Reklama

Poszli i głosili

2017-08-24 10:11

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 35/2017, str. 1, 6

TER

Bez pieniędzy, telefonów i bez żadnych zabezpieczeń wędrowali przez tydzień po Polsce, po parafiach na Litwie, Łotwie i w Estonii, głosząc Dobrą Nowinę i dając świadectwo życia napotkanym osobom. Wrócili, by dzielić się swoją radością z ewangelizacji, opowiadać o cudach, jakie Pan Bóg przygotował dla nich i tych, którzy słuchali Ewangelii, o noclegach pod chmurką i królewskim przyjęciu u ludzi, o przyjęciu Chrystusa przez ostatnich ubogich i bezdomnych, o uściskach dłoni z muzułmanami i o bolesnym odrzuceniu

Na wędrowanie „po dwóch”, „po dwie” z neokatechumenatu z terenu diecezji kieleckiej wyruszyło szesnaście osób, byli to księża, osoby starsze i całkiem młode. Wszystkich posłanych w Polsce było ośmiuset.

Małgorzata: – Zrobiłam to dla Carmen Hernández. Jak tylko usłyszałam o tym wędrowaniu, zapragnęłam pójść. Pan Bóg wszystko zaplanował. Dał nam też łaskę pokory. Z moją młodszą socjuszką (współtowarzysząca siostrą) nie kłóciłyśmy się. Wylosowałyśmy Olkusz i okolice. Na początku myślałam, że trochę bez sensu jest to chodzenie po mieście, wtedy moja socjuszka zobaczyła kwiaciarnię o nazwie Carmen. – Spójrz! – zawołała. Wtedy zrozumiałam, że Carmen naprawdę nam towarzyszy. Spałyśmy na plebanii w dość trudnych warunkach, ale Pan Bóg się o nas troszczył. Gdy siedziałyśmy na rynku i odmawiałyśmy brewiarz, zaczepił nas wikary z pobliskiej parafii. Rozmawiał z nami o misji, kupił nam całe siaty jedzenia. Potem żywiłyśmy się zupą z ubogimi w Caritasie. To oni nam powiedzieli: „Jedźcie do Kluczy. Tam jest DPS”. Pojechałyśmy tam. To jest dom, gdzie żyją ludzie z marginesu, wykluczeni, kobiety, które kiedyś porzuciły dzieci, niepełnosprawni, ubodzy. Dom prowadzi pewien pastor. Zaczęłyśmy im głosić Ewangelię. Słuchali. Zobaczyłam, że oni są głodni Eucharystii i sakramentów. Jadłyśmy z nimi posiłek, rozmawiałyśmy z nimi i dawałyśmy im swoje świadectwo – opowiadała Małgorzata.

Ks. Krzysztof: – To były najpiękniejsze chwile w moim życiu – mówił po powrocie. Wędrował razem z seminarzystą z Włoch po Kownie i okolicach. – Przed katedrą spotkaliśmy cztery młode osoby, zaczęliśmy im głosić kerygmat. Jedna z dziewczyn, która słuchała, zaczęła płakać. „Ojcze, ja chcę wam coś ofiarować” i wyciągnęła pieniądze. Ona taka uboga, chciała się jakoś odwdzięczyć. – Nie, nie trzeba nic – mówię do niej... Spotykaliśmy tyle kobiet i mężczyzn zniszczonych przez alkohol. Niektórzy na samo słowo „Bóg” reagowali ostro. „Tylko nie mów mi o Bogu!”. – Wędrowaliśmy po osiem, dziesięć kilometrów pieszo i głosiliśmy Dobrą Nowinę. Jak tylko chcieliśmy odpocząć, przychodzili do nas ludzie i znowu mówiliśmy im o Bogu. W drodze powrotnej jechaliśmy w autobusie z muzułmanami. Podszedł do mnie jeden z nich. – Ty jesteś księdzem? Czym się modlisz? Co to jest, Biblia? – Zacząłem mówić mu o Jezusie. Na koniec podróży ten człowiek i każdy z tej grupy muzułmanów uścisnął nam dłoń. To było niesamowite doświadczenie – mówił.

Reklama

Helena: – Wędrowałyśmy z moją socjuszką Olą po Bytowie. Nie miałyśmy noclegu, pierwszą noc spędziłyśmy w parku, pod zadaszoną sceną, schroniłyśmy się tutaj przed deszczem. Pewnego dnia spotkałyśmy bezdomnego. Był w strasznym stanie, z ropiejącą raną nogi. Poruszyło mnie to, co powiedział kilkakrotnie: „Sięgnąłem dna”. Kilka dni we mnie to pracowało. W końcu zrozumiałam, że ten człowiek był tak naprawdę posłany do mnie – spotkały się dwie nędze... W kolejnych miejscowościach w parafiach chętnie nas przyjmowano. Nawet księża opłacili nam hotel. Pan Bóg dosłownie spełniał nasze zachcianki, bardzo się o nas troszczył. On prowadził nas – opowiadała Helena.

Marta: – Wylosowałam Warszawę. Jestem bardzo młoda i bałam się, czy dam radę, bo moja socjuszka Wiktoria też jest młoda. Na Pradze weszłyśmy do kościoła na Mszę św. Jakaś starsza pani pomogła znaleźć nam nocleg. Ogólnie ciężko nam było o nocleg, często nam odmawiano pomocy. I bardzo to odrzucenie przeżywałam. Jednak głęboko w sercu zapadł mi ostatni dzień. Siedziałyśmy już na dworcu, czekając na pociąg. Podeszła starsza kobieta i zaczęła pytać, jaki kolor włosów ma sobie zrobić, bo właśnie idzie do fryzjera. Zaczęła opowiadać nam o sobie i powiedziała że nie chce już żyć, nie chce na starość leżeć w samotności w pampersie... Zaczęłyśmy głosić jej kerygmat i mówić, że Chrystus ją kocha. Ona w płacz, była bardzo poruszona.

Grzegorz: – Dla mnie podjeść do kogoś obcego na ulicy i głosić Dobrą Nowinę, to zawsze był jakiś kosmos. Bałem się odrzucenia – mówił Grzegorz, który wybrał się na wędrowanie razem z seminarzystą z seminarium Redemptoris Mater. Pierwszego dnia nie mieliśmy noclegu. Nawet w zakonie nas nie przyjęli, chociaż była kulturalna rozmowa. Tego dnia lało dwadzieścia cztery godziny. Weszliśmy do kościoła i modliliśmy się długo, czekając aż przestanie padać. Nigdy nie odmówiłem wcześniej czterech części Różańca. I dowiedziałam się, że na końcu brewiarza są litanie (śmiech). Pierwszego dnia spotkaliśmy dwóch bezdomnych. Jeden z nich (Krzysiek miał na imię) słuchał, połykając każde zdanie. Otworzyliśmy mu słowo. Był bardzo wzruszony. Sam fakt, że ktoś do niego mówi, że ksiądz (tak mówił na seminarzystę) z nim rozmawia, był dla tego człowieka wielkim przeżyciem. Na drugi dzień spotkaliśmy tych samych dwóch mężczyzn, siedzieli na ławce w pobliżu kościoła. Ledwo rozpoznałem Krzyśka. Był bardzo pobity, twarz zakrwawiona, opuchnięta. I on – bezdomny i ubogi – mówi do nas: – Słuchajcie, macie gdzie spać? Bo ja mam kolegę i on was przyjmie. – Było to dla mnie niesamowite. Zamiast myśleć o sobie, on zatroszczył się o nas. Tak się stało, poszliśmy do jego kolegi na ten nocleg. Miał maleńki pokoik. On udostępnił, nam – obcym ludziom, mieszkanie, a sam poszedł spać na dół do znajomych, także kiedyś bezdomnych. Któregoś dnia spotkaliśmy młodego chłopaka. Opowiedział nam swoją historię. Uciekł z domu. Wychowywał się w rodzinie alkoholowej, ojciec go katował, wybił mu cztery zęby. – I gdzie jest Bóg? – pytał nas. Wobec tego niewinnego cierpienia doświadczyłem ogromnej bezsilności. Otworzyliśmy mu słowo. Czytam: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. To był dla mnie tak mocny znak od Pana Boga. Na przystanku odmówiliśmy razem „Ojcze nasz”. Przez kilka dni zanurzyliśmy się w życie tych ubogich, bezdomnych. Oni tam zostają ze swoim cierpieniem i historią. Nie wiem, co z nimi będzie, ale zrozumiałem dzięki tej misji, na którą byliśmy posłani, ci ludzie w naszych osobach mogli spotkać Jezusa Chrystusa i doświadczyć Jego miłości.

Michał: – Razem z moim socjuszem Siergiejem zostaliśmy wysłani do Wodzisławia Śląskiego. Odwiedzaliśmy osiedla, domy. Kiedyś otworzył nam mężczyzna, Marcin. Jego partnerka, z którą mieszkał, była chora na raka, opiekował się nią. Ten mężczyzna powiedział nam, że czekał na nas trzy lata. Uderzyło mnie to bardzo. Nie wiem, jak to działa, ale wierzę, że za tym stoi Pan Bóg. Opowiedział nam o swoim życiu, o narkomanii. Powiedzieliśmy mu o wspólnotach neokatechumenalnych i zaprosiliśmy go na Eucharystię. Przyszedł i był bardzo zadowolony. Innego dnia zapukaliśmy do pewnego domu. Otworzył nam młody chłopak w moim wieku. Klasycznie zaczęliśmy od kerygmatu. On zaczął mówić, że jego mama nie żyje, a była to najukochańsza osoba dla niego. Pytał nas, gdzie jest w tym wszystkim Bóg. Wtedy ja wzruszony opowiedziałem mu o swojej najukochańszej maleńkiej siostrze, którą straciłem. Była jeszcze pod sercem mojej mamy. On miał świeczki w oczach i ja. I w jego spojrzeniu widziałem swoje cierpienie. Wtedy zrozumiałem, że Bóg tą moją historią może zbawiać innych.

Maria: – Przez trzy dni nie mogłyśmy znaleźć noclegu, posiłku. Wręcz zostałyśmy odrzucone. Ale wiem, że to cierpienie, niegodności i trudności miały sens, były dla Kościoła, dla Chrystusa. Ewangelizowałyśmy w hospicjum, barakach, w dzielnicy Świadków Jehowy. W tych odrzuconych ludziach zobaczyłam Jezusa Chrystusa.

Ala: – Podczas wędrowania czasem żywiłyśmy się kukurydzą z pola, marchewką. To dla mnie były smaki dzieciństwa. Niesamowite były spotkania z młodzieżą piękną, poranioną, i z galeriankami, które przytulały się do nas, płakały. Od jednej usłyszałam: „Chciałabym mieć taką babcię”.

Adam: – Podczas wędrowania doświadczyłem ogromnej miłości Pana Boga. Głosiliśmy z chłopakiem z Rzeszowa Ewangelię w Rydze. W parku miejskim spotkaliśmy dwóch starszych panów. Powiedzieliśmy im Dobrą Nowinę. Jeden był bardzo wzruszony. – Chrystus ciebie kocha. On połykał każde słowo, płakał. Mówił, że nie widział tak dawno swojej rodziny. Nie zna swoich wnuków. To słowo dotykało go bardzo głęboko. Odwiedzaliśmy DPS. Tam mieliśmy mnóstwo pracy. Głosiliśmy kerygmat wszystkim, a ja udzielałem sakramentu namaszczenia chorych. Całowałem tych chorych i czułem tak, jakbym dotykał Chrystusa – relacjonował.

Tagi:
ewangelizacja neokatechumenat

Rozpoczęła się Wakacyjna Ewangelizacja Bieszczadów

2019-07-16 14:18

pab / Polańczyk (KAI)

Nad Jeziorem Solińskim rozpoczęła się Wakacyjna Ewangelizacja Bieszczadów „Bieszczady dla Jezusa 2019”. Do czwartku ewangelizatorzy będą odbywać rekolekcje oraz przygotowywać się pod względem warsztatowym. Akcja ewangelizacyjna rozpocznie się w piątek.

wikipedia.org

– W naszej ekipie są ludzie z różnych środowisk i z różnych stron Polski. Rekolekcje to czas, żeby złapać wspólnotę ze sobą. To też warsztaty do akcji. Uczestnicy bardzo doceniają tan czas. Najpierw my się umacniamy, żeby później iść i przekazać to dalej – mówi w rozmowie z KAI ks. Mateusz Rutkowski, moderator Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Jakuba Apostoła Archidiecezji Przemyskiej.

W akcji uczestniczy 70 osób dorosłych. Niektórzy przyjechali całymi rodzinami. Jedną z ewangelizatorek, która przyjechała kolejny już raz, jest Jadwiga Komenda. – Na przybliżanie się do Pana Boga nigdy nie jest za późno i nigdy nie można powiedzieć, że już jestem na tyle uformowany, że nie potrzebuję rekolekcji – mówi o przeżywanym obecnie czasie. – Ten czas pomaga budować wspólnotę i przygotować się do wyjścia do ludzi – dodaje.

– Wakacyjna Ewangelizacja Bieszczadów mocno wpisała się w moje życie. Odczuwam pragnienie, żeby tu być. Nawet urlop podporządkowuję pod ewangelizację – opisuje.

Ks. Maciej Ziębiec, redemptorysta z Torunia. W pierwszej homilii wskazywał, że Chrystus stawia pytanie: „Po co tutaj jesteś, co chcesz zrobić z tym czasem?”.

W czwartek wieczorem w Sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości w Polańczyku abp Józef Michalik będzie przewodniczył Mszy św. posłania dla ewangelizatorów. W piątek i sobotę zaplanowany jest specjalny performance na Zaporze Solińskiej.

W piątek wieczorem ulicami Polańczyka przejdzie Droga Krzyżowa, a w sobotę w tamtejszym amfiteatrze „Christo Dancing”, który poprowadzi DJ Cris. – Ma to być doświadczenie Kościoła, który nie jest w grobie, ale się bawi i potrafi to robić bez używek – zaznacza ks. Rutkowski.

W niedzielę natomiast na plaży odbędzie się festyn i koncert zespołu Bankruci.

Wakacyjną Ewangelizację Bieszczadów koordynuje Szkoła Nowej Ewangelizacji Św. Jakuba Apostoła Archidiecezji Przemyskiej i Katolickie Stowarzyszenie „Unum”. Włączają się w nią inne ruchy i stowarzyszenia katolickie działające na terenie archidiecezji przemyskiej.

Bieszczadzkiemu spotkaniu patronuje metropolita przemyski abp Adam Szal.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: w listopadzie Franciszek odwiedzi Tajlandię i Japonię

2019-07-18 13:09

kg (KAI/RD) / Watykan

W dniach 19-26 listopada Franciszek odbędzie swą siódmą w tym roku a 32. od początku pontyfikatu podróż zagraniczną – tym razem do Tajlandii i Japonii. Będzie to zarazem jego ósma wyprawa do Azji i druga, podczas której przeleci nad przestrzenią powietrzną komunistycznych Chin. Po raz pierwszy doszło do tego w połowie sierpnia 2014, gdy Ojciec Święty odwiedził Koreę Południową.

pl.wikipedia.org

Według dotychczasowych, wstępnych ustaleń papieska pielgrzymka apostolska obejmie stolicę Tajlandii – Bangkok oraz Tokio, Hiroszimę i Nagasaki w Japonii, nie można jednak wykluczyć, że do programu wizyty dojdą też inne jeszcze miasta.

Będzie ona miała liczne aspekty duszpasterskie i geopolityczne. Głównymi elementami podróży do Japonii będą uczczenie przez papieża-jezuitę wielowiekowej obecności jego współbraci zakonnych w tym kraju oraz spotkanie z władzami i społeczeństwem państwa, które w tym roku gości spotkanie Grupy 20 i odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu stabilności na Dalekim Wschodzie.

Zdaniem wielu obserwatorów Ojciec Święty, znany ze swego zaangażowania na rzecz pokoju, w Japonii z pewnością poprosi o wybaczenie w imieniu całej ludzkości za bomby atomowe zrzucone przez Amerykanów w sierpniu 1945 na Hiroszimę i Nagasaki. W pewnym sensie „wyręczy” więc ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę, który w czasie swej wizyty w Japonii w maju 2016 nie zdobył się na podobny gest. Innym pokojowym punktem odniesienia może też być zachęcenie rządu w Tokio, aby nie wyrzekał się konstytucyjnego zakazu posiadania sił zbrojnych, zawartego w art. 9 japońskiej ustawy zasadniczej.

Oba państwa azja6tyckie będą po raz drugi gościły biskupa Rzymu, po św. Janie Pawle II, który odwiedził najpierw Japonię w dniach 23-26 lutego 1981, a następnie Tajlandię – 10-11 maja 1984. Na trasie tej pierwszej podróży znalazły się wówczas te same miasta, w których będzie przebywał teraz papież Bergoglio, podczas gdy program pobytu w Tajlandii obejmował Bangkok, Phanat Nakhon i Sampran.

W tym drugim kraju, którego mieszkańcy w większości wyznają buddyzm, właśnie dialog międzyreligijny będzie z pewnością jednym z najważniejszych punktów programu.

W tym roku Ojciec Święty odwiedził już Panamę (23-25 stycznia), Zjednoczone Emiraty Arabskie (3-5 lutego), Maroko (30-31 marca), Bułgarię i Macedonię Północną (5-7 maja) oraz Rumunię (31 maja-2 czerwca). Na 4-10 września zaplanowano jego podróż do Mozambiku, na Madagaskar i Mauritius.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Paryż: pożar katedry Notre-Dame przebudził wiarę

2019-07-18 17:24

vaticannews.va / Paryż (KAI)

Trzy miesiące po pożarze odbudowa katedry Notre-Dame jeszcze się nie rozpoczęła. Wciąż jesteśmy na etapie zabezpieczania budynku. Potrwa to jeszcze z dwa, trzy miesiące – powiedział rektor katedry ks. Patrick Chauvet.

SatyaPrem/pixabay.com

Przyznał on, że prawdziwa rekonstrukcja rozpocznie się najwcześniej w styczniu lub w lutym. Jej celem będzie przywrócenie w miarę możliwości pierwotnego kształtu świątyni. Wyjątkiem jest powstała później iglica, w której, jak chce tego prezydent Emmanuel Macron, może się pojawić jakiś element upamiętniający samą odbudowę.

Zdaniem ks. Chauvet niedorzeczne są natomiast postulaty, by zmodyfikować kształt czy przeznaczenie katedry, na przykład w postaci basenu czy szklanego tarasu widokowego na jej dachu. Świątyni tej nie można też przemienić w muzeum. Zgodnie z prawem o rozdziale państwa od Kościoła ma ona swego użytkownika, a jest nim paryska diecezja. Katedra to przede wszystkim miejsce kultu. Tak też odbierają to sami Francuzi. Pożar w Notre-Dame był dla nich wstrząsem i w wielu obudził wiarę – uważa rektor katedry.

- W każdym razie wydarzenie to obudziło emocjonalną warstwę wiary i modlitwy. Choć dziś z powodu zanieczyszczenia ołowiem nie można się jeszcze zbliżać do katedry, to jednak wielu przybywających tu pielgrzymów przyznaje, że ten pożar rozbudził w nich wiarę – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Chauvet. – Gdyby był tu dziś Bernanos, to na pewno nawoływałby wszystkich katolików: obudźmy się, bo to był znak. Okazuje się, że nadal tli się w nas żar wiary. Wystarczy dmuchnąć, a ogień na nowo zapłonie. Wiara w naszym kraju na pewno jest uśpiona, ale wydarzenie takie jak ten pożar poruszyło serca naszych rodaków. Wiem co mówię. Bo widzę ludzi, którzy przychodzą, płaczą. Otrzymuję mnóstwo listów, w których ludzie opowiadają, jakim wstrząsem dla ich wiary był ten pożar. Ale ten wstrząs nie zachwiał ich wiary, on ją przebudził.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem