Ef 6, 10-20 <- KLIKNIJ
„Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła”. Finał Listu do Efezjan jest napisany językiem musztry i zbrojowni. Panoplia to pełne uzbrojenie ciężkozbrojnego. Autor, więzień przykuty być może do rzymskiego żołnierza, patrzy na jego rynsztunek i przepisuje go duchowo, element po elemencie, według wzoru, który dali już prorocy, opisujący zbroję samego Boga (Iz 59,17) i Mesjasza (Iz 11,5). „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich”. Rozpoznanie frontu jest połową zwycięstwa. Właściwy przeciwnik nie ma twarzy ludzkiej. Kto walczy z ludźmi, pomylił wojny.
Inwentarz zbroi jest kompletny. Pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, obuwie gotowości niesienia Ewangelii pokoju (żołnierz obuty do marszu, by nieść pokój, paradoks zamierzony), tarcza wiary gasząca ogniste pociski Złego, przyłbica zbawienia i jedyna broń zaczepna, „miecz Ducha, to jest słowo Boże”. Cała reszta chroni. Atakuje tylko słowo. Kościół walczący, ecclesia militans, jak nazwie go tradycja, nie ma w wyposażeniu niczego, czym mógłby zranić człowieka. Jego ofensywa to Ewangelia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Nagle, po całej zbrojowni, okazuje się, czym ta walka jest w praktyce: „przy każdej sposobności módlcie się w Duchu... z całą wytrwałością i prośbą za wszystkich świętych i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień”. Zbroja okazuje się strojem modlitewnym. Wojownik Efezjan klęczy. Presbeuo en halysei. Sprawuję poselstwo w kajdanach. To oksymoron godny zapamiętania, bo poseł, legat, był w prawie narodów osobą nietykalną. Ambasador Ewangelii w łańcuchach prosi o parrēsię, śmiałość słowa, zamiast o uwolnienie (zob. glossę na 21 X). Tak wygląda zwycięstwo w tej wojnie. Otwarte usta w kajdanach.
Łk 13, 31-35 <- KLIKNIJ
„W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli Mu: Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”. To ostrzeżenie może życzliwe, a może obliczone na wypłoszenie Jezusa z Galilei. Odpowiedź jest jedną z najostrzejszych ripost Ewangelii: „idźcie i powiedzcie temu lisowi...”. Lis w tamtej kulturze to nie tyle spryt, ile drapieżna małość, szkodnik bez lwiej rangi. Wobec groźby tetrarchy Jezus ogłasza swój kalendarz, nad którym Herod nie ma władzy: „oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu”. Dziś, jutro, trzeciego dnia. Ten rytm drogi wyznacza Ojciec. „Trzeci dzień” niesie już połysk Wielkanocy.
„Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz to niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jeruzalem”. Gorzka ironia, stolica ma monopol na zabijanie proroków. Wtedy gniew przechodzi w skargę miłości, jedną z najczulszych w ustach Jezusa: „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście”. Podwojone imię brzmi jak nad grobem przyjaciela. Obraz kwoki i piskląt to macierzyński obraz Boga, znany psalmom mówiącym o cieniu skrzydeł. Zderzenie dwóch woli zawiera się w dwóch słowach, „chciałem” i „nie chcieliście”. Cała tajemnica odrzuconej łaski mieści się między tymi czasownikami. Bóg, który może wszystko, nie chce niczego wymuszać.
„Oto dom wasz tylko dla was pozostanie”. Świątynia zostaje nazwana już nie domem Ojca, lecz „waszym domem”. Obecność się wycofuje, zostają mury. „Nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie”. To zdanie otwarte ku Niedzieli Palmowej i dalej, ku dniowi, gdy Izrael i narody rozpoznają Przychodzącego. Skarga nad Jeruzalem jest płaczem Tego, który do końca zostawia drzwi otwarte i skrzydła rozpostarte.
