Reklama

Ks. Paul Sawatzke – męczennik za wiarę

2016-11-23 13:09

Ks. Adam Polanowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 48/2016, str. 7

Archiwum prywatne

„Kapłan jest kapłanem nie dla siebie, on jest księdzem dla ludzi” – te słowa św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów, doskonale wpisują się w życie, posługę kapłańską i męczeństwo ks. Paula Sawatzke, proboszcza parafii Jesionowo (15.03.1935 – 24.02.1945 r.)

Kościół parafialny w Jesionowie, który został zbudowany w ciągu kilku miesięcy i poświęcony 30 października 1932 r. przez bp. Chrystiana Schreibera, był szczególnym miejscem posługi kapłańskiej ks. Sawatzke. W nim bowiem głosił słowo Boże, sprawował sakramenty św. i prowadził ludzi do Boga. Był to kapłan wielkiego miłosierdzia, wrażliwy na ludzką biedę i krzywdę, broniący godności człowieka oraz bez reszty oddany Bogu i ludziom.

Urodzony 31 lipca 1903 r. w Berlinie, wyświęcony na kapłana 30 stycznia 1927 r. we Wrocławiu. Został zastrzelony na początku 1945 r. w Jesionowie podczas pełnienia obowiązków duszpasterskich przez jednego z plądrujących okolicę żołnierzy radzieckich. Spoczywa na cmentarzu w Jesionowie.

Jak wynika z danych historycznych, pewna kobieta dała takie oto świadectwo: „W styczniu 1945 r. wojska radzieckie objęły naszą wioskę. Szkoła oraz parafia zostały zajęte przez żołnierzy. Obie żony katolickich nauczycieli oraz jedna nauczycielka znalazły możliwość schronienia się i zamieszkania u ks. Paula Sawatzkiego w Jesionowie.

Reklama

Do wioski każdego dnia napływała coraz większa liczba rosyjskich żołnierzy. Nie podobała się im ingerencja i pomoc, jaką udzielał ksiądz każdej osobie, która była w potrzebie. Próbowali oni wypędzić go z wioski i z parafii. Dawał on schronienie i wiele kobiet u niego szukało dla siebie ratunku.

W nocy z 24 na 25 lutego 1945 r. ok. godz. 9 przyszedł na plebanię rosyjski kierowca.

Nie miał on dobrych zamiarów, a jego zachowanie wywoływało lęk. Próbował mnie zgwałcić. Ja i inne kobiety spałyśmy w pokoju, który należał do księdza. On udostępnił nam większą część pomieszczenia, a sobie oddzielił mały kąt. Spał na leżaku, który podsunął pod drzwi, blokując klamkę, uniemożliwiając wejście rosyjskim żołnierzom.

Szofer wtargnął jednak do nas i ksiądz próbował go uspokoić, jednocześnie kierując na siebie całą złość i uwagę żołnierza. Rozzłoszczony Rosjanin zaczął księdza bić, a my strasznie zaczęłyśmy się bać, że go zabije. Ksiądz chronił się przed ciosami napastnika, a my wystraszone płakałyśmy. Ksiądz zażądał rozmowy z komendantem i wtedy Rosjanin przestał go bić. Wyszedł na chwilę i wrócił w towarzystwie rosyjskiego oficera i tłumacza. Ów tłumacz powiedział, że zabierają księdza do komendanta, żeby mógł się wypowiedzieć i poskarżyć, że był bity. Nasz ksiądz od ciosów w twarz był obolały, cierpiący i spuchnięty. My nie ufałyśmy tym żołnierzom i czując coś strasznego, prosiłyśmy księdza, aby nie szedł i został tu z nami. Przeczuwałyśmy, że może już do nas nie wrócić. Ksiądz na pewno wiedział, co się z nim stanie... bo przed odejściem pobłogosławił nas. Po jednej godzinie żołnierze wrócili, ale bez księdza. Czułyśmy najgorsze...

Na drugi dzień, a była to niedziela, chciałyśmy o godz. 7.30 iść do kościoła i uczestniczyć we Mszy św. O godz. 7 ja i pani Grz. wcześniej wyruszyłyśmy do kościoła, z nadzieją, aby zobaczyć, że ksiądz już tam jest. Na ulicy usłyszałyśmy głośne wołania i krzyki: «U ogrodnika, w ogrodzie, pod choinkami, leży ksiądz zabity». Szybko tam pobiegłyśmy i zobaczyłyśmy przerażający obraz. Ciało leżało na ziemi, pokryte krwią. Jedno oko było otwarte, przeszyte kulą. W rękach trzymał zakrwawioną hostię. Na twarzy widać było jakby się uśmiechał.

Podniosłam z ziemi zakrwawioną hostię i zrozpaczone wróciłyśmy do domu. Nie było już możliwości dostania się do kościoła. Rosjanie zabrali księdzu klucze i rabowali wnętrze świątyni. Odważyłyśmy się i razem z panią Grz. poszłyśmy do komendanta, aby zameldować zabójstwo i poprosić o pomoc w pochowaniu księdza. Nikt nie chciał z nami rozmawiać. Nikogo nie interesowało, że nasz ksiądz nie żyje. Nikt się tym nie wzruszył.

Pozwolono nam pochować księdza i w ciągu dwóch dni miał być gotowy i zakończony pochówek. Byłyśmy same i jako kobiety nie dałyśmy rady. Poprosiłyśmy ponownie o pomoc i komendant rosyjski wyznaczył dwóch mężczyzn do pomocy. Jeden mężczyzna postarał się o konia i wóz. Zajęłyśmy się przygotowaniem naszego kochanego księdza do jego ostatniej drogi. Nie miałyśmy trumny. Ubrałyśmy księdza w jego sutannę i zawinęłyśmy go obrusem z baldachimu. Czerwony płaszcz (peleryna księdza) ubrałyśmy na dowód, na wzór zakrwawionego martyra.

Na pogrzebie były trzy kobiety i czterech mężczyzn. Płaczący, wystraszeni, smutni ludzie, stali przed domami i żegnali księdza. Całą drogę na cmentarz modliłyśmy się z różańcem w ręce. Na cmentarzu mężczyźni wykopali dół obok grobu matki księdza. Ułożyłyśmy w dole ciało zawinięte w koc i własnoręcznie zakopałyśmy je ziemią. Głośno odmawiałyśmy modlitwę. Na grobie położyłyśmy mały bukiecik kwiatów.

Nasz ksiądz umarł za nas. Był bardzo wierzącym, szlachetnym, sprawiedliwym człowiekiem. Pomagał biednym i chorym. Zawsze był gotowy do pomocy drugiemu człowiekowi. Jego oddanie Bogu i naśladowanie Boga na pewno zapewni mu miejsce przy Tronie Bożym”.

Niech świadectwo życia i męczeństwo ks. Paula Sawatzke – pierwszego proboszcza parafii Jesionowo – będzie dla nas mobilizacją do odważnego wyznawania wiary i wierności Bogu do końca naszych dni, bo jak mówi Jezus: „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

Tagi:
kapłan świadectwo kapłan męczennik

Reklama

Może być trudniej. Wytrzymamy

2019-06-17 13:27

Rozmawiała Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2019, str. 14-16

W tygodniu, w którym Kościół modli się o uświęcenie kapłanów, rozmawiamy z kilkoma księżmi, głównie proboszczami z wieloletnim doświadczeniem. O to, jak wygląda dziś ich duszpasterstwo, z jakimi przeciwnościami muszą się mierzyć, co ich najbardziej niepokoi – pyta Katarzyna Woynarowska

Bożena Sztajner/Niedziela

Porównują siebie do samolotów. Codziennie tysiące tych maszyn służy ludziom. Nikt ich tam, wysoko, nie widzi, nie interesuje się ciężką pracą pilotów czy służb naziemnych. Ale gdy spadnie jeden samolot, trąbi o tym cały świat. Pewnie, że jest to o jeden raz za dużo, ale w proporcji? Czy uważamy, że samoloty są wyjątkowo niebezpieczne, należy ich unikać i najlepiej wszystkie uziemić? Tak samo jest z księżmi. – My wszyscy staramy się uczciwie pracować, być możliwie najlepszymi duszpasterzami, ale gdy jeden upadnie, podnosi się raban i rykoszetem dostają wszyscy – mówią.

Krajobraz po filmie

– Inaczej się teraz pracuje Księżom w parafiach?

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Częstochowie: – W mojej parafii film braci Sekielskich raczej nie narozrabiał. Mam poczucie, że nawet bardziej niż świeckim dał do myślenia nam, kapłanom. Moi wikarzy uczą w okolicznych szkołach i oni najbardziej byli dopytywani, słyszeli jakieś nieprzyjemne uwagi za plecami. Oczywiście, ja już trochę lat na świecie żyję i wiem, że ten film nieprzypadkowo został puszczony przed wyborami. Obejrzałem go i wstrząsnął mną do głębi. Krzywda dzieciaków zawsze mnie boli. Jednak, przepraszam, ale mam takie niejasne wrażenie, że w jego głębszej warstwie chodziło nie tyle o obronę dzieciaków, ile o to, by dowalić „czarnym”. A najbardziej biskupom.
No, dobra, pomyślałem, najpierw przyjrzano się księżom, a teraz kolej na innych. Bo przecież uczciwie byłoby przyjrzeć się kolejnym środowiskom, prawda? Tymczasem słyszę, że powstanie kolejny film o złych księżach! Irytuje mnie, że nie tyka się środowisk: lekarskiego, adwokackiego, sędziowskiego, sportowego... To fundamentalna niesprawiedliwość!

KS. JANUSZ CHYŁA, proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach: – Film mną wstrząsnął. Wieloma kwestiami byłem zaskoczony, chociaż wydawało mi się, że dobrze znam ludzkie upadki. Jeśli natomiast chodzi o realia parafialne, to nie zauważyłem różnicy w podejściu do mnie parafian. Chyba nawet spotykam się z większą życzliwością, co tłumaczę tym, że ludzie zdają sobie sprawę, iż w filmie nie został przedstawiony pełny obraz Kościoła. Ludzie znają swoich księży i wiedzą, że zdecydowana większość z nich dobrze pracuje, jest oddana parafii i parafianom. Ale trzech moich wikariuszy zasygnalizowało mi, że po tym filmie w szkole zrobił się wokół nich nieprzyjemny klimat. Są słowne prowokacje, słyszą za plecami komentarze, że każdy ksiądz to pedofil...

KS. ROMAN CHOWANIEC, proboszcz parafii św. Doroty w Markowej: – Gdy zastanawiam się nad odpowiedzią na pytanie o obecne realia pracy duszpasterskiej na parafii, przychodzi mi na myśl to jedno stwierdzenie: po prostu nie jest łatwo. Jednakże natychmiast pojawiają się kolejne pytania, z którymi trzeba się zmierzyć: pierwsze – czy kiedykolwiek, na przestrzeni lat i wieków, było łatwo? oraz drugie – o co chodzi w kapłańskiej posłudze: czy o łatwe życie, czy raczej o wierność powołaniu? Nie ma bowiem ani czasu, ani epok, w których głoszenie Ewangelii przebiegałoby bez przeszkód czy trudności.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI, dyrektor Centrum Informacji Diecezji Drohiczyńskiej: – W moim odczuciu nie ma wielkiej różnicy. Przede wszystkim temat ucichł po wyborach, teraz mamy sprawę prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, która go w pewien sposób skompromitowała i trochę na ten film rzutuje, na jego wiarygodność. U ludzi myślących, nieidących jedynie za emocjami, za wiele w ich światopoglądzie to nie zmieniło. Podobnie było po filmie „Kler”. Zapewne w szkołach katecheci w sutannach musieli stawić czoła pytaniom, na Twitterze pojawiło się sporo niesmacznych komentarzy, krzywdzących dla większości kapłanów. W tego typu sytuacjach uspokaja mnie bp Tadeusz Pikus, który mawia, że to nic nowego, bo Pana Jezusa też prześladowali. I On nam zapowiedział, że podobnie będzie z nami, prawda? My, jako kapłani, być może przyzwyczailiśmy się do dobrego traktowania. Jednak rzeczywistość wokół się zmienia. Otwarcie granic, migracje za pracą sprawiają, że ludzie wracają z innym obrazem Kościoła, Polski, polskości. To powoduje, że ksiądz nie jest już traktowany jak dawniej. Nie bałbym się natomiast, że o nas gadają czy niesłusznie nas posądzają. Bo to jest wpisane w powołanie. Z drugiej strony – obawiam się niepotrzebnego robienia z siebie męczenników, przekonania, że na każdym kroku nas dręczą... Chociaż wydaje mi się, że inaczej traktuje się ataki na Kościół spowodowane tym, iż głosimy Ewangelię, a inaczej, gdy ten atak jest spowodowany grzechami czy nadużyciami duchownych – to jest zupełnie inna kategoria.

Inny kraj

– Czy atak na księdza we Wrocławiu zmienił trochę Polskę?

KS. ANDRZEJ SOBOTA, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie: – To efekt tego, z czym mamy do czynienia obecnie w Polsce. Nic się nie bierze z powietrza. Będzie się księży atakować, bo to jest działanie ideologiczne, a ta ideologia nie jest racjonalna, jest antychrześcijańska. Stanowi kontynuację rewolucji obyczajowej z 1968 r.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to walka systemowa, zaplanowana. Wiele za tym przemawia, choćby czas pojawienia się filmu „Kler” czy dokumentu „Tylko nie mów nikomu”. Potem – sprawa profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej albo naśmiewanie się z procesji Bożego Ciała. To ma się przekładać na obraz Kościoła w Polsce i podważanie autorytetu duchownych. Nie ulega wątpliwości, że na tle innych krajów europejskich wyróżniamy się religijnością. Chociaż... Moim zdaniem, w porównaniu z innymi krajami antyklerykalizm w Polsce jest silniejszy niż np. we Włoszech. Tam w mediach czy w rozmowie z ludźmi – nawet tymi mniej pobożnymi – spotkałem się z większym szacunkiem wobec kapłanów niż u nas. To paradoksalne, że w kraju, gdzie zdeklarowanych katolików jest ponad 80 proc., ataki na księży mają taki „życzliwy” społeczny odbiór. Jak jest okazja, to co szkodzi przywalić... Wrocław jest tego przykładem – szokującym!

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Niedawno modlono się w naszym kościele, by wynagrodzić za grzechy Kościoła. Spotkanie przygotował Domowy Kościół. Modlitwa trwała prawie dwie godziny. Widziałem, jakie to emocje budziło wśród ludzi. I wtedy przyszło mi na myśl, że zakres zła pedofilii polega nie tylko na traumie dziecka, któremu zniszczono życie, ale także na tym, że od Kościoła odchodzi wtedy cała rodzina. Krąg się rozszerza. To działa trochę jak kręgi na wodzie...

– Czy Księża odczuwają wpływ mediów społecznościowych na swoich parafian, na ich sposób obecności w Kościele?

KS. JANUSZ CHYŁA: – Na Twitterze, gdzie jestem dość aktywny, dostrzegam sporą polaryzację stanowisk. Jest wiele osób, które zawsze były niechętne Kościołowi i kapłanom – i ich stanowisko się bardzo wyostrzyło. To taki bezmyślny hejt, bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. Ten rodzaj reakcji nasilił się po filmie. Ale jest też niemało osób życzliwych – i chwała im za to. Część z nich jednak, zapewne w dobrych intencjach, broni nas, księży, w sposób nieco irracjonalny. Bo zaprzeczanie oczywistym faktom też jest niebezpieczne. Bardzo mądry i potrzebny był, moim zdaniem, komunikat Rady Stałej Episkopatu. Postrzegam tę trudną sytuację również jako wielką szansę dla Kościoła. Ale oczyszczenie musi przyjść przez krzyż, to oczywiste.

Na linii ognia

– Czy księża zaczynają się teraz dystansować wobec wiernych? Nowo wyświęcony ksiądz opowiadał niedawno w redakcji, jak to bezpośrednio po emisji filmu Sekielskich rodzice nie pozwolili dzieciom podejść do ołtarza do zwyczajowego coniedzielnego błogosławieństwa. Stali obaj z proboszczem na środku kościoła sami. Sytuacja wróciła do normalności w kolejną niedzielę, ale ten obraz pewnie zostanie w tym młodziutkim kapłanie na zawsze.

KS. JANUSZ CHYŁA: – Istnieje takie niebezpieczeństwo. Opowiem pewną historię: kilkanaście lat temu jechaliśmy dużą grupą z pielgrzymką do Rzymu i po drodze nocowaliśmy w jednej z parafii w austriackim Salzburgu. Tamtejszy proboszcz nie mógł się nadziwić, że rodzice oddali swoje dzieci pod opiekę księżom. Trochę mnie to zdumiało i rozbawiło. W naszej grupie byli przecież także świeccy opiekunowie, ale jego zdziwienie dotyczyło tylko duchownych. Teraz dostrzegam podobne niebezpieczeństwo oddzielenia kapłanów od świeckich również w naszych realiach... A odnośnie do tego, co powiedział cytowany wcześniej młody ksiądz: W mojej parafii też jest zwyczaj podchodzenia dzieci do ołtarza po błogosławieństwo. U nas jest odwrotnie – teraz więcej rodziców przyprowadza dzieci... Pierwszy raz zaobserwowałem to zjawisko po filmie „Kler”. Przyszło więcej ludzi – większa była kolekta (śmiech). Żartowałem, że jeszcze jeden taki film, a w kościele zrobi się naprawdę tłoczno...

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – Sposób reagowania na ostatnie wydarzenia, a w konsekwencji stosunek do kapłanów zależą od wychowania. Obecnie także tego dokonywanego przez media. Zwłaszcza gdy ktoś jest ideologicznie nastawiony. Przez 16 lat katechizowałem w szkołach średnich i nie spotkałem się z jakąś trudną sytuacją. Młodzi są ciekawi świata, prowokują, zadają czasem trudne pytania, ale taka jest przecież młodość. Niestety, dziś włączyły się w wychowanie media antychrześcijańskie, w tym internetowe. I młodzi dają się nieść tej fali, wmawia im się, że wolny człowiek może wierzyć, w co chce, i robić, co chce i kiedy chce... To taka etyka sytuacyjna.

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Zawiniły jednostki, ci nasi bracia, którzy dopuścili się przestępstw i muszą za nie odpowiedzieć – to kwestia poza dyskusją. Myślę jednak, że coś złego pojawiło się na linii duszpasterze – wierni. I nie chodzi mi o stosunek ludzi do nas, ale raczej o ostrożność, którą teraz musimy wykazywać każdego dnia. Rodzaj czujności, która niszczy spontaniczność, życzliwe gesty wobec sobie czy w ogóle jakiekolwiek gesty. Ja sam bardziej siebie kontroluję – np. kreślę dzieciom znak krzyża na czole i na cały głos wypowiadam błogosławieństwo, żeby wszyscy wokoło słyszeli. Wiem, wiem – nie dajmy się zwariować, ale każdy z nas, jak sądzę, działa teraz trochę na zasadzie: byle jakimś dawniej dopuszczalnym, a dziś traktowanym jako niepoprawne zachowaniem nie dolać oliwy do ognia…

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Po to ksiądz ma namaszczone ręce podczas świecęń kapłańskich, żeby nimi błogosławił. Skutkiem tego, co się obecnie dzieje, może się stać pewna ostrożność księży, którzy wolą dmuchać na zimne. Gdy ksiądz idzie przez kościół i kładzie rękę na głowach dzieci, to jest to czynność kapłańska i kiedy odbiera nam się prawo do takich gestów, to jakby ucinano nam ręce. Oddziela się pasterzy od owiec. Nasz egzorcysta powiada, że w walce duchowej odbieranie kapłanom prawa do błogosławienia to jakby odbieranie im istotnej części posłania...

KS. ROMAN CHOWANIEC: – Według mnie, naiwnością ze strony kapłanów byłoby myślenie, że wszyscy w parafii będą nas kochać, będą się cieszyć z tego, co robimy. Bogu dzięki, że większość parafian w taki właśnie sposób odbiera naszą posługę – i to powinno nas utwierdzać w przekonaniu, że warto wspólnie z parafianami podejmować inicjatywy dla pomnożenia wiary w ludziach, o których zbawienie mamy się troszczyć jako duszpasterze. Gdy celem naszego działania jest zbawienie dusz – tak przynajmniej powinno być – a nie tylko nasze ludzkie satysfakcje, to łatwiej przychodzi rozumieć tych parafian, którym wszystko przeszkadza – nawet to, że jesteśmy kapłanami – i się za nich modlić. Po prostu trzeba robić swoje i robić wszystko „ad maiorem Dei gloriam”.

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – To brak zaangażowania stworzy ten dystans. Jeśli człowiek nie pojmuje Kościoła jako wspólnoty – że to jest jego przestrzeń – to stawia się w sytuacji nieporozumienia. Nie rozumie, że skoro Kościół jest wspólnotą, to wymaga zaangażowania. Diabeł się już przyzwyczaił, że jest odprawiana Msza św., nawet ta codzienna. I niech sobie chodzą, myśli, byle nie zrobili kroku dalej – byle nie było zaangażowania w Liturgię, w wiarę, w Kościół.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych. W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować. Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych. Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą. I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej odbędą się w Wieluniu i Warszawie

2019-07-19 20:40

prezydent.pl

Tegoroczne obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej rozpoczną się w Wieluniu.

Muzeum Ziemi Wieluńskiej
Wieluń, 1 września 1939 r.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda wraz z Prezydentem Republiki Federalnej Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem o godz. 4.40 wezmą udział w upamiętnieniu pierwszych ofiar II wojny światowej, mieszkańców Wielunia, którzy zginęli w wyniku celowego bombardowania przez niemieckie lotnictwo obiektów cywilnych, w tym miejscowego szpitala.

Druga część obchodów będzie miała miejsce w Warszawie.

Na te uroczystości zostali zaproszeni wszyscy przywódcy państw NATO, UE oraz państw członkowskich Partnerstwa Wschodniego. Potwierdzenia sukcesywnie napływają do KPRP. Pełna lista zostanie przedstawiona po 15 sierpnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem