Reklama

Architekt czerwonej europy

2017-05-24 09:58

Witold Gadowski, Dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 22/2017, str. 37

Altiero Spinelli już w młodym wieku został członkiem Włoskiej Partii Komunistycznej. Pewnie nigdy nie zaprzątalibyśmy sobie głów tym, w gruncie rzeczy tuzinkowym, komunistą, gdyby nie fakt, że tuż przed drugą wojną światową miał sporo czasu i ta okoliczność nie wyszła na zdrowie współczesnej Europie... Internowany na włoskiej wyspie Ventotene – wraz z Ernesto Rossim – niestety, popełnił „Manifest”, który stał się „pismem kanonicznym” dla wszelkiej maści entuzjastów stworzenia z Europy jednego, federalistycznego państwa. Już z treści pierwszych zdań zorientowali się Państwo, że nie należę do entuzjastów tej idei i pan Altiero Spinelli na pewno nie znajduje się w moim poczcie postaci istotnych. Tak jest.

Niestety, pan Spinelli – pośmiertnie (zmarł w 1986 r.) cichym ściga mnie lotem jak – nie przymierzając – śmierć w jednej z kryminalnych powieści słynnego onegdaj Joe Alexa. Nie dość, że nad wejściem do głównego budynku Parlamentu Europejskiego wykuto nazwisko Spinellego, to jeszcze współcześni biurokraci, zaludniający brukselskie pałace ze stali i szkła, mówią językiem Spinellego i podejmują rezolucje jakby żywcem wycięte z jego szablonów myślenia. Nawet niepozornie prezentujący się w Brukseli Donald Tusk – zapewne nieświadomie – powtarza kalki wyrosłe wprost z „Manifestu z Ventotene”.

Cóż zatem postulował Spinelli i jego manifest? Otóż włoski komunista marzył o stworzeniu państwa federacyjnego, które objęłoby cały Stary Kontynent i byłoby odwzorowaniem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, oskrobanego z osławionych „błędów i wypaczeń”. Towarzysz Spinelli postulował utworzenie wspólnych europejskich sił zbrojnych, wspólnej administracji i wspólnych ministerstw dla wszystkich dawnych państw Europy. Aby to osiągnąć, Spinelli domagał się zniszczenia dotychczas istniejących państw narodowych.

Reklama

Czerwony patron dzisiejszej Unii Europejskiej i jej elit był sprytniejszy niż pierwsze pokolenia komunistów. Zrozumiał, że bagnetami można podbijać kraje, ale nie da się na nich siedzieć i z ich pomocą zarządzać podbitymi ludami. Spinelli pojął zatem błąd Karola Marksa i jego wulgarnego (z filozoficznego punktu widzenia) interpretatora Włodzimierza I. Lenina. Przemoc nie może być stosowana bezpośrednio, bezwstydnie. Spinelli należał już do bolszewickiego pokolenia, które postanowiło przemoc zinternalizować. Tam, gdzie pierwotni bolszewicy stawiali strażników, czerwoni ze szkoły frankfurckiej postanowili wprowadzić „strażnika wewnętrznego”.

Genialnym odkryciem ludzi pokroju Spinellego było uświadomienie sobie, że najskuteczniejszą metodą kontroli człowieka jest kontrola wewnętrzna. Postanowili więc stworzyć społeczeństwo, gdzie każdy jego członek będzie miał zbudowanego „automatycznego ubeka” w postaci zaprogramowanej – przez intensywne szkolenie i upowszechniane wzorce – świadomości i jej wyższej (zdaniem neobolszewików) formy: autocenzury.

Spinelli marzył nie o fizycznym zniszczeniu narodów, ale o zniszczeniu idei narodowej, pojęcia „naród”, marzył o zawładnięciu językiem do takiego stopnia, że pewne myśli po prostu zostaną wyparte, a pojęcia, które dotychczas konstytuowały ludzką wolność, będą sprowadzone do roli wewnętrznego „elektrycznego pastucha”. Spinelli na swojej więziennej pryczy śnił o tym, że naraz Feliksowie Edmundowicze Dzierżyńscy rozmnożyli się niepomiernie i każdy wlazł pod czaszkę większości mieszkańców Europy, i pilnuje go lepiej niż najlepsze obozy pracy.

Co ciekawe, komuniści nowej – nazwijmy to: europejskiej – generacji nie rodzili się na kamieniu, ale... na więziennych pryczach. Zarówno – odkryty całkiem niedawno przez prawicę – garbus Antonio Gramsci, jak i Altiero Spinelli swoje wizje snuli w momentach, gdy przymusowo byli skazani na zaleganie na więziennej pryczy.

Gdyby te pomysły pozostały jedynie w sferze marzeń pana Spinellego, pewnie dziś nie czytalibyście o nich w moim felietonie. Niestety, stały się one faktem, a dziś ideowe dzieci włoskiego komunisty usiłują coraz mocniej wprowadzać cechy superpaństwa do systemu, który – według „Ojców Założycieli” – miał być wspólną przestrzenią handlu i podróżowania. Niestety, idea stworzona przez chrześcijańskich demokratów została – jak Europa – porwana, uprowadzona przez sprytnych pogrobowców Lenina. Dziś już nikt otwarcie nie mówi o eurokomunizmie. A jest to idea, która zdominowała myślenie biurokratycznych elit tworzącego się europejskiego państwa. Poprawność polityczna jest dziś kształtowana w oparciu o definicje i przemyślenia pana Altiero Spinellego. Niepozorny Włoch stał się więc patronem nowej, XXI-wiecznej przyszłości kontynentu. To m.in. dzięki właśnie Spinellemu stoimy dziś przed alternatywą: albo Europa będzie jednym skomunizowanym państwem, w którym rządzi ideologia gender i tym podobne wariactwa... albo też terytorium Starego Kontynentu zostanie skolonizowane przez wyznawców Allaha. Ci oczywiście – bez specjalnej refleksji – poderżną gardła eurokomunistom.

Reklama

Szukała kogoś, kto pomoże usunąć ciążę. Dostała telefon do księdza

2019-09-09 10:35

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

Renata (imię zmienione) chciała usunąć ciążę. Pytała koleżanek czy mają kontakt do kogoś, kto może jej pomóc w dokonaniu aborcji. Zamiast tego, jedna z przyjaciółek dała jej numer telefonu do ks. Tomasza Kancelarczyka z Fundacji Małych Stópek. Ks. Tomasz jest organizatorem Szczecińskiego Marszu dla Życia. Co roku gromadzi na ulicach miasta kilkanaście tysięcy osób, a na co dzień prowadzi działalność pro life, o której opowiada w rozmowie z KAI.

Fundacja Małych Stópek

KAI: Czym zajmuje się Fundacja Małych Stópek?

Ks. Tomasz Kancelarczyk: Fundacja pomaga samotnym matkom, ale nie tylko tym, co już urodziły, także tym, które jeszcze nie urodziły. To też są mamy. Sprawa pani Renaty z Wielkopolski wcale nie jest wyjątkowa. Sytuacji, w których trafiają do nas kobiety na pograniczu życia i śmierci swojego nienarodzonego dziecka jest tak dużo, że musiałbym co kilka dni taką sprawą ujawniać i prosić o pomoc. Dzięki temu, że mamy stałych darczyńców Fundacji Małych Stópek, nie muszę za każdym razem prosić o finansowe wsparcie. Każda z tych historii jest inna ale wszystkie mają jeden wspólny mianownik: nieodpowiedzialność, brak osób, które objęłyby pomocą i troską kobietę, brak miłości najbliższych.

- Wracając do przypadku z Wielkopolski. Kobieta chciała usunąć ciążę. Pytała koleżanek czy mają kontakt do kogoś, kto może jej pomóc w dokonaniu aborcji. Zamiast tego, jedna z przyjaciółek dała jej numer telefonu do księdza?

- Dziewczyna dała ten numer mówiąc, że tam pomogą ci w przerwaniu ciąży. Gdy usłyszałem w telefonie "Dzień dobry" nie odpowiedziałem, jak mam w zwyczaju, "Szczęść Boże". Też odpowiedziałem „Dzień dobry”. W kolejnych zdaniach usłyszałem, że dzwoni do mnie kobieta z prośbą o pomoc w dokonaniu aborcji. Mnie też nie uprzedzono o tym telefonie, ale to nie był pierwszy taki przypadek. Zacząłem wypytywać o kontekst życia tej osoby, o ojca dziecka, o rodzinę. Usłyszałem wiele przykrych słów nie tylko na temat ojca dziecka, ale przede wszystkim rodziny. Były też słowa, które wypowiadano w jej stronę, ale nie nadają się do cytowania. „A gdybyś miała taką możliwość, że zamieszkasz poza domem, w którym nie chcą widzieć twojego dziecka, gdzie patrzą na ciebie wilkiem i obrzucają bluzgami? A gdybyś miała zapewniony byt i konkretną pomoc?” Nakreśliłem konkretnie, jak pomagamy w Fundacji. Wtedy całkiem zmienił się ton jej wypowiedzi. Rozmowa trwała blisko 40 minut. Zakończyła się ofertą: załatwię ci konkretnie taką pomoc.

- Co ksiądz zaoferował?

-To, co trzeba było. W takiej sytuacji trzeba zrobić jedno: zabrać taką osobę ze środowiska aborcyjnego. Jeżeli tego nie zrobimy, to nic nie zdziałamy. Możemy dużo gadać, moralizować. Możemy kreślić wizję przyszłości. Jeżeli ta osoba jest w otoczeniu osób, które nastają na życie dziecka i negatywnie odnoszą się do niej, to są małe szanse. Wtedy musi być bardzo odporna psychicznie. Dlatego zawsze proponuję wyrwanie ze środowiska aborcyjnego. Jakimś rozwiązaniem jest pokierowanie do domu samotnej matki, ale to nie zawsze się udaje. Dom samotnej matki nie jest wymarzonym miejscem dla takiej osoby, jak pani Renata. To jest bardzo dobre miejsce dla kobiet, które walczą o swoje dziecko i same poszukują miejsca do przeżycia. W tym przypadku zaproponowałem wynajęcie kawalerki. Zaproponowałem sumę potrzebną do zabezpieczenia jej bytu i tego, co będzie potrzebne dla jej dziecka na dwa lata. Tak, żeby dla niej wizja przyszłości była bezpieczna. Wyceniłem to na 25 tys. złotych. Niektórzy mówią, że dużo. Odpowiadam pytaniem czy życie dziecka za 25 tys. zł to jest tak dużo? Nieraz przy takich środkach jest bardzo trudno wynająć mieszkanie dla samotnej kobiety z dzieckiem. Wynajęcie mieszkania, pomoc finansowa na bieżące wydatki, wyprawka dla dziecka i 2 tysięcy pieluch na cały okres macierzyński to pomoc, którą należało zaoferować.

- Pomoc dla kobiety mogliście zaproponować, dzięki wsparciu ofiarodawców Fundacji Małych Stópek?

- Tak. Jeśli brakuje środków, to prosimy ofiarodawców, licząc na wsparcie. Za każdą historią kryje się życie dziecka. Poza wsparciem materialnym, ważne, żeby potem przy tej osobie był ktoś, kto będzie towarzyszył. Jeżeli po urodzeniu dziecka nie powróci do takiej osoby rodzina, to ona znajduje się sama. Bywa tak, że już jakiś czas po porodzie dzwoni do mnie z płaczem kobieta. Dziecko jest w żłobku i dzwonią, żeby zabrać je, bo gorączkuje. W pracy z kolei mówią jej, że jak wyjdzie, to już nie ma po co wracać. Nie ma osób towarzyszących: babci, dziadka, a najlepiej, żeby był mężczyzna. Jest ciężko.

- Ile jest takich sytuacji, w których pomagacie?

-Nie chcę mówić, że to dzięki nam. Najważniejsze, żeby zmieniło się serce kobiety, potem rodziny. Myślę, że konkretnych interwencji, gdzie przychodzimy z pomocą jest na pewno kilka w miesiącu. Oczywiście sytuacji, w których jest udzielana pomoc kobietom w trudnej sytuacji są setki. Kobiety same się do nas zgłaszają. Ważne więc, żeby grono obrońców życia, czyli Bractwa Małych Stópek powiększać - abyśmy mogli z odwagą rozmawiać z tymi kobietami i byśmy mogli mówić, że zapewnimy im pomoc bez uciekania się do wsparcia miejskich instytucji. Te kobiety nie chcą się ujawniać.

- Mówił ksiądz, że sytuacja w rodzinie zmienia się często po przyjściu dziecka na świat.

- Tak. Wielokrotnie bywało, że wracali ojcowie dzieci, przynajmniej z pragnieniem bycia przy dziecku. Rodziny również. Miałem wiele takich sytuacji, ale jedną, sprzed kilku lat, szczególnie wspominam. Dziadek dziecka, który wcześniej domagał się aborcji, trzymał dziecko i mówił z dumą "mój wnuk". Widziałem to na własne oczy. Kiedy widzę takie sytuację, to myślę sobie, że naprawdę warto walczyć o życie.

- Wasze magazyny są pełne pieluch i środków, które mogą wspomóc kobietę i jej małe dziecko. Czy to wystarcza?

- Cały czas te magazyny napełniamy. Jestem w trakcie zakupu następnych 60 tys. pieluch. To nie jest dużo. Poza tym chemia kosmetyczna, chusteczki, wózek, łóżeczko. A oprócz tego lokal, zamieszkanie, troska najbliższych. Rodziny to my nie zapewnimy… Dlatego tak ważne jest, żeby zajmowała się tym nie tylko Fundacja Małych Stópek. Jesteśmy w stanie zareagować na nieliczne przypadki. Wszyscy mamy być czujni, kochać życie od poczęcia i wychodzić z gotowością pomocy.

- Czy Fundacja sprawuje również patronat nad Domem Miłosierdzia w Poczerninie? - To dom prowadzony przez Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Wcześniej był tam Dom Samotnej Matki prowadzony przez siostry zakonne. Teraz jest to schronienie nie tylko dla kobiet w trudnej sytuacji, ale też mężczyzn wymagających pomocy i dachu nad głową. Dom wymaga remontu, również otoczenie tego domu – żeby kobiety z wózkami nie grzęzły w błocie.

- Działalność Bractwa Małych Stópek i Fundacji zaczęła się od Marszu dla Życia (w tym roku kilkanaście tysięcy osób przeszło ulicami Szczecina w manifestacji w obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci; był to 17-sty marsz - przyp.red.). - My nie możemy maszerować raz do roku. To maszerowanie ma trwać nieustannie. Życie to wymusiło. Byliśmy kojarzeni z obroną życia, więc zgłaszały się do nas kobiety, które były w trudnej sytuacji. Musieliśmy się organizować, również formalnie. Stąd Fundacja, a skoro na organizatorów Marszu dla Życia mówiono "ekipa małych stópek", więc nazwa wydała się oczywista. Niektóre rzeczy wozimy na drugi koniec Polski. Na miejscu magazynujemy potrzebne rzeczy, organizujemy rozmowy wyspecjalizowanych osób z kobietami, które potrzebują pomocy. Zachęcamy wszystkich do pomocy, również tej materialnej. Więcej szczegółów na dlazycia.info.
Dziękuję za rozmowę.

- Rozmawiał: Piotr Kołodziejski

- Numer konta Fundacji: Fundacja Małych Stópek ul. Św. Ducha 9 70-205 Szczecin

- przelewy krajowe nr konta: 13 2030 0045 1110 0000 0231 0120 w tytule przelewu: DAROWIZNA CIĄŻA

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka Pojednania

2019-09-17 05:16

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki

W sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej 7 i 8 września odbyły się doroczne uroczystości odpustowe ku czci Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W tym roku przebiegały one pod hasłem: „Cudami wsławiona, módl się za nami”. Wyjątkowym gościem pielgrzymującym po raz pierwszy do Matki Bożej Chełmskiej był J.E. ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz.

Bezpośrednim przygotowaniem duchowym do odpustu było trzydniowe Triduum Maryjne przeprowadzone przez księdza Sylwestra Brzozowskiego, notariusza Kurii Archidiecezji Lubelskiej. Przygotowania duchowe połączono z wieczorną Mszą św., procesją różańcową z ikoną Matki Bożej Chełmskiej po Rosarium oraz Apelem Maryjnym.

Wigilia święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

Całodobowe chełmskie czuwanie odpustowe na Górze Chełmskiej rozpoczęła w sobotni wieczór 7 września Msza święta, odprawiona przez ks. bpa Józefa Wróbla. Na placu przed bazyliką NNMP, w ciepły i pogodny wieczór, tradycyjnie już zebrało się wielu parafian i pielgrzymów, którzy na maryjny odpust przyszli z okolicznych parafii. Najliczniejsza grupę wśród pieszych pielgrzymów bo aż ponad dwustuosobową, stanowili pątnicy z parafii Kamień. Po wielu latach ponownie pieszo do Sanktuarium MB Chełmskiej przyszła prawie 50 osobowa grupa pielgrzymów z Pawłowa, wraz ze swoim nowym proboszczem ks. Andrzejem Kołodziejskim. Na rowerach przyjechali pielgrzymi z Lubartowa. Były też autokarowe pielgrzymki m. in. z Puław. -Warto było ponieść trud dla Matki Bożej, bo Ona nam to wszystko wynagrodzi i zaniesie prośby z którymi przyszliśmy, do Pana Jezusa- mówiła Czesława z Pawłowa. – Tylko Maryja jest nasza nadzieją, Ona nas obroni, pocieszy i nie zostawi z własnymi problemami. Wierzę w to, dlatego przyszedłem błagać, Matko Boża nie zostawiaj nas, bo sami sobie nie poradzimy. A w rodzinie mamy wiele trudnych sytuacji- dzielił się Andrzej z Kamienia.

Na początku uroczystości wszystkich pielgrzymów powitał proboszcz parafii Mariackiej ks. kan. Andrzej Sternik. – Jesteśmy kolejnym pokoleniem mieszkańców ziemi chełmskiej, któro ma to szczęście gromadzić się u stóp Matki Bożej Chełmskiej, by dziękować za wszystko co przez Jej matczyne ręce, Jej obecność pośród nas, rodzi się w naszym codziennym życiu. Dzisiaj potwierdzamy, ze chcemy aby Maryja prowadziła nas przez drogę ziemskiej pielgrzymki. Chcemy prosić, aby była nam Matką Jedności. Bo w tym miejscu, na Górze Chełmskiej Jej obrazem opiekowali się bracia i siostry trzech odłamów chrześcijaństwa: prawosławni, grekokatolicy i Kościół rzymskokatolicki. W tym roku dokładnie przypada 100 lat, kiedy opiekę nad Górą Chełmską objął Kościół rzymskokatolicki. Początkowo byli to Ojcowie Jezuici. Jesteśmy wpisani w ciąg historii tego wyjątkowego miejsca- mówił proboszcz parafii Mariackiej.

Obok księdza biskupa Józefa Wróbla, szczególne słowa powitania ks. kan. Andrzej Sternik skierował do obecnych na uroczystości księży kanoników z Kapituły Kolegiackiej w Chełmie, na czele z jej dziekanem ks. prał. Tadeuszem Kądziołką, byłym proboszczem parafii Mariackiej.

Maryjna pobożność ludu

W homilii ksiądz biskup Józef Wróbel mówił o maryjnej pobożności ludu polskiego. – Mając na uwadze naszą dziecięcą wrażliwość na Jej słowa i zaproszenia, powinniśmy umieć nie tylko dziękować i przed Jej obrazem chodzić na kolanach. Ważne jest, abyśmy umieli też Bogu i Jej wynagradzać za wszelkie obrazy, grzechy, bluźnierstwa oraz obojętność a także oddalanie się od Boga- mówił ksiądz biskup. Wspomniał też o bólu zadawanym Matce Bożej współcześnie przez różne środowiska. – W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami powszechnie ukazywanych bluźnierstw, jak choćby aureola tęczowa malowana na Jej częstochowskiej ikonie oraz tęczowe sukienki zakładane na Jej figurki. Aż dziw bierze, jak wielka jest pokora Pana Boga i wielka pokora Matki Najświętszej, że jeszcze gromy z nieba się nie posypały, kiedy człowiek tak obraża Pana Boga- podkreślił z zatroskaniem ks. bp Józef Wróbel.

Młodzież czuwa przy Matce Bożej

W sobotni wieczór 7 września, na specjalnym czuwaniu na Górze Chełmskiej zgromadziła się licznie także młodzież. Był Apel Jasnogórski a po nim Droga krzyżowa i modlitwa uwielbienia poprowadzona przez znany zespół „Porozumienie” z Parczewa, grający muzykę chrześcijańską. Całość zakończyła Maryjna Pasterka odprawiona przez księży pracujących w minionych latach w parafii Mariackiej. Modlitwa w bazylice trwała też przez całą noc. Tradycyjnie już wypełnił ją Różaniec Fatimski z procesją z lampionami po Rosarium.

Rodzina największą wartością

Od rana 8 września do Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej przybywały kolejne piesze pielgrzymki z okolicznych miejscowości. Wszyscy szli aby jak kochające dzieci, pokłonić się najlepszej Matce. Swoją specjalną Mszę św. odprawioną tradycyjnie już przez ks. bpa Mieczysława Cisło, miały też rodziny, które na Górę Chełmską przybyły wraz z małymi dziećmi, aby uzyskać indywidualne błogosławieństwo od Księdza Biskupa. W homilii bp Mieczysław Cisło mówił o zmieniającej się współczesnej rodzinie. Wskazywał też na problemy z jakimi boryka się dzisiejsza rodzina. – Wiele związków kobiet i mężczyzn zamyka się dzisiaj na Boży dar życia. Realizuje tylko siebie poprzez karierę, zawód, przyjemności życia. Niekiedy jednak przychodzi taki czas, że rodzi się w sercu kobiety i mężczyzny potrzeba posiadania dziecka. Ale wówczas jest już za późno i wtedy rożnymi sposobami szuka się tego daru brakujące we wzajemnej wspólnocie- mówił z troska ksiądz biskup. Wspomniał też o zanikaniu więzi wielopokoleniowej w rodzinie. Zwrócił też uwagę na potrzebę religijnego wychowania dzieci i młodzieży w rodzinie, bo to właśnie rodzice powinni być wzorem duchowej postawy w życiu dla swoich dzieci.

Świadek życia św. Jana Pawła II

Najważniejszym pielgrzymem tegorocznego odpustu ku czci Narodzenia Najświętszej Maryi Panny goszczącym po raz pierwszy na Górze Chełmskiej, był ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz z Krakowa. Dostojny Gość odprawił sumę pontyfikalną i wygłosił homilię. W koncelebrze uczestniczyli również lubelscy księżą biskupi: ks. abp Stanisław Budzik, ks. bp Mieczysław Cisło. Słowo wstępu przed liturgią i zarazem powitania, wygłosił do pielgrzymów Metropolita Lubelski ks. abp Stanisław Budzik. Nawiązał w nim do święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. - Z Maryi narodził się nasz Pan Jezus Chrystus. On wyzwolił nas od grzechów i śmierci. Otworzył nam drogę do nieba. Te słowa wskazują nam fundament czci z jaką od wieków lud wierzący odnosi się do Matki naszego Pana, w tylu sanktuariach rozsianych na całej ziemi. Także i na tej świętej Górze Chełmskiej- mówił Metropolita Lubelski. Następnie z całego serca przywitał Jego Eminencję księdza kardynała Stanisława Dziwisza. W słowie wstępnym przed Eucharystią ks. kard. Stanisław Dziwisz podkreślił, że do Chełma przybywa z wielkim zainteresowaniem. Przed przyjazdem na uroczystości odpustowe zapoznał się z historią ziemi chełmskiej i kultu Matki Bożej na Górze Chełmskiej. Z nieskrywanym wzruszeniem wspominał też towarzyszenie w różnych chwilach Świętemu papieżowi. – Z Ojcem Świętym Janem Pawłem Drugim byłem właściwie we wszystkich państwach świata, oprócz Rosji i Chin, ale to co było najważniejsze, co sobie zapamiętałem i nigdy nie zapomnę, to był zamach na niego na placu Św. Piotra. I Jego smutne odejście do Domu Ojca. Wielu ludzi mówiło wówczas, że to odejście było najważniejszą encykliką jaką napisał. Nasz ojciec święty nie bał się śmierci. Wcześniej zawsze mówił: niech człowiek żyje tak, aby to odejście było błogosławione, a spotkanie z Bogiem szczęśliwe- mówił ksiądz kardynał. Podkreślił, że miłość papieża Jana Pawła do Matki Bożej zaczęła się już w jego dzieciństwie. Przypomniał, że to właśnie ojciec po śmierci matki, przywiózł malutkiego Karolka do Matki Bożej Zebrzydowskiej i powiedział, że od tej chwili Matka Boża będzie jego matką. - Może to zdarzenie zadecydowało że przez całe życie miał wezwanie Totus Tuus czyli cały Twój ? To jest program także dla nas- mówił ksiądz kardynał.

Św Jan Paweł II jest duchowo z nami

W homilii ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz wyraził radość z faktu że to właśnie Jan Paweł II w 1988 roku świątyni na Górze Chełmskiej nadał tytuł bazyliki mniejszej. - Ufam i jestem przekonany, że On dzisiaj duchowo jest z nami- mówił. Nawiązując do obchodów Święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny podkreślił, że jest to okazja abyśmy sięgnęli w odległe czasy, kiedy Bóg przygotowywał przyjście na świat Swojego Syna. -Wierzymy i wiemy, że Najświętsza Maryja Panna, jak mówi dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu, została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego- mówił. Ksiądz kardynał wspomniał, że Maryja zawsze prowadziła i prowadzi wszystkich do Swojego Syna. Bo Jezus jest najważniejszy, Jemu Maryja poświęciła całe swoje życie. Podkreślił, że dzisiaj w szczególny sposób pragniemy podziękować Bogu za wielkie rzeczy, jakie uczynił Maryi. -Chcemy też podziękować Maryi za wszystko co wniosła w dzieje zbawienia świata. Wiemy, że Jej misja nie skończyła się po zejściu z tego świata. Przyjęła bowiem pod krzyżem testament miłości umierającego Syna, który w osobie ucznia Jana, powierzył nas wszystkich macierzyńskiej opiece Maryi. Dziś chcemy podziękować Matce Chrystusa za Jej nieustanną opiekę nad światem i nad naszymi rodzinami – dodał mówca.

Matka Boża Chełmska zawsze łączy ludzi

Gość z Krakowa wskazał też na wyjątkową rolę i udział we wzruszających dziejach maryjnej pobożności Matki Bożej Chełmskiej. - Ona zawsze łączyła, nigdy nie dzieliła ludzi zamieszkujących tę ziemię - podkreślił. - Przed Jej obliczem modlili się na zmianę i prawosławni, i grekokatolicy, i wierni obrządku łacińskiego. Możemy powiedzieć, że Pani Chełmska była i jest prawdziwie ekumeniczna. Była i zawsze jest dla wszystkich swoich dzieci. Ksiądz kardynał Dziwisz przypomniał też cześć jaką przed wiekami dla Matki Bożej Chełmskiej, miał król Jan Kazimierz, szczególnie po zwycięstwie pod Beresteczkiem w XVII wieku. Wówczas to cudowna ikona odbyła peregrynację po wielu miastach ówczesnej Rzeczypospolitej. Wspomniał również o ukoronowaniu obecnego wizerunku MB Chełmskiej w 1946 roku przez ówczesnego biskupa lubelskiego ks. Stefana Wyszyńskiego. – Co by nam dzisiaj chciała powiedzieć Maryja?- Pytał ksiądz kardynał.- Zachęcała by nas do tego, aby tak jak Ona, na pierwszym miejscu w całym życiu postawili Boga i Jego świętą wolę. Bo bez Boga wszystko w naszym życiu traci sens- podsumował ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz. Z troską zauważył również, że dzisiaj wiele osób pogubiło się codzienności i żyje tak, jakby Boga nie było.

Na Górę Chełmską pielgrzymi przynieśli ze sobą również kolorowe wieńce. Zostały one wykonane przeróżnymi technikami ze zbóż, kwiatów, ziół i owoców oraz warzyw. Wszystkie poświęcił Dostojny Celebrans ks. kard. Stanisław Dziwisz. Uroczystą sumę odpustową zakończyła procesja eucharystyczna po parku parafialnym.

Odpust we wrześniu 1939 r.

80 lat temu wrześniowy odpust związany z Narodzinami Najświętszej Maryi Panny, miał mieć wyjątkowo uroczysty charakter. Zamierzano bowiem uczcić trzy ważne dla parafii Mariackiej rocznice przypadające w tamtym roku. Były to : 100 lecie – konsekracji katedry ( obecnej bazyliki), 50 lecie kapłaństwa księdza biskupa lubelskiego Mariana Fulmana oraz 20 lecie rekoncyliacji katedry na Górze Chełmskiej. Wcześniej, bo w grudniu 1938 roku, powołano Komitet Obywatelski Miasta Chełm Obchodu Trzech Rocznic. Na jego czele stanął wicestarosta chełmski Mieczysław Słomski. Sekretarzem Komitetu został ks. Julian Jakubiak. Utworzono też 11 specjalnych sekcji które zajęły się przygotowaniami do odpustu. Na same uroczystości w dniu 8 września zaproszono księży biskupów z Lublina oraz księdza biskupa z Łucka i biskupa polowego Wojska Polskiego ks. Józefa Gawlinę. Jednak wybuch zmienił wszystkie plany. Tego dnia na odpust do Chełma najczęściej furmankami przyjechało, bądź tez pieszo przyszło z oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów wiosek, niewielu pielgrzymów. Wśród nich były prawie same kobiety, bo mężczyzn zabrano do wojska. Byli już też uchodźcy z zachodniej i centralnej Polski. W wigilie odpustu ks. Julian Jakubiak, ówczesny proboszcz parafii Mariackiej, odprawił nieszpory. Następnego dnia sumę odpustową przerwało pierwsze podczas tej wojny bombardowanie Chełma przez niemieckie lotnictwo. Ludzie ze strachem i w panice schronili się w podziemiach katedry na Górze Chełmskiej. Dzień 8 września 1939 roku dobrze pamięta 96 letnia pani Jadwiga Zawiślak z Chełma, która pomimo wieku, uczestniczyła i w tegorocznym odpuście. – Był słoneczny dzień, nawet bardzo gorący, taki jak dzisiaj. Miałam wtedy 16 lat. Po sumie odpustowej umówiłyśmy się z koleżankami aby pójść nad rzekę Uherkę. Jednak w trakcie Mszy sw. posłyszałam, bum, bum, bum. Nie wiedziałam jeszcze co to jest. A to już padały pierwsze bomby z niemieckich samolotów. Po chwili zobaczyłam, że niektóre budynki zaczęły się palić, były też zawalone domy. Okazało się, że było to pierwsze bombardowanie Chełma przez niemieckie lotnictwo. Zrzucali bomby na ul . Kolejowej, lecz wtedy jeszcze nie trafili w budynek pięknego chełmskiego dworca kolejowego. Widziałam po raz pierwszy rannych ludzi i zabite konie, leżące na ulicy. Przeżyłam to okropnie, bo nigdy wcześniej nie było czegoś takiego. Mieszkaliśmy wówczas na ul. Lubelskiej, za torami. - wspomina pani Jadwiga i dodaje, dobrze że od wielu lat mamy pokój i możemy spokojnie świętować wrześniowe uroczystości odpustowe na Górze Chełmskiej.

Róże dla Matki Bożej Chełmskiej

Po południu na swoją specjalną Mszę św. przybyły również dzieci z chełmskich szkół. Podczas tej Eucharystii odprawionej przez ks. bpa Ryszarda Karpińskiego zostały pobłogosławione tornistry i przybory szkolne. Podsumowaniem całych uroczystości odpustowych była wieczorna Msza św. odprawiona przez ks. Sylwestra Brzozowskiego. Na wcześniejszą prośbę księdza proboszcza Andrzeja Sternika, wierni na wszystkie odpustowe Msze Św. przynieśli ze sobą róże, będące szczególnym darem dla Maryi. Kwiaty te zostały pobłogosławione w specjalnej modlitwie. Następnie wszystkie róże wierni zostawili w sanktuarium. Po zasuszeniu będą dołączane do obrazków z modlitwą do Matki Bożej Chełmskiej, jako jej szczególny znak przypominający zapisane przed wiekami świadectwo cudownego uzdrowienia niewidomego dziecka za przyczyną Chełmskiej Pani. Z nadzieją, że każdy kto z wiarą w orędownictwo Matki Bożej Chełmskiej będzie się uciekał otrzyma zdrowie duszy i ciała. A dowodem na to, że prośby przedstawiane Panu Bogu za pośrednictwem Chełmskiej Madonny, są wysłuchiwane, jest wydana tuż przed odpustem Księga cudów i łask Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej. – Chciałbym, by lektura tej ksiązki była dla następnych pokoleń zaproszeniem do pobożności maryjnej, życia w wierze katolickiej oraz zachętą do kolejnych pielgrzymek- napisał w słowie do czytelników kustosz sanktuarium ks. kan. Andrzej Sternik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem