Reklama

Serca wypełnione miłością

2016-11-17 10:13

Grzegorz Jacek Pelica
Edycja lubelska 47/2016, str. 6-7

Grzegorz Jacek Pelica
Powitanie bp. Mieczysława Cisło we wspólnocie parafialnej

Wizytację kanoniczną w parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Lublinie przeprowadził bp Mieczysław Cisło

Trzynastotysięczna parafia w dzielnicy LSM została erygowana 21 grudnia 1982 r. przez bp. Bolesława Pylaka, a jako ośrodek duszpasterski pobłogosławiona w 1981 r. przez bp. Zygmunta Kamińskiego i powierzona trosce ks. Stefanowi Soszce. Wieloletnim proboszczem, inicjatorem wielu działań i grup duszpasterskich, budowniczym materialnej struktury parafii i zaangażowania wiernych w życie Kościoła był ks. Stanisław Dziwulski. Pracę duszpasterską od 2 lat koordynuje proboszcz ks. Adam Bab przy wsparciu rady duszpasterskiej i licznych grup formacyjnych.

Życie wielkiej parafii

Grupy duszpasterskie prowadzą księża: Grzegorz Dobosz, Piotr Ochal, Robert Wronowski, Tomasz Gap, Michał Niedziałek, Tomasz Niedziałek oraz Zbigniew Wójtowicz, a swoim doświadczeniem wszystkich wspomaga ks. prał. Dziwulski. Parafia ma 8 katechetów świeckich, 6 szafarzy Komunii św. i 4 kleryków w seminarium. Działają w niej grupy neokatechumenalne (4 seminarzystów „Redemptoris Mater” w Berlinie, Kijowie, Kopenhadze i Ziemi Świętej), 7 kręgów Domowego Kościoła, 20 kół różańcowych, Koło Przyjaciół Radia Maryja, koła misyjne, Uniwersytet Biblijny, „Zawiszacy”, schola dziecięca i młodzieżowa, Legion Maryi, Grupa Modlitewna Ojca Pio, krąg biblijny, misyjne stowarzyszenie Maitri, Towarzystwo Przyjaciół Metropolitalnego Seminarium Duchownego, wspólnoty AA i Al-Anon, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży oraz Centrum Duszpasterstwa Młodzieży. Chórem parafialnym kieruje organista, który prowadzi też kancelarię. Wydawana jest gazetka „Ku Wspólnocie”.

Przedstawicielka parafii, witając bp. Mieczysława Cisło, prosiła „o umocnienie słowem Bożym, które jest żywe i skuteczne, aby wiara otrzymana na chrzcie rozpaliła na nowo ogień Bożej miłości”. Jak powiedział ks. Adam Bab, „spotkanie z Księdzem Biskupem jest wzmocnieniem więzi z całym Kościołem powszechnym jako wielką Bożą rodziną, a znakiem tej łączności jest następca Apostołów”. Dzieląc się duszpasterskim zatroskaniem, ks. Bab opisywał swoją parafię: – Od ostatniej wizytacji w 2011 r. pochowanych zostało 928 osób, a 494 ochrzczonych, zawarto 210 sakramentalnych małżeństw. Zwalniające się mieszkania najczęściej udostępnianie są jako stancje dla studentów, stąd mieszka ich bardzo wielu na terenie parafii. Współczesna mentalność laicyzująca i liberalna zbiera także u nas swoje żniwo. Objawia się to niewielkim procentem praktykujących młodych ludzi w stosunku do łącznej liczby młodzieży. To dla nas oczywiste wyzwanie.

Reklama

Symboliczną odpowiedzią na te problemy było udzielenie przez Księdza Biskupa malutkiej Weronice chrztu. Pasterz mówił: – Rodzina w Europie została zdegradowana i sponiewierana eksperymentami kultury laickiej; zaczyna się od egoizmu i „usługowego” traktowania małżeństwa, a skutkiem jest brak oparcia, osamotnienie. Dziś dramatem jest sprzymierzanie sił przeciwko życiu i miłości; tym większym, że tą obłędną agresją kierują kobiety. I ukaranymi są kobiety: poczuciem winy za dokonany czyn. A przecież rodzina chrześcijańska to miłość Boga i człowieka. Potrzeba rodzin świadomych swej natury, otwartych na życie, realizujących cnoty. Bp Cisło ukazywał nieodzowność Dekalogu i zachęcał do praktykowania Ośmiu błogosławieństw w rodzinach, aby nie zaprzepaścić łaski chrztu.

Ks. Adam Bab przedstawił plany na przyszłość: utworzenie grupy charytatywnej jako owocu Roku Miłosierdzia, dobre przygotowanie i przeżycie rekolekcji ewangelizacyjnych „Źródło” w 2017 r. jako misji w 35. rocznicę erygowania parafii, rozwój duszpasterstwa młodzieży. – Przymierzamy się do poważnej inwestycji, jaką ma być modernizacja ogrzewania. Chcę wyrazić wdzięczność moim kochanym parafianom za wielką ofiarność nie tylko względem materialnych potrzeb parafii, lecz także inicjatyw diecezjalnych (budownictwo sakralne) czy misyjnych – mówił Ksiądz Proboszcz.

Miłosierdzie gorącego serca

W homilii o celniku Zacheuszu bp Mieczysław Cisło nawiązał do współczesnych procesów paralelnych do tych spotykanych przez Jezusa Chrystusa. Swoją wizytą u grzesznika Jezus uświadamia, że nikt nie jest stracony dla zbawienia. Zacheusz prosi o miłosierdzie, „o przebaczającą miłość, której brak tak dotkliwie odczuwa w swoim sercu. Żaden człowiek otwarty na Słowo i łaskę Bożą nie może być przez Kościół pominięty i pogardzony”. Jako przykład tej troski bp Mieczysław podał obecność śp. abp. Józefa Życińskiego na Woodstocku. Pośród krytyki niektórych kręgów, jeden z uczestników dziękował za to, że „nie potraktował ich jako śmieci, choć tak są traktowani w tych domach, gdzie zbrakło pełnej zrozumienia i konsekwentnych wymagań miłości”, a przyjemności i pieniądze nie zapewniły poczucia bezpieczeństwa i sensu życia.

Bp Cisło przypomniał słowa papieża Franciszka, przesłanie Roku Miłosierdzia i ruchu Maitri niosącego pomoc dla Trzeciego Świata. Wskazał na bezprzykładną posługę miłosierdzia, w której zasłynęła św. Matka Teresa z Kalkuty, kanonizowana 4 września br. – Życie każdego świętego to jest piąta Ewangelia – mówił za św. Janem Pawłem. – Z zapisków Matki Teresy wiemy, że jej dłonie były ciepłe nawet na mrozie. Był to znak jej gorącego serca. Zalecała, aby siostry się uśmiechały, bo wolę Bożą trzeba pełnić z radością. A reformowanie świata i Kościoła zaczynała od siebie. Piątą ewangelią są te „kwiatki” Matki Teresy i jej sióstr. Takie chrześcijaństwo ukazuje oblicze Boga – podkreślił Ksiądz Biskup.

Bp Mieczysław Cisło zwrócił uwagę na cywilizacyjne choroby: zanik poczucia grzechu i sumienia uśpione dobrobytem. Wielu celebrytów podświadomie oczekuje, że epatując przed kamerami swoim złem, otrzyma publiczne rozgrzeszenie bez skruchy, szczerej spowiedzi i zadośćuczynienia. – Jeśli w sercu są sprzeczności i słaba wiara, to wyładowuje się agresję na obcych. Co innego mówiły miliony młodych podczas ŚDM i pielgrzymki papieża Franciszka u stóp Jasnej Góry i na Błoniach Krakowskich. Trzeba to oblicze Polski pokazywać i wzmacniać mimo wszystko! Każdy powinien spojrzeć w swoje serce, prosząc: Panie, przyjdź do mojego serca! Jezus nie gardzi sercem obciążonym trudną historią życia, lecz napełnia je swoją miłością! – mówił Ksiądz Biskup.

Tagi:
parafia wizytacja

Reklama

Bp Andrzej Przybylski w Skrzydlowie

2019-04-16 18:16

Przemysław Szymonik

W Niedzielę Palmową bp Andrzej Przybylski odwiedził z wizytacją kanoniczną parafię św. Stefana Węgierskiego w Skrzydlowie.

Przemysław Szymonik

Po przywitaniu przez ks. proboszcza Zbigniewa Zalejskiego, Biskup przewodniczył Eucharystiom, a w czasie homilii w pięknych słowach pokazał różnicę między Kościołem dwa tysiące lat temu a Kościołem teraz: „Pomyślcie jaka jest różnica, między tym pierwszym Kościołem a naszym, oni się rozwijali, oni przyciągali ludzi, choć nie mieli tylu środków co my. My jesteśmy dużo bogatsi od nich, mamy większe możliwości, a nie przyciągamy ludzi do Jezusa. Co jest takiego co nas różni od tamtych ludzi? Jest coś zasadniczego. Tamci pierwsi chrześcijanie byli pewni, że On choć umarł, to Zmartwychwstał, że Jezus naprawdę żyje, naprawdę działa, naprawdę jest obecny w Sakramentach, obecny jest w słowie, bo to jest największa tajemnica wiary, że tam na Krzyżu, co prawda umarł Chrystus, ale nie umarł Bóg”.

Przemysław Szymonik

Po Mszach św. bp Andrzej Przybylski spotkał się ze wszystkim Wspólnotami działającymi w parafii, a warto wspomnieć - że jak na tak niewielką parafię - jest ich aż siedem. Od najmłodszych w Oazie Dzieci Bożych, Scholi przez Wspólnotę Młodych „Frassati”, Liturgiczną Służbę Ołtarza, Oazę Rodzin św. Joanny Beretty Molla po Chór i Koła Żywego Różańca. Biskup szczególnie błogosławił dzieciom, z którymi szedł w procesji z palmami, a także jako honorowy gość, wziął udział w wyborze najpiękniejszej palmy.

Przemysław Szymonik

Bp Andrzej Przybylski zostawił mieszkańców parafii z bardzo konkretnym pytaniem, na które zwłaszcza w Wielkim Tygodniu powinniśmy sobie wszyscy odpowiedzieć: „Czy my naprawdę żyjemy tak, że inni chcą nas o Boga zapytać, że inni widząc, nasze dzieci, wnuki widząc swoich dziadków, rodziców jak mocno wierzą w Boga, chcą Ci powiedzieć: mamo, tato, ja też tak chcę, bo widzę, że Bóg dla Ciebie jest ważny, bo widzę, że On żyje w Twoim życiu.”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykłe tajemnice Wrocławia!

2019-08-20 21:39

Agata Pieszko

Dziś we Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej odbyło się spotkanie autorskie Wojciecha Chądzyńskiego, historyka, przewodnika i nauczyciela, który opowiedział gościom o swojej najświeższej publikacji „Wrocław. Wydarzenia niezwykłe”.

Agata Pieszko

Pan Wojciech jest także autorem takich pozycji jak „Wrocław, jakiego nie znacie”, czy „Tajemnice wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego”, zawierających fakty i legendy o miejscach, którymi przechodzą codziennie setki mieszkańców oraz turystów. Spotkanie z Wojciechem Chądzyńskim poprowadziła Adrianna Sierocińska, redaktorka Radia Rodzina, która od poniedziałku do piątku o godz. 10:10 prowadzi na antenie cykl „Książka na wakacje”. Legendy Wojciecha Chądzyńskiego stały się sposobem na przekazywanie suchych faktów historycznych, a tym samym inspiracją dla wielu wrocławskich przewodników.

– Jestem przewodnikiem po Wrocławiu. Bardzo często podczas wycieczek grupy zwiedzające niezbyt uważnie słuchały części historycznej. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby opowiadać legendy, które stały się taką wisienką na torcie – mówi Wojciech Chądzyński – Wrocław w 1945 r. opuścili Niemcy, ze wschodu przyjechali ludzie ze swoją kulturą, w związku z czym miasto nie miało zbyt wielu swoich legend, przynajmniej takich dotyczących zachowanych zabytków, więc postanowiłem stworzyć aktualne legendy. Nie pamiętamy, kiedy wybudowano Wawel, ale legendę o Smoku Wawelskim zna każdy.

Autor dodaje, że w szkołach niegdyś nauczano o patriotyzmie lokalnym, dużo mówiono o mieście, jego historii i mieszkańcach, a dziś ten zwyczaj niestety zanikł. Warto więc sięgać po książki pana Wojciecha, żeby zgłębiać swoją wiedzę o mieście, w którym się żyje, ale także po to, by móc oprowadzić po nim swoich najbliższych bez pomocy przewodnika. Jeśli chcesz poznać historię schadzek Brahmsa, opowieść o sprycie wrocławskich mniszek, i przeczytać o powstaniu Hali Targowej z wiśnióweczką pani Adeli w tle – daj się porwać w świat wyobraźni Wojciecha Chądzyńskiego!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem