Reklama

Sposób na łączność z Maryją i Jezusem

2016-09-29 08:52


Edycja podlaska 40/2016, str. 5

Magdalena Pijewska

Z ks. Romanem Kowerdziejem, diecezjalnym duszpasterzem wspólnot maryjnych, i Renatą Przewoźnik, diecezjalną moderator kółek różańcowych i Nieustającego Różańca, rozmawia Edyta Hartman

EDYTA HARTMAN: – Jakie miejsce modlitwa różańcowa zajmuje w życiu Księdza jako kapłana?

KS. ROMAN KOWERDZIEJ: – O, Różaniec to jak chleb powszedni. Nie zastępuje on Mszy św. czy modlitwy brewiarzowej, ale z Różańcem się nie rozstaję, to sposób na łączność z Maryją i Jej Synem Jezusem.

– W jaki sposób zachęciłby Ksiądz tych niezdecydowanych, a nawet więcej – obojętnych do indywidualnego odmawiania Różańca czy włączenia się w koła różańcowe?

KS. R. K.: – Zachęcam przy każdej możliwej okazji. Teraz, w związku ze zbliżającą się setną rocznicą objawień fatimskich, zachęcam do odprawiania nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca. Z włączaniem się do kół różańcowych są ciągle trudności, bo ludzie tłumaczą, że odmawiają Różaniec indywidualnie, i dobrze. Ale tu chodzi o modlitwę we wspólnocie, bo wtedy czerpiemy z owoców całej wspólnoty. Każda osoba, która odmawia daną jedną dziesiątkę Różańca, uczestniczy w owocach duchowych całego koła różańcowego.

– Czy wiadomo w liczbach, jak wiele osób w diecezji drohiczyńskiej jest zaangażowanych w koła Żywego Różańca. Czy jest tendencja wzrostowa, tzn. czy powstają nowe grupy, czy raczej nie, w przypadku naturalnego niejako wykruszenia się jakieś konkretnej grupy. Dlaczego o tym pytam. Panuje krzywdzące przekonanie, że Żywy Różaniec zasilają głównie starsze osoby, czy tak jest w istocie?

RENATA PRZEWOŹNIK: – Do kół Żywego Różańca w diecezji należy ponad 16,5 tys. członków. To prawda, że należą głównie starsze osoby, ale są i młodsze. Stan liczebny się utrzymuje, ponieważ dbają o to zelatorki kół i starają się w miejsce zmarłej osoby zaprosić członka rodziny czy sąsiada. Ale ku naszej radości są w diecezji osoby, które bardzo zaangażowały się w zakładanie kół Różańca Rodziców za Dzieci. Jest ich już ok. 70. To piękna inicjatywa i zapewne przyniesie owoce obu stronom. Ponadto istnieją inne wspólnoty różańcowe: Różaniec za Ojczyznę, Apostolat „Złota Róża” itp.

– W związku z pytaniem poprzednim nasuwa się kolejne: w jaki sposób najlepiej docierać z Różańcem do dzieci i młodzieży?

KS. R. K.: – Uważam, że to jest wielka rola rodziców i dziadków, bo to oni najpierw uczą składania rąk, robienia znaku krzyża św. itd. W wielu naszych szkołach księża i katecheci zakładają koła różańcowe, tak na próbę, przez cały rok szkolny czy tylko przez październik. To pozwala zasmakować się w tej modlitwie i nawet po latach chętniej wrócić do niej.

– 7 października przypada wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej. Czy w związku z tym planuje Ksiądz jakieś specjalne uroczystości?

KS. R. K.: – Podczas kongresu członków Żywego Różańca w 2007 r. zaproponowano, aby dzień wspomnienia Najświętszej Maryi Panny Różańcowej był dniem patronalnym tych wspólnot. W wielu parafiach w diecezji odprawiane są Msze św. w ich intencji, w niektórych jest organizowane również spotkanie przy kawie. W bieżącym roku, 445 lat po zwycięstwie pod Lepanto, podczas modlitewnego czuwania 8 października, aby podkreślić to wydarzenie, zaplanowana jest m.in. procesja różańcowa.

– Jak w naszej diecezji wygląda formacja kół Żywego Różańca w ciągu roku, czy jest jakiś cykl rocznej pracy?

R. P.: – Tak. Plan pracy na cały rok opracowywany jest na początku każdego roku. I zwykle wygląda to tak: w styczniu jest spotkanie zelatorek dekanalnych i parafialnych z Księdzem Biskupem, następnie, wiosną i jesienią, organizowane są czuwania modlitewne w różnych miejscach diecezji, po dwa – to dla ułatwienia dotarcia większej liczby osób. W bieżącym roku np. są to kościoły stacyjne związane z Rokiem Miłosierdzia. W listopadzie u Sióstr Karmelitanek w Siemiatyczach odbywają się rekolekcje. Oczywiście, w czerwcu uczestniczymy w pielgrzymce ogólnopolskiej na Jasną Górę.

– Pełni Pani funkcję diecezjalnego moderatora kółek różańcowych i Nieustającego Różańca. Jakie miejsce zajmuje ona w Pani życiu?

R. P.: – Odpowiadając na to Pani pytanie, może wspomnę o moim pierwszym spotkaniu z modlitwą różańcową, a zarazem – za papieżem Franciszkiem – podkreślę rolę babć w wychowywaniu dzieci. W moim rodzinnym domu odbywały się tzw. zmianki, a moja kochana babcia była zelatorką i to ona mnie, małe dziecko, angażowała do czynnego uczestnictwa w tej modlitwie. Kiedy babcia zmarła, to ja wkładałam do jej zimnych rąk różaniec, nie dlatego, żeby było dostojniej czy „bo wszyscy tak robią”, ale ona naprawdę na to zasłużyła. Ona szła przez życie z Eucharystią i Różańcem, przez bardzo trudne życie.
Wracając do pytania, odpowiem – ważne miejsce i pochłania dużo czasu, ale to wielka łaska być służebnicą dla chwały Bożej. Do mnie m.in. należy, w uzgodnieniu z ks. Romanem, opracowywanie planu czuwań modlitewnych i rekolekcji oraz ich organizacja. Dobrze, że ks. Roman zaproponował powołanie zelatorek dekanalnych i parafialnych, to bardzo ułatwia pracę i łatwiej dotrzeć do większej liczby członków Żywego Różańca. Ja również przygotowuję intencje modlitewne na poszczególne miesiące. Te intencje uzgadniam z naszym ordynariuszem bp. Tadeuszem Pikusem. Po zatwierdzeniu, za pośrednictwem zelatorek dekanalnych, przesyłam do parafii i kół Żywego Różańca.

– Co daje Pani Różaniec?

R. P.: – To część mojego życia. Różaniec daje mi siłę i moc duchową, pozwala ciągle odnajdywać prawdy Ewangelii, a wiele trudnych spraw powierzonych Maryi łatwiej i szybciej się rozwiązuje.

Tagi:
różaniec

Reklama

Karolina Staszak: plakat Marszu Niepodległości nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem

2019-10-29 18:22

dg / Warszawa (KAI)

Promujący tegoroczny Marsz Niepodległości plakat, z pięścią ściskającą różaniec, nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem - pisze w przesłanym KAI komentarzu Karolina Staszak, redaktor naczelna magazynu o sztuce “Arteon”, analizując m.in. cechy dojrzałej duchowości, które na podstawie adhortacji „Ewangelii gaudium” sformułował abp Grzegorz Ryś.

youtube.com

Publikujemy komentarz red. Karoliny Staszak:

Próbując ocenić plakat promujący tegoroczny Marsz Niepodległości, warto zestawić go z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli autorstwa Elżbiety Podleśnej, który kilka miesięcy temu wywołał tyle kontrowersji wśród katolików. Obie grafiki łączy niestosowność wynikająca z połączenia elementów do siebie nieprzystających ze względu na wartości, do jakich się odnoszą (tak jak robiła to grafika Podleśnej, łącząca symbol ruchu/ideologii LGBT z ikoną), jednak motyw pięści konotuje przemoc (czego nie robi tęcza), dlatego wydźwięk plakatu Marszu dodatkowo powiela nieprawdę na temat wspólnoty Kościoła – jasno sugeruje, że ma ona coś wspólnego z nienawistną ideologią.

Zarówno motyw (gest zaciśniętej pięści), jak i stylistyka (gruba kreska budująca masywne, ciężkie przedramię) nawiązuje do niechlubnych wzorów. Z jednej strony są to grafiki promujące radykalne ruchy niestroniące od przemocy, jak ruch antyfaszyzmu inspirowanego komunizmem, autonomizmu łączącego anarchizm z marksizmem czy neofaszyzmu głoszącego „white power”. Owszem, podobny wizerunek pięści pojawia się także w mniej brutalnych kontekstach, ale właśnie na tym polegają kompetencje kulturowe, że tworząc wizualny komunikat, mamy na względzie przede wszystkim skojarzenia, które są problematyczne. Nawet szlachetne przesłanie (np. wezwanie do modlitwy) uczynią kontrowersyjnym. Organizatorzy marszu zwołali konferencję, na której usiłowali zneutralizować dostrzeżony przez odbiorców przemocowy charakter plakatu, wskazując m.in. na zdjęcie modlącego się Jana Pawła II, trzymającego różaniec w zaciśniętej dłoni, co – o ile nie jest kpiną – może świadczyć o tym, że naprawdę nie są biegli w ikonosferze popularnej oraz nie potrafią przeprowadzić rzetelnej analizy porównawczej przekazu wizualnego. Nie można nie zauważyć, że na przypomnianym zdjęciu papież, trzymając różaniec w zaciśniętej dłoni, nie wznosi jej, lecz podpiera nią głowę pochyloną nad Pismem Świętym, gdyż właśnie kontempluje fragmenty odnoszące do tajemnic różańca. Czy plakat także uwzględnia ten najważniejszy, kontemplacyjny aspekt modlitwy? Oczywiście, że nie.

Z drugiej strony – idąc tropem zarówno ikonografii, jak i stylistki – mamy socrealizm z jego najbardziej reprezentatywnym dziełem zatytułowanym „Robotnik i kołchoźnica” Wiery Muchiny, wyrażający triumf i ekspansję. W tym przypadku układ pięści jest nieco inny, gdyż wymuszony został rodzajem dzierżonych przez bohaterów przedmiotów – sierpa i młota – atrybutów ludzi pracy, które stały się symbolem rządów proletariatu, a dla wspólnot doświadczonych ideologią komunistyczną są także symbolem krwawego terroru. Jak na ironię, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” to jeden z ulubionych okrzyków obnoszących się ze swoim katolicyzmem środowisk narodowych, które także z różańca zrobiły teraz rodzaj broni – kastet. Plakat, poprzez sugestywne intertekstualne związki, konotuje nie tylko przemoc, ale także myślenie w kategoriach ideologicznej walki, która nie ma nic wspólnego z Ewangelią kontemplowaną podczas modlitwy różańcowej.

Znaczące jest delikatne „rozbujanie” krzyża, znajdującego się przy dolnej granicy przedstawienia, jakby na marginesie. Zarówno krzyż, jak i medalik z Matką Boską zostały potraktowane szkicowo, w odróżnieniu od pięści wyrysowanej mocną kreską, dlatego to nie one przyciągają uwagę, lecz właśnie gest. W ten sposób plakat demonstruje siłę, moc, ale nie jest to owa moc „doskonalona w słabości”, o której pisał św. Paweł. W kontraście do pięści, naszkicowane krzyż i medalik jawią się tutaj jako zaledwie preteksty, a nie pełne treści znaki, które organizują chrześcijański światopogląd. Trzeba jednak przyznać, że wizualność tego plakatu dobrze oddaje klimat masowego marszu, na którym wznoszone bywają nienawistne okrzyki na zmianę z hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”. Plakat więc jest o tyle cenny, że uświadamia realne zagrożenie dla katolików w Polsce – próbę instrumentalizacji Kościoła, a nawet zawłaszczenia w sferze publicznej religii (nie tylko wizerunku, jak w wypadku „tęczowej” Madonny) przez radykalne środowisko polityczne. Dlatego uważam, że uprawomocnione jest mówienie tutaj o przemocy symbolicznej – plakat ten dotyka chrześcijan oraz może sugerować zagrożenie dla ludzi znajdujących się poza Kościołem.

Piszę ten komentarz pomiędzy Dwudziestą Dziewiątą Niedzielą okresu zwykłego (wg kalendarza liturgicznego) a Trzydziestą Niedzielą, czyli pomiędzy czytaniem z Księgi Wyjścia o rozmodlonym Mojżeszu wznoszącym ręce w górę, by Jozue mógł wygrać wojnę z Amalekitami, a czytaniem z Mądrości Syracha, gdzie padają słowa: „Modlitwa pokornego przeniknie obłoki”. Mojżesz z rozpostartymi rękoma, a więc przybierający pozę oranta (modlącego się), choć występuje w starotestamentalnym, militarnym kontekście, jest prefiguracją ukrzyżowanego Chrystusa, który „poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami” (Izajasza 53, 17). Dodatkowo aklamacja z Trzydziestej Niedzieli brzmi: „W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo jednania”.

Nieco zmodyfikowanym gestem oranta posłużyła się Aleksandra Pulińska w swojej najnowszej realizacji – rzeźbie zatytułowanej „Spragniony”, która stanęła w sierpniu na Bulwarach Wiślanych. Jest to wykonana z drewna czarna postać ludzka, której wyciągnięte w górę dłonie zachodzą złotem, co oddaje dążenie utrudzonego człowieka do wyjścia poza siebie, transcendowania ku Bogu, który nasyca i w końcu udzieli utrudzonym i pokornym swojej chwały. Zestawienie tej rzeźby z plakatem tegorocznego Marszu Niepodległości pokazuje przepaść pomiędzy szczerą wypowiedzią na temat potrzeby modlitwy i jej odmieniającego, przede wszystkim oranta, działania a niegodnym wykorzystaniem różańca jako kastetu.

W świetle słowa Bożego, ręce wznoszone w modlitewnych celach nigdy nie będą zaciskały się w triumfalne pięści, bo nie będą wyrażały siły i buty, lecz bezsilność i pokorę. A także pragnienie obcowania z Bogiem. Podczas liturgii dwa razy zaciskamy prawą dłoń i uderzamy nią w pierś – podczas tzw. spowiedzi powszechnej, kiedy wypowiadamy słowa: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”, oraz na chwilę przed przystąpieniem do Komunii Świętej, kiedy wyznajemy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Jak widać, nie o samą pięść chodzi, ale o to, jak się ona zjawia i co robi, bo może przecież wyrażać świadomość grzechu, skruchę, pragnienie przyjęcia Boga i zdanie się na Jego wszechmoc. Jednak o tym nie mówi gest ukazany na plakacie Marszu. Obawiam się, że nie jest to wyłącznie kwestia braku kompetencji kulturowych, ale w grę wchodzi coś, co można by nazwać brakiem wrażliwości, a w kontekście wiary bardziej precyzyjnie – brakiem dojrzałości duchowej. Pisząc w sierpniu ubiegłego roku artykuł o twórcach chrześcijańskich ("Modlitwa obrazem", "Arteon" 8/2018), przytoczyłam jako nadające się do rozróżnienia sztuki chrześcijańskiej od innych propozycji artystycznych cztery cechy dojrzałej duchowości, które na podstawie adhortacji „Ewangelii gaudium” sformułował abp Grzegorz Ryś. Są to: chrystocentryzm, eklezjalność, biblijność/sakramenatlność oraz misyjność. Zasadnie będzie odnieść te kategorie do plakatu, by podsumować, dlaczego nie ma on nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem. Przemocowy charakter plakatu nie wskazuje na to, by jego twórcy stawiali w centrum naukę Chrystusa, ale swoją siłę. Plakat jest antyeklezjalny, ponieważ uderzono nim w wiernych, dla których jasne jest, że życie Ewangelią nie tak powinno się manifestować, a których – jak skądinąd wiadomo – narodowcy uważają za odchodzących od tradycji (wraz z papieżem) modernistów. Agresywny przekaz nie ma nic wspólnego ze znajomością Pisma Świętego i życia sakramentami, a "misyjny" potencjał plakatu to raczej pomysł nawracania poprzez zastraszanie. Z tego braku dojrzałości duchowej wynika także brak zrozumienia dla tego, czym jest modlitwa różańcowa. A jest to przecież kontemplacyjna modlitwa pokoju.

***

Karolina Staszak - historyk sztuki i krytyk sztuki, absolwentka Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie w latach 2011-2014 była uczestnikiem studiów doktoranckich. Redaktor naczelna miesięcznika o sztuce „ARteon”, w którym publikuje artykuły popularyzujące sztukę oraz teksty krytyczno-artystyczne, poruszając m.in. problem braku kryteriów wartościowania dzieł sztuki oraz braku granic etycznych w sztuce współczesnej.

Dłuższy artykuł poświęcony tej kwestii ukaże się w najnowszym numerze "Arteonu".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Duka: Jan Paweł II doktorem Kościoła i patronem Europy

2019-11-12 18:02

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Watykan (KAI)

Uznanie św. Jana Pawła II za doktora Kościoła i patrona Europy jest dziś naszym obowiązkiem – uważa kard. Dominik Duka. Prymas Czech odniósł się w ten sposób do słów biskupa pomocniczego Pragi Zdenka Wasserbauera, który w homilii na Mszy narodowej pielgrzymki Czechów w Bazylice Watykańskiej poparł prośbę przewodniczącego Episkopatu Polski w tej sprawie.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Jestem bardzo zadowolony, że mój biskup pomocniczy poparł memorandum abp. Stanisława Gądeckiego – mówi kard. Duka. - Jestem przekonany, że nasza pielgrzymka narodowa, dziękczynienie za kanonizację św. Agnieszki i dziękczynienie za św. Jana Pawła II to ważne wydarzenie, przeżywane z wielkimi emocjami – powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Duka. – Jestem bowiem przekonany, że Papież Wojtyła jest Papieżem Tysiąclecia, tak samo jak Prymas Wyszyński był Prymasem Tysiąclecia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jubileusz na Manhattanie

2019-11-13 20:31

ks. Adrian Put

W parafii pw. Pierwszych Męczenników Polskich w Gorzowie dziękowano Bogu za 30 lat istnienia parafii. Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, który jednocześnie wizytował dekanat Gorzów-Katedra.

Ks. Adrian Put
Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, który jednocześnie wizytował dekanat Gorzów-Katedra.

Parafia pw. Pierwszych Męczenników Polskich powstała w 1989 roku. Utworzył ją bp Józef Michalik. Początkowo ośrodek duszpasterski powstał w szczerym polu. Dziś jest to największe osiedle Gorzowa i jednocześnie największa parafia w diecezji zielonogórskio-gorzowskiej. Pierwszym proboszczem i budowniczym kościoła oraz całego kompleksu duszpasterskiego był ks. prał. Władysław Pawlik. Po nim parafią kierował ks. Jan Mikołajewicz, a dziś przewodzi jej ks. Bogusław Kaczmarek.

Zobacz zdjęcia: Jubileusz parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Jubileuszowa Msza święta zgromadziła wielu dawnych wikariuszy, którzy przez lata pracowali na gorzowskim Manhattanie.

W homilii bp Tadeusz przypomniał znaczenie męczeńskiej śmierci dla współcześnie żyjących na terenie naszej diecezji. Biskup podkreślił ogrom pracy, którą wykonali kapłani pracujący w tej części Gorzowa. - Męczennicy przypominają nam, że Bóg nie jest daleki, ale chce być blisko każdego i każdej z nas. Gdy dziś wspominany w liturgii Pierwszych Męczenników Polskich to chcemy pamiętać że to oni przynieśli na naszą ziemię Chrystusa. Bóg stał się dla nas bliski także dzięki ich życiu, posłudze i męczeńskiej śmierci. - podkreślił bp Lityński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem