Franciszkanie z Niepokalanowa służą mieszkańcom gminy, powiatu i okolic już prawie cały wiek. W rozmowie z Łukaszem Brodzikiem dla portalu niedziela.pl ojciec Wiesław Koc OFMConv, prowadzący Telewizję Niepokalanów, ale także strażak i kapelan strażaków w Teresinie opowiada o tym, jak to się stało, że franciszkanie gaszą pożary, czym się różni strażak-zakonnik od niezakonnika i jak to jest odprawiać Mszę św. pachnąc dymem po akcji ratunkowej.
W poniższym nagraniu można także zobaczyć, jak dawniej wyglądały stroje strażackie w Niepokalanowie, czym ratownicy jeździli do pożarów i jakiego sprzętu używali:
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Łukasz Brodzik: Od blisko stu lat w Niepokalanowie działa Ochotnicza Straż Pożarna. Czy mógłby ojciec przybliżyć historię powstania tej jednostki w klasztorze franciszkanów?
Reklama
Ojciec Wiesław Koc OFMConv: Niepokalanów to jest małe miasteczko, 16 hektarów, budynków. I jak w 1927 roku powstał Niepokalanów, to większość budynków była drewnianych. Ojciec Maksymilian wśród braci, którzy tutaj przybyli do Niepokalanowa, zauważył, że wielu ma różne zdolności i zauważył też, że jak wielkie jest niebezpieczeństwo - wybuchł dosyć szybko pożar jednego z budynków klasztornych - i ojciec Maksymilian zarządził, żeby bracia, którzy mają ochotę i chcą zostać strażakami, przeszli kurs straży pożarnej i w 1931 roku bracia zostali przeszkoleni oficjalnie i oficjalnie rozpoczęła działalność ochotnicza straż pożarna w Niepokalanowie i cały czas, aż do tej chwili.
Łukasz Brodzik
Obraz w muzeum w Niepokalanowie - św. Maksymilian i strażacy zakonnicy
To już taki mały jubileusz - 95 lat jak dobrze liczę?
Tak, właściwie to w 1927 roku był początek, jak tylko św. Maksymilian tutaj przybył, ale wiadomo oficjalnie rozpoczęła działalność w 1931 r. i na jest dokument, że została zarejestrowana przez państwo polskie.
Czyli nie jest to jednostka, którą wykorzystujecie tylko dla potrzeb klasztoru, tylko służy społeczności już od tych blisko 100 lat?
Ewenement tej jednostki polega na tym, że strażakami są tylko i wyłącznie zakonnicy. Nie ma tutaj żadnych świeckich osób.
Ale jak to, w habitach gasicie? Jak to wygląda?
Na początku jeździliśmy w habitach, ale wiadomo jak jednostka weszła do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego, to musieliśmy także podporządkować się tym rygorom, jakie obowiązują każdego strażaka, który wyjeżdża do akcji. A więc w mundury takie współczesne, które strażacy używają, musimy się ubierać. I od lat '90, kiedy weszliśmy do tego systemu, już wyjeżdżamy w Nomexach, czyli bojowym ubraniu strażaka. To jest standardowy sprzęt wykorzystywany przez OSP i PSP, a więc nie jest to atrapa. Samochód, który mamy właśnie dzisiaj w nocy uczestniczył w akcji. Wyjechaliśmy o północy, wróciliśmy po 7:00 godzinie.
Łukasz Brodzik
Dawny mundur strażaków zakonników z Niepokalanowa
Kto prowadzi takie ogromne auto strażackie?
Reklama
W naszej jednostce jest trzech kierowców ratowników, między innymi ja i dzisiaj ja - ponieważ w tym tygodniu jest mój dyżur kierowcy - więc ja musiałem prowadzić ten samochód.
Jak przebiegała akcja gaśnicza, o której ojciec wspomniał?
Na początku wyglądało, że jest to zdarzenie jeszcze w naszym powiecie, bo Ochotnicze Straże Pożarne działają na terenie powiatu, w którym leżą, ale okazało się, że jadąc musieliśmy przekroczyć granicę powiatu. Zgłosiliśmy to do powiatowego centrum kierowania, który wydał nam zezwolenie, bo widzieliśmy wielką łunę. I okazało się, że płonie wielki zakład - suszarnia warzyw w Bramkach. To już jest powiat warszawski zachodni i byliśmy trzecią jednostką, która przyjechała na miejsce. Sytuacja wyglądała bardzo poważnie, bo ogień sięgał już około 10 metrów. Były to wielkie hale, z tego co się dowiedziałem, to paliło się 23 000 metrów kwadratowych. Było to kilka budynków połączonych ze sobą. Wszystko to spłonęło. Ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał.
Ojciec Wiesław Koc OFMConv
Strażacy zakonnicy musieli zmierzyć się z pożarem, w którym płomień miał wysokość nawet do 10 metrów
Kiedy przyjechaliśmy, bo pojechaliśmy od tyłu, żeby tam próbować obronić jak najwięcej to było to jakieś delikatne zarzewie ognia, ale po pół godzinie wszystko wokół nas stało już w ogniu, także musieliśmy nawet wycofać nasz samochód, żeby nie uległ uszkodzeniu od temperatury.
W jednostce mamy samochód gaśniczy, który jest podłączony cały czas "na ostro", a więc i ładowanie jest elektryczne i sprężanie, żeby w każdej chwili jak jest alarm, wsiąść i jednocześnie w jednym momencie wyjechać.
Ojciec Wiesław Koc OFMConv
Strażacy zakonnicy podczas akcji gaśniczej
Reklama
Czyli to nie jest tak, że jest akcja i mamy spokój, tylko jesteście gotowi 24 godziny na dobę?
Tak. Kiedy przyjechaliśmy tutaj po 7:00, po akcji trzeba było umyć samochód, zatankować go, załadować węże - użyliśmy dzisiaj bardzo wielu węży, bo akcja była bardzo dynamiczna. Było tam ponad 50 jednostek straży pożarnej, ponad 250 strażaków, myślę, że ponad 100 samochodów różnych, więc różne zasilania, gaszenia ognia wymagały wiele różnego sprzętu. Użyliśmy aparatów powietrznych, użyliśmy węży, użyliśmy działka wodnego i to wszystko teraz trzeba było po powrocie sprawdzić, wyczyścić, uzupełnić, dlatego, żeby samochód po powrocie, kiedy parkuje w remizie, był przygotowany do w każdej chwili do następnego wyjazdu.
Łukasz Brodzik
OSP w Niepokalanowie
A jak ojciec łączy z jednej strony bycie zakonnikiem, a z drugiej strażakiem? Bo przecież ten klasztor - znany w całej Polsce i odwiedzany codziennie przez wielu pielgrzymów - musi cały czas przecież też działać...
No właśnie... Kiedy wróciłem i skończyłem tutaj pracę, posprzątaliśmy w remizie, była już 7:30, a o 8:00 odprawiałem Mszę świętą więc trzeba było się ogarnąć.
Z zapachem dymu na Mszę, tak?
Tak, z zapachem dymu. I nieraz ja jak odprawiam Mszę i słyszę, że przychodzi alarm, no to mówię do ludzi, żebyśmy pomodlili się teraz za tych strażaków i za te osoby, które ulegają
Reklama
jakimś wypadkom, czy są pokrzywdzeni, aby pogodziły się ze swoim losem, ale także żeby Pan Bóg pomógł powrócić. Kiedy wyjeżdżamy do zdarzenia, to każdą akcję rozpoczynamy modlitwą. I kiedy wracamy to też kończymy modlitwą.
O to właśnie chciałem zapytać - czym się różni strażak-zakonnik od strażaka świeckiego? I czy to, że na terenie gminy jest ochotnicza straż pożarna zakonna - co jak widzimy nie powoduje, że pożarów nie ma - ale czy to daje też takiego ducha nadziei, że Opatrzność czuwa i jeżeli nawet pożar wybuchnie, to ci, którzy z modlitwą na ustach przyjadą, może go szybciej ugaszą?
Nawet w tradycji już tak było - żartobliwie opowiadano, że jak przyjeżdżały różne straże, to ludzie mówili: "Gaście, gaście, zaraz przyjadą braciszki i ugaszą". I była też taka tradycja, przeświadczenie, że jeżeli szukano topielca (dziś jest takich sytuacji mniej) i nie można go było znaleźć, to wzywało się strażaków z Niepokalanowa i zawsze znaleźli. Ja sam wyciągnąłem trzech.
Łukasz Brodzik
Umundurowani strażacy zakonnicy
Czyli jest w tym coś, że jak chce się pomocy, to też trzeba tej pomocy z góry wzywać? Czuje ojciec Bożą opiekę?
Oczywiście. My jako zakonnicy mamy służyć Panu Bogu, ale także i ludziom. I służymy, także jako strażacy ratując ludzi.
Czy strażacy zakonnicy są lepsi od strażaków niezakonników?
Reklama
Czy jesteśmy lepsi, czy gorsi? Nie. Myślę, że każdy strażak przechodzi obecnie szkolenie i nie mamy żadnych ulg na egzaminach ani przy zdobywaniu kolejnych umiejętności. Ćwiczymy i dzięki temu, że wyjeżdżamy, to specjalizujemy się w tym. Ale każdy strażak, który dzisiaj przyjeżdża na zdarzenie, równie dobrze - czy to strażak zakonnik, czy to strażak świecki udzieli pomocy.
Łukasz Brodzik
Zwęglony, dawny mundur strażaka zakonnika z Niepokalanowa
Jeśli spojrzeć na ten budynek, na te sprzęty, na ten samochód, to wszystko kosztuje. To jest jednak duży wysiłek, żeby to utrzymać. Ten sprzęt nie jest jakiś prowizoryczny, może jeszcze pamiętający Maksymiliana Kolbego...
Nie, nie, to są najnowocześniejsze sprzęty. Ochotniczą Straż Pożarną finansują gminy, komendy i część środków same jednostki zbierają. Ale dzięki dobrej współpracy z zarządem, z panem wójtem, z zarządem gminy, nasza gmina może się poszczycić najnowocześniejszym sprzętem. Wszystkie jednostki, które tutaj mamy na terenie gminy Teresin są równie dobrze wyposażone. Nie ma żadnej jednostki, która by nie miała najnowocześniejszego samochodu. Można powiedzieć, że chyba my mamy obecnie najstarszy samochód, bo ma 7 lat, co dla innych strażaków może być wielkim zdziwieniem, bo jeżdżą kilkunastoletnimi albo kilkudziesięcioletnimi samochodami, a na terenie naszej gminy wszystkie jednostki pozyskały nowiutkie samochody do użytkowania.
Jak ojciec ocenia to, że na terenie zakonu jest straż pożarna? Jak oceniają to mieszkańcy? Jak oceniają to władze gminy?
Reklama
Na pewno ludzie darzą nas wielkim szacunkiem, aczkolwiek tutaj na przestrzeni kilometra mamy jeszcze dwie inne straże, gdzie są świeccy strażacy, ale wiadomo, że jest duże zaufanie do strażaków-zakonników, bo wiedzą, że my zawsze wyjedziemy i jeżeli są jakieś tam trudne czasy, no to wiadomo, że wzywają strażak z Niepokalanowa, bo wiedzą, że oni zawsze wyjadą.
Łukasz Brodzik
Rozwinięte węże strażackie po akcji gaśniczej na trawniku przy Sanktuarium w Niepokalanowie
A tu na terenie klasztoru była potrzeba kiedyś użycia sprzętu gaśniczego?
Tak. Zdarzały się wypadki, kiedy wybuchł piec i powstał pożar w naszej kuchni, były jakieś zaprószenia ognia w różnych budynkach, czy wypadki, które się tu zdarzały, wymagały wtedy naszych interwencji. Na terenie klasztoru znajduje się także gminne lotnisko Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i kiedy są trudne warunki atmosferyczne - a na początku kiedy tylko raczkowało LPR - to wtedy bardzo często lądował tutaj śmigłowiec LPR-u i wtedy my zabezpieczaliśmy teren, żeby bezpiecznie mógł ten śmigłowiec wylądować i wystartować.
Czy można powiedzieć, że ojciec Maksymilian Kolbe myślał na 100 lat do przodu?
Tak, Maksymilian był wielkim wizjonerem i gdyby żył, to pewnie sam klasztor miałby i samolot i dzisiaj rozwiniętą bardziej telewizję, którą od czasów pandemii prowadzę i rozwijam. I widzę, że dzięki wizjonerskiemu patrzeniu świętego Maksymiliana możemy mu pozazdrościć, że miał takie zawzięcie, żeby to realizować. Gdyby nie wojna, Niepokalanów może by inaczej wyglądał. Aczkolwiek nie wiadomo, bo gdyby święty Maksymilian nie zginął w obozie koncentracyjnym, może by rozwinął ten klasztor, ale nie byłby znany na całym świecie. I wielu ludzi może by tu przyjechało, ale to właśnie dzięki świętemu Maksymilianowi tylu ludzi usłyszało o Niepokalanowie.
Łukasz Brodzik
Dziedziniec przed remizą w Niepokalanowie
Reklama
Czyli ziarno obumarło i przyniosło owoc?
Tak. To jest właśnie to, że krew męczenników przynosi owoc.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Wspomniana akcja gaśnicza miała miejsce w kwietniu 2026 r.
