Reklama

Niedziela Łódzka

Szlakiem historii i piękna

XVI Zlot Rodzinny Akcji Katolickiej oraz Polskiego Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych w tym roku miał miejsce w Zielonej Górze. Członkowie tych dwóch organizacji od lat łączą odpoczynek z aktywnym spędzaniem wolnego czasu. Co roku wybierają inne miejsca, aby poznać historię danego rejonu, krajobrazy, zabytki sakralne czy pałace

2017-08-16 13:36

Niedziela łódzka 34/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

podróże

wakacje

Marianna Strugińska-Felczyńska

Uczestnicy zlotu

Zielona Góra, miasto na prawach powiatu, położone na zboczu doliny Odry, liczące ok. 140 tys. mieszkańców. Historycznie i kulturowo jest częścią Dolnego Śląska. Patronem miasta jest św. Urban – papież, męczennik, który w tradycji chrześcijańskiej jest uznawany za patrona winiarzy, ogrodników, winnej latorośli oraz dobrych urodzajów.

Zielona Góra jest znana jako polska stolica wina – jest to najwyżej na północ wysunięty punkt na mapie Europy z uprawą winorośli. Wokół miasta położone są liczne winnice. Zielona Góra jest miastem zabytkowym, a z racji niewielkich zniszczeń wojennych pozostała tutaj cała przedwojenna zabudowa. Szczególne walory estetyczne posiada Stare Miasto, liczne kościoły oraz przedwojenne kamienice.

Na szczególną uwagę zasługują z pewnością budowle sakralne. Właśnie na ich przykładach obserwować można, jak łączą się tradycje kulturowe z dawnymi stylami architektonicznymi i z podziwianymi dziś kierunkami w malarstwie i rzeźbie.

Reklama

Pierwszym odwiedzonym przez nas miejscem było sanktuarium Matki Boskiej Rokitniańskiej w Rokitnie, do którego dotarliśmy w drugim dniu pobytu na ziemi lubuskiej. Pierwszy drewniany kościółek powstał w 1333 r., założony przez biskupa poznańskiego Jana Doliwę. W roku 1661 stał się własnością cystersów z Bledzewa. Słynący z cudów obraz Matki Bożej przeniesiono z opactwa bledzewskiego w 1669 r. Pierwszą budowę nowego kościoła rozpoczęto z początkiem XVIII wieku, nie została jednak dokończona. W 1746 r. budowlę rozebrano i zaczęto wznosić obecną świątynię. Ukończono ją w 1756 r. W ołtarzu głównym umieszczono cudowny obraz Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej, ukoronowany koronami papieskimi w 1989 r. Reszta wyposażenia w stylu baroku i rokoko. Obecnie kościół jest najważniejszym sanktuarium maryjnym diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Kościół Matki Bożej Rokitniańskiej od 2002 r. nosi tytuł bazyliki mniejszej. Cudowny obraz Matki Bożej z Rokitna został namalowany na początku XVI wieku przez mistrzów szkoły niderlandzkiej, na drewnie lipowym. Charakterystycznym elementem jest odsłonięte ucho, stąd nazwa obrazu Matka Boża Cierpliwie Słuchająca. Początkowo znajdował się na Kujawach w rękach rodziny Stawickich. Poprzez kolejne darowizny trafił w posiadanie opatów z Bledzewa. Tam stał się słynny z powodu licznych cudów. W 1670 r. 4 marca został uznany za cudowny. Od króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego otrzymał koronę królewską oraz Orła Białego i napis: „Daj, Panie, pokój dniom naszym”. Dzięki temu stał się symbolem polskości w czasie zaborów. Po zapoznaniu się z historią był czas wolny na rozmowy z Matką Bożą Cierpliwie Słuchającą.

Byliśmy też w XIII-wiecznym opactwie cystersów Gościkowo-Paradyż. Z historią tego miejsca zapoznał nas młody kleryk, który nie tylko znał historię, ale pięknie opowiadał o stylach oraz o wierze, z radością i entuzjazmem, tak że wszyscy słuchali z zaciekawieniem. – Historia miejsca sięga odległych czasów średniowiecza – mówił kleryk. – 29 stycznia1230 r. rycerz Mikołaj Bronisz (herbu Wieniawa) podpisał akt darowizny, na mocy którego tereny przeszły w ręce opata cystersów i braci zakonnych z Lehnina (Brandenburgia). W roku 1234 poznański bp Paweł polecił rozpoczęcie budowy nowej świątyni pw. św. Marcina. I tak na rok 1236 datuje się początek działalności klasztoru Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W 1952 r. powołano tu Wydział Filozoficzny Gorzowskiego Diecezjalnego Seminarium Duchowego, a kilka lat później – w 1961 r. całe Seminarium Duchowe z Gorzowa Wielkopolskiego przeniosło się do Paradyża. Dziś poklasztorny kompleks to oficjalna siedziba filii Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Tego samego dnia podziwialiśmy także figurę Chrystusa Króla w Świebodzinie.

Następnym punktem programu była miejscowość Pniewo i Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy. Fortyfikacje Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień to największe pomilitarne podziemia w Europie wybudowane w celu odparcia niespodziewanego uderzenia wojska polskiego. Rozpostarte są na przestrzeni ok. 100 km pomiędzy Wartą i Odrą pośród malowniczych ciągów jezior i licznych kompleksów leśnych. W 1945 r. umocnienia zostały zdobyte przez jednostki radzieckie i następnie wysadzone w powietrze. Zniszczono wiele, ale nie wszystko. W ich obrębie w latach osiemdziesiątych utworzono największy rezerwat nietoperzy w Europie. Jest to zimowa kryjówka dla 35 tys. tych skrzydlatych ssaków.

Prawdziwą perłą wśród wód województwa jest Jezioro Łagowskie. Jedni mogli poleżeć na plaży, inni zwiedzali zamek Joannitów, weszli na wieżę, aby podziwiać panoramę.

Kolejny dzień zaczęliśmy od Sulechowa i późnogotyckiego kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego, dawnego zboru ariańskiego, późnobarokowego zamku z wieżą, ratusza z tablicą Fryderyka Chopina, budynku poczty cesarskiej. Kolejnym punktem programu był renesansowy kościół w Klępsku – prawdziwa perła architektury sakralnej.

Kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny to unikatowy przykład sztuki protestanckiej z elementami renesansowymi. To świątynia, gdzie współistnieją dwie religie – ewangelizm i wiara katolicka. Fakt ten ma niewątpliwie duże znaczenie. Pokazuje, iż dziedzictwo kulturowe Polaków i Niemców zawiera części wspólne. Możliwym było tolerowanie różnic wyznaniowych przed wiekami, więc możliwym jest to i teraz, w chwili integrowania się całej Europy. Renesansowy Kościół w Klępsku zwany jest perłą drewnianej architektury. Powstanie budowli datuje się na wiek XVI. Jako siedziba parafii katolickiej obiekt ten funkcjonował przez blisko trzy stulecia.

Wystrój kaplicy po prostu urzeka swym pięknem. Podziwiać można tu m.in. manierystyczną chrzcielnicę i gotycki ołtarz. Ołtarz Matki Bożej z Dzieciątkiem pochodzi z 1400 r. i jest dziełem dolnośląskiego mistrza. To najcenniejszy zabytek kościoła Najświętszej Maryi Panny. Skarbu renesansowej architektury drewnianej, którego nie da się porównać do żadnego innego na terenie całej Europy.

Następnym punktem programu był Wolsztyn i Muzeum Parowozów, spacer nad jeziorami do parku z neoklasycystycznym pałacem i Obra – a tam kościół Najświętszej Maryi Panny i św. Jakuba Apostoła. Jego wnętrze to perła architektury późnobarokowej. Klasztor cysterski ufundował w 1231 r. Sędziwój z rodu Jeleńczyków, kantor gnieźnieński. W 1238 r. władze zakonu przyjęły fundację i wyraziły zgodę na utworzenie opactwa. Obecny kościół wzniesiono w latach 1722-57. W poł. XVIII wieku ukończono też budowę klasztoru. Jeszcze wcześniej, ok. 1724 r., powstał dwór opacki. W 1796 r. władze pruskie skonfiskowały dobra ziemskie należące do cystersów, a w 1835 r. zlikwidowały klasztor. W 1926 r. do Obry przybyli oblaci, którzy utworzyli tu seminarium duchowne. W czasie II wojny światowej w klasztorze umieszczono najpierw szkołę policyjną, a później szpital. Zakonnicy powrócili do Obry w 1945 r. i wkrótce wznowiono działalność edukacyjną. Wyższe Seminarium Duchowne w Obrze jest sekcją Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Kolejne dni to dalsze bardzo ciekawe i odkrywcze wędrówki po tym pięknym i pełnym historii terenie. Ziemi, która osoby spoza niej przyjęła niezwykle gościnnie i ciepło (bo i pogoda nam dopisała). Do domów powróciliśmy ubogaceni spotkaniem z przeszłością, ale też z ludźmi, którzy przekazali nam wiedzę o minionych czasach.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na rybkę? Do Katanii

2019-12-19 09:41

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 72-73

[ TEMATY ]

podróże

tradycja

Margita Kotas

Jedne z większych okazów – charakterystyczne mieczniki...

Cytrusy i winogrona wyhodowane na południowych stokach Etny, ulice wyłożone bazaltową kostką, zabytkowe świątynie, stare domy o tynkach w kolorze lawy i świeże ryby. Katania zachwyca przybyszów różnorodnością.

Wiele jest powodów, by odwiedzić Katanię. To drugie co do wielkości miasto Sycylii jednych przyciąga zabytkami i swym barokowym klimatem, drugich – bliskością tajemniczej i wciąż groźnej Etny, jeszcze innych, rozmiłowanych w operze – postacią genialnego syna tego miasta, Vincenza Belliniego, który spoczywa w katedrze św. Agaty, a miłośników kuchni – słynną na okolicę pasta alla Norma, nazwaną tak na cześć jednej z oper mistrza. Cokolwiek jednak nie przywiodłoby nas do Katanii, wcześniej czy później, często nawet w sposób niezamierzony, trafimy w końcu na znajdujący się kilka kroków od katedry Mercato dei Pescatori – targ rybny i przepadniemy z kretesem. Ja przepadłam.

Scena operowa

Saaaaarde! Freschisimmi! – Sardynki! Najświeższe! Nawoływanie sprzedawcy jest tak donośne, że podskoczywszy w miejscu, niemal wypuszczam z rąk aparat. Uśmiecha się do mnie od ucha do ucha, zadowolony z wrażenia, jakie na mnie zrobił. Chociaż nie o wrażenie przecież chodzi. Najważniejsze to szybko sprzedać towar, a ten jest naprawdę najświeższy – na katańskim targu swój połów z prowizorycznych straganów sprzedają miejscowi rybacy. Bazaltowa kostka placu ocieka morską wodą, w powietrzu ogrzewanym sycylijskim słońcem unosi się intensywny zapach morza i ryb. Słońce nie sprzyja świeżości wystawionego tu towaru, dlatego liczą się czas i szybkość. Wiedzą o tym zarówno katańskie gospodynie domowe, które ze znawstwem dokonują przeglądu zawartości straganów, jak i rybacy, którzy z werwą nawołują klientów do swoich stoisk. Okrzyki są nie tylko donośne, ale i niesamowicie śpiewne. Ich melodie, choć konkurencyjne, tworzą niezwykłą harmonię. Zaskakują doskonale postawione głosy rybaków. To zabawne, ale nie w Mediolanie, a właśnie tu, na katańskim targu rybnym, uświadamiam sobie najmocniej, że Włochy to kraj słynnych oper. Jakby nad targiem unosił się duch samego mistrza Belliniego. Otoczony ciemnymi kamienicami placyk jest sceną niezwykłej, powtarzającej się od wieków opery.

Królestwo ryb

Affogaaato! – Ośmiornica! – niesie się z jednej strony. Spaaada! – Miecznik! – odkrzykuje ktoś z drugiej. Orati, dentici! – trzeci głos zachęca do kupienia krewetek. Nie mniejsze wrażenie niż kunszt wokalny rybaków robi na mnie bogactwo ich połowu. Różnorodność ryb i owoców morza jest ogromna. Od drobnych sardynek po ogromne cernie i tuńczyki, ćwiartowane na życzenie klientów tasakami wielkimi niczym topory. Wyglądające jak straszydła żabnice, morszczuki, przeplatane koralem barweny, piotrosze niczym kosmiczne stwory z fantazyjną płetwą grzbietową, różne gatunki dorady, strzępiele, charakterystyczne mieczniki i pałasze ogoniaste – ryby o długich, płaskich ciałach przypominających ostrza piły; jedne rozciągnięte w całej swej długości, inne fantazyjnie zwinięte przez rybaka w rulony srebrzą się w słońcu Sycylii. Kalmary i barwiące ciemną sepią mątwy, a tuż obok małże i omułki. Małe ślimaczki, które desperacko starają się uciec ze skrzynki. Niektórym ta sztuka się udaje, jedne więc swoim ślimaczym tempem zmierzają pod stragany, inne po ich powierzchni suną w kierunku pęczków cebuli, które ni stąd, ni zowąd rozsiadły się wśród morskich stworzeń.

Królestwo ryb wciąga tak mocno, że przestaje się kontrolować czas. Fascynują zarówno różnorodne stworzenia, jak i rybacy, którzy panują niepodzielnie na swoich straganach. Mężczyźni o ogorzałych, pociętych morskim wiatrem twarzach z wprawą ćwiartują i filetują ryby, by po chwili rozpocząć swój wokalny popis nawoływania klientów. Główni aktorzy tego targowego spektaklu bez niechęci spoglądają w obiektyw aparatu, nic sobie nie robiąc z poplamionych rybimi łuskami i wnętrznościami swetrów. W naciśniętych na głowy czapkach, z papierosami w kącikach ust, posyłają szelmowskie uśmiechy turystkom – świadomi bycia częścią składową jednej z największych katańskich atrakcji.

W cieniu wybuchowej sąsiadki

Historia Katanii położonej u południowych podnóży Etny jest z nią dramatycznie spleciona. Miasto założone przez Greków w 729 r. przed Chr. na przestrzeni wieków było wprawdzie zdobywane i przechodziło z rąk do rąk, ale największe zniszczenia zadała mu natura. W 1669 r. część miasta i szesnaście okolicznych wiosek zalała lawa Etny. Z pomocą przerażonym mieszkańcom przyszła patronka miasta – św. Agata, to jej welon wyniesiony w procesji przez ludność zagrodził bowiem drogę i zmienił bieg lawy, która skręciła przed klasztorem Benedyktynów i spłynęła do portu, po czym wdarła się 700 m w głąb morza. Dziś miasto odbudowane w 1693 r., w dużej mierze ma kolor lawy, a wiele budowli w jego starej części jest pokrytych tynkiem z krzemionki robionej z pyłu wulkanicznego. Lawą, która wpłynęła do miasta w pamiętnym 1669 r., wybrukowano część ulic. Imię Etny nosi główna ulica Katanii Via Etnea, gdzie w l`ora del gelato – tzw. porze jedzenia lodów, godzinę przed zmierzchem – mieszkańcy miasta gromadzą się na passegiatę, wieczorny spacer. I choć często spoglądają w kierunku Etny, nie czują lęku, dumni jak ich odbudowane miasto. Nie bez kozery na jednej z bram miasta wykuto napis: „Podnoszę się z popiołów jeszcze piękniejsza”.

CZYTAJ DALEJ

Tajna misja: Małżeństwo

2020-01-19 08:20

[ TEMATY ]

rodzina

małżeństwo

freelyphotos.com

Dawniej słowo misja kojarzyło mi się z dwoma obrazkami: karabiny w rękach wojskowych w odległych krajach i małe afrykańskie dzieci bawiące się w promieniach słońca. Nigdy nawet nie pomyślałem, że misja może stać się częścią mojego życia.

Nie chodzi o to, że nagle zostawiam wszystko i wskakuję w mundur, bądź strój misjonarza, choć do tego drugiego znacznie mi bliżej i nie ukrywam, że jest to moim cichym marzeniem, chodzi o to, że misja stała się jakby częścią mojego życia, nadała jemu nowy, dotąd nieznany tor.

Osiem miesięcy temu w podhalańskim kościele parafialnym odbyło się „posłanie na misje” mnie oraz mojej już teraz.. Żony. Podjęliśmy decyzję aby być z sobą na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, w radości i smutku, już do końca życia. Podjęliśmy jedną z najtrudniejszych misji w tych czasach, misji w której wróg naciera z coraz większą siłą, w której współczesny świat chce zatrzeć jej właściwy sens. Misja małżeństwa, oto największa walka współczesności. To właśnie o rodzinę toczy się największy bój, w którym nie możemy pozostać bierni.

Choć osiem miesięcy to nieduży okres czasu, już zdążyłem zauważyć jak wiele dobra i miłości Bóg czyni poprzez sakrament małżeństwa.

Nie jest to na pewno łatwa droga, jednak jest idealna do tego, aby pokonywać swoje własne słabości, swój egoizm, swoją pychę i zadumanie, pomagać rozwijać się współmałżonkowi.

Małżeństwo każdego dnia uczy mnie pokory i prawdziwego sensu życia, którym nie jest zdobywanie kolejnych sukcesów, ale pokorne służenie drugiej osobie. Miłość to coś więcej niż romantyczne przytulenia o zachodzie słońca. Miłość to znoszenie wad drugiej osoby i kochanie mimo wszystko. Pragnienie dobra i czynienie go dla współmałżonka.

Małżeństwo i rodzina są dziś na celowniku szatana. Nie boję się stwierdzenia, że to właśnie od obrony rodziny przed jej rozbiciem, zależą nasze dalsze losy. Czeka nas największa i najtrudniejsza misja o jakiej słyszał świat. Zachód Europy, większość mediów i tzw. nowoczesna kultura tolerancji, już wytaczają ciężkie działa.

Propagowanie rozwiązłości, moda na zdrady i rozwody, szybkie życie, używki w rodzinie, popieranie aborcji, in vitro, czy rozbijanie pojęcia rodziny i próba tworzenia z niej karykatury tworzonej przez osoby tej samej płci.. Ataki na chrześcijańskie wartości prowadzone są dziś na każdym polu i to właśnie od nas zależy, czy będziemy umieli je obronić. Od nas zależy czy wypełnimy naszą misję dzieci Bożych należycie, czy poddamy się i popłyniemy z prądem współczesności.

Bóg tworząc ludzi na swoje podobieństwo, stworzył nas jako kobiety i mężczyzn i jedynie w takim połączeniu możemy tworzyć nierozerwalne z Nim małżeństwo, mogące z miłości rodzić nowe życie. Podstawą w dobrze wypełnionej misji, jest zrozumienie jej prawdziwego sensu. Kryzys małżeństwa moim zdaniem zaczyna się właśnie tutaj, w niezrozumieniu jego istoty, bo nie jest ono przestrzenią do zaspokajania swoich żądz i pobudek seksualnych, jak wielu się wydaje. Małżeństwo to przestrzeń cudów, w której na mocy sakramentu obecny jest sam Jezus.

Bóg obecny pośród małżonków tworzy z nimi wspólnotę miłości, w której podstawowym celem jest poznawanie tej miłości i dzielenie się nią. Małżeństwo powinno kierować małżonków w stronę Boga.

Wspólna modlitwa, udział w Eucharystii, częsta spowiedź, zgłębianie lektury chrześcijańskiej, to wszystko otwiera nas na głębsze poznanie Stwórcy i chęć wspólnego służenia Jemu oraz bliźnim, co właśnie jest istotą małżeństwa. Wspólne wzrastanie w wierze, głębokie praktykowanie jej i pokorna służba miłością, oto przepis na udane małżeństwo.

Nadchodzą trudne czasy, o ile już nie nadeszły. Dziś jak nigdy musimy paść na kolana i z różańcem w ręku „zbroić się” na tą jakże ciężką misję. Misję obrony małżeństwa, rodziny i wartości chrześcijańskich. Wróg ma cały arsenał wymierzonych w nas broni, ale czy naprawdę mamy się tego lękać? Czy to nie raczej zło powinno się bać? W końcu nasza misja to misja zlecona od Najwyższego, a jeśli On, „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” jest z nami, to kogóż mielibyśmy się lękać?!

____________________________________________________

Artykuł zawiera treść tekstu pochodzącego z miesięcznika "Wzrastanie". Więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Przygarniajcie siebie nawzajem

2020-01-20 09:50

yanlev/fotolia.com

Osławiony „Blue Monday”, czyli trzeci poniedziałek miesiąca, ponoć najsmutniejszy dzień w roku, przypomina o samotności, dżumie XXI w. Oddala nas od siebie wyścig szczurów w dążeniu do zysku i sławy, oddala także uzależnienie od smartfonów.

Lublin ma długą tradycję otwartości na dzieła wspólnotowe. Tu początki miał polski neokatechumenat (kościół św. Piotra) i pierwsze grupy Comunione e Liberazione (środowisko KUL); tutaj też rozwijał się Ruch Światło-Życie animowany przez księży Franciszka Blachnickiego i Wojciecha Danielskiego (Sławinek).

Przygarniajcie siebie nawzajem, jak i Chrystus przygarnął was - apelował św. Paweł (Rz 15,7). W Bożym Narodzeniu zostaliśmy przygarnięci przez Chrystusa. Na trudne czasy szalejącej samotności musimy stawać przy ludziach. To dzieje się przez częste spotkania, szczere rozmowy i dawany innym czas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję