Reklama

Watykan

Pokora i zawierzenie Panu Bogu

Hermann Geissler urodził się w małym miasteczku niedaleko Innsbrucka w 1965 r. Pomimo że były to trudne czasy dla Kościoła w Austrii, odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa – wstąpił do wspólnoty życia konsekrowanego „Das Werk”, nowej wspólnoty kościelnej założonej przez Belgijkę Julię Verhaeghe (1910-97). Po studiach teologii, zakończonych doktoratem nt. „Sumienie i prawda u kard. Johna Henry’ego Newmana”, został wyświęcony na kapłana w 1991 r. i przez 2 lata pracował duszpastersko w parafii. W 1993 r. przełożeni wezwali go nagle do Rzymu. Nie wiedział, że rozpocznie się wtedy nowy, fascynujący rozdział w jego życiu. Temu bardzo uzdolnionemu i dobrze wykształconemu, choć młodemu kapłanowi – miał wtedy 27 lat – zaproponowano pracę w Kongregacji Nauki Wiary, u boku prefekta kard. Josepha Ratzingera. Pracował pod jego kierownictwem aż do momentu, kiedy niemieckiego kardynała wybrano na następcę Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej. Ks. Geissler pozostał w Kongregacji Nauki Wiary i pracuje tam do dnia dzisiejszego.
Z ks. Hermannem Geisslerem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Niedziela Ogólnopolska 16/2017, str. 12-14

[ TEMATY ]

rozmowa

Włpdzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Kiedy po raz pierwszy przeczytał Ksiądz tekst teologa Josepha Ratzingera?

KS. HERMANN GEISSLER: – W 1983 r. rozpocząłem studia teologiczne w Heiligenkreuz. Był to czas dużych napięć w Kościele w Austrii, dlatego mnie, jako młodemu klerykowi, trudno było znaleźć właściwą drogę. I wtedy przeczytałem z wielkim entuzjazmem i pożytkiem książkę, wydaną w 1984 r., „Raport o stanie wiary” kard. Ratzingera. Pamiętam, że duże wrażenie wywarły na mnie jego umiłowanie prawdy, zdolność do sprostania wyzwaniom czasu oraz szczerość w mówieniu o wierze.

– Jak to się stało, że został Ksiądz pracownikiem Kongregacji Nauki Wiary?

– Nie wiem, kto mnie zaproponował. Pamiętam tylko, że około Wielkanocy w 1993 r. mój przełożony wezwał mnie do Rzymu i poinformował, że kard. Ratzinger poprosił, bym z nim współpracował. Byłem zaskoczony, bo miałem wtedy tylko 27 lat i nie czułem się odpowiednio przygotowany do takiego zadania. Ale ponieważ obrona zdrowej doktryny należy do charyzmatu mojej duchowej wspólnoty „Das Werk”, od razu przystałem na tę propozycję. Krótko po tym miało miejsce moje pierwsze spotkanie z kard. Ratzingerem, który powiedział mi: „Rozpoczynając pracę w Kongregacji Nauki Wiary, nie powinien ksiądz zapominać o tym, żeby pozostać skromnym i zwyczajnym”.

– Z kard. Ratzingerem pracował Ksiądz od 1993 r. Jan Paweł II darzył prefekta Kongregacji Nauki Wiary wielkim szacunkiem – kiedyś nazwał go jednym z filarów swojego pontyfikatu. Jaką rolę odegrał kard. Ratzinger w pontyfikacie Jana Pawła II?

– Pośród wielkich wstrząsów kulturowych i społecznych XX wieku oraz kontrowersji w okresie posoborowym Jan Paweł II wiedział, że należy solidnie pokierować łodzią Kościoła. W tym kluczowym zadaniu mógł liczyć na pomoc kard. Ratzingera. Jan Paweł II był przekonany, że w kard. Ratzingerze miał współpracownika, który był w stanie nie tylko bez obaw utwierdzać zdrową doktrynę, ale też przede wszystkim promować ją, używając przekonujących argumentów, aby uczynić ją zrozumiałą dla współczesnego człowieka, oraz znaleźć odpowiedzi na nowe problemy. Ponadto kard. Ratzinger dzięki swoim zdolnościom teologicznym i ludzkim zawsze stymulował pracę zbiorową, wciągając w nią wszystkich współpracowników, konsultorów teologów i wreszcie kardynałów, członków kongregacji – był to sposób pracy, który nazwałbym przykładowym dla dykasterii Kurii Rzymskiej. To on również promował współpracę z Papieską Komisją Biblijną i Międzynarodową Komisją Teologiczną, a w szczególności z komisjami doktrynalnymi episkopatów. Co 3 lata podróżował na inny kontynent, aby spotkać się z przewodniczącymi tych właśnie komisji doktrynalnych, dowiedzieć się, z jakimi problemami się zmagają, i rozwiązywać je w prawdziwie braterskiej atmosferze. Kard. Ratzinger zawsze chciał uczynić coraz bardziej odpowiedzialnymi lokalne i krajowe władze kościelne, przekonany, że wiara może być przekazywana następnym pokoleniom tylko dzięki dużemu wysiłkowi wspólnotowemu.

– Jakimi wielkimi problemami teologicznymi musiał zająć się kard. Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary?

– Wspomnę tylko niektóre z tych wielkich zagadnień: teologia wyzwolenia, która musiała być oczyszczona z wpływów marksizmu i zaprezentowana w świetle Ewangelii; bioetyka, która wymaga szacunku dla człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci oraz poszanowania godności przekazywania życia; teologia religii, która nie może oznaczać rezygnacji z wyjątkowości Jezusa Chrystusa i Kościoła; powołanie teologa, który jest wezwany do poszukiwania prawdy nie poza Kościołem, ale jako członek wspólnoty wierzących; wątpliwe formy medytacji, będące pod wpływem religii Wschodu i niezgodne z modlitwą chrześcijańską; stanowisko krytyczne pewnych teologów, którzy podawali w wątpliwość wiarę prostych ludzi i musieli zostać skorygowani; wyzwanie ideologii gender, która dąży do zniwelowania różnicy między mężczyzną i kobietą, z poważnymi konsekwencjami dla małżeństwa i rodziny oraz tożsamości osoby ludzkiej.

– Kard. Ratzinger wniósł istotny wkład w przygotowanie Katechizmu Kościoła Katolickiego oraz jego Kompendium. Katechizm jest podstawowym tekstem, który wskazuje katolikom, w co mają wierzyć. Dlaczego to wielkie dzieło Jana Pawła II i kard. Ratzingera nie jest wystarczająco docenione, a często jest nawet ignorowane?

– Moim zdaniem, Katechizm Kościoła Katolickiego przejdzie do historii jako kompletna prezentacja doktryny katolickiej w czasach niepewności i zamieszania. Katechizm jest doceniany w wielu krajach świata i przyczynił się w znacznym stopniu do poprawy katechezy. Był również inspiracją dla innych pomocy dla katechezy, np. projektów „Youcat” (katechizm dla młodych – przyp. W. R.) i „Docat” (kompendium doktryny społecznej dla młodych). Jednak prawdą jest, że w niektórych kręgach wciąż istnieje pewna nieufność w stosunku do Katechizmu – uważa się, że katecheza powinna być ograniczona do życiowych doświadczeń Jezusa, że nie można przekazywać wiary za pomocą zdań do zapamiętania, że Katechizm nie uwzględnia krytycznej egzegezy. Wydaje mi się oczywiste, że płomień wiary jest przenoszony z człowieka na człowieka, dlatego wiara katechety ma decydujące znaczenie. Ale jeśli chcemy, by chrześcijanie miłowali Pana i Jego orędzie, muszą Go również znać. Katechizm jest wielką pomocą dla formacji wiary, pomocą, która musi stać się życiem.

– Kongregacja Nauki Wiary zajmuje się również problemami dyscyplinarnymi, dlatego kard. Ratzinger znał doskonale całe zło, które było w Kościele. Jako prefekt próbował usunąć ten „brud” (słowo, którgo sam użył) z Kościoła i promować jego odnowę?

– Kongregacja jest odpowiedzialna za najpoważniejsze wykroczenia w sprawowaniu sakramentów, zwłaszcza Eucharystii i sakramentu pokuty, za te przeciwko moralności, a od 2001 r. – również za przypadki wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych. Historia pokaże – jestem o tym przekonany – że Kościół zajął się tym poważnym problemem dzięki zdecydowanemu działaniu kard. Ratzingera, który starał się postępować zgodnie z prawdą i sprawiedliwością.

– Benedykt XVI w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. inaugurującej jego pontyfikat, 24 kwietnia 2005 r., powiedział: „ Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii”. Słowa, które odzwierciedlają wielką pokorę Papieża, a także jego całkowite zawierzenie Bogu. Dokąd Benedykt XVI dał się prowadzić Panu podczas 8 lat swego pontyfikatu?

– Kto zna Benedykta XVI, wie, że żyje on głównie liturgią, w której Pan nadal przemawia do nas i „dotyka” nas swoją obecnością. W kazaniach głoszonych w Rzymie, w wystąpieniach podczas licznych podróży, w pięknych katechezach i w przemówieniach o głębokiej treści Benedykt XVI dał się prowadzić przede wszystkim słowu Bożemu głoszonemu w liturgii. W czasie synodów chciał pogłębić tematykę liturgii, słowa Bożego i nowej ewangelizacji. Lecz nie tylko Papież, ale też wszyscy wierni Kościoła powinni kierować się wolą Pana. Jego encykliki o miłości („Deus caritas est”), o nadziei („Spe salvi”) i o wierze („Lumen fidei”, opublikowana przez Franciszka) skupiają się na 3 cnotach teologalnych, a według św. Pawła, są to 3 rzeczy, które pozostają („Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy”, 1 Kor 13, 13).

– 18 kwietnia 2005 r. kard. Ratzinger, jako dziekan Kolegium Kardynalskiego, odprawił w Bazylice św. Piotra „Missa pro eligendo Romano Pontifice” – Mszę poprzedzającą konklawe. W homilii zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo „dyktatury relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”. W jaki sposób Benedykt XVI przeciwstawiał się tej nowej dyktaturze, która próbuje zawładnąć światem, i co proponował wierzącym?

– Benedykt XVI starał się stawić czoło wyzwaniu relatywizmu zwłaszcza przez głoszenie prymatu Boga objawionego w Jezusie Chrystusie, który jest drogą, prawdą i życiem. Jeśli Jezusa nie ma w centrum, wszystkie działania Kościoła są bezużyteczne i nie przynoszą owoców. I tylko wtedy, gdy chrześcijanie są przekonani o prawdzie wiary, mogą mieć w sobie pasję do ewangelizacji i misji. Ale także świat potrzebuje prawdy, bo inaczej nie ma już etycznego punktu odniesienia, a co za tym idzie – panują całkowity indywidualizm lub dyktatura większości. Benedykt XVI odniósł się do tej kwestii w niektórych wielkich historycznych wystąpieniach, ukazywał, że rozum jest zdolny do poznania prawdy oraz że naturalne prawo moralne ma wielkie znaczenie dla całej ludzkości.

– Nie ma wątpliwości, że wielkie światowe media były wrogo nastawione do Benedykta XVI. Zastanawiam się, czy ta wrogość nie była właśnie reakcją na walkę Papieża z dyktaturą relatywizmu i sekularyzacji...

– Jezus był znakiem, któremu się sprzeciwiali. Jeśli Papież głosi prawdę, musi podzielać ten sam los. Zawsze byłem pod wrażeniem wolności kard. Ratzingera i Benedykta XVI, który nie patrzył na reakcje opinii publicznej. Kiedy zapytaliśmy go, czy nie obawia się mediów, odpowiedział: „Wiem, że muszę zdać sprawę Panu w czasie Sądu Ostatecznego, i to daje mi wielką wolność w głoszeniu słowa w każdej okoliczności”.

– Pomimo rozlicznych zajęć związanych z rządami Kościołem Benedykt XVI napisał 3 książki o Jezusie z Nazaretu. Dlaczego Papież uznał to za konieczne?

– Już jako kardynał miał wewnętrzną potrzebę pisania książek, aby odpowiedzieć, z teologicznego punktu widzenia, na decydujące dla chrześcijaństwa i jego przyszłości pytanie: Kim jest Jezus z Nazaretu? Czy jest tylko jednym z wielkich założycieli religii? A może kimś więcej? A co Ewangelie mówią nam o Jezusie? Znaczna część współczesnej egzegezy „podzieliła” niejako postać, słowa i czyny Jezusa, co pomnożyło wątpliwości. Ale na wątpliwościach nie można budować wiary. Benedykt XVI – ukazując w 3 tomach o Jezusie z Nazaretu, że jest On Synem Boga, który stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał za nas – daje solidny fundament wiary chrześcijańskiej w dziele, które łączy egzegezę i teologię.

– Benedykt XVI jest nie tylko jednym z największych teologów Kościoła, ale także jednym z najwybitniejszych intelektualistów świata, którzy nie obawiają się konfrontacji idei. Jaką rolę odegrał on w promowaniu dialogu między Kościołem katolickim i innymi religiami?

– Musimy tutaj dokonać pewnego rozróżnienia. Jeżeli chodzi o judaizm, to ma on szczególny związek z chrześcijaństwem, bo mamy wspólny Stary Testament. Benedykt XVI wzmocnił więzi ze wspólnotą żydowską i często przypominał, że wiara chrześcijańska ma swoje korzenie w historii Boga z ludem Izraela. Jeżeli chodzi o inne religie, Benedykt XVI kontynuował dialog, który był już prowadzony, koncentrując się na fakcie, że religia nie może być w konflikcie z rozumem. W rzeczywistości rozum musi być „oczyszczony” religią, aby otworzyć się na nowe horyzonty, natomiast religia również potrzebuje oczyszczenia, aby nie popaść w fanatyzm.

– Benedykt XVI jest człowiekiem wielkiej kultury, wrażliwym na sztukę. Piękno jest dla niego „pieczęcią prawdy.” Z tego też powodu dbał o piękno sprawowanych celebracji liturgicznych. Ale ta próba przywrócenia piękna liturgii – piękna, które prowadzi do tajemnicy Boga – była postrzegana przez niektórych jako „powrót do przeszłości”. Dlaczego nie zrozumiano intencji Papieża?

– Myślę, że wielu wiernych było wdzięcznych Benedyktowi XVI za jego sposób sprawowania liturgii, za uroczysty charakter, który nadał ceremoniom, by podkreślić w nich prymat Boga. Pewne środowiska błędnie interpretowały niektóre papieskie gesty, takie jak decyzja, by dawać Komunię św. tylko do ust czy korzystać z dawnych szat liturgicznych. Gesty te należy poprawnie rozumieć – Benedykt XVI chciał podkreślić znaczenie szacunku dla Ciała Chrystusa, którego brakuje dzisiaj w wielu miejscach, oraz chciał pokazać ciągłość ze swoimi poprzednikami przez używanie ich szat. Sugeruję, aby nie skupiać się na szczegółach, ale postrzegać liturgię przede wszystkim jako spotkanie ze zmartwychwstałym Panem.

– Papież, który był postrzegany jako konserwatywny, 4 lata temu uczynił „rewolucyjny” gest – zrezygnował z urzędu biskupa Rzymu. Było to przewidziane Kodeksem Prawa Kanonicznego, ale w ostatnich wiekach papieże sprawowali swój urząd do śmierci, dlatego wierni nie byli przyzwyczajeni do postaci „papieża seniora”, co spowodowało pewną konsternację wśród katolików. Jak rezygnacja Benedykta XVI zmieniła Kościół?

– Benedykt XVI jest człowiekiem racjonalnym – widział, że nie ma już sił niezbędnych do wypełniania ciężkiej misji następcy św. Piotra. Ale jest przede wszystkim człowiekiem wielkiej wiary, dlatego wiedział, że Kościół w ostatecznym rozrachunku jest prowadzony przez samego Pana – Kościół jest Jego, a nie nasz. Poza tym to człowiek o wielkiej pokorze – tylko człowiek skromny może uczynić taki gest.

– Co, według Księdza, będzie uznane za najważniejsze dziedzictwo pontyfikatu Benedykta XVI?

– Nie mogę przewidywać przyszłości, ale uważam, że najcenniejszą perłą pontyfikatu Benedykta XVI jest jego nauczanie (magisterium).

– Na koniec chciałbym zadać osobiste pytanie: Kim jest dla Księdza Joseph Ratzinger/Benedykt XVI?

– Dla mnie to człowiek Boży, który żyje Eucharystią i słowem objawionym. Wybitny teolog, który zna Pismo Święte i Tradycję i jest w stanie uzasadnić wiarę pośród wyzwań naszych czasów. Świadek Pana, który potrafi przekazywać prawdę w całej jej świeżości i pięknie. Papież, który wyróżnia się pokorą i łagodnością. Podsumowując – to prawdziwy ojciec współczesnego Kościoła.

* * *

Ks. Hermann Geissler
austriacki kapłan ze wspólnoty życia konsekrowanego „Das Werk”, wybitny teolog i znawca Johna Henry’ego Newmana; od 1993 r. jeden z najbliższych współpracowników prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Josepha Ratzingera, a następnie Benedykta XVI. Obok prezentuje swoje zdjęcie z Benedyktem XVI, który następnego dnia po wyborze na biskupa Rzymu, 24 kwietnia 2005 r., zapragnął odwiedzić siedzibę kongregacji, którą kierował przez 24 lata, i spotkać się z jej pracownikami.

2017-04-11 09:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Działacze opozycji antykomunistycznej do naczelnego "Die Welt": Jesteśmy dotknięci i oburzeni

2020-07-06 20:34

[ TEMATY ]

wybory

Andrzej Duda

wybory 2020

youtube.com/turi2tv

Działacze opozycji antykomunistycznej w liście do redaktora naczelnego "Die Welt" Ulfa Poschardta, który opublikował w niedzielę felieton "Musimy porozmawiać, panie Duda" wyrazili "stanowczy sprzeciw wobec tak obcesowego traktowania Głowy Państwa Polskiego" - podał w poniedziałek portal niezalezna.pl.

"Czujemy się głęboko dotknięci i oburzeni Pana listem otwartym do Pana Prezydenta Andrzeja Dudy. Pragniemy wyrazić swój stanowczy sprzeciw wobec tak obcesowego traktowania Głowy Państwa Polskiego przez jakiegokolwiek dziennikarza, a już na pewno reprezentującego medium zagraniczne, które winno powstrzymać się od najmniejszego nawet ingerowania w demokratyczne i wolne wybory odbywające się w Rzeczypospolitej Polskiej" - czytamy w liście podpisanym m.in. przez Andrzeja Gwiazdę, Joannę Gwiazdę, Adama Borowskiego, Mirosławę Łątkowską, Mirosława Chojeckiego, Józefa Śreniowskiego, Andrzeja Kołodzieja.

"Każdy z nas w czasach komunistycznego terroru i braku wszelkich wolności wziął na siebie ciężar walki o niepodległość Ojczyzny i wszystkich ciemiężonych przez komunistów państw Europy, o swobody obywatelskie, w tym swobodę wypowiedzi. Wielu z nas za swe zaangażowanie zapłaciło więzieniem, inwigilacją i prześladowaniami. Znamy zatem dużo lepiej niż Pan wartość wolności i rozumiemy konsekwencje jej braku. Czujemy głęboki niesmak, będąc przez Pana pouczanymi, czym jest swoboda wypowiedzi" - podkreślili sygnatariusze.

"Nasze zażenowanie jest tym większe, iż takich wykładni dokonuje przedstawiciel narodu, który jeszcze kilka dziesięcioleci temu niósł Polsce i innym krajom Europy bestialskie zniewolenie i brak jakiegokolwiek szacunku dla ludzkiej godności i praw człowieka" -dodali w liście opublikowanym przez Niezależną. "W Polsce ciągle są tysiące naocznych świadków i ofiar niemieckiego zdziczenia, zatem więcej pokory, Panie Poschardt" - zaapelowali.

"Polacy nie potrzebują od Pana lekcji, czym jest wolność prasy. Nie potrzebują tłumaczenia, czym jest propaganda. Doskonale rozumieją oba zjawiska, są w stanie je rozpoznać i odpowiednio ocenić. Niestety dostrzegamy od wielu lat, że manipulacje i dezinformacje stały się narzędziem wykorzystywanym przez media, w których obronie Pan staje. A wymienieni przez Pana dziennikarze w opinii wielu Polaków zachowują się jak partyjni aktywiści, a nie reprezentanci IV władzy" - napisano w liście.

Odnosząc się do wspomnianego w felietonie Poschardta "gestu niemieckiego polityka wobec Polaków" (kanclerza Willy'ego Brandta w Warszawie - PAP) napisali, że oceniają to wydarzenie pozytywnie. "Jednak przypominamy Panu, iż państwo niemieckie nie zapłaciło Rzeczypospolitej i jej obywatelom należytego zadośćuczynienia za niewyobrażalne zniszczenia, których na naszym terytorium dokonali Pana rodacy" - dodali. Podkreślili, że "nie da się wycenić bezmiaru ludzkich cierpień, nie da się oszacować śmierci, tortur i gwałtów – one zawsze pozostaną ciężarem na sumieniu obywateli Niemiec, ale za ukradzione mienie, zdewastowane domy, budynki użyteczności publicznej, infrastrukturę można zapłacić".

W ocenie autorów listu "to powinno być Pana misją i misją reprezentowanego przez Pana medium – tłumaczenie czytelnikom, że ludzie kulturalni i cywilizowani płacą swoje rachunki i nie przetrzymują w swoich zbiorach zrabowanych dzieł sztuki" - napisali zwracając się do Poschardta.

"Jeśli jest tak, jak Pan pisze, iż czuje się przyjacielem Polski, to zachęcamy, by przystąpił Pan do tego działania jak najszybciej. Jednocześnie apelujemy, by zachował Pan należyty szacunek dla osób reprezentujących Rzeczpospolitą Polską i zaprzestał stosowania protekcjonalnego tonu wobec naszych Współobywateli" - napisali.

Ich zdaniem, "to nie tylko po ludzku niegrzeczne, lecz także całkowicie nieuprawnione". "Wybory w Polsce nie są Pana sprawą, nie są sprawą niemieckich mediów. Proszę szanować suwerenność polskiego społeczeństwa i skoncentrować się raczej na studiowaniu polskiej historii, bo o umiłowaniu wolność i swobody wypowiedzi może się Pan z niej wiele nauczyć" - zakończono list. (PAP)

oloz/ wj/ pko/

CZYTAJ DALEJ

Patriarcha Cyryl broni Hagia Sophia: to początki naszej wiary

2020-07-07 18:04

[ TEMATY ]

Hagia Sophia

Turcja

patriarcha Cyryl

Osvaldo Gago / pl.wikipedia.org

Patriarcha Moskiewski zdecydowanie przeciwstawia się próbom przekształcenia bazyliki Hagia Sophia w meczet. Byłby to zamach na całą cywilizację chrześcijańską – czytamy w opublikowanym dziś oświadczeniu. Cyryl przypomina, że z tą świątynią ściśle są związane początki chrześcijaństwa w Rusi Kijowskiej.

Losy głównej świątyni chrześcijańskiego Konstantynopola wciąż nie zostały rozstrzygnięte. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan chce z niej zrobić meczet. Aktualnie sprawę rozważa najwyższy sąd administracyjny. Jego decyzja ma zapaść do 15 lipca.

Hagia Sophia została konsekrowana w 537 r. Do czasu wybudowania nowej Bazyliki św. Piotra w Rzymie, była największą świątynią chrześcijańską na świecie. Przez ponad 900 lat była główną bazyliką wschodniego chrześcijaństwa. W meczet została przekształcona dopiero w 1453 r. po zdobyciu Konstantynopola przez Turków. W 1934 r. Mustafa Kemal Atatürk, twórca laickiej i zorientowanej na Europę Turcji, przekształcił Hagia Sophia w muzeum.

Patriarcha Cyryl przypomina, że historia chrześcijaństwa w Rosji bezpośrednio wiąże się z tą świątynią. To właśnie pod wpływem opowiadań swych wysłanników o jej pięknie książę Włodzimierz podjął decyzję o chrzcie Rusi. Dlatego też dla każdego prawosławnego Rosjanina pozostaje ona wielkim sanktuarium chrześcijańskim. Przez wieki stanowiła też główne źródło inspiracji w kształtowaniu rosyjskiej duchowości.

Moskiewski patriarcha jest głęboko zaniepokojony postulatami niektórych tureckich polityków, którzy kwestionują aktualny, muzealny charakter świątyni, stanowiącej „jeden z najważniejszych zabytków kultury chrześcijańskiej”. Ostrzega on, że „rosyjski naród ze smutkiem i oburzeniem przyjmie jakąkolwiek próbę degradacji czy deptania tysiącletniego dziedzictwa duchowego Kościoła Konstantynopola”. Wyraża jednak nadzieję, że władze Turcji wykażą się rozwagą i zachowany zostanie neutralny status Hagia Sophia, co „pomoże w rozwoju wzajemnych relacji między narodem rosyjskim i tureckim oraz przyczyni się do umocnienia pokoju i międzyreligijnej zgody”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję