Reklama

Niedziela Łódzka

Najpiękniej na świecie czytała bajki

Z bp. Adamem Lepą, biskupem seniorem naszej archidiecezji, o domu rodzinnym, skuteczności modlitwy i otwartości na drugiego człowieka, rozmawia Anna Skopińska

Niedziela łódzka 52/2016, str. 4-6

[ TEMATY ]

wywiad

Anna Skopińska

W mieszkaniu Księdza Biskupa wiszą piękne portrety Mamy i zmarłej przedwcześnie siostrzyczki Basi

ANNA SKOPIŃSKA: – Kim dla Księdza Biskupa była mama? Wiele mówi się i słyszy o tym, jak wielkim szacunkiem darzył Ksiądz Biskup swoją nieżyjącą już mamę, i o tym, że jej piękny portret ma Ksiądz Biskup w swoim mieszkaniu.

BP ADAM LEPA: – W mojej rodzinie Mama była zawsze kimś najważniejszym. Z jej opinią i zdaniem liczyliśmy się najbardziej. Sama jej osobowość budziła podziw. Bo oto z jednej strony była człowiekiem głęboko wierzącym, z drugiej zaś zadziwiała wszystkich swoim realizmem życiowym, stąpając pewnym krokiem po ziemi.
Mama od najwcześniejszego dzieciństwa nie tylko pierwsza nauczyła mnie pacierza, zaprowadziła do kościoła, organizowała wyjazdy rodziny na Jasną Górę lub do innych miejscowości, ona też najpiękniej na świecie czytała bajki – w taki sposób, że nie dorównywały im bajki czytane w radiu czy telewizji. Matka bowiem, dzięki specyficznej miłości do dziecka, zdolna jest skutecznie otwierać je na sprawy ważne dla jego osobowości, rozwoju i życia. Nie musi więc sięgać po tak zwane chwyty i wytrychy, żeby przekonać dziecko do wydanego polecenia czy kupować względy dziecka łatwym ustępstwem lub umizgiem.
Byłem zdania, zresztą nie tylko ja w rodzinie, że nasza Mama była bohaterką. Utraciła troje dzieci. Żadne z nich nie przekroczyło sześciu lat. I ona nigdy się nie buntowała przeciw tak dotkliwym wyrokom Najwyższego. Nawet się nie użalała w rozmowach z innymi. Była w stałym kontakcie z najlepszymi lekarzami. Ale, niestety, nie było wtedy antybiotyków i np. dziecko chore na zapalenie opon mózgowych umierało.

– Przeczytałam, tak trochę ukradkiem w nieopublikowanym jeszcze wywiadzie rzece z Księdzem Biskupem, opowieść o modlitwach mamy w kaplicy Serca Jezusowego w kościele pw. Podwyższenia Świętego Krzyża, przed narodzeniem Księdza Biskupa, gdy była w stanie błogosławionym. To piękne świadectwo – wiary, zawierzenia, ale też miłości do dziecka, które pod sercem.... Świadectwo także na te czasy.

– Miałem być czwartym dzieckiem moich rodziców, dlatego ich lęk przed niepewnym losem kolejnego dziecka był zrozumiały. Mama zdecydowała więc postawić na pomoc miłosiernego Boga, tzn. na modlitwę. Od dzieciństwa odznaczała się nabożeństwem do Serca Bożego. Na Jasnej Górze zaraz po Mszy św. przed Cudownym Obrazem Królowej Polski zawsze udawaliśmy się do Kaplicy Serca Bożego.
We wspomnianym kościele Podwyższenia Świętego Krzyża w Łodzi jest kaplica Serca Jezusowego, gdzie znajduje się monumentalna rzeźba Chrystusa z otwartym sercem dłuta Antoniego Madeyskiego, najwybitniejszego artysty polskiego pierwszej połowy XX wieku. To on wykonał m.in. niezwykłej urody sarkofag św. Królowej Jadwigi na Wawelu. Moja Mama zachęcała do wspólnej modlitwy również swoje siostry i koleżanki, z którymi wybierała się na zakupy. Wtedy im przypominała intencję modlitwy – o szczęśliwe rozwiązanie i zdrowie dla mającego się urodzić dziecka. Po latach, gdy byłem już dorosły, moje ciotki opowiadały mi o tym.
Skuteczność tych modlitw przekroczyła najśmielsze oczekiwania mojej Mamy. Bo oto szczęśliwie odbył się poród i później ze zdrowiem nie było żadnych komplikacji. Stało się jednak coś o wiele więcej. Oto otrzymałem od Boga łaskę powołania kapłańskiego, a moje święcenia prezbiteratu odbyły się w kościele... Podwyższenia Krzyża Świętego w Łodzi, gdzie znajduje się wspomniana statua Serca Bożego. Oboje rodzice uczestniczyli w uroczystości święceń. A więc Mama otrzymała więcej niż prosiła, choć nigdy nie modliła się o powołanie kapłańskie dla mnie. Gdy pytałem o to, usłyszałem odpowiedź: „nawet bym nie śmiała”. A 36 lat później, w 1988 r. już w archikatedrze łódzkiej Mama uczestniczyła (Tata już nie żył) w uroczystości mojej konsekracji biskupiej, której udzielił mi Prymas Polski kard. Józef Glemp.
Dodać trzeba, że później Serce Boże jeszcze raz dało znać o sobie w kontekście mojej posługi. Oto w 30. rocznicę moich święceń kapłańskich na zaproszenie ówczesnego proboszcza ks. prał. Mariana Wiewiórowskiego odprawiałem jubileuszową Mszę św. w kościele Podwyższenia Świętego Krzyża. Na koniec uroczystości delegacja parafian wraz z Księdzem Proboszczem złożyła mi życzenia i wręczyła figurę... Serca Bożego. Jak się okazało, figura ta była oryginalnym modelem, który zgodnie ze sztuką rzeźbiarską wykonał Antoni Madeyski, żeby posłużyć się nim w stworzeniu statuy Serca Bożego, zamówionej przez miejscowego proboszcza i ukończonej w 1929 r. Takiego modelu artysta później się wyzbywa, przeznaczając go z reguły na zniszczenie. Tę figurę-model parafianka przyniosła proboszczowi dwa dni przed wspomnianą uroczystością. Z wyjaśnień wynikało, że długie lata znajdowała się w szopie na węgiel i była niemal czarna. Brakowało dla niej miejsca w mieszkaniu. Renowacji figury podjęli się spontanicznie znani w Polsce rzeźbiarze państwo Krystyna i Bogusław Solscy. Ten jakże cenny dar przyjąłem z wielką wdzięcznością. Obecnie znajduje się w mojej kaplicy domowej. Jeszcze jeden dowód na to, że w życiu człowieka nie ma przypadków, a jednocześnie znak, żeby nigdy o takich wydarzeniach nie zapominać.

– Z domu rodzinnego wyniósł Ksiądz Biskup wiarę, patriotyzm, szacunek do drugiego człowieka. Jak po latach patrzy Ksiądz Biskup na swój rodzinny dom? Jak bardzo nasza przyszłość, to, kim się staniemy, zależy od tych pierwszych lat, od atmosfery, od przekazów tego rodzinnego domu?

– Mój Ojciec był zawodowym żołnierzem. Odszedł z wojska przed ślubem na stanowcze życzenie Mamy. Skończył swoją przygodę z wojskiem w stopniu starszego sierżanta. Dla mnie i dla mojego młodszego brata był autorytetem w sprawach, które mieszczą się w obrębie wartości narodowych i patriotycznych. Imponował nam, gdyż mając osiemnaście lat, brał udział jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Wskutek tych przeżyć pozostał mu wielki sentyment do wojska i prawdziwy obraz komunizmu, do którego odnosił się zawsze z głębokim krytycyzmem i nieufnością. Dlatego nigdy nie należał do partii, również za cenę pracy, którą z tego powodu utracił. Rodzice nigdy nie poruszali tej kwestii, jak również faktu, że podczas mojego pobytu w Seminarium ojcu mojemu odebrano przysługujący mi dodatek rodzinny, a ja byłem pozbawiony praw uczniowskich, a więc np. zniżki na pociąg i tramwaj. To jednak nie było liczącym się problemem, gdyż w rodzinie mojej zawsze były sprawy ważniejsze. Osobiście byłem dumny z moich rodziców, którzy nigdy nie poruszali tych faktów, a tym bardziej nie potępiali krzywdzących rozwiązań.
Ojciec był konsekwentny w swoich zapatrywaniach, gdyż np. mnie i mojemu bratu zabronił wstępowania w szeregi harcerstwa, stwierdzając po prostu, że jest ono „czerwone” i dlatego przestało być prawdziwym harcerstwem.
Gdy chodzi o mój dom rodzinny, to wspominam go zawsze z wdzięcznością i nostalgią zarazem. Rodzice formowali nasze osobowości, dając osobiste świadectwo swojej wiary i przekonań. Wtedy zaś nie są konieczne długie rozmowy i dyskusje. Niekiedy wystarczyło jedno zdanie i zapewnienie, np. „bardzo chcielibyśmy, żebyście byli ludźmi mądrymi. Jeżeli będzie trzeba, to nawet nasz dom sprzedamy, żeby wam zapewnić odpowiednie wykształcenie”.
Z perspektywy minionych lat z wdzięcznością wspominam, że w naszym domu nigdy nie obmawiało się bliźnich. Pewnie dlatego wyniosłem z tamtych czasów naturalną awersję do plotek i obmów.

– Spotykając bp. Adama Lepę przypadkiem, na ulicy, w kościele, mamy pewność, że zawsze nas zauważy, przywita się, chwilę porozmawia. Ta serdeczność i otwartość to też wpływ domu. Czym dla Księdza Biskupa są te zwykłe spotkania z ludźmi?

– Z domu rodzinnego wyniosłem empatię. Jest to postawa, która polega na tym, że na drugiego człowieka patrzy się z jego punktu widzenia – a nie z własnego. Pozwala to uniknąć konfliktów i innych trudności w relacjach międzyludzkich. Moi rodzice cechowali się daleko posuniętą empatią, posiedli wyjątkową łatwość nawiązywania kontaktów. O Mamie mówiliśmy, że zanim pociąg ruszył, potrafiła podjąć rozmowę ze wszystkimi współpasażerami w przedziale. Gdy rozpocząłem studia teologiczne przed kapłaństwem, Mama przy różnych okazjach, a szczególnie gdy składała życzenia, zwykła mi powtarzać: „pamiętaj, bądź dla wszystkich ludzki”. Słowa te powróciły później, gdy przygotowywałem się do przyjęcia sakry biskupiej. Mój konsekrator kard. Józef Glemp Prymas Polski zadał mi wtedy między innymi pytanie: „czy chcesz być dla wszystkich przystępny?”.
Już w domu rodzinnym zacząłem pojmować, jak wiele można dokonać, gdy się prowadzi dialog z drugim człowiekiem, zwłaszcza w duchu empatii. Każdy dialog jest dla mnie pouczający, nawet ten najtrudniejszy. Prowadzenie dialogu z ludźmi wymaga cierpliwości. Nieprzypadkowo więc w mojej dewizie biskupiej znalazły się słowa „W miłości i cierpliwości”. Wszak nie ma miłości bez cierpliwości, a cierpliwości nie osiągnie się bez miłości.

– Dotknął Ksiądz Biskup ludzi łódzkiego Kościoła, o których dziś mówimy: niezłomni. To m.in. proboszcz parafii św. Wojciecha – wywieziony do Dachau, któremu udało się przetrwać obóz, to profesorowie łódzkiego Seminarium także doświadczeni traumą obozu koncentracyjnego, czy bp Kazimierz Tomczak. I pewnie wielu innych. Jak to jest otrzeć się o świętość kapłanów męczenników? Jak to jest spotkać tych, którzy przeszli przez traumę obozów, przesłuchań, wywózek i prześladowań?

– Pani Redaktor nawiązuje do obchodów ubiegłorocznego Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, 1 marca. Wtedy w archikatedrze przewodniczyłem Mszy św. w intencji poległych żołnierzy drugiej konspiracji nazywanych Wyklętymi albo Niezłomnymi. Tu chcę podkreślić, że takie uroczystości budzą pamięć uczestników i przyczyniają się do odważnych oświadczeń. Właśnie wtedy, po Mszy św. ks. prał. Ireneusz Kulesza, proboszcz parafii katedralnej zaprosił chętnych do odwiedzenia nowej krypty w katedrze, gdzie można zobaczyć film na temat Żołnierzy Wyklętych. Po obejrzeniu tego filmu dwie panie zabrały głos. Jedna z nich oświadczyła, że była łączniczką w oddziale „Warszyca”. Druga zaś poinformowała mnie, że jej wuj, ks. kan. Adam Bąkowicz był kapelanem w tym oddziale. Spotkanie to było piękną niespodzianką dla jego uczestników i przyczyniło się do poszerzenia wiedzy o Konspiracyjnym Wojsku Polskim, które powstało przecież na terenie województwa łódzkiego i tu bardzo skutecznie działało.

– Jedyny obecny biskup pochodzący z Łodzi, jedyny, który był proboszczem. Ksiądz Biskup wie, na czym polega praca duszpasterska w parafii. Jak bardzo różni się posługa biskupia od tej proboszczowskiej?

– Jest wyraźna różnica w zakresie obowiązków. W parafii przedmiotem troski są wierni mieszkający w granicach parafii. Tymczasem biskup obejmuje troską pasterską duszpasterzy i wiernych z wszystkich parafii, które stanowią wspólnotę Kościoła lokalnego. Należy jeszcze dopowiedzieć, że jest różnica w stopniu odpowiedzialności za duszpasterstwo i jego owoce. Widzi się tę różnicę, gdy porównujemy odpowiedzialność biskupa diecezjalnego (ordynariusza) i jego biskupa pomocniczego. I druga różnica: oto proboszcz jest w stałym kontakcie ze swoimi parafianami: codziennie podczas Mszy św., w konfesjonale, w kancelarii, w czasie kolędy, a także na ulicy.

2016-12-21 09:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na służbie Ojczyźnie

2020-08-12 08:36

Niedziela warszawska 33/2020, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

bp Józef Guzdek

kapelani

wojna polsko‑bolszewicka

Krzysztof Stępkowski/Archiwum Ordynariat Polowy

Biskup generał brygady Józef Guzdek

O bohaterskich kapelanach w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. i roli kapelanów wojskowych dzisiaj z biskupem polowym Wojska Polskiego Józefem Guzdkiem rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Łukasz Krzysztofka: Obchodzimy 100. rocznicę Cudu nad Wisłą. Jaką rolę w trakcie wojny polsko-bolszewickiej odegrał biskup polowy Stanisław Gall?

Bp Józef Guzdek: Wielką zasługą bp. Stanisława Galla było zbudowanie w szybkim czasie struktur duszpasterskich i pozyskanie do pracy w wojsku księży kapelanów. Biskupi na konferencji w Gnieźnie w sierpniu 1919 r. zgodzili się na oddelegowanie 5% duchowieństwa do posługi w polskiej armii.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Gremza dla KAI: na Białorusi modlimy się o nawrócenie rządzących i zaprzestanie prześladowań

2020-08-13 14:14

[ TEMATY ]

Białoruś

PAP/EPA/Toms Kalnins

Modlimy się o nawrócenie naszych władz, o powstrzymanie przemocy i represji społecznych. O pojednanie. Tak, aby ludzie przestali żyć w ciągłym zastraszeniu, w panice, w bezsilności - mówi w rozmowie z KAI ks. Antoni Gremza, wicekanclerz grodzieńskiej kurii i duszpasterz młodzieży.

Dorota Abdelmoula (KAI): Jak wygląda sytuacja w Grodnie dziś, kilka dni po wyborach, kiedy coraz więcej mediów mówi o tym, że zamieszki na Białorusi się kończą?

Ks. Antoni Gremza: Żyjemy w strachu, w panice. Ludzie w większych miastach boją się nawet wyjść na ulicę, boją się iść wieczorem do kościołów, nawet do tych, położonych w centrum miasta. Wszystko dlatego, że wciąż mają miejsce łapanki, pobicia, aresztowania. Napadani są np. ludzie wychodzący z kościoła. Jednak ci najodważniejsi wciąż przychodzą na Msze, nabożeństwa i wieczorne adoracje. Modlimy się o nawrócenie naszych władz, o powstrzymanie przemocy i represji społecznych. O pojednanie. Tak, aby ludzie przestali żyć w ciągłym zastraszeniu, w panice, w bezsilności. Bo dziś naprawdę większość ludzi się wycofała i boi się wyjść wieczorem z domów.

KAI: Kto pada ofiarą tych represji?

Ks. A. G: Zarówno oddziały OMON-u, jak i wojskowi łapią cywili. Są też „przebierańcy”, funkcjonariusze bez mundurów. Dla nich „wrogiem” jest każdy, kto znajdzie się na ulicy, albo np. wychodzi z kościoła. Czasem trudno jest wytłumaczyć, że cywil, który spaceruje, idzie na Mszę czy do swoich zajęć nie ma wrogich zamiarów. Służby nie przyjmują żadnych argumentów.

Ostatnio zaatakowano np. ludzi, którzy wychodzili z Mszy w parafii katedralnej w centrum miasta. Musieli uciekać z powrotem do katedry. Potrzebna była interwencja księży, którzy wyszli przed kościół i prosili, by nie bito ludzi. Tłumaczyli, że to wierni, którzy byli na Mszy i chcą wrócić do domów.

KAI: Czy Kościół jest szczególnie atakowany?

Ks. A. G.: Nie, potencjalnym celem jest każdy. Każdy cywil jest wrogiem i zagrożeniem dla „systemu”. Może nawet do księży w sutannach na razie mają jeszcze jakiś dystans i ich nie biją, ani nie aresztują. Ale arogancja jest wszędzie, a służby są wyćwiczone w niszczeniu ludzi.

KAI: Czy przed wyborami rzeczywiście mieliście nadzieję, że wynik może być inny?

Ks. A. G.: Nadzieja pojawiła się wraz z pojawieniem się kandydatki opozycyjnej. Ludzie rzeczywiście uwierzyli, że zmiany są możliwe. Ale kiedy ogłoszono wstępne wyniki wyborów, stało się jasne, że to fikcja, że doszło do manipulacji głosami. Takie potraktowanie ludzi, nieliczenie się z nimi, wywołało ogromne oburzenie. Dziś, czyli w czwartek, zaczęły strajkować największe zakłady w Grodnie.

KAI: Na ile cała sytuacja jest dla Was zaskoczeniem, a w jakim stopniu domyślaliście się, że może dojść do takich zamieszek i represji?

Ks. A. G.: Ludzie od dawna nosili w sercach niezadowolenie, które teraz znalazło ujście w protestach. Te protesty są dziś bezlitośnie tłumione, aby zdusić każdy przejaw wolności. Owszem, wiele można było przewidzieć, ale teraz w ludziach wzrosła świadomość, że mają swoje prawa: do wolności, do obrony swojego głosu. I z tym prawem do wolności toczy się teraz walka.

KAI: Wprawdzie władze Polski szybko zareagowały i zaczęły się upominać na arenie międzynarodowej o poszanowanie praw Białorusinów, ale pojawiły się też zarzuty, że takie apele należało kierować jeszcze przed wyborami. Czy, patrząc z Księdza perspektywy, zareagowaliśmy zbyt późno?

Ks. A. G.: Nie jestem politykiem, więc trudno mi te działania polityczne oceniać. choć ten problem musi zostać rozwiązany wewnątrz. Naród sam musi się wyzwolić. Niemniej jednak głosy solidarności z zewnątrz i duchowe wsparcie są bardzo ważne, podobnie, jak świadomość że opinia publiczna jasno jest po stronie tych, którzy są krzywdzeni. Tym bardziej, że ludzie jednogłośnie domagają się dziś nowych wyborów, wolnych, demokratycznych i o to się modlą. A także o to, by rządzący zaczęli z nimi rozmawiać, zamiast ich prześladować.

KAI: Czy te strajki, protesty, postulaty mogą według Księdza przynieść jakieś owoce?

Ks. A. G.: Czas pokaże. Na razie agresja jest wielka, nie do opanowania. Modlimy się nie tylko o to, aby zaprzestano przemocy wobec obywateli, ale też aby oni nie odpowiadali agresją. O to apelowali z resztą ostatnio abp Kondrusiewicz i bp Budkiewicz z Witebska. Nie chcemy, żeby doszło do zemsty za zemstę. Ludzie się trzymają, ale nie wiadomo, na jak długo starczy im sił.

KAI: Abp Kondrusiewicz zaapelował w ostatnich dniach o utworzenie „okrągłego stołu” i pokojowych rozmów o przyszłości kraju – na ile, według Księdza, ta prośba może nakłonić władze Białorusi do zmiany prowadzonych działań?

Ks. A. G.: Trudno powiedzieć… trudno, żeby Kościół katolicki mógł być mediatorem w tych sprawach, nawet jeśli rządzący muszą się z nami liczyć. Bardziej Cerkiew Prawosławna, ale ta jest po stronie władz.

KAI: A jak wygląda dziś codzienne życie duszpasterskie w Kościele katolickim na Białorusi? Najpierw w cieniu pandemii, teraz – trwających zamieszek?

Ks. A. G.: Przede wszystkim, staramy się nieść pod strzechy nadzieję i pociechę, że miłość jest mocniejsza od nienawiści. Bo ludzie, jak mówiłem, są dziś przestraszeni i załamani. Wielkie poczucie odpowiedzialności za kraj jest też w młodych ludziach. To oni proszą nas księży o modlitwę. Na przykład wystąpili do biskupa z prośbą o codzienną adorację na terenie całej diecezji i rzeczywiście odważnie przychodzą, modlą się. Są wyczuleni na prawdę.

Tak więc Kościół żyje, modli się, choć wierni, którzy przychodzą, nie są tak liczni, jak przed pandemią. U nas kościoły nie zostały zamknięte z powodu koronawirusa. Wszyscy wierni, którzy czuli się zagrożeni do dziś mają możliwość skorzystania z dyspensy od niedzielnej Mszy św., ale ci odważni cały czas przychodzili i przychodzą. Zachowują dystans, noszą maseczki. Walczymy modlitwą i wszystkimi możliwymi środkami bezpieczeństwa.

Uczymy też naszych wiernych, że trzeba żyć w prawdzie. Przy okazji wyborów apelowaliśmy do członków komisji wyborczych, by nie fałszowali wyników, by prawidłowo liczyli głosy, przypominaliśmy, ze oszustwo jest grzechem ciężkim.

KAI: Co może dziś zrobić Kościół w Polsce i na świecie, by Wam pomóc, by nie przechodzić obojętnie?

Ks. A. G.: Na pewno na pierwszym etapie potrzebne są modlitwa i publiczne wsparcie poszkodowanych. Władza nie liczy się z wyrazami wsparcia, ale ważne, żeby wiedziała, ze opinia publiczna jest po stronie obywateli. Nasi mieszkańcy są bardzo solidarni i to rodzi wiele dobrych gestów. Sami starają się zbierać środki, by pomóc poszkodowanym, którzy potrzebują leczenia, ale też muszą spłacić ogromne mandaty, jakie otrzymali. Powstał specjalny fundusz, który obywatele sami próbują zasilać swoim wkładem. I to chyba tyle, na razie więcej nie da się zrobić.

KAI: Pamiętam spotkanie Rady Konferencji Biskupich Europy, które kilka lat temu odbyło się w Mińsku. Wydaje mi się, ze wówczas w zachodnich mediach nie wybrzmiały za bardzo rzeczywiste wyzwania Kościoła na Białorusi, ale raczej podkreślano atmosferę dobrej współpracy z rządzącymi i wzajemnej serdeczności…

Ks. A. G.: Rzeczywistość zewnętrzna bardzo różni się od układów wewnętrznych. Na pewno patrząc na tę zewnętrzną formę układy między państwem a Kościołem są dobre, ale Kościół nie może wpływać na kwestie społeczne, czy polityczne. Ma bardzo ograniczone prawo głosu. Mamy rozdział państwa od Kościoła, który sprawia, że nie mamy wpływu na sytuację, możemy wspierać naszych wiernych tylko duchowo i w ramach działalności duszpasterskiej wewnątrz kościelnych murów.

Trudno oderwać rzeczywistość Kościoła od państwa. Zmiany społeczne wpływają na Kościół, wymagają od nas odpowiedzi, niesienia wsparcia i nadziei wiernym, wychowywanie ich w duchu godności, aby o niej pamiętali i jej nie zatracali, nie rezygnowali z niej. Na razie jakoś się udaje.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Skarby polskiego oręża

2020-08-13 15:43

[ TEMATY ]

wystawa

Bitwa Warszawska

Muzeum Wojska Polskiego

100‑lecie Cudu nad Wisłą

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

W Muzeum Wojska Polskiego otwarto wystawę „Czas Chwały. Bitwa Warszawska 1920 r. 18. decydująca w dziejach świata” upamiętniającą setną rocznicę polskiego zwycięstwa w wojnie polsko-bolszewickiej.

Aranżacja wystawy podkreśla rangę zabytków związanych z walkami o niepodległość i bohaterami tego okresu. Znajdziemy m.in.: mundury Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz jego najbliższego współpracownika gen. Kazimierza Sosnkowskiego, a także pamiątki związane z księdzem Ignacym Skorupką, kapelanem 236. Ochotniczego Pułku Piechoty, który poległ 14 sierpnia 1920 r. pod Ossowem.

W przestrzeni muzealnej umieszczono replikę samolotu, którym latał Merian Cooper, pilot eskadry kościuszkowskiej, uwagę widza skupia wykonana nowoczesną techniką sylwetka wodza zwycięskiej armii Józefa Piłsudskiego siedzącego na słynnej Kasztance.

- W roku 2020 przypada zarówno 100. rocznica Bitwy Warszawskiej, która zadecydowała o istnieniu i przetrwaniu państwa polskiego, a być może znacząco zmieniła także losy Europy, jak też 100 lat istnienia Muzeum Wojska Polskiego – przypomniał Paweł Żurkowski, dyrektor Muzeum Wojska Polskiego. Podkreślił, że na kilka dni przed decyzją o rozpoczęciu wyprawy kijowskiej Marszałek Piłsudski podpisał dekret o utworzeniu Muzeum Wojska prawdopodobnie zupełnie nie przewidując, że po tak dramatycznych okolicznościach kilka miesięcy później rzeczywiście chwała oręża polskiego będzie się mogła zmaterializować w murach Muzeum.

W reakcji na zagrożenie bolszewickie obywatele w różnym wieku, z różnych grup społecznych, odpowiedzieli na wezwanie Ojczyzny i latem 1920 r. wstąpili w szeregi Armii Ochotniczej. Wśród nich znalazł się 58-letni kapral Stanisław Podymowski z 1. Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. Na ekspozycji możemy zobaczyć jego rogatywkę z charakterystyczną kokardą, która zdobiła mundury żołnierzy-ochotników, i szablę wz. 1917.

Symbolem ofiarności społeczeństwa na rzecz walczącej ojczyzny jest obrączka żelazna Złoto Armii Ochotniczej 1920 r. i pokwitowanie za dwie obrączki złote zamienione na żelazne nr 2285 z 24 sierpnia 1920 r., otrzymane w zamian za dwie złote obrączki od Marii i Antoniego Chełmickich. Obrączka i dokument zostały podarowane do zbiorów Muzeum w lipcu 2020 r.

Wiceprezes zarządu PKO Banku Polskiego Jan Emeryk Rościszewski zwróci uwagę, że bank ma ścisły związek ze zwycięstwem w 1920 r. - Jeśli tamtego zwycięstwa by nie było, nie byłoby również banku. Polska historia jest nadzwyczaj pasjonująca i wspaniała. Jeśli popatrzymy na nią, to jest to historia przede wszystkim polskiego oręża. Historia polskiej bankowości jest również historią polskiego oręża, bo jeśli popatrzymy na dokumenty banku, kiedy rekrutowano pracowników przed wojną, to preferencje w przyjmowaniu mieli oficerowie, kawalerowie orderu Virtuti Militari, Krzyża Walecznych i bohaterowie naszej niepodległości - zauważył przedstawiciel partnera strategicznego Muzeum Wojska Polskiego i przywołał postać drugiego prezesa Pocztowej Kasy Oszczędności Henryka Grubera, kapitana Legionów Polskich, bohatera wojny 1920 i kawalera krzyża Virtuti Militari. – Był postacią wybitną, człowiekiem, który skodyfikował polskie prawo ubezpieczeniowe i wprowadził polską bankowość do jednej z najlepiej zorganizowanych bankowości w ówczesnej Europie – zaznaczył Rościszewski.

Na wystawie warto też zwrócić uwagę na barwne sztandary jednostek walczących w obronie odzyskanej niepodległości. Niejednokrotnie były one darem lokalnych społeczności, które wręczały je oddziałom idącym na front. Szczególnie cennymi są znaki 101. Rezerwowego Pułku Piechoty i 205. Ochotniczego Pułku Piechoty.

W wojnie 1920 r. Wojsko Polskie zdobyło około pięćdziesięciu sztandarów wroga, które znalazły się w Muzeum Wojska. Tylko jeden z nich, 101. Pułku Strzeleckiego Armii Czerwonej, przetrwał w Muzeum do dzisiaj. Resztę, decyzją Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego w latach 50. XX wieku przekazano do ZSSR. Zwiedzający mają niepowtarzalną okazję obejrzenia, ukrytego przez lata sztandaru, wraz z innymi trofeami m.in. kurtką dowódcy 152. Pułku Strzeleckiego zdobytą pod Okrzeją w czasie kontrofensywy znad Wieprza. Na wystawie zaprezentowano także kilka zrekonstruowanych bolszewickich sztandarów, zabranych we wspomnianych latach 50.

Muzeum Wojska Polskiego wzbogaciło się także o kolekcję pamiątek po Henryku Brzezowskim, kawalerzyście, żołnierzu I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. Płk Henryk Brzezowski dowodził VII Brygadą jazdy podczas największej bitwy kawaleryjskiej w XX w. – bitwy pod Komarowem 31 sierpnia 1920 r, w której polska kawaleria pobiła i zmusiła do odwrotu bolszewicką 1. Armię Konną Siemiona Budionnego.

Płk Brzezowski rozpoczął służbę wojskową w armii Austro-Węgier w 1900 r. jako wyróżniający się absolwent Terezjańskiej Akademii Wojskowej. W czasie I wojny światowej dowodził szwadronem,

a następnie dywizjonem jazdy. Za zasługi bojowe płk Henryk Brzezowski został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojskowego Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Komandorskim Orderu Gwiazdy Rumunii oraz Krzyżem Żelaznym.

Istotnym elementem zbioru są dokumentalne fotografie i albumy z lat 1898-1939 przedstawiające Wojsko Polskie, jak i armię austro-węgierską. Dopełnieniem kolekcji są dokumenty, wśród których znajduje się zaproszenie na raut organizowany przez prezydenta Ignacego Mościckiego na Zamku Królewskim na Wawelu i dyplom pośmiertnego nadania stopnie generała brygady z 1969 r.

Muzeum Wojska Polskiego, mieszczące się przy Al. Jerozolimskich 3, czynne jest od środy do niedzieli w godz. 10-16. W czwartki wstęp jest bezpłatny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję