Reklama

Niemowlak z Betlejem

2016-12-20 10:11

Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 52/2016, str. 10-12

Archiwum Agnieszki Bugały

Gdy w rodzinie rodzi się dziecko, wieść szybko się rozchodzi. Babcie i dziadkowie chcą zobaczyć wnuka, bliższe i dalsze ciocie dzwonią z gratulacjami – urywają się telefony, pierwsze zdjęcia krążą w mailach, zachwytom nie ma końca. Gdy w Betlejem urodziło się Dziecko, było bardzo cicho i zimno. Nikt nie ogłosił tej nowiny sąsiadom. Osioł w stajni nisko zwiesił głowę – nie śmiał oczu podnieść na Wszechmogącego. Św. Józef gładził Żonę po policzku i patrzył na Tego, którego tuliła Matka Boga. Całe Niebo drżało ze wzruszenia i obawy: Stwórca zstąpił na ziemię i śpi w ramionach Matki... Czy to się mieści w głowie?

Przyzwyczailiśmy się do świąt Bożego Narodzenia – choinki, prezentów, życzeń i Pasterki o północy. Przyzwyczailiśmy się do białego opłatka. Nawet modlitwa przed wigilijną kolacją może być już tylko tradycyjnym gestem, Ewangelia może stanąć w równym rzędzie z uświęconym tradycją pustym talerzem.

„Człowiekiem stałem się z miłości...”

Rozpędzeni przez święta możemy nie usłyszeć kwilącego na rękach Matki Jezusa... A jednak w Betlejem wszystko wydarzyło się naprawdę. I wszystko, co się wydarzyło, przechodzi ludzkie pojęcie. Bóg, Stwórca wszechrzeczy, decyduje się przyjąć ludzkie ciało. I rodzi się nagi, bezbronny, niemy. Całkowicie zależny od ludzi. Zdany na nich tak jak każde niemowlę. „Jezus – Niemowlę z miłości stał się niemową, by nie rzec i słowa o tym, co cierpi Jego Serce. Słodycz, pogoda są rozlane na Jego niemowlęcym obliczu. Pozwala się wziąć na ręce pastuszkom, Mędrcom, darzy ich uśmiechem i pełnym miłości spojrzeniem” – mówił o sobie Jezus do s. Leonii Nastał w 1935 r. w Poznaniu, przygotowując ją do odkrycia pierwszego etapu swojej obecności na ziemi jako człowieka.

Niemowlęctwo Jezusa to nie tylko gipsowa figurka pod słomianą strzechą szopki. To Boskość – ta sama, co na Kalwarii, na krzyżu i w złocistej monstrancji. Niemowlę z Betlejem można adorować w identyczny sposób, z tą samą ciszą serca, z którą przyklękamy przed eucharystycznym Jezusem wystawionym na ołtarzu. I z tą samą czułą delikatnością, z którą zachwycamy się małym, ludzkim dzieckiem. „Czy jest na ziemi życie bardziej pozornie bierne niż życie Jezusa w Eucharystii? A jednak jest to życie najistotniejsze. Jeżeli wejdziesz na drogę niemowlęctwa, upodobnisz się najbardziej do Jezusa w Hostii – do Niemowlęcia Bożego w żłóbku” – mówił Jezus s. Leonii.

Reklama

Niemowlęctwo Jezusa to droga dla duszy

„Pójdźcie do Niemowlęcia Jezusa... – prosił Bóg przez s. Leonię. – Jestem cały dla was...”. Zależało Mu na tym, byśmy odkryli Jego Boskość w ciele małego dziecka, którym zdecydował się być, ryzykując wszystko. „Pragnę, abyś w szczególniejszy sposób ukochała moje niemowlęctwo. Każdy okres mojego życia ma wartość nieskończoną, Boską. Ten sam Jezus jest wiekuiście w chwale u Ojca, ten sam – jako niemowlę kwili w żłobie betlejemskim, ten sam naucza, ten sam umiera, zmartwychwstaje i żyje chwalebnym i sakramentalnym życiem. Sługa moja, Teresa od Dzieciątka Jezus, doszła do doskonałości drogą dziecięctwa duchowego. Postąp o jeden szczebel wyżej, a raczej zstąp o jeden stopień niżej, do niemowlęctwa duchowego – prosił Jezus. – Leonio, niemowlęctwo duchowe nie polega na tym, by większą część doby przesypiać, jak to czyni niemowlę ludzkie, ale na tym, by przez łaskę nabyć cech nadprzyrodzonych, które w niemowlęciu są naturalne. Na twarzyczce niemowlęcia nie można dojrzeć żadnych rysów nieszczerości. I dusza – niemowlę duchowe, ma być szczera wobec Boga, otoczenia, wobec siebie samej. Ilekroć spoglądasz w moje oczy, gdy jako Niemowlę patrzę na ciebie, wiedz, że spoglądam na ciebie tymi samymi, co z krzyża oczyma. W Niemowlęciu uwielbiaj Ukrzyżowanego, w Ukrzyżowanym kochaj Niemowlę Boże. Ja zawsze z miłością przyjmę twoje uwielbienia”.

Na kolanach w stajni

W 1938 r., w czasie świąt Bożego Narodzenia, Jezus zaprosił s. Leonię Nastał do stajni, miejsca swoich narodzin. „Była czyściutko umieciona – zapisała Leonia w «Dzienniku duchowym» – św. Józef spał, a Maryja klęczała pełna zachwytu miłości”. Leonia wpatrywała się w Nią z rosnącą wciąż radością i myślała: jesteś szczęśliwa, szczęśliwsza od wszystkich matek ziemskich, od królowych i księżniczek, choć one w pałacach, a Ty w stajni, wśród dwojga bydląt. Z jej serca wyrwało się pytanie: „Więc to stajnia dla Twego majestatu w chwili narodzenia? O, jakbym chciała dać Ci złotą kolebkę, najpiękniejsze mieszkanie, najwygodniejsze posłanie. Jezus zapłakał... Widziałam, że Boże Dziecię ma świadomość, że samo wybrało stajenkę na miejsce swojego narodzenia. Zbliżyłam się na klęczkach i ucałowałam nóżki i rączki Jezusa – piękne, bieluchne i przedziwnie miłe”.

To zapis z okresu, gdy s. Leonia weszła już na drogę modlitwy mistycznej. A co było wcześniej? I dlaczego Bóg zaprosił do stajni właśnie Leonię? Dlaczego odsłonił przed nią tajemnicę swojego niemowlęctwa?

Rodzinny dom w Starej Wsi

S. Leonia Maria Nastał urodziła się 8 listopada 1903 r. w Starej Wsi na Podkarpaciu. Następnego dnia została ochrzczona w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jej rodzice, Katarzyna i Franciszek, po ślubie zamieszkali w domu u Nastałów i nie mogli związać końca z końcem. Bieda była straszna, dlatego niedługo po narodzinach córki Franciszek wyjechał na emigrację zarobkową do USA i nie było go przez osiemnaście lat. Katarzyna sama zajmowała się domem i wychowaniem dwóch maleńkich córek. Dom był oddalony od kościoła blisko 3 kilometry (po powrocie Franciszka przeprowadzili się do domu bliżej kościoła), ale i tak Katarzyna często przychodziła na Mszę św. Była bardzo pobożna i w takim duchu wychowywała córki. Maria od wczesnego dzieciństwa nosiła w sobie pragnienie wstąpienia do zakonu. W ochronce prowadzonej przy kościele przez siostry służebniczki spytano ją kiedyś, kim chce zostać. „Żakonnicą” – odpowiedziała z dziecięcą jeszcze wadą wymowy.

Czekam, by być z Tobą

Ale to nie było takie proste. W 1919 r. po ukończeniu klasy szóstej poprosiła co prawda o przyjęcie do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w Starej Wsi i została przyjęta, ale ojciec kategorycznie się temu sprzeciwił. Maria miała wtedy 16 lat. Była członkinią Sodalicji Mariańskiej Dziewcząt i pobierała prywatne lekcje u jednej z nauczycielek w Brzozowie. Pisała pierwsze utwory sceniczne, które wychodziły spod jej pióra niemal do końca życia – jasełka, scenki, przemówienia i małe spektakle. Złożyła prywatny ślub czystości, a w 1921 r. wypaliła rozżarzonym gwoździem na piersi imię Jezus. Coraz więcej się modliła, coraz odważniej tęskniła za życiem w zgromadzeniu. Ale ojciec był nieprzejednany. Powiedział, że jeśli chce żyć jak mniszka, to może – on nawet da jej osobną izbę – ale nigdzie się stąd nie ruszy.

„Niemowlę Jezus, będąc wszechwiedzą, wiedział o wszystkim. Mógł – jako Bóg – wydawać daleko mądrzejsze rozkazy niż św. Józef czy Matka Niepokalana, a jednak był im poddany”. Maria też poddała się woli ojca. Na strychu przygotowała sobie małą kapliczkę i tam chodziła się modlić. Klęczała na kamieniu, unikała wygód.

„Twoje serce nie zniesie nadmiaru miłości...”

Maria modliła się gorąco, prosiła Jezusa o cud przemiany serca ojca i czekała. I oto stała się rzecz niezwykła. W 1922 r. urodziło się u Nastałów 5. dziecko (dwoje zmarło w niemowlęctwie) – Staś. Ojciec tak bardzo ucieszył się z narodzin syna, że dużo łatwiej przyjął powracające pytanie córki o możliwość wstąpienia do zakonu. Wreszcie niespodziewanie zgodził się i 31 grudnia 1925 r. Maria przestąpiła próg domu Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny w Starej Wsi. Była najszczęśliwsza na świecie. Wiosną następnego roku przyjęła habit i imię Leona. Odtąd, aż do 1940 r., była siostrą służebniczką starowiejską – rozmodloną, pracowitą, usłużną, ale nade wszystko zakochaną w Jezusie. Była zakonnicą zaledwie 14 lat (od 31 grudnia 1925 r. do 10 stycznia 1940 r.), ale już od 1935 r. z nakazu Jezusa i za pozwoleniem spowiednika – ks. Kazimierza Schmelzera spisywała swoje przeżycia duchowe i rozmowy z Bogiem. Z tych zapisków powstał „Dziennik duchowy”, na który składa się 8 zeszytów, czyli łącznie aż 702 strony rękopisu. Jest on zapisem zwierzeń Jezusa, Jego wskazówek, próśb i czułych, pełnych miłości tęsknot za człowiekiem. Niektórzy badacze twierdzą, że „Dziennik duchowy” s. Leonii to dialog podobny do tego, który prowadziła s. Faustyna z Jezusem. Faustynie odsłonił oblicze swego miłosierdzia, a Leonię wprowadził w tajemnicę niemowlęctwa. „Leoniu, Ja przed tobą odchylę rąbek nieba, byś go odtworzyła w swoich pismach, a przez to dała wielu duszom obraz szczęścia duszy zjednoczonej z Bogiem w miłości i przez miłość” – mówił Jezus.

Skąd się wzięła s. Leonia?

W domu nadano jej imię Maria, w zakonie przyjęła imię Leona, ale to Jezus zwracał się do niej: „Moja droga Leoniu...”. W „Dzienniku duchowym” Jezus używa formy Leonia i stąd członkowie Trybunału Procesu Kognicyjnego zdecydowali się na wprowadzenie tej zmiany. Leonia jest więc imieniem, które sam Jezus wybrał dla swojej oblubienicy.

„Uwierzyłam Miłości...”

W pierwszym zdaniu „Dziennika duchowego” zanotowała: „O tym, że Bóg mnie kocha, mówiła mi matka kochana, która wracając z kościoła, składała na mych ustach matczyny pocałunek, mówiąc, że przyjmowała Komunię św., a Pan Jezus chce przez nią powiedzieć mi o tym, że mnie kocha. Że Bóg mnie kocha, mówiły mi bez słów stworzenia wszelkie, z którymi się zapoznawałam. Wschodzące czy gasnące zorze złociste; chmurne, pełne tajemnych mroków czy gwiaździste noce szeptały do duszy, że jestem kochana przez Boga, który dla mnie gasi i zapala słońce, a kiedy śpię, czuwa u mego wezgłowia i liczy tętna mojego serca”.

Schody rodzinnego domu s. Leonii są niskie, można na nich wygodnie usiąść i patrzeć na rozległą łąkę za płotem. Po lewej stronie wieże kościoła, po prawej – niskie domy sąsiadów. Żółte plamy kaczeńców i bocian na ugiętych nogach brodzi w trawie. Minęły lata, ale nic się nie zmieniło. Siedząc na schodach jej domu, wciąż można usłyszeć i zobaczyć, że Bóg nas kocha. I uwierzyć Miłości...

„Leoniu, powiedz duszom bojaźliwym i chwiejnym, że Jezusa łatwo pojmać, bo stał się więźniem miłości. Niech jednak dusze traktują Mnie nie jako więźnia, lecz jako króla swego, bo Ja jestem istotnie Królem. Niech mi pozwolą urządzić się w duszach po królewsku”.

Leonia była święta

Zmarła 10 stycznia 1940 r., ale od razu została otoczona kultem współsióstr i mieszkańców Starej Wsi. Prośba o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego wpłynęła w 1969 r. Papież Franciszek 1 grudnia 2016 r. polecił Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych opublikowanie dekretu o heroiczności cnót służebnicy Bożej s. Leonii Nastał. Od beatyfikacji dzieli s. Leonię już tylko – i aż – uznanie cudu za jej przyczyną. A świadectw o jej interwencjach wciąż przybywa. S. Elżbieta Korobij, autorka Positio, opowiada historię o chłopcu z Jabłonki, który w 2003 r. zachorował na guza nerki. Leczenie było prowadzone starannie, jednak chłopiec wciąż gorączkował, konieczne było podawanie krwi, sytuacja nie wyglądała dobrze. W tym samym czasie babcia chłopca wybrała się na odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny do Starej Wsi. Zamówiła Msze św. za wnuka i miała zamiar wrócić do domu, ale na placu kościelnym spotkała siostry służebniczki. Trwał rok jubileuszu 100. rocznicy urodzin s. Leonii, siostry rozdawały obrazki i foldery z informacjami o niej. Babcia została obdarowana obrazkami ze zdjęciem s. Leonii i modlitwą za jej wstawiennictwem. Po powrocie do domu wręczyła wszystko córce, a ta, kierowana silnym, wewnętrznym impulsem, rozpoczęła modlitwę o zdrowie synka, powierzając go s. Leonii. Nie mogła pojechać do szpitala natychmiast – dwa miesiące wcześniej bowiem urodziła drugie dziecko, w szpitalu nad chorym chłopczykiem czuwał tato – w niedzielę 17 sierpnia zawiozła obrazek do szpitala i wręczyła mężowi.

Leoniu, pomóż...

Niedziela była kolejnym trudnym dniem, chłopiec wciąż gorączkował. Zrozpaczony tato przyłożył do rozpalonego czoła synka obrazek z s. Leonią i prosił: Pomóż, Leoniu, pomóż... Prawdopodobnie zasnął zmęczony czuwaniem. Około północy obudził się przerażony, że synka wciąż trawi gorączka. Sprawdził temperaturę – prawidłowa. W poniedziałek Michałek wyszedł na przepustkę. Wtedy jeszcze nikt nie łączył tego zdarzenia z ewentualną interwencją s. Leonii. Po 4 cyklach chemii guz zmniejszył się na tyle, że można było przeprowadzić operację. Wszystko przebiegło prawidłowo, jednak chemioterapia miała być od razu wznowiona. Problem stanowił ból rany pooperacyjnej. Chłopiec bardzo cierpiał, a doustne leki nie pomagały.

Obrócona w proch...

Od lat w Starej Wsi wielką czcią darzy się ziemię z grobu s. Leonii Nastał. Pochowana po śmierci na starowiejskim cmentarzu, 15 marca 1979 r. została ekshumowana, a ciało przeniesiono do krypty w domu generalnym sióstr służebniczek. Ziemia z jej grobu wciąż jednak jest traktowana jako symbol szczególnej obecności s. Leonii. Siostry, opiekujące się kryptą, wychodzą naprzeciw pragnieniu pielgrzymów i przygotowują grudki ziemi, wkładając je do małych woreczków. Każdy, kto odwiedzi dom w Starej Wsi, może taki woreczek zabrać ze sobą.

„Była u mnie...”

W czasie długiej choroby Michałka jego rodzina odwiedziła Dom Generalny sióstr, rodzice modlili się przy krypcie s. Leonii, zabrali woreczki z grudkami ziemi i gdy po operacji ból był tak wielki, że Michałek nie mógł wytrzymać, ojciec chłopca wyjął woreczek z ziemią, położył go na brzuszku dziecka i powiedział: To jest ziemia z grobu s. Leonii, Leonia ci pomoże. Od tej pory chłopiec przez cały czas miał woreczek w kieszonce piżamki. Gdy tylko zaczynało boleć, sam wołał: Ziemia! W 3. dniu po operacji zaczął chodzić. Co ciekawe, w czasie chemioterapii chłopiec nie stracił włosów. Historia wyleczenia Michałka z nowotworu nerki nie jest jednak typową do kwalifikacji jako cud, ponieważ ten typ nowotworu jest w 80 proc. wyleczalny. Abyśmy mogli rozmawiać, w procesie, o cudzie za wstawiennictwem s. Leonii, musimy poznać przypadek jej interwencji, gdy choroba jest uznana w 100 proc. za nieuleczalną. Rodzina chłopca wierzy jednak, że to s. Leonia wymodliła wyleczenie z nowotworu. Utwierdza ją w tym fakt, że gdy Michał wrócił do domu i zobaczył wetknięty w ramę obrazek z s. Leonią, zawołał: Ja ją znam! Ale skąd? – dopytywali rodzice. Była u mnie... Kiedy? Nie wiadomo. Być może wtedy, gdy tato zasnął ze zmęczenia przy szpitalnym łóżku, a małego Michała trawiła gorączka?

S. Leonia patronką pragnących mieć niemowlę

Przy krypcie s. Leonii modli się wiele par, które nie mogą mieć dzieci. Po jakimś czasie wracają, by podziękować za cud poczęcia i narodzin. Niemowlęctwo Jezusa, którym przez całe życie zachwycała się s. Leonia, owocuje w narodzinach kolejnych niemowląt.

„Żebym tak robiła, żeby nikt nie wiedział, tylko Ty...” – szeptała Jezusowi przez lata. I Niemowlak z Betlejem to pragnienie przyjął. I może być tak, że dopóki sam Bóg nie zwolni Leonii z tego pokornego pragnienia, to o cudzie za jej wstawiennictwem nigdy się nie dowiemy. Bo będzie o tym wiedział tylko On... A niemowlęta nikomu nic nie mówią, prawda?

Tagi:
Boże Narodzenie

Bp Pompili: papież wskazuje na głęboki sens Bożego Narodzenia

2019-12-06 17:37

Krzysztof Ołdakowski SJ/vaticannews.va / Rieti (KAI)

„Jeśli niewypowiedziana radość wypływa z kontemplacji narodzin dziecka, to o ileż bardziej potęguje się ona przy narodzinach Syna Bożego. Obudzenia tej radości bardzo potrzebuje nasze pokolenie, żyjące pośród strachu i niepokoju. One często odbierają ludziom radość z kontemplowania piękna życia, które przynosi Boże Narodzenie” - mówi bp Domenico Pompili z Rieti, diecezji na terenie której znajduje się sanktuarium żłóbka w Greccio. Papież Franciszek podczas niedzielnego pobytu ogłosił w nim list apostolski „Admirabile signum”, o znaczeniu żłóbka w życiu chrześcijańskim.

Vatican News

Włoski biskup zaznacza, że Ojciec Święty pomaga nam dotrzeć do na najgłębszego znaczenia Bożego Narodzenia i nie robić z niego święta, pozbawionego obecności Tego, którego ono dotyczy. Uważa, że zdolność do wyobrażania stanowi fundamentalny punkt doświadczenia wierzącego dzisiaj. Jeśli wiara nie dochodzi do poziomu wyobraźni, nie zostaje uwewnętrzniona. W tym sensie św. Franciszek był pionierem nowoczesności, jeszcze przed św. Ignacym z Loyoli. Jeśli nie uda nam się dotknąć serc ludzi, a jedynie umysłów, wiara nie osiągnie swojego punktu newralgicznego – zauważa hierarcha.

„To jest wielkie wezwanie do dowartościowania wyobraźni. Rozum nie jest przeciwnikiem wiary, ale jest nim brak wyobraźni, tzn. sytuacje, kiedy tracimy zdolność zobrazowania tego, co wydarzyło się w życiu Jezusa – podkreśla bp Pompili. - Wiara wtedy staje się czymś bardzo abstrakcyjnym i mało konkretnym. Natomiast żłóbek, który jest sposobem na ukazanie tego wydarzenia, pomaga nam poprzez spojrzenie niemal je poczuć i dotknąć. Dlatego ułatwia zrozumienie tajemnicy Bożego Narodzenia, które jest sercem chrześcijaństwa, ponieważ oznacza Wcielenie Syna Bożego”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Skąd się wziął św. Mikołaj

Milena Kindziuk
Niedziela Ogólnopolska 49/2006, str. 22-23

Najczęściej widać go 6 grudnia. To dzień, który ma w sobie coś tajemniczego. Wtedy bowiem przychodzi do ludzi św. Mikołaj.

pl.wikipedia.org

Gdy zbliża się 6 grudnia, sklepy prześcigają się w ofertach. Właśnie wtedy jest mnóstwo promocji, a supermarkety zwiększają swoje zyski o sto procent albo więcej. Mikołajki obrastają coraz bardziej komercją i mało kto pamięta, skąd wzięła się tradycja wręczania upominków w tym dniu, i kim tak naprawdę był św. Mikołaj.
Zdaniem prof. Edmunda Wnuka-Lipińskiego, socjologa, wiąże się to przede wszystkim z rozwojem społeczeństwa konsumpcyjnego. Choć trzeba przyznać, że paradoksalnie, w niektórych regionach protestanckich aspekt religijny mikołajek jest bardziej widoczny. Zgodnie z tradycją, 6 grudnia ludzie zapalają tam w domach świecę, która jest znakiem adwentowego oczekiwania. Świeca ta pozostaje w domach do Wigilii Bożego Narodzenia.

Przeczytaj także: Litania do św. Mikołaja

Nie można jednak zaprzeczyć, że także w naszym kraju, chociaż narasta proces komercjalizacji mikołajek, obchody te mają aspekty pozytywne. Są świętem, które przypomina o najbliższych, prezenty są przecież dowodem pamięci o tych, którym chcemy sprawić przyjemność. Czy prezent musi być wielki? Wiemy, że nie w cenie tkwi jego wartość, ale w „trafieniu” i w szczerości, z jaką go wręczamy. Tani drobiazg dany ochoczo może nieraz bardziej ucieszyć niż drogocenny podarek. Bo jest dowodem miłości, świadczy o tym, że ktoś kogoś kocha, że o nim pamięta. I to właśnie jest istota podarunku. - Aby mieć tego świadomość, trzeba wrócić do źródeł i przypomnieć sobie, kim był św. Mikołaj. I pamiętać, że liturgiczne wspomnienie św. Mikołaja jest początkiem oczekiwania na najważniejsze wydarzenie, które przypada 24 grudnia - uważa prof. Wnuk-Lipiński.

Bardzo popularny święty

Choć o Mikołaju świadectwa są skąpe, nie ulega wątpliwości, że jest to postać historyczna. - Wiadomo, że był w IV wieku biskupem w Azji Mniejszej, w miasteczku Myra - wyjaśnia ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW, znawca pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Najstarszy przekaz o Mikołaju głosi, że uratował on trzech niewinnie skazanych na śmierć rycerzy. Innym razem ocalił tonących żeglarzy. Zasłynął też z pomocy, jakiej udzielił ubogiemu mieszkańcowi miasta, którego córki nie mogły wyjść za mąż, gdyż nie było go stać na posag. Mikołaj podrzucił im wówczas ukradkiem większą sumę pieniędzy. - Stąd święty ten jawi się jako przykład chrześcijańskiej dobroci. Pozostała po nim pamięć, że czynił dobro bez rozgłosu, dyskretnie, bez afiszowania się i szukania własnej chwały - mówi ks. prof. Naumowicz. - Bezinteresowna miłość tego świętego pozostaje niezmiennie ponadczasowym i powszechnym symbolem chrześcijańskiej kultury. Warto o tym pamiętać, by nie skomercjalizować św. Mikołaja i nie zatrzymać się tylko na tym, co zewnętrzne, a co ma niewiele wspólnego z wielowiekową tradycją tego święta.

Wiara w św. Mikołaja zatem to wiara w ludzką dobroć i ludzką miłość. Także w Bożą dobroć i Bożą miłość. Dlatego św. Mikołaj trafia w dziesiątkę: w samą istotę chrześcijaństwa.
Zgodnie z tradycją, 6 grudnia to dzień śmierci św. Mikołaja. Najpierw jego kult rozwinął się w kręgu chrześcijaństwa wschodniego. Czczono go tam jako cudotwórcę i orędownika. Na Zachodzie był popularny od momentu, gdy w 1087 r. przeniesiono z Myry jego relikwie do Bari w Italii i gdy w XIII wieku pojawił się w szkołach zwyczaj rozdawania zapomóg i stypendiów pod patronatem św. Mikołaja.

W Polsce ślady kultu św. Mikołaja sięgają „Kazań |więtokrzyskich”. Najstarsza zachowana modlitwa do tego świętego pochodzi z modlitewnika króla Zygmunta I. Dziś na terenie Polski znajduje się 327 kościołów pod wezwaniem św. Mikołaja - zajmuje on jedno z głównych miejsc na liście świętych patronujących polskim parafiom. Św. Mikołaj jest czczony nie tylko w kościele katolickim - prawosławie oddaje mu jeszcze większy kult, niemal na równi z Matką Bożą i Apostołami.
Cześć dla tej postaci wykracza nawet poza granice świata chrześcijańskiego. Znają ją niektóre plemiona muzułmańskie Bliskiego Wschodu, jak też ludność buddyjska zamieszkująca Syberię.

Mikołaj niejedno ma imię

Szerzący się tak powszechnie kult św. Mikołaja pokazuje, że Mikołaj niejedno ma imię. Postać ta bowiem jest inspiracją do działalności charytatywnej, jaką podejmują organizacje dobroczynne, na przykład fundacje - a wśród nich „Pro Bono”, działająca przy warszawskim kościele akademickim św. Anny. Jej członkowie przebierają się 6 grudnia za św. Mikołaja, by rozdawać w tym dniu prezenty dzieciom z kilku domów dziecka. Jest do tego potrzebna cała procedura. Najpierw ks. Bogdan Bartołd, prezes Fundacji, prosi maluchy z domów dziecka w Białołęce, Olecku, Międzylesiu i Brwinowie, aby napisały w listach, co chciałyby otrzymać na święta. Dzieci czynią to chętnie. Proszą o różne rzeczy: maskotki, farby, słodycze czy ubranka. Adresatem listów zawsze jest św. Mikołaj, czyli... ten, kto w akademickim kościele św. Anny przyjdzie po Mszy św. do zakrystii i zobowiąże się do spełnienia jakiegoś jednego życzenia, a więc do przygotowania paczki. W kolejne niedziele księża przypominają w ogłoszeniach, że w zakrystii czekają listy od dzieci. I Mikołajów zgłasza się zwykle dwa razy więcej, niż zebrano listów. A listów jest kilkaset. A potem zakrystia powoli zapełnia się pięknymi pakunkami.

Mikołaj ma w swoje święto dużo pracy, gdyż obdarowuje nie tylko dzieci. Kolejka dorosłych, doświadczonych życiem ludzi, z utęsknieniem czeka na niego co dzień w jadłodajniach Caritas w całej Polsce. Także w innych punktach Caritas: świetlicach, domach opieki, hospicjach. Tam Mikołajów nie brakuje, choć trudno ich zauważyć. Działają skrycie, po cichu, nie reklamują się w gazetach, telewizji czy na billboardach. - Bo Mikołaj niejedno ma imię - komentuje ks. prał. Krzysztof Ukleja, dyrektor Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. - Mieć w sobie coś ze św. Mikołaja to prawdziwe powołanie człowieka. Bo w życiu chodzi przecież o to, aby po prostu być dobrym.
Współczesnym Mikołajom nie brakuje też oryginalnych pomysłów. Proboszcz na warszawskich Bielanach np., znany ks. Wojciech Drozdowicz, przed dwoma lata wymyślił niezwykły prezent na św. Mikołaja dla rodziny Mrzygłodów z Lubelszczyzny, która ma jedenaścioro dzieci. Postanowił kupić im... krowę. I zorganizował zbiórkę pieniędzy w jedną z niedziel. Ludzie okazali się tak hojni, że zebrane środki wystarczyły nie tylko na kupno krowy, ale też na zbudowanie obórki dla tego pożytecznego zwierzęcia. Teraz, dzięki jednorazowej akcji, dzieci z tej rodziny mogą pić mleko na śniadanie każdego dnia. Do ks. Drozdowicza zaś przyszedł list z podziękowaniami: „Dzieci bardzo się cieszą z krowy, za co bardzo gorąco dziękujemy...”.

Przy okazji mikołajek warto też pamiętać, że Mikołaj jest świętym, do którego od początku modlono się o pomoc w różnych sprawach. W średniowieczu zaliczano go nawet do rzędu tzw. czternastu orędowników, niosących szczególną pomoc. Był opiekunem ludzi igrających z niepewnością: żeglarzy, myśliwych. Jego kapliczki stawiano nad brzegami morza, przy drogach, przy wejściach do lasu. Kościół św. Mikołaja w Myrze natomiast, w którym są relikwie i grób Mikołaja, był jednym z najbardziej znaczących sanktuariów w cesarstwie bizantyńskim.
Teraz relikwie św. Mikołaja znajdują się w Bari, na południu Włoch.

Ks. Józef Naumowicz - profesor UKSW, znawca pierwszych wieków chrześcijaństwa

Znaczące jest, dlaczego Mikołaj zdobył tak wielką sławę. W jego żywotach nie ma bowiem jakiegoś momentu heroicznego: nie był bohaterem bitew czy też obrońcą miasta. Nie słyszymy o jego surowej ascezie i umartwieniach. Nie poniósł męczeństwa (chociaż cierpiał w czasie prześladowań na początku IV wieku, za Dioklecjana), nie założył żadnego zakonu, który przetrwałby wieki. Również liczne cuda, obecne też u tylu innych świętych, nie były decydujące w rozwoju jego kultu. W jego żywotach podkreślano przede wszystkim fakt, że świadczył dobro innym ludziom. Zasłynął po prostu z dobroci. I to dobro czynił w specjalny sposób. Pozostała po nim pamięć, że czynił je bez rozgłosu, dyskretnie, bez afiszowania się i szukania własnej chwały. Starał się działać anonimowo, nie pokazując, że to on świadczy dobro. Z pewnością pamiętał o słowach Jezusa, który mówiąc o jałmużnie, podkreślał, iż ważne jest to, aby nie oczekiwać wdzięczności na ziemi i nie czynić dobra jedynie po to, by być podziwianym. Jest to istotna ewangeliczna zasada: „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 3-4). Stąd właśnie naśladujemy św. Mikołaja, podsuwając anonimowo podarki swoim najbliższym, zwłaszcza dzieciom.

Przez wieki Mikołaj był nie tylko patronem dobrych czynów, ale wielkim świętym, otaczanym czcią. Do niego modlono się w różnych potrzebach i w różnych niebezpieczeństwach. Ponadto jego grób w Myrze w Azji Mniejszej, gdzie wcześniej Mikołaj był biskupem i potem został tam pochowany, był jednym z najbardziej znaczących sanktuariów na Wschodzie. Przychodzono tam, by się modlić, prosić o pomoc, a także by wziąć ze sobą niezwykły płyn, jaki zbierał się przy grobie świętego. Płyn ten, zwany też „manną św. Mikołaja”, zabierano do domu jako środek leczniczy.

W XI wieku, gdy Myra była już pod panowaniem tureckim i trudno było tam pielgrzymować, żeglarze z włoskiego Bari wykradli relikwie Mikołaja - odtąd to miasteczko na południu Italii stało się wielkim sanktuarium, do którego ciągnęły pielgrzymki. Bo święci są dla nas wzorem miłości, ale też wstawiają się za nami w niebie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka

2019-12-06 19:20

bgk / Łubowo (KAI)

„Święty Mikołaj staje przed nami jako świadek ludzkiej dobroci i miłosierdzia. Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka i jego serca” – mówił dziś w Łubowie Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Episkopat.pl

Metropolita gnieźnieński przewodniczył w miejscowym, zabytkowym kościele pw. św. Mikołaja uroczystościom odpustowym ku czci patrona. Przypominając w homilii najbardziej znany obraz skromnego biskupa Miry – zapożyczony i zniekształcony przez popkulturę – podkreślił, że historyczny biskup Mikołaj „nie potrzebował reklamy dla uczynków miłości”.

„Nie tylko się z nimi nie obnosił, ale wręcz je ukrywał, by nie czynić niczego na pokaz – mówił abp Polak dodając za papieżem Franciszkiem, że choć miłosierdzie ma oczy, by widzieć, uszy, by słyszeć i ręce, by konkretnie pomagać, samo często pozostaje w ukryciu.

„Pragnie bowiem uszanować człowieka i jego godność” – podkreślił Prymas wskazując dalej, że uczynki miłosierdzia to nie tylko te mające materialny wymiar. Uczynkiem miłosierdzia jest modlitwa za żywych i umarłych. Jest nim niesienie pokoju tam, gdzie go brakuje, co w naszych czasach jest coraz pilniejszych wezwaniem. Uczynkiem miłosierdzia – i to tym najbardziej czytelnym – jest także troska o chorych i cierpiących.

„Uśmiech, trochę czułości, uścisk dłoni, to proste gesty, ale bardzo ważne dla ludzi chorych, którzy tak często czują się pozostawieni samymi sobie” – mówił za papieżem Franciszkiem abp Polak dodając, że świadkiem takiej właśnie ludzkiej dobroci i chrześcijańskiej miłości jest właśnie św. Mikołaj.

„Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe rzeczy i dobra nie zastąpią samego człowieka. Nie zastąpią jego serca, jego dłoni, jego oczu. Wśród kolorowych prezentów, które rozdają dziś przydrożni mikołaje nie spotkasz bowiem prezentu z napisem człowiek. Bo człowiek może prawdziwie tylko sam siebie darować drugiemu: może dać swój czas, swoje słowo, zwykły gest ludzkiej solidarności, dobroci, uśmiechu, nawet przez łzy” – mówił na koniec Prymas Polski.

Odpustowa Msza św. w zabytkowym kościele w Łubowie była także dziękczynieniem za zakończenie remontu i renowacji tej XVII-wiecznej świątyni parafialnej – jednego z najstarszych kościołów drewnianych w Wielkopolsce. Prace rozpoczęły się w 2017 roku i zostały przeprowadzone w ramach projektu „Renowacja i konserwacja drewnianych zabytków archidiecezji gnieźnieńskiej celem stworzenia nowej oferty edukacyjno-kulturalnej”. 

Podobnie jak kościół, także parafia w Łubowie jest jedną z najstarszych w regionie. Erygowano ją już w XII wieku. Wtedy też stanęła pierwsza drewniana świątynia, spalona doszczętnie podczas wojen szwedzkich. Po odbudowie kościół (służący wspólnocie do dziś) został poświęcony przez biskupa Stanisława Dzianotta, sufragana kijowskiego, kanonika gnieźnieńskiego i przełożonego Zakonu Maltańskiego – stąd na wieży umieszczono zachowany do dziś krzyż maltański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem