Reklama

Niedziela Lubelska

Być dla chorego jak chleb

Z Justyną Walecz-Majewską, prezes Hospicjum im. św. Matki Teresy w Puławach, rozmawia Agnieszka Marek

2017-08-24 10:11

Niedziela lubelska 35/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

wywiad

Agnieszka Marek

Justyna Walecz-Majewska

AGNIESZKA MAREK: – Działalność hospicjum to jedna z form realizowania charyzmatu patrona Puław, św. Brata Alberta…

JUSTYNA WALECZ-MAJEWSKA: – Oczywiście. Mam przekonanie, że św. Albert byał głosicielem idei, które głoszą hospicja: najważniejszy nie jest zysk, ale to, aby dać podopiecznym dom. Chodzi właśnie o to, aby – jak mówił św. Albert – być dobrym jak chleb, czyli zejść do poziomu największej prostoty i nie opierać się na górnolotnych hasłach, tylko dać człowiekowi to, czego mu najbardziej potrzeba. Dla człowieka chorego na raka, oprócz medycyny, którą tu oczywiście dostaje, najważniejszy jest drugi człowiek. To jest ten chleb, który trzeba dać na czas choroby. Jednym z haseł określających misję hospicjów, które ja najbardziej lubię, jest takie zdanie: „Nie potrafię dodać dni do twojego życia, ale zrobię wszystko, żeby dodać życia do twoich dni”. Nie wiemy, ile czasu ma konkretny człowiek. Pytanie do Pana Boga: „Dlaczego ten człowiek odchodzi?” jest zawsze obecne i im dłużej pracujemy, tym więcej pojawia się pytań, na które nie znajdujemy odpowiedzi, ale wiem na pewno, że najważniejsze w tych chwilach jest to, aby człowiek był przekonany, że nie jest sam, że ma na kogo liczyć. Cecily Sanders z Londynu, założycielka ruchu hospicyjnego, mówiła: Jesteś ważny, bo to jesteś ty; jesteś ważny do samego końca. Choroba nie odbiera człowiekowi podmiotowości, jego godności. Często rozmawiamy z rodzinami, gdyż mają one chęć decydować za chorego, chcą mu na siłę przedłużyć życie. Tymczasem to pacjent ma prawo o sobie decydować i ma prawo nie mieć już siły walczyć. Ma prawo walczyć o siebie, jeśli chce, ale z drugiej strony ma prawo nie poddawać się temu, co my nazywamy uporczywą terapią. Nasza rola w hospicjum jest bardzo trudna, ale piękna. Jeżeli chcemy nieść pomoc pacjentom i ich rodzinom, trzeba znaleźć w sobie współczucie. Bywa, że płyną łzy, bo trudno się pogodzić ze śmiercią rodzica czwórki dzieci, ale nie zamienilibyśmy naszej pracy na żadną inną, ani swojego podejścia do tej pracy.

– Okazją do rozmowy jest piknik „Dziękujemy za 1%”. Skąd się wzięła idea takiego spotkania?

– Nasze hospicjum niemal od początku jest organizacją pożytku publicznego i korzysta z 1% podatku przekazywanego przez darczyńców. Pozyskiwana w ten sposób kwota to niemal 10% naszego rocznego budżetu. Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje naszą działalność na poziomie ok. 60%. Dzięki charytatywności ludzi dobrej woli nasze hospicjum funkcjonuje właściwie bez żadnych długów. W dużej części są to ci sami ludzie; wiemy o tym, gdyż na początku działalności OPP dostawaliśmy od Urzędu Skarbowego imienny wykaz darczyńców. Teraz nie ma takiej możliwości, dlatego organizujemy koncerty plenerowe i pikniki, które są podziękowaniem za ofiarne serca. Poza tym piknik staje się puławskim świętem charytatywności. Dla mnie osobiście jest to niesamowicie wzruszający dzień, dodający wiary w ludzi, bo nagle cały pl. Chopina zapełnia się osobami, które chcą dać coś od siebie dla hospicjum. Pan Bóg chyba lubi te nasze imprezy, bo co roku mamy dobrą pogodę. Różne atrakcje dostępne są za cegiełki, z których dochód zasila nasze hospicyjne konto. Satysfakcja po tym pikniku jest ogromna, gdyż przez cały dzień spotykamy się z ludźmi, którzy najprościej mówiąc, nam błogosławią.

– Co można sfinansować za pieniądze, które dostają Państwo z 1%?

– NFZ ma swoje wymogi odnośnie prowadzenia hospicjum, włącznie ze standardami zatrudnienia. Koszt funkcjonowania na wymaganym przez NFZ poziomie to 405 zł za osobodobę, a my do tej pory otrzymywaliśmy 210 zł, czyli połowę. W tym roku po raz pierwszy stawka ta została podniesiona do 330 zł, co nie zaspokaja wszystkich potrzeb, ale jest już większą pomocą. Jeśli chodzi o 1%, to dzięki tym pieniądzom możemy przede wszystkim lepiej pomóc pacjentom. Jeździmy na specjalistyczne konferencje, szkolimy się, poznajemy najnowsze standardy leczenia przeciwbólowego. Ponieważ pracuje u nas specjalista ds. medycyny paliatywnej, tę część medyczną jakby z klucza mamy na najwyższym poziomie. Szkolą się także pielęgniarki, gdyż bardzo zależy nam na tym, aby nasi pacjenci mieli najlepszą opiekę. Jesteśmy dumni z tego, że w leczeniu odleżyn używamy najwyższej jakości środków, na które nie stać wielu podmiotów, a my zbieramy pieniądze, żeby pomóc osobom, które zmagają się z tym problemem. Leczenie bólu jest na takim poziomie, że potrafimy już sobie z nim radzić; oczywiście nie w każdym rodzaju nowotworu, ale w bardzo wielu przypadkach. Inaczej jest z odleżynami. Ludzie są samotni, starzeją się i często nie ma kto o nich dbać, dlatego czasami pacjenci trafiają do nas zaniedbani, nawet z odleżynami piątego stopnia. Dzięki różnym źródłom finansowania stać nas na klimatyzację w salach pacjentów, regulowane łóżka, na materace przeciwodleżynowe. Pacjenci dostają na czas opieki wózki inwalidzkie, baseny, rzeczy do kąpania w domu.

– Jak wygląda podstawowa działalność hospicjum?

– Nasze hospicjum prowadzi działalność dwojakiego rodzaju. Pierwsze to hospicjum stacjonarne, które wybudowaliśmy przy ogromnym wsparciu gminy Miasto Puławy i ludzi dobrej woli; wtedy jeszcze nie było unijnych dotacji. Hospicjum stacjonarne funkcjonuje od 2010 r. Znajduje się tam 16 łóżek, które właściwie są zawsze zajęte. Zdarza się, że pacjenci muszą czekać w kolejce na łóżko. Oprócz hospicjum stacjonarnego mamy też hospicjum domowe. Dokładnie od 9 grudnia 1997 r. puławskie hospicjum zaczęło funkcjonować jako samodzielny podmiot; wcześniej funkcjonowało jako filia Hospicjum Miłosiernego Samarytanina. Naszym najważniejszym zadaniem jest wsparcie pacjenta i jego rodziny, aby mógł godnie odejść, a nie tylko prowadzenie „trochę lepszego szpitala”. Śmierć jest częścią życia i dlatego chcemy wspierać rodziny w tych trudnych chwilach, aby miały siłę je przetrwać. Wiem, co przeżywa człowiek w takiej chwili, bo sama wzięłam się w hospicjum stąd, że byłam rodziną pacjenta. Bardzo chciałam, żeby moja babcia mogła umrzeć w domu, ale bez opieki hospicjum nie dałabym rady. Człowiek w takich chwilach jest przerażony i najmniejsza pomoc jest dla niego skarbem. Choćby nawet telefon, na który przez całą dobę można zadzwonić, powiedzieć, że coś się dzieje i usłyszeć, co zrobić, aby ulżyć cierpiącej osobie. A już obietnica, że w razie potrzeby ktoś zaraz przyjedzie daje pewne oparcie, poczucie bezpieczeństwa. Hospicjum domowe w cyfrach to od 80 do 100 pacjentów pod stałą opieką, ale jeśli spojrzeć z innej strony, to w roku odchodzi nam ponad 300 pacjentów.

– Co z opieką nad rodzinami chorych?

– Ważną formą pomocy prowadzonej przez hospicjum jest opieka nad osieroconymi dziećmi. Ludzie często mówią dzieciom nieprawdę, próbują przy nich nie płakać, nie zabierają ich na pogrzeby, bo wydaje im się, że w ten sposób je chronią. Prawda jest taka, że dziecko więcej czuje niż słyszy, więc i tak wyczuje rozpacz najbliższych. Jeśli nie płaczemy przy dziecku, przekazujemy mu komunikat, że nie wolno płakać, chociaż mama umarła. Dziecko, któremu nie pozwoli się pożegnać ze zmarłym, wymyśli sobie dużo gorszą rzeczywistość niż ta, która faktycznie istnieje, dlatego nie możemy odcinać go od prawdy. Śmierć pacjenta nie kończy, a na pewno nie musi kończyć, opieki nad jego rodziną. Oczywiście jest to zupełnie niefinansowane przez NFZ, gdyż potrzeby psychologiczne czy duchowe nie są w ten sposób zabezpieczane. Poza tym jeśli jedno z rodziców umiera, sytuacja rodziny staje się często bardzo trudna finansowo, dlatego czasem staramy się nawet o prezenty na dzień dziecka czy Boże Narodzenie.
Mamy w hospicjum rytuał pożegnania z pacjentami. Raz na trzy miesiące zapraszamy rodziny, których bliscy odeszli w ostatnim czasie, i organizujemy w parafii Miłosierdzia Bożego Mszę św., na której odczytujemy wszystkie nazwiska i zapalamy znicz dla każdej osoby. Są takie dni, że przed ołtarzem pali się blisko 100 zniczy. Po Mszy św. zanosimy te znicze pod figurę Matki Bożej, oddając Jej dusze tych, którzy od nas odeszli. Zachęcamy też rodziny do kontaktu z naszymi psychoonkologami, ponieważ zdarza się, że żałoba przechodzi w żałobę traumatyczną, czyli taką, która się nie kończy. Współcześnie ludzie uprawiają takie „głupie pocieszanie” w stylu: Wszystko będzie dobrze, masz dla kogo żyć, nie smuć się już… A smutek po stracie kogoś bliskiego jest jak najbardziej naturalny, bo stało się coś bardzo trudnego. Przez chodzenie w żałobie ludzie dawali innym sygnał, że cierpią, że przeżywają trudny czas. Tymczasem dziś nie chcemy chodzić w żałobie i tym samym sobie robimy krzywdę, wypierając swoją stratę. Żałoba ma swoje fazy i pomaga pogodzić się z utratą bliskiej osoby, dlatego trzeba pozwolić sobie ją przeżyć. Kiedyś jednak musi się skończyć i dlatego proponujemy rodzinom pomoc psychologów. Opieka paliatywna w hospicjum jest kompleksowa. Słowo „paliatywna” pochodzi od słowa „płaszcz” i my mamy pacjenta objąć, otulić, sprawić, żeby mu było miękko i ciepło. Dlatego oprócz opieki medycznej mamy całą sferę opieki psychologicznej i duchowej; zatrudniamy kapelana, który posługuje w naszej wspólnocie. Gdyby nie ta przestrzeń, hospicjum byłoby kolejnym podmiotem służby zdrowia, a my mamy ambicje być czymś więcej.

Więcej o hospicjum na: www.hospicjumpulawy.pl. Adres: 24-100 Puławy, ul. Niemcewicza 2a, tel. (81) 886-62-89, (81) 886-43-01, 606-980-970, e-mail: hospicjum-pulawy@wp.pl

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy niedziela jest szabatem?

2020-01-14 10:46

Niedziela wrocławska 3/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

Dzień Judaizmu

Mariusz Rosik

Agnieszka Bugała

Ks. prof. Mariusz Rosik

O Dniu Judaizmu, żydowskim szabacie i katolickiej niedzieli – z biblistą ks. prof. Mariuszem Rosikiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Jak powinniśmy, jako katolicy, rozumieć hasło z Księgi Wyjścia „Pamiętaj o dniu szabatu, aby należycie go świętować”?

Ks. prof. Mariusz Rosik: Temat tegorocznego Dnia Judaizmu z pewnością ma zwrócić uwagę na fakt, że zwyczaj świętowania niedzieli wywodzi się z żydowskiej celebracji szabatu. Księga Rodzaju uzasadnia, że instytucja szabatu pochodzi z Bożego ustanowienia, gdyż po sześciu dniach stwarzania, siódmego dnia Bóg odpoczął. Rzeczownik „szabat” wywodzi się od czasownika oznaczającego „odpoczywać”. Nakaz odpoczynku stał się tak ważny, że trafił do Dekalogu, tam jednak zyskał jeszcze jedną rację: miał stać się dniem pamięci o wyzwoleniu Izraelitów z Egiptu. Wyprowadzenie narodu wybranego z niewoli egipskiej byłą jedną z największych – a wielu rabinów powie największą – interwencją Boga w dzieje Izraela. W ten właśnie sposób szabat stał się nie tylko dniem odpoczynku, ale także rozpamiętywania wielkich Bożych dzieł, medytacji nad nimi, a w końcu i modlitwy.

CZYTAJ DALEJ

Katolicy i Orkiestra

Niedziela Ogólnopolska 11/2003

W Polsce od kilkunastu już lat słyszymy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wśród katolików akcja Jerzego Owsiaka ma swoich zwolenników i przeciwników. Stosunek do WOŚP wyraźnie pokazuje różne nurty polskiego katolicyzmu. Katolicy sympatyzujący z Wielką Orkiestrą uważają, że akcja Jerzego Owsiaka to piękna inicjatywa. Ich zdaniem, Kościół w Polsce przeszedł ewolucję w ocenie WOŚP - od negacji i dystansu po aprobatę. Natomiast katolicy dystansujący się od Wielkiej Orkiestry nazywają akcję Jerzego Owsiaka "graniem na ludzkich uczuciach" oraz "laicyzacją działalności charytatywnej". Orkiestra jest zjawiskiem bardzo złożonym, w którym dobro miesza się ze złem. Szlachetności wolontariuszy i darczyńców towarzyszy ideologia Wielkiego Dyrygenta, który promuje wizję życia obcą chrześcijaństwu.

Argumenty zwolenników

Po pierwsze - podstawowym argumentem zwolenników WOŚP jest cel akcji, tzn. zakup sprzętu medycznego do leczenia chorych dzieci. Po drugie - w opinii zwolenników akcja Jerzego Owsiaka jest dobrą zabawą. Po trzecie - Wielka Orkiestra budzi wrażliwość dzieci, młodzieży i dorosłych na ludzi potrzebujących, szczególnie na potrzebujące pomocy noworodki. Po czwarte - zwolennicy akcji Jerzego Owsiaka podkreślają, że druga niedziela stycznia integruje nasze społeczeństwo wokół wspólnego dobra.

Filantropia a miłosierdzie

Przeciwnicy WOŚP nie negują racji jej zwolenników, ale ukazują drugą stronę akcji Jerzego Owsiaka. Pierwszy argument przeciwników stanowi przekonanie, że Wielka Orkiestra jest typową oświeceniową filantropią, która dzisiaj bardzo często zastępuje miłosierdzie chrześcijańskie. Filantropia (gr. phileo - kocham, anthropos - człowiek) to idea przyjaznego odnoszenia się do każdej istoty ludzkiej z racji wspólnoty w tym samym człowieczeństwie. W filantropii przedmiotem miłości nie jest konkretna osoba, ale ludzkość jako zbiorowość. Natomiast miłość chrześcijańska, w przeciwieństwie do filantropii, ma zawsze charakter osobowy. Terminologia chrześcijańska nie zna "umiłowania ludzkości". Jej podstawową zasadą jest "miłość bliźniego". Owocem miłości chrześcijańskiej jest miłosierdzie. W postawie miłosierdzia chodzi o pomoc bliźniemu płynącą z potrzeby serca. Pomagam drugiemu, ponieważ mu współczuję i widzę w nim bliźniego, z którym mamy wspólnego Ojca w niebie. Oświeceniowa filantropia jest obca chrześcijaństwu. Dla katolików wzorem ewangelicznego miłosierdzia nie jest medialny gwiazdor Jerzy Owsiak, ale Matka Teresa z Kalkuty, osoba wewnętrznie prawa, żyjąca w przyjaźni z Bogiem, kochająca innych ludzi i świadcząca pomoc bez rozgłosu.
Cele filantropii mogą być bardzo szlachetne. To nie zmienia jednak faktu, że filantropia nie jest miłosierdziem, ale jego świecką namiastką. Wartość moralna filantropii nie jest sama w sobie pozytywna, ale zależy od okoliczności i intencji działającego. Oceniając wartość moralną akcji Jerzego Owsiaka, musimy uwzględnić nie tylko zebrane pieniądze, ale także okoliczności i intencje ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie. W przypadku WOŚP mamy do czynienia z filantropią, która w sposób niezwykle mocny podkreśla wymiar zabawy. Dla wielu uczestników akcji Jerzego Owsiaka zabawa staje się celem pierwszorzędnym, a pomoc innym schodzi na drugi plan. Niektórzy wyznają szczerze: "Pomagam, bo się przy tym dobrze bawię". W ten sposób dobroczynność staje się ubocznym efektem rozrywki. Zresztą sam Wielki Dyrygent przyznał w rozmowie ze Zbigniewem Nosowskim, opublikowanej w czerwcu 2000 r. w miesięczniku Więź, że rozpoczynając Orkiestrę, myślał o "hucpie, zabawie, happeningu, a wyszło wielkie przedsięwzięcie".

"Róbta, co chceta"

Drugim argumentem przeciwników WOŚP jest kultura luzu, którą promuje w mediach Wielki Dyrygent. Najgłębiej wyraża ją powiedzenie: "Róbta, co chceta". Styl życia proponowany przez Jerzego Owsiaka to przyzwolenie na rozprzężenie moralne. Zgodnie z tą perspektywą - młodzi ludzie mogą robić, co chcą, jeśli tylko raz do roku chodzą z serduszkami.

Koszty Organizacji

Trzecim argumentem krytycznym są koszty organizacji Wielkiej Orkiestry. Sama transmisja telewizyjna kosztuje TVP kilka milionów złotych. Telewizja publiczna lansuje całą imprezę "za darmo", czyli za pieniądze podatników. Do kosztów transmisji trzeba doliczyć organizację imprez w dziesiątkach polskich miast za publiczne pieniądze. Potężne sumy wydaje się w ciągu roku na plakaty, billboardy, reklamę. Kto policzył, ile kosztują organizowane w drugą niedzielę stycznia koncerty i pokazy sztucznych ogni? Niektórzy podejrzewają, że koszty organizacji Wielkiej Orkiestry mogą przewyższać zebrane fundusze.

Co dziesiąta złotówka

Czwarty argument to tzw. działania statutowe Fundacji WOŚP. Każdego roku 10% pieniędzy zebranych w ramach akcji Jerzego Owsiaka przeznacza się m.in. na wynagrodzenia, utrzymanie biura, samochody oraz organizowanie Przystanku Woodstock. Z tego wynika, że co dziesiąta złotówka dawana w styczniu Orkiestrze idzie na cele, których być może ofiarodawca nie akceptuje.

Woodstock

Piątym argumentem krytycznym jest Przystanek Woodstock. Został on pomyślany jako podziękowanie i możliwość wspólnej zabawy dla wolontariuszy WOŚP. Przystanek jest organizowany za pieniądze Orkiestry. Z biegiem lat stał się największym koncertem rockowym w naszym kraju. Naoczni świadkowie mówią o pijanych tłumach kołyszących się w rytm ostrej muzyki, powszechnie dostępnych i używanych narkotykach, "dzikim seksie" itp. Największe wrażenie wywołują obrazy nagich ciał tarzających się w błocie. Jeden z ewangelizatorów na Przystanku Jezus opowiadał, że duchowni muszą wysłuchiwać od "pokojowej młodzieży" Woodstocku niezliczonej ilości wściekłych wyzwisk, obietnic zaszlachtowania w nocy oraz bluźnierstw rzucanych pod adresem Boga i Kościoła. Siostra zakonna, pisząca o Przystanku Woodstock w dominikańskim miesięczniku W drodze, zatytułowała swoją relację tak: Widziałyśmy przedsionek piekła.

Hare Kryszna

Szósty argument to powiązania Jerzego Owsiaka z bardzo groźną sektą Towarzystwa Świadomości Kryszny. Jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych sekt działających w naszym kraju. Hare Kryszna jest zakazana w wielu państwach. Doktryna i etyczny charakter tej sekty są całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem. Na Przystanku Woodstock największy namiot, tuż przy głównej scenie koncertowej, należy do Pokojowej Wioski Kryszny. Można odnieść wrażenie, że Towarzystwo Świadomości Kryszny ma duży wpływ na oficjalną ideologię Przystanku Woodstock.

Wolontariusze

Siódmy argument odnosi się do sposobu naboru wolontariuszy. W wielu miastach w przygotowania do Wielkiej Orkiestry angażują się szkoły, przedszkola, domy kultury i inne instytucje publiczne. W niektórych szkołach odwołuje się zajęcia lekcyjne, ponieważ dzieci muszą przygotować się do akcji Jerzego Owsiaka. Co więcej, słyszałem o szkole wyższej, w której zaliczenie danego przedmiotu było uzależnione od zaangażowania w WOŚP. Nie wolno nikogo w ten sposób zmuszać i nie wolno angażować instytucji publicznych w działania tylko jednej z wielu organizacji charytatywnych.
W tym kontekście wątpliwość budzi także wiek wolontariuszy. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem - w zbiórce pieniędzy mogą brać udział tylko osoby pełnoletnie. Dla WOŚP czyni się wyjątek. Czy wiek wolontariuszy i brak zabezpieczeń skarbonek nie są czasami pokusą, zachętą do nieuczciwości?

Niesprawiedliwość medialna

Ósmy argument krytyczny to nagłaśnianie przez media akcji Jerzego Owsiaka przy jednoczesnym pomijaniu innych działań charytatywnych. Po ósmym finale WOŚP w jednym z dzienników przeczytaliśmy: "Wielka Orkiestra gra raz w roku. W jej cieniu przez cały rok z mniejszym medialnym wsparciem działają inne organizacje charytatywne, których pomoc nie jest tak efektowna, ale bywa, że większa". Obowiązkiem mediów publicznych jest sprawiedliwe informowanie społeczeństwa o wszystkich działaniach dobroczynnych. Wystarczy porównać czas antenowy WOŚP z czasem przeznaczonym dla Caritas, PCK, PAH, lokalnych organizacji i wielu placówek kościelnych, aby głęboko zdumieć się absurdalnością sytuacji, w której żyjemy.

Poglądy

Dziewiąty argument dotyczy osobistych poglądów Jerzego Owsiaka. Wielki Dyrygent jest typowym luzakiem i swojakiem. O Radiu Maryja mówi, że je "spłukuje", ponieważ jest "radiem agresywnym, poniżającym ludzi" i wyzwalającym u odbiorców "najniższe instynkty". Z jednej strony Jerzy Owsiak chce pomagać noworodkom, z drugiej - jest zwolennikiem prawa do zabijania dzieci nienarodzonych. Czy katolikom wolno ratować chore dzieci pod sztandarami człowieka, który opowiada się za zabijaniem tych jeszcze nienarodzonych?

Fundament etyczny III RP

Dziesiąty argument to postrzeganie WOŚP jako dziecka kultury lewicowo-liberalnej, która zwalcza kulturę konserwatywno-religijną. W lutym 2000 r. Roman Graczyk opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł pt. Demokratyczna asceza i jej wrogowie. W perspektywie dziennikarza Gazety święta narodowe 11 Listopada i 3 Maja są dla współczesnej młodzieży martwą tradycją. "Bo choć my autentycznie cieszymy się z odzyskanej wolności - podkreśla Roman Graczyk - nie potrafimy już tego wyrazić w kategoriach, które «kręciłyby» młodzież. A Owsiak, owszem, «kręci». (...) Jeśli chcemy odkryć etyczny fundament nowej, demokratycznej Polski, pomyślmy nad fenomenem Orkiestry".
Dla przedstawicieli kultury lewicowo-liberalnej moralnego fundamentu naszej Ojczyzny nie stanowi tradycja powstańcza, katolicyzm, dwudziestolecie międzywojenne czy mit "Solidarności". Ich zdaniem, naszym nowym fundamentem etycznym może być natomiast Orkiestra lub coś podobnego do niej. Nie ulega wątpliwości, że akcja Jerzego Owsiaka to także pewien projekt kulturowy. Wielka Orkiestra jest wyraźnym przykładem walki kultury lewicowo-liberalnej z tradycyjnym polskim etosem, zbudowanym na gruncie wartości narodowych i religijnych. W Orkiestrze chodzi nie tylko o pomoc chorym i biednym dzieciom, ale także o duchowy kształt naszego kraju.

* * *

Jednym z cieni polskiego katolicyzmu jest brak profetyzmu w sprawach społecznych. Wydaje się, że przejawem tej słabości jest także brak spójnej oceny religijno-etycznej WOŚP z perspektywy światopoglądu katolickiego. Katolicy w Polsce powinni usłyszeć od swoich duszpasterzy opinię Kościoła na temat "wielkiej młodzieżowej mszy" Jerzego Owsiaka. Nie wolno nam zapominać, że w dyskusji o Wielkiej Orkiestrze chodzi nie tylko o ocenę konkretnej akcji charytatywnej, ale także o kondycję naszego katolicyzmu i etyczny fundament III Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Książka dla ambitnych katolików

2020-01-20 17:51

[ TEMATY ]

książka

Artur Stelmasiak/Niedziela

Książka „Jutro Niedziela” to wspólne dzieło ks. Przemysława Śliwińskiego i ks. Marcina Kowalskiego

W Sekretariacie KEP odbyła się prezentacja książki pt. „Jutro Niedziela”, która pomaga osobom świeckim i duchownym lepiej przygotować się do niedzielnej Eucharystii. - To książka dla ambitnych, którzy chcą bardziej świadomie przeżyć niedzielę - mówił kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.

"Jutro Niedziela" jest rozszerzonym zbiorem rozważań, które od kilku lat co tydzień publikowane są na portalu internetowym Stacja7. Autorem publikacji jest rzecznik archidiecezji warszawskiej ks. Przemysław Śliwiński oraz biblista ks. Marcin Kowalski.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Książka „Jutro Niedziela” to wspólne dzieło ks. Przemysława Śliwińskiego i ks. Marcina Kowalskiego

Podczas prezentacji książki kard. Kazimierz Nycz mówił, że jest to lektura dla ambitniejszych osób, które pragną głębiej i świadomie świętować niedzielę.

- To książka dla ambitniejszych świeckich. Myślę, że będą po nią sięgać świeccy, ale także wielu księży przygotowujących się do kazania - podkreślił kard. Nycz.

Książka zawiera dużo najnowszej wiedzy biblijnej, ale jest napisana w języku zrozumiałym dla współczesnych ludzi. Ks. prof. Henryk Witczyk mówił, że siłą tej publikacji jest ukazanie jedności planu Bożego, w którego centrum zawsze stoi Chrystus - To także skarbnica wiedzy historycznej, geograficznej i filologicznej. Publikacja chroni przed niebezpieczeństwem podejścia do Pisma Świętego jak do legendy, zawiera pomocne komentarze tłumaczące tło historyczne - mówił ks. prof. Henryk Witczyk, kierownik Katedry Teologii Biblijnej Nowego Testamentu KUL. – Ta publikacja zachwyciła mnie formą prezentacji, bogactwem i logiką. Czytając nie pogubimy się w szczegółach – dodał.

Autorzy "Jutro Niedziela" znają się przez wiele lat od czasów studiów w Rzymie. - Razem też pracowaliśmy w Nowym Yorku, gdzie bardzo często głosiliśmy kazania, a amerykańskie homilie muszą być bardzo mocno osadzone w Piśmie Świętym. Zawsze dużo rozmawialiśmy na ten temat i pytaliśmy się nawzajem, jaka ma być treść tych kazań - mówił ks. Marcin Kowalski. - Naszym celem jest wejście w świat biblijny i odkrycie tam drogocennej perły Słowa Bożego, które przenosimy w nasz świat, ciesząc się nim podczas Eucharystii, szukając w nim światła i inspiracji - podkreślił ks. dr hab. Marcin Kowalski.

Publikacja powstała pod patronatem Komisji Duszpasterskiej KEP, zawiera analizy czytań do każdej niedzieli w roku liturgicznym A, z trzyletniego cyklu lekcjonarza, obowiązującego obecnie w Kościele. W następnej kolejności ukażą się tomy na rok B i rok C. - Zastanawiamy się także nad wydaniem czwartego tomu świątecznego, który będzie pomagał lepiej zrozumieć liturgię słowa ważnych świąt chrześcijańskich. Te czytania mają bowiem swoją ważną logikę - mówił ks. Przemysław Śliwiński.

Książka „Jutro Niedziela” powstała z myślą o osobach świeckich i duchownych. Przybliżając niedzielną liturgię słowa, ma pomóc przygotować się do świętowania niedzieli. - To nie miał być kolejny komentarz, tylko lektura pomagająca przygotować się do słuchania i zrozumienia niedzielnych czytań.

Chcieliśmy przede wszystkim pokazać co Słowo Boże ma nam dziś do powiedzenia – wyjaśnił ks. Śliwiński.

Publikacja posiada Imprimatur Kurii Metropolitalnej Warszawskiej i jest objęta honorowym patronatem metropolity katowickiego abp. Wiktora Skworca, przewodniczącego Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski. - Ta książka jest zbiorem wiedzy i głębokiej analizy, ale także ma wiele odniesień do współczesnych czasów i popkultury - mówiła podczas prezentacji Aneta Liberacka, prezes Fundacji Medialnej 7.

Patronat nad książką objął Tygodnik Katolicki "Niedziela".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję