Reklama

Tragedia, która zbliża do Boga

2017-07-05 09:47

Rozmawia ks. Mariusz Krawiec SSP
Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 28-29

Olena Kulygina
Mieszkańcy Ukrainy są zmęczeni wojną. Coraz częściej wyjeżdżają z niebezpiecznych terenów

Z biskupem pomocniczym diecezji charkowsko-zaporoskiej na Ukrainie Janem Sobiło – koordynatorem organizowanej przez Stolicę Apostolską akcji humanitarnej „Papież dla Ukrainy” – rozmawia ks. Mariusz Krawiec SSP

KS. MARIUSZ KRAWIEC SSP: – Jaka jest obecnie sytuacja na wschodniej Ukrainie?

BP JAN SOBIŁO: – Tam trwa wojna. Byliśmy niedawno z nuncjuszem apostolskim na Ukrainie abp. Claudiem Gugerottim w Doniecku i Ługańsku. Słyszeliśmy wystrzały z moździerzy i karabinów maszynowych. Wojna idzie pełną parą. Do Dniepra, Charkowa i Zaporoża każdego dnia przywożą rannych, są też zabici. Konflikt nie tylko, że się nie kończy, ale odczuwamy wręcz jego eskalację. Ludzie są strasznie zmęczeni tą sytuacją. Wyjeżdżających z tamtego terenu jest coraz więcej.

– Co robi Kościół katolicki wobec tego konfliktu? Wiemy, że Ojciec Święty w ubiegłym roku zorganizował zbiórkę funduszy w ramach akcji „Papież dla Ukrainy”.

– Wsparcie, które otrzymujemy ze strony Ojca Świętego, jest dla nas bardzo ważne. Ludzie czują się coraz bardziej opuszczeni przez społeczność międzynarodową. Podczas pobytu w Doniecku i Ługańsku nuncjusz zapewniał ich, że Kościół w różnych miejscach na świecie modli się za nich, przypominał, że po nocy zawsze przychodzi poranek. Ludzie cenią sobie, że Papież pamięta o nich podczas różnych audiencji i spotkań modlitewnych. Te gesty są tutaj bardzo doceniane i dodają otuchy, bez względu na to, jakiego kto jest wyznania: czy są to katolicy, czy też prawosławni albo protestanci. Muszę tutaj dodać, że wojna ta bardzo zjednoczyła nas – chrześcijan różnych wyznań. Pomagamy sobie wzajemnie. Jednego dnia pomoc przywozi duchowny prawosławny, innym razem jest to ksiądz katolicki, kilka dni później z pomocą śpieszą protestanci.

– Czy wojna zbliża ludzi do Boga?

– Wydawać być się mogło, że wojna oddala człowieka od Boga. Ktoś mógłby przecież postawić pytanie: Gdzie jest Bóg, skoro wokół tyle cierpienia? To, co ja obserwuję, to fakt, że wojna w Donbasie sprzyja refleksji nad sensem życia. Wielu z tych ludzi, którzy teraz znaleźli drogę do Kościoła, zapewne nigdy by jej nie odkryło, gdyby panował pokój. Najpierw budowano tutaj komunizm, następnie miejscowi oligarchowie zaczęli tworzyć nową, postsowiecką rzeczywistość. A teraz widzimy ruiny pięknych budowli, dziś opuszczonych i nikomu niepotrzebnych. Wystarczy spojrzeć na betonowe kikuty lotniska w Doniecku czy na to, co pozostało po jednym z najpiękniejszych na świecie stadionów, na którym odbywały się wielkie widowiska sportowe, m.in. mecze podczas piłkarskiego Euro 2012. Dziś zajeżdżają tam tiry z pomocą humanitarną, a w kolejce po kaszę i mąkę codziennie ustawiają się długie kolejki.

– W jaki sposób podchodzą do tego żołnierze?

– Widząc całą tę skomplikowaną sytuację polityczną, tak często sprzeczne interesy oligarchów, wielu żołnierzy zaczyna otwierać się na Boga i dostrzega, że tylko On może im dać prawdziwe szczęście i pokój. Pamiętam rozmowę z jednym z młodych żołnierzy. Opowiadał mi, że nawet wówczas, gdy wokół były silne obstrzały, a on był wyspowiadany, to aż tak bardzo się nie bał. W takich sytuacjach Bóg dodaje wewnętrznej odwagi. W Donbasie ludzie często podchodzą do księży i proszą o modlitwę oraz błogosławieństwo. Zakładają krzyżyki, noszą różańce i coraz częściej się modlą. Ludzie odczuwają w tych warunkach szczególną miłość, którą daje im Bóg. To zły duch napisał scenariusz tej wojny i wepchnął w nią człowieka. Ale Ojciec niebieski nas nie opuszcza. To jest swoista mistyka, odnaleziona przez ludzi, którzy nigdy wcześniej o sprawach wiary nawet nie myśleli. Wiele osób opowiada o pewnym ciekawym doświadczeniu: nieraz mieli takie wewnętrze natchnienie, aby przejść w jakieś inne miejsce. Wkrótce po tym, jak to zrobili, na to miejsce, gdzie poprzednio stali, spadła bomba. Kiedyś nie wiedzieliby, jak to nazwać. Dziś mówią, że to natchnienie pochodziło od Ducha Świętego. Podczas tej wojny zdarzają się takie nawrócenia, które całkowicie zmieniają styl życia człowieka.

– W jaki sposób rozmawia Ksiądz Biskup z młodymi mężczyznami, którzy wracają z wojny do domów zdruzgotani? Nie radzą sobie z samymi sobą, z wyzwaniami, które stawiają przed nimi rodzina i społeczeństwo. Wielu z nich ucieka potem w alkohol albo agresję...

– Kiedy w początkowej fazie tej wojny byłem z delegacją Kościołów chrześcijańskich z naszego terenu w Stanach Zjednoczonych, jeden z kongresmenów zadał mi pytanie o to, co – moim zdaniem – będzie największym problemem po zakończeniu wojny. Powiedziałem, że zapewne odbudowanie domów itp. A on odpowiedział: Nie! Największym problemem będzie odbudowanie psychiki ludzi. I niedługo po tej rozmowie sam się przekonałem, że tak właśnie jest. Rozmawiam z młodymi żołnierzami, którzy widzieli różne okropności wojny. Albo z takimi, którzy zostali okaleczeni na całe życie. I wielu z nich mówi wprost o tym, że nie mogą się teraz odnaleźć. Faktycznie wielu z nich sięga po alkohol, wielu nie może dogadać się w domu. Niestety, często także rodzina nie jest przygotowana na taką sytuację. Najbliżsi reagują nieadekwatnie, co wywołuje napięcia. Wówczas trzeba się modlić. Modlitwa uzdrawia. Dobrze jest zachęcić byłego żołnierza do wspólnej modlitwy albo zaprosić go do uczestnictwa w grupie modlitewnej. Kiedy on tam przychodzi, nikt go o nic nie pyta. Nie roztrząsa na siłę jego problemu. Grupa po prostu się modli. I bardzo ważna jest w takim przypadku głęboka i szczera spowiedź. Organizujemy, często nawet na prośbę tych chłopaków, wyjazdy do różnych sanktuariów. Mieliśmy kilka wyjazdów do Medjugorie i muszę przyznać, że przyniosły one piękne owoce. Jestem zaskoczony, widząc tych mężczyzn, którzy po pielgrzymce wracają do domów uspokojeni i zdolni do normalnego życia. Maryja potrafi popracować nad ich sercami i je uleczyć.

– Gdy Ksiądz Biskup staje nad mogiłą żołnierza, jaką modlitwę w takim miejscu odmawia?

– Tam modlitwa jest szczególna, różne myśli wówczas przychodzą mi do głowy. Często modlę się nad mogiłą żołnierza, którego rodzina jeszcze nie wie, że poległ w walce. Być może w tym samym czasie jego najbliżsi modlą się jeszcze o to, aby powrócił do domu. Modlitwa za tych, którzy polegli za ojczyznę, jest szczególna. Często podczas niej odczuwam obecność duszy tego człowieka. Bóg daje czasem taką łaskę, że można „usłyszeć” jego niewypowiedziane słowa, słowa człowieka, który w chwili śmierci nie zawsze był blisko Boga i nie zawsze jego serce było gotowe na spotkanie ze śmiercią. Odczuwam, jak miłosierdzie Boże wówczas triumfuje. Bóg pragnie znaleźć w każdym człowieku choćby jakieś małe dobro, aby je nagrodzić. I odczuwam w czasie tej modlitwy nadzieję, że śmierć tego człowieka w oczach Bożych jest cenna. Wraz z tą wojną kończy się jakieś wielkie zło, które rozpoczęło się sto lat temu wraz z rewolucją październikową. Maryja w Fatimie prosiła o modlitwę za nawrócenie Rosji. I teraz ta wojna – to ostatnie uderzenie złego ducha, który chce jeszcze na koniec trochę poszaleć. Kiedy modlę się za dusze tych, którzy na tej wojnie zginęli, odczuwam, że przynależą oni do szeregu ostatnich męczenników, którzy wpisują się w poczet poległych podczas wielkiego prześladowania Kościoła w Związku Radzieckim. Ten kielich męczeńskiej krwi właśnie się dopełnia. To są jakby jeszcze ostatnie krople krwi, potrzebne do tego, aby Bóg mógł zatriumfować przez Serce Maryi.

* * *

Ks. Mariusz Krawiec SSP
jest korespondentem sekcji polskiej Radia Watykańskiego z Ukrainy.

Tagi:
Ukraina Ukraina tragedia

Reklama

Wybuch w kamienicy w Bytomiu. Zginęły trzy osoby

2019-07-06 14:59

rmf24.pl/wpolityce.pl

Jak podaje RMF24.pl trzy osoby zginęły, a cztery zostały ranne w eksplozji w Bytomiu. W jednej z kamienic najprawdopodobniej wybuchł gaz

Zdj. z miejsca zdarzenia /Gorąca Linia RMF FM

Do wybuchu gazu miało dojść w mieszkaniu w jednej z kamienic na ul. Katowickiej w Bytomiu. Zaraz po eksplozji wybuchł tam też pożar. Strażacy zdołali już opanować ogień.

W tej chwili mamy potwierdzone informacje o trzech ofiarach śmiertelnych i czterech osobach poszkodowanych, które zostały odwiezione do szpitala. 17 osób ewakuowano - powiedziała rzecznik śląskiej PSP mł. bryg. Aneta Gołębiowska.

Trwa akcja ratownicza. Na miejscu jest 12 wozów strażackich. Trwa oddymianie i przeszukiwanie miejsca wypadku. Oględzin dokona m.in. specjalistyczna poszukiwawcza grupa ratownicza.

Jak poinformował Krawczyk na antenie TVN24, straż pożarna dostała zgłoszenie o zdarzeniu o godz. 13.19.

Na miejsce skierowano 17 zastępów, stwierdziliśmy wybuch gazu w budynku na parterze, wskutek czego wybuchł pożar, który został już ugaszony — powiedział. Jak dodał, obecnie trwa oddymianie i przeszukiwanie kamienicy.

Siła uderzenia była tak duża, że uszkodziła okna budynku naprzeciwko — dodał.

Jest zadysponowana specjalistyczna grupa ratownicza poszukiwawcza, która również dokona oględzin. Na miejscu obecny jest zespół ratownictwa medycznego — powiedział.

Posiedzenie sztabu kryzysowego w związku z wybuchem gazu w Bytomiu odbędzie się w sobotę, o godz. 14.30 w urzędzie miasta - przekazała PAP rzeczniczka prasowa urzędu Małgorzata Węgiel-Wnuk. Weźmie w nim udział m.in. prezydent Bytomia Mariusz Wołosz.

Do wybuchu gazu doszło ok. godz. 13 w kamienicy na ul. Katowickiej w Bytomiu. Według wstępnych informacji poszkodowane są trzy osoby. Na miejscu pracuje 17 zastępów straży pożarnej.

Na miejscu zdarzenia jest miejski Wydział Zarządzania Kryzysowego, jedzie tam także prezydent Wołosz. Następnie o godz. 14.30 w Urzędzie Bytomia odbędzie się posiedzenie sztabu kryzysowego.

Pożar po wybuchu został już ugaszony. Obecnie trwa oddymianie i przeszukiwanie kamienicy. Oględzin dokona m.in. specjalistyczna grupa ratownicza poszukiwawcza.

Jak informował na antenie TVN 24 Wojciech Krawczyk z Komendy Miejskiej PSP w Bytomiu, siła uderzenia była tak duża, że uszkodziła okna budynku naprzeciwko. W wybuchu gazu w kamienicy na ul. Katowickiej w Bytomiu zginęły trzy osoby, cztery są ranne i trafiły do szpitala — poinformowała PAP rzecznik śląskiej PSP mł. bryg. Aneta Gołębiowska. Dodała, że z budynku ewakuowano 17 osób.

Do wybuchu gazu doszło około godz. 13.00 w kamienicy na ul. Katowickiej w Bytomiu. Na miejscu pracuje 17 zastępów straży pożarnej. Pożar po wybuchu został już ugaszony. Obecnie trwa oddymianie i przeszukiwanie miejsca wypadku. Oględzin dokona m.in. specjalistyczna poszukiwawcza grupa ratownicza.

Rzecznik śląskiej PSP mł. bryg. Aneta Gołębiowska poinformowała PAP, że w wybuchu zginęły trzy osoby.

W tej chwili mamy potwierdzone informacje o trzech ofiarach śmiertelnych i czterech osobach poszkodowanych, które zostały odwiezione do szpitala. 17 osób ewakuowano — powiedziała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Sprawa” tragicznie zmarłego ks. Palimąki

2012-11-23 13:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 48/2012, str. 4-5

Ks. Stanisław Palimąka - pierwszy proboszcz Klimontowa, twórca tamtejszej parafii i budowniczy kościoła, należy do grona tych kapłanów, którzy ponieśli śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Tragiczne zdarzenie miało miejsce stosunkowo niedawno - w 1985 r., sprawę badały poważne gremia, m.in. tzw. Komisja Rokity i delegatura krakowska IPN. Postępowanie badawcze nie wniosło zbyt wiele. Faktem jest natomiast, że ks. Palimąka, przejechany ze skutkiem śmiertelnym przez własny samochód, staczający się po pochyłości do garażu, był kaznodzieją i katechetą, który nigdy się komunistom nie kłaniał, a jego kazania i wystąpienia publiczne zaowocowały specjalną teczką w aktach SB

Archiwum
Ks. Stanisław Palimąka

Był 27 lutego 1985 r. Rankiem, tuż po śniadaniu proboszcz ks. Stanisław Palimąka wsiadł w swojego niebieskiego Fiata 125, aby odwieźć katechetę (alumna Stanisława Olesińskiego) do pracy. Prowadząca mu gospodarstwo siostra - Otylia Kaczmarek, nie mogąc doczekać się powrotu brata, wyszła ok. 12.30 przed dom. Ksiądz leżał przy drzwiach garażowych, na których zatrzymał się samochód. Był martwy.

Tragiczne zdarzenie

Jak pisze ks. Daniel Wojciechowski w „Księża niezłomni. Diecezja kielecka” („Print”, Włoszczowa-Kurzelów 2011) „Według oficjalnej wersji auto staczając się do garażu z podjazdu o długości 12 m i o nachyleniu 12 stopni, najechało na ks. Palimąkę, powodując jego śmierć. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie musiał się bardzo spieszyć z ustaleniem przyczyny zgonu kapłana, skoro już 30 marca 1985 r. umorzył dochodzenie, nie stwierdzając przestępstwa. Sekcja zwłok wykazała złamanie podstawy czaszki, stłuczenie mózgu, krwiak podpajęczynkowy, rany tłuczone twarzy po stronie prawej i złamanie prawego uda”.

Z Kroniki parafii Klimontów: „Ciało księdza spoczywało wbite w nowe, masywne drzwi garażowe Został przygnieciony przez półtoratonowego fiata. Zszokowana tym widokiem [siostra - przyp. red] najprawdopodobniej wykonała telefony na milicję, do Kurii w Kielcach i do brata Mieczysława do Kielc. Na miejscu tragedii szybko zjawił się tłum ludzi. Plac przed plebanią zapełnili nie tylko zrozpaczeni parafianie, ale także milicja, pogotowie, brat księdza i biskup kielecki. Śledztwo przejęła komenda krakowska. Oględziny wykonywali eksperci z Krakowa i Warszawy”. Sekcja została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Krakowie.

Pogrzeb ks. Stanisława Palimąki odbył się 2 marca 1985 r. w Klimontowie. Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Stanisław Szymecki, który wygłosił homilię, kończąc ją słowami św. Pawła Apostoła: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się. Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości” (1Kor 16, 13-14). Uczestniczyło około 290 kapłanów i tłumy wiernych nie tylko z parafii, ale i z okolicznych miejscowości.

Co na to śledztwo i Komisja?

Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do badania działań MSW, którą kierował poseł Jan Maria Rokita (zwana Komisją Rokity), dopatrzyła się wielu wątpliwości w orzeczeniach Urzędu ds. Wyznań. W raporcie napisano m.in.: „Postępowanie zostało ukierunkowane na niestwierdzenie przestępstwa już w momencie dokonywania pierwszych czynności procesowych. Dopuszczono do utraty (na skutek niezabezpieczenia) wielu istotnych dowodów (m.in. nie dokonano badań, czy na monecie blokującej dźwignię hamulca ręcznego znajdują się odciski palców). Nie przesłuchano wszystkich świadków, wykonane przez biegłych ekspertyzy są obarczone uchybieniami, nie odpowiadają na podstawowe pytania. Wreszcie nie przeprowadzono eksperymentu, który miałby określić wielkość siły uderzenia staczającego się samochodu na przeszkodę umieszczoną bezpośrednio pod drzwiami garażu”. Jaki z tego wniosek?

Ks. Daniel Wojciechowski badający tę sprawę uważa, że przyczyna „wypadku” mogła być złożona: patriotyczne, niewygodne dla aparatu władzy homilie ks. Palimąki i wiedza, jaką nabył podczas budowy kościoła i tzw. załatwiania materiałów budowlanych. Działało to, zdaniem księdza, jak katalizator. - To, że Proboszcz Klimontowa wiedział zbyt wiele, potwierdził słuchacz Radia Maryja, który zadzwonił do mnie, gdy byłem gościem „Rozmów niedokończonych”. Dzwonił z Krakowa, ze szpitala, nie chciał jednak podać danych personalnych - opowiada ks. Wojciechowski. Jako krewny zmarłego był na miejscu wypadku i dotąd ma przed oczami tamten tragiczny widok.

Na wniosek Komisji Rokity w 1991 r. sporządzono dodatkowo raport o działalności „grupy D” (do specjalnych działań dezintegracyjnych w walce z Kościołem), utajniony jednak przez MSW… Z kolei prokurator Aleksander Herzog z Prokuratury Generalnej uznał, że śledztwo było prowadzone nieprawidłowo. W „Gazecie Wyborczej” (nr 237/11 października 1990) ukazał się tekst pt. „MSW się spieszyło”, w którym tenże prokurator opiniuje: „Zbyt wcześnie, często przed wpłynięciem opinii biegłych, umarzano sprawy, nie brano pod uwagę wszystkich możliwych wersji popełnienia przestępstwa”. Obok ks. Palimąki wymienia sprawy: Piotra Bartoszcze, Grzegorza Przemyka, ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stanisława Zycha.

Z Kroniki parafii Klimontów: „W 2008 r. na polecenie IPN krakowska policja ds. kryminalnych przez dwa dni podejmowała czynności dotyczące miejsca i przebiegu tragicznej śmierci ks. Palimąki w Klimontowie. Istotnych zmian w tej sprawie do dzisiaj nie stwierdzono. Od czasu do czasu ukazują się jakieś artykuły w prasie małopolskiej dotyczące tej śmierci, które powielają uprzednie wersje i opinie, a jest ich tyle, ilu ludzi, a każdy uważa siebie za eksperta. Wydaje się, że tajemnicę okoliczności śmieci zabrał ks. Stanisław ze sobą. Być może, że nadejdzie taki czas, kiedy poznamy prawdę o tej śmierci”. Tak więc sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona.

Zanim został księdzem

Kim był tragicznie zmarły ks. Palimąka i w jaki sposób sprawował kapłańską posługę? Czy styl jego pracy mógł spowodować zabójstwo, jeśli wykluczy się tezę wypadku? Choć „sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona”, warto przyjrzeć się nie tylko okolicznościom „sprawy”, ale również tak tragicznie przerwanemu życiu ks. Stanisława Palimąki.

Urodził się 1 grudnia 1933 r. w Rębiechowie, należącym do parafii Węgleszyn, w rolniczej rodzinie. Gdyby żył, wkrótce świętowałby 79. urodziny. Rodzice - Piotr i Marianna z Dąbrowskich byli autentycznymi świadkami żywej wiary i w tym duchu wychowywali dzieci. Zawsze, pomimo odległości od kościoła, musiała być coniedzielna Msza św., a rano i wieczorem wspólny pacierz. Niewielu pozostało świadków tamtych lat; w Rębiechowie wciąż mieszka siostra śp. ks. Palimąki, w Kielcach żyje brat. - Pamiętamy o nim w wypominkach, w rocznicę tragicznej śmierci jest zawsze zamawiana Msza św. - mówi proboszcz z Węgleszyna, ks. Andrzej Żuber.

Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Jędrzejowie (1954 r.) Stanisław Palimąka zdecydował się wstąpić na drogę kapłaństwa, rozpoczynając naukę i formację w WSD w Kielcach. Czas był szczególny - aresztowanie i proces bp. Czesława Kaczmarka musiały zapisać się w pamięci kleryka i odcisnąć ślad na kształcie późniejszej kapłańskiej posługi. Równie mocno utrwaliły się rozmowy w grupie szkolnych kolegów i nauczyciela historii z liceum w Jędrzejowie, gdzie potajemnie poznawano prawdę o Katyniu i innych zdarzeniach, o których milczała wówczas historia. Kleryk Palimąka zainteresowania historią Polski wyniósł także z domu rodzinnego. To był jeden aspekt jego dojrzewania, doroślenia. Poza tym koledzy kursowi z Seminarium zapamiętali go jako radosnego, pełnego optymizmu człowieka. Święcenia kapłańskie ks. Palimąka otrzymał z rąk bp. Czesława Kaczmarka 11 czerwca 1960 r. - Zawsze cechował go niesamowity humor. Był pełen energii, prędki - mówił, co myślał. Tę energię przekładał na duszpasterstwo - wspomina ks. Wojciechowski.

Odważne kazania w parafiach diecezji

Najpierw był wikariat w Łopusznie - trzy lata w rozległej terytorialnie parafii, z katechizacją dzieci w punktach dojazdowych, z głoszeniem odważnych kazań, co skutkowało nachodzeniem księdza przez ludzi w mundurach lub w cywilu i zadawaniem pytań, głównie o stosunek do PRL i jej władz. Potem był (krótko) Słaboszów k. Miechowa.

W Archiwum Diecezjalnym w Kielcach zachował się list do bp. Jana Jaroszewicza, dotyczący tamtego okresu, napisany przez 48-letniego rolnika ze Słaboszowa, który pisze m.in.: „Bardzo a bardzo pragnę podziękować za tak dobrego kaznodzieję, jakim jest ks. Palimąka, wikary parafii Słaboszów (…). Słyszę często, co ludzie mówią o jego kazaniach i co na nich działa i na mnie samego (…). Ksiądz wikary chce naprawdę dużo pracować i dużo może zrobić” (Akta personalne XP -56). W liście była także mowa o obowiązkowości księdza w doprowadzaniu dzieci na religię, szczególnie tych, które unikały katechezy.

W grudniu 1963 r. ks. Palimąka zainstalował się w Pierzchnicy. W związku z wygłoszonym przezeń kazaniem (z 11 kwietnia 1966 r.) Wojewódzki Urząd ds. Wyznań skierował do Kurii w Kielcach pismo o wszczęciu postępowania w sprawie działalności ks. Palimąki „szkodliwej dla państwa ludowego”. Wytoczony zarzut dotyczył „publicznego piętnowania historyków polskich za rzekome zniekształcanie prawdy historycznej narodu i Ojczyzny”. Ks. Palimąka nie zaprzeczał; ponadto nie chciał dopuścić świeckich władz oświatowych do wizytacji katechezy w punktach katechetycznych. SB przyglądała się coraz uważniej młodemu wikariuszowi...

W 1966 r. ks. Palimąka został mianowany wikariuszem w Białogonie k. Kielc. Po trzech latach przeniesiono go do Kazimierzy Wielkiej. Od 1972 r. jest już w Proszowicach, gdzie daje się poznać jako aktywny, zaradny i przedsiębiorczy kapłan.

Na probostwie w Klimontowie

Bp Jan Jaroszewicz w porozumieniu z ks. kan. Janem Kurczabem - proboszczem w Proszowicach zlecił ks. Stanisławowi Palimące organizację parafii i budowę kościoła w Klimontowie. - Do tego dzieła przystąpił z wiarą i entuzjazmem, mając nadzieję, że z pomocą Bożą i ludzi wykona zadanie - uważa ks. Daniel Wojciechowski. Zakupiono plac pod budowę, a 3 lipca 1977 r. została odprawiona pierwsza Msza św. na placu budowy kościoła. Sama budowa świątyni ruszyła wiosną 1978 r., a jesienią bp Jaroszewicz dokonał wmurowania kamienia węgielnego. Tempo pracy było szybkie, ksiądz dwoił się i troił, nie żałował zdrowia, które zaczynało szwankować, tym bardziej że budowa w tamtych czasach to było wyzwanie wymykające się normom, połączone z karkołomnymi zabiegami i tzw. „załatwieniami” wszystkiego, od pozwoleń po materiały.

Proboszcz był lubiany przez swoich parafian w Klimontowie i cieszył się ich szacunkiem. „Przyjaźnie nastawiony do każdego człowieka, wzbudzał zaufanie i łatwo nawiązywał kontakty. Był lubiany przez młodzież i dzieci. Te cechy jego charakteru pomagały mu przy budowie kościoła oraz tworzenia wspólnoty parafialnej. Parafianie podziwiali jego zaangażowanie w budowę i chętnie mu pomagali. Trud budowy kościoła i plebanii bez wytchnienia i wypoczynku przypłacił zawałem serca” - pisze w swej książce ks. Daniel Wojciechowski. Proboszcz dbał też o Kościół duchowy. Katechizacja, przepowiadanie Ewangelii - pozostawały na dobrym, ambitnym, zaangażowanym poziomie.

Od 1978 r. ks. Palimąka został samodzielnym duszpasterzem w Klimontowie. Równolegle z budową kościoła stawiano plebanię. Parafię pw. NMP Królowej Polski erygował bp Stanisław Szymecki 4 stycznia 1983 r. W tym samym roku bp Mieczysław Jaworski poświęcił cmentarz grzebalny. Od maja 1984 r. Proboszcz mieszkał już u siebie, na plebanii.

Życie parafialne potoczyło się wartkim, stabilnym nurtem, umacniały się więzi wspólnoty, parafia powoli krzepła. Proces w miarę spokojnego budowania wspólnoty przerwała nagła, tragiczna śmierć Księdza Proboszcza, 27 lutego 1985.

Ks. Palimąka został pochowany na cmentarzu, ale wkrótce ciało jego złożono w nowym grobie obok kościoła. Napis na nagrobku brzmi: „Oto miejsce mego odpoczynku na wieki” (Ps 131, 14). Bp Jan Gurda w 1990 r. poświęcił w kościele tablicę upamiętniającą postać tragicznie zmarłego kapłana. W czerwcu 2004 r. uporządkowano grób ks. Stanisława Palimąki wykonując nowe podesty granitowe i odkrywając mogiłę z zarośli. Teraz widnieje obok nowo wybudowanej kaplicy przedpogrzebowej. - Pamiętamy o kolejnych rocznicach śmierci, zamawiane są Msze św. 8 maja w dniu jego imienin czy we Wszystkich Świętych. Pozostaje nam obowiązek pamięci o nim - wyjaśnia proboszcz Klimontowa ks. Jan Kukowski. Postać tragicznie zmarłego Proboszcza przypominano m.in. w numerach pisma parafialnego „Klimontowska wspólnota”.

Dziękuję ks. Janowi Kukowskiemu za pomoc w zebraniu materiału do artykułu i udostępnienie zdjęcia.

W następnym numerze sylwetka Jadwigi Stano, wdowy konsekrowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Papieski” Harley sprzedany

2019-10-21 20:16

ts / Stafford (KAI)

Biały motocykl - „papieski” Harley-Davidson został sprzedany 20 października na aukcji w brytyjskim Stafford za 48 300 funtów (niemal 250 tys. zł). Poinformował o tym na swojej stronie internetowej dom aukcyjny Bonhams.

pixabay.com

Pobłogosławiony i sygnowany przez papieża Franciszka w Rzymie motocykl, przygotowany specjalnie dla niego, jest darem grupy motocyklistów „Jesus Biker International” z siedzibą w Schaafheimie w niemieckiej Hesji. Ten wyjątkowy egzemplarz przekazał papieżowi w maju dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Austrii ks. Karl Wallner. Dochód ze sprzedaży Harleya jest przeznaczony na pomoc dla prowadzonego przez austriacką „Missio” domu sierot w Ugandzie.

Wystawiając „papieskiego” Harleya na aukcję „Jesus Biker” oczekiwali, że przyniesie to co najmniej 300 tys. euro – tyle bowiem potrzeba na budowę planowanego domu sierot. Teraz fani Harleya są „bardzo rozczarowani”, napisała lokalna gazeta niemiecka „Main-Post”.

Papież już wcześniej, bo w czerwcu 2013 r., otrzymał innego Harleya - od producenta. Maszyna, opatrzona zdaniem „Niegdyś własność Jego Świątobliwości Papieża Franciszka” z imieniem „Francisco” na baku została sprzedana na aukcji w Paryżu za 241 500 euro, a zysk ze sprzedaży przeznaczono na schronisko Caritas dla bezdomnych na rzymskim dworcu głównym Termini.

Harley od motocyklistów dla Franciszka nawiązuje do Ameryki Południowej – rodzinnych stron papieża. Jest to maszyna w stylu „chicano”, a więc z wysoko ustawioną kierownicą i szerokim błotnikiem na tylnych kołach. Na błotniku jest widoczny krzyż. Motocykl jest utrzymany w kolorze łamanej bieli i – według ofiarodawców – zawiera wiele specyficznych szczegółów. Samo tylko wykonanie siodełka zajęło około miesiąca.

„Jesus Biker” w Würzburgu istnieje od 2014 r., obecnie liczy około 40 kobiet i mężczyzn różnych wyznań chrześcijańskich, którzy regularnie angażują się w akcje pomocowe. Pragną na nowo uwrażliwić ludzi na wiarę w Boga i pokazać, że miłość do jazdy motocyklami oraz do pokojowego przesłania Jezusa nie muszą się wykluczać, podkreślił założyciel grupy „Jesus Biker” Thomas Draxler.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem