Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Historia winoroślą pisana

Z Romanem Gabrysiem, właścicielem winnicy w Mnichu k. Chybia, rozmawia Mariusz Rzymek

Niedziela bielsko-żywiecka 52/2016, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

MR

Roman i Sylwia Gabrysiowie

MARIUSZ RZYMEK: – Skąd pomysł, żeby na Śląsku Cieszyńskim założyć winnicę?

ROMAN GABRYŚ: – 10 lat temu szukałem fajnego miejsca, w którym można byłoby zapuścić korzenie. Trafiłem wtedy na opuszczone stare gospodarstwo z dzikim sadem, starą stodołą i walącym się domem. Przestrzeń absolutnie magiczna. Kupiłem je, a potem przystąpiłem do odgruzowywania, karczowania i czyszczenia. Pomysł na winnicę zrodził się podczas rozmowy z przyjaciółmi. Po zaglądnięciu do internetu okazało się, że nie będę wywarzał otwartych drzwi. Winnice działały w Krośnie, Jaśle, Zielonej Górze. Później dowiedziałem się, że na Śląsku Cieszyńskim tradycje winiarskie są bardzo długie.

– Gdzie znalazł Pan na to dowody?

– W Muzeum Ziemi Cieszyńskiej są tarcze nagrobne cechu winiarzy. W samym Cieszynie jedna z dzielnic nosi nazwę Winogrady (tzw. zbocza Frysztackiego Przedmieścia). Jakieś 2 km od miejsca, w którym teraz jesteśmy znajduje się Kępa Winogradzka. Piękne, modelowe miejsce, idealnie dobrane pod uprawę winorośli. Południowa wystawa z zejściem do Wisły. W Grodźcu niedaleko zameczku trafimy na ulicę Winnica, która przebiega przez zbocze pochylone na południe. Łatwo więc sobie wyobrazić, co tam było. Za sprawą klimatu losy tutejszych winnic były różne. Uprawy winorośli praktycznie zanikły w XII i XVII wieku za sprawą ochłodzenia. Zostały jakieś przydomowe krzewy. Wcześniej było jednak dość ciepło, a to sprzyjało powstawaniu winnic. Teraz klimat znów pozwala myśleć o odtwarzaniu tamtych tradycji.

– Od zasadzenia jakiej ilości krzewów zaczął Pan tworzenie winnicy?

– Rok po kupieniu gospodarstwa własnoręcznie zasadziłem 1200 krzewów. To była praca na kolanach. Byłem bliski załamania nerwowego, bo to mnie przerosło. Jak skończyłem, powiedziałem sobie: Nigdy więcej! Rok 2006 okazał się jednak wyjątkowo sprzyjający dla winorośli. Był ciepły, suchy, i te sadzonki zaczęły fantastycznie rosnąć. Nawet pojawiły się zawiązki. To pokazało potencjał tego miejsca i spowodowało, że znów zacząłem coś dosadzać. Teraz tych sadzonek jest 4,5 tys.

– Jaka jest masa przerobowa takiej ilości?

– W ubiegłym roku, który był bardzo dobry, zebraliśmy 12 ton winogron. Wtedy jeszcze nie wszystkie krzewy nadawały się do owocowania. Były po prostu za młode. Nasz całkowity potencjał szacuję na jakieś 15-18 ton, co realnie przekłada się na około 10 do 20 tys. butelek. Wszystko zależy od tego, jakiej odmiany w danym roku jest więcej.

– Posiadając własną winnicę odkrył Pan, czemu Jezus Chrystus tak często odwoływał się do przykładów zaczerpniętych z winobrań i z uprawy winorośli?

– Kraje, w których rozgrywa się historia biblijna, są ubogie pod kątem wegetacji i owocowania. Winnica jest tam synonimem dobrobytu, powodzenia i błogosławieństwa Bożego. Ludziom dobrze się ona kojarzyła i pewnie dlatego stała się częstym motywem nauczania Jezusa.

– Na kartach Pisma Świętego znajdziemy liczne fragmenty odnoszące się do winnej latorośli. Czym ona jest?

– Struktura jest taka – z korzenia wyrastają pnie, które się rozrastają. To część stała krzewu, która zostaje na kilkadziesiąt lat. Co roku z tego ramienia, z pąków wystrzelają w górę latorośle, czyli pędy jednoroczne, które owocują. Na nich znajdują się grona i liście. Po zbiorach latorośle drewnieją i trzeba je na zimę lub wczesną wiosną uciąć. To co urosło w ciągu jednego roku jest usuwane i znowu ze stałego ramienia wyrastają kolejne latorośle.

– Kolejnym zwrotem często pojawiającym się na kartach Ewangelii jest zwrot „cierpkie jagody”. Czemu przybiera on pejoratywny charakter?

– Generalnie słodycz jest lepiej postrzegana niż kwaśność. Chcemy w końcu mieć słodkie życie, to znaczy przyjemne i miłe. Cierpkość jest tego odwrotnością. Patrząc przez pryzmat winiarski, to sytuacja, w której grona nie są dojrzałe. Nie wykształciły swych najlepszych cech. Zła jakość gron przekłada się na złą jakość wina.

– Św. Paweł w liście do Efezjan przestrzega: „nie upijajcie się młodym winem”. Cóż w nim jest takiego zdradliwego, że Apostoł zwraca na to uwagę?

– Przykładem młodego wina jest „Beaujolais nouveau”, czyli taki Harry Potter winiarstwa. Beaujolais jest wszędzie, ma silny marketing i słabą jakość. Jeśli pijemy młode wino, które jeszcze bąbelkuje, to doświadczymy efektu szampana. Gaz, który w nim jest, powoduje szybsze atakowanie organizmu przez alkohol. I w tym problem. Wino powinno się ułożyć, a to wymaga czasu. Zbyt młode wino można porównać do ciasta, które jest za szybko wyjęte z piekarnika. Owszem można je zjeść, ale prawdopodobieństwo sensacji żołądkowych jest bardzo duże.

– Ile zatem powinno leżakować młode wino, aby było zdatne do picia?

– Tutaj musimy posługiwać się kryteriami umownymi. W naszej tradycji winiarskiej dzień św. Marcina jest datą, która pozwala na otworzenie butelki z winem. Tak jest na Morawach, w Austrii, Słowacji, Niemczech. Jeśli więc zbiory przypadają na przełom września i października, to 11 listopada może być momentem pierwszej degustacji. Wcześniejszą konsumpcję określiłbym jako przesadną namiętnością do wina.

– Dlaczego młodego wina nie powinno się przelewać do starych bukłaków?

– Mówi się, że wino psuje się od korka. Musimy więc dbać nie tylko o samo wino, ale i sposób jego przechowywania. Ono jest produktem żywym. Może ulec zepsuciu i stać się octem winnym. W wydaniu ewangelicznym mamy do czynienia z tekstem alegorycznym. To sugestia, aby troszczyć się o wnętrze, bo ono z czasem się zużywa, jeśli tylko nie jest napełnianie odpowiednią treścią.

– Czy stare bukłaki mogły eksplodować pod wpływem fermentacji?

– Kiedy wino jest naturalne, niezasiarczone, to może dojść do fermentacji wtórnej. A wtedy bukłak nie wytrzyma. W Palestynie, w Gruzji, winogrona charakteryzują się wysokim poziomem cukru. W winnicy Mnich dochodzimy do 25 Brixów i to jest dobry poziom winiarski, z którego można zrobić wino o zawartości 14 proc. alkoholu. Niektóre nasze odmiany dają 20, 21 Brixów, a wtedy powstaje wino słabsze. Ma ono ok. 9, 10 proc. alkoholu. Na Bliskim Wschodzie owoce są bardzo słodkie, a na dodatek podlegają naturalnej kondensacji. Pod wpływem ciepła tracą wodę i się obkurczają. Cukier w nich się zagęszcza i dochodzi do poziomu 30 Brixów. To dlatego gruzińskie i izraelskie wina są słodkie i mocne. W czasach starożytnych, gdy wino próbowano konserwować za pomocą wyciągów z ziół, a nie pirosiarczanów, jak to teraz ma miejsce, to taki naturalny produkt, pod wpływem ciepła i wilgoci mógł rozerwać bukłak, w którym go przechowywano.

– Po tym można wysnuć konkluzję, że w czasach Jezusa prym w Palestynie wiodły wina słodkie, a nie wytrawne?

– Moda na wina wytrawne jest stosunkowo młoda. Wcześniej preferowano wina słodsze, co widać choćby po nawykach naszej szlachty. Gdy w XVII wieku polskie winnice podupadły na skutek ochłodzenia klimatu, wtedy zwrócono się w stronę słodkich miodów pitnych. Również Tokaje są tego przykładem. Wykształciło się wtedy powiedzenie: Tokaj rośnie na Węgrzech, a kształci się w Polsce. Widać po tym, że preferowano słodkie smaki. Z tego można wydedukować, że w innych miejscach, w tym i w Palestynie było podobnie.

– Na niektórych etykietach możemy przeczytać, że jest to „Vino de messa” – „Wino do Mszy”. Jaki produkt winiarski spełnia te kryteria?

– Przed naszą rozmową zajrzałem do różnych źródeł i jak się okazało wymogi dotyczą przede wszystkim jakości. Wino musi być dobre – nie zepsute – no i nie może być mocno rozcieńczone. Niektóre winnice wyspecjalizowały się w produkcji takiego wina i tym się chlubią. Dla Kościoła zachodniego wino do Mszy jest z reguły białe, a dla Kościoła wschodniego, czerwone.

– Czy Pana wina spełniają te wymogi?

– Winogrona zbieramy ręcznie, przez co selekcjonujemy owoce nadające się do dalszego przetwarzania. Cały zbiór trafia do ręcznej prasy o pojemności 80 litrów. W ubiegłym roku przepuściliśmy przez nią 12 ton winogron. W tworzeniu wina nie korzystamy z drożdży winiarskich zakupionych w sklepach, ale z drożdży, które w sposób naturalny występują na skórkach naszych odmian. To powoduje, że nasze wina mają niepowtarzalny smak i z pewnością nadają się do wykorzystania podczas Mszy św.

– Jaka jest Pana ulubiona postać biblijna?

– Wypadałoby powiedzieć, że Noe. Był winiarzem i być może dzięki temu Bóg popatrzył na niego łaskawym okiem i kazał mu wybudować arkę.

2016-12-21 09:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na służbie Ojczyźnie

2020-08-12 08:36

Niedziela warszawska 33/2020, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

bp Józef Guzdek

kapelani

wojna polsko‑bolszewicka

Krzysztof Stępkowski/Archiwum Ordynariat Polowy

Biskup generał brygady Józef Guzdek

O bohaterskich kapelanach w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. i roli kapelanów wojskowych dzisiaj z biskupem polowym Wojska Polskiego Józefem Guzdkiem rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Łukasz Krzysztofka: Obchodzimy 100. rocznicę Cudu nad Wisłą. Jaką rolę w trakcie wojny polsko-bolszewickiej odegrał biskup polowy Stanisław Gall?

Bp Józef Guzdek: Wielką zasługą bp. Stanisława Galla było zbudowanie w szybkim czasie struktur duszpasterskich i pozyskanie do pracy w wojsku księży kapelanów. Biskupi na konferencji w Gnieźnie w sierpniu 1919 r. zgodzili się na oddelegowanie 5% duchowieństwa do posługi w polskiej armii.

CZYTAJ DALEJ

Premiery czterech produkcji filmowych w programie obchodów stulecia Bitwy Warszawskiej

2020-08-12 16:30

pixabay.com

W programie obchodów stulecia Bitwy Warszawskiej bardzo ważne są wydarzenia filmowe - podkreślił w środę w Warszawie wicepremier, szef MKiDN Piotr Gliński. Jak zapowiedział, w najbliższych dniach premierę będą miały cztery produkcje, m.in. "Wojna światów" i "Wiktoria 1920".

Podczas konferencji prasowej, która odbyła się w stołecznym kinie Kultura, Gliński przypomniał, że w przygotowanie obchodów 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej zaangażowały się różne instytucje, wśród nich biuro Niepodległa. "Przygotowaliśmy specjalny program, bardzo wiele różnych wydarzeń. Bardzo ważne są wydarzenia filmowe. To jest oczywiste, że poprzez film rozmawiamy we wspólnocie, kontaktujemy się. Filmy, zwłaszcza te nowoczesne techniki filmowe, to olbrzymie oddziaływanie" - zwrócił uwagę.

Minister kultury zapowiedział, że w najbliższych dniach premierę będą miały cztery produkcje, wśród nich film dokumentalny "Wojna światów". "To mozaika, opowiedziana poprzez materiały filmowe z epoki, które są unowocześnione, pokolorowane, odnowione. Podobnie jak to było w listopadzie 2018 r., gdy prezentowaliśmy +Niepodległość+ - film, który opowiadał o procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości. Teraz jest to opowieść o wojnie polsko-bolszewickiej i to opowieść nowoczesna, bo dzięki nowym technologiom mamy możliwość nieporównywalnego do niczego wcześniej obcowania z tamtą rzeczywistością" - podkreślił.

Twórcami "Wojny światów" są Mirosław Bork i Krzysztof Talczewski, którzy prezentują m.in. unikalne nagrania archiwalne oraz oryginalne, nieznane dotychczas relacje uczestników i świadków wydarzeń. "W filmie występuje prawie 20 osób. Słyszymy te głosy. Wszystkie te osoby brały udział w kampanii wrześniowej. Wszystkie te osoby brały udział w walkach na wszystkich możliwych frontach II wojny światowej. Nikt z nich nie miał prawa do powrotu do Polski po 1945 r. Wszyscy zmarli za granicą. Ten film to jest w pewien sposób przywrócenie im prawa głosu, bo my ich naprawdę usłyszymy – co myśleli, jak myśleli, jakie to miało dla nich znaczenie. Reszta to jest technika" - powiedział Bork.

Premiera "Wojny światów" odbędzie się w niedzielę 16 sierpnia o godz. 20.15 w TVP1.

Z kolei w piątek, w Muzeum Narodowym w Warszawie premierowo pokazana zostanie "Wiktoria 1920", czyli produkcja fabularna zrealizowana w technologii VR360 stopni 3D.

Miesiąc później film będzie można oglądać w Internecie. Jak wyjawił reżyser Tomasz Dobosz, "Wiktoria 1920" opowiada o mało znanym epizodzie Bitwy Warszawskiej, "gdy polscy radiowywiadowcy zagłuszali komunikację bolszewikom przy pomocy czytania przez 48 godzin tekstu i kodowania go w alfabecie Morse'a". "Bohater jest zbiorowy. Państwo, widz jest też bohaterem. Bierzecie w tym udział. Chodziło mi o to, żeby zaangażować widza w historie, które są już trochę dalekie od nas. To jest uproszczony przekrój społeczeństwa, które się zrzuciło na tę wygraną" - wyjaśnił.

Na piątek na godz. 18.00 zaplanowano także premierę filmu "Bitwa Warszawska 1920-2020".

Dokument, który pojawi się na kanale YouTube Muzeum Historii Polski, ukazuje nie tylko losy polskich dowódców, wśród nich marszałka Józefa Piłsudskiego, ale także ochotników, studentów, zwykłych ludzi. "Dla nas jest ważne to, że opowiadamy nie tylko o Bitwie Warszawskiej, ale również o tym, jak tworzymy muzeum, ponieważ w tym filmie wykorzystamy ikonografię, obiekty, ale też pokażemy ludzi, którzy pracują nad tworzeniem muzeum zarówno muzealników, historyków" - powiedział dyrektor MHP Robert Kostro.

Dzień wcześniej, w czwartek, na profilach społecznościowych m.in. Instytutu Adama Mickiewicza i MKiDN pojawi się film "The Miracle You've Never Heard Of" autorstwa Stefana Tompsona.

Popularyzator historii polskiej i producent dokumentu "Oni budowali nasze szczęście" wyjaśnił, że spot jest elementem kampanii, która ma przybliżyć zagranicznemu odbiorcy "ogromne znaczenie Bitwy Warszawskiej".

"Historia Polski to jest historia ciągłego dążenia do nadrzędnej wartości, czyli wolności. Jest to historia, która jest ważna dla każdego. Dzisiaj, kiedy mamy powrót pewnych odmian totalitaryzmów w nowej formie, historia Polski szczególnie w kontekście walki z komunizmem czy podczas PRL ta walka stanie się ważna dla ludzi na Zachodzie, w Ameryce Południowej i USA. Mamy dużo do przekazania, mamy czym inspirować ludzi i dlatego też powinniśmy ten element walki Polski - szczególnie z komunizmem - bardzo mocno promować" - podkreślił Tompson. (PAP)

autorka: Daria Porycka

dap/ wj/

CZYTAJ DALEJ

Historia i znaczenie dogmatu o wniebowzięciu NMP

2020-08-13 10:58

[ TEMATY ]

Wniebowzięcie NMP

ARKADIUSZ BEDNARCZYK

Zaledwie pięć lat po zakończeniu II wojny światowej, 1 listopada 1950 roku, kiedy świat doświadczył totalnego zła, kiedy szał śmierci i okrucieństwa siał zwątpienie w człowieka i krzyczał o nieobecności Boga, papież Pius XII ogłasza ex cathedra dogmat Maryjny. W nieomylną definicję dogmatyczną ubiera prawdę wyznawaną i czczoną w liturgii od starożytności. Co to znaczy, że Maryja jest wniebowzięta? Jakie są podstawy tej doktryny?

W Kościele nikt jej nie podważał, była obecna w różańcowych tajemnicach, w rozwijającym się prężnie kulcie Niepokalanego Serca Maryi. Ta doktryna nie stanowiła nawet problemu w dialogu z prawosławnymi. Co dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny miał dać człowiekowi dotkniętemu traumami XX wieku? Co znaczy dla nas dziś?

Prośby o ogłoszenie tego dogmatu spływały do Watykanu już od dawna. Posyłali je rządzący państwami (np. królowa Hiszpanii), 72 kardynałów, 27 patriarchów, ponad 17 tys. kapłanów, prawie 11 tys. zakonników, przeszło 50 tys. zakonnic i 80 tys. świeckich wiernych. Na pierwszym Soborze Watykańskim prawie 200 ojców soborowych domagało się dogmatu, sprawą się nie zajęto podobno tylko ze względu na konieczność przerwania obrad. Pius XII zorganizował tzw. sobór korespondencyjny – w maju 1946 roku rozesłał do biskupów na całym świecie pytanie o to, co myślą o zdefiniowaniu jako dogmat doktryny o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny oraz czy z całym duchowieństwem tego sobie życzą. Do papieża wróciło 98,2% pozytywnych odpowiedzi, a tylko 6 biskupów wyraziło swoje doktrynalne wątpliwości.

Skoro wiara we Wniebowzięcie Niepokalanej była w Kościele tak oczywista i żywa, po co dogmat?

W konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus” Pius XII, ogłaszając dogmatyczną definicję, tłumaczy po prostu, że jest to akt ku większej chwale Boga Ojca, wyraz czci Jego Syna, a został ustanowiony: „dla pomnożenia blasku jego świętej Matki”. Kard. Józef Ratzinger wskazywał, że mamy tu do czynienia z „najwyższym stopniem kanonizacji, kiedy to określenie «święty» rozumie się w najściślejszym znaczeniu, mianowicie: ten, kto w sposób pełny i niepodzielny jest uczestnikiem eschatologicznego spełnienia” („Córa Syjonu”, Warszawa 1997, s. 60).

Z ciała Maryi powstało ciało Chrystusa. Skoro On swoją śmiercią zwyciężył śmierć, naturalne wydaje się natychmiastowe uczestnictwo w Jego zmartwychwstaniu Tej, dzięki której zbawcze życie Jezusa było możliwe. Wniebowzięcie jest konsekwencją ścisłego uczestnictwa i współdziałania Maryi w dziele odkupienia. Maryja, nieustannie współpracując z łaską, w pełni wypełniając Bożą wolę, łączy się ściśle z samą ofiarą Syna, stąd Jej udział w zmartwychwstaniu i wywyższeniu jest naturalną konsekwencją całego Jej życia.

Spójrzmy jeszcze na Pawłowe i patrystyczne zestawienie: Chrystus – nowy Adam, Maryja – nowa Ewa. Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i niewiastę. Grzech na rodzaj ludzki i świat sprowadziło wspólne działanie mężczyzny i niewiasty. Odkupienie przyniosło również wspólne i pełne zaangażowanie Mężczyzny i Niewiasty. Konsekwentnie można zapytać o płeć Jezusa i Maryi w chwale nieba. Tak, płeć nie rozpłynęła się.

Papież Jan Paweł II podczas jednej z katechez w cyklu „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” nauczał:

„Będzie to jednak ten sam człowiek, tak jak wyszedł z rąk swego Stwórcy i Ojca. Chrystus mówi: «nie będą się żenić, ani za mąż wychodzić», ale nie mówi, że ten człowiek «świata przyszłego» nie będzie już mężczyzną i kobietą, tak jak stał się nim «od początku»”. W niebie już jest odkupione i przebóstwione człowieczeństwo.

Archanioł Gabriel nadał Maryi imię kecharitomene – Pełna Łaski. To stan, do którego jesteśmy przeznaczeni. Imię Maryi jest imieniem Kościoła, Ona całą sobą wskazuje na jego cel. Maryja jest ikoną Kościoła. Parafrazując autora Listu do Hebrajczyków można powiedzieć, że Bogurodzica jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem rzeczywistości, których nie widzimy (Hbr 11,1). Maryja stanowi dla nas dowód zrealizowania dzieła odkupienia, w którym możemy mieć udział.

Watro zauważyć, że omawiana doktryna jest teocentryczna, na co wskazuje sama nazwa „wniebowzięcie”, podczas gdy Chrystus wstąpił do nieba własną mocą – właśnie Boska moc, która przez niepokalane poczęcie przygotowała Maryję do zrodzenia Syna Bożego, wzięła jej pełne człowieczeństwo (ciało i duszę) do nieba.

Wróćmy jednak do pytania o to, co dla nas znaczy dogmat o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. W czasie, gdy podważa się godność człowieka, gdy świat ogarnia cywilizacja śmierci, gdy neguje się Boga i Jego prawo, Kościół wskazuje na Maryję jako tę, w której Boży zamysł stworzenia i historia zbawienia już dokonały się idealnie. Patrząc na Maryję uczymy się autentycznego człowieczeństwa, zdrowej relacji do siebie, bliźnich, świata i Stwórcy. Zwracając się do Maryi i naśladując Ją, naturalnie zbliżamy się do Jej Syna, upodabniając się do Niego. Żyjąc w świecie dotkniętym grzechem i sami odczuwając to zranienie, możemy kontemplować fakt zbawienia w Całej Pięknej, nietkniętej zmazą grzechu osobie Maryi, wiedząc, że możemy mieć w tym zbawieniu udział.

A Matka Odkupiciela, którą On sam nam dał za Matkę, będzie naszą najlepszą przewodniczką do osiągnięcia szczęścia, jakie w swojej chwale przygotował dla nas Bóg.

Dawid Gospodarek, redaktor polskiej edycji MAGNIFICAT (artykuł ukazał się w sierpniowym numerze 2017 r. pl.magnificat.net)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję