Reklama

Wiara

Rodzice chrzestni pilnie poszukiwani

W Kościele chrzci się także dzieci z rodzin problematycznych, niepełnych, ze związków niesakramentalnych. Wtedy większe wymagania stawiane są rodzicom chrzestnym. To na nich Kościół kładzie akcent. I tutaj coraz częściej pojawia się problem...

Niedziela Ogólnopolska 2/2017, str. 16-17

[ TEMATY ]

chrzest

Bożena Sztajner/Niedziela

Problem ze znalezieniem rodziców chrzestnych pojawia się głównie w dużych aglomeracjach miejskich. Niemal nie występuje w miasteczkach i wioskach. Przynajmniej na razie. Oczywiście, nikt jak dotąd nie zbadał, na ile jest to duży problem, a na ile są to sporadyczne sytuacje. Warto jednak przyjrzeć się sprawie bliżej.

Misja czy zawracanie głowy

O. Adam P. Błyszcz, zmartwychwstaniec, jest zdania, że codzienna praktyka udzielania chrztu św. opiera się „na kilku iluzjach”. – W większości kandydaci na chrzestnych są obojętni na wymagania Kościoła dotyczące ich funkcji, traktują je wręcz jako niepotrzebne zawracanie głowy. Pozostają w przestrzeni zwyczajów rodzinnych, koneksji towarzyskich i jakichś zobowiązań względem tradycji. Znajdują się poza życiem kościelnym, sakramentalnym i modlitewnym. Świadomi swojej sytuacji z chwilą przekroczenia progu kancelarii parafialnej zaczynają udawać kogoś, kim nie są. By dopiąć swego, nie zawahają się nawet, by powiedzieć nieprawdę albo tak odpowiedzieć na pytanie, by ksiądz nic nie zrozumiał. Większość zainteresowanych wie, że proboszcz zgodnie z prawem Kościoła nie zgodzi się, by rodzicem chrzestnym została osoba żyjąca w konkubinacie albo w związku niesakramentalnym, dlatego też na pytanie, jaka jest ich sytuacja rodzinna, odpowiadają oni, że są kawalerami lub pannami.

– Bywa, że małżonkowie, którzy chcą ochrzcić swoje nowo narodzone dziecko, są zdziwieni, że księża zapraszają ich na przedchrzcielne spotkania formacyjne, podobnie jak rodziców chrzestnych ich dziecka. Ci ostatni są zaskoczeni tym, że są zobowiązani mieć specjalne zaświadczenie z parafii swojego pochodzenia. Widnieje na nim informacja, że taka osoba jest godna podjęcia się obowiązków rodzica chrzestnego – czyli że jest wierzącym i praktykującym katolikiem oraz że przyjęła sakrament bierzmowania. Najwyraźniej wiedza wyniesiona z katechezy w szkole szybko umyka – mówi ks. Jacek Molka, autor książki o sakramencie chrztu.

Reklama

Iluzja i rzeczywistość

– Wiele razy odmówiłem wystawienia certyfikatu kandydatom na rodziców chrzestnych, np. ze względu na nieuregulowaną sytuację małżeńską, brak związków ze wspólnotą i liturgią. I zawsze było to traktowane jako kara, jako afront, jako zemsta „czarnych”. Nigdy jako zachęta do tego, żeby zrewidować swoje nastawienie do Jezusa Chrystusa i Kościoła. Zastanawiam się, w jaki papierek opakować tę gorzką pigułkę odmowy, żeby stanowiła jakąś wartość w pedagogii wiary. Po wielu latach bycia duszpasterzem nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie – przyznaje o. Błyszcz, autor m.in. bardzo ciekawej rozprawy pt.: „Do czego służą rodzice chrzestni” („W Drodze” 5/2015).

– Jeden z moich znajomych księży akademickich opowiedział mi historię o studencie, który przyszedł do niego, żeby się... ochrzcić. I to tak szybko, jak to możliwe, bo za tydzień się żeni. Wybrance nie powiedział, że nie jest ochrzczony, okłamywał ją do ostatniej chwili. Student zapytał mojego kolegę o koszt takiej, jego zdaniem, „kościelnej usługi”. Jakież było jego zdziwienie, kiedy dowiedział się, że udzielenie sakramentu chrztu to nie jest sprawa wypchanego portfela. W przypadku osoby dorosłej wymaga się nawet kilkuletniego przygotowania – opowiada ks. Antoni Tatara.

Chciani i niechciani

Dawniej nie odmawiało się bycia chrzestnym, uznając, że jest to funkcja zaszczytna, wyróżniająca. Współcześnie ów zaszczyt traktowany bywa wyłącznie komercyjnie. Bycie chrzestnym kojarzy się niektórym niemal wyłącznie z ponoszeniem kosztów i udręką uczestnictwa w dziecięcych kinderbalach.

Reklama

– Byłam dokładnie w takiej sytuacji – wspomina Justyna Nowak z Częstochowy. – Nikt z mojej rodziny nie chciał zostać chrzestnym. Mówili, że nie stać ich na kolejnego chrześniaka, choć tłumaczyłam, że nie chodzi o pieniądze. Odpowiadali: Teraz tak mówisz, a potem będziesz wymagać. Zależało mi na wsparciu i obecności w codziennym życiu dziecka. Chrzestną została moja przyszywana babcia...

– Moje dziecko jest chore od urodzenia. Na początku nie przypuszczałam, że jego nieuleczalna choroba może stać się przyczyną dziwnego zachowania rodziny. Kolejni kuzyni odmawiali mi przyjęcia na siebie roli rodziców chrzestnych. Znajomi podobnie. Ktoś wreszcie się wygadał, że bycie chrzestnym „takiego” dzieciaka oznacza dodatkowe obowiązki – i to pewnie na lata – którymi nikt nie chce się obarczać. Na szczęście nasz proboszcz jest dobrym człowiekiem i pomógł. Chrzestnymi zostali obcy wtedy ludzie, ale dziś dziękuję za nich Bogu. Są fantastyczni – mówi Beata z Gryfina.

Bywa też sytuacja odwrotna, gdy rodzic chrzestny zostaje sprowadzony na ziemię. Tak przytrafiło się poznaniance Marcie, która zaproponowała, że będzie zabierać chrześnicę na niedzielne Msze św., skoro rodzice chadzają do kościoła sporadycznie. Ci, dawniej serdeczni przyjaciele, uznali pomysł za jawną indoktrynację religijną, a Marta usłyszała wywód na temat dewotek zabierających się za wychowywanie cudzych dzieci. – Ewcię widuję więc tylko z okazji urodzin, imienin, mikołajek oraz Bożego Narodzenia. Przy torcie, kawie i gadaniu o niczym. Gdybym zaczęła dochodzić swoich praw jako matka chrzestna, obawiam się, że byłoby po znajomości... – dodaje.

Zofia Czerska z Częstochowy tłumaczy: – Trzeba się dogadywać, nic na siłę. Jestem chrzestną matką trójki dzieci. I rzeczywiście im matkuję, niemal codziennie. Losy ich rodziców poukładały się różnie, bo takie, niestety, mamy czasy. Wszyscy są po rozwodach, niektórzy pozakładali nowe rodziny. Ale nigdy nie spotkałam się z jakąś niechęcią wobec mnie jako chrzestnej. Przez lata byłam dla tych dzieciaków niańką, ciocią od dobrej zabawy i prezentów, darmową korepetytorką, ale i tą, która uczyła ich „piosenek o Bozi”, tą, co czytała książeczki o Panu Jezusie, a potem podsuwała inne, bardziej „dorosłe” książki, zachęcała, żeby pójść na pielgrzymkę. Sporo zależy od tego, czy rzeczywiście chcemy być kimś w życiu naszego chrześniaka, czy wygodniej nam mieć z nim kontakt kilka razy w roku...

Chrzestny poszukiwany od zaraz

Kinga Piątkowska, mama piątki dzieci, dziś z rozbawieniem wspomina czasy poszukiwania rodziców chrzestnych: – Po trzecim potomku zaczął się kryzys. W rodzinie nie mamy zbyt wielu ludzi, którzy żyją w zgodzie z Panem Bogiem. Mąż zrobił listę kumpli, ja – przyjaciółek. Odmawiano nam niemal powszechnie, a jak już ktoś chciał, to po rozmowie w kancelarii parafialnej wychodził z czerwonymi policzkami albo zupełnie nie rozumiał, o co go prosimy. Byliśmy bliscy decyzji, żeby dać ogłoszenie na Facebooku. Na szczęście się udało…

– Dawniej chrzestny to był ktoś! A teraz kładziemy poprzeczkę na ziemi. Nie pojmuję ludzi, którzy szukają chrzestnego dla swoich dzieci na Facebooku – denerwuje się Adam Kalinowski z Warszawy. – Obiecują im, że „po wszystkim” stawiają obiad i pewnie pod stołem dyskretnie wręczają kopertę za fatygę. To nie jest już nawet poziom chrzestnego od prezentów! Myślę, że moja rodzina nie jest jakaś wyjątkowa. U nas poproszenie kogoś na chrzestnego to rodzaj wyróżnienia. Może dlatego, że mamy za sobą taką, a nie inną przeszłość. To opowieść o dziadku, jego ojcu chrzestnym i Powstaniu Warszawskim. Gdy rodzice dziadka zginęli, chrzestny, choć sam miał gromadkę dzieci, zaopiekował się dziadkiem i wychował go jak własnego syna. Dlatego moją Ludwisię chrzciliśmy w wieku 2 lat. Czekałem, aż młodsza siostra będzie bierzmowana.

Na jednym z chrztów w wielkomiejskiej parafii zdarzyła się niezwykła sytuacja. Ksiądz najpierw pytał rodziców według formułek, a potem zamilkł na chwilę i ponownie zapytał: „Czy będziecie dbać o wiarę waszego dziecka? Nauczycie go modlitwy? Będziecie przychodzić z nim w niedziele do kościoła? Będziecie mu czytać książeczki o Bogu, opowiadać o Nim?”. Rodziców zamurowało. W kościele zrobiło się jeszcze ciszej. – Eee, yyy, noooo... spróbujemy – wydusili wreszcie z siebie czerwoni jak buraki rodzice chrzestni.

Doprowadzić do sakramentu

– Jestem niewierząca, a mój mąż to klasyczny wyznawca Kościoła GiW – Gwiazdka i Wielkanoc. Ale oboje wyrośliśmy w katolickich rodzinach i wiemy, jak ważne jest w wychowaniu wpojenie dziecku zasad moralnych zapisanych w Dekalogu. Chcieliśmy więc nasze dziecko ochrzcić i posyłać na religię. Cokolwiek wybierze jako dorosły, będzie mieć solidny fundament. Poszliśmy z tym naszym wywodem do najbliższego kościoła. Ksiądz wysłuchał nie bez zdumienia, a potem gdzieś zadzwonił i kazał poczekać kilka dni. Pewnie naradzał się z ludźmi ze wspólnoty, czy ktoś podejmie wyzwanie. Podjęła się dwójka starszych państwa. Chrzestni towarzyszą naszym dzieciom, bo mamy już dwoje, w ich duchowym wzrastaniu – jak sami mówią. Nam cała ta sytuacja także daje sporo do myślenia. To, jakimi ludźmi są, jak się zachowują, co mówią. Z jak wielką klasą i kulturą odnoszą się do nas i naszych dzieci – mówi Joanna Szeląg z Katowic.

Małgorzata Koszek ze śląskiego Legionu Maryi wyjaśnia, że jej wspólnota zajmuje się m.in. doprowadzaniem nieochrzczonych dzieci do sakramentów. – Chodzi nie tylko o przygotowanie dzieci do chrztu, ale także o pełnienie funkcji rodzica chrzestnego. Kilkoro dzieci taką metodą włączyliśmy już do wspólnoty Kościoła. Drugim etapem w zadaniu chrzestnego ze wspólnoty jest przygotowanie dziecka do I Komunii św. Najczęściej w takich sytuacjach rodziny są patologiczne, więc trzeba zacząć od alfabetu religijnego. Dzieci muszą poznać nie tylko prawdy wiary, ale też podstawowe modlitwy.

2017-01-04 10:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Praktyczne uwagi dla rodziców i chrzestnych

2020-07-08 09:42

[ TEMATY ]

chrzest

cykl o sakramentach

Renata Czerwińska

Gdy wybieramy się do jakiegoś urzędu, by załatwić np. nowy dowód osobisty albo zaświadczenie o nie zaleganiu z podatkami, musimy najpierw dowiedzieć się, jakie dokumenty będą wymagane, by zaoszczędzić sobie konieczności odwiedzania urzędu po raz drugi. Gdy idziemy do kancelarii parafialnej, możemy być pewni (żywię taką głęboką nadzieję!), że zostaniemy przyjęci życzliwie i nikt nie będzie od nas wymagał niepotrzebnych zaświadczeń. Są jednak pewne podstawowe wymagania, bez spełnienia których nawet najbardziej życzliwy proboszcz nie będzie mógł nam pomóc.

Dokumenty

Gdy więc idziemy do naszego kościoła parafialnego, by ochrzcić nasze dziecko, musimy zabrać ze sobą, oprócz dobrej woli, również skrócony odpis aktu urodzenia dziecka. Tam znajdują się dane, które trzeba wpisać do księgi chrztów. Każda parafia posiada swoją księgę chrztów, w której zapisywane są wszystkie dzieci i osoby dorosłe, które tam właśnie otrzymały sakrament chrztu. Tam też nanosi się informacje o następnych przyjmowanych sakramentach: bierzmowania, małżeństwa, kapłaństwa.

Jeżeli wybraliśmy chrzestnych (chrzestnego) spoza parafii, muszą oni pójść do swojej parafii i poprosić księdza o zaświadczenie, że są katolikami wierzącymi i praktykującymi. Jest to potrzebne, by mogli być rodzicami chrzestnymi (jak pamiętamy, jednym z zadań rodziców chrzestnych jest wspieranie rodziców dziecka w wychowaniu religijnym!). Jeżeli mieszkają daleko, powinni również poprosić swojego duszpasterza o kartki do spowiedzi (nie zawsze zdążymy przekazać je im na czas). Spowiedź jest wymagana od rodziców chrzestnych (rodzice dziecka nie zawsze mogą przystąpić do spowiedzi, np. jeżeli żyją w związku cywilnym, bo istnieje jakaś przeszkoda uniemożliwiająca zawarcie sakramentu małżeństwa). Zresztą, jeżeli rodzice chrzestni to osoby wierzące i praktykujące, przystępowanie do spowiedzi jest dla nich czymś normalnym, a dla parafii, w której odbywa się chrzest, będzie to jeszcze jeden znak potwierdzający, że są osobami praktykującymi.

Gdy chrzestni są z tej samej parafii, zaświadczenia takie nie są konieczne. Jeżeli wierzą i praktykują, to z pewnością są znani duszpasterzom, a w kartotece parafialnej są odpowiednie adnotacje o wizytach kolędowych i spowiedzi wielkanocnej (jedne ze „wskaźników” naszej religijności, tej, którą jesteśmy w stanie ocenić zewnętrznie, bo wnętrze i tak zawsze pozostanie tajemnicą).

Wszystkie te dokumenty (zaświadczenia z parafii chrzestnych oraz kartki od spowiedzi chrzestnych i rodziców) należy oddać księdzu jeszcze przed rozpoczęciem liturgii chrztu.

Nastawienie

Usłyszałem kiedyś przez przypadek rozmowę rodziców idących do biura parafialnego w sprawie chrztu: „Jeżeli ksiądz zapyta, dlaczego nie mamy jeszcze ślubu kościelnego, to nie będziemy z nim dyskutowali, tylko od razu wychodzimy! Może gdzie indziej uda się to załatwić bez problemów!”

Tak więc oprócz dokumentów ważne też jest nasze nastawienie. Idziemy do parafii prosić o chrzest. Musimy przygotować się na rozmowę nie tylko o samym sakramencie i związanych z nim formalnościach, ale także o naszym życiu duchowym – o naszej wierze. Ksiądz przyjmujący nas w biurze nie tylko ma prawo, ale wręcz obowiązek poznać lepiej rodziców swojego przyszłego parafianina. I znów: jeżeli są to osoby znane duszpasterzom, uczęszczające regularnie na Msze św. i nabożeństwa, przyjmujące kolędę, spowiadające się regularnie, to takie spotkanie jest tylko formalnością: przecież doskonale znamy się z Kościoła. Jeżeli jednak rzadko odwiedzamy naszą parafię (nie chcę tu wnikać w możliwe tego przyczyny), nie znamy naszych księży ani oni nas nie znają, to takie spotkanie jest okazją do rozmowy i poznania się nawzajem, a przede wszystkim do tego, by dać się poznać jako osoby wierzące.

Musimy też pamiętać o tym, że przed każdym chrztem należy odbyć odpowiednie przygotowanie, w czasie i miejscu ustalonym przez proboszcza (o ile to możliwe powinni w nim uczestniczyć rodzice i chrzestni).

CZYTAJ DALEJ

Ryba

[ TEMATY ]

chrześcijanie

symbol

ryba

MAGDALENA NIEBUDEK

Znak ryby jest tym symbolem, którym Pan Jezus posłużył się wiele razy. Już na początku do upatrzonych rybaków powiedział:

„Pójdźcie za Mą, a uczynię was rybakami ludzi” (Mt 4, 19).
Przejętego Piotra pocieszył:
„Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5, 10).

Słuchającą i wygłodniałą rzeszę ludzi nakarmił chlebem i rybami przez cudowne rozmnożenie. Pieczoną rybę przygotował uczniom czekając na nich po zmartwychwstaniu.


Pierwsi chrześcijanie otaczali ten symbol szacunkiem. Dla nich znak ryby przypominał chrzest, podczas którego byli zanurzani w wodzie, aby stać się nowym człowiekiem. W sztuce tego czasu rybakiem jest szafarz sakramentu, zaś neofita rybą. Rybak, który często przypominał św. Piotra, nie tylko włącza do Kościoła, ale też pomaga w rozwoju i przygotowuje do królestwa Bożego. Chrześcijanie przejęli symbolikę ryby od ludów starożytnych, ale poszerzyli jej znaczenie. Chętnie posługiwali się tym znakiem, ponieważ wyznawca Chrystusa zanurzony w Nim przez chrzest i umocniony Eucharystią ma życie łaski uświęcającej i nie dosięga go śmierć druga.

Na nagrobkach chrześcijan II wieku znajdują się rysunki ryby i grecki napis ICHTHYS, co tłumaczone na język polski się tłumaczy: „I – Jezus, CH – Chrystus, TH – Boży, Y – Syn, S – Zbawiciel”.


Jak tym znakiem posługiwali się chrześcijanie w życiu katakumbowym, opisuje Henryk Sienkiewicz w powieści „Quo vadis”. Symbol ryby narysowany na piasku przez nieznanego człowieka oznaczał, że spotkało się chrześcijanina. Pozostaje jeszcze jeden ważny symbol biblijny ryby. Jest nim osoba proroka Jonasza i ryby, w której przebywał przez trzy dni. Jonasz jest symbolem Chrystusa przebywającego w grobie, który przezwyciężył niebezpieczeństwo śmierci i zmartwychwstał dnia trzeciego.

CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje 309. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej

2020-07-15 14:26

[ TEMATY ]

Warszawa

piesza pielgrzymka

archidiecezja.warszawa.pl

„Ten zwycięża, kto miłuje” - te słowa kard. Stefana Wyszyńskiego stały się hasłem 309. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. Ze względy na epidemię koronawirusa na szlak wyruszy jedynie grupa ok. 50. przedstawicieli wszystkich pątników.

Dla pozostałych wiernych zorganizowano jednak możliwość pielgrzymowania duchowego poprzez specjalnie przygotowane rekolekcje z pt. "Jak rozkochać się we Mszy św." w kościele Świętego Ducha przy ul. Długiej w Warszawie.

Pielgrzymka Duchowa potrwa 9 dni - od 6 do 14 sierpnia. Wierni będą łączyć się duchowo z pielgrzymami na trasie, chociaż w części wypełniając praktyki religijne realizowane zazwyczaj podczas drogi. Pielgrzymowanie duchowe będzie odbywało się w kościele i w domach.

W tym roku w kościele pielgrzymkowym przy ul. Długiej 3 w Warszawie od 6 do 14 sierpnia podczas nowenny przed uroczystością Wniebowzięcia NMP, będą odbywały się rekolekcje pod hasłem: „Jak rozkochać się we Mszy Świętej?” Poprowadzi je o. Zbigniew Ptak – paulin. Nauki będą głoszone codziennie od godz. 9.30 do 11.00 oraz wieczorem od 17.30 do 19.00. Każdego dnia w godz. 14.00 do 17.00 będzie także możliwość Adoracji Najświętszego Sakramentu. O godz. 21.00 Apel Jasnogórski połączony z modlitwą różańcową.

Zapisy będą prowadzone w Warszawie przy ul. Długiej 3 w kościele pw. Ducha Świętego w dniach od 2 do 6 sierpnia, a także przez stronę internetową www.paulini.com.pl (od 1 lipca do 1 sierpnia). Każdy chętny uczestnik zostanie wpisany do Księgi Duchowego Pielgrzymowania. Za dobrowolną ofiarę otrzyma także pamiątkowy znaczek pielgrzymkowy oraz książeczkę pielgrzyma duchowego wraz z codziennymi czytaniami mszalnymi oraz trasą pielgrzymki. Duchowi pątnicy z Warszawy oraz najbliższych okolic będą mogli odebrać pakiet pielgrzyma (znaczek i książeczkę) w dniach 2-5 sierpnia w dolnym kościele przy ul. Długiej 3 w Warszawie. Dla pozostałych osób, po podaniu adresu, istnieje możliwość wysyłki pocztą.

Do specjalnego pojemnika, umieszczonego w kościele pielgrzymkowym przy ul. Długiej, każdy może złożyć intencje na 309 WPP, które do Matki Bożej na Jasną Górę zaniosą przewodnicy grup. Wystarczy wpisać nr grupy oraz treść intencji na specjalnie przygotowanych kartkach.

Pielgrzymi Duchowi zachęcani są do pełnego udziału we Mszy św., a w przypadku choroby uczestnictwa w niej przez środki masowego przekazu i komunii duchowej. Mają zadbać o stan łaski uświęcającej, przystąpienie do sakramentu pokuty i pojednania. Wezwani są do codziennego rozważanie tekstów biblijnych na poszczególne dni, modlitwy porannej, śpiewów „Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP”, rozważania tekstów, podejmowanych na szlaku pielgrzymki lub innej lektury duchowej, a także do odmawiania modlitwy „Anioł Pański” o godzinie 12:00, modlitwy różańcowej, litanii do Matki Boskiej, Nowenny do MB Częstochowskiej, nabożeństwa Drogi Krzyżowej, Koronki do Miłosierdzia Bożego, a w piątki do praktyki pokutnej: postu, jałmużny, chwili milczenia, czynów miłosierdzia, oraz Apelu Jasnogórskiego.

Jak podkreśla kierownik 309 WPP, o. Krzysztof Wendlik, tegoroczna pielgrzymka nie mogła odbyć się w dotychczasowej formie ze względów sanitarnych oraz organizacyjnych. - Nie możemy dopuścić do organizacyjnego chaosu oraz do selekcji wśród pielgrzymów. Dlatego też Warszawska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę będzie w tym roku reprezentowana przez grupę ok. 50. osób. Decyzja ta jest podyktowana troską o zdrowie pielgrzymów, przyjmujących nas gospodarzy oraz służb zaangażowanych w bezpieczny przebieg pielgrzymki. Nie możemy nonszalancją wystawić na szwank dobra, jakim jest Warszawska Pielgrzymka Piesza, jej historia i jej przyszłość – wyjaśnił.

Duchowny dodał, że każda z dotychczasowych grup pielgrzymkowych będzie reprezentowana przez przedstawiciela, który w specjalnym plecaku zaniesie wszystkie intencje na Jasną Górę. - Jak dobrze wiecie pielgrzymka wymaga ofiary i wyrzeczenia, jednak jej tegoroczna forma, czyli pielgrzymowanie duchowe, dla większości z Was będzie być może najtrudniejszą pielgrzymką w życiu, bo wymagającą ofiary z tego, co dla pątników jest tak cenne. Ufam jednak, że przejdziemy tę drogę razem do Jasno Górskiej Matki – zapewnił kapłan.

O. Krzysztof Wendlik podkreślił, że główną intencją WPP jest przebłaganie za grzechu ciążących na sumieniach, a także na sumieniu kraju. - Zwłaszcza grzechów pychy, podziału i nieposzanowania życia najsłabszych. Pójdźmy przepraszać Maryję za wszystkie zniewagi jakich doznała w ostatnim czasie w naszej Ojczyźnie. Za profanację jej jasnogórskiego wizerunku – powiedział kapłan, zapewniając, że Miłosierdzie Boże objawia się wszędzie tam gdzie serce jest skruszone.

Piesze pielgrzymki mimo trudności, w zmienionej formie i w zgodzie z obowiązującymi przepisami sanitarnymi, dotrą w tym roku na Jasną Górę. „Należy liczyć się z tym, że w każdej chwili, zależnie od sytuacji epidemiologicznej, przepisy sanitarne mogą zostać zmienione, włącznie z odwołaniem pielgrzymki” – podkreśla Przewodniczący Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek bp Krzysztof Zadarko.

Duchowny podkreśla, że pielgrzymki piesze, zwłaszcza na Jasną Górę, odbywały się nawet w najtrudniejszych momentach naszej historii, zawsze miały i mają wymiar pokutny. Epidemia wymusza konieczność wielu zmian, ale mimo to ich organizacja na dzień dzisiejszy jest nadal możliwa.

Możliwość uczestnictwa w pielgrzymce tylko zdrowych osób, obowiązek zapewnienia odpowiedniego zabezpieczenia sanitarno-higienicznego oraz konieczność podporządkowania się instrukcjom i zaleceniom stacji sanitarno-epidemiologicznej – to niektóre z wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego dla organizatorów ruchu pielgrzymkowego podczas stanu epidemii COVID-19 w Polsce. Przewodniczący Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek zaleca daleko idącą roztropność i ostrożność w podejmowaniu decyzji o zwiększeniu liczby pielgrzymów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję