Reklama

Wiadomości

Klimatyczna racja stanu

O domaganiu się tolerancji dla polskiego węgla i polskich możliwościach ochrony klimatu z min. Pawłem Sałkiem – sekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska – rozmawia Wiesława Lewandowska

2017-06-12 14:56

Niedziela Ogólnopolska 25/2017, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Paweł Sałek

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r., na którym 172 rządy przyjęły Ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, odbyło się wiele światowych i regionalnych konferencji, powstało wiele specjalnych instytucji, zawarto wiele międzynarodowych porozumień mających przeciwdziałać globalnemu ociepleniu i związanej z nim niekorzystnej zmianie klimatu. Tymczasem okazuje się, że klimat ziemski stale się pogarsza... Mogłoby być gorzej?

MIN. PAWEŁ SAŁEK: – Ważne jest to, że w ogóle możemy dziś mówić o globalnej polityce klimatycznej, której źródłem jest właśnie konwencja klimatyczna przyjęta 25 lat temu w Rio. To była pierwsza tego rodzaju międzynarodowa umowa, w ramach której ludzkość zaczęła w sposób zaangażowany zajmować się nie tylko samą ochroną klimatu, ale zaczęto też mówić o zrównoważonym rozwoju, o poprawie jakości życia, powietrza itd. Uszczegółowieniem tej konwencji był protokół z Kioto, w którym wyznaczono już konkretne cele redukcyjne (dotyczące emisji gazów cieplarnianych) dla poszczególnych państw, w zależności od ich zasobności i stopnia rozwoju przemysłowego. Dla Polski było to 6 proc., a udało nam się w wyznaczonym terminie zmniejszyć emisję o blisko 30 proc.!

– Tymczasem Polska wciąż znajduje się na cenzurowanym z powodu uzależnienia gospodarki od węgla, którego wykorzystanie w energetyce i ciepłownictwie skutkuje zanieczyszczeniem powietrza, zbyt dużą emisją CO2. Czy jako kraj pilnie uczestniczący w konferencjach i porozumieniach międzynarodowych nie znaleźliśmy się jednak w klimatycznej ślepej uliczce?

– Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym nasz udział w porozumieniu paryskim z 2015 r., które, według mojej oceny, można uznać za trzeci milowy krok – po konwencji klimatycznej z Rio i protokole z Kioto – w dziedzinie globalnej polityki klimatycznej. Z satysfakcją możemy mówić, że porozumienie paryskie uwzględnia nasz głos i nasze racje. Zapisy tego porozumienia gwarantują, że w dążeniu do jak najszybszego ograniczania emisji gazów cieplarnianych zostaną uwzględnione specyfika i możliwości gospodarek poszczególnych krajów. W przypadku Polski oznacza to przede wszystkim możliwość korzystania z udoskonalonych, czystszych (mniej emisyjnych) technologii węglowych, ale także rozwijanie źródeł energii odnawialnej. Ważne jest dla nas również wzmocnienie uwzględnienia lasów w bilansie zmniejszania CO2 w atmosferze. Lasy są istotnym elementem polityki klimatycznej. W Polsce zajmują one aż 30 proc. powierzchni kraju.

– Na czym polega dzisiejsza wyjątkowo zaostrzona kolizja polskiej polityki klimatycznej z unijną?

– Na tym, że nie zamierzamy rezygnować z węgla jako podstawowego surowca energetycznego. Węgiel kamienny i brunatny są – i chyba długo jeszcze pozostaną – motorem rozwoju polskiej gospodarki. Tymczasem głównym hasłem polityki klimatycznej UE jest radykalna dekarbonizacja. I jest ona już wdrażana przez wiele unijnych krajów, a Komisja Europejska stara się wciąż ten proces zaostrzać, przyspieszać i przede wszystkim w sposób bardzo restrykcyjny egzekwować swoje dyrektywy.

– Mimo porozumienia paryskiego?

– Najwyraźniej tak. Można powiedzieć, że działania w kierunku dekarbonizacji podejmowane przez UE są sprzeczne z zapisami porozumienia paryskiego.

– I niestety, sprzeczne głównie z interesem Polski?

– Tak, bo węgiel to nasza racja stanu, nasze bezpieczeństwo energetyczne i bezpieczeństwo dostaw energii, które – co warto przypominać – jako członek UE mamy przecież zagwarantowane traktatowo.

– Gdy półtora roku temu przejmował Pan Minister schedę po polityce klimatycznej poprzedniej ekipy, zapowiadał Pan ostrą walkę o tę polską klimatyczną rację stanu. Końca tej walki nie widać?

– Nazwałbym tę walkę raczej trudnymi negocjacjami z Komisją Europejską, bo nie chcemy i nie zamierzamy zrezygnować z węgla, który jest naszym największym bogactwem naturalnym i podstawą rozwoju gospodarki. I przy tym przecież nie jesteśmy największym emitentem CO2 w Europie, o co się nas niesłusznie oskarża. Staramy się przekonywać, że chcemy i możemy w uczciwy sposób skutecznie chronić klimat.

– Tyle że argumenty i autorskie pomysły Polski są chyba raczej sceptycznie przyjmowane w europejskich dyskusjach...

– Staramy się być bardzo konkretni. Naszym pomysłem na dobrą ochronę klimatu jest wykorzystanie naturalnych procesów przyrodniczych, czyli sekwestracja (pochłanianie) dwutlenku węgla przez żywe zasoby przyrodnicze. Funkcjonują już przecież jednostki pochłaniania, jest możliwość ich wykorzystywania w rozliczaniu emisji i są one raportowane do konwencji klimatycznej oraz do Komisji Europejskiej. Możemy więc udowodnić, że użytkowanie węgla nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu. Powołujemy się też twardo na globalne porozumienie paryskie, które daje nam możliwość wyboru indywidualnej ścieżki rozwoju, czyli zachowania neutralności klimatycznej. W porozumieniu tym nie ma mowy o dekarbonizacji.

– Jednak Polska jako członek UE musi się podporządkować przede wszystkim unijnym trendom i nakazom...

– Rzeczywiście, w UE obowiązuje trend zmniejszania ilości CO2 w atmosferze wyłącznie przez redukcję emisji z instalacji, czyli głównie przez rezygnację z wykorzystywania paliw kopalnych, co oznacza, że będzie się to odbijać na gospodarkach krajowych, a nawet na całej gospodarce unijnej. A globalne porozumienie paryskie daje poszczególnym krajom możliwość realizacji indywidualnej ścieżki rozwoju i ochrony klimatu.

– Czy jednak to indywidualne podejście do ochrony klimatu nie zaowocuje zwiększeniem emisji gazów cieplarnianych? Czy unijne obiekcje nie są zasadne?

– Moim zdaniem, nie, jeśli zastosujemy odpowiednią inżynierię ekologiczną, czyli intensywne stymulowanie procesów przyrodniczych w celu zwiększenia pochłaniania CO2. A to jest naprawdę realne.

– Czy Pan Minister sądzi, że naprawdę można będzie do tego przekonać panów w Brukseli?

– Chciałbym mieć taką nadzieję. Tymczasem negocjujemy z UE zapisy dotyczące dyrektywy o handlu uprawnieniami do emisji na lata 2020-30, bardzo mocno podnosząc nasze propozycje związane z realizacją porozumienia paryskiego i z bezpieczeństwem energetycznym. Wychodzimy z założenia, że to przede wszystkim ono powinno być teraz realizowane, a nie aż tak wygórowane wewnątrzunijne pomysły, które przeszkadzają w rozwoju krajów takich jak nasz.

– Wiele niezrozumienia i krytyki – nie tylko ze strony „nawiedzonych” ekologów – wywołuje handel uprawnieniami do emisji, który stał się właściwie istotą zarówno globalnej, jak i europejskiej polityki klimatycznej. W swoim czasie był Pan Minister twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym (obecnie jest to Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami– KOBiZE). Proszę więc wytłumaczyć, na czym polega to skomplikowane zjawisko z zakresu ochrony klimatu i ekonomii.

– W skrócie mówiąc, jest to jakiś sposób na to, by w miarę możliwości ograniczyć i utrzymać w ryzach rozmiary ogólnej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery (w Europie w systemie handlu uprawnieniami do emisji znalazło się ponad 11 tys. instalacji). Żeby kontrolować emisję, trzeba ją w jakiś sposób mierzyć. Jednostką rozliczeniową przyjmowaną przez prawo zarówno międzynarodowe, jak i unijne jest jedna tona CO2 (według niej przelicza się także emisję innych gazów cieplarnianych, np. metanu, podtlenku azotu). Wszystkie kraje objęte międzynarodowymi umowami klimatycznymi są zobowiązane do stosownej sprawozdawczości, muszą więc mieć do tego odpowiednie instytucje. Stworzony przeze mnie w latach 2005-07 podmiot jest związany nie tylko z handlem emisjami, ale też ze wszystkimi sprawami dotyczącymi emisji gazów cieplarnianych, z całokształtem polityki klimatycznej. Z dumą mogę powiedzieć, że jest to dziś jeden z najlepszych tego rodzaju ośrodków w Europie.

– Na czym konkretnie polegają dziś trudności polsko-unijnych negocjacji w sprawie uprawnień do emisji dla naszych instalacji przemysłowych?

– Przez półtora roku strona polska przedstawiła bardzo wiele inicjatyw – m.in. zorganizowaliśmy cztery duże konferencje dotyczące naszego pomysłu na ochronę klimatu, przygotowaliśmy kilkanaście dokumentów dla partnerów w Unii Europejskiej, na bieżąco bez przerwy odbywamy wizyty i spotkania z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Ta dyskusja cały czas, bardzo intensywnie trwa. Niestety, system proponowany nam w tym momencie jest trudny do przyjęcia, przede wszystkim dla naszej energetyki i ciepłownictwa. Cena proponowana za jedną tonę CO2 na poziomie 30 euro jest dla nas nie do przyjęcia – po prostu zabije nasz przemysł.

– Komisja Europejska nie chce tego zrozumieć?

– Niestety, nie przekonuje jej nawet argument, że bezpieczeństwo energetyczne mamy zagwarantowane w traktacie europejskim, a tym bardziej nie przekonują postanowienia porozumienia paryskiego... My jednak trwamy przy swoim stanowisku – uważamy, że nie musimy być aż tacy ambitni w ramach UE, gdyż nasze kontrybucje są już dostatecznie wysokie. Chcielibyśmy, aby w tej Europie, która ma być różnorodna i tolerancyjna, było choć trochę tolerancji dla polskiego węgla, który jest dziś naszym „być albo nie być”. Dyskusja trwa, nie jest łatwo...

– I nie pomagają deklaracje, że Polska zamierza wprowadzać nowe, czyste technologie, tylko potrzeba nam trochę więcej czasu?

– Mimo braku przychylności wciąż udowadniamy, że udział energii odnawialnej w Polsce rośnie, że poprawiamy efektywność energetyczną (oszczędzamy energię), że sukcesywnie następuje modernizacja bloków energetycznych w kierunku zmniejszania emisyjności CO2. I choć z konieczności powoli, to jednak zmieniamy nasz mix energetyczny na korzyść tzw. zielonej energii. W naszych negocjacjach z KE chodzi nie o to, by pobrzękiwać szabelką lub bezkrytycznie godzić się na wygórowane oczekiwania komisji, ale o to by być przede wszystkim zaangażowanym w polskie bezpieczeństwo energetyczne. Dotychczas różne polskie rządy różnie podchodziły do tej kwestii.

– Rząd PiS jest w tej sprawie wyjątkowo nieugięty?

– Po prostu realizujemy polską rację stanu, także w sprawie polityki klimatycznej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że skoro jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, to od transformacji przemysłu w kierunku lepszej ochrony klimatu nie uciekniemy, ale potrzeba nam na nią więcej czasu.

– Problem polega chyba na tym, Panie Ministrze, że choć wszyscy mówią o pilnej potrzebie zmniejszania emisji, to ona wciąż się zwiększa. Niektórzy straszą, że Ziemia już nie ma czasu... Może najwyższy czas po prostu zacząć się przystosowywać do niekorzystnych zmian klimatu?

– Nie snujmy aż tak katastroficznych wizji! Ale faktem jest, że największy w Europie projekt związany z planami adaptacji do zmian klimatu jest robiony właśnie w Polsce. Bierze w nim udział blisko 60 miast i jest to jedyna inicjatywa w Europie, w której Ministerstwo Środowiska wspiera władze i administrację lokalną, koordynując działania przystosowawcze do skutków zmian klimatu w wielu miastach jednocześnie.

* * *

Paweł Sałek
Absolwent Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Informatyki Politechniki Częstochowskiej, ukończył też International MBA (program prowadzony przez Centre for Management Training), Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, a także studia podyplomowe w zakresie relacji międzynarodowych i dyplomacji w Instytucie Nauk o Polityce w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Podyplomowe Międzyuczelniane Studium Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Szkole Głównej Handlowej.
Jest twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska. Obecnie – sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej w Ministerstwie Środowiska

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Login i hasło do Zbawienia

Czym właściwie jest katechumenat, neokatechumenat oraz jakie są owoce formacji, mówi ks. kan. Romuald Rosk, proboszcz parafii klasztornej w Węgrowie, w rozmowie z ks. Marcinem Gołębiewskim.

Ks. Marcin Gołębiewski: Niedziela Chrztu Pańskiego przywołuje na myśl moment naszego chrztu, którego większość z nas nie pamięta. Jakie znaczenie ma ten sakrament w życiu człowieka?

Ks. kan. Romuald Rosk: – Chrzest włącza nas w dzieło zbawienia, które otrzymujemy od Chrystusa dzięki Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Otwiera możliwość, że przez wiarę i przyjmowane sakramenty możemy stawać się dziećmi Bożymi. Gdyby porównać skarb zbawienia do przestrzeni wirtualnej, to chrzest jest takim „loginem”, który umożliwia korzystania z bogactwa łaski nadprzyrodzonej. Potrzebne jest jeszcze hasło – jest nim wiara, która otwiera nasze serca na działanie Boga zbawiającego.

CZYTAJ DALEJ

Kolęda

Termin calendae w starożytnym Rzymie oznaczał pierwszy dzień miesiąca. Najbardziej zaś uroczyście obchodzono calendae styczniowe (festum Calendarium), które rozpoczynały nowy rok. Wtedy to odwiedzano się po domach, obdarowywano podarkami i składano sobie życzenia. Podobnie czyniono w całej Europie w wiekach późniejszych, łącząc już ów zwyczaj ściśle ze świętami Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Polsce dawnej 1 stycznia kapłani rozpoczynali odwiedziny duszpasterskie, które określano właśnie mianem kolędy. Trwała ona do 2 lutego - Święta Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Najdawniejsza wzmianka o tej praktyce pochodzi z 1607 r. Wtedy to na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie polecono, aby plebani według starożytnego zwyczaju nawiedzali swoich wiernych po domach, uczyli ich pacierza, prawd wiary i by wchodzili w szczegóły życia, czy jest ono prawdziwie chrześcijańskie. Polecano także, by strapionych pocieszali, a ubogich wspomagali. Z kolei synod chełmski (1624 r.) zachęcał, aby proboszczowie spisywali swoich parafian i zachęcali do częstego korzystania z sakramentów. Owa wizyta miała wpłynąć na ożywienie życia religijnego i moralnego parafii.
Dla wielu rodzin kolęda jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już od samego rana trwają w mieszkaniach przygotowania do przyjęcia kapłana. Wizyta duszpasterza jest doskonałą okazją do wspólnej modlitwy, do wyproszenia Bożego błogosławieństwa dla domowników, ale także okazją do szczerej rozmowy.
Jak należy przeżyć wizytę duszpasterską kapłana? Przede wszystkim należy się przygotować duchowo. Najlepiej uczynimy to, przystępując w czasie świąt do Komunii św., a także biorąc czynny udział w modlitwie. Nie wolno też zapomnieć o zewnętrznym przygotowaniu samego miejsca spotkania. Stół należy nakryć białym obrusem, postawić na nim krzyż, zapalone świeczki, Pismo Święte i wodę święconą. Przy tak przygotowanym stole winna zgromadzić się cała rodzina. Obrzęd kolędy nie jest wcale skomplikowany i na pewno sprzyja serdecznemu spotkaniu duszpasterza ze swoimi parafianami. Z jednej strony kapłan ma doskonałą okazję nie tylko poznać swoich wiernych, ale i wgłębić się w ich konkretną sytuację życiową, poznać jej radości, smutki i wyjść naprzeciw z konkretnym działaniem. Z drugiej strony i parafianie mają możliwość bliżej zainteresować się życiem parafii - życiem wspólnoty lokalnego Kościoła.
Jak wygląda kolęda? Zgodnie z wielowiekową tradycją kolęda w Polsce ma następujący przebieg: przed wejściem (bądź w trakcie wchodzenia) do mieszkania (domu) ministranci wraz z domownikami śpiewają kolędę, a w tym czasie jeden z chłopców kreśli na drzwiach napis: C + M + B + bieżący rok, co oznacza: Christus manisionem benedicat ("Niech Chrystus mieszkanie błogosławi"). Następnie kapłan wchodzi do mieszkania i pozdrawia obecnych słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" (odpowiadamy: "Na wieki wieków. Amen"). Kapłan może również zacząć od słów: "Pokój temu domowi" (tym razem odpowiemy: "I wszystkim jego mieszkańcom"). Następnie wszyscy - jak jedna rodzina, zgromadzona przy jednym stole odmawiają modlitwę, którą nauczył nas Jezus Chrystus (tzn. Ojcze nasz). Po niej kapłan, wypraszając Boże błogosławieństwo dla domowników, modli się następującymi lub podobnymi słowami: "Pobłogosław + Panie, Boże Wszechmogący, to mieszkanie (ten dom), aby w nim trwały: zdrowie i czystość, dobroć i łagodność oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby zawsze składano Ci dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze. Amen". Po czym następuje końcowe błogosławieństwo: "Niech to mieszkanie i wszystkich w nim mieszkających błogosławi Bóg Ojciec i Syn + i Duch Święty. Amen". Pięknym zwyczajem jest, gdy duszpasterz teraz weźmie ze stołu krzyż stanowiący własność rodziny i poda każdemu do ucałowania. Po tym dopiero kropi mieszkanie i domowników wodą święconą i stosownie do potrzeby duszpasterskiej nawiązuje rozmowę, której zawsze powinna towarzyszyć roztropność, delikatność i chrześcijańska zasada miłości.

CZYTAJ DALEJ

Abp Pennacchio: Kard. Wyszyński pragnął nawrócenia każdego

2020-01-18 10:27

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

nuncjusz

Lublin

abp Salvatore Pennacchio

Episkopat.pl

Abp Salvatore Pennacchio

Chrześcijańska postawa Prymasa Tysiąclecia była odległa od tej, którą w Ewangelii prezentują faryzeusze. Kardynał, tak jak Jezus, pragnął nawrócenia każdego grzesznika - powiedział w Lublinie abp Salvatore Pennacchio. Nuncjusz apostolski przewodniczył w kościele Akademickim KUL Mszy św. przed konferencją naukową poświęconą studenckim czasom Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Podczas spotkania zostaną wręczone nagrody, a jednym z wyróżnionych będzie abp Marek Jędraszewski.

W homilii nuncjusz mówił o szczególnych powołaniach, do których na przestrzeni dziejów Bóg wzywał ludzi. – Saul został namaszczony na króla Izraela, choć sam o to nie zabiegał. Tak Pan Bóg upatruje sobie różnych ludzi do spełniania różnych posług. Jak długo człowiek potrafi się wsłuchiwać się w wolę Boga, tym ma większą pewność, że będzie robił do to, czego się nadaje. Posłuszeństwo jest wielką cnotą – powiedział.

Hierarcha przytoczył fragment „Zapisków więziennych”, w którym kard. Wyszyńskie pisał o swoim proroczym śnie dotyczącym śmierci Bolesława Bieruta. "W widzeniu sennym opuszczałem jakiś wielki gmach, po uciążliwej konferencji z Bolesławem Bierutem. Pożegnaliśmy się w hallu. Wychodziłem już, gdy przyłączył się do mnie p. Bierut, z wyraźnym zamiarem towarzyszenia mi. Byłem tym skrępowany, dręczyło mnie wrażenie, co ludzie pomyślą, widząc nas wspólnie na ulicy. Szliśmy długą ulicą jakby Alejami Racławickimi w kierunku Krakowskiego Przedmieścia w Lublinie. Prowadziliśmy rozmowę; chciałem jeszcze powiedzieć coś p. Bierutowi. Gdy czekaliśmy na skrzyżowaniu ulic na wolne przejście, pan Bierut skręcił na lewo i po przekątnej przeszedł ulicę. Pozostałem sam z myślą: jemu wszystko wolno, nawet gwałcić przepisy o ruchu ulicznym. Wkrótce zniknął mi z oczu, gdzieś w bocznej ulicy – przytaczał dalej abp Pennachio.

Zdaniem kaznodziei, cechą, która szczególnie wyróżniała Prymasa Tysiąclecia była troska o wszystkich ludzi - Ubolewał, że istniała przeszkoda pomiędzy sprawiedliwym sędzią a zmarłym, dlatego modlił się za swojego przeciwnika i sam odpuścił mu winy. Ta chrześcijańska postawa była odległa od tej, którą w Ewangelii prezentują faryzeusze. Kardynał, tak jak Jezus, pragną nawrócenia każdego grzesznika – dodał Nuncjusz aApostolski.

Po wspólnej modlitwie w kościele akademickim KUL rozpoczęła się ogólnopolska konferencja naukowa „Stefan Kardynał Wyszyński – absolwent Katedry Kościelnego Prawa Publicznego i Konstytucyjnego KUL”. W ramach spotkania zostaną przyznane nagrody im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia oraz Medale „Stefan Kardynał Wyszyński – Nauczyciel Praw Bożych”. Wyróżnienia są przyznawane przez Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa KUL.

Tegorocznymi laureatami nagrody im. Kardynała Wyszyńskiego są abp Marek Jędraszewski, arcybiskup metropolita krakowski oraz ks. Waldemar Cisło, przewodniczący polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję