Reklama

Rosyjskie wspomnienia

2017-04-11 10:22

Opracowanie – ks. Marcin Gołębiewski
Edycja podlaska 16/2017, str. 4-5

Archiwum bp. Tadeusza Pikusa
Msza św. na schodach kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Moskwie

Kiedy poznajemy biografię bp. Tadeusza Pikusa, naszą uwagę zwraca jego kilkuletni pobyt w Moskwie. W latach 1990-92 był kapelanem Pracowni Konserwacji Zabytków oraz duszpasterzem Polaków w ZSRR. Przez dwa lata mieszkał w hotelu robotniczym. Zorganizował w Moskwie College Teologii Katolickiej św. Tomasza z Akwinu, którego był dziekanem i wykładowcą. W latach 1995-96 zajmował się pracą naukową w Moskwie. Wspomnienia z tego okresu zostały opublikowane m.in. w książce „Katolik w Rosji” (Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa 2003). Wśród zapisków znajdziemy i te związane z przeżywaniem czasu Wielkiego Tygodnia oraz Wielkanocy. Poniżej prezentujemy fragmenty tychże wspomnień

Naświęta wielkanocne większość mieszkańców hotelu wyjechała do Polski. Została garstka. Mieszkańcami hotelu byli prawie sami mężczyźni, pracownicy kontraktowi. Wśród przyjezdnych było kilkoro dzieci. Okazało się, że są one chętne do pomocy przy liturgii. Ustaliliśmy, że będą ministrantami.

Wielki Tydzień – szare, robocze dni*

Na tablicy ogłoszeń podałem informację o porządku nabożeństw Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy. Przewidziana była spowiedź. Powiesiłem kilka kolorowych obrazków i krzyż na tablicy obok ogłoszeń. Spodobało się pracownikom radzieckim, pochwalili, że dzięki temu jest trochę przyjemniej i weselej.

Święta w ZSRR były trudne dla Polaków, którzy musieli tam pozostać. Wyczuwało się, że bardzo tęsknili do domów, rodzin, przyjaciół. Moskwa w tym czasie niczym nie przypominała świąt wielkanocnych. Były to szare, robocze dni. Oficjalnie w prasie, radiu i telewizji tego święta nie odnotowywano. Kościoły jeszcze nie wypowiadały się publicznie.

Reklama

W środę Wielkiego Tygodnia ogłosiłem spowiedź. Do mieszkania, które było konfesjonałem, ustawiła się spora kolejka. Wielu osobom przypominało to okres świąt i środowisko parafialne. Można było zauważyć pewną ulgę wynikającą ze spotkania z księdzem. Nie ukrywali też swojej wdzięczności.

W czwartek wybrałem się do kościoła. Tym razem był otwarty. Poznałem pracującego tam księdza, któremu przedstawiłem moje skierowanie do pracy w ZSRR. Popatrzył na dekret, lecz sprawiał wrażenie, że go nie widzi albo że mało go interesuje. Zgłosiłem chęć pomocy w kościele. Na początku nic nie odpowiedział. Byłem zaniepokojony, że nie cieszy się z mojego przybycia.

Ks. Stanisław, kapłan z Litwy, pracował w kościele pw. św. Ludwika na Łubiance 25 lat. Aktualnie miał ponad 80 lat. Sprawiał wrażenie człowieka, który nie kontaktuje się ze światem zewnętrznym. Jakby zamknął się w sobie. Nie wiedziałem, co począć. Trudno było się z nim porozumieć. Nie z powodu języka, znał bowiem języki polski, włoski, rosyjski. Po kościele kręciło się kilka kobiet. Zaproponowałem pomoc w spowiedzi w Wielki Piątek. Ks. Stanisław zgodził się, choć niechętnie. Wróciłem do hotelu markotny. Pomyślałem – nie chcą mnie tutaj.

Miasto wyzbyte pamięci o zmartwychwstaniu Chrystusa

Tymczasem na wieczór wielkoczwartkowy przygotowywaliśmy liturgię w klubie. W myślach było wiele skojarzeń do Ostatniej Wieczerzy i do tej naszej, w Moskwie. Na zewnątrz naszego domu żyło dziesięciomilionowe miasto, jakby wyzbyte pamięci o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Temat ten był tu mało znany, a nawet obcy.

Kiedy zjeżdżałem w dół w ornacie, spotkałem portierę, która popatrzyła na mnie z zachwytem, tak jej się podobał mój strój, mówiąc: „Kakaja krasiwaja odieżda”. Wiernych na Mszy św. było mniej więcej tylu, ilu apostołów. Po Mszy św. można było obejrzeć telewizję. Pokazywano działaczy i liderów kołchozowych, mówiono na temat rozwoju przemysłu. Można było odbierać dwa programy. W drugim programie wyświetlano film z ostatniej wojny. W radiu zapowiadano oczekiwaną wizytę gen. Jaruzelskiego, prezydenta Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Hotel, w którym mieszkałem, znajdował się w rejonie krasnogwardiejskim, daleko od centrum. Była to południowa część Moskwy. Kościół pw. św. Ludwika znajdował się w centrum miasta, niedaleko Kremla. Dojazd miejską komunikacją od mego miejsca zamieszkania do kościoła był bardzo trudny. Na szczęście mogłem korzystać z samochodu. Ktoś z mieszkańców hotelu zawsze mi w tym pomagał.

W piątek po południu wybrałem się do kościoła na spowiedź. Zgodnie z umową miałem w dniach przedświątecznych pomóc w tej posłudze. Tego dnia ks. Stanisław był w niezłym nastroju. Nawet coś powiedział do mnie. Zaryzykowałem pytanie, czy byłoby możliwe odprawienie Mszy św. w pierwszy dzień świąt wielkanocnych. Ksiądz się zgodził. Nieźle, pomyślałem i poszedłem spowiadać. Po drodze spotkałem młodego kleryka. Przyjechał do seminarium z Rygi i – jak się okazało – pochodził z Moskwy. Był Rosjaninem. Miał na Imię Michał, mówił doskonale po polsku i powiedział, ze cieszy się z mojej obecności. – W jakim języku ksiądz będzie spowiadał? – spytał. – To ogłoszę ludziom. Niestety nie było słychać tego ogłoszenia. Później wyznał, że mu zabroniono.

Liturgię Męki Pańskiej odprawiałem wcześniej w hotelu, toteż mogłem pozostać dłużej w świątyni. Było sporo ludzi. Kościół pw. św. Ludwika mógłby pomieścić ok. 1000 osób. Była to prosta budowała, wewnątrz ciemna, w kształcie beczki. Miała jednak w sobie coś sakralnego. Czuło się w niej klimat świątyni. Nabożeństwo było odprawiane przez proboszcza, diakona i kleryka. Trwało długo. Teksty wypowiadano w trzech językach, to znaczy pewne części po łacinie, pewne po rosyjsku i po polsku. Tak zresztą była odprawiana i Msza św. Śpiewy, prawie wszystkie, były po polsku. Wróciłem późno do domu.

Stawili się wszyscy

W sobotę miałem święcić pokarmy w klubie hotelowym. O dziwo, ze święconką nie zabrakło nikogo, stawili się wszyscy, kto tylko był w hotelu. Po południu w naszym klubie miałem wyśpiewać Exultet. Podzieliłem się wiadomością, że w pierwszy dzień świąt będzie Msza św. po polsku w kościele pw. św. Ludwika o godz. 9.30. Ludzie się ucieszyli. Niektórzy dzwonili do znajomych mieszkających w innej części miasta, aby przekazać im tę informację.

Po Mszy św. w sobotę wybrałem się do kościoła w całkiem dobrym nastroju. Widziałem, że nieźle układają się sprawy. Zostałem ostudzony, gdy tylko dotarłem do zakrystii. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie miałem szans, aby włączyć się z czymkolwiek do liturgii. Zapytałem księdza proboszcza, czy sprawa jutrzejszej Mszy św. jest aktualna. Nikt mi nie odpowiedział. Czułem, że coś się wydarzyło w międzyczasie. Ponowiłem pytanie, aby dowiedzieć się, czy będę mógł działać zgodnie z umową. Ksiądz popatrzył i powiedział: – Nie.

– Jak to, przecież ustaliliśmy i ja powiadomiłem o tym ludzi. Przyjdą jutro na tę godzinę na Mszę św. Przecież ksiądz się na to zgodził – powiedziałem.

– Nie zgodziłem się – odparł. – Jeśli ksiądz chce, to proszę odprawić Mszę św. przy bocznym ołtarzu, po cichu i bez żadnych przemówień.

Oniemiałem. Niestety czułem, że dyskusja tutaj nie pomoże. Ksiądz już więcej nie chciał rozmawiać. Byłem wściekły, nie wiedziałem, co robić. Było mi gorzko, nie mogłem uwierzyć, że kapłan zaprzeczył swoim słowom. Czyżby zapomniał? Wróciłem do domu. Ładne szykowały mi się święta.

Och, jak mi było smutno. Lecz co dalej?

Gdy wróciłem, hotel był prawie pusty, tylko w kilu oknach świeciło się światło, tam pokrzykiwano i weselono się. Och, jak mi było smutno. Obraziłem się na cały tamten kościół. Nie pojadę – pomyślałem. Czułam się zraniony i poniżony. Lecz co dalej? Biłem się z myślami i rozważałem sytuację. Zajęło mi to kawał nocy. W międzyczasie dowiedziałem się z radia, że panu Jaruzelskiemu prezydent Gorbaczow przekazał teczki o pomordowanych oficerach polskich w Katyniu. Nieciekawa tu ziemia. Wreszcie ustaliłem, że nie mogę wycofać propozycji pomocy w kościele pw. św. Ludwika, jestem dyspozycyjny i gotowy w każdej chwili do działania. Tego nikt mi nie może odebrać. Ponadto jutro pojadę i odprawię cichą Mszę św. przy bocznym ołtarzu i nie powiem ani słowa do ludzi. Ja ze swej strony zawsze mogę dotrzymać umowy. Usnąłem.

Rano w pierwszy dzień wielkanocny pojechaliśmy wszyscy na Mszę św. Kościół częściowo się zapełnił. Nikomu nie powiedziałem o zaszłych zmianach. Była to niesamowita wielkanocna Msza św., cicha, z szeptanym Alleluja. Słyszałem płacz ludzi.

Po trzech latach, już w Warszawie, ktoś obecny na tej Mszy św. zapytał mnie: – Dlaczego wtedy była cicha Msza św.? Nie umiałem mu odpowiedzieć, ponieważ do dziś nie wiem, dlaczego. Wiem tylko, że gdzieś po pół roku mego pobytu, gdy odwoziłem ks. Stanisława do domu, ten przy wysiadaniu z samochodu szepnął mi: – Niech się ksiądz trzyma i nie załamuje.

Na postawie książki bp. Tadeusza Pikusa pt. „Katolik w Rosji”, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa 2003, str. 20-23

*Śródtytuły pochodzą od redakcji

Tagi:
wspomnienia Rosja

Prof. Szyszko stawiał na prawdę, której zawsze bronił

2019-10-09 15:20

wpolityce.pl

Prof. Jan Szyszko był niezwykle ciepłym człowiekiem, z ojcowskim podejściem do współpracowników. Nauczyciel, mentor – mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych i były współpracownik prof. Jana Szyszko w Ministerstwie Środowiska.

Magdalena Kowalewska

Jesteśmy na konferencji dot. 30 lat funkcjonowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Pan prof. Jan Szyszko uczestniczył w tworzeniu, rozwijaniu i programowaniu tego funduszu. Dorobek 30-lecia NFOŚiG to jest również duża zasługa prof. Jana Szyszko – mówi Andrzej Konieczny w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Był to człowiek niezwykle ciepły, z ojcowskim podejściem do współpracowników, nauczyciel, mentor. Z ogromnym uporem i niezłomnością przekazywał swoje myśli, naukę, która współtworzył. Ponad trzydzieści lat prowadził badania w swoim ośrodku w Tucznie. Były to badania polowe, w otwartej przestrzeni, to chyba największa baza empiryczna. Przede wszystkim człowiek, później szef i profesor. Ludzie, którzy go nie poznali, mieli mylne opinie. Nie wiedzieli, jaki był naprawdę – dodaje Konieczny.

Konieczny zwraca uwagę na naukowe osiągnięcia prof. Szyszki i jego przywiązanie do pojęcia prawdy: Stawiał na prawdę w nauce. Na prawdę, której zawsze bronił. Mówił, że najbardziej istotne są dane, a wyników nie można budować na bazie emocji czy tzw. informacji medialnych

Konieczny odnosi się do wieloletnich ataków medialnych, których ofiarą padał prof. Jan Szyszko: Przez wiele lat próbował przekazywać prawdę. Być może robił to językiem nie do końca medialnym. Ale pokazywał jak naprawdę wygląda sytuacja i poszczególne wyzwania, które przed nami stoją. Wielokrotnie jego słowa były manipulowane, a jego samego próbowano wyśmiewać. W prawie wszystkich mediach przedstawiano go w krzywym zwierciadle

Uważał, że mamy w Polsce bardzo dobry system ochrony przyrody. Pan profesor Szyszko zawsze nam powtarzał, że prawny system ochrony przyrody w Unii Europejskiej jest bardzo dobry. Mówił, że dyrektywy ptasie i siedliskowe są dobre. Zezwalają one na zrównoważony rozwój regionów, a na to pan profesor zawsze kładł nacisk. Niestety, przez niektóre gremia przepisy poszczególnych dyrektyw były stosowane na zasadzie wyjątku czy wyjęcia z kontekstu innych przepisów – zaznacza.

Andrzej Konieczny mówi też o tym, co zostawił po sobie prof. Jan Szyszko. Pan profesor Jan Szyszko zawsze zwracał uwagę, że mamy do czynienia z podwójnymi standardami. Inaczej ocenia się osławionego kornika drukarza w Niemczech, a inaczej w Polsce. Pan minister zostawił po sobie wezwanie dla państw europejskich odnośnie dyskusji nt. stosowania dyrektyw przyrodniczych. Możemy dziś zauważyć, że inne państwa europejskie zaczynają mówić językiem profesora Szyszko. W nieformalnych gremiach zaczyna się mówić o potrzebie powrotu do dyskusji nt. dyrektyw ptasiej i siedliskowej, bo przemiany ekosystemów wynikające ze zmian klimatycznych, wymagają innego podejścia. A przed tym problemem staje cała Europa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czuwanie u Urszulanek

2019-10-17 20:24

Agata Pieszko

W urszulańskim Liceum Ogólnokształcącym, mimo późnych godzin, uczniowie adorują i czuwają przed wspomnieniem św. Urszuli, patronki szkoły.

Agata Pieszko

– To czuwanie jest tradycją szkoły, ponieważ 21 października wspominamy świętą Urszulę, patronkę liceum i chcemy się do tego święta jak najlepiej przygotować przez wspólną modlitwę. Dbamy, by nie była to tylko uroczystość z tradycji, ale żeby także duch na tym skorzystał – mówi s. Klara Pyza.

Pierwszym punktem spotkania jest zazwyczaj konferencja, prowadzona przez kogoś, kto pracuje z młodzieżą. W tym roku był to ks. Piotr Rozpędowski, który po wspólnej kolacji wraz młodzieżowym zespołem Kompania Jonatana poprowadził modlitwę uwielbienia przy Najświętszym Sakramencie.

– Staramy się proponować taką formę modlitwy, którą młodzież lubi. W tym roku zaprosiliśmy młodzieżową Kompanię Jonatana, kierując się ideą, żeby młodzi mówili do młodych. Chcemy, żeby Pan Bóg stał im się przez to bliższy – dodaje s. Klara, Urszulanka.

Podczas modlitwy ks. Piotr pytał młodych, kto jest królem ich serca i czy przypadkiem nie panuje tam bezkrólewie. Zachęcał uczniów, by oddali swoje serce Jezusowi i dali mu zasiąść na Jego zasłużonym tronie. Młodzież najpierw nieśmiało adorowała w ławkach, jednak gdy poczuli Bożą obecność, wiele rąk pojawiło się w górze, a języki rozwiązały się, wielbiąc Boga radosnymi pieśniami oraz tańcem.

– To nie jest obowiązkowe wydarzenie, dlatego tym bardziej cieszy nas to, że tylu uczniów chce przyjść po lekcjach i spotkać się z Jezusem późną porą. W tym czasie zapraszamy także dodatkowo kapłanów, aby posługiwali sakramentem pokuty i pojednania –  mówi s. Zuzanna Filipczak, dyrektorka Liceum Ogólnokształcące Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej we Wrocławiu.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem