Reklama

Kościół

Po co nam dzisiaj jeszcze święci?

Dlaczego jeszcze św. Franciszek? Jest to pytanie prowokujące, ale konieczne, jeśli chcemy znaleźć odpowiedź dotyczącą naszego życia. Jest ono jeszcze bardziej konieczne, jeśli zgadzamy się, aby stało się bijącym źródłem dla naszej refleksji, mającej na celu zdecydowane formowanie naszego życia, naszej teraźniejszości i naszej przyszłości.

2026-10-07 19:46

[ TEMATY ]

święci

Agata Kowalska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Za tym początkowym pytaniem ukrywa się problem typowo duchowy i egzystencjalny. Dotyczy on naszej codzienności z jej potrzebami i niepokojami oraz z jej zwyczajnymi przeżyciami, aby „malować je kolorem Ewangelii”. Właściwie możemy uznać go za „istotę” rzeczywistości chrześcijańskiej, by odwołać się do języka filozoficznego.

Chodzi o to, by odkryć to, co rzeczywiście jest decydujące, choć ginące nierzadko w powodzi rzeczy i spraw drugorzędnych, które usiłują nami zawładnąć, bo jesteśmy nimi niemal bombardowani. Łatwo zająć się wówczas sprawami dalece podrzędnymi, a potem z goryczą stwierdzać, że przegrało się życie i ze smutkiem deklarować, że gdybym mógł zacząć od nowa, to teraz wiedziałbym, jak żyć.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Mówiąc innymi słowy, możemy odwołać się do potrzeby „centrum”, jak uczynił to francuski jezuita, późniejszy kardynał Henri de Lubac: „Koniecznie trzeba jakiegoś punktu, w którym skupiałaby się cała ludzkość, wszystkie jej kolejno następujące pokolenia. Ludzkość potrzebuje jakiegoś Centrum, około którego mogłaby się ześrodkować, czegoś Wiecznego, co by ją scalało; Absolutu, który by jej w najpełniejszym, najbardziej aktualnym znaczeniu dawał istnienie. Potrzebuje przyciągającego Magnesu.”

Reklama

Chociaż jest tu mowa o ludzkości, łatwo zorientować się, że to samo dotyczy każdego człowieka z osobna, bo każdy potrzebuje jednoznacznego punktu odniesienia. Wszystkie zasadnicze pytania egzystencjalne zaczynają się od „dlaczego?”. Nierzadko odznaczają się dwiema cechami charakterystycznymi: są łatwe do sformułowania, ale niełatwo znaleźć na nie odpowiedź. Dziś problem polega zasadniczo na tym, że tego typu pytania zeszły – czy też zostały zepchnięte – na dalszy plan, gdyż dominuje pytanie inne: „po co?”. Najprościej mówiąc, interesuje nas użyteczność: co z tego będziemy mieli? Jaką odniesiemy korzyść?

Tego rodzaju pytania pojawiają się także coraz częściej w dziedzinie wiary i religii. Owszem, trzeba je stawiać, jak czynił to choćby św. Augustyn w traktacie De utilitate credendi, czyli O pożytku wiary. Nie mogą to być jednak pytania pierwsze ani tym bardziej jedyne uobecniające się w porządku religijnym.

Dzisiaj, zwłaszcza na poziomie intelektualnym, coraz częściej powracającym problemem jest zatrzymywanie się na samym stawianiu pytań. Rozważając dialektykę: pytanie–odpowiedź w postaci, jaką obecnie ona przybrała, niejednokrotnie powracam do znanego, a także kontrowersyjnego filozofa niemieckiego Martina Heideggera.

Wpłynął on i przez swoje pisma nadal mocno wpływa na samoświadomość myśli współczesnej oraz jej reperkusje, chociaż nie zawsze jest to należycie zauważane i poddawane krytycznej analizie. Wystarczy wspomnieć, jak wielkie znaczenie ma w ramach jego propozycji antropologicznych kategoria „projektu”, która niemal zawładnęła dzisiejszą nauką czy też aktywnością społeczną, mając ewidentnie antyhumanistyczne znaczenie.

Reklama

Czytając zawiłe pisma Heideggera, bardzo często zastanawiałem się, w czym kryje się źródło jego wpływu, a nawet entuzjazm, z którym się on spotyka. Uważam, że w znacznej mierze pozostaje on „mistrzem pytań”. Te, które stawia i zgłębia, rzadko zmierzają do udzielenia odpowiedzi, a jeszcze rzadziej taką odpowiedź zawierają. W ich niewątpliwej wnikliwości jest jednak coś fascynującego i olśniewającego.

Idąc ich tokiem, wydaje się, że udzielenie na nie odpowiedzi nie ma praktycznie większego znaczenia lub jest po prostu drugorzędne. Niemal wszystkie teksty Heideggera kończą się kolejnym zestawem pytań. Czy bał się odpowiedzi? Moim zdaniem tak.

Nawet w wywiadzie dla „Der Spiegel” (23 września 1966 r.), co do którego wniósł zastrzeżenie, że może ukazać się dopiero po jego śmierci (1976 r.), padające w nim słynne zdanie, na które wielu się powołuje: „Tylko Bóg mógłby nas jeszcze zbawić”, nie jest stwierdzeniem pozytywnym ani tym bardziej odpowiedzią.

Jest wahaniem się, o czym świadczy dalsza część wypowiedzi Heideggera: „Jedyne, co możemy zrobić, to przygotować w poezji i w myśleniu gotowość na pojawienie się Boga albo w upadku – gotowość na brak Boga, na to, że w obliczu nieobecnego Boga czeka nas upadek”. My nie szukamy nowych pytań, ale odpowiedzi fascynującej i angażującej ze względu na nas samych i na nasze życie, mającej dla nas wyjaśniające znaczenie. Sens pytań bowiem mierzy się udzielanymi odpowiedziami i nadanym im znaczeniem.

Powróćmy więc do ogólnego zagadnienia: „dlaczego święci?”.

Jest to tym ważniejsze, że dzisiaj nie jest ono powszechnie podejmowane, a wręcz całkowicie się z niego rezygnuje. W oparciu o arbitralne założenia pseudoteologiczne widzi się w świętych, a nawet w Najświętszej – Maryi Matce Bożej, jakąś konkurencję dla Boga czy też zasłonę, która nie pozwalałaby na dojście do Niego.

Reklama

Tymczasem święci są autentycznymi egzegetami, czyli interpretatorami wiary katolickiej. Tak widzi ich, z konkretnym odniesieniem do św. Franciszka z Asyżu, papież Mikołaj IV. Czytamy o tym w przytoczonej na początku bulli, w której dokonał zatwierdzenia trzeciego zakonu franciszkańskiego, czyli tego przeznaczonego dla świeckich.

Papież ukazuje w niej najpierw ogólny sens wiary katolickiej, a potem wskazuje na św. Franciszka jako tego, który „pokazał słowem i przykładem drogę dojścia do Pana”, czyli sposób wyznawania wiary. Ta sama zasada odnosi się do wszystkich męczenników i świętych. Widzimy w ich życiu obecność Ducha Świętego, który inspiruje i pozwala wytrwać w wierze. Są oni wcielonymi odpowiedziami na pytania o liczne „dlaczego?” dotyczące naszej egzystencji i naszego zbawienia.

Pokazują nadzwyczaj jasno, że życie człowieka to udzielanie istotnych odpowiedzi na istotne pytania. Udowadniają, że te odpowiedzi są możliwe i konieczne w każdym miejscu i w każdym czasie. Potwierdzają, że każda prawdziwa i wypełniona treścią odpowiedź odnosząca się do najbardziej zasadniczych kwestii egzystencjalnych musi wychodzić od Centrum, czyli od Jezusa Chrystusa, oraz bezpośrednio dotyczyć zbawienia, Kościoła, wieczności.

Święci przypominają, że musi być ona zakorzeniona w pytaniu o Jezusa Chrystusa, a w udzielanych odpowiedziach ciągle na nowo prowadzić do Niego. Stąd też rodzi się kolejna refleksja: „dlaczego jeszcze św. Franciszek?”. Pewnie dlatego, że – wraz z nim i tak jak on – chcemy być egzegetami i interpretatorami słowa Bożego i danej nam wiary. Pragniemy uchwycić ich głębsze znaczenie, możliwość i zakres oddziaływania.

Reklama

Chcemy widzieć, wzdłuż naszej drogi, którą postępujemy naprzód, Ducha Świętego – danego nam Ducha naszej codzienności, pragnąc mocnego trzymania się tego, co oznacza słowo „wierzę”.

Chcemy ubogacić się „szczerością” wiary Franciszka, jak zapisał papież Mikołaj IV. Tą szczerością, która sięgnęła tak daleko, że szybko pozwoliła nazwać go nieco zuchwale „drugim Chrystusem” (alter Christus).

Ten przywilej nie spotkał żadnego innego świętego ani nigdy wcześniej, ani nigdy potem. „Drugi Chrystus” – imię to wystarczyłoby jako odpowiedź na towarzyszące nam „dlaczego?” i uzasadniałoby każdą następną refleksję. Walter Nigg to znany badacz historii świętych, który z rzadko spotykaną wnikliwością zdołał uchwycić i wyrazić fizjonomię duchową oraz wewnętrzną strukturę życia wielu wyniesionych na ołtarze Bożych wybrańców. Stwierdził on, że św. Franciszek jest „średniowiecznym obrazem Chrystusa”, przy czym średniowiecze ma dla niego jak najbardziej pozytywne znaczenie.

Reklama

Rzeczywiście, święty Biedaczyna swoją biografią wyrastającą z ewangelicznej wiary odmalował historycznie wobec swoich współczesnych rysy i postawy Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Przekazał ten wymowny obraz Kościołowi, który szybko uznał jego niezwykłą wartość. Świadczy o tym błyskawiczne rozszerzenie się zakonów franciszkańskich, męskiego i żeńskiego, we wszystkich krajach europejskich. W kontekście tych rozważań można powiedzieć za szwajcarskim teologiem Hansem Ursem von Balthasarem: „Kościół nie potrzebuje krytyków – Kościół potrzebuje artystów, którymi są święci”.

A więc potrzebuje artystów, którzy swoim życiem malują obraz Chrystusa na miarę swojej epoki. Prawdziwym artystą jest ten, kto swoim życiem zdoła wymalować autentyczny, przejrzysty, bosko-ludzki portret Jezusa z Nazaretu, Syna Bożego.

Jaki portret maluje więc każdy z nas? Dlaczego święci? Dlaczego św. Franciszek?

Wielki teolog z Tybingi, twórca dzisiejszej katechetyki, Johann Baptist von Hirscher (1788–1865), zanotował w jednym ze swoich niezwykle licznych pism taką oto uwagę: „Każdy święty jest ustami słowa Bożego i ręką, która prowadzi za rękę jego wędrówkę”.

To zdanie, może jak do nikogo innego, odnosi się do św. Franciszka i znajduje w nim potwierdzenie. On rzeczywiście był i pozostaje „ustami słowa Bożego”. Całym swoim życiem, niestrudzenie, wbrew niesprzyjającym okolicznościom, głosił słowo Boże. Nie głosił swoich idei, nie głosił swoich poglądów i przekonań, swoich osobliwych doświadczeń czy wręcz siebie samego. On sam stał się „miejscem”, w którym czyste słowo Boże „zagęszczało się” i „obiektywizowało” w czasie, pokazując swoją żywą treść i przemieniającą moc.

Reklama

W drugiej części swojej uwagi Hirscher zawarł pewien paradoks. Wiemy, że słowo, które Bóg skierował do człowieka, wychodzi nam naprzeciw i że to ono bierze nas za rękę, aby prowadzić przez życie. Słowo Boże nie boi się człowieka ani żadnego z jego pytań, choćby najbardziej niewygodnych; wszystko jest przed nim otwarte. To słowo skierowane jest do człowieka i dla człowieka. Jest jednak niewątpliwą prawdą także to, co zauważył Hirscher, że człowiek może i powinien „wziąć słowo Boże za rękę”, aby zaprowadzić je do ludzi i do świata.

Słowo Wieczności w swoim przedziwnym „zstępowaniu” składa się w ręce ludzi, ryzykując, że straci na swojej wymowie i swoim znaczeniu, ale podjęte przez świętych i wprowadzane w życie kontynuuje wpisaną w nie swoją ekonomię zbawczą. Kościelne dzieje słowa Bożego zależą w znacznej mierze od sposobu, w jaki święci – „ręce Boże” – prowadzą za rękę słowo Boże i współtworzą jego wędrówkę. Warto więc zapytać, w jakiej mierze także my jesteśmy ustami słowa Bożego i rękami, które prowadzą je przez nasz świat.

Do stawiania pytań będziemy jeszcze powracać. Wydaje się, że to też jest sposób na nawiązanie dalszej rozmowy ze św. Franciszkiem, tak jak on nawiązywał ją z ludźmi. O jego kazaniach Tomasz ze Spalato powiedział, że głosił je „jakby prowadził rozmowę”. Prowadząc dialog ze św. Franciszkiem, będzie nam łatwiej odnieść jego życie do naszego, a tym samym zastosować znalezione odpowiedzi.

Materiał prasowy

Fragment książki „Drugi Chrystus. Śladami św. Franciszka z Asyżu” (wyd. Biały Kruk) ks. prof. Janusza Królikowskiego. 320 stron, format 16,5 cm x 23,5 cm: Zobacz

Oceń: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święta królowa

Niedziela Ogólnopolska 46/2023, str. 20

[ TEMATY ]

święci

pl.wikipedia.org

Św. Małgorzata Szkocka

Św. Małgorzata Szkocka

Dla tej szkockiej królowej ideałem była świętość, do której konsekwentnie dążyła.

Urodziła się na Węgrzech, jej ojcem był angielski książę Edward Wygnaniec, który znalazł tu schronienie po tym, jak rządy na Wyspach przejęli duńscy najeźdźcy. Matką Małgorzaty była Agata Bułgarska, prawdopodobnie córka św. Stefana Węgierskiego. Pierwsze kilkanaście lat swojego życia Małgorzata spędziła na Węgrzech. Do Anglii przybyła w 1057 r., po tym jak rządy przejął jej stryj – św. Edward Wyznawca. Po bitwie pod Hustings w 1066 r., w wyniku której Edward zginął, a władzę przejął władca Normanów Wilhelm Zdobywca, Małgorzata wraz z matką musiały uciekać. Statek, którym podróżowały, opatrznościowo został zniesiony podczas sztormu ku wybrzeżom Szkocji. Rozbitków wziął pod opiekę król Szkocji Malcolm III, którego wkrótce Małgorzata poślubiła.
CZYTAJ DALEJ

Mamy dziś dojść do głębszego rozmyślania

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

BillionPhotos.com/fotolia.com

Rozważania do Ewangelii Łk 11, 37-41 <- KLIKNIJ

Wtorek, 13 października. Wspomnienie bł. Honorata Koźmińskiego, prezbitera.
CZYTAJ DALEJ

Bp Lityński do kleryków: Wzrastajcie, pomimo przeszkód – łaski Pana wam nie zabraknie!

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję