Agata Kowalska: Ojcze, kiedy patrzymy na tę księgę, widzimy przedmiot, ale za tym przedmiotem kryje się konkretna historia, czyli internowany kardynał Wyszyński, biskup Michał Klepacz i setki tysięcy wiernych. Jakie myśli ma Ojciec jako przeor Jasnej Góry, kiedy patrzy na ten dokument?
Julia Czernik/Niedziela
O. Grzegorz Prus
O. Grzegorz Prus OSPPE: Jest to dokument, który przypomina nam o niezwykle ważnym wydarzeniu – Jasnogórskich Ślubach Narodu Polskiego. Z tego właśnie egzemplarza, z tego dokumentu pergaminowego, Śluby były odczytywane przez biskupa Michała Klepacza 26 sierpnia 1956 roku. Jest to więc materialny świadek tamtego wydarzenia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Andrzej Dorobek Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie
Mając świadomość, że ten przedmiot tam był, jest to znamienne, że możemy go dotknąć i zobaczyć. Zwłaszcza że na co dzień dokument ten jest przechowywany w archiwum kapituły archikatedralnej w Gnieźnie i nie ma do niego powszechnego dostępu, bowiem dokumenty archiwalne muszą być przechowywane w odpowiednich warunkach. Tutaj zrobiono wyjątek: na ten miesiąc dokument został nam wypożyczony, oczywiście pod warunkiem zapewnienia odpowiedniej wilgotności i temperatury – musi być przechowywany w zamkniętej gablocie. Zdecydowaliśmy się na to w czasie pielgrzymkowym, w okresie najbardziej natężonego ruchu, czyli w sierpniu i na początku września.
AJG
Biskup Michał Klepacz
Reklama
A. K.: Tak jak Ojciec wspomniał, 26 sierpnia 1956 roku biskup Michał Klepacz odczytał Śluby w zastępstwie uwięzionego Prymasa. Na fotelu przeznaczonym dla kardynała Wyszyńskiego położono biało-czerwone kwiaty. Jak rozumieć ten symbol?
O. Grzegorz Prus OSPPE: To był symbol, który miał jasno przypominać o osobie fizycznie nieobecnej na uroczystości, która jak najbardziej powinna tam być – o Księdzu Prymasie. Z jednej strony był to symbol nieobecności Prymasa, a z drugiej – symbol duchowej łączności z nim. Znak, że o nim w Częstochowie, na Jasnej Górze, w ten dzień nie zapomniano.
To bardzo wymowny symbol. 10 lat później miała miejsce podobna sytuacja, kiedy pusty fotel ozdobiono fotografią papieża Pawła VI, którego władze komunistyczne nie wpuszczą do Polski na uroczystości tysiąclecia Chrztu Polski.
Agata Kowalska
A. K.: Na końcu księgi znajdują się podpisy biskupów, a przy podpisie Prymasa pojawia się niezwykła adnotacja: In vinculis pro Ecclesia – „w kajdanach za Kościół”. Co mówi nam dzisiaj ten zapis?
O. Grzegorz Prus OSPPE: Mówi nam niewątpliwie o bezkrwawym męczeństwie Księdza Prymasa. Nie zaliczamy go wprawdzie w poczet męczenników, ale uwięzienie Prymasa Polski było bardzo bolesne – nie tylko dla niego, ale dla całego Kościoła. Można powiedzieć, że nawiązywało ono do uwięzienia apostołów. Święty Piotr był uwięziony, później święty Paweł... W tym uwięzieniu, w tych kajdanach dla Chrystusa i dla Matki Bożej, Ksiądz Prymas wytrwał. Z tych kajdan zrodziły się bardzo wielkie, wspaniałe dzieła duszpasterskie i maryjne dla Kościoła w Polsce.
Reklama
A. K.: A czy kardynał Wyszyński, pisząc Śluby w 1956 roku, mógł przewidzieć, że te słowa będą powtarzane i przywoływane dekady później?
O. Grzegorz Prus OSPPE: Nie wiem, czy zastanawiał się nad tym, co będzie po kilkudziesięciu latach. Przypuszczam jednak, że pisząc Śluby, miał nadzieję, iż nie będą one jednorazowym aktem wypowiedzianym tylko wtedy, w 1956 roku. Sądził, że słowa te będą przywoływane jeszcze niejeden raz – czy to na Jasnej Górze, czy w innych miejscach. Tym bardziej że wkrótce stało się normą coroczne odnawianie Ślubów – i za życia Księdza Prymasa, i po jego śmierci.
AJG
Biskup Michał Klepacz
A. K.: Czy jest coś, co współczesny człowiek powinien przeczytać w Jasnogórskich Ślubach Narodu szczególnie uważnie?
O. Grzegorz Prus OSPPE: W zasadzie cały ten tekst jest wart pogłębionej lektury. Dla historyka jest to dokument z tamtego okresu, ale przecież nie został napisany tylko po to, by sięgać do niego jak do źródła historycznego. Śluby zostały sformułowane w taki sposób, że stanowią pewnego rodzaju program duchowy i moralny dla Kościoła w Polsce, do którego mamy sięgać i odczytywać go w dzisiejszym kontekście oraz w kontekstach kolejnych.
Reklama
Można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju wykład Ewangelii. Ewangelia się nie starzeje – i ten wykład też się nie starzeje. Są tam rzeczy ponadczasowe. Nawet jeżeli kogoś razi język – może już nieco archaiczny – czy odniesienia do konkretnego kontekstu historycznego lat 50., to zasadnicza treść pozostaje niezwykle aktualna. Każdy może po ten tekst sięgnąć.
Są tam wezwania, które ktoś może odebrać bardzo osobiście: ktoś, kto założył rodzinę, odnajdzie tam troskę o rodzinę, o dziecko i o obronę życia; ktoś inny weźmie sobie do serca pracę nad wykorzenianiem wad i pomnażaniem cnót; jeszcze inny zwróci uwagę na wezwanie do oddawania czci i zachowania więzi z Maryją. Z tego tekstu wynika bardzo wiele wskazówek dla życia – niezależnie od upływu lat.
A. K.: Dziękuję za rozmowę!
Andrzej Dorobek Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie
