Hi 9, 1-12. 14-16 <- KLIKNIJ
Hiob odpowiada przyjaciołom zdaniem, które wyprzedza Pawła o wieki: „jakże człowiek może być przed Bogiem sprawiedliwy?” To pytanie procesowej rozpaczy. Cały rozdział dziewiąty jest zbudowany na obrazie niemożliwego procesu z Bogiem: „gdyby się ktoś z Nim prawował, nie odpowie raz jeden na tysiąc”. Hiob chciałby pozwać Boga przed trybunał, i natychmiast widzi absurd własnego pozwu. Strona przeciwna jest zarazem sędzią, a „któż Mu powie: Co czynisz?” Środek perykopy to hymn o potędze Stwórcy, włożony w usta cierpiącego. Bóg przenosi góry, wstrząsa ziemią, rozkazuje słońcu, „sam rozciąga niebiosa, kroczy po morskich głębinach”, czyni Niedźwiedzicę i Oriona. Hiob nie wątpi w moc Boga ani na chwilę. Jego dramat polega na tym, że moc widzi, a sprawiedliwości dostrzec nie może. „Choćbym miał słuszność, nie odpowiem, o litość będę błagał przeciwnika”. To jedna z najciemniejszych i najuczciwszych modlitw Starego Testamentu, wiara, która nie rozumie, a nie przestaje się zwracać do Tego, którego nie rozumie. Księga Hioba nie daje w tym miejscu odpowiedzi i liturgia też jej nie wymusza. Odpowiedź przyjdzie na końcu księgi w teofanii, a ostatecznie w Chrystusie, w którym Bóg sam stanął po stronie oskarżonego człowieka. Hieronim, dzisiejszy patron, który przełożył i tę księgę, wiedział z własnego niespokojnego życia, że z Bogiem się nie wygrywa procesu. Z Bogiem się wytrwa. Jego betlejemska grota, gdzie przez dziesięciolecia zmagał się ze słowem, tekstami i sobą samym, jest komentarzem do Hioba. Prawować się z Bogiem wolno, byle nie wypuścić Go z rąk.
Łk 9, 57-62<- KLIKNIJ
Trzy krótkie dialogi powołaniowe padają w drodze do Jerozolimy. Łukasz zestawia je jak trzy kazusy o cenie pójścia za Jezusem. Pierwszy zgłasza się sam: „pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus nie gasi zapału, ale odziera go ze złudzeń: „lisy mają nory i ptaki podniebne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”. Kto idzie za Nim, wybiera samą Osobę. Entuzjazm, który nie policzył kosztów, wyczerpie się na pierwszym postoju bez dachu. Drugiego woła sam Jezus, a ten prosi: „pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca”. Prośba brzmi pobożnie. Pogrzebanie rodziców należało do najświętszych obowiązków Prawa. Odpowiedź Jezusa poraża: „zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”. To ogłoszenie pierwszeństwa absolutnego. Królestwo nie może czekać w kolejce nawet za najświętszymi obowiązkami. Wezwanie Boga ma pierwszeństwo przed wszystkim, co „najpierw”. Trzeci stawia warunek pożegnania z domownikami, jak Elizeusz wobec Eliasza (1 Krl 19,19-21). Tam prorok pozwolił. Jezus żąda więcej niż Eliasz: „ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. Obraz jest wzięty z pola. Kto orze, oglądając się za siebie, prowadzi krzywą bruzdę. Wymaganie Jezusa przewyższa wymagania szkoły prorockiej, bo i powołanie jest większe. Hieronim, człowiek, który zostawił Rzym, karierę i bibliotekę dla groty w Betlejem, pisał w liście do Heliodora słowa, które są echem tej perykopy. Choćby matka pokazywała piersi, które cię karmiły, choćby ojciec położył się na progu, podepcz ojca i idź, z suchymi oczyma leć pod sztandar krzyża. Najwyższym rodzajem czułości jest tu być okrutnym. Retoryka Hieronima jest gwałtowna, jak on sam, ale trafia w sedno Łukaszowego tekstu. Ręka na pługu, oczy naprzód. W królestwie Bożym nie orze się bruzd wstecznych.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
