Reklama

W Szkolnych Progach Karola Wojtyły

2016-10-19 08:56

Barbara Gajda-Kocjan
Niedziela Ogólnopolska 43/2016, str. 58

Uroczystą Mszą św. 15 października 2016 r. w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach rozpoczęły się obchody jubileuszu 150-lecia I Liceum Ogólnokształcącego im. Marcina Wadowity. Eucharystii przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Prezydent RP Andrzej Duda przesłał list do uczestników uroczystości

Kochał Wadowice. Zawsze mówił o swojej szkole, która tyle mu dała i przygotowała go do późniejszego życia jako biskupa, kardynała, papieża. To on powiedział, że „tu wszystko się zaczęło”, więc warto dzisiaj wspomnieć tę postać wadowickiego gimnazjum, która nadal żyje. Żyje w sercach, pamięci, nadal inspiruje współczesny świat, zwłaszcza naszą ojczyznę – wspominał wielkiego absolwenta wadowickiego liceum (wcześniej Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Marcina Wadowity) – Karola Wojtyłę Metropolita Krakowski. Homilię w czasie Mszy św. wygłosił ks. prof. dr hab. Edward Staniek – absolwent wadowickiego gimnazjum. Mówił, jak ważną rolę odgrywa w życiu człowieka okres nauki szkolnej, który jest dla niego czasem wzrostu i doskonalenia trzech umiejętności: sztuki wykorzystania czasu – materiału najbardziej ulotnego, bo stracona minuta jest już nie do odzyskania, posługiwania się słowem oraz cyframi. – Geniuszem wykorzystania czasu był Karol Wojtyła – podkreślił duchowny. Na zakończenie Eucharystii kard. Dziwisz poświęcił nowy sztandar szkoły. Został on przekazany społeczności szkolnej podczas uroczystej gali, która odbyła się w liceum.

Na obchody jubileuszu 150-lecia szkoły zjechało do Wadowic wielu absolwentów. Wśród nich kapłani, aktorzy, profesorowie, naukowcy oraz politycy. Byli także Eugeniusz Mróz – kolega Karola Wojtyły ze szkolnej ławy oraz Halina Kwiatkowska – przyjaciółka przyszłego papieża z lat młodzieńczych. Gości powitali dyrektor liceum Janina Turek oraz starosta Bartosz Kaliński. Część artystyczną gali wypełniły utwory w wykonaniu szkolnego chóru oraz recytacja wierszy absolwentów szkoły przez obecnych uczniów liceum.

Honorowy patronat nad obchodami 150-lecia wadowickiego liceum objął prezydent Andrzej Duda, którego podczas uroczystej gali jubileuszowej reprezentowała żona – Agata Kornhauser-Duda. „Chciałbym wyrazić głęboki szacunek i wdzięczność wszystkim pedagogom, którzy przez minione dziesięciolecia pomagali swoim podopiecznym w zdobywaniu wiedzy, kształtowali ich charaktery i osobowości, rozwijali talenty, uczyli odpowiedzialności i miłości do Ojczyzny” – napisał Prezydent RP w liście do organizatorów i uczestników jubileuszu, który Pierwsza Dama odczytała na gali.

Reklama

Podczas jubileuszu odbyła się także promocja książki „Wadowickie gimnazjum oraz liceum – znane i nieznane. W 150-rocznicę powstania Gimnazjum w Wadowicach 1866 – 2016”, wydanej pod redakcją wadowickiego historyka dr. Konrada Meusa. Okolicznościowe wykłady wygłosili prof. Kazimierz Karolczak – rektor Uniwersytetu Pedagogicznego oraz Jacek Popiel – prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. W programie przewidziano koncert absolwentów oraz zwiedzanie wystawy filatelistycznej, którą zorganizowano w Auli Papieskiej.

Na drugi dzień obchodów jubileuszu zaplanowano spotkania w gronie absolwentów i dzień otwarty szkoły oraz mecz koszykówki absolwenci kontra uczniowie. Jubileusz liceum to również imprezy towarzyszące: maraton pływacki 150 km na 150 lat liceum oraz 25-lecie powstania pisma I LO „Peryskop”. Z kolei na 38. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową przygotowano monodram pt. „Wielki Kolega” w wykonaniu Haliny Kwiatkowskiej. Jest to opowieść o ponad 70-letniej znajomości autorki z Karolem Wojtyłą – Janem Pawłem II. Halina Kwiatkowska we wrześniu br. wystąpiła z utworem m.in. w Rzymie. W lutym przyszłego roku szkoła planuje pielgrzymkę do grobu św. Jana Pawła II.

Reklama

Potrzebny milion, by uratować Wojtusia

2019-07-16 11:47


Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 57

– Tato, czy zobaczę Pana Jezusa na żywo?
– Tak, zobaczysz, ale jeszcze nie teraz...
4-letni Wojtuś potrzebuje pomocy. Dzięki naszej pomocy tata będzie mógł dotrzymać obietnicy danej synowi: jeszcze nie teraz...

Archiwum rodzinne
4-letni Wojtuś

Wojtek Duda w maju skończył 4 lata. Jeszcze kilka dni wcześniej żył zwyczajnie – chodził do przedszkola, godzinami bawił się dinozaurami albo samolotami. Dokazywał z młodszym bratem Kubusiem. Podczas rutynowych badań serca na zdjęciu rtg klatki piersiowej ukazał się guz wielkości kurzego jajka. Natychmiastowe skierowanie na oddział onkologii dziecięcej, seria badań, operacja i diagnoza – neuroblastoma, nerwiak zarodkowy, jeden z najczęściej występujących nowotworów wieku dziecięcego. Najbardziej złośliwy i trudny do wyleczenia typ z dodatnim genem N-myc. Z możliwymi przerzutami w trakcie chemioterapii. „Nasze życie przestało istnieć. Wojtka dzieciństwo się skończyło. Ma zaledwie 4 lata, a przeszedł więcej niż niejeden z nas” – pisze pani Agnieszka, mama Wojtka. „A to dopiero początek jego drogi usłanej cierpieniem. Przed Wojtusiem miesiące leczenia: 8 cykli chemioterapii, radioterapia, pobranie komórek macierzystych, autoprzeszczep i na koniec immunoterapia”.

Wyścig z czasem

Wojtek ma 60 proc. szansy na wyleczenie. Jego nadzieją jest terapia w Genui – klinice prowadzonej przez Włoskie Stowarzyszenie Walki z Neuroblastomą O.N.L.U.S., w której pomoc znalazło już niejedno polskie dziecko. – Najlepszy moment wyjazdu do Włoch to czas między 7. a 8. cyklem chemii Wojtusia, czyli pierwszy tydzień sierpnia – tłumaczy nam pani Agnieszka. – Po 8. chemii ma mieć autoprzeszczep. Pobieranie komórek macierzystych, chemia, wszczepianie na nowo komórek macierzystych, żeby organizm mógł się odbudować. I tu już muszą być Włochy.

Jest jedno „ale”: potrzeba prawie miliona złotych. „Cena wyznaczona za życie naszego dziecka jest horrendalna, a leczenie musi być opłacone z góry. Każdy dzień ma ogromne znaczenie. Nie mamy ani chwili do stracenia. Błagamy, pomóżcie ocalić Wojtusia! To nasza jedyna szansa na ratunek” – piszą rodzice Wojtusia na stronie: wojtekduda.pl . – Wojtuś jest wielkim bohaterem. Z płaczem, ale wszystko dzielnie znosi. Da radę przez to przejść, tylko musi mieć szansę. Jako rodzice jesteśmy zobowiązani, żeby zrobić wszystko, by leczył się u najlepszych. To dla nas bezdyskusyjne. Zgromadzona jest już ogromna kwota, ale do zebrania mamy wciąż dla nas niewyobrażalną sumę pieniędzy – mówi pani Agnieszka, podczas gdy jej mąż trwa na posterunku przy synku w katowickiej klinice. I dodaje, zwracając się do darczyńców: – Wizja śmierci naszego dziecka towarzyszy nam każdego dnia. Prosimy o pomoc. Każdy grosz przybliża nas do wygranej. Życie naszego dziecka jest w Waszych rękach. Proszę, pomóżcie nam ocalić Wojtusia!

Trwa wyścig z czasem. Zostały 2 tygodnie, żeby zebrać 630 tys. zł (dane na 15 lipca, kiedy to oddajemy numer do druku). Czy się uda? Ton głosu pani Agnieszki nie pozostawia wątpliwości: – Jak byłam w ciąży, modliłam się Nowenną Pompejańską za moje nienarodzone jeszcze dziecko. Pod koniec było wokół nas bardzo dużo modlitwy, błogosławieństwa. Nic nie wskazywało na to, że poród będzie tak trudny. Wojtuś miał zamartwicę, był reanimowany. Cudem go uratowano. Do swoich 4. urodzin był zupełnie zdrowy. Jestem święcie przekonana, że Bóg chciał Wojtusia. Wierzę, że tak będzie i teraz.

Armia dla Wojtka

Chłopca i jego bliskich wspiera armia ludzi. Modlą się, podtrzymują na duchu, wpłacają pieniądze. Zaangażowali się przyjaciele, znajomi i zupełnie obcy ludzie, których poruszył los Wojtusia. Były nowenna za wstawiennictwem kard. Hlonda, Nowenna Pompejańska, Koronka uwielbienia Boga ze św. Michałem Archaniołem wraz z Chórami Aniołów. Temu ostatniemu jest bardzo oddana mama Wojtka. – Jestem zaskoczona, że Pan Bóg do mnie aż tak wprost przemawia. W trudnych sytuacjach, czasem przerastających moje możliwości, czuję wsparcie św. Michała Archanioła. Kiedy zaczynam uwielbiać Boga za jego przyczyną, otrzymuję łaski. Wiem, że mój syn jest otoczony modlitwą. Dlatego mam pewność, że będzie zdrowy, że uda nam się zebrać pieniądze na jego leczenie. To droga przez mękę usłana cudami – podsumowuje pani Agnieszka. Bądźmy więc i my pomocnikami Boga w uczynieniu kolejnego cudu.

Więcej o Wojtusiu i możliwościach pomocy na: www.wojtekduda.pl .

Wpłaty na leczenie: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, gm. Bielany, NIP 118-14-28-385, KRS 0000037904, Alior Bank SA 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

WAŻNE! W tytule przelewu należy wpisać: „Wojtek Duda. Numer identyfikacyjny 35897”

Wpłaty zagraniczne: Kod SWIFT (BIC): ALBPPLPW

PL 90 2490 0005 0000 4530 9858 4994 (darowizny w dolarach amerykańskich)

PL 82 2490 0005 0000 4600 7337 4309 (darowizny w euro).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: od 25 lat wspólnotę braci z Taizé wspierają urszulanki z Polski

2019-07-17 19:36

(KAI/VaticanNews) / Taizé

Od ćwierć wieku pracują na wzgórzu w Taizé urszulanki Serca Jezusa Konającego z Polski. Za ich posługę podziękował im przeor wspólnoty, brat Alois. Swoją wdzięczność każdego tygodnia wyraża też młodzież, z którą pracują siostry.

Łukasz Krzysztofka

Pracujący w Taizé od wielu lat polski kapłan brat Marek przypomniał, że przybycie sióstr urszulanek było związane z potrzebą wspierania jego jako jedynego wówczas brata z Polski, by można było przyjąć liczne grupy młodych. Zaprosił je założyciel wspólnoty brat Roger, który bardzo liczył na to, że uda się znaleźć odważne zakonnice, które zechciałyby przyjechać do Taizé. Bardzo je polubił i wspierał, nalegając jednocześnie, by nosiły strój zakonny, żeby było wiadomo, że są to siostry z Polski.

W rozmowie z Radiem Watykańskim siostra Grażyna zaznaczyła, że chociaż początkowo urszulanki służyły głównie Polakom i osobom z Europy Środkowo-Wschodniej, to z czasem objęły swoimi działaniami także mieszkańców innych krajów. "Stopniowo nasza misja się zmieniała, ale cały czas jesteśmy nastawione na służenie młodym i słuchanie ich. Towarzyszymy dziewczętom z różnych krajów, w zależności od tego, jakimi językami mówimy. Zdarza się niekiedy, że dziewczęta, które w Taizé poznały urszulanki, wstępują do tego zgromadzenia" – powiedziała siostra Ania. Dodała, że ona sama właśnie w Taizé poznała urszulanki "i tu rozeznawałam moją drogę i, jak widać, jestem w zgromadzeniu".

W ciągu dwudziestu pięciu lat na wzgórzu w Taizé pracowało kilkanaście urszulanek. Dla życia każdej z nich doświadczenie to było bardzo istotne. Także braciom ze wspólnoty i wielu ludziom młodym nie sposób sobie wyobrazić życia w tym miejscu bez ich obecności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem