etnograficznych, z drewnianym kościołem z Rogowa w centrum.

Kościół pw. Matki Bożej Pocieszenia z Rogowa, przy którym sprawowano Mszę św., wzniesiony został pierwotnie z fundacji bp. Michała Wodzickiego w 1761 r. we wsi Rogów k. Opatowca. Decyzją biskupa kieleckiego Jana Jaroszewicza z 1976 r. przekazany został nieodpłatnie Muzeum Wsi Kieleckiej. Przeniesiony w 1996 r. na teren Parku Etnograficznego w Tokarni, był rekonstruowany w latach 1997-2000. Do 2002 r. wykonano konserwację polichromii, ołtarzy i elementów wnętrza. Poświęcenia kościółka z Rogowa dokonał bp Marian Florczyk 31 sierpnia 2002 r.

Przy okazji skansenowskich imprez, np. dożynek powiatowych czy św. Huberta, są tam sprawowane Msza św. i nabożeństwa, celebrowane przez duszpasterzy z Wolicy-Tokarni i kapelanów, a także franciszkanów z pobliskich Chęcin. W skansenie organizowana jest także terenowa Droga Krzyżowa.

Tagi:
zwierzęta bracia mniejsi

Ochrona dzieci i zwierząt futerkowych

2017-12-01 07:24

Artur Stelmasiak

Prawo i Sprawiedliwość planuje wprowadzić zakaz hodowli, a więc zabijania zwierząt futerkowych. Czy bezbronne dzieci m. in. z Zespołem Downa również będą ratowane z taką samą polityczną determinacją?

Wikipedia

Do biura podawczego Sejmu RP wpłynęło ponad 830000 podpisów ws. ochrony życia dzieci podejrzanych o chorobę lub niepełnosprawność. To niewątpliwy sukces i rekord organizacji pro-life w historii wolnej Polski. Na własne oczy wiedziałem zdumienie pracowników Sejmu, gdy wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina zastawili całe pomieszczenie pudłami, w których znajduje się apel prawie miliona Polaków. Ten głos powinien dodać odwagi posłom ze wszystkich stron sceny politycznej, a zwłaszcza posłom Prawa i Sprawiedliwości. Przecież w poprzedniej kadencji Sejmu identyczny projekt zakazujący aborcji eugenicznej rządząca dziś partia witała owacją na stojąco.

Ten projekt jest optymalny. Trudno go zakatować przez organizacje feministyczne, które chwalą się tym, że bronią różnorakich mniejszości. A przecież taką mniejszością są również dzieci chore i niepełnosprawne. Dziś pod sejmem była Joanna Kossowska, która jest chora na Zespół Downa. Głośno wykrzyczała, że obecnie obowiązujące prawo jest nieludzkie, bo można zabijać takich ludzi, jak ona. Osobiście zbierała podpisy, a teraz przyszła by pokazać dziennikarzom, że z niepełnosprawnością można cieszyć się życiem. Przypomniała, że obowiązujące prawo w Polsce niczym nie różni się od zbrodni Niemców, którzy masowo mordowali dzieci i dorosłych z Zespołem Downa. Tym razem żaden z dziennikarzy Gazety Wyborczej, TOKFM i TVN-u nie odważył się zadać pytania dziewczynie z Zespołem Downa. Nikt nie powiedział, że jej życie jest mniej warte lub nie potrzebne.

Konferencja prasowa odbyła się na tle zdjęć dzieci zabitych w wyniku tzw. aborcji. To są bardzo późne zabójstwa w 5-6 miesiącu ciąży. W Polsce jest wiele przypadków, gdy takie właśnie dzieci przeżywają swoją aborcję, a później pozostawiane są na pewną śmierć bez żadnej pomocy lekarskiej. Umierają w męczarniach tak, jak ten chłopiec z warszawskiego szpitala św. Rodziny, który został skazany za Zespół Downa. Przeżył aborcję, przez godzinę płakał, ale nikt w szpitalu mu nie pomógł.

Takich przypadków jest znacznie więcej, ale rzadko kiedy tragedia wychodzi na światło dzienne. Dlatego wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina pokazują zabite dzieci na swoich transparentach. Przecież stosują tę samą taktykę, co tzw. obrońcy "praw" zwierząt. Przecież obrońcy zwierząt jeszcze bardziej epatują zdjęciami i filmami o "nieludzkim" traktowaniu zwierząt.

Obecnie w przestrzeni publicznej toczy się dyskusja zarówno nt. zakazu hodowli zwierząt futerkowych, jak i ochrony życia ludzkiego. Zestawiam te dwie sprawy obok siebie celowo, bo dostrzegam niebywałą hipokryzję jednej ze stron tego sporu. Najczęściej ci, którzy są najbardziej zatwardziałymi obrońcami zwierząt, są jednocześnie zagorzałymi zwolennikami aborcji. Wystarczy posłuchać lewej strony sceny politycznej, poczytać Gazetę Wyborczą, posłuchać TOKFM-u i pooglądać TVN, by się o tym przekonać. Jest też spore grono celebrytów, którzy bronią "praw" słoni przed "niehumanitarnymi" występami w cyrku i jednocześnie chodzą w czarnych protestach popierających zabijanie dzieci. Pamiętam jedną z nich, gdy ze łzami w oczach mówiła o głodnych pieskach, a kilka minut później z dumą chwaliła się, że dokonała w swoim życiu kilku aborcji. Opisuje rzeczywistość, którą znam, ale której moralnych podstaw nie rozumiem i jestem przekonany, że nigdy nie zrozumiem.

W najbliższych miesiącach posłowie będą musieli zająć się obywatelskim projektem ustawy, której celem jest ochrona dzieci podejrzanych o chorobę lub niepełnosprawność. Choć pewnie będzie wiele zgiełku medialnego i politycznego, to jednak kwestia ochrony życia bezbronnych dzieci jest najprostszym i najbardziej naturalnym ze wszystkich ludzkich wyborów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spowiedź jak to (nie)łatwo powiedzieć

2019-12-04 07:07

Ks. Krzysztof Podstawka
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 16-17

„Przynajmniej raz w roku spowiadać się” – przypomina nam jedno z przykazań kościelnych. Zasadniczo nie kwestionuje się potrzeby spowiedzi, czyli, jak precyzuje to Katechizm Kościoła Katolickiego – „poddania się miłosiernemu osądowi Boga” (n. 1470). W praktyce jednak różnie z tym bywa. Zdarza się, że spowiedź przysparza wielu trudności i rodzi liczne kontrowersje. Przyjrzyjmy się niektórym stereotypom myślenia o tym sakramencie

stock.adobe.com

„Nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam grzechów. Nikogo nie zabiłem, nie okradłem, nie zdradzam żony/męża i co niedzielę chodzę do kościoła, to czym mam Panu Bogu głowę zawracać”...
Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, by Bóg mógł ulec stanowi „zawrotu głowy”. Komu jak komu, ale Bogu na pewno „nic, co ludzkie, nie jest obce”. Przytoczona powyżej wypowiedź, dosyć znamienna zresztą i wyrażająca dość rozpowszechniony pogląd, stanowi – moim zdaniem – bardziej próbę samousprawiedliwienia się niż świadectwo własnej moralności. Przede wszystkim dziękowałbym Bogu za to, że ustrzegł mnie przed popełnieniem rzeczy ohydnej. Z troską pochyliłbym się natomiast nad tym, co mogło umknąć refleksji nad moim własnym życiem. Zakładam, że każdy człowiek jest zdolny do takiej refleksji i z pewnością prowadzi ją ze sobą samym w formie jakiegoś wewnętrznego dialogu. Stanięcie w prawdzie o swoim życiu uświadamia nam, że nie taki święty i nie taki straszny jest człowiek, jakim go malują. „Święty Jan Apostoł przypomina nam: «Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy» (1 J 1, 8). Sam Pan nauczył nas modlić się: «Przebacz nam nasze grzechy» (Łk 11, 4), łącząc wybaczanie sobie nawzajem win z przebaczeniem grzechów, jakiego udzieli nam Bóg” (KKK 1425).

„W czasie Mszy św. jest spowiedź powszechna – po co jeszcze konfesjonał? Dla mnie to trauma, której unikam jak ognia”.
Rzeczywiście, spowiedź nie jest łatwym doświadczeniem. Nieprzygotowana i niedbale przeprowadzona może prowadzić do różnorodnych traum, które rodzą się w konsekwencji nierozwiązanych problemów. Akt pokuty na początku Mszy św., zwany spowiedzią powszechną, nie jest sakramentem pokuty ani spowiedzią w pełnym znaczeniu. Jest stanięciem przed Bogiem w postawie skruchy, żalu z pragnieniem zmiany życia. Oczyszcza nas z grzechów lekkich, zwanych powszednimi, i przysposabia do pełnego uczestnictwa w Uczcie eucharystycznej, czyli do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Zbawcza moc Eucharystii odpuszcza nam grzechy powszednie, ale nie grzechy śmiertelne. Niech nas nie zwodzi przekonanie, że uczestnictwo w Eucharystii zwalnia nas z obowiązku pozbycia się swych grzechów.

„Przez gardło mi nie przejdzie mówienie w konfesjonale o sprawach seksu. Ja nawet z mężem/żoną o tym nie rozmawiam, a co dopiero z księdzem... Jak mam niby o tym mówić: ile razy, z kim...? Czy to takie ważne? Przecież Pan Bóg dobrze wie, że nabroiłem(łam). A ciekawości księdza nie będę zaspokajać. Nie mówię o tym przy spowiedzi”.
Czy życie byłoby łatwiejsze i szczęśliwsze bez szóstego przykazania? Wątpię. Skoro Bóg je ustanowił, to coś w tym jest. Zbyt wiele nieszczęść i ogromnych tragedii wynikło z niegodnego używania i nadużywania ludzkiej płciowości. Wydaje się, że zbyt mało rozmawiamy o seksie z tymi, z którymi powinniśmy o nim rozmawiać. Zwłaszcza z tymi, za których jesteśmy odpowiedzialni (narzeczeni, współmałżonkowie, własne dzieci). Co do ciekawości księdza, proszę wierzyć, że jego ewentualne pytania służą jedynie doprecyzowaniu natury problemu, a nie zaspokajaniu własnej ciekawości. Mają pomóc w dotarciu do przyczyn grzechu, a w konsekwencji – w znalezieniu rozwiązania. Zatajanie grzechów nie tylko czyni spowiedź nieważną, ale również szkodzi temu, kto się spowiada, pozostawia go w sytuacji „wyjściowej”. Stwarza ryzyko bagatelizowania problemu i prowadzi do utrwalenia go, co naraża człowieka (oraz inne osoby) na ogromne niebezpieczeństwo.

„Od dziecka spowiadam się z kłamania/oszukiwania/plotkowania/intrygowania i... stale to robię. Nie wierzę, że uda mi się przestać, bo już próbowałem(łam). Po co ciągle powtarzać to samo, skoro i tak wiadomo, że swojej natury nie zmienię”...
Teologia przypomina, że łaska Boża buduje na naturze. Aby w pełni doświadczyć Bożej obecności i działania Boga w swoim życiu, należy pracować nad własnym charakterem. Tymczasem dość rozpowszechniony jest dziś pogląd wyrażający się w stwierdzeniu: „Jakiego mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz”. Sakrament pokuty pomaga w odkryciu swojej prawdziwej natury, czyli takiej, w jaką wyposażył nas Bóg. Istotną właściwością tej natury jest to, że jako ludzie jesteśmy, z natury właśnie, otwarci na Boga, na nieskończoność, wieczność, tajemnicę. Twierdzenie, że niemożliwe jest dokonanie zmiany w swoim życiu, świadczy o słabości wiary, nie tylko w Boga, ale również w swoje własne siły. Dla własnego dobra warto nad tą wiarą pracować, a spowiedź doskonale w tym pomaga. Każda praca, która ma przynieść spodziewany rezultat, wymaga nieustannej walki, wzlotów i upadków. Jedynie wtedy można się cieszyć z odniesionych sukcesów. To wszystko kształtuje charakter i zmienia krnąbrną ludzką naturę.

„Zadośćuczynienie? Czyli mam iść do szefa i mu powiedzieć, że od lat wynoszę z pracy różne rzeczy? Spalę się ze wstydu i dobrze będzie, jak mnie nie wyrzucą z pracy – więc na co to komu, jaka z tego korzyść? ”.
Faktycznie, zadośćuczynienie Bogu i człowiekowi, zwłaszcza temu, któremu wyrządziło się krzywdę, jest jednym z istotnych warunków sakramentu pokuty. Należy bezwzględnie naprawić to, co się „zepsuło” (względem rzeczy, osób, sytuacji). Sakrament ten nie ogranicza się jedynie do spowiedzi, czyli: ustnego wyznania grzechów uprawnionemu do ich wysłuchania kapłanowi i ewentualnego udzielenia przez niego rozgrzeszenia. Jest natomiast jednym z jego elementów, zwanych warunkami, czyli rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy oraz zadośćuczynienia właśnie. „Spalenie się ze wstydu” może się stać początkiem zadośćuczynienia, przywrócenia zniszczonej przez zły postępek sprawiedliwości. Wyrzucenie z pracy staje się bardziej ryzykowne w sytuacji, gdy o „recydywnej” kradzieży szef dowie się np. od innej osoby. Przyznanie się do winy może natomiast zostać odebrane jako wyraz uczciwości, nawet jeśli cnota ta niekoniecznie cieszy się w naszych czasach popularnością. Moim zdaniem, ryzyko wyrzucenia z pracy w takim przypadku jest znacząco mniejsze niż w sytuacji przyłapania na gorącym uczynku. Jeśli jednak wskutek popełnionych kradzieży przyszłoby pożegnać się z pracą, to zgodnie z przysłowiem – lepiej zawczasu dmuchać na zimne albo wypić to, co się nawarzyło. Najlepiej zaś dążyć do tego, by w każdej sytuacji być przyzwoitym.

„Mam się przyznać, że naopowiadałam(łem) nieprawdy koledze o jego narzeczonej, a on się tak wkurzył, że ją zostawił? Stracę przyjaciela, a oni i tak już ze sobą nie będą”...
Chciałoby się powiedzieć, że trzeba było pomyśleć wcześniej o ewentualnych konsekwencjach niepotrzebnego użycia języka. Kłamstwo zawsze i w każdej sytuacji jest złe i rodzi kolejne zło. W przytoczonym przypadku mamy do czynienia z niewłaściwie uformowanym sumieniem albo tzw. sumieniem niedojrzałym. Oto ktoś nazywa swoim przyjacielem osobę, której wyrządza krzywdę, przyczyniając się do zniszczenia jej związku. Czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o przyjaźni? Co więcej, wypowiadający cytowane słowa występuje w roli wróżki, która dokładnie wie, jak potoczą się dalsze losy wspomnianej pary. Na postawione na początku pytanie odpowiem: Tak, trzeba się przyznać. Trzeba się przyznać nie tylko w konfesjonale, ale i wobec kolegi. Wyrządzona krzywda musi zostać naprawiona stosownie do miary wyrządzonego zła. Przyznanie się jest istotnym warunkiem takiego zadośćuczynienia. Jedynie na prawdzie można budować autentyczną przyjaźń. Przyjaźnie nieautentyczne nie istnieją.

„Proszę księdza, ja się nie chcę spowiadać, ale tam siedzi mój wnuczek i chcę mu pokazać, że też chodzę do spowiedzi. Mogę chwilę posiedzieć? ” (autentyczne zdarzenie).
Nie i jeszcze raz – nie! Tylko autentyzm rodzi naśladownictwo, które zaprowadzi do prawdy. Trzeba się wystrzegać wszelkich form kłamstwa czy udawania, zwłaszcza, a może przede wszystkim w tzw. dobrej wierze. Poza tym nie wolno symulować uczestnictwa w sakramentach. Zatroskanej o wiarę swojego wnuczka babci warto doradzić odbycie rozmowy, w której wyjaśniłaby dziecku, o co tak naprawdę chodzi w spowiedzi i czemu ona służy. Nic nie zastąpi rodzinnej katechezy i nikt nie jest bardziej odpowiedzialny za rozwój wiary dziecka niż jego najbliższe, rodzinne środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zakopane: Betlejemskie Światło Pokoju dotarło do Polski

2019-12-15 12:00

md / Krzeptówki (KAI)

Polscy harcerze odebrali z rąk słowackich skautów w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach Betlejemskie Światło Pokoju. - W pojedynkę nie zmienimy świata, ale suma naszych czynów, tych nawet niewielkich płomyków nadziei, może zmienić wiele – przekonywał harcerzy bp Damian Muskus OFM, który przewodniczył Eucharystii.

Bożena Sztajner/Niedziela

Msza św. w sanktuarium na Krzeptówkach była najważniejszym punktem Betlejemskiego Zlotu, który odbył się w Zakopanem. W wydarzeniu uczestniczyło ok. 4 tys. polskich harcerzy z całego kraju. W tym roku przekazaniu światła towarzyszy hasło „Światło, które daje moc”.

Bp Muskus mówił w homilii, że siła tego światła tkwi z jego źródle, bo to sam Bóg narodzony w betlejemskiej grocie rozprasza ciemności świata. - Zwróćmy uwagę na to, że Pan nie wypala zła wielkimi płomieniami ognia, ale rozświetla nam drogę pośród ciemności. Jeden płomyk światła sprawia, że przestajemy błądzić, czujemy się bezpieczniej, widzimy więcej – zauważył. Jego zdaniem, uczniowie Jezusa nie mają stawać do walki z ciemnością, ale są powołani do wejścia w nią „z płomykami dobra, nadziei, pokoju, zapalonymi od Bożego światła”.

Siła tego maleńkiego płomienia tkwi także w tym, że jest dzielony. Odpalamy świecę od świecy, dzięki czemu świat staje się jaśniejszy. Tak dzieje się z dobrem, pokojem, miłością. Dzielone z innymi, pomnażają się, sprawiają, że nasze życie staje się piękniejsze, że rodzi się nadzieja. Dlatego warto przywiązywać wagę do małych czynów dobra – przekonywał.

Biskup prosił, by spojrzeć na „te przestrzenie w naszej ojczyźnie, w Kościele, w naszych parafiach, wspólnotach i rodzinach, które potrzebują, by je rozświetlić” i zastanowić się nad tym, „jaki konkretnie płomyk dobra możemy tam wnieść”. - Co możemy zrobić, by rozproszyły się mroki zniechęcenia, frustracji, a nawet zgorszenia czy zepsucia i zapanowała Jezusowa miłość? – pytał.

W czasie Mszy św. naczelniczka ZHP odebrała z rąk słowackich skautów Betlejemskie Światło Pokoju. – Będziemy się nim dalej dzielić. Dzięki temu to światło będzie dawało moc nie tylko nam harcerzom, ale tym wszystkim, do których je zaniesiemy – mówiła hm. Anna Nowosad. – Cieszymy się, że ta tradycja trwa i z roku na rok jest nas coraz więcej – dodała.

Przedstawiciele poszczególnych środowisk i regionów harcerskich z całej Polski odpalili światło, aby zawieźć je do swoich miejscowości i podzielić się nim z lokalna społecznością.

Betlejemskie Światło Pokoju co roku odpalane jest z Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem. W 29-letniej historii Betlejemskiego Światła Pokoju, w zmieniających się warunkach politycznych, nigdy nie zdarzyło się by Światło nie wyruszyło z Betlejem w swoją drogę. To czyni ze Światła znak pokoju, poświadczenie wzajemnego zrozumienia i symbol pojednania między narodami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem