Fragment wywiadu:
Trzymając się określenia "maszyna" - czy również pod względem mentalnym czujesz się jak maszyna? A może zdarzają Ci się chwile przesilenia, niepokoju, momenty, w których masz już siatkówki po kokardę? Bywa, że sam nie radzisz sobie z tym wszystkim i potrzebujesz wsparcia najbliższych albo pomocy specjalistów?
- Jeśli chodzi o pomoc specjalistów, konkretnie psychologa, to dotychczas z niej nie korzystałem. Przyznam jednak, że rozważałem taką możliwość, szczególnie w 2022 roku, choć właściwie te myśli towarzyszą mi od momentu, gdy trafiłem do Perugii. Wymagania są tam naprawdę ogromne. Oczywiście mam przy sobie żonę, ale z wieloma problemami muszę mierzyć się sam. Żona również namawiała mnie, żebym spróbował porozmawiać z psychologiem, wyrzucił z siebie to, co leży mi na sercu, i przekonał się, czy wszystko, co przeżywam, jest czymś naturalnym. Ostatecznie jednak do takiego spotkania nie doszło. Nie oznacza to oczywiście, że nie miewam trudniejszych momentów. Weźmy choćby rozpoczynający się sezon klubowy. W głowie pojawiają się pytania, czy uda nam się powtórzyć sukces z poprzedniego sezonu. Liga włoska z roku na rok staje się coraz mocniejsza. Przybywa nowych zawodników, coraz częściej młodszych ode mnie. Siłą rzeczy zaczynam się więc zastanawiać, czy nadal jestem wystarczająco dobry, by wygrywać z Perugią i sprostać wszystkim oczekiwaniom.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Czyli takie momenty zwątpienia realnie się pojawiają?
- Oczywiście. Na razie jednak potrafię sobie z nimi radzić we własnym zakresie. Czasami porozmawiam też z Panem Bogiem, prosząc Go, żeby wszystko dobrze się poukładało. I jak dotąd rzeczywiście układa się tak, jak sobie to wcześniej zaplanuję i poukładam w głowie.
Opowiedz nieco więcej o tych rozmowach z Bogiem. Do tej pory w kwestiach wiary i duchowości bardziej otwierał się choćby Wilfredo Leon. Rozumiem, że w twoim przypadku nie chodzi wyłącznie o klasyczną modlitwę, ale również o osobistą rozmowę, prowadzoną własnymi słowami, z perspektywy człowieka wierzącego?
- Nie mam jakiejś jednej, przygotowanej formuły modlitwy. Traktuję Pana Boga jak najbliższego przyjaciela, z którym mogę rozmawiać na różne sposoby i w różnych momentach dnia. Oczywiście modlę się każdego ranka i wieczoru, ale zdarzają się również takie chwile, choćby przed meczem, kiedy odbywam z Nim krótką rozmowę. Wtedy nie ma zbyt wiele czasu, więc po prostu proszę, żeby wszystko dobrze się potoczyło. Żeby ominął mnie stres, żebym był pewny siebie i potrafił przenieść na boisko wszystko to, co wypracowałem podczas treningów. Z kolei poranne i wieczorne modlitwy mają bardziej osobisty charakter. Rano proszę o dobry dzień, a wieczorem dziękuję za wszystko, co się wydarzyło. Tak po prostu. Pan Bóg jest moim przyjacielem i towarzyszem każdego dnia.
Rozmawiał Artur Gac, Interia. Całość wywiadu: sport.interia.pl.
