Reklama

Pokora i zawierzenie Panu Bogu

2017-04-11 09:43

Z ks. Hermannem Geisslerem rozmawiał Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 16/2017, str. 12-14

Włpdzimierz Rędzioch

Hermann Geissler urodził się w małym miasteczku niedaleko Innsbrucka w 1965 r. Pomimo że były to trudne czasy dla Kościoła w Austrii, odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa – wstąpił do wspólnoty życia konsekrowanego „Das Werk”, nowej wspólnoty kościelnej założonej przez Belgijkę Julię Verhaeghe (1910-97). Po studiach teologii, zakończonych doktoratem nt. „Sumienie i prawda u kard. Johna Henry’ego Newmana”, został wyświęcony na kapłana w 1991 r. i przez 2 lata pracował duszpastersko w parafii. W 1993 r. przełożeni wezwali go nagle do Rzymu. Nie wiedział, że rozpocznie się wtedy nowy, fascynujący rozdział w jego życiu. Temu bardzo uzdolnionemu i dobrze wykształconemu, choć młodemu kapłanowi – miał wtedy 27 lat – zaproponowano pracę w Kongregacji Nauki Wiary, u boku prefekta kard. Josepha Ratzingera. Pracował pod jego kierownictwem aż do momentu, kiedy niemieckiego kardynała wybrano na następcę Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej. Ks. Geissler pozostał w Kongregacji Nauki Wiary i pracuje tam do dnia dzisiejszego.
Z ks. Hermannem Geisslerem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Kiedy po raz pierwszy przeczytał Ksiądz tekst teologa Josepha Ratzingera?

KS. HERMANN GEISSLER: – W 1983 r. rozpocząłem studia teologiczne w Heiligenkreuz. Był to czas dużych napięć w Kościele w Austrii, dlatego mnie, jako młodemu klerykowi, trudno było znaleźć właściwą drogę. I wtedy przeczytałem z wielkim entuzjazmem i pożytkiem książkę, wydaną w 1984 r., „Raport o stanie wiary” kard. Ratzingera. Pamiętam, że duże wrażenie wywarły na mnie jego umiłowanie prawdy, zdolność do sprostania wyzwaniom czasu oraz szczerość w mówieniu o wierze.

– Jak to się stało, że został Ksiądz pracownikiem Kongregacji Nauki Wiary?

– Nie wiem, kto mnie zaproponował. Pamiętam tylko, że około Wielkanocy w 1993 r. mój przełożony wezwał mnie do Rzymu i poinformował, że kard. Ratzinger poprosił, bym z nim współpracował. Byłem zaskoczony, bo miałem wtedy tylko 27 lat i nie czułem się odpowiednio przygotowany do takiego zadania. Ale ponieważ obrona zdrowej doktryny należy do charyzmatu mojej duchowej wspólnoty „Das Werk”, od razu przystałem na tę propozycję. Krótko po tym miało miejsce moje pierwsze spotkanie z kard. Ratzingerem, który powiedział mi: „Rozpoczynając pracę w Kongregacji Nauki Wiary, nie powinien ksiądz zapominać o tym, żeby pozostać skromnym i zwyczajnym”.

– Z kard. Ratzingerem pracował Ksiądz od 1993 r. Jan Paweł II darzył prefekta Kongregacji Nauki Wiary wielkim szacunkiem – kiedyś nazwał go jednym z filarów swojego pontyfikatu. Jaką rolę odegrał kard. Ratzinger w pontyfikacie Jana Pawła II?

– Pośród wielkich wstrząsów kulturowych i społecznych XX wieku oraz kontrowersji w okresie posoborowym Jan Paweł II wiedział, że należy solidnie pokierować łodzią Kościoła. W tym kluczowym zadaniu mógł liczyć na pomoc kard. Ratzingera. Jan Paweł II był przekonany, że w kard. Ratzingerze miał współpracownika, który był w stanie nie tylko bez obaw utwierdzać zdrową doktrynę, ale też przede wszystkim promować ją, używając przekonujących argumentów, aby uczynić ją zrozumiałą dla współczesnego człowieka, oraz znaleźć odpowiedzi na nowe problemy. Ponadto kard. Ratzinger dzięki swoim zdolnościom teologicznym i ludzkim zawsze stymulował pracę zbiorową, wciągając w nią wszystkich współpracowników, konsultorów teologów i wreszcie kardynałów, członków kongregacji – był to sposób pracy, który nazwałbym przykładowym dla dykasterii Kurii Rzymskiej. To on również promował współpracę z Papieską Komisją Biblijną i Międzynarodową Komisją Teologiczną, a w szczególności z komisjami doktrynalnymi episkopatów. Co 3 lata podróżował na inny kontynent, aby spotkać się z przewodniczącymi tych właśnie komisji doktrynalnych, dowiedzieć się, z jakimi problemami się zmagają, i rozwiązywać je w prawdziwie braterskiej atmosferze. Kard. Ratzinger zawsze chciał uczynić coraz bardziej odpowiedzialnymi lokalne i krajowe władze kościelne, przekonany, że wiara może być przekazywana następnym pokoleniom tylko dzięki dużemu wysiłkowi wspólnotowemu.

– Jakimi wielkimi problemami teologicznymi musiał zająć się kard. Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary?

– Wspomnę tylko niektóre z tych wielkich zagadnień: teologia wyzwolenia, która musiała być oczyszczona z wpływów marksizmu i zaprezentowana w świetle Ewangelii; bioetyka, która wymaga szacunku dla człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci oraz poszanowania godności przekazywania życia; teologia religii, która nie może oznaczać rezygnacji z wyjątkowości Jezusa Chrystusa i Kościoła; powołanie teologa, który jest wezwany do poszukiwania prawdy nie poza Kościołem, ale jako członek wspólnoty wierzących; wątpliwe formy medytacji, będące pod wpływem religii Wschodu i niezgodne z modlitwą chrześcijańską; stanowisko krytyczne pewnych teologów, którzy podawali w wątpliwość wiarę prostych ludzi i musieli zostać skorygowani; wyzwanie ideologii gender, która dąży do zniwelowania różnicy między mężczyzną i kobietą, z poważnymi konsekwencjami dla małżeństwa i rodziny oraz tożsamości osoby ludzkiej.

– Kard. Ratzinger wniósł istotny wkład w przygotowanie Katechizmu Kościoła Katolickiego oraz jego Kompendium. Katechizm jest podstawowym tekstem, który wskazuje katolikom, w co mają wierzyć. Dlaczego to wielkie dzieło Jana Pawła II i kard. Ratzingera nie jest wystarczająco docenione, a często jest nawet ignorowane?

– Moim zdaniem, Katechizm Kościoła Katolickiego przejdzie do historii jako kompletna prezentacja doktryny katolickiej w czasach niepewności i zamieszania. Katechizm jest doceniany w wielu krajach świata i przyczynił się w znacznym stopniu do poprawy katechezy. Był również inspiracją dla innych pomocy dla katechezy, np. projektów „Youcat” (katechizm dla młodych – przyp. W. R.) i „Docat” (kompendium doktryny społecznej dla młodych). Jednak prawdą jest, że w niektórych kręgach wciąż istnieje pewna nieufność w stosunku do Katechizmu – uważa się, że katecheza powinna być ograniczona do życiowych doświadczeń Jezusa, że nie można przekazywać wiary za pomocą zdań do zapamiętania, że Katechizm nie uwzględnia krytycznej egzegezy. Wydaje mi się oczywiste, że płomień wiary jest przenoszony z człowieka na człowieka, dlatego wiara katechety ma decydujące znaczenie. Ale jeśli chcemy, by chrześcijanie miłowali Pana i Jego orędzie, muszą Go również znać. Katechizm jest wielką pomocą dla formacji wiary, pomocą, która musi stać się życiem.

– Kongregacja Nauki Wiary zajmuje się również problemami dyscyplinarnymi, dlatego kard. Ratzinger znał doskonale całe zło, które było w Kościele. Jako prefekt próbował usunąć ten „brud” (słowo, którgo sam użył) z Kościoła i promować jego odnowę?

– Kongregacja jest odpowiedzialna za najpoważniejsze wykroczenia w sprawowaniu sakramentów, zwłaszcza Eucharystii i sakramentu pokuty, za te przeciwko moralności, a od 2001 r. – również za przypadki wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych. Historia pokaże – jestem o tym przekonany – że Kościół zajął się tym poważnym problemem dzięki zdecydowanemu działaniu kard. Ratzingera, który starał się postępować zgodnie z prawdą i sprawiedliwością.

– Benedykt XVI w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. inaugurującej jego pontyfikat, 24 kwietnia 2005 r., powiedział: „ Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii”. Słowa, które odzwierciedlają wielką pokorę Papieża, a także jego całkowite zawierzenie Bogu. Dokąd Benedykt XVI dał się prowadzić Panu podczas 8 lat swego pontyfikatu?

– Kto zna Benedykta XVI, wie, że żyje on głównie liturgią, w której Pan nadal przemawia do nas i „dotyka” nas swoją obecnością. W kazaniach głoszonych w Rzymie, w wystąpieniach podczas licznych podróży, w pięknych katechezach i w przemówieniach o głębokiej treści Benedykt XVI dał się prowadzić przede wszystkim słowu Bożemu głoszonemu w liturgii. W czasie synodów chciał pogłębić tematykę liturgii, słowa Bożego i nowej ewangelizacji. Lecz nie tylko Papież, ale też wszyscy wierni Kościoła powinni kierować się wolą Pana. Jego encykliki o miłości („Deus caritas est”), o nadziei („Spe salvi”) i o wierze („Lumen fidei”, opublikowana przez Franciszka) skupiają się na 3 cnotach teologalnych, a według św. Pawła, są to 3 rzeczy, które pozostają („Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy”, 1 Kor 13, 13).

– 18 kwietnia 2005 r. kard. Ratzinger, jako dziekan Kolegium Kardynalskiego, odprawił w Bazylice św. Piotra „Missa pro eligendo Romano Pontifice” – Mszę poprzedzającą konklawe. W homilii zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo „dyktatury relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”. W jaki sposób Benedykt XVI przeciwstawiał się tej nowej dyktaturze, która próbuje zawładnąć światem, i co proponował wierzącym?

– Benedykt XVI starał się stawić czoło wyzwaniu relatywizmu zwłaszcza przez głoszenie prymatu Boga objawionego w Jezusie Chrystusie, który jest drogą, prawdą i życiem. Jeśli Jezusa nie ma w centrum, wszystkie działania Kościoła są bezużyteczne i nie przynoszą owoców. I tylko wtedy, gdy chrześcijanie są przekonani o prawdzie wiary, mogą mieć w sobie pasję do ewangelizacji i misji. Ale także świat potrzebuje prawdy, bo inaczej nie ma już etycznego punktu odniesienia, a co za tym idzie – panują całkowity indywidualizm lub dyktatura większości. Benedykt XVI odniósł się do tej kwestii w niektórych wielkich historycznych wystąpieniach, ukazywał, że rozum jest zdolny do poznania prawdy oraz że naturalne prawo moralne ma wielkie znaczenie dla całej ludzkości.

– Nie ma wątpliwości, że wielkie światowe media były wrogo nastawione do Benedykta XVI. Zastanawiam się, czy ta wrogość nie była właśnie reakcją na walkę Papieża z dyktaturą relatywizmu i sekularyzacji...

– Jezus był znakiem, któremu się sprzeciwiali. Jeśli Papież głosi prawdę, musi podzielać ten sam los. Zawsze byłem pod wrażeniem wolności kard. Ratzingera i Benedykta XVI, który nie patrzył na reakcje opinii publicznej. Kiedy zapytaliśmy go, czy nie obawia się mediów, odpowiedział: „Wiem, że muszę zdać sprawę Panu w czasie Sądu Ostatecznego, i to daje mi wielką wolność w głoszeniu słowa w każdej okoliczności”.

– Pomimo rozlicznych zajęć związanych z rządami Kościołem Benedykt XVI napisał 3 książki o Jezusie z Nazaretu. Dlaczego Papież uznał to za konieczne?

– Już jako kardynał miał wewnętrzną potrzebę pisania książek, aby odpowiedzieć, z teologicznego punktu widzenia, na decydujące dla chrześcijaństwa i jego przyszłości pytanie: Kim jest Jezus z Nazaretu? Czy jest tylko jednym z wielkich założycieli religii? A może kimś więcej? A co Ewangelie mówią nam o Jezusie? Znaczna część współczesnej egzegezy „podzieliła” niejako postać, słowa i czyny Jezusa, co pomnożyło wątpliwości. Ale na wątpliwościach nie można budować wiary. Benedykt XVI – ukazując w 3 tomach o Jezusie z Nazaretu, że jest On Synem Boga, który stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał za nas – daje solidny fundament wiary chrześcijańskiej w dziele, które łączy egzegezę i teologię.

– Benedykt XVI jest nie tylko jednym z największych teologów Kościoła, ale także jednym z najwybitniejszych intelektualistów świata, którzy nie obawiają się konfrontacji idei. Jaką rolę odegrał on w promowaniu dialogu między Kościołem katolickim i innymi religiami?

– Musimy tutaj dokonać pewnego rozróżnienia. Jeżeli chodzi o judaizm, to ma on szczególny związek z chrześcijaństwem, bo mamy wspólny Stary Testament. Benedykt XVI wzmocnił więzi ze wspólnotą żydowską i często przypominał, że wiara chrześcijańska ma swoje korzenie w historii Boga z ludem Izraela. Jeżeli chodzi o inne religie, Benedykt XVI kontynuował dialog, który był już prowadzony, koncentrując się na fakcie, że religia nie może być w konflikcie z rozumem. W rzeczywistości rozum musi być „oczyszczony” religią, aby otworzyć się na nowe horyzonty, natomiast religia również potrzebuje oczyszczenia, aby nie popaść w fanatyzm.

– Benedykt XVI jest człowiekiem wielkiej kultury, wrażliwym na sztukę. Piękno jest dla niego „pieczęcią prawdy.” Z tego też powodu dbał o piękno sprawowanych celebracji liturgicznych. Ale ta próba przywrócenia piękna liturgii – piękna, które prowadzi do tajemnicy Boga – była postrzegana przez niektórych jako „powrót do przeszłości”. Dlaczego nie zrozumiano intencji Papieża?

– Myślę, że wielu wiernych było wdzięcznych Benedyktowi XVI za jego sposób sprawowania liturgii, za uroczysty charakter, który nadał ceremoniom, by podkreślić w nich prymat Boga. Pewne środowiska błędnie interpretowały niektóre papieskie gesty, takie jak decyzja, by dawać Komunię św. tylko do ust czy korzystać z dawnych szat liturgicznych. Gesty te należy poprawnie rozumieć – Benedykt XVI chciał podkreślić znaczenie szacunku dla Ciała Chrystusa, którego brakuje dzisiaj w wielu miejscach, oraz chciał pokazać ciągłość ze swoimi poprzednikami przez używanie ich szat. Sugeruję, aby nie skupiać się na szczegółach, ale postrzegać liturgię przede wszystkim jako spotkanie ze zmartwychwstałym Panem.

– Papież, który był postrzegany jako konserwatywny, 4 lata temu uczynił „rewolucyjny” gest – zrezygnował z urzędu biskupa Rzymu. Było to przewidziane Kodeksem Prawa Kanonicznego, ale w ostatnich wiekach papieże sprawowali swój urząd do śmierci, dlatego wierni nie byli przyzwyczajeni do postaci „papieża seniora”, co spowodowało pewną konsternację wśród katolików. Jak rezygnacja Benedykta XVI zmieniła Kościół?

– Benedykt XVI jest człowiekiem racjonalnym – widział, że nie ma już sił niezbędnych do wypełniania ciężkiej misji następcy św. Piotra. Ale jest przede wszystkim człowiekiem wielkiej wiary, dlatego wiedział, że Kościół w ostatecznym rozrachunku jest prowadzony przez samego Pana – Kościół jest Jego, a nie nasz. Poza tym to człowiek o wielkiej pokorze – tylko człowiek skromny może uczynić taki gest.

– Co, według Księdza, będzie uznane za najważniejsze dziedzictwo pontyfikatu Benedykta XVI?

– Nie mogę przewidywać przyszłości, ale uważam, że najcenniejszą perłą pontyfikatu Benedykta XVI jest jego nauczanie (magisterium).

– Na koniec chciałbym zadać osobiste pytanie: Kim jest dla Księdza Joseph Ratzinger/Benedykt XVI?

– Dla mnie to człowiek Boży, który żyje Eucharystią i słowem objawionym. Wybitny teolog, który zna Pismo Święte i Tradycję i jest w stanie uzasadnić wiarę pośród wyzwań naszych czasów. Świadek Pana, który potrafi przekazywać prawdę w całej jej świeżości i pięknie. Papież, który wyróżnia się pokorą i łagodnością. Podsumowując – to prawdziwy ojciec współczesnego Kościoła.

* * *

Ks. Hermann Geissler
austriacki kapłan ze wspólnoty życia konsekrowanego „Das Werk”, wybitny teolog i znawca Johna Henry’ego Newmana; od 1993 r. jeden z najbliższych współpracowników prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Josepha Ratzingera, a następnie Benedykta XVI. Obok prezentuje swoje zdjęcie z Benedyktem XVI, który następnego dnia po wyborze na biskupa Rzymu, 24 kwietnia 2005 r., zapragnął odwiedzić siedzibę kongregacji, którą kierował przez 24 lata, i spotkać się z jej pracownikami.

Tagi:
rozmowa

Reklama

Poprawność polityczna rządzi światem

2019-07-16 11:47

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 38-39

magna-carta.it
Eugenio Capozzi

Czym jest poprawność polityczna, dlaczego wyklucza się jej przeciwników i dlaczego nienawidzi ona chrześcijaństwa. Na pytania Włodzimierza Rędziocha odpowiada prof. Eugenio Capozzi

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak zdefiniowałby Pan Profesor poprawność polityczną?

PROF. EUGENIO CAPOZZI: – Jako „katechizm cywilny”, sumę nakazów, zakazów, cenzur, które są wyrazem bardzo precyzyjnej ideologii – możemy ją nazwać neoprogresywizmem, ideologią „Innego”, „utopią różnorodności”. Chodzi o ideologię, która w całości potępia kulturę zachodnioeuropejską jako imperialistyczną i dyskryminującą i planuje zmienić mentalność ludzkości – zastąpić ją radykalnym relatywizmem kulturowym i etycznym.

– Neoprogresywizm został narzucony przez rewolucję 1968 r. i inne ruchy młodzieżowe. Do czego dążyli młodzi ludzie?

– Celem buntu młodych „baby boomers” (ludzie z powojennego wyżu demograficznego – przyp. W. R.) na Zachodzie było nie tylko ustanowienie wolności, równości czy sprawiedliwości za pomocą środków ekonomicznych lub politycznych, ale przede wszystkim usunięcie „korzeni” dominacji z historii zachodniej kultury przez radykalną zmianę sposobu myślenia, pojęć i języka. To cel, który w rzeczywistości reprezentował „ojcobójstwo”, prawdziwe zresetowanie zachodnich korzeni kulturowych. Jeśli człowiek zachodni był w historii wcieleniem przemocy, represji, imperializmu – musi zostać ponownie „uformowany”, z zaakceptowaniem wszystkich modeli kulturowych i wszystkich grup mniejszościowych, które podporządkowywał w przeszłości, aby w ten sposób się odnowić i zregenerować. „Inny”, sprowadzony do abstrakcyjnej koncepcji, staje się „odkupicielem” złej historii i fundamentem nowej i tolerancyjnej cywilizacji, w której znikną konflikty, gdy zostanie wyeliminowany „grzech pierworodny” dominacji i hierarchii.

– Jak to się stało, że ideologii poprawności politycznej udało się zastąpić tradycyjne ideologie liberalno-demokratyczne?

– Silna hegemonia „narracji różnorodności” wkradła się w dialektykę społeczeństw liberalno-demokratycznych; zdestabilizowała i zniszczyła jej filozoficzne podstawy – ten „najniższy wspólny mianownik” kulturowy, który przez wieki określał wspólną koncepcję świętości osoby ludzkiej, faktycznie wprowadził prawdziwą dyktaturę relatywizmu. Dyktaturę, przeciwko której prawie niemożliwe jest zbuntowanie się – grozi to ośmieszeniem społecznym i marginalizacją, ponieważ już w końcu XX wieku poprawność polityczna stała się charakterystyczną cechą elit politycznych, intelektualnych, medialnych i przemysłu rozrywkowego, uzyskała monopol na język i etykę publiczną.

– Wspomniał Pan Profesor o postawie „ojcobójstwa”. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, mówił natomiast o Zachodzie, który nienawidzi siebie...

– To prawda, ponieważ jeśli Zachód jest korzeniem zła, „zbawienie” może przyjść tylko w procesie „odzachodnienia” świata. Jeśli „my” jesteśmy winni zła na świecie, musimy odpokutować za nasze grzechy, wyrzekając się naszej tożsamości, „rozpuścić się” w wielkiej magmie świata o płynnych tożsamościach. Krótko mówiąc, wszystko, co należy do zachodniego kanonu, jest złe. „Inny” jest zawsze na wyższym poziomie i jest lepszy etycznie. A zatem – kultury pozaeuropejskie, religie niechrześcijańskie, islam i środowiska LGBTQ są etycznie lepsze. W tym sensie możemy również mówić o „autofobii” (autofobia to lęk przed samym sobą – przyp. W. R.).

– Jakie są założenia tego, co nazwał Pan Profesor „katechizmem cywilnym”?

– W skrócie można powiedzieć, że zasadza się on na czterech dogmatach. Pierwszym z nich jest relatywizm kulturowy, co oznacza, że wszystkie kultury, tradycje i religie mają jednakową wartość i muszą być traktowane na tym samym poziomie. Drugi dogmat to równoważność pragnień i praw. W tej perspektywie każde pragnienie jest uzasadnione, a nawet święte, a każdy rodzaj represji jest niewłaściwy (zabrania się zabraniać). To hedonistyczna i radykalna interpretacja Freuda, a także Marcusego. Podmiot ludzki jest zredukowany do czystego popędu i pragnień. Tendencje te przekładają się na eksplozję konfliktów, ponieważ nie ma ograniczeń dla pragnień, ich sprzeczności i ciągłej zmienności. Trzecim dogmatem jest przekonanie, że człowiek dla świata nie jest konieczny. Człowiek jest jednym z wielu elementów równowagi w środowisku, ale nie jest głównym celem. Czwarty dogmat to powiązanie tożsamości z samostanowieniem. Prawa są oparte nie na powszechnie podzielanej koncepcji człowieka, ale na przynależności do grup i stylów życia, które jako takie muszą być chronione. Warunki te nie są uważane za naturalne, ale są wynikiem subiektywnego wyboru. Ten ostatni dogmat można podsumować wyrażeniem: „Chcę, więc jestem”.

– Jak to się stało, że ideologia poprawności politycznej odniosła sukces w podboju środowisk politycznych, gospodarczych, kulturowych i dziennikarskich, dzięki czemu ma hegemonię medialną?

– Aby to zrozumieć, należy spojrzeć na jej ekonomiczne korzenie. Poprawność polityczna wyraża interesy klasowe „burżuazji wiedzy”, którą stanowią ludzie z wyżu demograficznego. Nie jest to już burżuazja związana z tradycyjnym przemysłem ani własnością ziemi. Trzeba przywołać na myśl branżę hi-tech i ludzi takich jak Steve Jobs, Bill Gates czy Mark Zuckerberg, którzy mogą być uważani za spadkobierców „baby boomers” i „kontrkultury”. Ta burżuazja odgrywa wiodącą rolę w organizacjach międzynarodowych i w zglobalizowanym systemie mediów, a szczególnie mediów społecznościowych. Stąd wynika ich monopolistyczna rola w świecie kultury, mediów i uniwersytetów. Do tej burżuazji należy, oczywiście, większość przedstawicieli zachodnich elit politycznych, zwłaszcza w ostatnich trzydziestu latach.

– To wyjaśnia ogólnoświatową propagandę i rozpowszechnianie ideologii poprawności politycznej. Zastanawiam się jednak, dlaczego przeciwnicy tej ideologii są tak bezwzględnie i systematycznie zwalczani.

– Musimy wyjść od założenia, że dla zwolenników poprawności politycznej „prawda” tkwiąca w tej doktrynie musi być zaakceptowana przez wszystkich. Z tego powodu tych, którzy jej nie akceptują, trzeba demonizować, zepchnąć do przestrzeni całkowitego wykluczenia bez jakiejkolwiek możliwości poprawnej dyskusji, napiętnować jako szerzycieli nienawiści i dyskryminacji. Dlatego przeciwnik poprawności politycznej musi być ukazywany jako rasistowski, nietolerancyjny, seksistowski, homofobiczny, islamofobiczny itd.

– Dlaczego Kościół katolicki jest postrzegany jako główny wróg ideologii poprawności politycznej?

– Progresywizm „różnorodności” jest ze swej natury radykalnym relatywizmem, który odrzuca etyczno-polityczne podstawy Zachodu. Z tego powodu postrzega chrześcijaństwo jako najgorszego wroga. W szczególności identyfikuje jako wroga Kościół katolicki, który dziś jest praktycznie ostatnią filozoficzną barierą dla relatywizmu. Jednak wszystkie totalitarne ideologie nienawidziły chrześcijaństwa, ponieważ opierają się na gnostyckim twierdzeniu, że budują niebo na ziemi i nowego człowieka.

– Jak możemy przeciwdziałać dyktaturze poprawności politycznej?

– Należy ukazywać to zjawisko w kontekście historycznym – próbowałem to zrobić na swój sposób w mojej książce – aby pokazać, że miało ono konkretne przyczyny, jest związane z ewolucją pewnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych, politycznych i kulturowych – i dlatego nie jest ani wieczne, ani nieuniknione. A z tego wynika, że może ewoluować lub się skończyć – jak każde zjawisko, którego twórcami są ludzie – gdy zmieni się konkretny kontekst historyczny.

– W jaki sposób zatem powinien się zmienić kontekst historyczny, aby skończyła się dyktatura ideologii poprawności politycznej?

– Hiperrelatywistyczna ideologia „Innego” i nakazy poprawności politycznej były wyrazem hegemonii określonej klasy społecznej, zglobalizowanej „burżuazji wiedzy”, zachodniej elity „płynnej nowoczesności”, która przez tę ideologię narzuciła ludziom swoją wizję świata. Ale proces ten przypuszczalnie się skończy, gdy ta klasa zacznie tracić swoją centralną rolę. Nic dziwnego, że narracja poprawności politycznej zaczęła pokazywać pierwsze poważne pęknięcia, kiedy – począwszy od wielkiego kryzysu gospodarczego i finansowego w 2008 r. – ta dominująca klasa zaczęła przeżywać kryzys i była kontestowana przez ludzi, którzy „przegrali” na globalizacji, i kiedy uaktywniły się ruchy domagające się suwerenności i tożsamości lub ruchy neonacjonalistyczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Ubogich

2019-10-23 14:19

Informacja prasowa

W niedzielę 17 listopada już po raz trzeci będziemy przeżywać Światowy Dzień Ubogich ustanowiony przez Papieża Franciszka. W związku z tym szczególnym dniem Caritas Poznań przygotowała szereg działań mających wesprzeć osoby ubogie oraz zaangażować innych do pomocy.

Indormacja prasowa

Podobnie jak w poprzednich latach przeżywanie Światowego Dnia Ubogich zacznie się już w tygodniu poprzedzającym. Wstępem będzie pielgrzymka dla osób bezdomnych do Rokitna i Świebodzina. W czwartek wolontariusze wyjdą na ulice oraz do miejsc, w których przebywają osoby bezdomne, aby rozdać im koce, śpiwory i termosy. Kolejnego dnia osoby ubogie oraz bezdomne będą mogły skorzystać z usług fryzjerów oraz wziąć udział w grach i konkursach w świetlicy przy ul. Krańcowej 10. W przygotowaniu do niedzielnej Mszy Świętej w sobotę, w poznańskich jadłodajniach będą spowiadać księża, odbędzie się również adoracja

i wielbienie.

W niedzielę 17 listopada zapraszamy wszystkich mieszkańców Poznania na Mszę Świętą w intencji osób ubogich oraz tych, którzy im pomagają do parafii Bożego Ciała na godzinę 12:00. Światowy Dzień Ubogich jest okazją, aby raz jeszcze dostrzec tych, którzy są przy nas i potrzebują naszego wsparcia. W tym okresie rozpocznie się również akcja Tytki Charytatywnej. Jest to swojego rodzaju przekaz, że warto dzielić się tym co mamy z potrzebującymi.

Zachęcamy do włączenia się w działania Caritas i wsparcie akcji. Zorganizowana została zbiórka nowych koców, śpiworów oraz termosów, które można dostarczyć na ul. Krańcową 10 lub do Caritas Poznań ul. Rynek Wildecki 4a. W tym okresie Akcję można również wesprzeć poprzez stronę https://caritaspoznan.pl/tydzienubogich lub aplikację Caritas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem