Reklama

Jan Paweł I

2016-09-21 08:53

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 39/2016, str. 12-13

STAFF/ AP Photo/ East News
Jan Paweł I (1912-78) był biskupem Rzymu przez 33 dni. Zmarł nagle 28 września 1978 r.

Kardynał Albino Luciani został wybrany na papieża 26 sierpnia 1978 r. – w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej. Przyjął imię Jan Paweł I. W następnym konklawe, które odbyło się po jego 33-dniowym pontyfikacie, na papieża wybrano kard. Karola Wojtyłę z Polski, który przyjął imię Jan Paweł II

Patriarcha Wenecji kard. Albino Luciani nie był wymieniany przez watykanistów nawet w pierwszej dziesiątce faworytów konklawe po śmierci Pawła VI. On sam, kiedy szedł do Kaplicy Sykstyńskiej, niczego nie przeczuwał i był bardzo spokojny.

Jednak – jak zauważył jego następca na Stolicy Piotrowej, Jan Paweł II – Duch Święty „niespodziewanie w widzialny sposób skierował serca elektorów i na przekór ludzkim przewidywaniom ukazał tego, którego sam wybrał”.

Paweł VI namaszcza następcę

Nowego papieża, promieniującego ewangeliczną radością, świat przyjął z nadzwyczajną życzliwością, a Kościół – z wielką nadzieją. Polacy jako dobry znak przyjęli fakt, że patriarcha Wenecji kard. Albino Luciani został wybrany na papieża w dniu 26 sierpnia, czyli w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej.

Reklama

Niestety, Jan Paweł I przemknął na firmamencie Kościoła powszechnego niczym meteor. Po 33 dniach atak serca przerwał pontyfikat, jeden z najkrótszych w dziejach Kościoła katolickiego.

Pontyfikat ten rozpoczął się od tragicznego wydarzenia. 5 września 1978 r. Jan Paweł I przyjął na historycznej audiencji metropolitę leningradzkiego i nowogrodzkiego Nikodema. Prawosławny hierarcha doznał ataku serca i zmarł w obecności Ojca Świętego.

Gdy wspomina się Jana Pawła I, to na myśl przychodzi pierwsze skojarzenie: „Papież uśmiechu”. Pamięta się również, że jako pierwszy następca św. Piotra przyjął podwójne imię.

Tymczasem nie można zapominać, że Albino Luciani był jednym z najwybitniejszych włoskich biskupów, najżarliwiej wprowadzających w życie ustalenia Soboru Watykańskiego II. Warto wspomnieć znamienny epizod, który po sześciu latach urósł do rangi symbolu:

Kilka miesięcy przed nominacją kardynalską, gdy Albino Luciani był patriarchą Wenecji, goszczący w 1972 r. z wizytą w tym mieście papież Paweł VI w obecności 20 tys. wiernych na placu św. Marka zdjął z szyi papieską stułę i włożył ją na ramiona tego, który został jego następcą.

Nic nie zapowiadało, że syn biednych włoskich chłopów dojdzie w przyszłości do najwyższej godności w Kościele katolickim. Kiedy przyszedł na świat 17 października 1912 r. w Forno di Canale, niewielkiej miejscowości w Dolomitach, sądzono, że nie przeżyje. Poród był ciężki i rezolutna akuszerka czym prędzej ochrzciła niemowlę. Na szczęście przeżyło i dwa dni później dopełniono obrzędów chrzcielnych w kościele parafialnym.

Albino zawsze był chorowity i często zapadał na płuca.

Miłośnik literatury

Wychowywał się w zasadzie bez ojca, bo w jego dzieciństwie Giovanni Luciani niemal cały czas przebywał na emigracji zarobkowej. Wychowaniem religijnym Albina i jego młodszego rodzeństwa zajmowała się matka, Bortola. Była to bardzo mądra kobieta. Tak potrafiła przekazać dzieciom piękno wiary, że ujęło to męża, który po powrocie z emigracji zaczął chodzić do kościoła.

Przyszły papież od małego zdradzał zamiłowanie do spraw Bożych i wykazywał się wielkimi zdolnościami. Miał szczęście natrafić na wspaniałego proboszcza, który pomógł mu dostać się do seminarium. Don Filippo Carli rozbudził w nim także zainteresowanie literaturą i kinem, co w przyszłości, gdy jego wychowanek został patriarchą Wenecji, zaowocowało „Listami do sławnych postaci”, nawet tych fikcyjnych, takich jak słynny Pinokio.

Albino Luciani „połykał” książki teologiczne i beletrystykę, a rozpiętość jego lektur była imponująca: od Petrarki po Dostojewskiego i Tołstoja.

W czasach pełnienia posługi biskupiej jego niezwykła pamięć pozwalała mu wiele razy przytaczać dłuższe fragmenty poezji lub prozy oraz swobodnie przeskakiwać myślą od żywota jakiegoś świętego do beletrystyki, od powieści historycznej do zwykłej mądrości ludowej.

Biskup społecznik

Pamięć o biedzie w domu rodzinnym sprawiła, że jako biskup wyróżniał się spośród włoskiego Episkopatu wyjątkową wrażliwością społeczną.

Pod koniec lat 60. XX wieku, kiedy Italię rozpalały strajki robotników i rolników, bp Luciani jeździł do protestujących. Nawiązywał dialog z przedstawicielami związków zawodowych, pośredniczył w rozmowach między stronami. Zjednywał je swoim życzliwym nastawieniem, serdecznością i – co bardzo ważne – komunikatywnością. O problemach prostych ludzi mówił ich językiem.

Organizował w swojej diecezji dzień opieki społecznej, w którym zbierano środki dla potrzebujących, promowano ośrodki doradcze dla ludzi pracy oraz pobudzano do solidarności z człowiekiem w potrzebie.

Upowszechniany tu i ówdzie obraz Lucianiego jako pobłażliwego, bezkonfliktowego biskupa mija się z prawdą. Gdy w jednej z parafii wierni protestowali przeciwko nowemu proboszczowi, bp Luciani, przeświadczony o słuszności swojej nominacji, nie ugiął się. W rezultacie część zbuntowanych wiernych przeszła na prawosławie.

„Humilitas”, czyli pokora

Gdy w 1958 r. otrzymał nominację na biskupa Vittorio Veneto, przyjął jako zawołanie biskupie słowo „humilitas”, czyli pokora. Tej cnocie poświęcił też swoją pierwszą papieską audiencję. Podczas tego przemówienia posłużył się zabawną historyjką, aby wytłumaczyć sens posłuszeństwa:

„Przykazania są trudne do zachowania; ale Pan Bóg dał nam je nie z kaprysu ani z własnego interesu, lecz jedynie dla naszego dobra. Pewien człowiek poszedł do salonu kupić samochód. Sprzedawca mówi do niego: «Ten samochód bardzo dobrze się sprawuje, potraktuj go dobrze! Do baku wlewaj tylko benzynę, a do silnika tylko olej, dobry olej». Na co ten odparł: «O nie, pan może tego nie wie, ale ja nie mogę znieść zapachu benzyny i tak samo oleju; do baku wleję szampana, który bardzo lubię, a silnik posmaruję dżemem». «Niech pan robi, jak pan uważa; ale potem proszę tu nie przychodzić się skarżyć, jeśli pan będzie miał wypadek samochodowy!»”. Pan Bóg zrobił z nami coś podobnego: dał nam ciało, ożywione duszą rozumną i wolną wolą. I powiedział: „Ten samochód jest wartościowy, ale traktuj go dobrze!”.

Kruszyć lody, by zbliżać ludzi

Dość skromna jest literatura w języku polskim na temat „Papieża uśmiechu”. Dlatego z zadowoleniem należy przyjąć obronioną na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie pracę doktorską ks. Francesca Andolfatta pt. „Przepowiadanie wiary jako radosnej nowiny w ujęciu Albino Lucianiego – Jana Pawła I”. Z tej pracy pochodzą przytoczone w artykule cytaty.

Zdaniem ks. dr. Andolfatta, Luciani był głęboko świadom, że życzliwość i przyjazna bliskość z każdym człowiekiem są potrzebne do pierwszego kontaktu, do skruszenia lodów, by doszło do zbliżenia między ludźmi. „Jednak zewnętrzne gesty pozostają powierzchowne, jeśli człowiek nie karmi się przy stole słowa Bożego i nie czerpie wody z obfitej studni Magisterium Kościoła” – podkreślił włoski teolog. Radość i pogoda ducha, którymi Luciani promieniował, były owocem jego bogatego życia wewnętrznego i głębokiego tkwienia w niezachwianym gruncie wierności nauczaniu Kościoła.

To on wprowadził nowy styl sprawowania urzędu Piotrowego, który tak wspaniale rozwinął jego następca – Jan Paweł II.

Tagi:
Jan Paweł I

Reklama

Papież 33 dni

2019-09-25 09:51

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 24-25

Urodził się w Canale d’Agordo w wielodzietnej biednej rodzinie robotniczej. Wygłosił tylko pięć rozważań podczas modlitwy „Anioł Pański”, odbył cztery audiencje generalne, podczas których wygłosił katechezy o: pokorze, wierze, nadziei i miłości. Papieżem był tylko 33 dni, ale został nazwany Papieżem Uśmiechu. Zmarł 41 lat temu, 28 września 1978 r. Wkrótce może zostać wyniesiony na ołtarze. Jaki był Jan Paweł I?

Wikipedia
Jan Paweł I

Kiedy jeszcze jako nowo wyświęcony biskup Albino Luciani, późniejszy papież Jan Paweł I, przybył na audiencję do Jana XXIII, wówczas Papież Dobroci zaproponował młodemu biskupowi, aby wspólnie odczytać fragment z „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis, z rozdziału 23, księgi III – o czterech źródłach prawdziwego pokoju: „Staraj się, synu, spełniać raczej cudzą wolę niż własną. Zawsze wybieraj mniej niż więcej. Szukaj zawsze niższego miejsca i poniżaj się przed innymi. Pragnij zawsze i módl się, aby działa się w tobie jedynie wola Boga” – napisał Tomasz a Kempis. Właśnie słowo „pokora” było najbliższe Janowi Pawłowi I. Miał je umieszczone jako program życia i działalności duszpasterskiej jako biskup, kardynał i papież.

Człowiek pokory

Kiedy bp Albino Luciani, po nominacji i święceniach na biskupa diecezji Vittorio Veneto odwiedził rodzinne Canale d’Agordo 6 stycznia 1959 r., powiedział w homilii do swoich krajan: „Pewnych rzeczy Pan nie chce zapisać ani w brązie, ani w marmurze, ale pisze je wręcz w prochu, aby (...) było jasne, że wszystko jest dziełem i wszystko zasługą jedynie Pana. (...) ja jestem czystym i biednym prochem (...). Jeśli kiedyś coś dobrego z tego wszystkiego wyniknie, to niech to będzie jasne już teraz: jest to wyłącznie owoc dobroci, łaski, miłosierdzia Pana”.

Przez całe życie był wierny temu, co napisał do niego jego ojciec – Giovanni Luciani. Otóż bardzo młody Albino na początku swojej drogi powołania otrzymał od ojca – który wyemigrował do Francji w poszukiwaniu pracy – list, który zawsze miał w swoim portfelu. „Mam nadzieję, że będąc księdzem – pisał Giovanni Luciani – pozostaniesz po stronie biednych, ponieważ Chrystus był po ich stronie”.

Spojrzenie Maryi

Myślę, że można powiedzieć, iż Jan Paweł I to papież Czarnej Madonny. Został wybrany na Stolicę Piotrową po wielkim pontyfikacie Pawła VI w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej – 26 sierpnia 1978 r. Zaraz po wyborze nowego papieża pojawiły się pytania, jakim znakiem dla Kościoła jest ten wybór następcy Piotra właśnie w dniu imienin Jasnogórskiej Matki i Królowej. Niektórzy komentatorzy już po wyborze kard. Wojtyły pisali, że wybór Jana Pawła I był zapowiedzią pontyfikatu papieża z Polski.

Świadectwa

Świadkowie życia Jana Pawła I podkreślają, że był on człowiekiem niezwykle skromnym. Ks. Andrea Tison, archiprezbiter w Canale d’Agordo w latach 1982 – 2000, w swoim świadectwie dla Vatican News tak wspominał Albino Lucianiego: „Spotkałem go w seminarium. Nauczał w naszym seminarium. Pamiętam rekolekcje, które głosił. Kiedy mówił, odczuwało się, że jest to człowiek pokorny. Mówił bardzo prosto. Nawet w jego przemówieniach, w tekstach, które pisał, w książkach jego język był zawsze dostojny, ale prosty, tak, aby naprawdę był zrozumiały. Mówi się, że papież Luciani był katechetą. Dla niego katecheta był tym, który musiał być wierny słowu Bożemu, i tym, którzy byli przed nim”.

Blisko Jana Pawła I był ks. Diego Lorenzi, orionista, jego sekretarz osobisty, który podzielił się swoim świadectwem dla „Messaggi di Don Orione”. „Po raz pierwszy spotkałem patriarchę Albino Lucianiego w grudniu 1973 r. W 1975 r. natomiast moi przełożeni wysłali mnie jako współpracownika w parafii św. Piusa X, która została nam powierzona w Marghera. I tam, w styczniu następnego roku, ponownie spotkałem się z patriarchą Lucianim podczas wizyty duszpasterskiej we wspólnocie” – wspominał ks. Lorenzi. „Jego życie jako patriarchy Wenecji było bardzo proste i wycofane. Miało swój zwyczajny rytm: praca, modlitwa, audiencje, spotkania, podróże i wizyty duszpasterskie. Wstawał o 5.00 rano (a w Watykanie nawet o 4.30) i natychmiast poświęcał półtorej godziny, a być może więcej, na osobistą modlitwę i medytację. O 7.00 celebrował Mszę św. O 7.30 – śniadanie, a następnie czytanie niektórych włoskich gazet. Potem w prywatnym gabinecie czekał na czas wizyt. Recytował ze skupieniem brewiarz i Różaniec. Wielką wagę przywiązywał do częstej modlitwy. Kiedyś napisał: «Nasze życie musi być lampą, co jest jasne; w lampie płomień to dobre uczynki: cierpliwość, słodycz, miłość do Boga i bliźniego; wosk lub olej, które wytwarzają płomień, to modlitwa. Te dwie rzeczy nie mogą być rozdzielone»” – podkreślił były sekretarz Jana Pawła I.

Ks. Diego Lorenzi dobrze zapamiętał dzień wyboru kard. Lucianiego na Stolicę św. Piotra. „W momencie wyboru kard. Albino Lucianiego byłem na Placu św. Piotra kiedy kard. Felici ogłosił wybór papieża. Późnym popołudniem 26 sierpnia nowy papież Jan Paweł I sprawiał wrażenie sympatycznego i radosnego na balkonie loggii św. Piotra. Został natychmiast nazwany Papieżem Uśmiechu. Ujmował prostotą i skromnością” – podkreślił ks. Lorenzi.

Bardzo trudnym momentem dla niego jako sekretarza Papieża Uśmiechu była wiadomość o jego śmierci. „29 września 1978 r. ok. 7.30 rano włoskie radio i ANSA wydały komunikat o śmierci papieża, a następnie biuletyn medyczny, którego oficjalny tekst rozpoczynał się w następujący sposób: «Dziś rano, ok. 5.50, sekretarz (nie podał swojego nazwiska) nie widział Ojca Świętego w kaplicy, w której zwykle był obecny. Wszedł do pokoju i zastał go martwego, w postawie czytania». Po kolacji poprzedniego wieczoru i po rozmowie telefonicznej z kardynałem Mediolanu Giovannim Colombo towarzyszyliśmy Ojcu Świętemu do sypialni” – powiedział Lorenzi. „Przeszedłem do swojego pokoju. Następnego ranka obudziła mnie siostra Vincenza Taffarel, która zauważyła, że papież nie wziął tacy z kawą, zapukała i otworzyła drzwi i odkryła, że papież nie żyje. Przyszła do mojego pokoju i powiedziała: «Papież nie żyje!». Poszedłem do pokoju papieża, było 5 minut do godz. 6.00. W pokoju był już drugi sekretarz – ks. Magee. Po kilku minutach do pokoju papieża przyszli urzędnicy kurialni. Doktor Buzzonetti zaintonował «Salve Regina», przyszła też siostrzenica Lina Petri, która pracowała w Watykańskim Biurze Prasowym. Minęło zaledwie 50 dni od śmierci Pawła VI...” – wspominał ks. Lorenzi.

Pia Luciani, bratanica Albino Lucianiego, w momencie rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego swojego wujka powiedziała mediom, że papież Jan Paweł I był człowiekiem wielkiej kultury, wielkich nadziei i wielkiej miłości do Kościoła i innych. „Próbował żyć zgodnie z Ewangelią i ubogo – mówiła. Jako najstarsza bratanica znałam go najdłużej. „Powtarzał mi często, że jestem «przywódcą» i że jeśli będę się dobrze zachowywała, wszyscy pozostali bracia i siostry pójdą za mną. Kiedy przybyłam do Rzymu, często go odwiedzałam. Ostatni raz – dziesięć dni przed śmiercią – powiedział do mnie: «Nie ma miejsca w mojej agendzie, ale chcę cię zobaczyć. Jeśli nie przeszkadza ci to, to przyjdź na obiad». Poszłam tam, czułam, że jest spokojny, otoczony współpracownikami. Powiedział mi, że ma dużo pracy i że chce osiągnąć tylko jedno: załatwić jak najwięcej różnych spraw urzędowych, aby mieć więcej miejsca na poświęcenie się apostolstwu, opiece duszpasterskiej” – podkreśliła Pia Luciani.

Jan Paweł I zmierza do chwały ołtarzy. Jest to kolejny papież XX wieku, po Piusie X, Janie XXIII, Pawle VI i Janie Pawle II, którego świętość jest znakiem dla naszych czasów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obchody 35. rocznicy męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki

2019-10-18 12:22

pk / Warszawa (KAI)

35 lat temu ksiądz Jerzy Popiełuszko, kapelan Solidarności, przygotowywał się do wyruszenia w podróż do Bydgoszczy. Tam, w duszpasterstwie ludzi pracy, miał wygłosić słowa dotyczące sprawiedliwości, prawdy i męstwa a także zaniechania nienawiści i przemocy. Z podróży tej, jak pokazała historia, nigdy nie powrócił. Zakatowane przez funkcjonariuszy komunistycznej służby bezpieczeństwa ciało kapłana odnaleziono w wodach Wisły. Nieprzypadkowo data 19 października przez parlament i prezydenta RP wybrana została na doroczne Święto Duchownych Niezłomnych.

Graziako/Niedziela
Ks. Jerzy Popiełuszko”, Teresa Chromy (1984 r.)

Od 18 do 20 października w Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki przy parafii Świętego Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu odbędą się uroczystości upamiętniające 35. rocznicę dramatycznej śmierci kapłana. Już w piątek 18 października wieniec przed grobem księdza Jerzego około 18:30, w obecności świadków życia kapłana złoży prezydent Andrzej Duda. Tego samego dnia o godzinie 19:00 odbędzie się Wieczór Świadków podczas którego pięć osób związanych z księdzem Jerzym Popiełuszką opowie o jego drodze życia oraz dojrzewaniu do świętości.

19 października o godzinie 18:00 będą miały miejsce centralne uroczystości. W ich trakcie kardynał Kazimierz Nycz, przewodniczący liturgii, dokona poświęcenia kaplicy w której w specjalnej gablocie wystawione zostaną relikwie sutanny jaka miał na sobie męczennik w momencie śmierci. Uroczystą liturgię zakończy modlitwa o kanonizację kapłana oraz złożenie wieńców przy jego grobie przez członków rządu, przedstawicieli służb mundurowych, Solidarności oraz licznych instytucji. W uroczystościach weźmie udział rodzina księdza Jerzego, jego bliscy, przedstawiciele rządu i samorządów. Cały dzień honorową wartę przy grobie pełnić będzie blisko sto pocztów sztandarowych Solidarności.

20 października zaś, Muzeum księdza Jerzego Popiełuszki znajdujące się na terenie parafii Świętego Stanisława Kostki, zaprasza do uczestnictwa w grze miejskiej. Jej uczestnicy poznają miejsca związane z działalnością kapelana Solidarności na terenie stolicy. Jednym z miejsc będzie Huta Warszawa, gdzie emerytowani członkowie Solidarności z 1980 opowiedzą uczestnikom o burzliwych latach 80tych, o walce o wolność i o zaangażowaniu w nią księdza Jerzego Popiełuszki.

„Osoba księdza Jerzego Popiełuszki nie należy jedynie do historii… ideały, które wskazał ksiądz Jerzy są uniwersalne i wskazują nam jak żyć dziś i jak myśleć o przyszłości” – powiedział kustosz sanktuarium księdza Jerzego Popiełuszki, ks. Marcin Brzeziński.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko, urodzony w 1947 roku w Okopach na Białostocczyźnie, po zdaniu matury wstąpił do Warszawskiego Seminarium Duchownego. Jako kleryk odbywał przymusową służbę wojskową w specjalnej jednostce kleryckiej w Bartoszycach, gdzie wobec komunistycznej indoktrynacji dał się poznać jako niezłomny obrońca wiary i wartości. Po święceniach kapłańskich otrzymanych w 1972 roku pełnił posługę w kilku parafiach Archidiecezji Warszawskiej, zajmując się m.in. duszpasterstwem młodzieży i służby zdrowia. W ostatnich latach życia posługiwał w parafii Św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu gdzie związał się z Solidarnością oraz celebrował comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę gromadzące wokół świątyni wielotysięczne tłumy.

W czasie Stanu Wojennego ksiądz Jerzy występował w obronie internowanych wskutek czego stał się obiektem nękania i prowokacji ze strony służb komunistycznego reżimu. Swoją ostatnią duszpasterską podróż odbył 19 października 1984 roku do parafii Świętych Polskich Braci Męczenników do Bydgoszczy. Podczas podróży powrotnej został bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, jego umęczone ciało wrzucono do Wisły na wysokości tamy we Włocławku. Pogrzeb Księdza Jerzego, który miał miejsce 3 listopada 1984 roku zgromadził blisko milionową rzeszę ludzi. Od 1984 roku grób męczennika odwiedziły blisko 23 miliony wiernych, w tym liczni kardynałowie, biskupi, prezydenci i przedstawiciele świata kultury. Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 roku zaliczył księdza Jerzego Popiełuszkę do grona błogosławionych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski o in vitro: nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest moralnie dozwolone

2019-10-18 20:52

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Kraków (KAI)

- Problem jest bardzo złożony z punktu widzenia etycznego i moralnego. Podejście czysto techniczne do spraw związanych z tajemnicą życia jest upraszczające, a wiąże się z naszą odpowiedzialnością za życie drugiego człowieka - mówił abp Marek Jędraszewski podczas comiesięcznych „Dialogów”, które w październiku odbyły się w krakowskiej Bazylice św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa w Krakowie. Tematem spotkania było: „In vitro – dlaczego nie wolno, skoro żyją ludzie, którzy się tak poczęli?”.

Adam Bujak/Archidiecezja Krakowska

Metropolita w wygłoszonej na początku katechezie zaznaczył, że omawiane zagadnienie jest niezwykle trudne. Księga Rodzaju mówi, że człowiek został stworzony na Boży obraz i podobieństwo, a fakt posiadania potomstwa jest błogosławieństwem i szczęściem. Nawiązał do płaszowskiego Sanktuarium Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa, dodając, że powstało ono z niezwykle istotnego powodu. - Ludzie przybywają tam i modlą się o łaskę posiadania dzieci. Są przypadki, że dziecko staje się szczęściem małżonków, często po wielu latach oczekiwania – mówił abp Jędraszewski.

Hierarcha podkreślił, że metoda in vitro wiąże się z brutalną ingerencją w organizm kobiety i selekcją embrionów. - Pojawia się poważny problem etyczno-moralny. Co zrobić z tymi poczętymi dziećmi? Zamrozić? Jak długo mogą one w tym stanie istnieć? Czy po jakimś czasie będzie można ponownie z tego embrionu skorzystać, wszczepiając je w łono tej samej kobiety? – stawiał pytania abp Jędraszewski i zwracał uwagę, że zdrowie dzieci poczętych metodą in vitro jest dużo bardziej zagrożone niż poczętych naturalnie. Hierarcha wspomniał także o istnieniu syndromu „po in vitro”, gdy osoby poczęte tą metodą stawiają sobie pytania o swoje rodzeństwo, które zostało poczęte, a nie urodziło się.

Metropolita zaznaczył, że z punktu widzenia nauki Kościoła, metoda in vitro jest niezgodna z moralnością katolicką, ale człowiek, który dzięki niej się urodził zasługuje na pełny szacunek.

- Możliwości techniczne, jakie związane są z rozwojem współczesnej medycyny, pozwalają na to, żeby mogły począć się dzieci metodą in vitro, ale tutaj chciałbym wrócić do podstawowej zasady, o której wielokrotnie mówił Jan Paweł II spotykając się z naukowcami: - Nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest moralnie dozwolone – mówił abp Jędraszewski odwołując się do podstawowej zasady, o której wielokrotnie wspominał Jan Paweł II spotykając się z naukowcami. - Niewątpliwie, rozwój techniki i jej najrozmaitszych przejawów wskazuje na potęgę człowieka. Nie znaczy to, że mając takie możliwości, może on ze wszystkich godnie korzystać lub wykorzystywać je do swoich celów – podkreślał metropolita krakowski.

W drugiej części „Dialogów” abp Jędraszewski odpowiadał na pytania nadesłane drogą mailową. Odnosząc się do problemu niespełnionego pragnienia macierzyństwa Arcybiskup odwołał się do koncepcji człowieka kard. Karola Wojtyły, przedstawionej w książce „Osoba i czyn”, wg której człowiek spełnia się przez swoje dobre czyny. Człowieka od zwierząt odróżnia fakt, że jest istotą wolną – „mogę coś, ale nie muszę – nie jestem zdeterminowany, mogę wybierać”. - Wolność jest autentyczna, kiedy wybieram to, co jest moralnie dobre – cytował kard. Wojtyłę abp Jędraszewski podkreślając, że autentyczna wolność polega na podporządkowaniu się prawdzie, co z kolei realizuje się poprzez podporządkowanie właściwie ukształtowanemu sumieniu. - Wielkość człowieka polega na tym, że idzie za głosem swojego sumienia – zwracał uwagę metropolita krakowski.

Za kard. Wojtyłą abp Jędraszewski zwrócił uwagę na trzy ludzkie popędy – seksualny, samozachowawczy i rozrodczy. - Chodzi o to, żeby te dynamizmy nie działały w nas w sposób ślepy, czysto instynktowny, ale żeby były podporządkowane sumieniu i temu, co ono podpowiada, jak te popędy wykorzystać (…). Chodzi o to, żeby tym dynamizmom tkwiącym w naszej cielesności nadać jakąś wyższą, prawdziwie ludzką treść” – mówił hierarcha i dodawał, że naturalne pragnienie do bycia rodzicem – matką i ojcem – jest absolutnie zrozumiałe, ale można je ukierunkować np. w stronę adopcji.

- Szczęście jest darem, a nie prawem – mówiła pani Maria, która zabrała głos jako pierwsza w części pytań na żywo. Odnosząc się do sytuacji małżonków, którzy zmagają się z problemem niepłodności zwróciła uwagę, że „to, że my w czymś nie widzimy sensu, nie znaczy, że to sensu nie ma, bo każdemu zdarzeniu sensu nadaje Pan Bóg”. - To, że każdy z nas chce być szczęśliwy, to jest oczywiste. Ale prawdą jest także i to, że za wszelką ceną do szczęścia nie można dążyć. Zawsze trzeba zapytać, czy to, co jawi mi się jako szczęście, a wcale nie jest pewne, że szczęściem będzie, nie jest równocześnie powodem krzywdy dla drugiego człowieka. Na pewno nie wolno nam krzywdzić drugiego człowieka, bo to wynika z przykazania miłości – komentował abp Jędraszewski

Na pytanie o tzw. adopcję prenatalną, czyli możliwość przyjmowania zarodków przechowywanych w bankach embrionów abp Jędraszewski przyznał, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi i że nie dają jej też współczesne dyskusje teologiczne.

Co powiedzieć ludziom, którzy zreflektowali się, że obok ich narodzonego dziecka są jeszcze inne, które zmarły w trakcie procedury in vitro, albo są jeszcze zamrożone? – pytała pani Weronika. - Otworzyć się na Boże miłosierdzie. Umieć nazwać zło, które się stało złem i za nie żałować – odpowiadał abp Jędraszewski i radził, aby tacy rodzice stawali się świadkami własnych doświadczeń, mówili o tym problemie, przestrzegali przed nim innych i bronili dla ich dobra. Metropolita apelował, aby stawać przy takich osobach, okazywać im szacunek, modlić się z nimi, ale nie mówić, że to nie jest problem. - Kłamstwo nigdy nie wyzwala.

Prawda wyzwala. I to nie prawda abstrakcyjna, ale prawda, którą jest Chrystus. On wyzwala. On mówi: nie grzesz więcej, nie wracaj do tego grzechu, pomagaj innym, bądź solidarny w dobrym – podkreślał hierarcha. Abp Jędraszewski zaznaczył także, że mówienie o tym, iż in vitro jest metodą leczenia niepłodności to kłamstwo. - To jakby bajpas – obchodzi się problem możliwości poczęcia w sposób sztuczny, techniczny (…). Niepłodność pozostaje – podkreślał hierarcha zwracając uwagę na sposób leczenia niepłodności, który jest ciągle mało popularny, a niebudzący zastrzeżeń moralnych i zgodny z naturą człowieka, czyli naprotechnologię.

Dziś medycyna nie dysponuje możliwością przygotowania w czasie procedury in vitro tylko jednego zarodka, bez „produkcji” nadliczbowych embrionów. Ale nie można wykluczyć, że kiedyś tak się stanie. Jakich argumentów używać wówczas? – padło kolejne pytanie. - Chrześcijaństwo zawsze będzie musiało mówić to, co zostało wyrażone także w encyklice Humanae vitae jako przejaw głębokiego namysłu nad prawdą o człowieku wynikającą z objawienia i z tradycji, że życie małżeńskie jest błogosławione przez Boga, a to zakłada, że Pan Bóg błogosławi ludzkiej miłości kobiety i mężczyzny i błogosławi potomstwu, które jest owocem tej miłości. Kto to przyjmie – przyjmie, kto odrzuci – odrzuci. Ale chrześcijanie muszą być gotowi, aby tej prawdy bronić jednoznacznie, do końca – odpowiadał abp Jędraszewski.

Na pytanie br. Augustyna o wskazówki dla duszpasterzy, którzy spotykają się z osobami poczętymi in vitro, albo rodzicami, którzy zdecydowali się na tę metodę abp Jędraszewski odwołał się do nauczania Jana Pawła II. Praktycznie we wszystkich papieskich dokumentach i wystąpieniach widoczny jest ten sam schemat: Pan Bóg, godność osoby ludzkiej, rodzina, naród. Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że jeśli Pan Bóg jest fundamentem, to człowiek w Nim odnajduje fundament swojej osobistej godności i chce żyć tak, aby zasłużyć na Jego błogosławieństwo w życiu małżeńskim i rodzinnym. A dzięki temu na koniec tworzy się zdrowy naród. - Ale jeśli pęka fundament, to wszystko inne zaczyna tracić swój sens, zaczyna się chaos i nieszczęścia – mówił hierarcha i dodawał, że różnego rodzaju nakazy i zakazy stawiane przez Pana Boga nie są po to, aby pokazał swoją władzę wobec nas, ale są wyrazem Jego ojcowskiej miłości. - To wszystko jest dla naszego dobra, byśmy byli - na miarę możliwości życia w tym świecie – szczęśliwymi – zakończył abp Jędraszewski.

„Dialogi” to cykl tematycznych spotkań abp. Marka Jędraszewskiego z wiernymi, ale także ze wszystkimi zainteresowanymi. To okazja do rozwiania wątpliwości i lepszego poznania Kościoła oraz jego Pasterza. Spotkania rozpoczynają się od sondy ulicznej na wybrany w danym miesiącu temat, a następnie metropolita odpowiada na pytania – zarówno te, które zostały wcześniej nadesłane i te, które zadawane są na bieżąco. 14 listopada o godz. 20.15 w Kolegiacie św. Anny w Krakowie odbędą się kolejne „Dialogi” na temat: „Piękno seksualności. Porozmawiajmy o wielkim darze”. Szczegóły na stronie dialogi.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem