Dar, z którego jeszcze nie zdajemy sobie sprawy
My chyba jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielkim darem Opatrzności Bożej była osoba i pontyfikat Jana Pawła II. Dzisiaj pokolenie patrzy już na niego jako postać historyczną
— mówił arcybiskup. Przypomniał pomniki, tablice i kamienie, ale od razu postawił inne pytanie: co zostało z nauczania, które wraca w radiu, telewizji, artykułach i książkach.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
To jest zadanie, które musi być przeżyte poprzez nasze sumienia. Tak jak papież mówił, że Polsce dzisiaj potrzeba ludzi sumienia, którzy określają dobro dobrem, a zło złem. Mają poczucie grzechu, czyli samo niewystarczalności od strony nawet najlepszych intencji, bo trzeba wspomóc łaską Bożą te czy inne nasze działania albo wybory
— tłumaczył.
Przypomniał także tytuł książki Karola Wojtyły sprzed pontyfikatu.
Miłość i odpowiedzialność odnosi się i do rodzin, i do polityków, i do Kościoła, i do wszystkich grup
— powiedział. Dodał, że nawet ktoś, kto mówi: nie wierzę w miłość, w Boga, w Chrystusa i w Kościół, pozostaje kimś stworzonym przez Boga.
Opowiedział także o niedawnym spotkaniu z człowiekiem, który przedstawił się jako Mateusz i określił swoją postawę światopoglądową jako "z dala od wiary".
Niezależnie od tego, jak pan określa swoją dzisiejszą postawę, my się spotkamy za progiem śmierci, bo śmierć dotyka nas wszystkich. A to, że pan odrzuca nawet życie wieczne jako możliwość wynikającą z wiary, tym bardziej mi będzie przykro, bo pana też tam spotkam po drugiej stronie. I wtedy zobaczymy, po której stronie stajemy swoimi wyborami
— relacjonował abp Depo.
Nie po to przyjechał, żeby tylko obalić komunizm
Metropolita częstochowski wrócił do pielgrzymek Jana Pawła II i do sposobu, w jaki Polacy je zapamiętali.
Pontyfikat Jana Pawła II trwał 27 lat i myśmy trochę dali sobie wmówić to, że papież przyjeżdżał do nas po to, żeby obalić komunizm, obalić układy społeczne i polityczne i będziemy prawdziwie wyzwoleni. On przyjechał w dziewięćdziesiątym pierwszym roku i przywiózł nam tablicę dziesięciu Bożych przykazań. I myśmy się obrazili, poczynając od polityków. Że on nas obraża, tak jakby naród nie znał dziesięciu Bożych przykazań
— mówił.
Jego zdaniem dopiero lektura homilii z poszczególnych miast i regionów pokazuje głębię każdego przykazania, a nie sam zakaz sprowadzony do dwóch słów: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij.
W każdym z tych przykazań jest wnętrze, cała głębia, którą trzeba z pomocą Ducha Świętego naprawdę rozpoznawać, żeby dopiero zobaczyć, czy my jesteśmy wierni Panu Bogu. A na tę drogę wierności łasce i tożsamości naszego narodu wprowadzał nas Jan Paweł II przez tyle lat
— podkreślił.
Stąd, jak mówił, sens Dni Papieskich przyjętych przez Episkopat od początku ma być „żywym przywoływaniem Papieża - Polaka do naszego życia”. Obok pomników spiżowych wskazał „żywy pomnik” — stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia.
Konkretne już osoby, młodzi ludzie, które w tysiącach już przeszły przez tego rodzaju etap formacji, modlitwy, spotkań i dzisiaj stanowią jakiś trzon naszego narodu i Kościoła. I daj Boże, żeby ci ludzie byli naprawdę twórczymi i odpowiedzialnymi za to, co jest dziś, i za to, co jest w przyszłości
— powiedział.
Autorytet, bo tym żyje
Reklama
Pytany, czy Jan Paweł II pozostaje wzorem dla młodych także poza tym dziełem, arcybiskup odróżnił wzór od autorytetu.
Autorytet wynika z tego, że to, co człowiek mówi, tym żyje
— zaznaczył. Przywołał świadectwo francuskiego dziennikarza z pierwszej z siedmiu pielgrzymek papieża do Francji i pytanie postawione wtedy narodowi: „Francjo, czy jesteś wierna tajemnicy chrztu świętego jako córka pierworodna Kościoła katolickiego?”. Wspomniał też, że każde dziedzictwo musi być pomnożone przez kolejne pokolenie, a nie tylko zużyte.
Abp Wacław Depo przywołał także inne słowa dziennikarza:
Patrzę się na tego człowieka i już wierzę, że on to, co teraz do nas mówi, tym żyje. To nie jest słowo nauczyciela, który pokazuje drogę, a później sobie idzie i ma swoje prywatne życie
— cytował. I dodał od siebie: — Odszedł, ale się nie oddalił. I dlatego może być dla nas wzorem i takim autorytetem, na którym warto budować swoje życie i iść za nim, za jego wskazaniami.
W tym samym fragmencie mówił też o papieżu Leonie XIV, który — jak ocenił — „obudził znowu nową nadzieję i wiarę w tych ludziach młodych w swoich spotkaniach”.
Nie oklaskujcie, słuchajcie
Prowadzący rozmowę przypomniał, że Jan Paweł II prosił, by nie stawiać mu pomników, a pomniki i tak stanęły. Arcybiskup uznał, że była w tym lekcja pokory.
Opisał modlitwę brewiarzową na Wawelu: dziennikarze rozświetlili wzgórze, papież — już słaby — siedział w fotelu, a przez czterdzieści minut trwała cisza. Sekretarz przyklęknął przy klęczniku i lampką oświetlał tekst.
Oni myśleli, że papież odłoży brewiarz i będzie znowu przemawiał, że na przykład będzie mówił o modlitwie, o skupieniu, o kontemplacji. Tutaj nie: on się modlił, a później dopiero po tej modlitwie szedł do ludzi
— mówił abp Depo. Nazwał tę ciszę „najpiękniejszą modlitwą papieża”.
Reklama
Przypomniał też słowa z placu Zwycięstwa, gdy brawa przerywały homilię: - Wy mnie nie oklaskujcie, tylko słuchajcie. Później, jak dodał, papież trochę usprawiedliwiał oklaski jako współgłoszenie tego, co mówi.
Ale nieraz podkreślał: wy mnie nie oklaskujcie, tylko słuchajcie po to, żeby to później wprowadzać w czyn.
Na koniec odniósł to do własnych wystąpień na Jasnej Górze.
Kiedy mówię coś mocnego i też słyszę oklaski, to ja się już przebijam, idę dalej. Nie po to, żeby ktoś nie mówił, że czekam na aplauz. Przebijam się dalej, żeby treść była przekazywana, a oklaski niech będą raczej na innych spotkaniach, a nie liturgicznych
— powiedział.
Rozmowę abp Wacław Depo zamknął błogosławieństwem:
Z serca was wszystkich błogosławię na głębię tego zanurzenia się w osobowość i nauczanie Jana Pawła II, dziś już świętego. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
