Reklama

Objawienia Serca

2016-10-12 08:50

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 42/2016, str. 17-18

Margita Kotas
Bazylika pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Paray-le-Moniak przegląda się w rzece Bourbince

Choć kult Serca Jezusowego istnieje od średniowiecza, kluczowe znaczenie dla jego rozwoju mają cztery objawienia, których w zaciszu klasztoru doznaje skromna siostra wizytka Małgorzata Maria Alacoque

Klasztor Wizytek w Paray-le-Monial dokonuje aktu oddania się Bożemu Sercu, a w 1688 r. wybudowana zostaje kaplica poświęcona Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Z klasztoru kult Serca Jezusowego rozprzestrzenia się na całą Francję i świat.

Do kalendarza liturgicznego wprowadzona zostaje uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, którą Kościół katolicki obchodzi w piątek po oktawie Bożego Ciała. Odprawia się specjalne nabożeństwa w pierwsze piątki miesiąca.

Odkrywanie tajemnicy Serca

Klasztor Paray-le-Monial we Francji, 27 grudnia 1673 r., uroczystość św. Jana Ewangelisty. Małgorzata Maria Alacoque, późniejsza święta, kontempluje Serce Jezusa, gdy nagle podczas adoracji Najświętszego Sakramentu ukazuje się jej Jezus. Do głębi poruszona tym wydarzeniem opowiada o nim współsiostrom: „Pan powiedział mi: «Moje Boskie Serce goreje tak wielką miłością ku ludziom, a zwłaszcza ku tobie, że nie może już powstrzymać w sobie płomieni tej gorącej miłości. Musi je rozlać za twoim pośrednictwem i ukazać się ludziom, by ich ubogacić drogocennymi skarbami, które ci odsłaniam, a które zawierają łaski uświęcające i zbawienne, konieczne, by ich wydobyć z przepaści zatracenia»”. Według relacji Małgorzaty, po tych słowach Jezus ukazał jej swoje bijące Serce.

Reklama

Kaplica klasztorna w Paray-le-Monial, początek 1674 r. – niedługo po pierwszym objawieniu. Pan Jezus objawia się Małgorzacie po raz kolejny. Tym razem zakonnica widzi Serce Jezusa spoczywające na tronie z ognia i promieni, z widoczną raną zadaną włócznią na krzyżu. Otacza Je korona cierniowa, a u góry wieńczy krzyż. Jezus przekazuje pragnienie, by ludzie Go miłowali, i wyjaśnia, że po to objawia swoje Serce – pełne łask, miłosierdzia i zbawienia. Tłumaczy, że nabożeństwo do Jego Serca będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w czasach ostatecznych.

2 lipca 1674 r. Małgorzata modli się w kaplicy klasztornej przed tabernakulum, gdy Chrystus objawia się jej po raz trzeci. Z Jego ran bije wielka jasność. Jezus mówi o niewdzięczności, którą ludzie odpłacają Mu za Jego miłość, i prosi Małgorzatę, by choć ona starała się zadośćuczynić Mu za rany, które zadają Mu ludzie. Żąda wręcz, by przyjmowała Komunię św. tak często, jak tylko może, zwłaszcza w każdy pierwszy piątek miesiąca. Poleca jej także modlitwę każdej nocy z czwartku na piątek między godz. 23 a 24.

16 czerwca 1675 r., oktawa Bożego Ciała. Małgorzata Maria klęczy przed Najświętszym Sakramentem, gdy Jezus objawia się jej po raz czwarty i ostatni. Żąda, aby w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała odbywała się uroczystość ku czci Jego Serca i aby w tym dniu przystępowano do Komunii św. oraz uroczyście wynagradzano zniewagi, których Serce Jezusowe doznaje od ludzi.

Córka notariusza z Lautecour

Lautecour w okręgu Charolais, 22 lipca 1647 r., 26 lat przed pierwszym objawieniem w Paray-le-Monial, na świat przychodzi przyszła wizjonerka Małgorzata Maria Alacoque. Jej ojciec jest notariuszem, który dla swej córki w przyszłości widzi rolę żony i matki. Małgorzata jednak od dzieciństwa pragnie całkowicie poświęcić się Chrystusowi. Rodzina długo nie pozwala jej wstąpić do zakonu. W końcu, po długich staraniach, 20 czerwca 1671 r. uparta Małgorzata rozpoczyna nowicjat w klasztorze Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, popularnie zwanych wizytkami, w niepozornym Paray-le-Monial w Burgundii. Wydaje się najzwyklejszą z nowicjuszek, jednak to właśnie jej już podczas rekolekcji poprzedzających obłóczyny – 6 listopada 1672 r. – po raz pierwszy ukazuje się Chrystus. To zwiastun kolejnych czterech objawień, nazwanych później wielkimi. Kilka lat po nich, z końcem 1684 r., Małgorzata zostaje mistrzynią tamtejszego nowicjatu. Uwrażliwia serca kandydatek na kult Serca Jezusowego. Małgorzata Maria Alacoque umiera 16 października 1690 r. 18 września 1864 r. zostaje beatyfikowana przez papieża Piusa IX, a 13 maja 1920 r. – kanonizowana przez Benedykta XV.

W 1873 r., w 200. rocznicę pierwszego z wielkich objawień, w Paray-le-Monial ma miejsce uroczystość poświęcenia narodu francuskiego Bożemu Sercu. Dwa lata później w Paryżu wmurowany zostaje kamień węgielny pod budowę monumentalnej świątyni pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa (bazylika Sacré-Cœur na Montmartre).

Miasto Serca Jezusowego

Burgundzkie miasteczko Paray-le-Monial położone jest nad rzeką Bourbince, ok. 50 km od historycznego Cluny. W 973 r. swój klasztor założyli tu Benedyktyni, a najcenniejszym zabytkiem miasta jest wybudowany w XII wieku, na wzór macierzystego kościoła w Cluny, choć znacznie mniejszy, kościół klasztorny. Jego budowę zapoczątkował słynny opat benedyktyński, architekt z Cluny – Hugues de Semur. Dziś świątynia nosi tytuł bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego.

Pielgrzymi przybywający do Paray-le-Monial nawiedzają również kościół i klasztor Sióstr Wizytek, w którym niegdyś żyła św. Małgorzata Maria. Na frontonie nad drzwiami świątyni widnieje napis: „W tym kościele nasz Zbawiciel objawił swoje imię św. Małgorzacie Marii”. W bocznej kaplicy po prawej stronie ołtarza spoczywa ciało świętej. Napis nad jej grobem głosi: „Ustanawiam cię dziedziczką skarbów mojego Serca”. W pobliskim kościele Jezuitów znajduje się grób św. Klaudiusza de la Colombiére – spowiednika i kierownika duchowego św. Małgorzaty Marii.

Po 1873 r. Paray-le-Monial stało się centrum pielgrzymkowym Francji. Nazwano je wówczas miastem Serca Jezusowego (Cité du Cœur de Jésus). W 1873 r. miejscowość z trudem mieściła pielgrzymów napływających ze wszystkich diecezji Francji. Wkrótce pielgrzymki zyskały międzynarodowy charakter. Zachowane w sanktuarium sztandary świadczą o obecności Amerykanów, Irlandczyków, Anglików, Holendrów, Belgów i Polaków. Do Paray-le-Monial pielgrzymował też Jan Paweł II – czciciel i krzewiciel kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nawiedził to miejsce jeszcze jako metropolita krakowski. We wspomnienie św. Małgorzaty Marii odprawił Mszę św. w bazylice Najświętszego Serca Jezusowego. Do sanktuarium wrócił jako papież 5 października 1986 r., podczas swojej trzeciej podróży apostolskiej do Francji. Odprawił wówczas uroczystą Mszę św. przy ołtarzu przed bazyliką. Udał się także m.in. do klasztoru Sióstr Wizytek, gdzie modlił się w kaplicy objawień oraz przy grobie św. Małgorzaty Marii. Dziś do Paray-le-Monial przybywa rocznie ponad 700 tys. osób, w tym wielu pielgrzymów z Polski.

Tagi:
turystyka klasztor Serce Jezusa

Jak biecki zakonnik nie zdążył odprawić Mszy...

2018-08-21 12:27

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja rzeszowska 34/2018, str. IV

Klasztor Reformatów w Bieczu posiada ciekawą historię. Ponoć o północy zjawia się tutaj duch jednego ze zmarłych zakonników; podziemia świątyni kryją prochy jednego z najwybitniejszych poetów polskiego baroku; z tym miejscem związał swoje życie br. Alojzy Kosiba, znany z filmu „Braciszek”...

Arkadiusz Bednarczyk
Klasztor bieckich reformatów

Jedną z gałęzi zakonu franciszkańskiego są reformaci. Reformaci przybyli do Biecza w 1624 r. Zakonnicy prowadzili bardzo surowy tryb życia. Trzy razy w tygodniu praktykowali wspólne biczowanie, a w refektarzu zakonnym odbywano wyznawanie win wobec przełożonych. W celach braci, przynajmniej do początków XIX stulecia, nie było pieców, a bracia, nawet zimą, nosili na nogach sandały. W klasztorze przestrzegano także ścisłego milczenia o określonych porach dnia i w określonych miejscach. Niepokornym i gadatliwym nowicjuszom zakładano na usta drewniane wędzidła i zasłaniano oczy chustą...

Co starosta biecki przywiózł z Rzymu

Obecny klasztor Reformatów w Bieczu wzniesiony został w siedemnastym stuleciu na miejscu dawnego zamku starościńskiego podarowanego zakonnikom przez starostę bieckiego Jana Wielopolskiego. Papież Innocenty XI dał Janowi Wielopolskiemu obraz olejny Ukrzyżowanego z błogosławieństwem. Jest to kopia z obrazu znajdującego się w Rzymie poświęconego przez papieża Urbana VIII. Jan Wielopolski umieścił obraz we dworze w Kobylance. Malowidło zasłynęło wkrótce cudami. Za obrazem szło szczęście i błogosławieństwo papieża. Historyk dziewiętnastowieczny Szczęsny Morawski opisywał, że „był to dzień św. Ambrożego 7 grudnia 1655 r. Matka starosty Jana – Barbara Wielopolska – przyjechała wówczas do Kobylanki. Przybyli także Ojcowie Reformaci z Biecza. Nagle nad kaplicą ukazał się jasny blask”. I dalej informował, że „wszyscy myśleli, że to pożar; dopiero ojciec Reklewski wyszedłszy na dach kaplicy dworu, ujrzał, że to cudowna łuna. Innym zaś razem miał ukazać się krwawy chleb, który odstraszył od Kobylanki zbójów...”.

Niebiański biskup reformata

Z klasztorem Reformatów w Bieczu związana jest osoba Franciszka Kwintowicza, bohaterskiego reformaty; gdy w siedemnastym stuleciu miasto nawiedziła zaraza morowa i zabrakło kapłanów przy farze, „nie mając żadnego względu na swoje życie, podjął się zapowietrzonym służyć, spowiedzi słuchając, Najświętszy Sakrament rozdając i do szczęśliwej śmierci ludzi umierających przyprawując”. Obiecał również odprawiać kilkadziesiąt Mszy za spokój dusz zmarłych na zarazę. Zaraził się jednak chorobą i wkrótce zmarł. Pochowany na cmentarzu „u fary pod krzyżem” ukazał się kilka dni po śmierci gwardianowi tutejszych reformatów w szatach biskupich z infułą i pastorałem. Zdumiony ojciec gwardian odrzekł: „Ojcze, wszakżeście na świecie nie byli biskupem?”. Odparł mu Kwintowicz, iż tutaj w niebie dana mu jest chwała świętych biskupów, w nagrodę za to, że tak gorliwie urząd pasterski w Kościele Bożym sprawował... Za ofiarną pracę został więc zaliczony w poczet biskupów i wciąż zjawiał się po śmierci w tutejszym kościele, odprawiając Msze za zmarłych, których za życia nie zdążył odprawić.

Trudny czas konfederacji

W czasie konfederacji barskiej, w kwietniu 1770 r., kiedy to konfederaci wycofywali się po bitwie pod Siepietnicą w kierunku Biecza, w pogoń za konfederackimi wojskami Kozacy otoczyli kościół Reformatów, wdarli się do świątyni, z cel wywlekali zakonników i bili ich, żądając pieniędzy.

Choć kościół Reformatów jak każda świątynia tego zakonu odznacza się skromnością, to jednak kryje w swoim wnętrzu zabytki sztuki sakralnej. W prezbiterium znajduje się obraz namalowany w kręgu uczniów samego El Greca – „Zdjęcie z krzyża”. W świątyni znajduje się figurka Matki Bożej w stroju szlachcianki z XVI wieku. Tutaj także pochowany jest poeta Wacław Potocki, arianin, później katolik, poeta. W 1672 r. został komendantem obrony Biecza przed Tatarami. Zmarł w 1696 r. W Bieczu urodził się i był później prowincjałem zakonu Reformatów Ambroży Stalicki, który polecił spisać kronikę klasztoru bieckiego, sam będąc przez pewien czas jego gwardianem. Z bieckim klasztorem związany jest brat Alojzy (Piotr) Kosiba, którego postać spopularyzowano w filmie pt. „Braciszek”. Urodzony w Libuszy, uczęszczał do szkoły w Bieczu, następnie uczył się zawodu szewskiego. Często po pracy w warsztacie szewskim zaglądał do tutejszej świątyni Reformatów, gdzie przyglądał się życiu i modlitwie tutejszych zakonników. 26 maja 1878 r. Alojzy Kosiba został przyjęty do zakonu reformatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: seminaryjna formacja księży nie wystarcza

2019-04-24 12:55

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Życie pokazuje, że seminaryjna formacja księży nie wystarcza; "Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie" - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Papieskiego Wydziału Teologii w Warszawie.

Archiwum PWTW
Uczelnie dzisiaj bardzo często przekazują tylko informacje, nie interesują się formacją człowieka – mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: Badania pokazują, że młodzi ludzie szukają duchowości, że jest w nich dostrzegalna tęsknota za Bogiem, a z drugiej strony jest ich coraz mniej w Kościele, jakby ten Kościół nie był dla nich miejscem spotkania z Bogiem. Dlatego uznałem, że warto przemyśleć, jak przygotować albo „przebudować” część duszpasterzy po to, żeby tę tęsknotę za Bogiem młodzi mogli zrealizować. Bo najwidoczniej coś z nami, duszpasterzami, jest nie tak, skoro nie potrafimy znaleźć wspólnego języka albo nie potrafimy być dobrymi świadkami, a może nie mamy właściwych narzędzi. To pokazuje konieczność dobrego przygotowania duszpasterzy do profesjonalnej pracy z młodzieżą, która stanowi przecież specyficzną, niejednorodną i ciągle zmieniającą się grupę.

KAI: Nieprzypadkowo zbiega się to chyba z niedawnymi Światowymi Dniami Młodzieży, synodem o młodych czy publikacją adhortacji „Christus vivit”…

- Tak, nasza Szkoła Duszpasterzy Młodzieży jest po prostu odpowiedzią Papieskiego Wydziału Teologicznego, a więc uczelni papieskiej, na głos i prośbę samego papieża. Adhortacja sama nie przełoży się na życie. Miałem jeszcze jedną motywację – w ubiegłym roku na rzymskiej Salezjanie [Uniwersytet Salezjański - przyp. KAI] uczestniczyłem w sympozjum na temat młodzieży. Około 600 uczestników, w większości ze szkół salezjańskich. Wygłosiłem tam referat, a podczas tego kilkudniowego pobytu przyszła mi do głowy myśl, że w Polsce nie ma ośrodka akademickiego zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Ta myśl dręczyła mnie, aż uznałem, że nasza uczelnia może to zrobić.

- A formacja seminaryjna nie wystarcza do bycia dobrym duszpasterzem, również młodzieży?

- Życie pokazuje, że nie wystarcza. Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie. Nam się tylko wydaje, że ich rozumiemy i mamy jakieś propozycje, które odpowiadają na ich zapotrzebowania. Po drugie, uważam, że ogólne przygotowanie seminaryjne jest dziś niewystarczające do pracy z młodzieżą. Młodym trzeba zaproponować coś więcej niż tylko duszpasterstwo, jakie mamy dzisiaj w parafii. To, co kiedyś może pomagało ludziom zbliżyć się do Pana Boga, dla młodego pokolenia dziś bywa po prostu nudne. Jeśli się dzisiaj do młodego człowieka nie wyjdzie z takim narzędziem, które go dotyka, to Kościół może sobie opowiadać wiele rzeczy, ale to nie będzie dla młodych przystępne.

- Wielu z nas, duszpasterzy, ma takie przekonanie, że mamy Ewangelię, dobrą nowinę, i to jest niezmienny skarb w Kościele, który wystarczy tylko głosić. Jednak młode pokolenie ma inne podejście. Dla dzisiejszej młodzieży prawdziwe jest to, co użyteczne, co działa. Ewangelia w takim bezpośrednim dotknięciu tak szybko nie działa. I tu następuje rozejście się dwóch dróg – księży, którzy mówią: „nie przejmujmy się, róbmy swoje, kiedyś to zadziała” i pokolenia młodych ludzi, którzy mówią: „to nie działa, chyba nie jest prawdziwie, więc zostawmy to”. Nie wystarczy posiąść prawdę, trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić. To jest zadaniem duszpasterzy w pracy z młodzieżą i to jest zadanie naszej Szkoły Duszpasterzy: co zrobić z Ewangelią, żeby to, co jest skarbem, skarbem się ujawniało?

- Myśli Ksiądz, że duszpasterze będą tu chętnie przychodzić? Skoro, jak Ksiądz zauważył, uważają, że dobrze sobie radzą?

- Jest wielu ludzi w Polsce, wielu księży, którym zależy na młodym pokoleniu. Są też ludzie, którzy ciągle się czegoś uczą. Większości chyba rzeczywiście wystarcza to, co wynieśli np. ze studiów. I szkoda. Bo dzisiaj świat tak się zmienia, że w każdej dyscyplinie ktoś, kto przestaje pracować, przestaje w ogóle czuć, co się dzieje w życiu. Dzisiaj, żeby czuć życie, trzeba się ciągle rozwijać, trzeba się uczyć. Nasza szkoła nie jest tylko dla pasjonatów, ale też jest głosem sumienia dla tych, co nic nie robią. Bo dzisiaj powinno nas zaboleć, że młodzi ludzie zostawiają Kościół i nie chcą słuchać duszpasterzy. Pomijam problemy moralne czy skandale, które się pojawiły ostatnio, to nie one decydują o ciekawości i skuteczności Ewangelii. One mówią czasem o naszej biedzie. Uważam natomiast, że jest wielu księży w Polsce, którzy szukają sposobu, jak skutecznie dotrzeć do młodych. Dla nich ta szkoła może być wielką pomocą.

- Co będzie w niej atrakcyjnego? Czego ci duszpasterze nie znajdą w podręcznikach?

- To nie jest szkoła z wykładami, to jest szkoła z warsztatami. Dlatego nie chcę przyjąć wielu ludzi. Zależy mi na dwóch małych grupach warsztatowych, gdzie chętni będą uczyć się relacji z ludźmi, będą mogli przepracować samego siebie, żeby nie być tylko jakimś liderem czy coachem, ale człowiekiem Boga. Dlatego oprócz warsztatów psychologicznych będzie także część modlitewna. Ona z kolei nie będzie polegała na uczeniu się jakichś formuł, a będzie wprowadzeniem w taką modlitwę, którą nasz absolwent może zaproponować młodym ludziom. I trzeci taki filar, na którym opiera się Szkoła Duszpasterzy, to po prostu „oprzyrządowanie” w języku przepowiadania. Język, który młodzież dzisiaj zna, pochodzi często ze świata wirtualnego, z mass mediów. Natomiast kazania, które my głosimy, wydają się im często jakby nie z tego świata. Stąd język i sposób przepowiadania są bardzo ważne. Również w kwestii spowiedzi młodych ludzi dzisiaj. Kolejna rzecz, która dotyczy życia duchowego: jak je w ogóle prowadzić? Jak towarzyszyć w tym młodemu człowiekowi? Duszpasterz w naszej szkole zdobędzie narzędzia do pracy z młodymi ludźmi, żeby móc im efektywnie i rozwojowo służyć.

- Co duszpasterze wyniosą z warsztatów psychologicznych?

- Będzie na nich poruszona kwestia budowania relacji, ale również odkrywania potrzeb młodego człowieka, odkrywania emocji i odpowiadania na nie. Nie zabraknie też problemów trudnych i delikatnych – młode pokolenie dzisiaj gubi sens życia, wielu młodych ludzi jest w depresji, rośnie liczba samobójstw. Dlaczego? Bo świat, w którym żyją, przestał być ciekawy i nie widzą szerszych horyzontów. Jak dostrzec takie niepokojące stany u młodych, jak im pomóc, gdzie skierować?

- Kim są prowadzący?

- Są wśród nich biskupi i księża, którzy już mają doświadczenie, prowadzą dobre duszpasterstwa młodzieży; są psychologowie; są osoby prowadzące np. dominikańską Szkołę Kaznodziejstwa z Łodzi, jest ekipa portalu Stacja7.pl, która również przygotowywać będzie do przepowiadania. Nie zabraknie okazji do wymiany doświadczeń z osobami, które osiągnęły już konkretne sukcesy, są profesjonalistami. Jeszcze raz zaznaczę – to nie będzie teoretyczna, a bardzo praktyczna szkoła.

- A czy w tej szkole też jest jakaś przestrzeń dla świeckich liderów wspólnot?

- Na razie nie. Rozpoczynam od księży, ale nie wykluczam, że na listy rezerwowe zapiszę siostry zakonne albo ludzi świeckich. Księża są priorytetem, bo oni dzisiaj potrzebują pomocy. Księża potrzebują pomocy, żeby młodzieży pomóc.

- Ksiądz od lat naukowo zajmuje się m.in. religijnością młodych.

- Badam kondycję religijną młodego pokolenia, ich cele życiowe. Mam pewne rozeznanie, kim młodzi ludzie są, piszę o młodych ludziach i do młodych ludzi. I pomyślałem, że w końcu warto coś dla nich zrobić w praktyce. Ta szkoła pośrednio jest właśnie dla młodych ludzi, formujemy księży dla nich. Oczywiście łatwiej byłoby mi napisać książkę niż stworzyć szkołę. Jest to produkt autorski zespołu z Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Zdobyta teoretyczna wiedza i doświadczenie stanowią pewną bazę dla tej szkoły, ale my tu nie chcemy księżom mówić, kim młodzież jest, tylko jak sprawić, by Jezus był ich przewodnikiem życia, żeby młodzi ludzie załapali sens. To jest o tyle ważne, że środowisko wiary może być takim środowiskiem zastępczym, gdy młodzi ludzie nie mają żadnej bezpiecznej i rozwojowej przestrzeni dla siebie.
Chciałbym, żeby młodzi zobaczyli, że są księża, którzy prowadzą ich nie tylko na poziomie horyzontalnym, ale prowadzą ich głębiej, bo oni tego potrzebują. Młodzi księża też muszą sobie powiedzieć, że jeśli chcą swoje kapłaństwo ofiarować, to trzeba się zdecydować na stracenie swojego czasu. Bo dzisiaj młodych ludzi najbardziej pociąga duszpasterz, który po prostu dla nich jest, towarzyszy im, siedzi i z nimi rozmawia, a oni wiedzą, że mogą do niego przyjść. Tak jak Chrystus w tabernakulum który jest obecny 24 godziny na dobę i każdy, kto chce, może do Niego przyjść. Takiego duszpasterza ja chciałbym mieć jako młody człowiek. Takiego księdza, do którego się idzie ze wszystkim: po radę, po towarzyszenie, żeby się czymś podzielić.
Myślę, że te wszystkie akcje ogólnopolskie, ogólnoparafialne, są ważne wtedy, kiedy istnieje więź osobista z Bogiem. I my się bardzo często nastawiamy na jakieś fajerwerki, gubiąc tę podstawową tkankę - budowanie relacji ludzko-boskich. I tutaj jest bardzo potrzebne inne spojrzenie, że dziś nie potrzeba happeningów - potrzeba człowieka dla człowieka. Księdza, duchownego dla człowieka, który się uczy życia. Dlatego dziś taka potrzeba zrozumienia, że efektywność dla duchowości nie opiera się na czymś zewnętrznym, ale na czymś wewnętrznym. I to wewnętrzne zrozumienie, co się powinno zrobić, jest dla tej szkoły zasadnicze.

- Tymczasem starsi, również księża i duszpasterze, często narzekają na młodych, wskazują jako odnośnik swoje czasy...

- Młodzi ludzie się gubią. Ale to nie znaczy, że oni są źli. Brakuje wskazań, kierunków. I jak teraz prowadzić duszpasterstwo, które nie jest narzucaniem, ale towarzyszeniem? Jak tworzyć spotkania, które są propozycją, a nie naganianiem ludzi do czegoś? Dziś też młodzi ludzie potrzebują wspólnot. I my jako duchowni musimy wiedzieć, że nie chodzi tylko o wspólnotę dla sympatycznego spędzania czasu i zagłuszania samotności, ale wspólnoty kościelnej, eklezjalnej – wspólnoty, która żyje dla Boga i żyje Bogiem. Budowanie wspólnoty na chwałę Boga jest czymś więcej niż zorganizowaniem gry w piłkę albo pogranie na gitarze. Jeśli któremuś z księży chodzi właśnie o takie pełne oddania życie kapłańskie, to ta szkoła jest propozycją, jak rozwinąć takie pragnienie w sobie, utrzymać je i realizować.

- Jest psychologia, jest kwestia języka, kaznodziejstwo. A jak z liturgią?

- Jednym z elementów tej szkoły są pewne formy modlitewne i liturgiczne. Widzimy, że są ośrodki, które są bardzo mocne liturgicznie, gdzie przyciąga ludzi modlitwa kontemplacyjna, modlitwa liturgiczna ze śpiewem, który wprowadza pewien klimat. I taką propozycję pokażemy. Ale jestem na tyle realistą, że nie da się tego w pełni zrobić w każdej parafii. Bo do tego trzeba mieć zaplecze, trzeba mieć ludzi. Chcę pokazać księżom, że taki sposób bycia Kościołem staje się miejscem, do którego ludzie przychodzą. Kościół buduje Kościół. Jest na pewno dziś problem kontemplacji, liturgii, która wprowadza w życie i kazań będących prawdziwym pokarmem dla ducha. Młodzi ludzie chętnie wchodzą w coś, czego świat nie daje, a świat nie daje ciszy, nie daje piękna liturgii i nie daje pięknego słowa. To są elementy, które wprowadzają w inną przestrzeń. I jeśli to się potrafi organizować, to ktoś, kto przychodzi do Kościoła, odnajduje się bliżej Boga, w innym świecie. I tego chcielibyśmy nauczyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pogrzeb śp. Marka Tarnowskiego – zamordowanego na plebanii kościoła św. Augustyna

2019-04-25 10:07

mag / Warszawa (KAI)

- Nagła śmierć naszego współbrata pokazuje nam jak ważne jest przygotowanie do spotkania z Chrystusem – podkreślił kard. Kazimierz Nycz w czasie pogrzebu śp. Marka Tarnowskiego, zamordowanego na plebanii kościoła św. Augustyna na stołecznym Muranowie.

Anna Druś/Archidiecezja Warszawska

Uroczystości odbyły się w kościele św. Feliksa z Kantalicjo na stołecznym Marysinie, gdzie zmarły należał do wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej. Liturgię, której przewodniczył metropolita warszawski koncelebrowało wielu kapłanów związanych ze wspólnotą.

– Nagła śmierć waszego współbrata pokazuje nam jak ważne jest przygotowanie na spotkanie z Chrystusem – powiedział kard. Kazimierz Nycz. - Ta spowiedź tuż przed śmiercią. Spowiedź na końcu Drogi Neokatechumenalnej, która szedł – to jest nauka dla nas wszystkich, byśmy nie tyle bali się śmierci nagłej, ile bali się śmierci nieprzygotowanej - podkreślił.

Kard. Nycz przestrzegł jednocześnie członków wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej przed sakralizacją zła i grzechu, nawet, gdy patrzymy na to, co się stało z perspektywy Zmartwychwstania. - Zło pozostaje złem. Gdybyśmy tą drogą poszli za daleko, bylibyśmy o krok od powiedzenia, że Pan Bóg tak chciał. A to przecież nie byłoby prawdą Po liturgii ciało zmarłego spoczęło na pobliskim cmentarzu.

W czwartek 11 kwietnia br. na plebanii kościoła pw. św. Augustyna na warszawskiej Woli napastnik zaatakował 64- letniego p. Marka Tarnowskiego, ojca jednego kapłanów archidiecezji warszawskiej, katechistę Drogi Neokatechumenalnej. Mężczyzna wychodził z plebanii, gdzie przystępował do sakramentu pokuty. W jego obronie stanął jeden z dyżurujących kapłanów. On również został zaatakowany przez napastnika.

Ciężko pobity Marek Tarnowski mimo reanimacji nie przeżył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem