Reklama

Być dobrym opiekunem Bożych darów!

2017-05-31 10:04

Z o. Stanisławem Jaromim OFMConv rozmawia Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 23/2017, str. 48-49

Karolina Pękala
O. Stanisław Jaromi OFMConv w ogrodzie klasztornym w Radomsku

Z o. Stanisławem Jaromim OFMConv rozmawia Anna Cichobłazińska

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Od lat zajmuje się Ojciec szeroko rozumianą problematyką ekologiczną, obejmującą nie tylko sferę otaczającego nas świata przyrody, ale także duchowość człowieka i kontekst społeczny. Ostatnio zaproponował Ojciec rozbudowanie listy uczynków miłosierdzia o troskę o wspólny dom i zachwyt nad dziełem stworzenia i nazwał uczynki miłosierdzia najbardziej dochodową inwestycją w przyszłość. Jak należy rozumieć to przesłanie w kontekście nauczania papieża Franciszka?

O. STANISŁAW JAROMI OFMCONV: – Nie tyle zaproponowałem nowe uczynki miłosierdzia, ile spróbowałem wpisać w polskie katechizmowe ujęcie propozycje, które papież Franciszek zawarł w swym orędziu na Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Stworzenia z 1 września 2016 r.Nosi ono tytuł „Bądźmy miłosierni wobec naszego wspólnego domu”. Ojciec Święty zachęca w nim m.in. do spojrzenia na czyny miłosierdzia całościowo, by dostrzec, że przedmiotem miłosierdzia jest samo życie ludzkie, i to w swojej całości. I proponuje dopełnienie dwóch tradycyjnych zestawów uczynków miłosierdzia przez dodanie do każdego z nich troski o wspólny dom. Ogólnie opisane propozycje papieskie proponuję wyrazić w naszym języku następująco: 8. uczynek miłosierdzia względem duszy: „Zachwycić się dziełem stworzenia” oraz względem ciała: „Dbać o świat – nasz wspólny dom”. To, oczywiście, propozycja do dyskusji, ale odpowiadając na papieską zachętę, warto ją zacząć... Taka dyskusja doda wymiaru duchowego debacie na temat kształtu katolickiej nauki w kwestii ekologicznej, która trwa od 18 czerwca 2015 r., gdy opublikowano encyklikę „Laudato si’”. W czym rzecz? Pamiętamy, jak św. Jan Paweł II wpisywał troskę o świat w budowę cywilizacji życia i miłości oraz nawoływał do nowej solidarności, która obejmuje zarówno relacje wewnątrz społeczności ludzkiej, troskę o przyszłe pokolenia, jak i stosunek do środowiska naturalnego. To on ogłosił św. Franciszka z Asyżu patronem ekologów i stawiał przykład jego życia jako wzór chrześcijańskiej relacji do stworzenia. Obecny Papież głosi projekt ekologii integralnej i zaprasza do budowy nowej syntezy, która chce przezwyciężać fałszywe ujęcia minionych wieków i zaproponować chrześcijański projekt ekologiczny w wymiarach zarówno przyrodniczym, jak i ludzkim oraz społecznym. Franciszek wielokrotnie cytuje Jana Pawła II, ale ma inną perspektywę i inne doświadczenie życiowe. W Ameryce Południowej szczególnie mocno widać negatywne skutki zaborczego modelu gospodarki, realizowanego przez ponadnarodowe korporacje. Jego ofiarami są zarówno mieszkańcy, skazani na rolę parobków w swym kraju, jak i eksploatowana bez umiaru Ziemia. Jeden przykład: Pamiętam, gdy kilka lat temu rozmawiałem w Brazylii z bp. Luísem Fláviem Cappio, z którym uczestniczyłem w niezwykłej pielgrzymce z sanktuarium Bom Jesus da Lapa nad Rzekę św. Franciszka. To trzecia pod względem długości rzeka w Brazylii, żywicielka milionów ludzi, jej dorzecze obejmuje obszar 2 razy większy niż Polska, a długość liczy ponad 3 tys. km. Od lat trwa tam dramatyczna walka o ziemię i wodę. W proteście przeciwko projektom wielkiego agrobiznesu, który przywłaszcza sobie wodę z rzeki, zebrało się kilka tysięcy ludzi, by prosić o pomoc Boga. Bp Cappio dwukrotnie głodował w obronie rzeki, pierwszy raz w 2005 r. w wiejskiej kaplicy nad rzeką, w miejscu planowanej inwestycji, ogłosił też list otwarty „Uma vida pela vida” – „Życie za życie”, w którym napisał, że jest gotów protestować do śmierci. Ten protest odbił się szerokim echem w Brazylii, biskup zyskał oficjalne poparcie tamtejszego prymasa. Dopiero znając takie fakty, możemy próbować zrozumieć myślenie Papieża z Argentyny.

– Czyli, zdaniem Ojca, to główny powód, dla którego papież Franciszek poruszył ten problem? I to w dokumencie tak dużej rangi.

– Bez wątpienia doświadczenie duszpasterskie lokalnych Kościołów pozaeuropejskich jest tu kluczowe. Proszę zauważyć, ile dokumentów owych Kościołów jest cytowanych w „Laudato si’” – ja naliczyłem 16, w tym te powstałe w Południowej Afryce, na Filipinach, w Nowej Zelandii, Meksyku oraz, oczywiście, Dokument z Aparecidy Episkopatu Ameryki Łacińskiej. Razem z ich autorami mamy wsłuchiwać się w płacz, krzyk ubogich świata oraz jęk Matki Ziemi, eksploatowanej ponad miarę. Inne motywy Franciszek sam podaje we wstępnej części – podkreśla, że „nic ze spraw tego świata nie jest nam obojętne”, oraz wskazuje na inspiracje płynące z refleksji nad rozwojem świata, z danych naukowych, z dialogu ekumenicznego oraz ze swoistego przynaglenia duchowego patrona swego pontyfikatu – św. Franciszka z Asyżu.

– A jakie fałszywe ujęcia minionych wieków ma przezwyciężać owa nowa synteza ekologiczna?

– Wystarczy spojrzeć na wiek XX, który przyniósł nam bezbożny komunizm i bałwochwalczy kapitalizm, w którym bożkiem jest pieniądz. I w tematyce ekologicznej mamy zarówno neopogański kult natury, biocentryzm, traktujący człowieka jako szkodnika, jak i apoteozę zysku za wszelką cenę oraz promocję chciwości czy skrajnego indywidualizmu – realizowania swojego egocentrycznego projektu życiowego kosztem innych, eksploatowania bez umiaru zasobów przyrodniczych świata. Franciszek jednoznacznie mówi, że „nie ma ekologii bez właściwej antropologii”. Współczesna antropologia katolicka to dzieło Jana Pawła II, wielkiego obrońcy godności osoby ludzkiej. Moim zdaniem, ów chrześcijański projekt ekologii integralnej powinien łączyć pełną personalistyczną wizję człowieka, zasady dobra wspólnego, sprawiedliwości międzypokoleniowej z najlepszymi osiągnięciami ekologii środowiskowej, gospodarczej i społecznej, z uwzględnieniem ekologii kulturowej, miasta i osiedli ludzkich. Dopiero na takiej podstawie teoretycznej można realizować styl życia nieulegający owemu nadmiernemu i krótkowzrocznemu konsumpcjonizmowi, który mocno krytykuje Papież, ale głoszący zdrową pokorę i radosną wstrzemięźliwość oraz pełny szacunek dla życia jako daru Bożego, bo „nie da się pogodzić obrony przyrody z usprawiedliwianiem aborcji” (LS 120).

– W encyklice „Laudato si”’ pojawiają się takie określenia, jak „nawrócenie ekologiczne”, „grzech ekologiczny”. Na co Franciszek chce nam zwrócić uwagę przede wszystkim?

– Dla Franciszka mówienie o takim nawróceniu jest zachętą do świadectwa, abyśmy jako katolicy pokazali to, co najlepsze w naszej tradycji, oraz postawę troski o cały świat stworzenia, gdzie ważne są wdzięczność i bezinteresowność oraz „miłująca świadomość, że nie jesteśmy odłączeni od innych stworzeń, tworząc z innymi istotami wszechświata wspaniałą powszechną komunię” (LS 220). Model ekologii z „Laudato si’” jest papieską odpowiedzią na dysharmonię wewnątrz osoby ludzkiej, między ludźmi, między człowiekiem i istotami żywymi oraz między człowiekiem i Bogiem. I te cztery relacje mogą być podstawą naszej pracy duchowej. Celem jest równowaga: wewnętrzna (ze sobą), solidarna (z innymi ludźmi), naturalna (z istotami żywymi) i duchowa (z Bogiem). W takiej perspektywie możemy zobaczyć nasze grzechy i włączyć do rachunku sumienia refleksję na temat swojej odpowiedzialności za świat stworzenia i postawy konsumenckiej, w której wszystko jest na sprzedaż, a shopping (często w dzień Pański – w niedzielę) jest wielogodzinnym wypełnianiem wolnego czasu. A w wymiarze osobistym punktami do rachunku sumienia pozostanie zawsze pytanie o marnotrawstwo żywności i wszystkich darów przyrody oraz kwestia mojego wpływu na zanieczyszczanie wody, powietrza, ziemi, żywności i całego środowiska życia mojego i moich bliźnich.

– Jak należy rozumieć biblijne zdanie: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” w kontekście nauczania papieża Franciszka?

– Człowiek jest wezwany do współpracy z Bogiem po to, aby stan naszej planety odpowiadał planom Bożym i by była ona upragnionym środowiskiem dla wszystkich form życia: roślin, zwierząt i przede wszystkim jego samego – człowieka. Niektórzy głoszą jednak, że z tego nakazu pochodzą dzisiejsza eksploatacja przyrody i kryzys ekologiczny. My wiemy, że owo polecenie winno być rozumiane jako nakaz panowania moralnego, a nie jako dominacja ekonomiczna czy bezwzględna eksploatacja. Stanowi ono, w pewnym sensie, pierwotną i zasadniczą normę w dziedzinie ekonomii i polityki pracy; obowiązuje wszystkich, którzy są odpowiedzialni za Ziemię i nią zainteresowani: osoby sprawujące władzę publiczną, technologów, przedsiębiorców i rolników. Papież Franciszek często mówi o „powołaniu strzeżenia stworzenia”, które ma wymiar ogólnoludzki, oraz o chrześcijańskim „powołaniu strzeżenia z miłością tego, czym Bóg nas obdarzył”. To powołanie obejmuje również ekologię człowieka, zwłaszcza troskę o dzieci i osoby starsze, o tych, którzy są istotami najbardziej kruchymi i często znajdują się na obrzeżach naszych serc. To też troska w rodzinie czy szczere przeżywanie przyjaźni, będących wzajemną troską o siebie w zaufaniu, szacunku i dobru. A jej bazą jest ekologia duchowa, troska o nasze serca, aby nienawiść, zazdrość i pycha nie zanieczyszczały naszego życia. To piękny i inspirujący projekt! Zrealizował go kiedyś św. Franciszek z Asyżu – możemy i my!

* * *

O. Stanisław Jaromi OFMConv
Absolwent teologii i ochrony środowiska, doktor filozofii, od lat zaangażowany w chrześcijańską edukację ekologiczną, wieloletni delegat franciszkanów ds. sprawiedliwości, pokoju i ochrony stworzenia, przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu – REFA i szef portalu Święto Stworzenia (www.swietostworzenia.pl). Interesuje się sprawami dialogu między nauką i wiarą, kulturą i duchowością, chrześcijańską wizją świata i różnymi nurtami ekofilozofii. Pracował duszpastersko w Czechach oraz w międzynarodowych centrach Franciszkanów w Asyżu, Rzymie i Krakowie; obecnie mieszka w Radomsku.

Tagi:
wywiad

Reklama

To Duch Święty daje papieża

2019-12-14 08:16

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI) / Warszawa

W tym pontyfikacie chodzi o ewangelizację, o pokazanie wszystkim ludziom, że są kochani i że Chrystus jest przy nich, a nie o rewolucję - ocenia Deborah Castellano Lubov, watykanistka agencji Zenit. Autorka książki „Franciszek nieznany. Papież w oczach bliskich” przyznaje jednocześnie, że Franciszek czasem mógłby mówić jaśniej o wierze i doktrynie katolickiej.

Grzegorz Gałązka

Paweł Bieliński (KAI): Masz możliwość obserwowania Franciszka na co dzień, nie tylko w Watykanie, ale także podczas jego zagranicznych podróży apostolskich. Jaki - z Twojego punktu widzenia - jest obecny papież? Czy go lubisz?

Deborah Castellano Lubov: - Lubię go, bo jest bardzo kapłański. W jego obecności czujesz się jak w swojej parafii. Uważam, że jest świadomy presji, jaką mogą na niego wywierać dziennikarze w niektórych kwestiach. Rozmawiając z nimi w samolocie dzieli się z nimi tym, co leży mu na sercu, co go zajmuje. Jest prawdziwy, pokorny, przyjacielski, przystępny i serdeczny.

- Zdarza się jednak, że niektóre jego słowa czy działania bywają źle rozumiane. Jak myślisz - dlaczego?

- Ponieważ czasem rozmawia z nami otwarcie, jak przyjaciel, z którym siedzimy przy stole. Nie myśli wtedy: jestem papieżem Kościoła powszechnego i to, co powiem może być źle zrozumiane i wywołać problemy błędną interpretacją. Być może byłoby bardziej roztropne, gdyby przemyślał używane sformułowania w niektórych delikatnych kwestiach, zanim je wypowie. Ale właśnie to u niego lubimy, że jest po argentyńsku szczery, spontaniczny, otwarty. I w swej otwartości spontanicznie mówi coś, czego konsekwencji nie rozważył.
Były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej o. Federico Lombardi powiedział mi, że gdyby odpowiedzi na pytania dziennikarzy w czasie powrotnych lotów do Rzymu były przygotowane wcześniej, straciłyby swą spontaniczność. Rodzi ona jednak ryzyko złego rozumienia jego słów. Dlatego o. Lombardi prosi zarówno dziennikarzy, jak i czytelników, by zawsze starali się wyłuskać istotę wypowiedzi Franciszka.

- Jaki jest, Twoim zdaniem, główny kierunek tego pontyfikatu?

- W tym pontyfikacie chodzi o ewangelizację, o pokazanie wszystkim ludziom, że są kochani i że Chrystus jest przy nich. Nie chodzi natomiast o rewolucję, jak się czasem sądzi. Niektóre media i niektórzy ludzi mieli nadzieję na wielkie zmiany w Kościele, na przykład w kwestii celibatu. Są postępy, gdy chodzi o rolę kobiet, ale nie ma mowy o święceniach kapłańskich dla nich, nic się tu nie zmieniło.
Papież mniej się skupia na doktrynie, niż to robili jego poprzednicy. Bardziej zależy mu na słuchaniu ludzi i byciu blisko nich. Ma inne podejście, ale jego pontyfikat zasadniczo stanowi kontynuację poprzednich, nawet jeśli niektóre jego wypowiedzi i dokonywane zmiany niewątpliwie wywołały obawę w niektórych kręgach.

- Jakiego Kościoła chce papież Franciszek?

- Kościoła miłosiernego, Kościoła bliskiego, Kościoła, w którym ubodzy czują się kochani i wiedzą, że Kościół jest z nimi. Widzimy, że papież podróżuje do krajów, w których katolicy stanowią mniej niż jeden procent mieszkańców, a nie jedzie tam, gdzie jest ich dziewięćdziesiąt procent.
Siedzi w nim jezuita, który każe mu wyjść i podejmować dialog nawet w takich miejscach, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jedzie na przykład tam, gdzie prawa człowieka są zagrożone, przekonany, że trzeba się włączyć i wejść w kontakt, otworzyć drzwi i zacząć rozmawiać, aby zapoczątkować zmiany, których na razie, ale może zobaczą je ci, którzy przyjdą po nas. Przykładem takiego działania jest dokument o braterstwie międzyludzkim, podpisany przez papieża i wielkiego imama uniwersytetu Al-Azhar, w którym znajdują się konkretne sugestie w takich kwestiach, jak: praca na rzecz wolności religijnej, obywatelstwa, potępianie radykalizacji religii. Powstał już komitet zajmujący się wcielaniem w życie tego dokumentu, z udziałem Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.
Podjęto więc konkretne kroki w dialogu, mimo że niełatwo przełożyć ten dokument na czyny, gdyż w przeciwieństwie do katolicyzmu w innych religiach nie ma nadrzędnej władzy. Imam al-Azharu nie reprezentuje wszystkich muzułmanów. Mimo to jest to bardzo dobry krok, tym bardziej że nie ogranicza się już tylko do chrześcijaństwa i islamu, lecz zaczyna obejmować także żydów i wyznawców innych religii...

- KAI:...na przykład buddystów.

- Widzieliśmy to podczas papieskiej wizyty w Tajlandii. Papież mówi: zróbmy ten krok i zobaczymy, co się będzie działo, jak odpowiedzą inni, nie zamykajmy drzwi do dialogu, który pozwala nam pójść naprzód. To inne podejście niż papieża Benedykta XVI, którego też kocham. W swoim wykładzie w Ratyzbonie rzucił on wyzwanie dialogowi z islamem [mówiąc o relacji między islamem i przemocą - KAI]. Nie ma nic złego w tym, co jasno i zgodnie z prawdą powiedział wówczas Benedykt, ale jeśli chce się zrobić postęp w dialogu, trzeba nawiązać relacje na nowo i papież Franciszek właśnie tak postępuje. Ale czasem mógłby mówić jaśniej o wierze i doktrynie katolickiej. Nieraz może się wydawać, że interesują go głównie sprawy migracji i ludzi ubogich.

- Tylko że to zainteresowanie jest zakorzenione w jego głębokiej wierze.

- To prawda. Jest zakorzenione w wierze katolickiej. Ale prawdopodobnie papież byłby lepiej rozumiany, gdyby tyle samo mówił o innych sprawach, np. o obronie życia nienarodzonych. Oczywiście Franciszek wypowiedział bardzo mocne słowa przeciwko aborcji, nazywając ją zabójstwem i mówiąc, że nie można jej niczym usprawiedliwić, nieraz opowiadał się także za tradycyjnym małżeństwem kobiety i mężczyzny. Ale przeważnie nie był wtedy słyszany, mimo że w istocie głosił to samo, co Benedykt XVI i Jan Paweł II - bo o wiele częściej mówi o czymś innym.

- Czy dostrzegasz dużą opozycję w Kurii Rzymskiej wobec pontyfikatu Franciszka, o której tyle piszą media?

- Taka opozycja bez wątpienia istnieje. Do dziennikarzy docierają „zagubione” watykańskie dokumenty, do których nie powinni mieć dostępu. Przekazują je ludzie, którym nie podobają się pewne zmiany czy nominacje. Niektóre nominacje rzeczywiście bywają zagadkowe, ale trudno oczekiwać, by papież był w stanie tak się na tym koncentrować i w tym orientować, mieć tyle czasu i sił, by wszystkie te decyzje podejmować absolutnie samodzielnie. Naturalnie musi zaufać ludziom, którzy mu w tym pomagają. Podobnie dzieje się także w innych instytucjach i zasadniczo nie ma nic złego w tym, że polega się na rekomendacjach innych osób.

- Wśród tych, którzy sprzeciwiają się Franciszkowi są niektórzy amerykańscy intelektualiści, mówiący o „niejasnościach” w papieskim nauczaniu, które wywołują zamieszanie...

- Krytykują oni zwłaszcza rozdział ósmy adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Ale nie biorą pod uwagę kontekstu tego, co zostało tam napisane. Papież wcale nie zezwolił na udzielanie Komunii świętej katolikom, którzy po rozwodzie zawarli nowe cywilne związki małżeńskie! Zaproponował im natomiast pewną drogę do przebycia razem ze swoim biskupem, trwającą w czasie, obwarowaną określonymi kryteriami. Problem polega na tym, że gdy ci intelektualiści proszą o wyjaśnienie w obliczu faktu, że niektórzy biskupi i księża udzielają tym ludziom Komunii, papież milczy. „Niejasność” polega nie na tym, że papież zezwala na udzielanie im Komunii (bo nie zezwala), lecz na tym, że sprawy nie wyjaśnia. A brak tego wyjaśnienia powoduje zamieszanie.

- Kiedy kard. Jorge Mario Bergoglio został papieżem, mówił, że spodziewa się, iż jego pontyfikat będzie krótki, potrwa nie dłużej niż cztery, pięć lat. Tymczasem zbliżamy się do siódmej rocznicy wyboru Franciszka, a ja odnoszę nawet wrażenie, że jesteśmy dopiero na początku tego pontyfikatu i że papież wciąż ma wiele do zrobienia...

- Nie wiemy, jak długo jeszcze potrwa jego pontyfikat. Jestem jednak pewna, że Franciszek jeszcze wiele dokona.

- Nie zakończyła się jeszcze reforma Kurii Rzymskiej. Finanse watykańskie wciąż sprawiają kłopoty...

- Ale miejmy nadzieję, że po niedawnej nominacji prefekta Sekretariatu ds. Gospodarki będzie mniej skandali w watykańskich finansach. Zresztą już podjęto wielki wysiłek dostosowania ich do standardów międzynarodowych.
Natomiast reforma Kurii Rzymskiej powinna się wkrótce zakończyć wraz z publikacją nowej konstytucji apostolskiej. Jej projekt nie wszystkich zadowolił, ale jest obecnie poprawiany.
Można się spodziewać, że papież pojedzie do Iraku, o czym sam mówił. Miało to nastąpić w pierwszej połowie 2020 roku, ale nie wiadomo czy do tej podróży dojdzie w związku z przemocą w tym kraju.

- Franciszek dwukrotnie zapowiadał też swą podróż do Sudanu Południowego.

- Byłby to milowy krok w procesie pokojowym. Papież chciałby tam pojechać z anglikańskim arcybiskupem Canterbury Justinem Welby.

- A czy pojedzie do Chin?

- To bardzo ambitny projekt, którego realizacja stanowi wielkie wyzwanie z powodu samej natury komunizmu. Leciałam z papieżem z Japonii, gdy mówił, że kocha Chiny i chciałby je odwiedzić. Ale pamiętajmy, że gdy prezydent Chin był w Rzymie, nie poprosił o spotkanie z papieżem, choć Watykan zapowiadał, że gdy tylko prezydent się w tej sprawie skontaktuje, drzwi staną przed nim otworem. Jednak on nie był tym zainteresowany, wolał rozmawiać z włoskimi politykami.
Poza tym chińskie władze nie przestrzegają niektórych postanowień tymczasowego porozumienia ze Stolicą Apostolską. Dlatego musiała ona opublikować list do tamtejszych księży wyjaśniający, jak mają reagować, gdy wymaga się od nich składania problematycznych przysiąg, stojących w sprzeczności z posługą księdza Kościoła katolickiego.

- A czy Franciszek zdoła przygotować wybór swego następcy?

- Już teraz z jego nominacji pochodzi połowa kardynałów-elektorów.

- Ale wciąż nie ma ich trzech czwartych, potrzebnych do wyboru papieża!

- Można się jednak spodziewać przynajmniej jeszcze jednego konsystorza. Zresztą to nie papież Franciszek wybierze swego następcę, To Duch Święty kieruje konklawe. To On wiedział, kiedy Kościołowi potrzebny był Benedykt XVI. To On wiedział, kiedy Kościołowi potrzebny był Franciszek. To On wie, kto ma być jego następcą.
Z pewnością kolegium kardynalskie będzie świadome, że potrzebny jest ktoś, kto ma taką miłość do Chrystusa, jaką okazuje Franciszek, sprawiając, że ludzie czują bliskość Boga, Jego miłosierdzie i miłość. A jednocześnie ktoś, kto bardzo jasno, ale i konkretnie mówi o sprawach wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

I miejsce w XX Konkursie Literackim im. prof. Zofii Martusewicz

2019-12-16 12:24

Temat: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”

Jan Paweł II

Aleksandra Chazy

Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Częstochowie

Opiekun: Szymon Ziętal

„I za to Wam dziękuję”

Bywają w życiu chwile, gdy zaczynamy wątpić. Nie wierzymy w siebie. Przestajemy wierzyć w innych. Tracimy wiarę w Boga. Ulewne deszcze łez pojawiają się każdej nocy. Burza rozpętana na dnie serca wydaje się trwać bez końca. Nic nie jest w stanie nas pocieszyć. Nic nie jest w stanie sprawić, aby na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Co wtedy czujemy? Smutek? Złość? Żal? Jesteśmy przekonani, że nie ma dla nas nadziei. Szanse, które zesłał los, zostały niewykorzystane. Ludzie, którzy mieli na zawsze pozostać w naszym życiu, nagle z niego odeszli. Szczęście, które do tej pory nam sprzyjało, prysło niczym bańka mydlana. Sytuacja, w której tkwimy, jest sytuacją niemalże beznadziejną. Nie ma z niej takiego wyjścia, które mogłoby nas usatysfakcjonować, a mimo to szukamy. Szukamy, choć sami nie wiemy czego. Szukamy, choć nie wierzymy, że kiedykolwiek to odnajdziemy. Szukamy bez map, drogowskazów i często po omacku. Szukamy, przemierzając czarne górskie szlaki, drepcząc nieopodal urwiska, stojąc nad przepaścią. Niczym niewidomi, wyciągamy przed siebie ręce, aby odnaleźć. Szukamy obecności. Szukamy kogoś, kto mógłby po prostu być. Kogoś, od kogo niczego więcej nie musielibyśmy i nie chcielibyśmy wymagać. A co najważniejsze, szukamy kogoś, kto tak bardzo pragnąłby znaleźć nas.

Słowa Jana Pawła II wypowiedziane na Placu św. Piotra są wskazówką dla ludzkości. Prezentem od Ojca dla przyszłych pokoleń. Jan Paweł II powiedział bowiem: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Czyż nie tak powinien funkcjonować nasz świat? Czyż nie tak powinniśmy funkcjonować my wszyscy?

Dostaliśmy największy dar i przywilej, jaki można sobie było wymarzyć. Obdarzono nas życiem. Dano czystą kartkę i pióro z wiecznym wkładem. Pozwolono tworzyć, działać i rozwijać się. Sprawiedliwie rozdano szanse. Dano możliwość odczuwania, przeżywania i dążenia do własnego szczęścia. Nie zakazano przyjemności. Nie zabrano nam wolnej woli, swobody i dowolności. Pozwolono wręcz być, kim tylko się zechce, robić, co tylko się kocha oraz żyć według siebie samego. Wprowadzono tylko jedną żelazną zasadę. Zasadę, zgodnie z którą powinniśmy być dla siebie i szukać się nawzajem, darząc się przy tym miłością, szacunkiem i troską o wspólne szczęście. To tak, jakby Bóg chciał nam powiedzieć: „Dawajcie sobie obecność, bowiem dopóki jedno drugiego szuka, dopóty jedno drugie znajduje”.

Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, którzy się kochają. Spotkali się na pewnym skrzyżowaniu swoich życiowych dróg i od tej pory już razem szli przez życie jedną, wspólną drogą. Szukali się, choć sami nie byli tego świadomi. Sam proces poszukiwania rozpoczyna się bowiem w sercu. Chcemy być, więc jesteśmy. Będąc, wystawiamy swoją obecność na zewnątrz. Inni ludzie również nieświadomie ją dostrzegają. Ten, kogo będziemy mieli odnaleźć, zauważy naszą obecność, przygarnie ją do siebie i zaopiekuje się nią na zawsze. Ale nie tylko w miłości się szukamy. Szukamy się nawzajem przez całe życie. Matka szuka swojego dziecka. Brat szuka swojej siostry. Przyjaciel szuka swojego przyjaciela. Nauczyciel szuka swoich uczniów, a właściciel firmy szuka pracowników. Wszyscy kogoś szukamy. A znajdując jedną osobę, wcale nie zaprzestajemy poszukiwań.

Rodzice, oczekując swojej pociechy, stale jej szukają. Darząc się nawzajem uczuciem, tworzą owoc tego związku. Kupują ubranka, szykują wyprawkę, remontują pokój czy zmieniają mieszkanie na nowsze i większe, specjalnie na potrzeby nowego członka rodziny. Ale czy tylko rodzice szukają swojego dziecka? Nie. Ono również ich szuka. Szuka ich w każdym biciu swojego małego serduszka, w każdym oddechu, w każdym ruchu, jaki wykonuje, będąc jeszcze w brzuchu mamy. Gdy przychodzi na świat, dalej szuka. Szuka rodziców w pierwszych słowach, w pierwszych gestach i w pierwszych krokach. Szuka ich później na wspólnych wakacjach, podczas szkolnej nauki czy nawet po wyjeździe na studia. Szuka ich, mając swoją żonę lub męża, rozpoczynając pracę zawodową czy posiadając już własne dzieci. Rodzice, również szukają go, gdy upada po raz kolejny, ucząc się chodzić. Gdy wypowiada pierwsze „mama” i pierwsze „tata”. Gdy wychodzi z domu z koleżankami i kolegami i wraca późną nocą. A wreszcie, gdy wyprowadza się do własnego mieszkania i zakłada swoją rodzinę. Szukają go przez całe swoje życie. Na tym bowiem polega szukanie. Na tym bowiem polega sens naszego istnienia. Szukamy się, aby siebie odnaleźć, ale gdy już się nawzajem odnajdujemy, nie przestajemy się szukać. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Ludzi można spostrzec, zamykając oczy”. Miał wielką rację, bowiem fakt, że widzimy, wcale nie ułatwia nam poszukiwań. Widząc, dostrzegamy to, co złe, negatywne i brzydkie w drugim człowieku. Często są to rzeczy nieistotne i zupełnie nieświadczące o jego wartości, ale przez to, że zauważyliśmy je jako jedne z pierwszych cech, zaprzestajemy naszych poszukiwań. To błąd. Z szukaniem bowiem jest jak ze zwiedzaniem świata. Niezbędnikiem każdego podróżnika jest kompas, który wskazuje kierunek, a więc i cel każdej podróży. Bez niego nie sposób uniknąć pomyłek, błądzenia i częstego zbaczania z trasy. Naszym wewnętrznym kompasem jest serce. To nim powinniśmy się kierować podczas szukania. Tylko ono kocha prawdziwie, tylko jego nie da się oszukać. Szukając oczyma, zbłądzimy. Szukając sercem, odnajdziemy się.

Słowa, które są myślą przewodnią niniejszego tekstu, Jan Paweł II skierował do młodych ludzi. Zaskoczony faktem, iż na Plac św. Piotra przybyło ich tak wielu, wyraził swoją wdzięczność i tym samym przekazał im największą mądrość, którą powinni się w życiu kierować. Nie ma bowiem piękniejszego czasu dla człowieka niż młodość. W młodości wszystko się liczy, wszystko jest ważne i nic niczego nie przekreśla na stałe. Młodym ludziom wiele się wybacza. Młodym ludziom na wiele się pozwala. Młodość rządzi się swoimi prawami, ale tylko w młodości jest nadzieja. Nadzieja na lepsze jutro, na dobrą przyszłość, na spokojne lata. Młodzi ludzie często sami nie są świadomi daru, jaki właśnie przeżywają. Mają w ręku walizkę, jeszcze lekką, prawie zupełnie niewypełnioną. Idą przez świat, wymachując ją radośnie. Doświadczają pierwszych sukcesów. Otrzymują dyplomy i świadectwa potwierdzające ukończenie szkół, kursów czy praktyk zawodowych. Zakochują się. Poznają przyjaciół na całe życie. Rozpoczynają pracę. Zakładają rodziny. Dalej idą przez świat, choć ich bagaż jest coraz cięższy. Niełatwo nim już tak sprawnie poruszać. Do pierwszych sukcesów dołączają pierwsze porażki. Pierwsze złamane serca i miłosne rozczarowania. Pierwsze konflikty z przyjaciółmi. Pierwsze zakończone relacje. Pierwsze niezdane egzaminy. Pierwsza utrata pracy. Rozwody. Rozpad rodziny. Bagaż młodych ludzi staje się bardzo ciężki. Ile trudu i wysiłku potrzeba, aby go podnieść. Ilekroć rodzice oraz dziadkowie mówili im: „Pomożemy Ci. Nie dźwigaj tego sam”, tylekroć usłyszeli: „Dam sobie radę. Chcę zostać sam. Nie szukajcie mnie”. Ale oni dalej szukali. Nie przestawali szukać. I dzięki ich poszukiwaniom młodzi ludzie stali się silniejsi. Bagaż, którego kiedyś nie byli w stanie podnieść, nie ciąży im już. Idą z nim dalej przez życie, uzupełniając go stale nowym wyposażeniem. Wiedzą, jak dźwigając przeszłość, podróżować dalej ku lepszej przyszłości. Wiedzą, jak szukać, bo kiedyś ktoś ich znalazł. Znalazł ich i szukał ich dalej. Dzięki temu oni również zaczęli szukać.

Jan Paweł II również szukał młodych ludzi. Byli mu szczególnie bliscy. Stanowili dla niego wzór. Papież darzył ich szczególną sympatią. W młodym człowieku widział bowiem Boga – szansę na lepsze jutro. Widział siłę tego świata. Młodzi ludzie zawsze stanowili dla niego fundament życia. Jan Paweł II bardzo troszczył się o ich los. Dziękując im za to, że go odnaleźli, pragnął im uświadomić, jak bardzo ważne jest, aby oni również odnajdywali siebie nawzajem. Jak ważne jest, aby drugi człowiek czuł ich obecność – nie tę wymuszoną, nie tę z obowiązku oraz nie tę dla zysku. Obecność samą w sobie.

Na koniec warto przypomnieć inne słowa Jana Pawła II, również skierowane do młodych ludzi. Papież powiedział: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. Próbując sprostać własnym wymaganiom i ideałom, łatwiej będzie nam zrozumieć i uszanować cele, marzenia i sposób życia innych osób. Łatwiej będzie żyć, wspinając się na coraz wyższe szczeble ziemskiego istnienia. Co więcej, łatwiej będzie nam się szukać. Łatwiej będzie nam się znaleźć. A w końcu łatwiej będzie nam się jednoczyć w dobru, które spośród wszystkich znanych światu wartości jest wartością nadrzędną i wyjątkową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem