Reklama

Za wszystko dziękuję Panu Bogu

2016-10-19 08:56

Z abp. Józefem Michalikiem rozmawia ks. Zbigniew Suchy
Niedziela Ogólnopolska 43/2016, str. 36-37

Joanna Trudzik
Abp Józef Michalik

O swoich nieprzespanych nocach, rozterkach związanych z decyzjami papieskimi, o bliskości Pana Boga – z abp. Józefem Michalikiem rozmawia ks. Zbigniew Suchy

KS. ZBIGNIEW SUCHY: – W książce Papieża Seniora wyczytałem, że w przededniu inauguracji pontyfikatu obudził się on o 2 w nocy i nie mógł zasnąć. Myślał, że będzie już czuwał do rana, ale o 4 jeszcze zasnął i obudził się o 6. Zainspirowało mnie to, ponieważ właśnie dziękowaliśmy za 30-lecie posługi biskupiej Księdza Arcybiskupa. Proszę opowiedzieć o tych latach – czy były jakieś nieprzespane noce? Jak przyjmował Ksiądz Arcybiskup kolejne zmiany w swoim życiu?

ABP JÓZEF MICHALIK: – Zasadniczo wybór do posługi biskupa dokonuje się poza wiedzą samego zainteresowanego. Przeczucie wewnętrzne, że coś może być na rzeczy, pojawiło się u mnie, kiedy Ojciec Święty zaprosił mnie na obiad do Castel Gandolfo i podczas tego spotkania zapytał, dlaczego chcę wrócić do Polski, i to na parafię. Napisałem wcześniej w tej sprawie list z prośbą, ponieważ pełniłem kilka funkcji i podejrzewałem, że ewentualne zwolnienie z nich będzie przebiegać etapami, a zatem będzie wymagało czasu. Prowadziliśmy wówczas w Papieskim Kolegium Polskim bardzo poważne remonty. Pewien ich etap został zakończony i kierowałem się myślą, że ja sam będę mógł je kontynuować albo zrobi to ktoś inny. W te wakacje zwołano zebranie rektorów polskich seminariów i domów dla duchowieństwa u Ojców Franciszkanów w Łodzi. Mój przyjaciel z lat studenckich ks. Stanisław Grad zaprosił mnie, żebym razem z nim wybrał się na to spotkanie. Gdy byłem u niego, nagle dowiedziałem się, że poszukuje mnie Ksiądz Prymas. Pomyślałem, że pewnie chodzi o omówienie jakichś spraw dotyczących Kolegium dla księży studentów w Rzymie, bo w takich kwestiach byliśmy zawsze w kontakcie. Pojechałem więc do prymasa Glempa i on mi powiedział: „Ksiądz Rektor pewnie wie, że Ojciec Święty mianował Księdza biskupem w Gorzowie. Ja mam tylko odebrać zgodę kanoniczną”. Ksiądz Prymas wyjął kalendarz, aby zaplanować termin konsekracji, najlepiej w Gorzowie. Dla mnie to był trochę szok. Nie miałem jednak żadnych powodów, które mogłyby uzasadniać odmowę, oprócz stanu zdrowia, które wtedy było w pewnym kryzysie, być może z powodu obciążenia pracą. Odpowiedziałem, że bardzo dziękuję za tę gotowość Księdza Prymasa, ale ze względu na szczególne relacje Ojca Świętego z Kolegium Polskim wypada mi to z nim skonsultować i go zaprosić, choć byłem przekonany, że Ojciec Święty nie będzie mógł w tym wydarzeniu uczestniczyć. Okazało się jednak, że Ojciec Święty czekał na to spotkanie i bardzo chętnie zgodził się być konsekratorem. Trzeba było wówczas załatwić kilka spraw, a czasu zostało bardzo mało, więc byłem wtedy nieco spięty duchowo i osłabiony zdrowotnie. Zaufałem. Stwierdziłem, że skoro Pan Bóg tego ode mnie chce, to ja nie będę niczego kombinował. Początkowo trochę się broniłem, mówiłem Ojcu Świętemu, że przez całe życie moim pragnieniem była parafia. Ojciec Święty odpowiedział, że po prostu będę miał trochę większą parafię i wikariusza generalnego zamiast zwykłego.

– A jak Ksiądz Arcybiskup przyjął wiadomość o przejściu z Gorzowa do Przemyśla po tych 7 latach?

– W Gorzowie czułem się bardzo dobrze. Brakowało nam wprawdzie księży, co powodowało pewne trudności, ale też umożliwiało nawiązanie z nimi bliskich, bezpośrednich relacji. Ich wielka pracowitość przynosiła dobre owoce. Do dzisiaj mają liczne powołania, z czego się cieszę. To było dla mnie wyjątkowe miejsce. Mówiłem, że tamta diecezja to taki polski wschód na zachodzie, bardzo dobrze się z tymi ludźmi rozumiałem, byli bardzo otwarci. Co prawda było ich mniej w kościele niż tu, w Przemyślu, czy w Łomży, ale ci, którzy byli, bardzo się angażowali i byli gotowi do wysiłku, do ofiar. Zawsze można było liczyć na ich wsparcie, pomysły i inicjatywy. Bardzo związałem się też z Matką Bożą Rokitniańską. W pewnym momencie księża zaczęli szeptać o jakichś zmianach, ja jednak mówiłem, że dobrze się tam czuję i że chcę zostać. Pewnego razu nawet kard. Gulbinowicz próbował moją stanowczość: „Będą dwie metropolie do objęcia, Białystok i Przemyśl, więc może byś chciał przejść?”, a ja, znając jego poczucie humoru, odpowiedziałem, że poczekam na Wrocław. Wszyscy się z tego śmiali.
Pewnego razu, gdy byłem w Rzymie i Castel Gandolfo, na zebraniu przyjaciół fokolarynów, otrzymałem telefon, że Ojciec Święty zaprasza mnie na kolację. Pojechałem na Watykan. Kiedy oczekiwaliśmy na to spotkanie, ks. Dziwisz nadmienił, że są plany, bym jednak przeszedł do innej diecezji, więc trochę się duchowo najeżyłem, że przecież nie chcę się nigdzie przenosić. W czasie rozmowy Ojciec Święty także wyszedł z sugestią, że dobrze by było, bym zmienił diecezję. Podziękowałem, ale poprosiłem, bym mógł zostać w Gorzowie. Ojciec Święty zmienił temat rozmowy i zapytał o tamtejszych księży, o to, jak mi się z nimi pracuje. Opowiedziałem mu więc o gorzowskich księżach, o tym, że są bardzo pracowici, że często daleko dojeżdżają do kościołów filialnych, że realizują wiele programów. Przytoczyłem historię jednego z proboszczów, który miał kilka kościołów dojazdowych i ciężko pracował w swojej parafii już od wielu lat. Pomyślałem, że mógłbym go przenieść w miejsce, w którym byłoby mu trochę lżej. Pojechałem do niego i zaproponowałem zmianę, opowiedziałem mu o spokojnej parafii, która miała tylko jeden kościół. On się zastanowił i odpowiedział, że przyjmie każdą decyzję, ale o nic nie trzeba go pytać i że pójdzie wszędzie, gdzie trzeba, zwłaszcza jeśli będzie jakaś trudna parafia do objęcia, gdzie nikt inny nie będzie chciał przyjść. Kiedy opowiedziałem o tym Ojcu Świętemu, na koniec aż się spociłem ze wstydu, ponieważ zrozumiałem, że ja sam, będąc w podobnej sytuacji jak ten ksiądz, odmawiam Papieżowi objęcia trudnej „parafii”, jaką wtedy była diecezja przemyska. Nie podjąłem już jednak w rozmowie tego tematu. W nocy napisałem list z przeprosinami oraz że przyjmę każdą decyzję Ojca Świętego i że nie trzeba mnie o to pytać. Potem dowiedziałem się, że mam przejść do Przemyśla.

– Pan Bóg stawiał Księdza Arcybiskupa w obliczu trudnych prób. Chciał, żeby Ekscelencja wyrzekł się osobistych pragnień i planów. Czy Ksiądz Arcybiskup może powiedzieć, że po tych 30 latach zna Pana Boga bardziej z widzenia, a nie tylko ze słyszenia?

– Ta „wiedza” i ta bliskość są bardziej uzależnione od łaski Bożej niż od woli, chęci i pragnień człowieka. Każdy ma własną drogę wiary, poznawania Pana Boga, kontaktu z Nim i miłości. Jestem przekonany, że Pan Bóg wobec każdego człowieka ma indywidualną drogę do okazywania mu swojej miłości. Obiektywna droga to Chrystus, Jego wcielenie, ukrzyżowanie i Jego przekaz – to jest punkt obiektywnej weryfikacji. Oprócz tego pomaga rozważanie takich momentów, w których człowiek doznaje łaski Bożej – to jest droga pokory i świadomości, że Bóg przewyższa nas swoją miłością. Kiedy patrzę na swoje życie, to widzę ze wstydem własne lenistwo i grzechy, a nie widzę, żebym zasłużył na to, co stało się moim udziałem. To jest ciągle uprzedzający wybór Boży, Jego miłość i zaufanie. Dla mnie to zdumiewające, że Pan Bóg posługuje się takim byle kim i że z taką delikatnością przeprowadza człowieka przez różne swoje plany. Widzę wyraźnie w niektórych punktach, że Panu Bogu zależało na tym, bym to ja wykonał konkretne zadania, które mi wyznaczył, mimo że wiedziałem, iż jestem do tego nieprzygotowany, jestem słaby i grzeszny. Niekiedy to są drobne sprawy, niezauważalne dla innych, ale dla mnie wymowne, w których szczególnie odczuwam Bożą pomoc.
Czy moja wiara płynie ze słyszenia, z doświadczenia innych, czy z kontaktu? To są raczej ciągłe zmagania z mojej strony, ciągły wysiłek, żeby było lepiej. Teraz dochodzę do przekonania, że nie powinno się za dużo myśleć o tym, co się nie udało, w czym człowiek był i jest słaby i grzeszny, a raczej powinno się otwierać na to, co można przeżyć dziś, bo tylko to „teraz” należy do mnie i ważne jest, jak dziś spełnić wolę Pana Boga, i to, by dziś być gotowym na ostateczne z Nim spotkanie. W modlitwie chcę teraz uczyć się słuchać Pana Boga. Do tej pory więcej mówiłem do Niego, niż słuchałem. Teraz, gdy mam więcej czasu, widzę wartość, piękno wsłuchiwania się w Pana Boga, w Jego działanie – nie tylko we mnie samym, ale i w ludziach, których mam obok siebie. Czytam teraz książkę znanego w Polsce człowieka z tzw. elity duchowości i widzę, jak on bardzo kocha Kościół swoich wyobrażeń, a nie ten Kościół, który jest na ziemi. Idealny Kościół to nie ten, który człowiek sobie wymarzył. Idealny i maksymalnie dobry Kościół to ten Chrystusowy, w którym żyjemy – Kościół świętych i grzeszników, w którym żyje Chrystus. Staram się więc teraz mniej oczekiwać, a bardziej obserwować i kontemplować, i modlić się za żyjący Kościół Chrystusowy.

– Życzymy Księdzu Arcybiskupowi wszystkiego najlepszego i dziękujemy za życzliwość oraz cierpliwość przez te wszystkie lata.

Tagi:
wywiad

Zadbajmy o swoją płodność

2019-11-26 12:50

Rozmawia Magdalena Wojtak
Edycja warszawska 48/2019, str. 6

Z Anną Koźlik, nauczycielką Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny oraz założycielką strony www.plodna.pl, rozmawia Magdalena Wojtak

Archiwum prywatne
Anna Koźlik

MAGDALENA WOJTAK: – Dlaczego ważna jest wiedza na temat płodności?

ANNA KOŹLIK: – Tak jak staramy się zdobywać wiedzę na temat tego, jaki wpływ na nasze zdrowie ma odżywianie i aktywność fizyczna, podobnie każde małżeństwo czy narzeczeni przygotowujący się do tego sakramentu prędzej czy później muszą zmierzyć się z zagadnieniami dotyczącymi swojej płodności dla ich prawdziwego szczęścia. Ważne jest, aby zdobywana wiedza była przekazywana w sposób profesjonalny, rzetelny i motywujący. Metody rozpoznawania płodności pełnią ważną rolę w profilaktyce zdrowia kobiety.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olga Tokarczuk odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Szwecji

2019-12-10 20:13

wpolityce.pl

Laureatka Literackiej Nagrody Nobla za rok 2018, Olga Tokarczuk, odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Karola XVI Gustawa. Ceremonia noblowska odbywa się we wtorek w filharmonii sztokholmskiej.

wikipedia.org

Laureaci Nagrody Nobla dostają złote medale z wygrawerowanym wizerunkiem fundatora Alfreda Nobla oraz łacińską inskrypcją „Inventas vitam iuvat excoluisse per artes”. Są one wykonane ręcznie z 18-karatowego złota i ważą 175 gramów. Dyplomy są wykonane ręcznie przez artystów, jest na nich zdjęcie, imię i nazwisko laureata oraz cytat z uzasadnienia przyznania Nagrody Nobla.

Olga Tokarczuk została poproszona o odebranie wyróżnienia przez Pera Waesterberga z Akademii Szwedzkiej, który wcześniej wygłosił laudację na cześć noblistki.

Pani Tokarczuk, Akademia Szwedzka gratuluje wam. Proszę o odebranie Literackiej Nagrody Nobla z rąk jego królewskiej mości króla Szwecji — powiedział Waesterberg po polsku.

Polska pisarka - ubrana w czarną, aksamitną suknię do ziemi - wyszła na scenę sztokholmskiej filharmonii jako dziesiąty noblista. Ceremoniał ma związek z kolejnością dziedzin nagrody zapisanych w testamencie Nobla.

Podczas odbierania przez polską noblistkę medalu i dyplomu wszystko przebiegło zgodnie z planem, także zapisany w protokole trzykrotny ukłon, który nie udał się w 1996 r. Wisławie Szymborskiej. Poetka w tym właśnie momencie ceremonii pomyliła się. Olga Tokarczuk swoje trzy ukłony wykonała bez pomyłek.

Polska literatura błyszczy w Europie – ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru. Polska, rozdroże Europy, być może nawet jej serce – Olga Tokarczuk odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu. Olga Tokarczuk nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci — mówił Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej w laudacji na cześć Olgi Tokarczuk.

Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje „połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią”. Cechy te „czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Olga Tokarczuk jest wirtuozem w kreowaniu postaci, potrafi uchwycić je w momencie ich ucieczki od codziennego życia. Pisze o tym, o czym nie pisze nikt inny: „o nieznośnej i ogromnej osobliwości tego świata” — wyjaśnił Waesterberg.

Jej powieść „Bieguni” to niezwykle różnorodny opis podróży, poruszania się po pasażerskich poczekalniach i hotelach, to spotkanie z bohaterami, o których wiemy bardzo niewiele, a także zbiór pojęć ze słowników, baśni i dokumentów. Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice — podkreślił.

Jej mocna i bogata w idee proza to nomadyczna wędrówka przez około 15 książek. Wioski będące w nich miejscem akcji stają się centrum wszechświata, miejscem, w którym losy poszczególnych bohaterów wplatane są w wątki baśniowe i mitologiczne. Żyjemy i umieramy w opowieściach innych osób, gdzie na przykład Katyń raz może być zwykłym lasem, a raz miejscem masakry — ocenił Waesterberg.

„Księgi Jakubowe” laudator nazwał „największym dziełem” pisarki. Dodał, że „z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic”.

Przyszłe pokolenia będą sięgać po owe tysiącstronicowe arcydzieło autorstwa Tokarczuk i odkrywać w nim nowe bogactwo, którego dziś jeszcze wystarczająco nie dostrzegamy. Widzę, jak Alfred Nobel kiwa z uznaniem głową w swoim niebie — podsumował Per Waesterberg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem