Ez 33, 7-9 <- KLIKNIJ
Bóg ustanawia proroka stróżem domu Izraela. Wulgata mówi speculator, wartownik postawiony na wysokim miejscu. On pierwszy widzi nadciągające niebezpieczeństwo i ma obowiązek zadąć w róg. Obraz pochodzi z realiów wojny. Od czujności jednego człowieka zależało życie miasta. Prorok otrzymuje tę rolę wobec zagrożeń duchowych. Słyszy słowo z ust Boga i ma je przekazać, nawet gdy jest ono trudne.
Tekst z wielką precyzją rozdziela odpowiedzialność. Jest to precyzja na wskroś prawnicza, rozliczenie niemal według reguł imputacji. Jeśli stróż ostrzeże, a występny nie odstąpi od swojej drogi, występny umrze z własnej winy, stróż zaś „ocali swoje życie”. Jeśli jednak stróż zamilknie, Bóg upomni się o krew grzesznika „z jego ręki”. Milczenie nie jest tu neutralne. Zaniechanie obciąża. Grzegorz Wielki, wspominany w miniony czwartek, uczynił z tej perykopy rachunek sumienia pasterzy. W homiliach o Ezechielu (I, 11) woła z bólem, że biada stróżowi, który widzi, a nie mówi. Ta sama logika odpowiedzialności za zaniechanie urzędu pozostaje żywa w Kościele i dziś. Zreformowane prawo karne zna karalność tego, kto przez zawinione zaniedbanie bezprawnie zaniechał aktu swej władzy lub urzędu z czyjąś szkodą (por. kan. 1378 § 2 KPK po reformie z 2021 r.). Ezechiel przypomina, że urząd w ludzie Bożym jest przede wszystkim strażą.
Reklama
Zarazem tekst strzeże pokory stróża. Ostrzeżenie należy do niego, nawrócenie już nie. Prorok odpowiada za przekazane słowo, a skutek pozostawia Bogu. To rozróżnienie chroni przed milczeniem z wygody i przed przemocą, która chciałaby wymusić nawrócenie. Słowo ma być wypowiedziane z miłością i jasno. Reszta dokonuje się w wolności człowieka przed Bogiem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rz 13, 8-10 <- KLIKNIJ
Paweł streszcza całe prawo w jednym długu, którego nie da się spłacić do końca: „nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością”. Przykazania Dekalogu, które wylicza, zostają zebrane w jedno: „miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Wulgata daje tu formułę, która stała się skrzydlatym słowem teologii i prawa: Plenitudo ergo legis est dilectio, czyli miłość jest pełnią prawa.
Warto zobaczyć, jak głęboko ta myśl weszła w krwiobieg kanonistyki. Gracjan otwiera swój Dekret definicją prawa naturalnego, która jest w istocie parafrazą Ewangelii: Ius naturale est quod in lege et evangelio continetur, quo quisque iubetur alii facere quod sibi vult fieri, czyli prawem naturalnym jest to, co zawiera się w Prawie i Ewangelii, a co nakazuje każdemu czynić drugiemu to, co sam chciałby otrzymać (dictum wstępne do D. 1). Ojciec nauki prawa kanonicznego ustawił więc u samych fundamentów systemu złotą regułę miłości. Prawo, które zapomina o tej podstawie, przestaje być sobą. Miłość, która lekceważy przykazania, rozmywa się w uczucie. Paweł trzyma jedno i drugie razem: „miłość nie wyrządza zła bliźniemu”.
Reklama
Augustyn ujął tę Pawłową naukę w zdaniu równie krótkim, co wymagającym: Dilige, et quod vis fac, czyli kochaj, a co chcesz, czyń (In epistulam Ioannis tractatus 7, 8). Zdanie to jest przeciwieństwem przyzwolenia na dowolność. Kto naprawdę kocha, tego wola została już przemieniona i nie szuka szkody bliźniego. Miłość jest najkrótszą definicją sprawiedliwości, bo oddaje każdemu więcej, niż się należy.
Mt 18, 15-20 <- KLIKNIJ
Czwarta mowa Jezusa u Mateusza, mowa eklezjalna, daje wspólnocie uczniów porządek postępowania wobec grzechu brata. Porządek ten jest stopniowy i cały nastawiony na jedno: „pozyskać brata”. Najpierw rozmowa w cztery oczy. Dyskrecja chroni dobre imię i zostawia największą przestrzeń nawróceniu. Potem przychodzą świadkowie. Jezus przywołuje tu wprost zasadę dowodową Prawa, „na słowie dwóch albo trzech świadków oprze się cała sprawa” (Pwt 19,15). Tę samą regułę zna prawo rzymskie jako testis unus, testis nullus (por. konstytucję Konstantyna, C. 4,20,9) i nią też do dziś oddycha kanoniczny proces. Dopiero na końcu pada „donieś Kościołowi”. Wspólnota pozostaje ostatnią instancją troski.
Trudno o tekst, który silniej ukształtował kościelne prawo i procedurę. Z tej perykopy wyrosła correptio fraterna, braterskie upomnienie jako obowiązek miłości. Z niej wyrosła też średniowieczna denuntiatio evangelica, droga odrębna od skargi karnej, nastawiona na poprawę. Kanonistyka klasyczna zestawiała ją z pozostałymi trybami, accusatio i rodzącą się inquisitio (por. Sobór Laterański IV, konst. Qualiter et quando). Także dzisiejszy Kodeks zachowuje tę pedagogię. Ordynariusz ma wszcząć postępowanie karne dopiero wtedy, gdy upomnienie, nagana i inne środki pasterskiej troski nie mogą naprawić zgorszenia i przywrócić sprawiedliwości (kan. 1341; reforma z 2021 r. zaostrzyła przy tym obowiązek działania, by stopniowość nie stała się wymówką bezczynności). Kara w Kościele pozostaje ostatecznością, ale ostatecznością realną, bo stawką są bliźni i wspólnota.
Słowa o związywaniu i rozwiązywaniu przenoszą na wspólnotę władzę kluczy, daną wcześniej Piotrowi (Mt 16,19). Czasowniki stoją tu w liczbie mnogiej, bo odpowiedzialność za jedność niesie cały Kościół w komunii ze swymi pasterzami. Finał odsłania najgłębsze źródło tej władzy: „gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam jestem pośród nich”. Cyprian z Kartaginy przypominał w De catholicae ecclesiae unitate (rozdz. 12), że ta obietnica zakłada zgodę i jedność. Nie mogą się na nią powoływać ci, którzy od niej odstępują. Zgodna modlitwa i cierpliwa procedura miłości mają jedno i to samo serce, którym jest obecność Pana pośród swoich.
