Reklama

Niedziela Podlaska

Błogosławiony Ignacy Kłopotowski

W wigilię święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, 7 września 1931 r., zakończył ziemskie pielgrzymowanie bł. Ignacy Kłopotowski – parafianin drohiczyński, duszpasterz lubelski i warszawski, „ojciec” prasy katolickiej na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim i założyciel zgromadzenia Sióstr Loretanek

Niedziela podlaska 36/2017, str. 7

[ TEMATY ]

sylwetka

bł. Ignacy Kłopotowski

Z. Czumaj

Bł. Ignacy Kłopotowski (witraż w kaplicy Domu Księży Emerytów w Drohiczynie)

Zszedł do grobu przezacny Redaktor ‹‹Kółka Różańcowego››, ale ufamy, że dziełu swemu będzie nadal błogosławił, jak to za życia obiecywał...” – pisały o nim w 1931 r. jego duchowe córki na łamach czasopisma, dziś wychodzącego pod tytułem „Różaniec”.

Błogosławiony z Korzeniówki

Ignacy Kłopotowski urodził się 19 lipca 1866 r. w Korzeniówce Małej koło Siemiatycz; trzy dni później został ochrzczony w obecnej katedrze drohiczyńskiej. Dzieciństwo spędził w Putkowicach Nagórnych, należących dziś (podobnie jak Korzeniówka) do parafii Miłkowice Maćki. Był jedynym synem Jana i Izabeli z domu Dobrowolskiej. Miał jedną siostrę rodzoną oraz czworo rodzeństwa przyrodniego z pierwszego małżeństwa matki. Jego bliskim krewnym był wieloletni proboszcz węgrowski, ks. Kazimierz Czarkowski.

Ignacy kształcił się w Siedlcach (szkoła średnia), Lublinie (seminarium duchowne) oraz w Petersburgu (studia w Akademii Duchownej). W pierwszej szkole zaprzyjaźnił się ze sługą Bożym Adolfem Szelążkiem, pochodzącym z Węgrowa. Święcenia kapłańskie otrzymał Kłopotowski 5 lipca 1891 r. w katedrze lubelskiej z rąk bp. Franciszka Jaczewskiego, pochodzącego z parafii Korytnica.

Reklama

Apostoł miłosierdzia i słowa drukowanego

Jako kapłan bł. Ignacy przez 17 lat pracował w Lublinie. Ceniący go bp Jaczewski podjął starania, aby ks. Kłopotowski został jego biskupem pomocniczym, ale nie dopuściły do tego władze carskie. W 1908 r. Błogosławiony przeniósł się do Warszawy, gdzie w 1919 r. został proboszczem przy kościele św. Floriana na Pradze (obecnie katedra warszawsko-praska). Przez całe życie kapłańskie Ignacy odznaczał się wrażliwością na biedę ludzką i organizował dzieła charytatywne. Doceniając znaczenie słowa pisanego w ewangelizacji, założył drukarnię i wydawał czasopisma oraz książki religijne. Z prelekcjami odwiedzał m.in. Liw i Korytnicę. Dla rozwoju swych dzieł w 1920 r. powołał nowe żeńskie zgromadzenie zakonne – Siostry Loretanki. W tej nazwie przejawiała się jego pobożność maryjna, którą można określić mianem „częstochowsko-loretańskiej”. Był przyjacielem bł. Jerzego Matulewicza i wspierał w działalności ewangelizacyjnej bł. Honorata Koźmińskiego.

Chluba Podlasia i ozdoba Mazowsza

Ks. Ignacy Kłopotowski 7 września 1931 r. zakończył pracowite życie, ale nadal działa. Sercem wciąż żywej jego duchowości jest założony przez niego w 1928 r. klasztor w Loretto koło Łochowa. Tu spoczywa jego ciało, a od beatyfikacji 19 czerwca 2005 r. w Warszawie – relikwie. Dziś do sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej i grobu bł. Ignacego pielgrzymują wierni z różnych stron Polski. Na uroczystość odpustową w drugą niedzielę września pątników przybywa kilkanaście tysięcy – z naszej diecezji w kilku pieszych pielgrzymkach z pobliskich parafii oraz z Drohiczyna – od chrzcielnicy, w której Ignacy został włączony do Kościoła. W historycznej stolicy Podlasia, w Domu Księży Emerytów, gdzie posługują Siostry Loretanki, powstała też pierwsza kaplica pod wezwaniem bł. Ignacego. Tam, podobnie jak w katedrze, jest witraż z jego wizerunkiem. Błogosławiony z Korzeniówki jest również patronem Szkoły Podstawowej w Miłkowicach Jankach, zaś w kościołach w Miłkowicach Maćkach i w Repkach oraz we wspomnianej kaplicy drohiczyńskiej są cząstki relikwii tego, który słusznie jest nazywany Chlubą Podlasia i Ozdobą Mazowsza.

2017-08-30 12:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Aby życia nie zmarnować

Niedziela kielecka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

pomoc

sylwetka

Kielce

pomoc społeczna

TER

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Od lat słucha trudnych ludzkich historii, pomaga bezdomnym, samotnym matkom, ofiarom przemocy. Każdy człowiek zasługuje na miłość, szacunek i uwagę – mówi Teresa Brzeska, wiceprezes Kieleckiego Koła Towarzystwa św. Brata Alberta

Pracuje w nim z oddaniem jako wolontariuszka już trzydzieści pięć lat. Bez pomagania innym nie potrafi żyć. W wolnych chwilach odwiedza niewidomych oraz seniorów i organizuje im muzykoterapię.

Chęć pomagania i miłość od ludzi wyniosła z domu. – Moja mama bardzo lubiła nieść pomoc. Jeśli czegoś jej się dużo urodziło w polu, zanosiła do wielodzietnych rodzin. Wiedziała, że dzieci cierpią głód, że są problemy, alkohol, nie ma pieniędzy. Zanosiła wiadrami kapustę i ogórki. Widziałam to jako mała dziewczynka i podobało mi się to. Po latach, jako dorosła kobieta, spotkałam ks. prof. Jana Śledzianowskiego. Poinformował mnie, że chce w Kielcach utworzyć Koło Pomocy św. Brata Alberta. Zaproponował mi współpracę, która trwa od 1985 r. Początki wymagały od nas ogromnego zaangażowania. Założone przez nas Schronisko w Łukowej dla samotnych matek potrzebowało pilnie remontów, trzeba było również znaleźć pieniądze na utrzymanie kobiet, które się tutaj schroniły. Niektóre spodziewały się dziecka, inne przybywały już z dziećmi, uciekając przed przemocą. Jeździliśmy więc na kwesty do odległych parafii w naszej diecezji. Nie mieliśmy samochodów, trzeba było więc wstać po czwartej i jakoś dojechać – wspomina dziś Teresa Brzeska.

Ocalone życie

Czasem wraca do pierwszych spotkań z ubogimi. – Pewnego razu idąc na dyżur zauważyłam siedzącą na schodach przed biurem Koła Pomocy św. Brata Alberta uroczą dziewczynę. Opowiedziała mi swoją trudną historię. Rodzice się rozwiedli, mama wyjechała do Szwecji, ojciec poślubił inną kobietę. Została pod opieką starszego wuja, matka zapewniła ją, że będzie o nią dbała finansowo, aby mogła się uczyć, ale zastrzegła że nie może być absolutnie mowy o ciąży, o dziecku. Ona zakochała się, zaufała i zaszła w ciążę. Była dopiero w liceum. Zrozpaczona przybiegła tutaj po wsparcie, aby mogła wrócić do łask matki. Zaproponowałam jej pomoc. Rozpromieniła się i poczuła ulgę. Nie czuła się sama, razem z dzieckiem była bezpieczna. Sama nie była wtedy w stanie zapewnić mu należytej opieki, musiała ukończyć szkołę i zarabiać na swoje utrzymanie. Urodziła pięknego chłopca i oddała go do adopcji. Czasem wspominam tę młodą dziewczynę. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia bez naszego wsparcia. Życie zostało ocalone – mówi.

Często dotyka ludzkich dramatów i płacze razem z ubogimi. – Do naszego biura przyszedł drobny, skulony mężczyzna lat ok. 70. Miał na imię Józef. Zapytał mnie, czy znajdzie się tutaj dla niego miejsce. Został bez dachu nad głową. Był samotny, mieszkał z siostrą, jej mężem i dziećmi w rodzinnym domu. Po śmierci rodziców namówiła go, aby zrzekł się spadku. Pewnego dnia oświadczyła, że to wszystko jest jej. – Wyszedłem więc – powiedział. Płakaliśmy oboje. Potem obiecałam mu, że znajdę dla niego u nas dom.

Wierna azylem dla samotnych matek

W Adwencie myśli o tych kobietach, które przewinęły się przez prowadzony przez Towarzystwo Dom Samotnej Matki w Wiernej (wcześniej w Łukowej) przez 30 lat istnienia placówki, o blisko trzystu dzieciach, które w tym miejscu znalazły schronienie, o tych które się tutaj urodziły. W Domu Samotnej Matki w Wiernej – w 2017 r. schronienie i opiekę otrzymało osiem kobiet i sześcioro dzieci, w 2018 – dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Ileż to przez te lata było opłatków, serdecznych spotkań... Wierna stałą się prawdziwym azylem dla samotnych matek. Dostrzegała, że tutaj czują się bezpieczne i spokojne. Siostry Pasterzanki dbają, aby było jak w domu, jak w rodzinie, ciepło serdecznie, przytulnie. Czasem kobiety zostają tutaj na kilka miesięcy, a czasem nawet na rok. Kiedy sytuacja tego wymaga i nie ma innej możliwości, matka po narodzinach może oddać dziecko do adopcji, gdzie czekają na niego nowi rodzice, którzy chcą otoczyć go miłością. – Kiedyś, będąc w jednej parafii opowiadałam mieszkańcom o pracy naszego Towarzystwa, mówiąc o takich właśnie przypadkach. W końcu kościoła stał mężczyzna z małym dzieckiem na ręku i dumnie prężył pierś. Okazało się potem, że chłopiec był adoptowany, a mama urodziła go będąc w naszym Domu w Wiernej – opowiada.

Jak plaster na ranę

– Kocham to robić. Zdarza mi się często płakać z tymi ludźmi, bo taką mam już empatię, ale potem mówię: „zaradzimy”, „jakoś będzie”. Ewangelia mówi „Nie ten kto mówi Panie, Panie dostąpi zbawienia”. Dlatego staramy się swoim konkretnym działaniem ukazywać realizm wiary chrześcijańskiej – tłumaczy. Myśląc o tych, którym pomaga, powtarza, że „widzi w nich potrzebującego Chrystusa”. Słucha ich bardzo trudnych, traumatycznych przeżyć, patrząc na ich okaleczone życie, naznaczone cierpieniem odrzuceniem, samotnością, co często jest tak wyraźnie wyrysowane na twarzach. Podkreśla, że pragną zrozumienia, wsparcia, współczucia i opieki. – Zdaję sobie sprawę, że całego świata nie uratujemy, ale jeśli choć jednemu człowiekowi pomożemy, to warto. Sprawia mi ogromną radość i satysfakcję, kiedy widzę na twarzy potrzebującego uśmiech, poczucie spokoju, gdy ustępuje z jego życia lęk przed przemocą i agresją, z którą musiał się zmagać, gdy może położyć głowę w bezpiecznym miejscu. Jesteśmy jak ten plaster na ranę. Przywracamy uśmiech, dajemy miłość.

Ze Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w l. 2017-19 do chwili obecnej rocznie średnio korzystało od 70-90 osób, z Noclegowni – w 2017 r. – 64 osoby, 2018 r. – 67 osób , a w 2019 r. do września – 46 osób. Dawniej, po transformacji ustrojowej, w schronisku częściej szukali pomocy mężczyźni w sile wieku. Nie było tyle kontraktów, bezrobocie spychało ich w długi, nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz więcej jest mężczyzn w okolicach 70 lat, emerytów z orzeczonymi eksmisjami. Oni tutaj znajdują schronienie. Biedni potrzebują miłości. Schronisko daje im poczucie przygarnięcia. Nikogo nie wykluczamy, ubóstwo nie odbiera godności człowiekowi. Św. Brat Albert mówił „każdemu należy się dach i strawa” – podkreśla Teresa. Towarzystwo prowadzi także dziesięć mieszkań chronionych, w których dom znalazło 16 osób.

Muzykoterapia z Teresą

Nawet będąc na emeryturze, nie zwalnia tempa. Obok licznych obowiązków znajduje czas na odwiedziny pensjonariuszy w jednym z DPS i prowadzi tutaj dwa razy w tygodniu muzykoterapię. Uczestniczą w nich niemal wszyscy pensjonariusze, którzy mogą przemieszczać się o własnych siłach, czy na wózkach. – Repertuar jest bardzo różnorodny – od pieśni maryjnych, które przeplatają naszą modlitwę różańcową. Jest litania, a potem przechodzimy do patriotycznych. Wtedy u niektórych kombatantów widzę taki zapał i radość – mówi. Czasem opowiadam ich o moich podróżach do różnych sanktuariów, przenosząc ich choć na chwilę oczyma wyobraźni w te miejsca. Staram się im przywieść z tych pielgrzymek jakieś pamiątki, obrazki np. św. Charbela z Libanu, Matki Bożej Pompejańskiej. A kiedy spotkanie się kończy, musi im obiecać, że wkrótce znów do nich przyjdzie.

Pozytywnie zajęta

– Kiedy tam jestem, nie mam wątpliwości że Pan Bóg dał tę starość, niedołężność, biedę, aby reszta się zbawiała. Człowiek może być kiedyś bliżej nieba. Obserwuję pracowników, jak się starają, troszczą o seniorów – leżących pokarmią, przebiorą. Jakaś dziewczynka przychodzi, zagra im na pianinie. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Odwiedza również regularnie niewidomych w ośrodku przy ul. Złotej w Kielcach. Przychodzi w odwiedziny, by im poczytać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie.

Terasa mówi, że „chce przynieść do Pana Boga naręcza dobra”. Mimo, że jest na emeryturze, to jakby pracowała na dwóch etatach. Działa we wspólnocie Szkoła Maryi. W działaniu i modlitwie nie ma dla niej żadnych granic. Potrafi modlić się brewiarzem przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. Wyjeżdża na rekolekcje w Polsce i za granicą. – Jestem pozytywnie zajęta. Wiem co robić, aby życia nie zmarnować – mówi z uśmiechem.

CZYTAJ DALEJ

O. Bartoszewski o szczegółach procesu beatyfikacyjnego kard. Stefana Wyszyńskiego

2020-02-18 14:38

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

kard. Wyszyński

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

„Miłość jest niejako dowodem osobistym naszego pochodzenia z Boga-Miłości, jest znakiem rozpoznawczym naszego synostwa Bożego” – kard. Stefan Wyszyński

Dokładną historię oraz kulisy procesu beatyfikacyjnego Prymasa Tysiąclecia, który będzie wyniesiony na ołtarze w Warszawie 7 czerwca - prezentuje w wywiadzie dla KAI o. Gabriel Bartoszewski OFMCap, promotor sprawiedliwości a następnie wicepostulator w procesie beatyfikacyjnym kard. Stefana Wyszyńskiego.

Tomasz Królak, Marcin Przeciszewski (KAI): Co to jest i jak przebiega proces beatyfikacyjny? Proszę nam wyjaśnić bliższe szczegóły rozpoczęcia procesu dotyczącego Prymasa Tysiąclecia?

O. Gabriel Bartoszewski: Proces beatyfikacyjny jest to dochodzenie prawno-kanoniczne nad życiem chrześcijanina, który przeżywał pełne cnót życie nacechowane heroizmem, co utrwaliło się w pamięci otoczenia. Chodzi tu o chrześcijańskie cnoty: wiary, nadziei, miłości, męstwa, itd. Dochodzenie to musi przebiegać w oparciu o wszystkie przepisy prawa kanonizacyjnego. Zatem jeśli w środowisku zjawi się taki świątobliwy chrześcijanin, i trwa o nim opinia, że zmarł w opinii świętości a wierni mają o tym głębokie przekonanie, to po jego śmierci, zgodnie z przepisami prawa kanonizacyjnego, mogą się zwrócić do biskupa z prośbą o rozpoczęcie procesu.
Jesienią 1988 roku prymas Józef Glemp jako arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski podjął działania administracyjne w sprawie rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego swego poprzednika. 12 października 1988 r. postulatorem procesu Stefana Wyszyńskiego minował ks. Jerzego Mrówczyńskiego CR, postulatora generalnego spraw polskich w Rzymie. Jego zastępcą, czyli wicepostulatorem 15 października 1988 r. mianował ks. Bronisława Piaseckiego, b. kapelana zmarłego Prymasa. Ks. Jerzy Mrówczyński wkrótce opuścił Rzym i przestał funkcjonować jako postulator. Jego funkcję w tym procesie przejął wice postulator ks. Bronisław Piasecki, były kapelan zmarłego Prymasa.
Wcześniej kard. Glemp uzyskał pozytywną opinię w tej sprawie ze strony Konferencji Episkopatu Polski. Konferencja obradująca na Jasnej Górze dnia 2-3 maja 1988 r. w odpowiedzi na prośbę Prymasa Polski, wyraziła pozytywną opinię o stosowności rozpoczęcia procesu kard. Wyszyńskiego.
Po otrzymaniu opinii pozytywnej Episkopatu, kard. Glemp jako arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski w marcu 1988 r. zwrócił się do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych z prośbą o otrzymanie „nulla osta” na rozpoczęcie procesu na szczeblu diecezjalnym. Chodzi tu o potwierdzenie Stolicy Apostolskiej, że nic nie stoi na przeszkodzie do rozpoczęcia procesu. W praktyce, Kongregacja po otrzymaniu takiego pisma przeprowadza dochodzenie w Kurii Rzymskiej związane z pozyskaniem informacji o zmarłym. Jeśli był biskupem to pytania są kierowane do Kongregacji ds. Biskupów, jeśli kapłanem, do Kongregacji ds. Duchowieństwa, a w każdym przypadku do Kongregacji Nauki Wiary. Taki pozytywny dekret „nulla osta” podpisany przez kard. Angelo Felici Prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych został wydany 26 kwietnia 1989 r.
Po załatwieniu wymaganych formalności kard. Glemp rozpoczął proces diecezjalny w archidiecezji warszawskiej o życiu, sławie świętości i heroiczności cnót sługi Bożego oraz łaskach w ogólności. Dekretem z 14 maja 1989 r. mianował Trybunał beatyfikacyjny. W jego skład weszli jako delegaci: bp Stanisław Kędziora, biskup pomocniczy warszawski; ks. Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz Kurii Metropolitalnej; ks. dr Andrzej Gałka, profesor warszawskiego seminarium. Zadaniem delegata jest przesłuchiwanie świadków na okoliczność ustalonych pytań.
Z kolei do moich obowiązków jako promotora sprawiedliwości należało opracowanie pytań o życiu, sławie, świętości i heroiczności cnót teologalnych (wiara, nadzieja, miłość Boga i bliźniego, roztropność, sprawiedliwość, męstwo i powściągliwość) oraz moralnych (czystość, ubóstwo posłuszeństwo i pokora). Całość pytań obejmowała 28 stron maszynopisu. Według tych pytań przesłuchiwani byli świadkowie.
Notariuszem głównym procesu został ks. Andrzej Tokarski, a notariuszami pomocniczymi ks. Tadeusz Balewski i Aniela Michalska.

- Co jest głównym zadaniem Trybunału beatyfikacyjnego?

- Przeprowadzenie procesu polegającego na zbadaniu życia kandydata na ołtarze oraz zbadanie heroiczności cnót teologicznych i moralnych lub męczeńskiej śmierci sługi Bożego. Jako promotor sprawiedliwości przedłożyłem zestaw obszernych, licznych pytań dla świadków.

- Kto decyduje powołaniu kogoś na świadka? Ilu świadków powołano?

- Ich wyłonienie należy do postulatora. Pożądany jest szeroki przekrój tego grona, żeby ich relacjom nie groziła jakaś jednostronność, uwzględnienie tylko niektórych aspektów życia. Podstawowym kryterium doboru świadków jest wiedza, jaką dysponują. Fakt bycia osobą niewierzącą nie wyklucza z możliwości składania zeznań.
Wicepostulator wraz z pismem proszącym o rozpoczęcie procesu przedłożył listę 55 świadków którzy osobiście znali Sługę Bożego. Grono to stanowili członkowie rodziny (4 osoby), biskupi (9), domownicy i pracownicy Sekretariatu Prymasa Polski (5), księża (16 osób); członkinie Instytutu Maryi Matki Kościoła (4), siostry zakonne (4), współwięźniowie (2) oraz świeccy (12).
Do tej grupy, zgodnie z przepisami, delegat biskupa na mocy własnej decyzji wyznacza cztery osoby jako świadków z urzędu. W sumie ich liczba na dalszym etapie powiększa o się 4 świadków „ex officio”. Następnie przesłuchiwanymi świadkami są biegli Komisji Historycznej.

- A kiedy miała miejsce pierwsza sesja procesu?

- Pierwsza główna i publiczna sesja procesowa z udziałem wiernych odbyła się 20 maja 1989 r. o godz. 16-tej w warszawskiej archikatedrze św. Jana. Arcybiskup metropolita kard. Glemp, jako przewodniczący Trybunału dokonał wprowadzenia, złożył przysięgę o zachowaniu tajemnicy w sprawie pytań i odpowiedzi świadków oraz złożył podpis. Podobną przysięgę złożyli następnie wszyscy członkowie Trybunału oraz wicepostulator, po czym ją podpisali.
A skoro sesja była publiczna i odbywała się w języku łacińskim, to za zgodą przewodniczącego kard. Glempa objaśniałem wiernym po polsku treści dekretów i przebieg uroczystości w jej poszczególnych fragmentach.
Z chwilą zakończenia pierwszej sesji „bohaterowi” procesu przysługuje tytuł Sługa Boży, który nie dopuszcza jednak oddawania mu publicznego kultu religijnego.
12 czerwca 1989 r. odbyła się druga sesja i przesłuchanie kolejnych świadków.

- Na czym polega przesłuchiwanie świadków w procesie beatyfikacyjnym?

- Świadek jest wzywany urzędowym pismem tzw. cytacją z określeniem dnia, godziny i miejsca składania zeznań. Pierwszym świadkiem składającym zeznania był ks. Zdzisław Peszkowski.
Po rozpoczęciu sesji delegat sprawdza tożsamość świadka i przyjmuje przysięgę. Dokonuje się to w obecności promotora sprawiedliwości i notariusza. Świadek składa przysięgę według zamieszczonego tekstu, zobowiązuje się zeznać informacje zgodne z prawdą i zachować tajemnicę, oraz podpisuje protokół sporządzony „ad hoc” na tę okazję. Po czym następuje otworzenie pliku akt. Natomiast członkowie trybunału nie składają przysięgli podczas kolejnych sesji, gdyż złożyli ją podczas pierwszej.
Delegat otwiera zamkniętą kopertę z pytaniami promotora sprawiedliwości i według nich przesłuchuje świadków. Odpowiedzi głośno dyktuje notariuszowi do zapisania w protokole. Sesje przesłuchań są poufne, odbywają się w lokalu kościelnym, np. w kurii biskupiej lub w sądzie biskupim. Także promotor sprawiedliwości podczas przesłuchana może zadawać pytania, może dopytać o coś, co go zaniepokoiło, może też zasugerować, żeby powołać kolejnych świadków.
Na zakończenie sesji notariusz odczytuje treść zeznań. Świadek może wnieść korektę a jeżeli nie ma wątpliwości – podpisuje. Protokół podpisują także delegat biskupa, promotor sprawiedliwości, notariusz. Na zakończenie sesji akta są zamykane i przechowywane do następnej sesji.
Do spisywania zeznań służą specjalne formularze. Bywa, że jedna osoba jest przesłuchiwana podczas kilku sesji, wówczas cała procedura jest powtarzana. Natomiast postulator nie może uczestniczyć w sesji przesłuchania świadka.

- Czy w przypadku kard. Wyszyńskiego powołano – tak to było np. w sprawie Karola Wojtyły – Trybunał Rogatoryjny czyli pomocniczy?

- Tak, w archidiecezjach gnieźnieńskiej oraz paryskiej. Wicepostultor sprawy zgłosił pięciu świadków z archidiecezji gnieźnieńskiej i prosił o zorganizowanie procesu rogatoryjnego w tej archidiecezji. 17 listopada 1989 r kard. Glemp ustanowił więc Trybunał diecezjalny w Gnieźnie, którego członkami zostali: ks. Tadeusz Hanelt, delegat biskupa; ks. Stefan Fiutak, promotor sprawiedliwości; ks. Andrzej Szczepaniak, notariusz aktuariusz; ks. Andrzej Błaszczak notariusz adiunkt i br. Marian Markiewicz, kursor.

- Świadkami byli tam: bp Jan Czerniak, ks. Edmund Palewodziński, ks. Wadysław Zientarski, ks. Stefan Ciechanowski i s. Kaliksta Sołtysiak, elżbietanka. Przesłuchanie świadków odbyło się podczas osiemnastu sesji procesu rogatoryjnego w Gnieźnie, od 17 listopada 1989 r. (sesja 21) do 22 września 1992 (sesja 219). Akta zostały przekazane do Warszawy i zgodnie z procedurą włączone do głównego procesu.

- Podobny proces rogatoryjny, zgodnie z powyższą procedurą, został ustanowiony w archidiecezji paryskiej i pracował od 25 stycznia 1990 do 2 października 1990 (sesje 134 i 137). Podczas procesu złożył zeznania ks. prałat Antoni Banaszak, rektor Seminarium polskiego w Paryżu. Akta procesu też przesłano do Warszawy i włączono do procesu głównego.

- W procesie Jana Pawła II mówiło się o takich nieoczywistych świadkach jak np. Lech Wałęsa, gen. Wojciech Jaruzelski czy prezydent Aleksander Kwaśniewski. Czy w przypadku procesu kard. Wyszyńskiego przesłuchiwane były także takie nietypowe osoby?

- Raczej tego nie kojarzę. Chodzi przecież o to, by byli to ludzie kompetentni, co do których prawdziwości zeznań istnieje moralna pewność.

- Czym zajmowała się komisja historyczna, powołana na kolejnym etapie procesu?

- Kardynał Józef Glemp powołał Komisję 1 października 1993 r. W jej skład wchodzili księża z różnych diecezji: ks. Andrzej Santorski i ks. Janusz Strojny z Warszawy, ks. Bronisław Kaczmarek z Gniezna, ks. Janusz Kania z Lublina i ks. Ireneusz Borawski z Łomży.
Komisja zajmowała się przebadaniem wszelkich niezbędnych dokumentów zgromadzonych w procesie. Po wykonaniu tej pracy jej członkowie złożyli przysięgę, że dokumenty mają pełną wartość historyczną, czyli że nie były zmieniane, podrabiane, czy fałszowane.

- Jednym z wymogów procesu jest stwierdzenie braku kultu publicznego Sługi Bożego?

- Tak. Poświęcona temu była 246 sesja, która obyła się 27 maja 2000 r. Przesłuchano dwóch świadków: ks. Jerzego Zalewskiego, proboszcza parafii archikatedralnej w Warszawie i ks. Andrzeja Wrotniaka, rezydenta w domu parafialnym. Biskup delegat Stanisław Kędziora podczas sesji wraz promotorem sprawiedliwości i notariuszem zwiedzili miejsca gdzie żył, pracował na co dzień i umarł (pałac arcybiskupów, kuria metropolitalna przy ul. Miodowej, archikatedra św. Jana) i inne pomieszczenia.
Chodziło o urzędowe stwierdzenie czy nie ma czegokolwiek, co świadczyłoby o oddawaniu zmarłemu opinii niedozwolonego kultu publicznego. Podczas tej sesji delegat biskupa ks. Grzegorz Kalwarczyk ogłosił i podpisał 27 maja 2000 roku urzędową Deklarację o braku takiego kultu.
Ponadto, podczas tej sesji obydwaj świadkowie potwierdzili miejsce pochowania doczesnych szczątków Sługi Bożego kard. Wyszyńskiego.

- A jak była badana pod kątem zgodności z nauczaniem Kościoła olbrzymia spuścizna pisana, jaką pozostawił po sobie Prymas Tysiąclecia?

- W świetle obowiązującej procedury każde pismo kandydata na ołtarze, szczególnie pisma wydane drukiem, musi przeczytać dwóch cenzorów niezależnie od siebie, i to obojętne czy zostały wydane przed czy po śmierci Sługi Bożego. 12 maja 1989 r. kard. Józef Glemp mianował dwunastu cenzorów teologów, po dwóch dla każdej pozycji.
Cenzorzy przygotowują opinię na piśmie niezależnie od siebie. Każdy z nich wydaje ocenę teologiczną pod kątem katolickiej ortodoksji. Cenzor zobowiązany był wydać opinię obiektywną i uzasadnioną faktami, czy pisma są zgodne z wiarą i moralnością chrześcijańską. W ocenie pism wyłania się wątpliwa kwestia odnośnie do poddawania cenzurze pism niedrukowanych. W praktyce przeważyła opinia, że pisma niedrukowane należy również poddać ocenie teologicznej. Jeśli chodzi o pisma niedrukowane, to w procesie Sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego trzeba było przestudiować i ocenić nie tylko jego kazania i przemówienia w maszynopisie, także zapiski odręczne, które sporządzał codziennie przez większość swego życia tzw. „pro memoria” i liczną korespondencję.
W pracy wyznaczonych teologów badana jest nie tylko „strona negatywna”, czy przypadkiem nie tam jakiś błędów doktrynalnych, ale także treść pozytywna, czyli co Sługa Boży wniósł do nauczania i życia Kościoła, do teologii, itd. Ta praca ze względu na ogrom spuścizny pozostawionej przez kard. Wyszyńskiego trwała dosyć długo. Opinie teologów o pismach Sługi Bożego w znajdują się w druku w trzecim tomie „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis”.

- Czy cenzorzy napotkali na jakieś problemy, mieli jakieś uwagi, czy wszystko przebiegło bez żadnych wątpliwości?

- – W toku prac nad pismami cenzorzy pism kard. Wyszyńskiego nie stwierdzili żadnych zasadniczych wątpliwości czy zastrzeżeń, przeciwnie stwierdzili absolutną pewność moralną.

- Jak długo trwał proces kard. Stefana Wyszyńskiego na etapie diecezjalnym?

- Dwanaście lat od 20 maja 1989 r. do 6 lutego 2001 r. Podczas procesu odbyło się 289 sesji. 6 lutego 2001 r. miała miejsce 289. ostatnia publiczna sesja zamknięcia procesu przez kard. Glempa w archikatedrze warszawskiej. Na widok publiczny w prezbiterium została wówczas wyłożona olbrzymia ilość teczek zawierających akta procesu, publikacje książkowe i inne materiały. Osobą upoważnioną do przewiezienia akt procesu do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych został wyznaczony i zaprzysiężony postulator diecezjalny ks. Stefan Kośnik.

- A kiedy akta procesu złożono w Kongregacja spraw Kanonizacyjnych?

- Nastąpiło to 27 kwietnia 2001. Kolejnym etapem było sprawdzenie czy proces został przeprowadzony zgodnie z przepisami prawa kanonizacyjnego. 7 czerwca 2001 r. nastąpiło w Kongregacji otwarcie akt procesu.

- A co z tego wielkiego zasobu zostało przetłumaczone na język włoski?

- Przetłumaczono wszystkie zeznania świadków, oceny teologów oraz najważniejsze spośród innych dokumentów. Wszelka inna dokumentacja, włącznie z książkami oraz tekstami kazań została przekazana w języku polskim w dwóch egzemplarzach. Jest ona zdeponowana w archiwum Kongregacji, aby były do wglądu w razie potrzeby.

- Jak dalej proces przebiegał w Kongregacji?

- Najpierw Kongregacja zbadała czy w toku procesu procedura kanoniczna została zachowana. Zgodnie z przepisami, 8 lutego 2002 r. został wydany dekret o ważności procesu na etapie diecezjalnym. Świadczy to, że zgromadzona dokumentacja była materiałem wiarygodnym i wystarczającym do prowadzenia dalszych prac nad udowodnieniem heroiczności cnót.
Wówczas oprawiane zostały akta zeznań procesu, w tym przypadku było ich 38 tomów. Mają one białą oprawę i stanowię tzw. Kopię Publiczną. Osobno zostały załączone książki i inne materiały. Jeden egzemplarz każdego z tomów pozostał w archiwum Kongregacji. Drugi egzemplarz Kopii Publicznej otrzymał postulator do pracy nad heroicznością cnót, pod kierunkiem relatora Kongregacji.

- A kto został postulatorem procesu w Rzymie?

- Pierwszym postulatorem rzymskim 13 marca 2001 został mianowany ks. dr Marian Rola, rektor Kolegium Polskiego w Rzymie. Jego następcą został 6 września 2003 ks. dr Marek Stępień, również rektor Kolegium. A relatorem w procesie Kongregacja mianowała 3 marca 2002 ks. Hieronima Fokcińskiego SI.
Gdy 1 kwietnia 2007 abp Kazimierz Nycz został metropolitą warszawskim, odpowiedzialnym za proces Stefana Wyszyńskiego, podjął liczne działania mające na celu przyspieszenia prac z nim związanych a toczących się w Rzymie. Z jego inicjatywy 24 listopada 2010 funkcję postulatora przejął o. Zbigniew Suchecki OFMconv, profesor prawa kanonicznego Papieskiego Fakultetu św. Bonawentury „Seraphicum” w Rzymie. Mnie mianował wicepostulatorem.
Z kolei po przejściu ks. Fokcińskiego SI na emeryturę, 15 marca 2007 r. Kongregacja mianowała kolejnym relatorem o. Daniela Olsa OP. A po zrzeczeniu się przez niego tego obowiązku, 24 listopada 2010 relatorem został mianowany przez prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych (na wniosek kard. Nycza) o. prof. Zdzisław Kijas, OFMConv - dziekan rzymskiej uczelni „Seraficum”. I to on doprowadził proces kard. Wyszyńskiego do końca.

- Co – na etapie procesu w Kongregacji - jest zadaniem postulatora a co relatora?

- Głównym zadaniem postulatora jest praca nad opracowaniem „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis” (Dokumentacja o heroiczności cnót) sługi Bożego. Jest to kilkusetstronicowe opracowanie prezentujące życiorys, dokonania a przede wszystkim dowodzące heroiczności cnót danego sługi Bożego.
Natomiast zadaniem relatora jest towarzyszenie pracy postulatora i jego współpracowników, kontrola przebiegu przedłożonych prac: czy są właściwe, czy wymagają jeszcze dalszego uzupełnienia oraz czuwanie nad ścisłym przestrzeganiem obowiązujących procedur. Relator wydaje opinię, czy zebrano całość wymaganej dokumentacji, czy jest wiarygodna, czy została dobrze zredagowana. Po wnikliwym przestudiowaniu zebranego materiału przygotowuje wprowadzenie w którym wyraża aprobatę, że dokumentacja procesu może być przekazana Komisji teologów, których zadaniem jest ocena świętości i heroiczności cnót kandydata na ołtarze.

- A na czym polegała praca Ojca, jako wicepostulatora rezydującego w Warszawie?

- Moim obowiązkiem od 2009 r. była bezpośrednia pomoc rzymskiemu postulatorowi w opracowaniu „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis”. Konkretnie chodziło o pracę nad dokumentacją dotyczącą heroiczności cnót kard. Wyszyńskiego. Pracowałem więc nad zbieraniem i opracowywaniem olbrzymiej ilości dokumentów. Pomagał mi w tym świetny teolog ks. prof. Piotr Nitecki, specjalizujący się w katolickiej nauce społecznej i historii Kościoła w Polsce. Ale na nieszczęście, w grudniu 2011 r. zginął on w wypadku samochodowym na Dolnym Śląsku.
Po śmierci ks. Niteckiego został zaangażowany pan Piotr Marian Romaniuk, biograf kard. Wyszyńskiego. Współpracowała też od samego rozpoczęcia procesu pani Aniela Michalska. Nasze prace prowadziliśmy pod kierunkiem relatora o. Kijasa z Rzymu, który dokonywał korekty opracowań i je aprobował.

- Wśród materiałów które były opracowywane, na pewno uwzględnialiście też materiały zebrane przez komunistyczne służby. Na ile teczki gromadzone przez bezpiekę przydały się w waszej pracy?

- Te materiały były pomocne bo dostarczały informacji o niezłomności kard. Wyszyńskiego, który nigdy nie dał się złamać czy zastraszyć. Nie można było ich pominąć, ale czy wykorzystaliśmy wszystko? Trudno powiedzieć, bo tego jest bardzo wiele. Zresztą wiele z nich się powtarzało, bo przecież jeśli każdy pierwszy sekretarz partii otrzymywał raport, to kopii sporządzano 8-9 i wędrowały one do różnych jednostek partyjnych i rządowych, w tym do Urzędu ds. Wyznań. Ale, w gruncie rzeczy materiały te zostały zebrane i ocenione. Podobnie jak dokumenty z Archiwum Watykańskiego, z których skopiowano dokumenty, które przydały się nam przy opracowywaniu kwestii heroiczności cnót Prymasa.
W sumie owocem naszej pracy było opracowanie i przygotowaniem do druku w języku włoskim - po uprzedniej aprobacie relatora sprawy – trzech tomów „Positio super vita, virtutibus et fama sanctitatis”. Tom pierwszy liczy 514 stron; drugi – 748 a trzeci – 725. Łącznie 1900.

- Potężne opracowanie...

- Owszem, nad tymi trzema tomami o heroiczności cnót mocno się napracowaliśmy. Materiały te zawiózł do Watykanu osobiście kard. Nycz i 24 listopada 2015 r. wręczył je prefektowi Kongregacji ds. Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato, który po zapoznaniu się z ich treścią podjął decyzję o mianowaniu komisji złożonej z ośmiu teologów. Doszło do tego w grudniu 2015 r. Na podstawie lektury „Positio” każdy z teologów przygotował własną opinię na piśmie. 26 kwietnia 2016 r. odbyło się plenarne posiedzenie całego gremium (kongres teologów konsultorów), na którym orzeczono heroiczność cnót jednomyślnie. Opinie teologów wydane drukiem: „Relatio et Vota”, Roma 2017 mają 146 stron.
Kolejna Komisja, kardynałów i biskupów, która jest ostatnim gremium oceny heroiczności cnót Sługi Bożego odbyła się 12 grudnia 2017 r. pod przewodnictwem kardynała Amato.
Decyzję o stwierdzeniu heroiczności cnót Ojciec Święty Franciszek podpisał 19 grudnia 2017 r. i polecił zredagowanie i opublikowanie Dekretu o heroiczności cnót Stefana kardynała Wyszyńskiego, którego ostatnia sentencja brzmi: „Jest pewność co do praktykowania cnót teologalnych – Wiary, Nadziei i Miłości zarówno w stosunku do Boga jak i do bliźniego, a także co do praktykowania cnót kardynalnych - Roztropności, Sprawiedliwości, Umiarkowania i Męstwa, oraz cnót z nimi związanych, przez Sługę Bożego Stefana Wyszyńskiego, Świętego Kościoła Rzymskiego Kardynała, Arcybiskupa Metropolitę Gnieźnieńskiego i Warszawskiego, Prymasa Polski, w danym przypadku i w odniesieniu do skutku, o który chodzi”.

- Czy na rzymskim etapie procesu także przesłuchiwani są świadkowie czy już nie?

- Jeżeli zaistnieje potrzeba, to tak. I w tym wypadku tak właśnie było. Czasami trzeba po prostu wyjaśnić pewne sprawy.

- Oprócz zatwierdzenia dekretu o heroiczności cnót do beatyfikacji niezbędne jest uznanie cudu dokonanego za wstawiennictwem kandydata na ołtarze, Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego. A z tym związana była odrębna procedura? – Tak. Na przełomie 14-15 marca 1989 r. wydarzył się cud uzdrowienia 19-letniej, nowicjuszki ze zgromadzenia Sióstr Uczennic Krzyża, której zagrażała śmierć. Zgromadzenie zakonne do którego wstąpiła s. Nulla zostało założone w roku 1982 przez nazaretankę, s. Christianę Mickiewicz. Celem zgromadzenia jest modlitwa i ofiara za tych, którzy są daleko od Boga. W początkach formacji nowego zgromadzenia s. Christiana zetknęła się z Ruchem Pomocników Matki Kościoła zainicjowanym przez Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Dzięki zawartemu tam przesłaniu charyzmat zgromadzenia został pogłębiony o całkowite zawierzenie się Maryi, dzięki której Ks. Prymas ratował wiarę w Polsce. Podczas jego pogrzebu s. Christiana błagała Boga o to żeby mogła wprowadzić w życie dziedzictwo tego, który wszystko postawił na Maryję.

- Wkrótce potem siostry zaczęły otrzymywać różne łaski przez przyczynę Sługi Bożego Prymasa Wyszyńskiego w realizacji swego powołania. Kobieta wstąpiła do Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża w roku 1986, a jej choroba ujawniła się w roku 1988. W jednej ze szczecińskich klinik stwierdzono u niej raka tarczycy z przerzutami. 17 lutego 1988 r. wykonano w Szczecinie rozległą operację usuwając zmiany nowotworowe oraz dotknięte przerzutami węzły chłonne.
Ponieważ choroba się rozwijała, w 1989 r. jej leczenie przejęło Centrum Onkologii w Gliwicach, stosując m.in. jod-radioaktywny I-131. Terapia nie przynosiła jednak skutku. W międzyczasie w gardle wytworzył się pięciocentymetrowy guz, który młodą osobę uciskał i dusił. Później sama zainteresowana zeznała w toku procesu, że jej stan był tak ciężki, iż każdy oddech mógł być ostatnim.
Założycielka nowego zgromadzenia s. Mickiewicz zmobilizowała współsiostry, mamę chorej i kilka innych osób do modlitwy o uzdrowienie chorej za przyczyną sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego. Abp Majdański, na prośbę przełożonej, na wypadek śmierci, pozwolił nowicjuszce na wcześniejsze złożenie ślubów. Podczas Eucharystii sprawowanej przez bp. Stefanka siostra złożyła śluby przed wyjazdem do Gliwic dnia 28 stycznia 1989. Trwała żarliwa modlitwa. Jak wskazuje historia choroby, w dniach 14 i 15 marca sytuacja była już bardzo groźna – chorej groziła śmierć. I właśnie tej nocy nastąpił przełom, guz zaczął się „wycofywać”. W trzy tygodnie po uzdrowieniu kobieta opuściła szpital. Odbyła przewidziany prawem nowicjat, złożyła śluby. Co jakiś czas gliwickie Centrum Onkologii wzywało byłą pacjentkę na badania. Od chwili uzdrowienia po każdym badaniu nie stwierdzano istnienia markerów nowotworowych. Siostra żyje i pracuje w zgromadzeniu do dziś, ma teraz około 50 lat.

- Niezwykłemu uzdrowieniu nie nadano jednak wtedy rozgłosu.

- Arcybiskup Majdański mobilizował siostry, żeby zainteresowały się tą sprawą, ale nie zdołały podjąć działań. I tak minęło 20 lat, aż do 2011 r. Wtedy kiedy zwróciły się do mnie z prośbą o pomoc w przygotowaniu konstytucji dla nowego zgromadzenia Sióstr Uczennic Krzyża. Podjąłem się tej pracy i w ciągu roku je opracowałem. Kiedy zakończyliśmy prace i żegnaliśmy się, siostry zapytały o postępy w procesie beatyfikacyjnym kard. Wyszyńskiego. Odpowiedziałem, że sprawa się toczy, ale nie ma cudu. Wtedy opowiedziały mi o ciekawym przypadku uzdrowienia, jaki wydarzył się w ich wspólnocie. Poprosiłem o kontakt z uzdrowioną, a zainteresowana siostra pomogła mi uzyskać dokumentację choroby ze szpitali w Szczecinie i w Gliwicach.
Następnie jako wicepostulator procesu skontaktowałem się z obecnym metropolitą szczecińskim abp Andrzejem Dzięgą.
Na jego ręce złożyłem prośbę o rozpoczęcie w Kurii diecezjalnej procesu o zbadanie domniemanego uzdrowienia siostry. W ramach tych procedur poprosiłem dwóch lekarzy o wstępne zbadanie czy sprawa zasługuje na rozpoczęcie procesu o domniemanym uzdrowieniu chorej. Po otrzymaniu opinii pozytywnych, zwróciłem się do Arcybiskupa Metropolity o powołanie trybunału. W skład Trybunału powołanego 27 marca 2012 r. weszli: ks. Aleksander Ziejewski jako delegat biskupa, ks. Ryszard Ziomek, promotor sprawiedliwości i dwaj notariusze. W trakcie procesu przesłuchano 11 świadków wraz z uzdrowioną siostrą. Zostało też powołanych dwóch lekarzy „ab inspectione”, w celu zbadania aktualnego stanu zdrowia osoby uzdrowionej, chodziło o określenie, jaki był stan zdrowia 20 lat temu a jak jest obecnie w toku procesu. Proces zakończył się 28 maja 2013 r. podczas uroczystej sesji w katedrze św. Jana Chrzciciela w Szczecinie.
Akta sprawy przygotowane zgodnie z przepisami w języku polskim i włoskim zostały wysłane do Rzymu. Sprawa domniemanego cudu została przebadana przez grupę biegłych lekarzy pracujących na zlecenie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 29 listopada 2018 r. sześcioosobowe konsylium lekarskie uznało to zdarzenie za niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia i jednogłośnie orzekło, że chora została w sposób cudowny ocalona przed uduszeniem.
Następnie ośmioosobowa komisja biegłych teologów 21 marca 2019 wydała osąd pozytywny, orzekając, że uzdrowienie nastąpiło po modlitwie za wstawiennictwem Sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego. Z kolei 24 września 2019 r. zebrała się komisja kardynałów i biskupów, która potwierdziła autentyczność uzdrowienia za wstawiennictwem kardynała Stefana Wyszyńskiego i zaopiniowała pozytywnie papieżowi sprawę beatyfikacji.
2 października 2019 r. podczas audiencji dla obecnego prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Giovanni Angelo Becciu, papież Franciszek upoważnił Kongregację do ogłoszenia dekretu o cudownym uzdrowieniu. Końcowa sentencja Kongregacji brzmi: „Udowodniono cudowne uzdrowienie przez Boga za wstawiennictwem Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego Metropolity Gnieźnieńskiego i Warszawskiego, Prymasa Polski kardynała świętego Kościoła Rzymskiego, siostry z powodu ostrego zagrożenia przed uduszeniem; nagłe, ostre, trwałe, kompletne ocalenie życia i naukowo niewyjaśnione co do sposobu”.
Zatwierdzenie cudu przez Ojca świętego Franciszka zakończyło proces beatyfikacyjny Sługi Bożego i otworzyło drogę do jego Beatyfikacji.

- Dziękujemy za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa-Praga: Troska o dobro dziecka to nasz priorytet

2020-02-18 19:45

[ TEMATY ]

nadużycia seksualne

Warszawa Praga

©Tatyana Gladskih – stock.adobe.com

Troska o dobro dziecka i młodego człowieka to nasz priorytet. Jego krzywda nie polega tylko na tym, że zostało wykorzystane, ale również na tym, że jego opiekunowie jej nie dostrzegali lub nie interweniowali, by jej zapobiec. Dlatego diecezji warszawsko-praskiej podejmujemy wszelkie możliwe działania nie tylko, by przyjść z pomocą skrzywdzonym, ale również przeciwdziałać wypadkom oraz obojętności otoczenia – powiedział KAI ks. dr Dariusz Szczepaniuk, delegat biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych. Zwrócił uwagę, że diecezja warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży. 28 lutego Kościół w Polsce obchodzić będzie Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Diecezji warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, który poprzez specjalistyczne szkolenia przygotowywały się do przyjmowania zgłaszanych przypadków. W jego skład obok delegata biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych, którym od października 2013 roku jest ks. Dariusz Szczepaniuk i delegata biskupa ds. opieki duchowej i pomocy osobom poszkodowanym w przypadku nadużyć seksualnych, którym od maja 2015 roku jest ks. Zygmunt Wirkowski, są także psycholog – terapeuta, oraz adwokat - świecki prawnik. - Chcieliśmy w skuteczny sposób wesprzeć osoby pokrzywdzone oferując im konkretną pomoc duchową i psychologiczną – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej, ks. Dariusz Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem w diecezji warszawsko-praskiej w ochronie nieletnich były szkolenia zorganizowane dla różnych grup wiekowych i stanowych. Wzięli w nich udział kapłani z różnym doświadczeniem duszpasterskim, alumni Wyższego Seminarium Duchownego, osoby życia konsekrowanego oraz katecheci. Celem spotkań było uświadomienie, że problem występuje i faktycznie nas dotyczy, a więc nie jesteśmy z tego wyjęci. Specjalne szkolenia poprowadził między innymi o. Adam Żak SJ. Były także spotkania z psychologiem, adwokatem, kapłanem, który jest psychologiem, oraz z innymi osobami pracującymi z poszkodowanymi. Starali się: Wytłumaczyć zjawisko wykorzystywania seksualnego; Pokazać skutki jakie spowodowało w psychice ofiary i dlaczego ukrywają swój dramat; Po czym można poznać pewne symptomy świadczące, że osoba jest ofiarą wykorzystania. Zależało nam na tym, by móc jak najszybciej reagować, jeśli w otoczeniu znajdzie się ktoś, kto będzie wysyłał sygnały świadczące, że został skrzywdzony – powiedział ks. Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem było wydanie i upublicznienie 27 września 2018 roku „Norm Ochrony Dzieci i Młodzieży oraz Zasad Praktyk Duszpasterskich w Diecezji Warszawsko-Praskiej”. Dokument ujmuje zasady postępowania w pracy z niepełnoletnimi oraz zawiera procedurę interwencji w przypadku uzyskania informacji o prawdopodobieństwie skrzywdzenia. –„Gdy krzywda zostaje ujawniona w trakcie sakramentu pokuty, należy podjąć próbę nakłonienia penitenta, aby ujawnił te fakty osobie trzeciej, posiadającej odpowiednie przygotowanie” - czytamy w tekście.

Obok przypomnienia o godności dziecka i młodego człowieka dokument jasno zaznacza, że nie do zaakceptowania jest werbalne naruszenie szacunku, w tym erotyzowanie języka w ich otoczeniu.

Przepisy przeznaczone są do stosowania we wszystkich parafiach, wspólnotach i dziełach diecezji warszawsko-praskiej - jako obowiązujące dla duchownych, świeckich wychowawców, nauczycieli, trenerów, animatorów, wolontariuszy, praktykantów i stażystów zatrudnionych na różnych stanowiskach i podejmujących różne zakresy odpowiedzialności.

Następnym krokiem było wydanie w 2019 roku Dyrektorium dotyczącego Zasad Funkcjonowania w Internecie Kościelnych Podmiotów publicznych oraz Osób Duchownych Diecezji Warszawsko-Praskiej. Czytamy w nim, że „media społecznościowe nie są sferą prywatnej aktywności duchownego(…) Powinny służyć do nauczania o Bogu i głoszenia Ewangelii”. Ponadto dokument jasno wskazuje, że profil duchownego w sposób jednoznaczny powinien zawierać informację o jego stanie kapłańskim poprzez umieszczenie zdjęcia z koloratką oraz, że komunikacja z osobami poniżej 15 roku życia powinna odbywać się w przestrzeni publicznej, bez prowadzenia komunikacji prywatnej.

- Trzeba mieć świadomość, że wiele przestępstw w materii wykorzystywania seksualnego dokonuje się obecnie właśnie w internecie, poprzez różnego rodzaju fora internetowe, czy czaty. Chodziło nam o uwrażliwienie na to co tam się dzieje szczególnie młodego duchowieństwa, by nie stawało się powodem przestępstwa, lub nie prowokowało w jakiś sposób do popełnienia przestępstwa. Szkolenia w tej materii przeszli już zarówno kapłani, jak i alumni – poinformował ks. Szczepaniuk.

Zapewnił, że szkolenia będą kontynuowane w kolejnych latach dla poszczególnych grup. – Z każdym rokiem jesteśmy bogatsi o nową wiedzę, nowe doświadczenia, oraz o rozwiązane już problemy. Im większa jest świadomość wśród osób duchownych, katechetów świeckich, czy w ogóle osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, tym łatwiej nie narażać się na sytuacje budzące wątpliwości – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Od 2012 roku w diecezji warszawsko-praskiej było dziesięć zgłoszeń, przy czym nie dotyczyły one spraw bieżących, ale zdarzeń przeszłych. – Były takie sytuacje, że poszkodowany przychodził umówiony, ale także i takie, kiedy osoba decydowała się na to z marszu. Zdarzyły się również i powiadomienia listowne w których osoba wspominał, ale bez podawania konkretów. Wówczas starałem się zachęcić do osobistego spotkania w kurii, by mogła bardziej szczegółowo naświetlić problem i powiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło – powiedział delegat.

Podkreślił, że najważniejsze jest wówczas wysłuchanie osoby i poważne potraktowanie sprawy. Przyznał, że nie jest to proste, biorąc pod uwagę emocje, oraz wcześniejsze doświadczenia poszkodowanego. W większości przypadków osoby, które się zgłaszają mają uraz do kapłanów i Kościoła jako instytucji, dlatego staram się tak z nimi rozmawiać, by nie czuły się ponownie odepchnięte i pozbawione pomocy – zapewnił ks. Szczepanik.

Przyznał, że czasu nie da się cofnąć, ale można pomóc człowiekowi na drodze uzdrowienia psychicznego i duchowego. - Już samo powiedzenie głośno, tego co się wydarzyło, jest jakimś otwarciem się na pomoc, jest wyjść ku przyszłości. Nie jest to proces łatwy i mam świadomość, że nie da się od razu rozwiązać problemu – powiedział duchowny.

Podkreślił, że w diecezji warszawsko-praskiej do dyspozycji jest kilku różnych psychologów, jeśli chodzi o osoby pokrzywdzone. - Są oni biegli w tym temacie i mogą skutecznie pomóc. Nie narzucamy jednak nic osobie, dając możliwość wyboru, ponieważ to gwarantuje skuteczność terapii - podkreślił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem od 2017 roku każdy, kto ma informacje o przestępstwie molestowania dzieci i młodzieży jest zobowiązany zgłosić ten fakt na policję lub do prokuratury. - Nawet wówczas, kiedy nie było takiego przepisu, zawsze wskazywałem osobie pokrzywdzonej, że w każdej chwili, w każdym momencie ma Pani/ Pan możliwość pójścia i zgłoszenia tego przypadku do prokuratury – powiedział ks. Szczepaniuk.

Mówiąc o procesie kanoniczym zwrócił uwagę Kościół jako kuria ma dużo mniej środków i sposobów gromadzenia danych niż państwowe i jego organy ścigania. Wstępne dochodzenie kanoniczne może trwać ok. roku. Do nas należy wysłuchanie obu stron, świadków jeśli są, oraz zebranie opinii psychologa. Następnie przesyła się dokumenty do Kongregacji Doktryny Wiary, gdzie sprawa jest rozpatrywana. Dostajemy stamtąd wskazówki co dalej robić. Najczęściej Stolica Apostolska zobowiązuje biskupa do prowadzenia procesu karno-administracyjnego w diecezji. Na tym etapie opieramy się na dotychczasowym materiale dowodowym, oraz jeśli jest możliwość - staramy się zebrać nowe dowody i opinie biegłego psychologa. Następnie zapada wyrok, który aby był prawomocny, wymagane jest zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej – tłumaczy kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Zwracił uwagę, że jeśli trudno jest dotrzeć do dowodów, ponieważ np. sprawca czynu już nie żyje, wówczas decyzja należy do biskupa. Przeważnie w tego rodzaju sytuacjach dochodzi do umorzenia sprawy procesowej, co nie oznacza, że osobę pokrzywdzoną zostawia się samej sobie. Pozostaje wsparcie duchowe i psychologiczne – podkreślił duchowny.

Obecnie ok. czterech spraw toczy się jeszcze w diecezji w ramach wstępnego dochodzenia lub procesu. Było także pięć spraw w których mieliśmy odczynienia z postępowaniem cywilnym, czyli państwowym, które zostało już zakończone i kara została odbyta lub umorzona. Mimo to, trwają nadal procesy kościele. Trzeba mieć bowiem świadomość, że w momencie zgłoszenia sprawy do prokuratury, następuje zawieszenie procesu kościelnego do czasu rozstrzygnięcia. Po ogłoszeniu wyroku w sądzie państwowym, wznawiamy proces kościelny, nawet jeśli sprawa została umorzona w wyniku przedawnienia. Tak więc, każda sprawa toczy się na dwóch poziomach – zwrócił uwagę ks. Dariusz Szczepaniuk.

- Najcięższą karą kościelną, którą przewiduje prawo kanoniczne jest wydalenie ze stanu duchownego. Często zdarza się, że ks. jest suspendowany. Jest to kara czasowa, której celem jest doprowadzenie osoby do poprawy, zmiany swojego sposobu postępowania. Może ona trwać nawet kilka lat i wiązać się z zakazem wykonywania wszystkich, bądź niektórych czynności kapłańskich i posług. Po zakończeniu tego okresu, który może być z góry określony, bądź też nie - dochodzi do zdjęcia kary. Nie kieruje się jednak już takiego księdza do pracy z dziećmi i młodzieżą – zapewnił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z postanowieniem Konferencji Episkopatu Polski pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie przeżywany w całym Kościele w naszej Ojczyźnie jako - Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich. W diecezji warszawsko-praskiej odbędzie się Droga Krzyżowa w bazylice katedralnej ze specjalnymi rozważaniami w której weźmie udział pasterz diecezji, bp Romuald Kamiński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję