Flp 1, 18b-26 <- KLIKNIJ
Paweł pisze z więzienia, w którym waży się jego życie, i robi z tej niepewności bilans, jakiego nie zna literatura świata: „będę się radował. Wiem bowiem, że mi to wyjdzie na zbawienie dzięki waszej modlitwie i pomocy, udzielanej przez Ducha Jezusa Chrystusa”. Jego jedyna troska dotyczy świadectwa: „nie doznam zawodu w niczym, lecz jak zawsze, tak i teraz, z całą swobodą i jawnością (en pasē parrēsia) Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć”. Ciało apostoła, także w kajdanach, także na szafocie, pozostaje miejscem chwały Chrystusa. Wynik procesu zmienia tylko sposób uwielbienia.
Reklama
Wtedy pada zdanie, które stało się mottem niezliczonych żywotów: „dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk” (mihi enim vivere Christus est et mori lucrum). Rachunek jest handlowy z języka, mistyczny z treści. Skoro życie to Chrystus, śmierć nie może być stratą, bo daje więcej Chrystusa. Paweł waży dosłownie: „z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze; pozostawać zaś w ciele - to bardziej konieczne ze względu na was”. Analysai, odcumować, zwinąć obóz, to śmierć jako podniesienie kotwicy. Osobiste „lepiej” przegrywa z eklezjalnym „potrzebniej”. To może najczystsza definicja miłości pasterskiej w Piśmie, wybrać cudzy pożytek przeciw własnemu niebu. „A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze”. Paweł zostaje dla ich profectus, postępu. Jego przedłużone życie ma jeden cel: „aby rosła wasza duma w Chrystusie przeze mnie, przez moją ponowną obecność u was”. Tak kończy się pierwsza część listu pisanego w celi. Człowiek, który rozstrzygnął już w sercu sprawę życia i śmierci, jest najzupełniej wolny. Żaden trybunał nie ma nad nim władzy, bo oba wyroki przyjmie jako zysk. Ignacy Antiocheński (zob. glossę na 17 X) powtórzy tę wolność w drodze na arenę. Męczennicy wszystkich wieków będą ją odmieniać przez własne przypadki. Wolność chrześcijanina polega na tym, że kajdany straciły argument.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Łk 14, 1. 7-11 <- KLIKNIJ
To ta sama szabatowa uczta u przywódcy faryzeuszów, przy której uzdrowiony został chory na puchlinę (zob. glossę wczorajszą). Teraz Jezus obserwuje obserwujących: „zauważył, jak zaproszeni wybierali sobie pierwsze miejsca”. Porządek biesiadny starożytności był mapą prestiżu. Miejsca przy gospodarzu znaczyły rangę, a wybieranie ich sobie było roszczeniem do niej. Jezus „opowiedział im przypowieść”, która na pierwszy rzut oka jest tylko radą savoir-vivre'u. Nie zajmuj pierwszego miejsca, „by przypadkiem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony” i nie spotkało cię publiczne „ustąp mu miejsca”. Zajmij ostatnie, a gospodarz powie: „przyjacielu, przesiądź się wyżej”.
Rada brzmi jak z Księgi Przysłów, i słusznie: „nie szukaj pierwszeństwa u króla; lepiej jest, gdy ci powiedzą: posuń się wyżej, niżby cię mieli poniżyć” (por. Prz 25,6-7). Jezus podejmuje mądrość stołu i przenosi ją piętro wyżej ostatnim zdaniem, które zmienia etykietę w eschatologię: „każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. Strona bierna jest bierną teologiczną, poniży i wywyższy sam Bóg. Uczta okazuje się figurą królestwa, wybieranie miejsc figurą samousprawiedliwienia, a ostatnie miejsce figurą Tego, który je zajął naprawdę, „uniżył samego siebie, dlatego Bóg Go nad wszystko wywyższył” (zob. glossę na 27 IX).
Pokora tej przypowieści nie jest taktyką („usiądź nisko, żeby cię przesadzili wyżej”), bo kto uniża się na pokaz, ten dalej gra o pierwsze miejsce, tylko sprytniej. Chodzi o prawdę miejsca. Człowiek, który zna siebie przed Bogiem, nie musi walczyć o krzesła, bo jego miejsce wyznacza Gospodarz. Augustyn mawiał, że pycha czyha nawet na dobre uczynki, by je zepsuć. Pokora jest fundamentem, na którym dopiero można stawiać wszystko inne. Miesiąc kończy się więc przy stole, lekcją siadania. Jutro uroczystość Wszystkich Świętych pokaże salę biesiadną nieba, w której każdy święty siedzi dokładnie tam, gdzie posadziła go miłość, i nikt nie ogląda się na krzesło sąsiada.
