Reklama

Historia

Ludobójcze dziedzictwo

Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 26-27

[ TEMATY ]

historia

EAST NEWS/Wojtek Laski

Reprodukcja zdjęcia zamordowanej przez ukraińskich nacjonalistów rodziny Rudnickich z wioski Chobułtowa, gmina Mikulicze, 12 km od Włodzimierza Wołyńskiego w kierunku Łucka

Akcja „Wisła”, przeprowadzona przez Ludowe Wojsko Polskie wiosną 1947 r., została swego czasu potępiona przez parlament III RP, i słusznie. W wyniku masowych aresztowań rzeczywistych i domniemanych bandytów (ok. 1,5 tys. z UPA i 2,9 tys. z OUN) oraz przesiedleń, sięgających ponad 140 tys. osób, z południowo-wschodnich krańców obecnej Polski ludność cywilna pochodzenia ukraińskiego i rodziny łemkowskie zostały wiosną 1947 r. osiedlone na ziemiach zachodnich i północnych. Nikt nie pytał ich o zdanie, nikt nie szukał indywidualnej winy. Wygrała odpowiedzialność zbiorowa, zjawisko niemieszczące się w polskiej tradycji prawnej. Wysiedleńcy mogli powrócić legalnie do swej ojcowizny dopiero po 1956 r. Celem akcji nie było jednak zastosowanie masowej czystki etnicznej, ale ostateczne rozbicie oddziałów banderowskich wraz z ich zapleczem kwatermistrzowskim, czyli okolicznymi wsiami. Trzeba pamiętać, że Polacy po wojnie – niezależnie od swego stosunku do komunizmu – w 1947 r. poparli en masse likwidację ostatnich band OUN-UPA grasujących nie tylko na terenie Bieszczad, ale wpływami sięgających również Lubelszczyzny i Łemkowszczyzny. Pamiętano jeszcze wówczas o okrucieństwach II wojny światowej, o ludobójczych praktykach oddziałów spod znaku Bandery i Szuchewycza, banderowców i melnykowców. Wielu nieznającym realiów przesiedlenia akcja „Wisła” jawiła się jako akt sprawiedliwości i zadośćuczynienia za bezmiar okrucieństwa i dzikiej nienawiści. Jako warunek bezpieczeństwa. I nic dziwnego.

Ludobójcza doktryna i praktyka

Zbliża się kolejna rocznica koszmarnych dni i tygodni, które stanowiły kres życia wielu tysięcy Polaków mieszkających na obszarze Kresów Południowo-Wschodnich Polski Odrodzonej. Dopiero w zeszłym roku najpierw Senat RP, a po nim Sejm podjęły decyzję w specjalnych uchwałach, by pasmo zbrodni dokonywanych w latach 1939-45 przez ukraińskich nacjonalistów, opanowanych przez pogańską ideologię zaczerpniętą z „nauk” Adolfa Hitlera, na bezbronnej polskiej ludności cywilnej nazwać ludobójstwem. Początkiem tej masowej zbrodni było przekonanie, wyrażane przez część ukraińskiej elity już przed 1939 r., że wolna Ukraina powstanie jedynie na zgliszczach pozostałych po żyjących obok Lachach. Daty graniczne nie są zatem przypadkowe; według historyków, już we wrześniu 1939 r. zaczęło dochodzić do pierwszych morderstw, szczególnie drastycznych w powiatach brzeżańskim i stanisławowskim (np. w Sorokach k. Buczacza rozbijano główki niemowląt). Ich apogeum stanowiły wydarzenia z lipca 1943 r., kiedy to w ciągu kilku tygodni Ukraińcy wymordowali kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy Polaków mieszkających na Wołyniu. „Nie było na Wołyniu żadnej wsi, gdzie by nie dokonano na Polakach mordu w wyrafinowany sposób. Zdzierano żyletkami skórę z twarzy, palono żywcem, wbijano kołki dębowe między żebra, rżnięto piłą. Mordowano osoby pojedyncze, całe rodziny, wsie, osady. Bywały wypadki, że w mieszanych małżeństwach strona ukraińska mordowała stronę polską” – spisywał relacje wołyńskie bp Wincenty Urban. W sumie tylko w tej części II RP zginęło najprawdopodobniej do 60 tys. Polaków. Uciekinierzy do wielkich miast (np. do Łucka) i na zachód, w stronę Lwowa, pozostawili mrożące krew w żyłach świadectwa. Wkrótce także i te ziemie zostały opanowane przez ukraińskie komanda śmierci. Ilu Polaków zginęło do końca wojny? Zapewne od 160 do 200 tys. Każda z tych osób to konkretny człowiek – mający swych bliskich, rodzinę, której obcięto brutalnie jedną z gałęzi genealogii rodu. Bezpowrotnie. Tak jak Żydom ginącym w Holokauście, pierwszym ofiarom także ukraińskiego ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich.

Zbrodniom na Polakach towarzyszyło masowe niszczenie gospodarstw chłopskich, sadów i inwentarza, czyli dorobku ich życia, ale także dóbr kultury, dorobku wielu pokoleń wpisujących się w budowanie polskiego dziedzictwa. Jak pisali Lucyna Kulińska i Czesław Partacz: „Po wymordowaniu we wnętrzach klasztoru (dominikańskiego w Podkamieniu) kilkuset miejscowych Polaków oraz licznej grupy uciekinierów z Wołynia, którzy schronili się w tym świętym miejscu, lokalni banderowcy, współpracujący z 4. Pułkiem Policji SS – Galizien, przez kilka dni ograbiali zniszczony klasztor – jeden z najzasobniejszych w precjoza i skarby sztuki na całych Kresach”.

Reklama

W sposób szczególnie okrutny ukraińscy nacjonaliści, poganie w sercach, choć często motywowani do zbrodni także przez duchownych – szczególnie prawosławnych – mordowali polskich kapłanów rzymskokatolickich i siostry zakonne. Według wyliczeń Leszka S. Jankiewicza, ogółem w latach 1939-47 z rąk ukraińskich (także wspólnie z Niemcami lub Sowietami) zginęło 148 kapłanów, 15 zakonników, 4 kleryków i 29 sióstr zakonnych. Jako bodaj pierwszy zginął, już w 1939 r., kleryk Józef Janas. Potem kolejni, m.in. ks. Hieronim Szczerbiński i ks. Jerzy Cimiński, „zostali umęczeni i zabici, a później nadzy, okręceni drutem kolczastym wrzuceni do studni głębokiej, ale wyschniętej”. Ginęli także księża greckokatoliccy (w sumie co najmniej 26), solidaryzujący się z kapłanami polskimi: „Ks. Serafin Horosiewicz, greko-katolik, proboszcz Żabcze, powiat Łuck, za przyjaźń z polskim księdzem został w czasie nabożeństwa wieczornego 26 marca 1943 r. sam zamknięty w cerkwi, którą potem oblano benzyną i księdza żywcem spalono” – opisywał kolejne świadectwa osób uratowanych bp Urban. Niektórzy przeżyli, ale na zawsze musieli zachować w pamięci tamte tragedie, jak ks. Stefan Zawadzki, któremu Ukraińcy poderżnęli gardło. Przeżył, ale kalectwo stale odczuwał.

Zbrodnia niepotępiona

Zbrodnia pozostaje przez długie dziesięciolecia bez kary. Może dlatego jej wymiar nie dociera do świadomości naszych wschodnich sąsiadów? Może trzeba skazać, choćby pośmiertnie i symbolicznie, przed Trybunałem Narodowym tysiące morderców, by współczesna Ukraina potrafiła zrozumieć polskie rozpamiętywanie kresowych okrucieństw?

Trzeba sobie zadać pytanie: Co mogło skłonić człowieka, i jednocześnie zabić w nim czujność sumienia, do popełniania tak masowych i ciągłych zbrodni? Jak mógł się tamten człowiek spod znaku Bandery czy Melnyka tak zagubić, skoro potrafił znienawidzić niemowlę, którym rzucał o powałę chałupy, kapłana, któremu wkręcał w odbyt zardzewiały pręt, czy kobietę, której obcinał obnażone piersi? Zadajemy sobie także pytanie o ciągłość w dziejach narodów. Co ma być tym znakiem wyróżniającym naród ukraiński w jego długim trwaniu? Czy kozacka swoboda, czy rzeź humańska z 1768 r., o której pisał Władysław Serczyk: „Tłumy powstańców wdarły się do środka miasta (...). W kościołach, synagodze i ratuszu skupiła się większość szlachty i Żydów. Księża katoliccy komunikowali i udzielali absolucji (...). Rozpoczęła się rzeź zainicjowana najprawdopodobniej przez żądnych zemsty chłopów. Według współczesnych świadectw, w samej tylko synagodze poniosło śmierć około trzech tysięcy Żydów. Zabijano i męczono. Żydom obcinano ręce i uszy. Wyciągano ich poza tym z piwnic, domów, a nawet – rowów, gdzie daremnie szukali schronienia. Kolejnymi ofiarami nienawiści powstańczego tłumu stali się księża katoliccy i uniccy”. Jakże podobny obraz do wizerunku banderowskiego rzeźnika!

Reklama

Czy talenty i wkład w kulturę narodu Tarasa Szewczenki oraz Wasyla Stefanyka przeważą, czy zostaną zakrzyczane przez równie silną skłonność do szukania tożsamości w doktrynerstwie Dmytro Doncowa, skutkującym w latach II wojny światowej pasmem mordów? Czy poświęcenie i odwaga widoczne w niedawnych czasach Majdanu mogą się stać fundamentem budzącego się nowoczesnego narodu, czy raczej dominować będzie niezdolność do wytworzenia własnego państwa, nie tylko suwerennego, ale i jednoczącego rzeczywistą wspólnotę, czyli obywateli? Te i wiele innych pytań musimy sobie zadawać, z roku na rok patrząc uważnie na politykę historyczną uprawianą przez państwo ukraińskie i jego agendy, by lepiej zrozumieć naszego sąsiada, od którego tyle nas w historii dzieli i tyle może łączyć.

* * *

Jan Żaryn
Redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

2017-07-05 09:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: Muzeum Niepodległości ogłasza konkurs na pamiętniki

2020-04-02 15:29

[ TEMATY ]

historia

konkurs

źródło: episkopat.pl

Celem konkursu na pamiętniki jest promowanie działalności artystycznej, znalezienie kreatywnego sposobu na spędzanie wolnego czasu oraz promowanie osiągnięć literackich dzieci, młodzieży i dorosłych - poinformowała PAP Magda Kukawska z działu promocji Muzeum Niepodległości w Warszawie.

"Pozostawiamy pełną dowolność co do wyboru tematyki bądź formy literackiej. Pamiętniki zostaną ocenione w trzech kategoriach wiekowych: dzieci, młodzież i dorośli" - napisała w czwartek Kukawska.

Wyjaśniła, że każda praca powinna mieć do 25 stron tekstu napisanego czcionką Times New Roman w rozmiarze 12 z interlinią 1,5.

Prace należy przesyłać do 31 maja na adres: konkurs@muzeumniepodleglosci.art.pl. Oficjalne ogłoszenie wyników i rozdanie nagród odbędzie się 18 września w głównej siedzibie Muzeum Niepodległości (al. solidarności 62).

Jak poinformowali organizatorzy, najlepsze pamiętniki zostaną wydane jako książka w formacie PDF, która będzie dostępna na stronie internetowej Muzeum Niepodległości w Warszawie, a zwycięzcy konkursu otrzymają nagrody w postaci limitowanych, cennych publikacji oraz darmowego wstępu na muzealne wystawy w 2020 roku.

Więcej informacji o konkursie i regulamin na stronie: http://muzeum-niepodleglosci.pl/aktualnosci/konkurs-pamietnik-2020/ (PAP)

autor: Grzegorz Janikowski

gj/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Nietypowa Wielkanoc pod Giewontem; księża wyjadą do wiernych

2020-04-09 08:24

[ TEMATY ]

górale

Wielkanoc

Adobe Stock.pl

Choć przez epidemię tegoroczna Wielkanoc odbędzie się bez licznego udziału wiernych w kościołach, księża misjonarze z zakopiańskiego Sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik wyruszą drogami Zakopanego, aby górale w sposób szczególny mogli przeżyć te święta.

Księża trzykrotnie wyruszą zaprzęgami konnymi drogami parafii na zakopiańskiej Olczy podczas Triduum Paschalnego. Wszystko odbędzie się zgodnie z obowiązującymi obostrzeniami.

„Myślę, że te święta będą wyjątkowe i zapamiętamy je szczególnie. Myślę, że po tym trudnym doświadczeniu jeszcze bardziej będziemy szanowali kolejne święta i możliwość ich przeżywania we wspólnocie. W tym roku Triduum Paschalne będziemy przeżywali w swoich domach w gronie najbliższej rodziny” – powiedział PAP kustosz Sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik i wicedziekan zakopiański ks. Jerzy Grzyb.

„Nawet najstarsi górale pytani przeze mnie nie pamiętają takiej sytuacji, aby były zamknięte kościoły i nie można było przyjmować komunii świętej w tradycyjny sposób - nawet w czasie hitlerowskiej okupacji czy w czasie stanu wojennego.
Mimo tego, co natura nam sprawiła, można z tej sytuacji wyciągnąć coś pozytywnego - pewną refleksją o bliskości Pana Boga. Chodzi o to, aby się nie poddać zwątpieniu, bo w końcu minie ten czas. W tym trudnym czasie, kiedy pozostajemy w domach, bardzo ważny jest nawet telefoniczny kontakt z bliskimi, chociaż bez odwiedzania się, ale wiemy dzięki temu, że ktoś o nas pamięta, że myślami i sercem jest blisko z nami” – dzielił się w rozmowie z PAP swoją refleksją wicedziekan z Zakopanego.

W Wielki Piątek w zakopiańskim Sanktuarium odbędzie się nabożeństwo Drogi Krzyżowej, w którym będą uczestniczyli jedynie księża i siostry zakonne oraz pojedyncze osoby reprezentujące parafię. Po nabożeństwie czterech księży z krzyżami usiądzie w powozach konnych i pojadą ulicami Zakopanego, gdzie wierni stojąc przy swoich domach, będą mogli adorować Krzyż Święty i przeżywać tę szczególną formę nabożeństwa Drogi Krzyżowej.

„Chcemy, aby każdy wierny był na swoim podwórku, aby z odległości mógł adorować krzyż. Pragniemy, aby ten przejazd odbywał się w ciszy” – wyjaśnił ks. Grzyb.

Również w Wielką Sobotę księża wyruszą tą samą trasą i będą błogosławić pokarmy. Jedna dorosła osoba z rodziny wyjdzie z wielkanocnym koszyczkiem przed swoją posesję, aby ksiądz przejeżdżając powozem mógł go poświęcić.

„Dzisiaj obserwujemy wydarzenia związane z koronawirusem, ale nie zwracamy już uwagi na fakt, że przez ostatnie trzy miesiące z głodu na świece zmarło również wiele osób, w tym dzieci. Dlatego bardzo wymowne będzie tegoroczne święcenie pokarmów” – zaznaczył ks. Grzyb.

W Niedzielę Wielkanocną rano w zakopiańskim Sanktuarium tradycyjnie odbędzie się rezurekcja, jednak z ograniczoną liczbą wiernych. Po niej ulicami Zakopanego znowu wyruszą księża w góralskich powozach konnych z Najświętszym Sakramentem w monstrancjach. Wierni będą mogli przy swoich domach w ten szczególny sposób adorować Najświętszy Sakrament.

„Niech widocznym symbolem Wielkanocy w naszych domach będzie wyeksponowany, nie w koszyczku, ale osobno, baranek, jako znak zmartwychwstałego Pana Jezusa” – zaapelował zakopiański wicedziekan.

Uroczystości Triduum Paschalnego z Sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik w Zakopanem będę transmitowane w lokalnym radiu oraz w mediach społecznościowych.(PAP)

Autor: Szymon Bafia

szb/ dki/

CZYTAJ DALEJ

CBOS: jak Polacy obchodzą Wielki Post i Wielkanoc?

2020-04-09 16:38

[ TEMATY ]

Wielkanoc

święconka

Przemysław Awdankiewicz

Aż 93% Polaków święci pokarmy i dzieli się jajkiem a 85% pości w Wielki Piątek, z kolei 58% deklaruje udział w obchodach Triduum Paschalnego. Centrum Badań Społecznych opublikowało wyniki badań przeprowadzonych w marcu 2020 r.

Nie ulega wątpliwości, że Święta Wielkanocne spędzimy w tym roku inaczej niż zwykle. Ci, którzy zazwyczaj przeżywając je na sposób religijny uczestniczyli w nabożeństwach w kościołach, w tym roku nie mają takiej możliwości – ze względu na światową epidemię koronawirusa SARS-CoV-2 właściwie zawieszono publiczne sprawowanie kultu.

Ci, którzy traktują Wielkanoc jako wydarzenie przede wszystkim rodzinne, także doświadczą jej w tym roku inaczej – w małym gronie, we własnych domach, stosując się do wytycznych rządu i ekspertów zalecających samoizolację oraz zachowanie fizycznego dystansu od innych (z ang. social distancing).

Jeszcze nie wiadomo, jak te okoliczności wpłyną na sposób obchodzenia Wielkiego Postu i Świąt Wielkanocnych w dłuższej perspektywie. Jest to okres od setek lat zajmujący istotne miejsce w polskim kalendarzu obrzędowym, a tradycje jego obchodzenia są bardzo silnie zakorzenione w naszej kulturze. W badaniach CBOS dotyczących przeżywania Wielkanocy, prowadzonych od początku XXI wieku, obserwujemy pewne zmiany zwyczajów. Są to jednak ruchy bardzo powolne; trudno oczekiwać, by nawet dramatyczne wydarzenia - jak obecna epidemia - spowodowały nagłą zmianę w tak ważnym kulturowo obszarze.

W marcowym badaniu respondentom zadano pytanie, czy oni sami i ich rodziny kultywują tradycje wielkanocne i wielkopostne. W tym roku kontekst jest wyjątkowy, co mogło w pewnym stopniu wpłynąć na odpowiedzi. Pytania dotyczą jednak raczej ogólnych postaw wobec świętowania niż konkretnych zamiarów związanych z tegorocznymi świętami, co może ograniczać wpływ nadzwyczajnych okoliczności na wyniki.

Marcowe badanie rozpoczęło się już po poinformowaniu przez Ministerstwo Zdrowia o pierwszym polskim przypadku pacjenta zarażonego koronawirusem, ale jeszcze przed wprowadzeniem w naszym kraju pierwszych nadzwyczajnych środków prewencyjnych związanych z epidemią. Sytuacja w trakcie realizacji sondażu zmieniała się bardzo dynamicznie - oznacza to, że respondenci udzielający odpowiedzi w ostatnich dniach trwania badania robili to w innych okolicznościach niż odpowiadający jako pierwsi.

Z tych powodów wyniki przedstawione niżej trzeba traktować z dużą ostrożnością.

Wyrzeczenia wielkopostne

Na pytanie o podejmowanie w okresie Wielkiego Postu wyrzeczeń (ograniczanie rozrywki na różne sposoby) 26% odpowiedziało, że zdecydowanie podejmuje, 36% - raczej tak. To spory wzrost od 2018 r., kiedy 16% odpowiedziało, że zdecydowanie podejmuje wyrzeczenia, a 34% – raczej.

- Ciężko jednak przesądzić, czy nie jest to efekt obecnej sytuacji na świecie. Udział w części aktywności, o które pytamy (chodzenie na zabawy czy do kina), jest w obecnym czasie niemożliwy ze względów epidemiologicznych. Trudno jest więc powiedzieć, czy obserwujemy wzmożenie religijne czy raczej sanitarne – komentuje CBOS.

Świętowanie Wielkanocy

Wielkanoc jest przeżywana najczęściej jako święto rodzinne – w ten sposób określa ją 67% ankietowanych. W drugiej kolejności jest ona postrzegana jako przeżycie religijne 51%. Podobny odsetek respondentów uznaje ją przede wszystkim za miłą tradycję 45%. Inne odpowiedzi wskazywane są rzadko.

Badanych zapytano także, jakie tradycje wielkopostne i wielkanocne kultywują oraz które z nich są obecne w ich rodzinach.

Najbardziej rozpowszechnione jest zachowanie postu w Wielki Piątek (deklaruje je 85% respondentów), a w dalszej kolejności przystąpienie do spowiedzi wielkanocnej (69% - o dwa punkty procentowe więcej niż w 2018 r.) i posypanie głowy popiołem w Środę Popielcową (66%). Ponad połowa ankietowanych twierdzi także, że bierze udział w kościelnych obchodach Triduum Paschalnego (58%), w drodze krzyżowej lub gorzkich żalach (53% - o trzy punkty procentowe więcej niż w 2018 r.) oraz w rekolekcjach wielkopostnych (51% - o cztery punkty procentowe mniej niż w 2018 r.). Niewiele mniej (46%) deklaruje, że uczestniczy w rezurekcji – niedzielnej Mszy wielkanocnej.

- Co interesujące, zachowanie postu w Wielki Piątek jest tradycją praktykowaną nawet przez znaczący odsetek badanych nigdy nieuczestniczących w praktykach religijnych (40%) oraz przez zdecydowaną większość respondentów biorących w nich udział tylko kilka razy w roku (80%) – wskazuje CBOS.

Deklarowany poziom uczestnictwa w religijnych praktykach wielkopostnych i wielkanocnych pozostaje dość stabilny w ostatnich latach, chociaż w stosunku do pomiaru z roku 2006 obserwujemy spadek rozpowszechnienia wszystkich wymienionych praktyk, z wyjątkiem wielkopiątkowego postu. Najwyraźniejszy spadek notujemy w przypadku udziału w rezurekcji – o 20 punktów procentowych w stosunku do 2006 r.

Poza tradycjami pobożnościowymi zachowywanymi osobiście, pytano także badanych o to, jak przeżywa się Wielki Post i Wielkanoc w ich rodzinach. Niemal powszechnie praktykowane jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę oraz dzielenie się z najbliższymi święconym jajkiem (po 93%). Niemal podobnie liczny odsetek ankietowanych (90%) deklaruje, że wysyła życzenia świąteczne: za pośrednictwem internetu lub SMS-ów (79%) lub tradycyjnych kartek (40%).

Bardzo szeroko rozpowszechniony jest także domowy wypiek tradycyjnych ciast (78%) oraz święcenie palemki w Niedzielę Palmową (77%).

Nieco mniej rozpowszechnione są: nawiedzenie Grobu Pańskiego (72%), obchodzenie śmigusa-dyngusa (71%), malowanie pisanek (71%), a także zwyczaj zajączka, czyli obdarowywania dzieci upominkami (62%).

Trzy modele świętowania

Pierwszy model świętowania koncentruje się na wymiarze duchowym: jego główne składowe to udział w Triduum Paschalnym, rekolekcjach wielkopostnych, nabożeństwie drogi krzyżowej lub gorzkich żalów, przystąpienie do spowiedzi wielkanocnej, posypanie głowy popiołem w Środę Popielcową, udział w rezurekcji, nawiedzenie Grobu Pańskiego, a w nieco mniejszym stopniu także poświęcenie palemek i zachowanie postu w Wielki Piątek.

Drugi wiąże się z kościelnymi tradycjami wielkanocnymi i obejmuje przede wszystkim poświęcenie pokarmu w Wielką Sobotę, dzielenie się święconym jajkiem, a w mniejszym stopniu poświęcenie palemek i zachowanie postu w Wielki Piątek.

Trzeci model to tradycje bardziej świeckie – malowanie pisanek, lany poniedziałek, pieczenie ciast oraz zajączek. Polacy luźniej związani z katolicyzmem kultywują przede wszystkim tradycje mające charakter obrzędowej religijności ludowej. Model trzeci ‒ obejmujący tradycje związane z życiem domowym i rodzinnym ‒ powiązany jest przede wszystkim z wiekiem: najczęściej obserwowany jest wśród młodszych badanych.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję