Koh 1, 2-11 <- KLIKNIJ
„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
Łk 9, 7-9 <- KLIKNIJ
Wieść o Jezusie dociera na dwór Heroda Antypasa, tetrarchy Galilei, i budzi tam niepokój szczególnego rodzaju. Lud snuje hipotezy. To Jan powstały z martwych, to Eliasz, to któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Każda z tych hipotez jest teologicznie wymowna, bo wszystkie sytuują Jezusa w porządku Bożych posłańców. Żadna jeszcze nie sięga prawdy, którą za kilka wersetów wypowie Piotr. Herod ma problem osobisty: „Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?” Łukasz jednym zdaniem odsłania mechanikę nieczystego sumienia. Władca, który uciszył głos proroka, nie zaznał ciszy. Głos wraca w pogłoskach, w lęku, w pytaniu bez odpowiedzi. Przemoc wobec prawdy nigdy nie załatwia sprawy do końca, bo prawda ma zwyczaj zmartwychwstawać w następnych świadkach. Ostatnie zdanie jest zapowiedzią o długim zasięgu. Herod „chciał Go zobaczyć”. To pragnienie spełni się w Wielki Piątek, gdy Piłat odeśle mu Jezusa. Herod ucieszy się wtedy, bo „od dawna pragnął Go ujrzeć” w nadziei na jakiś znak, a gdy znaku nie otrzyma, wzgardzi Nim i wyszydzi (por. Łk 23,8-11). Ciekawość bez nawrócenia kończy się szyderstwem. Można chcieć „zobaczyć Jezusa” jak widowisko i minąć się z Nim o całą wieczność. Zobaczyć Go naprawdę potrafi tylko wiara, która, inaczej niż Herod, pyta z gotowości pójścia za Nim.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
