Reklama

Polska finalistą mistrzostw w Rosji

2017-10-11 11:12

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 56

Kiedy Państwo czytają ten felieton, emocje po sukcesie naszych piłkarzy już opadły. Jedziemy na mundial w Rosji w 2018 r. Wygraliśmy swoją grupę i w losowaniu znajdziemy się w tzw. pierwszym koszyku, czyli wśród teoretycznie najlepszych rozstawionych drużyn

Trudno w tym momencie podsumować każdy nasz mecz eliminacji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej – Rosja 2018. Faktem jest, że na przełomie czerwca i lipca przyszłego roku będziemy uczestniczyć w największej futbolowej imprezie po raz ósmy w historii. Ostatni raz, bez powodzenia, zagraliśmy na mistrzostwach w Niemczech w 2006 r. Jedyny prawdziwy sukces, który odnieśliśmy w tego typu rozgrywkach, miał miejsce też u naszych zachodnich sąsiadów – w 1974 r., kiedy niezapomniane „Orły Górskiego” zdobyły brąz. Aż łza się w oku kręci na tamto wspomnienie.

Jak będzie tym razem? Na pewno nie zabraknie emocji, tak jak nie zabrakło ich podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy rozgrywanych we Francji. Tam znaleźliśmy się w gronie ośmiu najlepszych drużyn Starego Kontynentu, a przy odrobinie szczęścia mogło być jeszcze lepiej. Biało-Czerwoni, uskrzydleni tym sukcesem, zajmują obecnie w rankingu FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej) szóstą lokatę. Z pewnością tak wysoka pozycja nie odzwierciedla rzeczywistej siły rażenia naszej kadry, której selekcjonerem jest Adam Nawałka – jak do tej pory jedyny nasz trener, któremu udało się zakwalifikować drużynę do mistrzostw zarówno Europy, jak i świata. Na pewno jest to jego olbrzymi sukces, niemniej jednak nie byłby w stanie go osiągnąć, gdyby nie pokolenie wyróżniających się piłkarzy, wśród których jest jedna wybitna postać.

Jest nią Robert Lewandowski, nasz kapitan, którego kluczowe bramki czy zagrania dawały nam upragnione zwycięstwo i wyprowadzały na prostą całą drużynę (o kibicach, ich emocjach i oczekiwaniach nawet nie wspomnę). Tak było również i w ostatnim meczu eliminacyjnym z Czarnogórą, który wygraliśmy na Stadionie Narodowym 4: 2. Gdyby nie jego determinacja, pewnie tylko zremisowalibyśmy to spotkanie. Lewandowski to zawodnik kompletny. Trudno obecnie wyobrazić sobie naszą kadrę bez niego.

Reklama

Gra jednak cała drużyna. Jej trzon stanowi stare dobre dortmundzkie trio: Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. Niestety, lata lecą i być może rosyjski mundial będzie dla nich ostatnią ważną piłkarską imprezą. Trzeba szukać nowych graczy. Oni są. Choćby tacy, jak: Piotr Zieliński, Bartosz Bereszyński, Mariusz Stępiński czy obecnie kontuzjowany Arkadiusz Milik. Nasza kadra jest w miarę wyrównana. Większość piłkarzy gra w solidnych zagranicznych klubach. Kamil Glik daje jej pewność w obronie, a bramkarze – Wojciech Szczęsny czy inni – spisują się bez zarzutu. Naprawdę stać nas na sukces w Rosji. I oni to wiedzą. Oni to czują. I wcale nie musi to być tylko dotarcie do ćwierćfinału.

Aby tak się stało, trzeba grać konsekwentnie i do końca. Wie o tym Robert Lewandowski, który w ostatnim meczu nie krył zdenerwowania, kiedy Czarnogórcy wyrównali. My po prostu nie możemy już więc grać kunktatorsko. Wydaje się, że niekoniecznie jest to wina piłkarzy. Być może to taka strategia. Jeśli tak rzeczywiście jest, to najwyższy czas, by to zmienić. Może to jednak zrobić wyłącznie sztab trenerski z Adamem Nawałką na czele. Rozumiem, że jest on strategiem, który potrafi zwrócić uwagę na każdy futbolowy detal. Super. Genialnie. Niemniej jednak – w moim odczuciu – powinniśmy być bardziej zdecydowani. Nie chodzi o to, by grać radosną, beztroską piłkę, ale o to, by grać tak, aby przed telewizorem żaden kibic nie „zszedł” na serce, jak to w pewnym momencie po ostatnim spotkaniu żartobliwie wyartykułował (nieco w innych słowach) nawet prezydent RP Andrzej Duda, który już miał wzywać lekarzy.

Dosyć narzekania. Jedziemy do Rosji. Będziemy walczyć o jak najlepszą lokatę. Cieszy fakt, że Biało-Czerwoni stanowią naprawdę zgrany monolit. Praktycznie każdy z piłkarzy już coś w futbolu osiągnął, wiedzie stabilną, opartą na rodzinie egzystencję. Nie słyszy się o skandalach, w których nasi zawodnicy graliby pierwsze skrzypce. Oni nie „gwiazdorzą”. A mogliby. I to napawa ogromnym optymizmem, bo każdy z nich ma jeszcze coś do udowodnienia, a szczególnie Robert Lewandowski.

Dlatego też nie bez kozery po meczu z Czarnogórcami jeden z kibiców wbiegł na murawę, by w symbolicznym geście czyszczenia butów naszemu kapitanowi pokazać, jak wielkim szacunkiem cieszy się on nie tylko w kadrze, ale też wśród fanów „kopanej”. Bo Lewandowski to najlepszy nasz napastnik w historii (51 goli w reprezentacji), najlepszy strzelec tych i wspomnianych wcześniej eliminacji (felieton oddano do druku 9 października), to serce i mózg drużyny. A przy okazji to dobry i miły człowiek.

Przed nami listopadowe towarzyskie spotkania z Urugwajem i Meksykiem. To przeciwnicy z najwyższej półki. Nie będą to, co prawda, mecze o punkty, ale to batalie z jednymi z najlepszych teamów globu. A zatem najlepsi, czyli my, zagramy z jednymi z najlepszych. I tej wersji zdarzeń będę się trzymał, zapewne jak większość z Państwa. No i wreszcie zobaczymy mecze w telewizji publicznej. Mam nadzieję, że już bez komentatorskich tekstów w stylu: „błąd murawy” czy „truskawka na torcie”. Choć i one miały swój urok. Forza Polonia!

Tagi:
sport

Wielki sukces Hurkacza

2019-08-25 14:48

Grzegorz Sowa

W emocjonującym i przerywanym przez padający deszcz finale w Winston-Salem Hubert Hurkacz pokonał Benoit Paire'a 6:3, 3:6, 6:3. To pierwszy triumf polskiego tenisisty w singlowym turnieju tej rangi od 1982 roku.

pixabay.com

Po raz ostatni w singlowej imprezie tej rangi nasz rodak triumfował w 1982 roku. Wtedy to Wojciech Fibak okazał się najlepszy w turnieju WTC (poprzednik ATP) w Chicago. Później raz w finale był Łukasz Kubot, a trzykrotnie Jerzy Janowicz, lecz swe decydujące mecze przegrali.

Jeszcze w piątkowy wieczór polskiego czasu 22-latek walczył w ćwierćfinale turnieju w Winston-Salem, wygrywając z Francesa Tiafoe w trzech setach. Natomiast w meczu o wejście do finału Polak pokonał Denisa Shapovalova w dwóch partiach. Wrocławianin osiągnął tym samym życiowy sukces, ponieważ jeszcze nigdy nie grał w finale imprezy tej rangi.

W fianle jego rywalem był rozstawiony z numerem 1 Benoit Paire (przy trzeciej pozycji Hurkacza).

Każdy z pierwszych czterech gemów miał niezwykle zacięty przebieg. Pierwszy rozstrzygnął się po 10 punktach, a kolejny po sześciu. Hurkacz wykorzystał w nim trzeciego break pointa, jednak po chwili stracił swoje podanie, by ponownie przełamać przeciwnika. Kolejny gem także należał do Polaka, który objął prowadzenie 4:1. Przy stanie 5:3 i 40:30 Polak wykorzystał pierwszą piłkę setową.

W drugiej partii rozpędzony Paire nie tylko wygrał gema przy swoim podaniu, ale na dodatek zdołał zrobić to przy serwisie Hurkacza. Ostatnią odsłonę tej partii Francuz zakończył asem serwisowym.

Oboje zawodnicy musieli nieco poczekać na decydującą partię, bowiem spadł deszcz i trzeba było osuszyć kort.

Przy prowadzeniu Polaka 2:1 ponownie wystąpiły opady deszczu, jednak i tym razem udało się wznowić zawody. Bardzo ważny dla losów spotkania był szósty gem. Hurkacz prowadził wtedy 3:2 i przy podaniu Francuza zdołał wygrać bez straty punktu. Następnie utrzymał podanie i był blisko sukcesu. Polak prowadził 5:3, a na dodatek serwował. Dwie pierwsze piłki rozstrzygnął na swoją korzyść, ale Francuz wyrównał . Dwie kolejne wymiany należały już jednak do wrocławianina, dzięki czemu wygrał finał 6:3, 3:6, 6:3.

W poniedziałek, meczem z Francuzem Jeremym Chardym, polski tenisista rozpocznie udział w ostatnich w tym roku zawodach wielkoszlemowych - nowojorskim US Open. Oby zaprezentował się z równie dobrze jak w ostatnim fianle ATP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kaszak: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli

2019-08-25 22:24

jc / Częstochowa (KAI)

"Niestety, z bólem i trwogą musimy stwierdzić, że Maryja, Matka Boga Najwyższego i nasza ukochana Matka, na naszej polskiej ziemi jest obrażana, i to poprzez profanację cudownego, od wieków świętego dla wielu Polaków Jej wizerunku ‒ obrazu Matki Bożej Częstochowskiej" – mówił biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak w homilii wygłoszonej na Jasnej Górze w przeddzień uroczystości NMP Częstochowskiej.

M. Sztajner/Niedziela

Odnosząc się do niedawnych wydarzeń biskup podkreślał, że "jesteśmy świadkami podejmowania dalszych akcji przeciwko najukochańszej osobie, jaką Jezus miał na ziemi. Są to działania wyjątkowo haniebne i groźne, niosące ze sobą bardzo konkretne konsekwencje ‒ karę Bożą".

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

- W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej Ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na rożne sposoby musimy wyrażać swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby - podkreślał.

"Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą ukochaną Matką, którą bardzo szanujemy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie" - pytał bp Kaszak.

Nawiązując do orędzia Matki Bożej z Fatimy, wzywał do praktykowania wynagradzającego nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca. Podkreślał, że w zaistniałej sytuacji katolikom nie wolno milczeć – muszą stanowczo przeciwstawiać się moralnie złym działaniom oraz brać w obronę tych, którzy w trosce o dobro Polski głoszą prawdę o zagrożeniach ideologii LGBT.

W tym kontekście przypomniał osobę abp. Marka Jędraszewskiego. Zachęcał też rodziców do podpisywania deklaracji sprzeciwiającej się wychowywaniu dzieci zgodnie z ideologią LGBT.

"Jasnogórska Pani, wspieraj nas, abyśmy byli w stanie naszymi modlitwami i ofiarami wynagrodzić Bogu bluźnierstwa, jakich doznaje On od ludzi. Pomóż nam uśmierzyć sprawiedliwy gniew Boży, do którego sami zmuszamy Stwórcę grzechem i nieposłuszeństwem, bo kiedy zapłonie jego ogień, nikt i nic się nie ostoi" – zakończył homilię bp Kaszak.

25 sierpnia w południe na Jasną Górę przybyło ponad tysiąc pielgrzymów z Zagłębia Dąbrowskiego. To druga część diecezjalnej pielgrzymki – 13 sierpnia do Częstochowy weszło prawie 1500 osób z regionu olkuskiego. Obu pielgrzymkom towarzyszył na trasie biskup Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka pielgrzymka tarnowska

2019-08-25 21:19

BPJG

37. Piesza Pielgrzymka Tarnowska dotarła niedzielnym popołudniem, 25 sierpnia przed jasnogórski Szczyt. W tym roku pielgrzymowało w niej aż 8 tys. 130 pątników - to najliczniejsza dziś grupa pielgrzymkowa, a całym sezonie druga co do wielkości (po Pielgrzymce Krakowskiej, liczącej 8 tys. 500 osób). Pielgrzymka Tarnowska pochwalić się może także większą niż w ubiegłym roku liczbą pielgrzymów - aż o tysiąc osób.

BPJG

W całej pielgrzymce szło aż 164 księży, 50 kleryków i 44 siostry zakonnych. Razem z pątnikami wędrował w tym roku bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy diec. tarnowskiej. Ks. biskup, razem z ordynariuszem tarnowskim bpem Andrzejem Jeżem, wprowadzili całą pielgrzymkę na Jasną Górę. „Dziękujemy za każdą pielgrzymkę, pielgrzymów przybywa, ponad 8 tys., cieszy, że są to przede wszystkim bardzo młodzi ludzie - mówi bp Andrzej Jeż - W kontekście naszego 5. Synodu Diecezji Tarnowskiej koncentrowaliśmy się na znaczeniu Kościoła w naszym codziennym życiu i myślę, że te rekolekcje bardzo zmieniły spojrzenie na Kościół, zwłaszcza wśród młodych ludzi”.

„Chciałem podziękować im, ponieważ modlili się w intencji Kościoła lokalnego, diecezjalnego, w mojej także intencji. Chciałem prosić ich, żeby ta pielgrzymka przedłużała się w ich codziennym życiu, aby te wszystkie doświadczenia, które tutaj podjęli, Boże doświadczenie miłości, przedłużało się w ich codzienności, gdy wrócą do swoich zajęć, do swoich domów” – mówił bp Andrzej Jeż.

Hasłem rekolekcji w drodze były słowa: „Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”. „Hasło to także program związany w Synodem, który przeżywamy w naszej diecezji, i w ten sposób łącząc się w modlitwie, w rekolekcjach w drodze, chcieliśmy rozważać także nasze miejsce w parafii. Ale też na pielgrzymce staliśmy się taką wielką parafią wspólnoty pielgrzymów w liczbie 8 tys. 130” - mówi ks. Roman Majoch, kierownik trasy PP Tarnowskiej i rzecznik prasowy.

„Tegoroczne pielgrzymowanie upływało nam pod hasłem ‘Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa’. Zastanawialiśmy się nad rolą każdego z nas we wspólnocie, jaką stanowi parafia. Każdy z nas starał się odpowiedzieć na pytanie, jakie jest jego zadanie w parafii, jak mógłby się bardziej zaangażować, ale przede wszystkim prosić o światło Ducha Świętego w tym natchnieniu, odszukiwaniu głębi wspólnoty z Chrystusem poprzez niedzielną Eucharystię - opowiada ks. Kamil Kopyt, wikariusz parafii św. Mateusza, Ewangelisty i Apostoła w Mielcu, przewodnik grupy 16. - Motywy pielgrzymowania są przeróżne, jedni proszą o zdrowie, inni o zdane egzaminy, jeszcze inni, aby Maryja rozwiązała ich problemy rodzinne, jeszcze inni proszą o uleczenie z chorób czy uzależnień, jeszcze inni proszą o wskazanie drogi życiowej, powołania życiowego, każdy z pielgrzymów idzie z inną intencją”.

Pielgrzymi pokonali ok. 236 km w dziewięć dni. Nad przebiegiem pielgrzymowania czuwał ks. Zbigniew Szostak, dyrektor Pielgrzymki Tarnowskiej. Najmłodsze dzieci na pielgrzymce miały 4 i 5 miesięcy, a najstarszy pątnik - 86 lat.

Podczas Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę cztery pary wypowiedziały sakramentalne „tak”. Ich gośćmi i świadkami były tysiące pielgrzymów. Dwa śluby odbyły się w Zabawie, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Karoliny. Związek małżeński zawarli tam Krzysztof i Anna z grupy nr 14 oraz Kinga i Łukasz z grupy nr 19. Dwa śluby miały też miejsce w sanktuarium w Okulicach. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli tam Paweł i Małgorzata z grupy nr 7 oraz Adrian i Katarzyna z grupy nr 12. „Drugi dzień naszej pielgrzymki to taki szczególny znak, kiedy spoglądamy na rodzinę, i modlimy się za rodzinę, i w naszej wspólnocie jest takie wydarzenie, jak śluby na pielgrzymce. To są ci pielgrzymi, którzy poznali się na pielgrzymce, i chcieli wobec wszystkich pielgrzymów powiedzieć o swojej miłości” - opowiada ks. Roman Majoch.

Jedną z par, która wzięła sakrament małżeństwa drugiego dnia pielgrzymki, byli Katarzyna i Adrian z grupy 12: „Poznaliśmy się cztery lata temu na pielgrzymce, więc postanowiliśmy, że chcemy wrócić na trasę jako małżeństwo. Ślub na pielgrzymce przebiega bardzo tradycyjnie. Pogoda nam dopisywała, a z mężem u boku pielgrzymowało się zdecydowanie lepiej” – mówi Katarzyna.

„Pielgrzymowanie wciąga, droga do Matki Bożej, która nas później prowadzi przez cały rok, atmosfera, która jest na pielgrzymce jest niepowtarzalna i do tego chce się wrócić” – podkreśla Katarzyna. „Naszą główną intencją jest opieka nad naszym nowo zawartym małżeństwem” – dodaje Adrian.

W 37. Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej szło ok. 700 dzieci. „Jest to takim znakiem naszego pielgrzymowania, że w czasie każdej pielgrzymki mamy dość dużą ilość dzieci, które wędrują ze swoimi rodzicami. Więc to nie tylko dzieci, ale całe rodziny, które wędrują na Jasną Górę. I to jest też taki szczególny znak na dzisiejsze czasy – że te rekolekcje w drodze nie przeżywają tylko osoby dorosłe, czy młodzież, ale całe rodziny” - podkreśla ks. kierownik trasy.

Na szlaku Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej obecni byli także misjonarze diecezjalni i zakonni pracujący w Afryce, Ameryce Południowej i Rosji. Pielgrzymi także w tym roku materialnie wspierali misje. Pielgrzymów odwiedzał na trasie bp Mirosław Gucwa z Republiki Środkowoafrykańskiej, który modlił się szczególnie o pokój na świecie.

Jedną z intencji pielgrzymki była intencja wynagradzająca za zniewagi wobec Obrazu Matki Bożej jasnogórskiej, z tej okazji pielgrzymi nieśli cała drogę obraz Matki Bożej Jasnogórskiej: „Z tego, co się dzieje w Polsce, wiadomo jak pokazywany jest Obraz (Matki Bożej jasnogórskiej przyp. red.), więc my od samego Tarnowa niesiemy Ikonę Matki Bożej cały czas. Były modlitwy wynagradzające i przepraszające za to, co się dzieje” - opowiada Elżbieta Czernik, która pielgrzymuje 31. raz na Jasną Górę.

„Po raz pierwszy kiedy poszłam na pielgrzymkę i miałam okazję leżeć krzyżem przed Jasną Górą, to mnie urzekło, i od tej pory co roku wracam. Wydaje mi się, że to jest jakaś siła, która powraca co roku - opowiada Maria Barnaś, po raz 5. na pielgrzymce – Modlitwa jest czymś takim na pielgrzymim szlaku, dzięki czemu możemy się oderwać od rzeczywistości. Według mnie pielgrzymka jest czymś, co nas zamyka od tego świata zewnętrznego, czymś, co nam pozwala znaleźć swój środek”.

„Dużą motywacją dla mnie są pielgrzymi, którzy nie tylko w czasie pielgrzymki, ale przez cały rok się przygotowują, organizują, pytają kiedy, jak, spotkania, są motorem napędowym całej pielgrzymki – podkreśla ks. Kamil Kopyt – Zawsze, kiedy wchodzimy do Częstochowy i widzimy wieżę klasztorną, to nasza grupa oddaje pierwszy pokłon Maryi poprzez uklęknięcie, a tutaj to już tylko łzy, wzruszenie, radość, najbliżsi, którzy nas witają”.

Piesza Pielgrzymka Tarnowska składa się z dwóch części, które podążają co Częstochowy dwoma różnymi trasami. Trasy te niejednokrotnie się przecinają i pokrywają, mimo to w dość znaczący różnią się od siebie. W skład części „A” wchodzą grupy od 1 do 13. W skład części „B” wchodzą grupy od 14 do 25.

Jak co roku na trasie pielgrzymki towarzyszyło pątnikom diecezjalne Radio RDN Małopolska i Radio RDN Nowy Sącz.

Pielgrzymi z Tarnowa spotkali się na wspólnej Mszy św. o godz. 17.00 na jasnogórskim Szczycie. Eucharystii przewodniczył bp Andrzej Jeż, ordynariusz tarnowski, a koncelebrował bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy, który wędrował pieszo, a w czasie pielgrzymki głosił nauki rekolekcyjne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem