Reklama

Pierwsza wileńska beatyfikacja

2017-07-05 09:47

Bp Antoni Pacyfik Dydycz OFMCap
Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 30-31

Archiwum autora
Arcybiskup Teofil (Teofilius) Matulionis (1873 – 1962)

Arcybiskup Teofil (Teofilius) Matulionis (1873 – 1962), ongiś biskup koszedarski, został ogłoszony błogosławionym 25 czerwca 2017 r. w Wilnie. Jest to pierwsza beatyfikacja na terenie Litwy

Wielki to dzień dla Kościoła na Litwie. Wszak każda beatyfikacja, względnie kanonizacja, to jakby nowe światło duchowe, które zachęca do dziękczynienia Panu Bogu za ciągłe umacnianie w wierze kolejnych pokoleń. Pamiętam beatyfikację bł. Jerzego Matulewicza, która miała miejsce w Rzymie pod przewodnictwem św. Jana Pawła II, bo na Litwie było to niemożliwe. Na tamtą beatyfikację przybyło wielu Litwinów, ale głównie byli to emigranci; z samej Litwy wzięli udział jedyny biskup Antanas Vaičius z Telšiai oraz niewielka grupa kapłanów i świeckich. Oczywiście, były setki Polaków.

Z życia błogosławionego

Życie nowego błogosławionego zbiegło się z różnymi okolicznościami w dziejach Kościoła, zwłaszcza czasów niewoli carskiej, a następnie rewolucji bolszewickiej, które wiązały się z cierpieniem. Urodził się 22 czerwca 1873 r. w Kudoriškis, na terenie parafii Alanta. Do gimnazjum uczęszczał w Dyneburgu (Dźwińsk), natomiast do seminarium duchownego – w Sankt Petersburgu. Zgodnie z normami kościelnymi przed przyjęciem święceń diakonatu został inkardynowany do archidiecezji mohylewskiej, która wtedy obejmowała całe terytorium caratu, za wyjątkiem Królestwa Kongresowego, znajdującego się także pod władzą carów, ale posiadającego własną metropolię w Warszawie. Święcenia kapłańskie przyjął 4 marca 1900 r., w dzień św. Kazimierza, patronującego od dawna Wielkiemu Księstwu Litewskiemu i Koronie, czyli całej wcześniejszej Rzeczypospolitej. Na początku wypadło mu pracować na terenie Łotwy w parafiach Warklany (Varaklāni) i Bikawa (Bikava). W 1910 r. otrzymał nominację na wikarego parafii pw. św. Katarzyny w Sankt Petersburgu, która była jakby główną parafią dla wszystkich katolików z dawnej Rzeczypospolitej. To właśnie w tej świątyni znajdował się grób ostatniego króla Rzeczypospolitej Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Pracując duszpastersko w parafii pw. św. Katarzyny, bp Teofil jednocześnie kierował budową nowego kościoła – pw. Najświętszego Serca Jezusowego. Wkrótce jednak wybuchła I wojna światowa, następnie rewolucja bolszewicka. Sytuacja wiernych Kościoła katolickiego była coraz tragiczniejsza. Prześladowania Kościoła stawały się bardzo surowe.

Reklama

W szczególnie trudnej sytuacji znalazła się metropolia mohylewska. W 1917 r. nominację na jej arcybiskupa otrzymał bp Edward von Ropp. Był on wcześniej m.in. biskupem wileńskim i tyraspolskim (południe Rosji). Niestety, jego gorliwość pasterska nie uszła uwadze bolszewików i w 1919 r. został aresztowany oraz uwięziony. W ramach wymiany więźniów między Sowietami i Polską został zwolniony i przybył do Warszawy, gdzie pełnił różne obowiązki w Kurii Warszawskiej. Na jego miejsce arcybiskupem mohylewskim został bp Jan Cieplak. Był to kapłan cieszący się wielkim autorytetem wśród wiernych. Pełnił już obowiązki administratora archidiecezji mohylewskiej, z wielką gorliwością zajął się odwiedzaniem parafii i umacnianiem w wierze katolików. Ponownie znalazł się w więzieniu w 1922 r. i w 1923 r. został skazany na karę śmierci, którą zamieniono na 10 lat więzienia. W 1924 r., staraniem rządu polskiego, został wymieniony za działacza sowieckiego i przybył do Polski. Odwiedził Rzym, następnie udał się do USA. W 1925 r. miał objąć metropolię wileńską, ale kilka dni przed ingresem zmarł. Jego ciało przywieziono do Wilna i tam odbył się uroczysty pogrzeb.

Mroki rewolucji

Przypominam tamte czasy, a jednocześnie trudności, w jakich znajdowali się kapłani, aby tym wyraźniej ukazać grozę sytuacji, w jakiej wypadło żyć i pracować nowemu błogosławionemu. Abp Cieślak, przeczuwając aresztowanie, przekazał administrację archidiecezji mohylewskiej ks. Antoniemu Maleckiemu. Kapłan ten urodził się w Sankt Petersburgu 17 kwietnia 1861 r., ale jego rodzina mieszkała w Skoczunach na Żmudzi. Po przyjęciu święceń kapłańskich pracował w Witebsku i Mińsku, a od 1888 r. – w Sankt Petersburgu. Zasłynął jako wychowawca młodzieży i organizator szkoły rzemieślniczej dla chłopców. Był rektorem wyższego seminarium, a od 1917 r. pełnił zadania wikariusza generalnego archidiecezji. Został aresztowany razem z abp. Cieplakiem w 1922 r. Do więzienia trafiło wówczas jeszcze 14 kapłanów, wśród których był również przyszły błogosławiony. Proces pokazowy odbył się w 1923 r. Wszyscy zostali skazani na dalszy pobyt w więzieniu.

Tymczasem w 1925 r. zostali zwolnieni z więzienia zarówno bł. Teofil, jak i ks. Antoni Malecki. Wiązało się to z misją, z jaką przybył do Moskwy na spotkanie z przedstawicielami rządu ks. Michael d’Herbigny, jezuita. Związek Radziecki znajdował się wówczas w wielkim kryzysie gospodarczym, dlatego szukano porozumienia z różnymi krajami i znaczącymi ośrodkami w życiu publicznym. Misja jezuity zajmowała się sprawą sytuacji Kościoła katolickiego i dyskretnie zapewniała, że będzie wspomagała starania miejscowych władz o pomoc materialną z zewnątrz. Ks. d’Herbigny uzyskał zgodę na powstanie diecezji we Władywostoku i na nominację biskupa, którym został ks. Karol Śliwowski, kapłan archidiecezji warszawskiej. Na wschodzie Rosji pracował od lat i był budowniczym kościoła we Władywostoku, który później został katedrą. Rząd sowiecki szybko zniósł powyższą diecezję. Nie ma natomiast żadnych danych o tym, kiedy zginął pierwszy i jedyny jej ordynariusz. Również siedziba tej diecezji z czasem została przeniesiona do Harbina (Chiny).

Dalsze losy biskupa Teofila

Przedziwne są drogi Opatrzności Bożej. Bp Teofil niezbyt długo cieszył się wolnością, ponieważ już w roku święceń biskupich został aresztowany i skazany na 10 lat pobytu na Wyspach Sołowieckich, oczywiście w GUŁagu. 4 lata potem, gdy rząd Litwy zawarł porozumienie z rządem Związku Radzieckiego o wymianie jeńców, bp Teofil wraz z innymi uwięzionymi odzyskał wolność i udał się na Litwę. W 1934 r. odwiedził Wieczne Miasto i spotkał się z Ojcem Świętym Piusem XI, który jeszcze jako ks. Achille Ratti od 1918 r. był przedstawicielem Stolicy Apostolskiej na Litwie i w Polsce. Kolejne 2 lata bp Matulionis spędził w Stanach Zjednoczonych, gdzie odwiedzał środowiska litewskie i niektóre polskie. Przebywał w Nowym Jorku, Cleveland, Sisters i – rzecz jasna – Chicago. W 1936 r. udał się z pielgrzymką do Ziemi Świętej, a gdy wracał na Litwę, nie omieszkał pokłonić się Matce Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze i spotkać się z przyjaciółmi w Warszawie, z którymi tak wiele przeżył i wycierpiał.

Powrót do Kowna otworzył przed nim nowe pole działań. Najpierw został powołany na kapelana sióstr benedyktynek oraz rektora kościoła pw. św. Mikołaja, w którym zaprowadził wieczystą adorację Najświętszego Sakramentu. A jak była potrzeba, pomagał arcybiskupowi kowieńskiemu Juozasowi Skvireckasowi w wizytowaniu parafii. Nie lękał się podjąć urzędu oficjała archidiecezji kowieńskiej i misji naczelnego kapelana Wojsk Litewskich. Sam praktykował i zalecał nabożeństwo do Serca Jezusowego.

Podczas II wojny światowej (1943 r.) papież Pius XII mianował go ordynariuszem diecezji koszedarskiej (Kaišiadorys). Oczywiście, nie był obojętny w czasie hitlerowskich mordów zwłaszcza na los Żydów, którym niósł pomoc. Niestety, po zakończeniu wojny w 1946 r., w wieku 69 lat, został aresztowany przez władze komunistyczne i umieszczony w więzieniu, najpierw w mieście Władimir, a następnie przewieziono go do Mordowii. Dopiero po 10 latach powrócił na Litwę, ale nie mógł zamieszkać w swojej dawnej rezydencji biskupiej. Skierowano go do Birsztan (Birštonas).

Tymczasem bp Teofil nie ustawał w swoich obowiązkach. I będąc na swoistym zesłaniu, w swoim pokoju udzielił potajemnie święceń biskupich późniejszemu kardynałowi – ks. Wincentemu Słodkiewiczowi (Vincentasowi Sladkevičiusowi). Gdy władze komunistyczne się o tym dowiedziały, jako przestępcę wywieziono go nocą 17 października 1958 r. do Szadowa (Šeduva) i tam został przymusowo osiedlony.

4 lata potem św. Jan XXIII obdarzył bp. Teofila godnością arcybiskupią. Zaprosił go do udziału w Soborze Watykańskim II, na co – rzecz jasna – nie zgodziły się władze. Kilka dni później – 17 sierpnia 1962 r. w jego skromnym mieszkaniu przeprowadzono brutalne przeszukiwania. W niecałe 2 tygodnie po owej rewizji bp Teofil odszedł do Pana, dokładnie 20 sierpnia 1962 r., w 89. roku życia. 3 dni później odprawiono uroczyste obrzędy pogrzebowe i pochowano go w krypcie biskupów katedry koszedarskiej.

Tagi:
beatyfikacja

Reklama

Biskupi za procesem beatyfikacyjnym Stefanii Łąckiej

2019-10-11 12:58

eb / Tarnów (KAI)

Konferencja Episkopatu Polski na 384. Zebraniu Plenarnym w Warszawie, na prośbę biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża, wydała pozytywną opinię w sprawie prowadzenia w diecezji tarnowskiej procesu beatyfikacyjnego Stefanii Łąckiej - dziennikarki, która trafiła do Auschwitz i pomagała uwięzionym.

facebook.com

- Daje to możliwość zwrócenia się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o otwarcie procesu beatyfikacyjnego na szczeblu diecezjalnym. Dotychczas, w wyniku przeprowadzonej kwerendy zgromadzono 4017 stron druku materiałów procesowych – informuje ks. prof. dr hab. Stanisław Sojka, mianowany przez biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża postulator w procesie beatyfikacyjnym Stefanii Łąckiej.

Stefania Łącka pochodziła z Woli Żelichowskiej (parafia Gręboszów). Wychowana została w bardzo pobożnej rodzinie. Od dziecka była bardzo zaangażowana w życie religijne swoje parafii. Była członkinią Sodalicji Mariańskiej i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Karsach i Gręboszowie. Przed II wojną światową pracowała w redakcji diecezjalnego czasopisma „Nasza sprawa”. W 1941 roku została aresztowana przez gestapo, a w 1942 osadzono ją w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, gdzie otrzymała numer 6886.

W obozie odznaczała się nieskazitelną postawą wobec więźniarek, którym służyła wsparciem i pomocą. W czasie dziesiątkowania zgłosiła gotowość pójścia na śmierć za współwięźniarkę Helenę Panek, mówiąc: „Nie martw się Helenko, gdyby wyczytali twój numer, to ja wystąpię z szeregu – tyś jest zdrowa i powinnaś przeżyć”.

Pracowała w obozowym szpitalu jako pielęgniarka. Narażając własne życie chrzciła noworodki i usługiwała ciężko chorym. Czuwała przy konających. Zachęcała więźniarki do wspólnej modlitwy. Jako znająca bardzo dobrze język niemiecki pisarka obozowa pomagała współwięźniarkom pisząc listy. Ratowała również chore kobiety podczas selekcji poprzez wykreślanie ich z listy lub zamieniając karty osób przeznaczonych na śmierć na karty zmarłych danej nocy więźniarek. Ocaliła w ten sposób wiele istnień ludzkich. Przez współwięźniarki nazywana była „Ziemskim Aniołem Stróżem”.

Wycieńczona przez warunki obozowe i choroby zmarła 7 listopada 1946 roku. Lekarze badający ciało Stefanii Łąckiej orzekli, że miała „niezmiernie powiększone serce, a płuca jak sito”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: Miejsce zwycięstwa

2019-10-20 15:19

Beata Pieczykura

– Ta parafia jest symbolem zwycięstwa wiary, nadziei i miłości, wierności Bogu, krzyżowi, Kościołowi i Ojczyźnie. Krzyż stał się bramą powstania parafii. Dzisiaj chcemy złożyć nasze dziękczynienie za dar świątyni oraz trud miniowych lat, a jednocześnie powiedzieć, Boże, przebacz tym, którzy tak utrudniali powstanie tej wspólnoty – mówił proboszcz ks. prał. Stanisław Iłczyk 20 października br. w parafii św. Wojciecha BM w Częstochowie, w roku jubileuszu 50-lecia jej istnienia

Beata Pieczykura/Niedziela

Świadectwo wiary, która góry przenosi i angażuje się w Boże sprawy, oraz trud minionych pokoleń przyczyniły się do powstania wspólnoty parafialnej. W tym roku społeczność parafii św. Wojciecha BM w Częstochowie z wdzięcznością przeżywa jubileusz 50-lecia powstania parafii, wysławia Boga i dziękuje za ofiarę pierwszego proboszcza i budowniczego kościoła ks. Józefa Słomiana, bp. Stefana Bareły i biskupów, kapłanów, sióstr zakonnych, szczególnie sióstr nazaretanek, i niezłomnych wiernych dzielnicy Tysiąclecie. Kolejnym radosnym akcentem świętowania jubileuszu była Msza św. celebrowana 20 października br. pod przewodnictwem abp. Wacława Depo, wśród koncelebransów był abp Stanisław Nowak, świadek konsekracji świątyni dokonanej w 1985 r. przez abp. Luigiego Poggiego, bp. Stanisława Nowaka i bp. Franciszka Musiela. Do świętujących abp Wacław Depo powiedział: – Jubileusz to czas szczególnej łaski, wdzięcznej modlitwy, a jednocześnie czas nowych zobowiązań, nowego zapału, nowej nadziei; nadziei, która opiera się na wierze w obecność Boga w tym miejscu i wyraża się w niestrudzonej modlitwie. Na ten czas pozostawił zebranym zadania jubileuszowe, którymi są odkrycie siebie w Bogu i odkrycie Bożej obecności w codzienności.

Beata Pieczykura

Więcej w wydaniu papierowym „Niedzieli Częstochowskiej”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem