Reklama

Niedziela w Warszawie

Antymatki

Z Grzegorzem Łęcickim, teologiem, kulturoznawcą i medioznawcą, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Andrzej Tarwid

Niedziela warszawska 6/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

wywiad

Marcin Żegliński

Grzegorz Łecicki

Grzegorz Łecicki

ANDRZEJ TARWID: – Pana najnowsza książka nosi tytuł „Antymatki”, a przecież w naszym kraju macierzyństwo opisuje się zwrotem „Matka-Polka”. Kim więc są antymatki?

GRZEGORZ ŁĘCICKI: – Poprzez wprowadzenie tego neologizmu chciałem zaakcentować negatywne formy realizacji macierzyństwa.

– W literaturze fachowej, ale i w życiu codziennym można usłyszeć takie pojęcia jak: „toksyczny człowiek” czy „toksyczni rodzice”. A jakie postawy okazały się główną „toksyną” w Pana pracy badawczej?

– W przypadku mojej analizy jest to z jednej strony nadopiekuńczość, a z drugiej zaborczość. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że to postawy skrajnie różne, to jednak obie pozbawiają dzieci wolności i samodzielności. W konsekwencji nie przygotowują młodego pokolenia do odpowiedzialnego życia w społeczeństwie.

– Nowatorstwo Pana podejścia polega jeszcze na tym, że osoby badane to gorliwe w swoim mniemaniu katoliczki. Dlaczego zajął się Pan właśnie nimi?

– Zastanawiało mnie, jak to jest, że kobieta uczestnicząca nawet gorliwie w praktykach religijnych, za progiem kościoła jest katem dla swojego dziecka, synowej lub zięcia.

– Co można powiedzieć o tej pseudoreligijności antymatek?

– To nie jest chrześcijańska gorliwość, lecz coś niezwykle fałszywego. Jedna z owych antymatek powiedziała mi na przykład, że jej zdaniem papież często się myli.

– Niech zgadnę, ta kobieta oczywiście wie wszystko lepiej...

– ...nie tylko wie lepiej od papieża, ale też umiałby wszystko sprawniej poprowadzić i zorganizować w Kościele. Jeśli zaś chodzi o wnioski bardziej generalne, to myślę, że fałszywa religijność antymatek w swojej istocie polega na tym, iż one wszystkie jak ognia boją się sakramentu pojednania.

– Dlaczego?

– Ponieważ w konfesjonale trzeba wyznać grzechy, a więc oskarżyć siebie samą. A one są przecież wspaniałe, doskonałe i wiedzą wszystko najlepiej.
Typowa antymatka najpierw mówi, że dla niej bogiem jest dziecko. Ale tak naprawdę ona dąży do tego, aby być bogiem dla dziecka. W takiej konstrukcji religijność staje się narzędziem propagandy i manipulacji, które taka matka stosuje wobec dziecka poprzez szantaż emocjonalny.

– Dzięki książce kapłani i teolodzy mają nad czym rozmyślać, aby uzdrowić wiarę takich osób. Ale przecież toksyn nadopiekuńczości i zaborczości doświadczają także osoby niewierzące. Może nawet częściej.

– Opisując zaborczość i nadopiekuńczość rodziców, a szczególnie matek, odniosłem wrażenie, że tego rodzaju zachowania charakterystyczne są dla mentalności i obyczajowości neopogańskiej.

– A czy nie jest to wynikiem tego, że w dzisiejszych czasach rodzice próbują jedynie uchronić dziecko przed trudnościami czy niebezpieczeństwami, których nie było w ich młodości?

– Pewnie też tak jest. Tylko że problemem nie jest to, że chce się chronić dziecko, bo to jest naturalne i rodzice są do tego powołani.

– W czym więc tkwi istota popełnianego błędu?

– W tym, że dorośli przyjmują fałszywą perspektywę chronienia dziecka przez całe jego życie. Roztropni rodzice mają nauczyć je tego, aby w przyszłości ono umiało ochronić siebie.

– W książce dowodzi Pan, że pobłażanie córce czy synowi może ostatecznie powodować „usidlenie dziecka i jego wewnętrzne zniewolenie”. Gdzie jest więc granica między dobrą a złą relacją?

– To bardzo trudne, bo każdy z nas jest niepowtarzalny. Nie ma więc jakiegoś jednego zdecydowanego schematu czy granicy. Jej określenie jest indywidualnym wyzwaniem dla każdej rodziny i każdej relacji ojcowskiej oraz macierzyńskiej.

– Jakie prawdopodobnie relacje z innymi będzie miał człowiek, który w dzieciństwie był wychowywany przez antymatkę?

– Dzieci wychowywane w duchu nadopiekuńczości i zaborczości przyjmują w dorosłości dwie główne postawy. Pierwsza to nienawiść wobec kobiet. Bo jak się ma do czynienia z toksyczną matką, to uważa się, że wszystkie kobiety są takie same, czyli koszmarne. Skutkiem tego może być odcięcie się od wszystkich innych kobiet, sympatii czy narzeczonych.

– I co dalej robi taka osoba?

– Zazwyczaj szuka jakieś wspólnoty. Czasami nawet zakonnej czy seminaryjnej, gdzie idzie nawet bez powołania.

– Jednak większość takich osób zawiera związki małżeńskie, co wtedy?

– Rozpieszczane dzieci nie są nauczone zmagania się z życiem. Kiedy po ślubie zderzą się z rzeczywistością dnia codziennego, to często sobie nie radzą. W efekcie rozwodzą się, nie patrząc na to, że decyzją tą czynią krzywdę współmałżonkowi i dziecku. Robią tak, bo najważniejsze dla nich jest własne „ciepełko”.

– To pierwsza postawa wynikła z nadopiekuńczości, ale powiedział Pan, że jest i druga. Na czym ona polega?

– Druga postawa polega na tym, że osoba wychowywana w sposób nadmiernie emocjonalny i troskliwy sama potem żąda, aby wszyscy tacy byli. A przecież w dorosłym życiu trzeba samemu pójść po węgiel, bo już mamusia nie pójdzie. Samemu sprzątnąć, wyprać, ugotować itd.

– Na ten „węgiel” trzeba najpierw zarobić. Czy taka osoba potrafi odnaleźć się w pracy zawodowej?

– Z reguły trauma jest zbyt silna. Dziecko wie, że jest zawsze gorsze niż matka. Jeśli ktoś miał to wmawiane przez 20-30 lat, to nawet jak pójdzie do pracy i zrobi superwynalazek, to będzie bał się wejść w konkurencję z innymi, bo będzie się czuł gorszy od nich.

– W dzisiejszych czasach można się wyprowadzić.

– Zaprzyjaźniony zakonnik zwrócił mi uwagę na konieczność podkreślenia nowego zjawiska, jakim jest wirtualna pępowina. Fizyczna obecność matki nie jest już potrzebna w dobie komunikacji cyfrowej oraz poczty elektronicznej.

– Czyli trauma, choć to bardzo mocne słowo...

– ...niestety, z moich wywiadów z takimi osobami wynika, że element obniżenia wartości jest u nich makabryczny.

– Jedną z najtrudniejszych relacji między matką a dzieckiem opisanych w książce jest syndrom matki jedynaka. Udowadnia Pan, że syndrom ten może mieć miejsce także w rodzinie wielodzietnej. Co więc jest głównym mechanizmem prowadzącym do tej patologii?

– Kiedy rozmawiałem z rodzeństwami, to podczas jednego z takich wywiadów kobieta nagle powiedziała: „Brat się wyprowadził, bo wiedział, że matka jest zaborcza”. W domu została więc dziewczyna i to ona stała się ofiarą. Oznacza to, że syndrom jedynaka nie jest zależny od liczby dzieci. Jego przyczyną jest natomiast nadopiekuńcza i zaborcza matka.

– Co jest z mężczyznami w takich rodzinach? Dlaczego antymatki nie napotykają jakiegoś oporu ze strony ojców?

– Już sam dobór mężczyzn i kobiet w takich związkach jest bardzo skomplikowany. Kiedyś opisywałem przypadek, gdy kobieta potrafiła powiedzieć swojemu narzeczonemu, że po ślubie najważniejszy w jej życiu będzie nadal jej ojciec. Inna natomiast mówiła, że obowiązki wobec matki będą dla niej zawsze na pierwszym miejscu. To pokazuje, że mężczyźni nie zwracają uwagi na relacje, jakie panują w rodzinach ich narzeczonych. W efekcie do końca nie rozpoznają także charakteru i osobowości swojej przyszłej żony.

– A jak już są małżeństwem i mają dzieci, to facet się wycofuje z roli ojca?

– Tak, bo antymatki mają piekielną inteligencję w dostrzeganiu swoich ofiar, którymi są także mężowie. Ona najpierw mówi mu: ty przynoś pieniądze i zarabiaj, a ja się zajmę domem i wychowaniem. Kiedy on da się na to nabrać – a nierzadko robi tak z lenistwa – to po 15 latach wspólnego życia dostrzega, że oddaje wypłatę i w domu nie ma nic do powiedzenia.

– W Polsce rośnie liczba rozwodów. Ich skutkiem jest to, że coraz więcej dzieci wychowuje się bez ojca. Skąd one czerpią wzorce, skoro nie z domu?

– W dużej mierze z grupy rówieśniczej. A także od dalszej rodziny oraz z mediów.

– Zatrzymajmy się na tym ostatnim aspekcie. W książce ilustruje Pan pewne patologie rodzinne odniesieniami do filmów. Jakie wzory relacji małżeńskich i rodzinnych są we współczesnych polskich filmach i serialach?

– To złożony problem, bowiem filmowcy dostrzegają pewne zjawiska bardzo szybko i niemal natychmiast reagują na sytuacje, które są nieprawidłowe. Taki przekaz medialny nie pokazuje jednak przyczyny. On jedynie coś ważnego rejestruje.

– Na przykład?

– Można na przykład powiedzieć, że w „Rodzinie zastępczej” czy „Rodzince.pl” niektóre wzorce są bardzo fajne, jeśli chodzi o pokazywanie miłości, małżeństwa, wychowania, itd. Ale trzeba pamiętać, że to jest tylko pewna ilustracja. W żadnym natomiast przypadku nie jest to przewodnik, bo fikcja nie może być takim przewodnikiem.

– Gdzie jest więc ten przewodnik?

– Marzy mi się, byśmy jako wspólnota wierzących lepiej poznali myśl wybitnych chrześcijańskich pedagogów. A to dlatego, że Kościół mówi o życiu prawdziwym opartym na wzorcach Świętych.

– Przejdźmy więc do teologicznej warstwy książki „Antymatki”. Zaczyna się ona od motta C.S. Lewisa „Nie można kochać w pełni innego stworzenia, dopóki nie pokocha się Boga”. Czyli kluczem do zdrowych relacji rodzinnych jest prawdziwa wiara?

– Zdecydowanie tak. To właśnie praktyczne odejście od wizji religijności chrześcijańskiej, czyli zrozumienia osobowej relacji między mną a Panem Bogiem powoduje, że również relacje z ludźmi zostają zachwiane. Dlatego przypomnę, że zarówno pierwsze przykazanie Dekalogu, jak i nauczanie Chrystusa pokazują nam, że zmiana hierarchii miłości powoduje fałszywą sytuację i niezdolność do autentycznego miłowania bliźnich. Dopiero bowiem postawienie Boga na pierwszym miejscu w swoim sercu i umyśle umożliwia nam realizację przykazania miłości i prawidłowe relacje wobec bliźnich.

– Kluczem do naprawy relacji w rodzinie jest więc nawrócenie się, a potem życie prawdziwą wiarą, a nie własnymi urojeniami na jej temat. Ale co jeszcze można zrobić, aby np. zdiagnozować problem, bo chyba większość rodzin ma problem z oceną własnej sytuacji?

– Jeśli ktoś nie wie, dlaczego jego relacje z dziećmi zgrzytają, czasem nawet z prozaicznych powodów, to polecam mu wizytę w chrześcijańskiej poradni rodzinnej. Pracujący w niej psycholog pomoże w diagnozie. Pokaże, że nie trzeba przebudowywać całego domu, ale wystarczy otworzyć mały lufcik, przez który wleci świeże powietrze uzdrawiające całą rodzinę.

2017-02-01 13:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka

2020-09-26 08:01

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

Archiwum prywatne

Szymon Szynkowski

Szymon Szynkowski

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka – sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej

Piotr Grzybowski:Panie Ministrze, zacznijmy od chyba najgorętszego dziś tematu: protestów społecznych po - w powszechnej ocenie uznanych za sfałszowane - wyborach prezydenckich na Białorusi. Czy dla naszych służb dyplomatycznych było to zaskoczeniem?

Szymon Szynkowski vel Sęk: Dla nas nie było to zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że jest niestety duże prawdopodobieństwo, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób przejrzysty i demokratyczny, i że napotka to na opór białoruskiego społeczeństwa. Natomiast – dla nas nie, ale dla niektórych naszych zachodnich partnerów z UE myślę, że skala i długotrwałość tych protestów była zaskoczeniem. Przecież wiadomo, że wcześniejsze wybory również budziły wątpliwości, choć skala fałszerstw nie była aż tak duża, jak w przypadku tych ostatnich, więc teraz zarówno skala manipulacji, jak i skala oporu wobec manipulacji jest bardzo duża. My przyglądamy się sytuacji na Białorusi od wielu lat, więc trudno, żebyśmy w tej kwestii byli czymś zaskoczeni.

PG: Czy w związku z tym MSZ ma wypracowane scenariusze, które Polska będzie realizować?

SSvS: Tak, oczywiście. My nie poruszamy się tylko w sferze ogólnych deklaracji politycznych, potępiających to, co wydarzyło się w trakcie wyborów na Białorusi, czy wspierających dialog ze społeczeństwem i domagających się tego dialogu i rezygnacji z użycia siły, czy represji. To byłoby zbyt mało. My proponujemy bardzo konkretny plan działań dla Białorusi, z konkretnym finansowaniem na poziomie na razie naszego planu krajowego - ok. 12 mln euro, czyli 50 mln zł. Natomiast będziemy też proponować wspólnie z Grupą Wyszehradzką, bo w tej chwili finalizowane są uzgodnienia w zakresie propozycji tzw. Planu Marshalla, czyli czegoś, co jest nazywane Planem Marshalla dla Białorusi, takiej wielopunktowej propozycji wsparcia, która mogłaby zostać zaoferowana w sytuacji, w której na Białorusi doszłoby do demokratycznych zmian. Mowa tutaj zarówno o liberalizacji wizowej, jak i ułatwieniach dla małych i średnich przedsiębiorstw i specjalnym funduszu wsparcia. To zostało już zaprezentowane przez Premiera Mateusza Morawieckiego szefowej Komisji Europejskiej i będzie prezentowane przez całą Grupę Wyszehradzką, której przewodzimy, na forum Rady Europejskiej w najbliższych dniach.

PG: Pytanie już do Pana jako pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej: czy jest realne wypracowanie planu działania Grupy wobec sytuacji na Białorusi?

SSvS: Tak. Dzisiaj Grupa Wyszehradzka finalizuje prace nad tym bardzo konkretnym planem wsparcia ze strony UE dla Białorusi na poziomie gospodarczym. To jest jeden z elementów, który chcemy oferować Białorusi, ale – co ważne - w ramach współpracy Wyszehradzkiej, bo w ten sposób możemy łatwiej na poziom unijny przenieść naszą propozycję. Oczywiście na poziomie krajowym mamy 5-punktowy plan, który dzisiaj jest realizowany, zarówno w zakresie wsparcia NGO, jak i wspierania dostępności rynku pracy dla osób, które muszą wyjechać z Białorusi, chcą przyjechać do Polski. Propozycje na poziomie unijnym liberalizacji wizowej wynikają też z tego, że jest ok. 800 tys. wiz unijnych wydanych w ostatnich latach. 400 tys. tych wiz wydały polskie konsulaty, więc to Polska jest krajem, który najaktywniej wspiera Białoruś, także w zakresie wsparcia dla obywateli tego kraju, jak również możliwość ich przyjazdu do Unii Europejskiej, czy pracy w UE. Chcemy, żeby było to wsparcie systemowe, w które zaangażują się wszyscy nasi unijni partnerzy. Wokół tego udało się, co też jest sukcesem Polski, wybudować konsensus Grupy Wyszehradzkiej. Przecież wiemy, że mamy w Grupie Wyszehradzkiej przyjaciół, partnerów, ale bywają także różnice zdań. W tej sprawie nie ma różnicy zdań. Grupa Wyszehradzka będzie prezentowała to wsparcie za tydzień, na forum Rady UE.

PG: Końcem lipca powołano nową inicjatywę - Trójkąt Lubelski. W jakim celu?

SSvS: Jak się okazało, Trójkąt Lubelski powołany w drugiej połowie lipca, swoją zasadność funkcjonowania dowiódł już w pierwszych tygodniach, bo chwilę później rozpoczął się kryzys na Białorusi, związany właśnie z niedemokratycznymi wyborami i w tym formacie są również prowadzone dyskusje. Litwa, Polska i Ukraina to kraje sąsiedzkie Białorusi, w których interesie leży stabilność sytuacji w tym kraju. Litwa i Polska dyskutują o wyzwaniach w różnych innych formatach, np. „Bukaresztańskiej 9” w kontekście bezpieczeństwa, w ramach współpracy Polski z krajami bałtyckimi. Ukraina była z tych dyskusji do tej pory wyłączona, bo w tych formatach nie uczestniczy. W związku z tym uznaliśmy, że trzeba stworzyć format sąsiedzki, który będzie właśnie miejscem do włączania również Ukrainy w dyskusję na tematy bieżące. Takim najbardziej bieżącym tematem, siłą rzeczy niestety dla Trójkąta Lubelskiego oczywistym jest sytuacja na Białorusi, ale też szerzej dyskusje o polityce bezpieczeństwa w regionie, w gronie krajów, które mają podobne spojrzenie na zagrożenia, które płyną ze wschodu. Dzisiaj Trójkąt, który koordynuje pan wiceminister Marcin Przydacz jest doskonałym formatem do tego, żeby koordynować też działania z ważnym państwem nieunijnym, czyli Ukrainą.

PG: Wrócił Pan minister kilka dni temu z Wilna, gdzie podpisane zostało Strategiczne Partnerstwo Polsko-Litewskie. Czy to początek Unii Lubelskiej 2.0?

SSvS: Nie, choć nawiązań historycznych podczas tego spotkania było całkiem sporo, począwszy od tego, że na początku swojego wystąpienia Pan Premier Skvernelis wskazał, że to pierwsze takie spotkanie od 230 lat. Po drugie, w wystąpieniach premierów obecne były nawiązania do wspólnych tegorocznych obchodów rocznicy Bitwy pod Grunwaldem i planowanych przyszłorocznych obchodów Konstytucji 3 maja, jak to się mówi zaręczenia wzajemnego obu narodów. To będzie też taka historyczna okazja do podkreślania tego, co nas łączy. Natomiast to jest tylko fundament do budowania dzisiaj naszej bardzo bliskiej współpracy, która już ma swój dorobek. Współpracujemy znowu w wielu formatach międzynarodowych ważnych UE, NATO, ale także regionalnych: Trójmorze, współpraca Bałtycka, czy choćby ten najnowszy wspomniany wcześniej Trójkąt Lubelski. To jest oczywiście tylko narzędzie do osiągania konkretnych celów. Te cele dzisiaj Litwa i Polska potrafią definiować: to jest wspólne wspieranie Białorusi. Litwa też tu jest bardzo aktywnym aktorem, przypomnę, że przed chwilą Minister Spraw Zagranicznych Litwy Pan Linkieviczus był w Waszyngtonie, rozmawiał o tych sprawach, więc koordynujemy tutaj działania wspólne. Na forum Rady Europejskiej także Polska i Litwa mówią w tych sprawach wspólnym, bardzo mocnym głosem, ale też w ogóle koordynujemy współpracę gospodarczą.
Konsultacje międzyrządowe, co bardzo jest ważne, żeby podkreślić miały swój bardzo konkretny wymiar: podpisano dwie umowy z zakresu współpracy przy rozbudowie infrastruktury transportowej, kolejowej, podpisano deklarację o współpracy strategicznej przez Premierów, podpisano bardzo ważny harmonogram wdrażania zmian oświatowych, które sprawią, że Polacy mieszkający na Litwie będą mieli zwiększoną dostępność do nauczania języka polskiego, co jest problemem od lat niezałatwionym. Tutaj jest duża szansa na postęp. Wreszcie jest TVP Wilno i przy okazji już nie samych konsultacji, ale też w związku z wizytą w Wilnie Pana Premiera, mieliśmy okazję podpisać list intencyjny, który po roku funkcjonowania z dużymi sukcesami TVP Wilno da w przyszłości tej telewizji nową siedzibę, w Domu Polskim w Wilnie, rozbudowanym ze środków MSZ. Wejdzie tam telewizja, młody zespół dziennikarzy z Wileńszczyzny, który już dzisiaj mówi ciekawie o życiu na Wileńszczyźnie, ale też mówi dobrze o Polsce, o polskiej historii, kulturze, tradycji. Jak Pan widzi w czasie tej bardzo intensywnej wizyty wiele spraw zostało nie tylko poruszonych ale i załatwionych. Naprawdę byłem pod wrażeniem, jak skuteczna może być dyplomacja w kontekście konsultacji międzyrządowych. Pod wodzą Premiera kilkunastu ministrów, każdy z konkretną agendą spraw, które chce załatwić, jedzie tam, sprawy mają postęp i wracamy z konkretnym dorobkiem. To w dyplomacji nie jest reguła, bo czasami kończy się na jakiś ogólnych dyskusjach, tu zaś mamy solidny konkret.

CZYTAJ DALEJ

Za tych, co zginęli w drodze do Europy - rozpoczyna się Tydzień Modlitwy za Uchodźców

2020-09-27 16:12

[ TEMATY ]

modlitwa

Adoe.Stock.pl

W 106. Światowym Dniu Migranta i Uchodźcy rozpoczyna się w Polsce Tydzień Modlitwy za Uchodźców „Umrzeć z nadziei”. Wspólnota Sant’Egidio zachęca do włączenia się w modlitwę za tych, którzy – jak pisze papież Franciszek w swoim orędziu – zostali jak Jezus Chrystus za czasów Heroda zmuszeni do ucieczki. Modlitwy w Warszawie i Poznaniu sprawowane będą przy krzyżach przywiezionych z Lesbos, wykonanych z drewna łodzi migrantów, które rozbiły się u wybrzeży tej greckiej wyspy.

Ojciec Święty po raz kolejny przypomina, że kiedy mówimy o migrantach i wysiedlonych, zbyt często zatrzymujemy się na liczbach. „A tu nie chodzi o liczby, tylko o osoby! (…) Znając ich historie, będziemy w stanie ich zrozumieć. Będziemy mogli na przykład zrozumieć, że niepewność, jakiej doświadczyliśmy w związku z cierpieniem w wyniku pandemii, jest stałym elementem w życiu osób przesiedlonych” – pisze papież.

Podczas nabożeństw w kilkunastu polskich miastach wymieniane będą imiona i historie osób, które zginęły uciekając do Europy przed wojną, przemocą i biedą. Od czerwca 2019 do czerwca 2020 roku w Morzu Śródziemnym i na innych szlakach życie straciło 2398 migrantów.

Objęty patronatem Rady Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek Tydzień Modlitwy za Uchodźców „Umrzeć z nadziei” potrwa do 4 października. Ekumenicznej modlitwie, która odbędzie się we wtorek 29 września o godz. 19 w parafii św. Barbary w Warszawie, przewodniczył będzie metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Nabożeństwo w kościele oo. Karmelitów na wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu odbędzie się w poniedziałek 28 września o godz. 19.30 pod przewodnictwem bp. Damiana Bryla.

W piątek 2 października o godz. 18 modlitwę w katedrze Niepokalanego Poczęcia NMP w Koszalinie poprowadzi bp Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. Tego samego dnia o 19.30 nabożeństwu w kościele św. Sebastiana w Opolu przewodniczyć będzie bp Andrzej Czaja.

Modlitwy w Warszawie i Poznaniu sprawowane będą przy krzyżach przywiezionych z Lesbos, wykonanych z drewna łodzi migrantów, które rozbiły się u wybrzeży tej greckiej wyspy. Delegacja Wspólnot Sant’Egidio spędziła na Lesbos „solidarne wakacje” towarzysząc z misją humanitarną uchodźcom z obozu Moria. Członkowie Sant’Egidio będą opowiadać o doświadczeniu osobistego spotkania z uchodźcami, żyjącymi w tym nieludzkim miejscu, które w ostatnich tygodniach strawił pożar.

Wspólnota Sant’Egidio przygotowuje nabożeństwo w intencji uchodźców „Umrzeć z nadziei” od 2015 r., gdy w Europie wybuchł największy jak dotąd kryzys migracyjny, a wody Morza Śródziemnego pochłonęły 3771 istnień ludzkich. Od 1990 r. w „podróżach nadziei” do Europy zginęło blisko 41 tys. uchodźców.

Poniżej spis miast, w których odbędzie się modlitwa:

NOWY DWÓR MAZOWIECKI, niedziela 27 września, godz. 12.00 i 13.00, kościół św. Barbary w Modlinie Twierdzy, ul. Szpitalna 69.

KATOWICE, niedziela 27 września, godz. 17.00kościół Wniebowzięcia NMP, ul Graniczna 26, przewodniczy ks. Zbigniew Kocoń.

POZNAŃ, poniedziałek 28 września, godz. 19:30 (wcześniej spotkanie o 19:10), kościół oo. Karmelitów na wzgórzu św. Wojciecha, przewodniczy ks. bp Damian Bryl.

WARSZAWA, wtorek 29 września, godz. 19.00, parafia św. Barbary, ul. Nowogrodzka 51, przewodniczy kard. Kazimierz Nycz.

LUBLIN, środa 30 września, godz. 18.00, klasztor Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki (Siostry Białe), ul. J. K. Chodkiewicza 9, przewodniczy ks. Mieczysław Puzewicz.

SŁUPSK, środa 30 września, godz. 18.00, kościół św. Maksymiliana Kolbego, ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 20, przewodniczy ks. Lucjan Huszczonek.

KRAKÓW-PODGÓRZE, środa 30 września, godz. 18.00, kościół św. Józefa, ul. Zamoyskiego 2, przewodniczy ks. Jarosław Raczek.

BRZEGI k. WIELICZKI, środa 30 września, godz. 19.30, Campus Misericordiae w Brzegach koło WIELICZKI, przewodniczy o. Mariusz Tabor OFM.

GDYNIA, czwartek 1 października, godz. 19.15, kościół św. Mikołaja, ul. św. Mikołaja 1, przewodniczy ks. Jacek Socha.

SZCZECINEK, piątek 2 października, godz. 17.30, parafia p.w. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, ul. 3 maja 1a, przewodniczy ks. Jacek Lewiński.

KOSZALIN, piątek 2 października, godz. 18.00, katedra p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP, ul. B. Chrobrego 7, przewodniczy bp Krzysztof Zadarko.

OPOLE, piątek 2 października, godz. 19.30, kościół św. Sebastiana, plac Świętego Sebastiana 2, przewodniczy bp Andrzej Czaja.

Wspólnota Sant’Egidio powstała w 1968 roku w Rzymie z inicjatywy Andrei Riccardiego i małej grupki licealistów. Dziś obecna jest w 73 krajach na wszystkich kontynentach. Należy do niej ponad 60 tys. osób. Wspólnota – gdziekolwiek jest – żyje tym samym duchem, opartym na modlitwie i czytaniu Słowa Bożego, przyjaźni z ubogimi i pracy na rzecz pokoju.

Na całym świecie zaangażowana jest na rzecz osób w różny sposób ubogich: bezdomnych, samotnych osób starszych, dzieci ulicy w Afryce i Ameryce Łacińskiej, młodych wzrastających w Szkołach Pokoju, więźniów, migrantów i uchodźców. Prowadzi m.in. projekt korytarzy humanitarnych, pozwalający na bezpieczne przybycie do Włoch i sprawną integrację uchodźców. Wspólnota w Polsce działa w Warszawie, Poznaniu i Chojnie, a zaprzyjaźnione grupy inspirujące się jej duchowością także w innych miastach.

CZYTAJ DALEJ

Białoruś/ MSW: w niedzielę w kraju zatrzymano ponad 350 uczestników protestów

O zatrzymaniu w niedzielę ponad 350 uczestników protestów poinformowało w poniedziałek białoruskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Według resortu liczba uczestników akcji poza Mińskiem nie przekroczyła 220 osób.

MSW podało, że w całym kraju odbyły się 22 akcje protestu, w których liczba uczestników „była znacznie mniejsza w porównaniu z minionym weekendem”. „W centrach obwodowych z wyjątkiem Mińska w protestach uczestniczyło od 5 do 220 osób” – przekazała rzeczniczka MSW Wolha Czamadanawa.

Według niej w Mohylewie i Homlu konieczne było użycie środków specjalnych, a „najbardziej aktywnych uczestników zatrzymano”.

Na jednym z nagrań z Homla, opublikowanym przez niezależne media, widać, jak funkcjonariusze rozpylają gaz w kierunku protestujących z bardzo bliskiej odległości, chociaż protest jest pokojowy. Jeden z funkcjonariuszy oddaje ostrzegawcze strzały w powietrze. Zatrzymania w Homlu w niedzielę były wyjątkowo brutalne – wynika z relacji świadków i zdjęć opublikowanych w internecie.

W komunikacie MSW poinformowano również, że na dyżurne telefony milicji „kilkaset osób zgłosiło skargi na uczestników nielegalnych akcji masowych i prosiło o przerwanie ich działań”.

W niedzielę w różnych miejscowościach odbyła się symboliczna narodowa inauguracja Swiatłany Cichanouskiej jako prezydent. Protest był reakcją na potajemne i niezapowiedziane zaprzysiężenie Alaksandra Łukaszenki, które odbyło się w środę.

W Mińsku na początku niedzielnego marszu (a także po jego zakończeniu) doszło do zatrzymań, jednak na proteście zgromadziło się ponad 100 tys. ludzi.

Pomimo trwających od tygodni wszelkiego rodzaju represji wobec uczestników pokojowych demonstracji, protest na Białorusi nie wygasa. Wielu Białorusinów uważa, że wybory prezydenckie, w których zwycięstwo przyznano oficjalnie Alaksandrowi Łukaszence, były sfałszowane. Władze przedstawiają protesty jako zachodni spisek, a ich uczestników pociągają do odpowiedzialności administracyjnej i karnej.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)

just/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję