Reklama

Pamiętają o swoich aniołkach

2017-10-11 11:11

Magdalena Kowalewska
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 9

Graziako

Każda śmierć boli. Śmierć dziecka rozrywa serce. Rodzicom trudno jest ją po ludzku przyjąć i zrozumieć. Zadają sobie pytanie: „dlaczego?”, na które nie znajdują odpowiedzi. W przeżyciu żałoby i pogodzeniu się z odejściem dziecka pomaga jego ostatnie pożegnanie

Poronienie, martwe urodzenie i śmierć okołoporodowa, według statystyk, dotykają ponad 40 tys. rodzin rocznie. Jednak utracone dzieci to nie tylko te nienarodzone lub które przyszły na świat i wkrótce odeszły do nieba. Dzień Dziecka Utraconego to szczególny czas zadumy również dla rodziców, których pociechy zmarły wskutek wypadków komunikacyjnych czy innych zdarzeń.

Ostatnie pożegnanie

Katarzyna Pazdan, autorka przewodnika dla dzieci po duchowej adopcji, była w trzeciej ciąży, gdy usłyszała, że jej dziecko nie żyje od dwóch tygodni. Miała już wówczas dzieci, Zosię i Jędrka, ale świat jej się zawalił, jak każdej kobiecie w tych dramatycznych chwilach. Straciła dziecko pod koniec trzeciego miesiąca ciąży. Nie miała wiedzy o tym, że można je pochować. To było już jej kolejne poronienie. – Czułam wielką tęsknotę za utraconym dzieckiem i ból, że nie mogłam go zobaczyć. Nie wiedziałam, że można tęsknić za dzieckiem, którego nigdy się nie widziało, oraz czuć ogromny żal z tego powodu, że się go nie pochowało – wyznaje. Po tym wydarzeniu szybko zaszła w kolejną ciążę, która również była zagrożona. Cała rodzina zaczęła się gorliwie modlić do Matki Bożej. Urodziła się zdrowa Hania.

– Dla rodziców nie ma znaczenia, czy utracili dziecko w 8. czy w 36. tygodniu, czy zmarło ono, gdy dorastało. Przeżycie żałoby pozwala na uświadomienie sobie straty oraz pogodzenie się z tym, co się wydarzyło – wyjaśnia Joanna Piątek-Perlak, psycholog perinatalny. Od 22. tygodnia ciąży prawo obliguje do pochówku nienarodzonego dziecka, wcześniej ostatnie pożegnanie zależy od decyzji rodziców. Ok. 90 proc. kobiet po rozmowach z personelem medycznym, mimo wielkiego bólu po stracie i wahania, czy chce zobaczyć zmarłe dziecko, o ile to możliwe, decyduje się na jego ostatnie pożegnanie. – Wzięcie dziecka na ręce, pocałowanie go i pozwolenie po ludzku na jego odejście to jeden z kamieni milowych przeżywania żałoby – wyjaśnia Joanna Piątek-Perlak. Możliwość zapalenia znicza, położenia kwiatów i pomodlenia się na grobie swojego aniołka pozwala rodzicom na duchową bliskość z dzieckiem.

Reklama

Syndrom pustych rąk

Joanna Grzybowska jest mamą trójki dzieci – 4-letniej Liliany, 5-miesięcznego Leona i Tymoteusza, który 5 lat temu urodził się martwy. Potwierdza, że mimo bólu i cierpienia, które przeżywają w takich sytuacjach rodzice, ważne jest pożegnanie się z dzieckiem. Sama tego doświadczyła. – To pomaga w uporaniu się z tym zdarzeniem i pozwala na powrót do normalnego życia – mówi pani Joanna.

Dla matek przeżywających śmierć dziecka ważne jest wsparcie tych, z którymi mają kontakt zaraz po tym wydarzeniu. Wielka odpowiedzialność w takich sytuacjach spoczywa zarówno na personelu medycznym, jak i na osobach duchownych, dla których towarzyszenie rodzicom zmarłych dzieci to wielkie wyzwanie. – Kobiety otrzymują ode mnie wsparcie jako nie tylko położnej, ale także osoby, która kilka razy sama doświadczyła straty dziecka – wyznaje Sylwia Bieńkowska. – Zachęcanie do pożegnania się ze zmarłymi dziećmi nie jest prostym doświadczeniem dla personelu medycznego, wszystko zależy od światopoglądu konkretnych lekarzy i położnych – dodaje i wskazuje na „syndrom pustych ramion u kobiet, które nie pożegnały się ze swoim zmarłym dzieckiem”. Często przez resztę swojego życia tęsknią za przytuleniem swojej pociechy i doświadczeniem macierzyństwa, nawet jeśli udaje im się ponownie zajść w ciążę i urodzić dzieci.

Nienadaremna śmierć

Rodzice, którzy doświadczyli śmierci dziecka, mogą liczyć na różne formy pomocy ze strony zarówno terapeutów, jak i innych rodziców, którzy dzielą się podobnymi przeżyciami. Grupa wsparcia dla rodziców utraconych dzieci znajduje się m.in. przy klasztorze Dominikanów na warszawskim Służewie. Tworzą ją osoby, które doświadczyły straty dziecka, nie tylko na etapie ciąży. Katarzyna Doboszyńska-Markiewicz wraz z mężem Kamilem pomaga prowadzić te spotkania.

– Choć od śmierci naszej Hanulki minęło już sporo czasu i wszystkie „książkowe” etapy żałoby mamy dawno za sobą, bardzo potrzebujemy takiego momentu celebrowania pamięci o córci, podtrzymywania relacji miłości, także w tajemnicy świętych obcowania, szczególnie odczuwalnej na naszych Mszach św. dla rodziców po stracie dziecka – opowiada mama Hani i trzech ziemskich chłopaków. – Miłość i pamięć to jedyne, co mogę dziś dać swojej córci, której brak zawsze będzie bardzo bolesny w naszej rodzinie. Śmierć dziecka jest raną, której nie leczy czas, ale można nauczyć się z tą raną żyć, choć oczywiście życie nigdy już nie będzie takie jak wcześniej – dodaje.

Joanna Piątek-Perlak na Śląsku prowadzi trzecią bezpłatną edycję spotkań dla rodziców utraconych dzieci – uczestniczą w nich mężczyźni. I oni, podobnie jak kobiety, potrzebują wielkiego wsparcia. Nie potrafią wyrazić bólu i cierpienia, które wewnętrznie przeżywają po stracie dziecka. – W tych trudnych chwilach troszczą się o kobiety i zapominają o sobie – wskazuje pani Piątek-Perlak, która również utraciła dziecko. W 28. tygodniu urodziła Zuzię. Dziewczynka jako wcześniak zmarła. Rok po stracie pani Joanna zaszła w ciążę i urodziła syna Tadeusza. Gdy cieszyła się przyjściem na świat Tadzia, na oddziale pojawiła się pacjentka, która urodziła martwe dziecko. Wtedy pani psycholog poczuła, że chce podzielić się swoim doświadczeniem i jej pomóc. Zapragnęła nieść pomoc innym kobietom, które straciły dziecko. Dziś pracuje na oddziale, na którym umarła jej córka. – Zrozumiałam, że śmierć Zuzi nie była nadaremna – wyznaje.

Tagi:
dziecko utracone Dzień Dziecka Utraconego

Reklama

Dzieci w niebie

2019-10-22 13:00

Ks. Mariusz Frukacz, Jowita Kostrzewska
Edycja częstochowska 43/2019, str. 4

- Wierzymy w to, że nasze dzieci są w niebie - dzielili się swoim świadectwem Jowita i Michał podczas modlitwy w Dzień Dziecka Utraconego, który obchodzony był 15 października

Jowita Kostrzewska
Ważnym momentem podczas Dnia Dziecka Utraconego jest świadectwo rodziców

Wszyscy dotknięci dramatem straty dziecka w wyniku choroby, poronienia, przedwczesnego porodu, wypadku czy aborcji spotkali się na modlitwie w parafiach archidiecezji częstochowskiej. Patronat honorowy nad obchodami objął abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

W tym roku uczestnicy obchodów Dnia Dziecka Utraconego spotkali się na modlitwie i refleksji m.in. w sanktuarium św. Józefa w Częstochowie, w Wieluniu w Klasztorze Sióstr Bernardynek oraz w Radomsku w kościele św. Ojca Pio.

W sanktuarium św. Józefa w Częstochowie spotkanie rozpoczęło się modlitwą różańcową w intencji rodziców doświadczonych stratą dziecka. Następnie Mszy św. przewodniczył ks. Piotr Klekociński. - Każdy z nas ma takie momenty w życiu, kiedy nasze serce jest rozrywane. Grzechy, nasze złości sprawiają, że nasze serce rozrywa się. Przychodzimy wówczas do Chrystusa, aby leczył i zabliźniał wszystkie rany, które krwawią - mówił w homilii ks. Klekociński.

- Dzisiaj przed Chrystusem z takim sercem porozrywanym przez ból stają rodzice, którzy stracili swoje dzieci. Jesteśmy z wami i chcemy was bardzo mocno oddać w Serce Pana Boga - kontynuował kapłan i dodał: – Rodzice, którzy utracili swoje dzieci, nie mieli możliwości ich przytulenia i pogłaskania, ale Chrystus robi to za nich.

Po Mszy św. swoim świadectwem podzielili się Jowita i Michał, którzy przybyli z synkiem Antosiem. Rodzice opowiedzieli o walce o życie Antosia, który, według lekarzy, miał się urodzić z wieloma wadami kwalifikującymi go do aborcji. Wsparcie i obecność Bożą w tamtym trudnym czasie rodzice odczuwali na każdym kroku. Po narodzinach Antosia były problemy z jego zdrowiem, ale z czasem wszystko zaczęło ustępować. Jedynym trudem, który pozostał, są gorzej wykształcone rączki, co jednak nie przeszkadza Antosiowi realizować swoich celów, choćby nauki w Jasnogórskiej Szkole Muzycznej, oraz gry na instrumentach perkusyjnych.

Rodzice podzielili się także trudnymi przeżyciami związanymi z utratą swoich dzieci: Marysi i Pawełka. - Serce naszego dziecka ładnie biło. Nic nie wskazywało na problemy. Niestety, straciliśmy naszą córkę Marysię. Wiemy, że nasza córeczka jest w niebie, że jest szczęśliwa. Potem także kolejne nasze dziecko - Pawełek – odeszło w wyniku poronienia - mówił p. Michał.

- Jesteśmy członkami Domowego Kościoła. Podjęliśmy również Dzieło Duchowej Adopcji. Poczuliśmy na sobie, że Jezus w największym bólu wyzwala i uzdrawia - podkreśliła p. Jowita.

Także sam Antoś podzielił się swoim świadectwem. Mówił o trudnościach swojego życia i ogromnej tęsknocie za rodzeństwem, które odeszło przedwcześnie.

Podczas spotkania odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu i Droga Krzyżowa. Bliscy utraconych dzieci nieśli krzyż. Rodzice nadawali imiona swoim utraconym dzieciom, zapalili przy ołtarzu światełka pamięci oraz oddali je Bogu podczas modlitwy ofiarowania. Po raz pierwszy też imiona dzieci, które nie mają swoich grobów, mogły być zapisane w Księdze Pamięci Dzieci Utraconych. Dzieci, które zostały wpisane do księgi, oraz ich rodzice, będą powierzane Bogu podczas Mszy św. nowennowej do Dzieciątka Jezus sprawowanej w sanktuarium św. Józefa w Częstochowie każdego 25. dnia miesiąca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Małżeństwo cywilne i kanoniczne

(E)
Niedziela Ogólnopolska 9/2003

Związek małżeński mogą zawrzeć nie tylko ludzie młodzi i zdrowi

Mężczyzna i kobieta zawierają związek małżeński, jeśli jednocześnie, w obecności kierownika urzędu stanu cywilnego, złożą oświadczenia, że chcą być małżeństwem.

Polskie prawo zezwala na zawarcie małżeństwa, gdy kandydaci na małżonków skończą 18 lat. Przed uzyskaniem pełnoletności zgodę musi wyrazić sąd. Istnieją, oczywiście, jeszcze inne przeszkody: pokrewieństwo, całkowite ubezwłasnowolnienie, czyli brak zdolności do czynności prawnych, choroba psychiczna czy niedorozwój umysłowy. Choroby generalnie są przeszkodą, gdy zagrażają małżeństwu lub zdrowiu potomstwa. Jeśli kierownik urzędu stanu cywilnego, przed którym przyszli małżonkowie muszą złożyć oświadczenie o woli zawarcia małżeństwa, zauważy, że ma do czynienia z taką sytuacją, może odmówić udzielenia ślubu. Oczywiście, możemy się z jego decyzją nie zgodzić i zwrócić się do sądu (rejonowego, właściwego dla adresu USC) o rozstrzygnięcie. Mamy na to 14 dni od daty doręczenie pisma z USC, powiadamiającego nas o odmowie udzielenia ślubu. Sąd powoła wówczas biegłego (lekarza), który zbada stan zdrowia danej osoby i orzeknie, czy istotnie istnieje przeszkoda do zawarcia małżeństwa. Kierownik urzędu stanu cywilnego będzie musiał postąpić zgodnie z orzeczeniem sądu. Jeśli mamy wątpliwości, czy uzyskamy zgodę na ślub w urzędzie, najlepiej od razu zwrócić się o rozstrzygnięcie problemu do sądu.
Może się okazać, że kandydat na małżonka nie będzie mógł przyjść do sądu czy urzędu stanu cywilnego z uwagi na trwałe kalectwo. Wówczas biegły sądowy może badanie przeprowadzić w domu, a kierownik USC może - zgodnie z art. 55 ust. 3: prawo o aktach stanu cywilnego - udzielić ślubu w domu. Możliwe jest też zawarcie małżeństwa przez tzw. pełnomocnika. Takie pełnomocnictwo można sporządzić również w domu chorego, prosząc o przybycie notariusza.

* * *

W związku z konkordatem zawartym między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską prawo polskie przewiduje również możliwość zawarcia tylko ślubu kościelnego, tzw. małżeństwa kanonicznego. Przysięga złożona w obecności duchownego pociąga wówczas takie same skutki cywilne, jak słowa wypowiedziane przed kierownikiem USC. Kandydaci na małżonków nie ominą jednak wizyty w urzędzie stanu cywilnego - muszą bowiem przedstawić duchownemu zaświadczenie stwierdzające brak przeszkód do zawarcia małżeństwa (pamiętajmy, że zaświadczenie to traci ważność po upływie trzech miesięcy od daty wystawienia).
Przyszli małżonkowie muszą wyrazić zgodę na zawarcie małżeństwa słowami, a jeśli jest to niemożliwe - równoznacznym znakiem, np. kiwnięciem głową lub przez pełnomocnika. Dokument pełnomocnictwa musi podpisać osoba zlecająca pełnomocnictwo, duchowny i dwaj świadkowie. Jeśli osoba zlecająca nie może pisać, należy to w dokumencie odnotować i powołać na tę okoliczność jeszcze jednego świadka, który musi również złożyć swój podpis. Jeśli istnieje zagrożenie życia jednej ze stron pragnących zawrzeć małżeństwo, duchowny może udzielić ślubu z pominięciem zaświadczenia z USC. Konieczne jest wówczas zapewnienie duchownego, że kandydaci na małżonków nie wiedzą o istnieniu przeszkód.
Kodeks prawa kanonicznego mówi, że małżeństwa powinny być zawierane w parafii, gdzie przynajmniej jedna ze stron posiada stałe lub tymczasowe zameldowanie lub miesięczny pobyt; w przypadku tułaczy - tam, gdzie obecnie przebywają. Za zezwoleniem własnego ordynariusza lub proboszcza można małżeństwo zawrzeć w innym miejscu.

* * *

Czynność prawna to świadome i zgodne z przepisami prawa zachowanie się człowieka, np. zawarcie umowy, spłata długu.
Osoba pragnąca podjąć czynność prawną musi posiadać do niej zdolność - prawo określa to jako zdolność do czynności prawnych. Pełną zdolność do czynności prawnych nabywa się z chwilą uzyskania pełnoletności. Nie mają zdolności do czynności prawnych osoby, które nie ukończyły 18 lat oraz całkowicie ubezwłasnowolnione.

* * *

W starożytnym Rzymie małżeństwo było w zasadzie aktem nieformalnym. O jego zawarciu przesądzała wola obu stron - kobiety i mężczyzny, którzy pragnęli wieść wspólne życie. Jeśli kobieta przekroczyła próg domu mężczyzny i przebywała pod jego dachem rok, stawała się jego żoną przez "zasiedzenie". Małżeństwo można było, oczywiście, przerwać - wystarczyło wówczas, by trzy kolejne noce żona spędziła poza domem męża.
W średniowieczu upatrzoną na żonę białogłowę po prostu porywano. Z czasem zwyczaj ten - piętnowany przez Kościół - przekształcił się w kupowanie żony, później - kupowanie nad nią władzy. Takie małżeństwo było ważne po dopełnieniu pewnych czynności. Ceremonia zaślubin rozpoczynała się wzięciem kobiety na kolana, zdjęciem jej z głowy wianka, a kończyła... pokładzinami w domu męża.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: wigilijne kolędowanie z plejadą gwiazd

2019-12-12 17:16

it / Jasna Góra (KAI)

W wigilię Bożego Narodzenia odbędzie się rodzinny koncert kolęd z Jasnej Góry w wykonaniu plejady polskich gwiazd. W inicjatywie udział wezmą polscy artyści, którzy zapraszają do wspólnej modlitwy tradycyjnymi świątecznymi utworami. Widowisko religijne przygotowuje Program Pierwszy Telewizji Polskiej.

Krzysztof Świertok/BPJG

Reżyser Bolesław Pawlica podkreśla, że to wielki zaszczyt móc w tak wyjątkowym miejscu realizować świąteczny koncert. Jego formuła jest bardzo prosta. - Chcieliśmy, aby artyści zaprosili do wspólnego śpiewania swoich najbliższych, tak, aby było to rzeczywiście rodzinne kolędowanie - wyjaśnia reżyser. Dodaje, że „każda z gwiazd zaśpiewa jedną kolędę sama, po czym zaprosi kogoś bliskiego ze swojej rodziny, żeby razem z nim kolędować. - Mam nadzieję, że ta idea państwu się spodoba i koncert będzie piękny - mówił Pawlica.

Koncert przygotowywany jest z dużym rozmachem z wykorzystaniem różnorakiego sprzętu: światła, nagłośnienia, kamer, rekwizytów. - Jeśli już dostąpiliśmy tego zaszczytu, by móc tutaj koncertować, chcielibyś my to zrobić jak najlepiej, żeby tą cudowną bazylikę pokazać jak najpiękniej, by w kamerach telewizyjnych wieczorem wyglądała tak, jak widzimy ją w ciągu dnia - powiedział reżyser.

O wielkim przeżyciu, którym jest kolędowanie na Jasnej Górze mówi też Zygmunt Kukla, dyrygent orkiestry Kukla Band. - Robiliśmy już wiele koncertów, ale nigdy tutaj. To jest wyjątkowe miejsce, odczuwamy to już na próbach, zauważyłem atmosferę w orkiestrze inną niż zwykle - powiedział dyrygent. Podkreślił, że „po raz kolejny przekonuje się o tym, że kolędy to prawdziwe arcydzieła”. - To miniaturki, które są nie tylko ładnymi melodiami, ale są wartością samą w sobie a wykonywane w takim miejscu mają wartość unikalną - zauważył.

-Kolędy śpiewane wspólnie z mamą, ojcem, bratem czy siostrą to jest coś, co na pewno stworzy wyjątkową atmosferę, dlatego mam nadzieję, że państwo będziecie nie tylko słuchać, ale i oglądać – powiedział Zygmunt Kukla.

Przypomniał, że Polska jest chyba jedynym krajem, gdzie w tak uroczysty sposób obchodzi się wigilię, śpiewając wtedy głównie kolędy. - Mamy nadzieję, że koncert nadawany w czasie gdy wiele rodzin zasiądzie do wspólnego stołu, też zachęci do kolędowania, że przypomnimy sobie wszystkie zwrotki tych jakże pięknych utworów - powiedział dyrygent.

Na scenie pojawi się prawie 40 osób. Najliczniejszą będzie 7- osobowa rodzina Justyny Steczkowskiej. Po raz pierwszy wystąpi mama barci Golców. Będzie też ojciec Sebastiana Karpiela Bułecki, zespół kolędników z Podkarpacia. W orkiestrze zasiądzie 20 osób, a chór gospelowy liczyć będzie 18 artystów. Reżyser Bolesław Pawlica pięć lat temu przygotowywał na Jasnej Górze koncert kolęd w wykonaniu zespołu Golec uOrkiestry a dwa lata temu realizował koncert na jubileusz 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej. - Chciałem podkreślić swój artystyczny związek z tym miejscem, które jest dla mnie naprawdę szczególne – powiedział artysta. Rodzinny koncert kolęd z Jasnej Góry w wykonaniu plejady polskich gwiazd m.in. braci Golców, Justyny Steczkowskiej, Rafała Brzozowskiego, Mateusza Ziółko, Sebastiana Karpiela Bułecki czy zespołu Pectus zostanie pokazany w dwóch częściach w programie I TVP w wigilię Bożego Narodzenia. Początek ok. 17.20.

Nagranie tego niezwykłego widowiska odbędzie się dziś wieczorem w bazylice jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem