Reklama

Trudne odkłamywanie historii

O źródłach powstania KOR i manipulowaniu prawdą historyczną z dr Justyną Błażejowską rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 47/2016, str. 40-41

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – „Harcerską drogą do niepodległości. Od «Czarnej Jedynki» do Komitetu Obrony Robotników” – to książka monumentalna, niezwykle ważna dla pełnego ujawnienia tego wątku najnowszych dziejów Polski, który w III RP był tendencyjnie, jednostronnie przedstawiany. Dlaczego do tej pory nie było tego rodzaju publikacji?

DR JUSTYNA BŁAŻEJOWSKA: – Mam nadzieję, że ta książka odpowiada i na to pytanie. Faktem jest, że zaczęła powstawać dopiero kilka lat temu, a moi rozmówcy nigdy przedtem tak szeroko nie opowiadali o swojej działalności. Zajmowałam się już wcześniej dziejami opozycji w PRL – m.in. historią drugiego obiegu wydawniczego – ale wielokrotnie miałam do czynienia z sytuacją, w której brakowało mi relacji tych osób. Dysponowałam, podobnie jak inni badacze, wyczerpującymi wspomnieniami przedstawicieli środowiska lewicy laickiej: Jacka Kuronia czy Adama Michnika. Nie było natomiast równoważnych świadectw drugiej strony opozycji.

– W szerokim odbiorze publicznym w minionych czterech dziesięcioleciach ta „druga strona” po prostu nie istniała.

– Także dlatego, że nie miała wystarczającej siły przebicia do społecznej świadomości.

– I chyba też niewystarczająco podkreślała swoje zasługi. Dlaczego?

– To niełatwe pytanie. Piotr Naimski mówi w mojej książce, że „my mieliśmy i mamy rzeczy, które bardziej nas absorbują”. Drugi powód jest – moim zdaniem – taki, że ci ludzie wciąż nie chcą się czuć kombatantami. Nadal nie uważają swojej działalności, którą jako harcerze zaczynali w latach 60. ubiegłego wieku, za zakończoną. Piotr Naimski mówi: „Pięćdziesiąt lat temu wybraliśmy niepodległość i tego się trzymamy”. Aż do chwili obecnej skupiają wszystkie swoje wysiłki na czynnej pracy dla Polski.

– Ale działając z tychże szlachetnych pobudek i nie zabierając głosu, zostali zepchnięci niemal w niebyt historii.

– Oni to czuli i o tym wiedzieli. I po prostu byli bezradni wobec tego, że od lat 90. ubiegłego wieku główne kanały komunikacji społecznej znajdowały się w rękach środowiska lewicy laickiej. „Gazeta Wyborcza” bardzo skutecznie kształtowała świadomość Polaków, stąd do dziś dominuje powszechne przekonanie, że KOR to dzieło Adama Michnika i Jacka Kuronia. Trzeba tutaj powiedzieć, że badacze historii najnowszej akceptowali tę narzuconą wizję dziejów. Robili to może z intelektualnego lenistwa, a może ze strachu przed spodziewanymi nieprzyjemnościami ze strony „autorytetów” – zarówno samych uczestników wydarzeń, jak i „uznanych historyków opozycji”, związanych zresztą z tamtym środowiskiem. Pewne ustalenia stały się wręcz obowiązujące. Wciąż niewiele osób decyduje się przedstawiać inną narrację niż ta „jedynie słuszna”, promowana przez „Gazetę Wyborczą”.

– Pani się jednak zdecydowała…

– Pamiętam pewną opinię sprzed kilku lat, według której, mimo młodego wieku, rozstawiam po kątach uznanych historyków opozycji. A ja po prostu postanowiłam, że traktując swój zawód poważnie, powinnam badać interesujące mnie zagadnienia, nie uznawać za „prawdę objawioną” tego, co już napisano. Analizowałam niepublikowane materiały archiwalne i źródła narracyjne, dotąd przez historyków niewykorzystywane, bo były niewygodne. I nagle okazało się, że wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż jest przedstawiane.

– I rażąco mija się z prawdą?

– Przepraszam za to, co powiem, ale jednak bezczelność tego środowiska, które zdominowało głos całej opozycji, jest tak bezgraniczna, że można spokojnie użyć słowa – kłamstwo. Na łamach „GW” możemy przeczytać np., że Adam Michnik był współtwórcą KOR-u. A przecież to absolutna nieprawda. Michnik nie miał nic wspólnego z organizowaną latem 1976 r. przez harcerskie środowisko „Czarnej Jedynki” akcją pomocy dla represjonowanych, w sierpniu wyjechał z kraju. Pojawia się tu pytanie, czy mamy do czynienia z kompromitującą niewiedzą autora tekstu...

– ...czy z premedytacją?

– Otóż to! W „Gazecie Wyborczej” nieraz pisano np. o Janie Lityńskim jako założycielu czy członku KOR-u, co też jest nieprawdą, bo należał jedynie do Komitetu Samoobrony Społecznej „Kor” (KSS „KOR”). A więc z jednej strony mamy wielką ilość tego typu różnych publikacji, a z drugiej – przez te wszystkie lata nie mogliśmy skonfrontować tego, co mówił Jacek Kuroń czy Adam Michnik ze wspomnieniami prawdziwych inicjatorów Komitetu.

– Czy nie jest już za późno na tego rodzaju konfrontację?

– Nigdy nie jest za późno, choć rzeczywiście, do dziś wierzy się prawie bezgranicznie Adamowi Michnikowi, a przy tym nadal istnieje mocna tendencja, żeby nie wierzyć Antoniemu Macierewiczowi i Piotrowi Naimskiemu.

– Bo Naimski i Macierewicz to „oszołomy i harcerze”...

– „Harcerzyki”. Tacy śmieszni, w krótkich spodenkach. Zresztą i samą ideę harcerstwa bardzo usilnie przez cały czas próbuje się sprowadzać do bezsensownego biegania po lesie, do dziecinnych i niepoważnych zabaw...

– Tyle że to bieganie po lesie w krótkich spodenkach to była i jest – jak mówi Piotr Naimski – całkiem poważna sprawa.

– Nie bez przyczyny komuniści na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku zwalczali to harcerskie „puszczaństwo” z taką zawziętością. Prawdziwe harcerstwo uczy odpowiedzialności za siebie i innych, uczy odwagi, osobistej dzielności, pokonywania przeciwności. A jednocześnie – służby. Tego wszystkiego uczono w „Czarnej Jedynce” i „Gromadzie Włóczęgów”. I to się bardzo przydało już w 1976 r. – to harcerze jako pierwsi zaczęli nieść pomoc represjonowanym robotnikom.

– Nie byłoby KOR-u, gdyby nie było tamtych prawdziwych harcerzy?

– Tak sądzę. Przez lata próbowano nas przekonać, że praźródłem KOR-u był postrewizjonizm, a sam Komitet powstał za sprawą ludzi wywodzących się ze środowiska „komandosów”. Tymczasem przecież na liście sygnatariuszy „Apelu do społeczeństwa i władz PRL” widnieją nazwiska dwóch przedstawicieli środowiska harcerskiego (Piotra Naimskiego i Antoniego Macierewicza), kilku starych przedwojennych PPS-owców, Jerzego Andrzejewskiego, młodego poety Stanisława Barańczaka, Jana Józefa Lipskiego, płk. Józefa Rybickiego, ks. Jana Ziei, Wojciecha Ziembińskiego oraz...

– ...Jacka Kuronia.

– Tak. Jako jedynego przedstawiciela środowiska postrewizjonistycznego, który jednakże nie był ani pomysłodawcą, ani nawet organizatorem KOR-u. Od lipca przebywał na przymusowych ćwiczeniach wojskowych w Białymstoku, we wrześniu przyjechał jedynie na kilkudniową przepustkę. W ciągu kolejnych miesięcy skład Komitetu poszerzył się o 12 osób, w tym jednego przedstawiciela tamtego grona – Adama Michnika.

– Komu należą się więc prawa autorskie do marki KOR?

– KOR to była idea obmyślona i sformułowana przez Antoniego Macierewicza. Komitet miał skupiać ludzi o znanych nazwiskach, cieszących się społecznym uznaniem, wobec których władza nie zdecydowałaby się łatwo na ostre formy nacisku – miał stanowić parasol ochronny dla uczestników akcji pomocowej. „Apel do społeczeństwa...” podpisało tylko 14 osób, nie z powodu jakiejś selekcji przy doborze sygnatariuszy – po prostu tylu było chętnych.

– Za to z biegiem lat przybywało „obrońców robotników”, zwłaszcza wówczas, gdy ta bezpośrednia obrona nie była już konieczna...

– I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie dochodziło później do różnego rodzaju politycznych nadużyć. Gdy ostatni robotnicy skazani po Czerwcu ’76 zostali zwolnieni z więzień i przestała istnieć potrzeba udzielania bezpośredniej pomocy, pojawił się pomysł przekształcenia KOR-u w coś bardziej trwałego, aby zagospodarować nagromadzony przez rok potencjał działania. We wrześniu 1977 r. KOR przeistoczył się więc w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”.

– I tu doszło do „wrogiego przejęcia”, do odebrania autorom idei KOR-u ich praw autorskich?

– Po przekształceniu KOR-u w KSS „KOR” do Komitetu weszli m.in.: Jan Lityński, Henryk Wujec, Seweryn Blumsztajn... Z kolei Emil Morgiewicz, Wojciech Ziembiński, Stefan Kaczorowski – odeszli, nie widząc możliwości dalszego współdziałania ze środowiskiem Kuronia i Michnika. Antoni Macierewicz i Piotr Naimski wraz ze swoim zapleczem harcerskim uważali wtedy, że lepiej będzie kontynuować pragmatyczną współpracę, że KOR jako formacja apolityczna i ponad podziałami pozostanie taka do końca, także w nowym wcieleniu. Jednak, oczywiście, próbowano zamazać tę istotę rzeczy, w efekcie już wtedy KSS „KOR” zaczął być utożsamiany z lewicą laicką.

– Bo KSS „KOR” został rzeczywiście zdominowany przez to właśnie środowisko?

– Nie, nie całkowicie. Grupa „Czarnej Jedynki” wciąż zachowywała pozycję pozwalającą wpływać na kierunek działań Komitetu. Środowisko dawnych „komandosów” zyskiwało przewagę, ponieważ dysponowało o wiele większymi możliwościami oddziaływania na społeczeństwo w kraju i na zagranicę. Na Zachodzie mieszkali ich koledzy, emigranci z Marca ’68, którzy ułatwiali Adamowi Michnikowi i Jackowi Kuroniowi kontakty z mediami i polskimi ośrodkami emigracyjnymi, a do tego – kształtowali tam opinię o Komitecie i opozycji. Grono harcerskie natomiast przez długi czas nie miało praktycznie żadnych własnych „dojść” do zachodnich środków masowego przekazu. Jeśli więc ktoś udzielał wywiadów lub przekazywał informacje zagranicznym rozgłośniom i agencjom prasowym, to był to Jacek Kuroń albo Adam Michnik.

– Jak w takiej sytuacji czuli się „harcerze”?

– Jak to harcerze – musieli sobie radzić. KSS „KOR” nie był nigdy jednorodny, do 1980 r. toczyły się wewnętrzne spory ideowe, kłótnie o podłożu politycznym, dyskusje dotyczące metod działania... Wystarczy przejrzeć i porównać łamy „Głosu” (pisma środowiska Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego) oraz „Biuletynu Informacyjnego”, wydawanego przez krąg dawnych „komandosów”.

– Ludzie wtedy mówili: ta opozycja ciągle się kłóci.

– A dziś chyba przyznają, że to dobrze, iż się kłóciła... Polemiki były rzeczywiście ostre, ponieważ całkowicie rozbieżne były pomysły na działanie. Obydwa środowiska różniły się stosunkiem do kwestii niepodległości, miały zupełnie odmienną wizję Polski. Jacek Kuroń i Adam Michnik byli ugodowi wobec władz PRL-u, wysyłali sygnały do Edwarda Gierka, że jakaś forma porozumienia z opozycją jest możliwa. Ich strategia przewidywała „grę na frakcje” wewnątrz PZPR i możliwość „dogadania się” z partyjnymi liberałami. Wypowiadali się zdecydowanie przeciw „radykalnym” formom protestów, np. manifestacjom ulicznym. Stosunek do takich wystąpień był przyczyną dużego konfliktu w KSS „KOR” pod koniec 1979 r., kiedy to środowisko Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego postanowiło zorganizować demonstrację w rocznicę grudniowej masakry na Wybrzeżu. Po prostu jedni dążyli do ustanowienia „socjalizmu z ludzką twarzą”, drudzy – do niepodległej Polski.

– I to ci pierwsi dopięli swego w 1989 r., a drudzy niemal do dziś starają się walczyć o niepodległość...

Reklama

– Tak jest. Po 1989 r. nastała III RP, w której środowisko harcerskie Piotra Naimskiego i Antoniego Macierewicza wciąż musiało walczyć o Polskę. I było nieustannie obrażane, wyśmiewane, spychane na margines. Jeden z moich rozmówców stwierdził, że „historia KOR-u wciąż trwa”. To, co zaczęło się kilkadziesiąt lat temu, nie zostało zakończone, a tamte podziały sprzed 40 lat – z jednej strony opcja niepodległościowa, z drugiej postrewizjonistyczna – trwają do dziś.

– Po lekturze Pani książki ciśnie się pytanie, czy gdyby przed 50 laty kilkudziesięciu młodym ludziom nie chciało się brać na poważnie słów „Bóg, Honor, Ojczyzna”, to czy w Polsce możliwa byłaby kiedykolwiek jakaś dobra zmiana?

– Z pewnością nie byłoby KOR-u, gdyby nie harcerska chęć niesienia pomocy potrzebującym. Nie byłoby akcji pomocy, gdyby nie Antoni Macierewicz, który tę pomoc wymyślił, zorganizował i zaraził nią swoich przyjaciół-harcerzy z „Czarnej Jedynki” i z „Gromady”. Trzeba tu jednak powiedzieć, że – przy uznaniu dla dokonań Komitetu i dla innych działań opozycyjnych – prawdziwy przełom nastąpił dwa lata później, w momencie wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. To przyjazd do Ojczyzny Jana Pawła II w 1979 r. i 16 miesięcy Solidarności zmieniło historię Polski. Kor-owcy byli bogatsi o doświadczenie Czerwca ’76 i jego następstw, i w tym sensie powstanie KOR-u wpisało się w wiele ważnych dla Polski zdarzeń, prowadzących do przełomu końca lat 80. Nie przez przypadek dwaj założyciele Komitetu uczestniczą dzisiaj w przeprowadzaniu przez PiS „dobrej zmiany”.

* * *

Dr Justyna Błażejowska
historyk, badacz dziejów najnowszych, autorka książek i artykułów; za pracę o drugim obiegu wydawniczym otrzymała nagrodę IPN im. Władysława Pobóg-Malinowskiego. Autorka książki „Harcerską drogą do niepodległości. Od «Czarnej Jedynki» do Komitetu Obrony Robotników”

2016-11-16 10:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Paulini pod Kijowem szyją kamizelki kuloodporne dla żołnierzy

2022-06-27 16:55

[ TEMATY ]

Ukraina

Paulini

PAP/Vladyslav Karpovych

Fundacja Dwa Promienie, zajmująca się organizowaniem wolontariatu misyjnego na Ukrainie, od początku wojny regularnie pomaga żołnierzom walczącym z rosyjskim najeźdźcą. Dzięki funduszom pozyskanym przez internetowe zbiórki na Ukrainę trafiają noktowizory, konserwy, batony energetyczne, powerbanki, a także nakolanniki i artykuły medyczne.

W ostatnim transporcie do paulińskiej parafii w Browarach pod Kijowem dotarło 150 metrów Cordury 1200. To trudno dostępny materiał służący do produkcji kamizelek kuloodpornych. „Udało nam się go pozyskać dzięki jednemu z naszych współbraci, o. Marcinowi Sylwanowi Wirkowskiemu, zaprzyjaźnionemu z Fundacją Dwa Promienie” – powiedziła Radiu Watykańskiemu proboszcz parafii w Browarach o. Roman Laba.

CZYTAJ DALEJ

Łódź: to, co dziś jest moim grzechem w Kościele, może przynieść konsekwencje w kolejnym pokoleniu!

2022-06-28 08:30

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

- To, co dziś jest moim grzechem w Kościele, może przynieść naprawdę bardzo szybkie i porażające konsekwencje zaraz w następnym pokoleniu. – mówił metropolita łódzki.

CZYTAJ DALEJ

Diecezja zielonogórsko-gorzowska. Ks. Adrian Put nowym biskupem pomocniczym

2022-06-28 13:41

archiwum

Ks. Adrian Put, proboszcz parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej w Zielonej Górze oraz redaktor odpowiedzialny Aspektów został mianowany biskupem pomocniczym diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Decyzję Ojca Świętego Franciszka ogłosiła dziś, 28 czerwca, w południe Nuncjatura Apostolska w Polsce. Informacja została podana do wiadomości w siedzibie kurii diecezjalnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję