Reklama

Patriotyzm Jana Pawła II

2018-01-10 10:56

Paweł Zuchniewicz
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 26-29

Zdzisław Sowiński

Burzę, która się wtedy rozpętała, pamięta każdy, kto przyszedł na lotnisko w Masłowie pod Kielcami. 3 czerwca 1991 r. z nieba lały się hektolitry wody, gdy Jan Paweł II dotarł na miejsce celebry, w której brało udział pół miliona wiernych.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – zaczął. – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus również przez tę niepogodę, przez ten gwałtowny deszcz i wicher, widocznie był nam wszystkim potrzebny.

– Wtedy ten krzyż o lekko zadartych w górę ramionach na tle ciemnych chmur unoszących się nad lotniskiem był dla mnie wołaniem człowieka do Boga – wspomina wówczas ksiądz, a dziś biskup Marian Florczyk. – Pamiętam głos Papieża, który mówił o wolności, której trzeba dobrze używać, i o rodzinie, której nie wolno niszczyć.

Reklama

Słowa wypowiedziane wówczas przez Jana Pawła II w dużych emocjach należą do tych, które chyba najmocniej utrwaliły się w naszej pamięci:

– (...) to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć!

Odebraliśmy je jako poważne upomnienie, wyraz bólu i świętego gniewu (i słusznie), była to jednak zarazem gorliwa deklaracja patriotyzmu Papieża i jego pragnienia szczęścia rodaków.

Rozpoczynający się rok 2018 znaczy setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Jest to zarazem 40. rocznica wyboru (16 października 1978 r.) na Stolicę Piotrową najwybitniejszego naszego rodaka, który dziś cieszy się mianem świętego. Został on wyniesiony na ołtarze w tempie zaiste ekspresowym, co samo przez się świadczy o jego wielkości. Dotyczy ona wielu obszarów, także czwartego przykazania, które traktuje m.in. o miłości ojczyzny.

Góralu, czy ci nie żal?

Ten gest był tak niezwykły, że zasłużył sobie na utrwalenie go w spiżu pomnika. Znajduje się on na dziedzińcu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i przedstawia Jana Pawła II obejmującego prymasa Stefana Wyszyńskiego. Scena ta miała miejsce 23 października 1978 r., podczas audiencji dla Polaków, dzień po uroczystej inauguracji pontyfikatu. Uścisk ten wyrażał przyjaźń i oddanie dwóch wielkich Polaków, a zarazem stał się jakimś symbolem pożegnania Karola Wojtyły z Ojczyzną, jakby uosabianą przez Prymasa.

Jan Paweł II odczytał wtedy dwa listy pożegnalne – jeden do rodaków, drugi do wiernych archidiecezji krakowskiej. W tym pierwszym napisał:

„Mówię to do wszystkich bez wyjątku Rodaków, szanując światopogląd i przekonania każdego bez wyjątku. Miłość Ojczyzny łączy nas i musi łączyć ponad wszelkie różnice. Nie ma ona nic wspólnego z ciasnym nacjonalizmem czy szowinizmem. Jest prawem ludzkiego serca. Jest miarą ludzkiej szlachetności – miarą wypróbowaną wielokrotnie w ciągu naszej niełatwej historii”.

Słowa te padły w bardzo konkretnych okolicznościach historycznych. Polska nie była wolna, rządzili w niej ludzie o światopoglądzie wrogim lub obcym chrześcijaństwu, a byli spadkobiercami oczywistych prześladowców Kościoła. A jednak Papież zwracał się do „wszystkich bez wyjątku (...), szanując ich światopogląd i przekonania”. Tylko ktoś o wielkiej sile wewnętrznej może sobie na coś takiego pozwolić.

„Niełatwo jest zrezygnować z powrotu do Ojczyzny, «...do tych pól umajonych kwieciem rozmaitem, posrebrzanych pszenicą, pozłacanych żytem» – jak pisał Mickiewicz, do tych gór i dolin, i rzek, i jezior, do tych ludzi umiłowanych, do tego Królewskiego Miasta – ale skoro taka jest wola Chrystusa, trzeba ją przyjąć. Więc przyjmuję”.

Jeśli prawdą są słowa francuskiego poety: „Partir, c’est mourir un peu” (Wyjechać – to trochę umrzeć), to w przypadku Karola Wojtyły miały one wyjątkowo głębokie znaczenie. „Przyjmuję” wypowiedziane podczas konklawe oznaczało, że resztę życia przyjdzie mu spędzić w innym kraju, po ludzku zrezygnować ze wszystkiego, czym oddychał przez całe swoje dotychczasowe życie. Jeszcze jako kardynał mógł sobie pozwolić na wycieczki kajakowe z przyjaciółmi z dawnego duszpasterstwa akademickiego i wyprawy narciarskie ze współpracownikami z KUL-u. W Krakowie był otoczony setkami przyjaciół, chodził po ulicach tego miasta „swojego życia” (jak sam nazwał gród pod Wawelem), zaglądał do domów wielu zwyczajnych osób, uczestniczył w pogodnych wieczorach młodzieżowych duszpasterstw. Posługiwał się wspaniale polszczyzną wysmakowaną i pielęgnowaną w szkole Teatru Rapsodycznego. To wszystko miał teraz pozostawić.

Paradoksalnie, w zniewolonej komunizmem Polsce był on bardziej wolny niż jako głowa Kościoła katolickiego. Ujawniło się to już po wyborze, gdy musiał sobie „wywalczyć” prawo do opuszczenia Watykanu (nowo wybrany papież do inauguracji miał pozostać w jego murach), aby odwiedzić ciężko chorego przyjaciela bp. Andrzeja Deskura. Trudno było mu się wcisnąć w gorset watykańskiego protokołu, co zresztą było widoczne od pierwszego ukazania się w lodżii Bazyliki św. Piotra. Jego poprzednik – Jan Paweł I chciał przemówić do wiernych, ale powiedziano mu, że tego się nie robi, więc zrezygnował. Z Papieżem Polakiem wprowadzenie tego zalecenia w życie nie było możliwe. I właściwie każdy następny dzień był takim stałym poszerzaniem przestrzeni swobody przez Karola Wojtyłę. Komentował to z właściwym sobie poczuciem humoru w czasie audiencji dla dziennikarzy dwa dni po wyborze (18 października). Ku przerażeniu swojej nowej świty wszedł między nich i zaczął odpowiadać na pytania:

– Czy Ojciec Święty chciałby odwiedzić Ojczyznę? – zapytał ktoś.

– Jeśli mi pozwolą – odpowiedział.

– Czy Ojciec Święty nadal będzie jeździł na nartach?

– Jeśli mi pozwolą – powtórzył, wskazując głową towarzyszących mu księży.

– Czy Ojciec Święty odwiedzi Rosję?

– Jeśli mi pozwolą.

– Czy Ojciec Święty będzie miał regularne konferencje prasowe?

– Natychmiast, jak tylko zostanie mi udzielone takie pozwolenie.

Oczywiście, Jan Paweł II nie miał najmniejszej wątpliwości, że z chwilą wyboru jest tu, gdzie powinien być. Szok wywołany „wyrokiem konklawe” (sam tak określił werdykt kardynałów) szybko minął. Kiedy ks. Bronisław Piasecki, wówczas kapelan prymasa Wyszyńskiego, zapytał go, jak się czuje w nowym miejscu, odpowiedział: „Jakbym tu był od dwudziestu lat!”. Niemniej tęsknota za tym, co zostawił, była ogromna. Śp. ks. prof. Tadeusz Styczeń opowiadał, jak w czasie pierwszych lat pontyfikatu odwiedził Jana Pawła II i usłyszał: „Tadziu, już tu dłużej nie wytrzymam, ucieknijmy stąd”. Incognito pojechali samochodem za Rzym, zatrzymali się przy lesie, Papież wszedł w gęstwinę i wędrował dłuższy czas, aż doszedł do jakiegoś potoku. Zatrzymał się przy nim nieruchomo i patrzył na wodę. Zaczął padać deszcz, a Jan Paweł II nie zwrócił na to uwagi – tylko stał i patrzył. W końcu ks. Tadeusz okrył go peleryną, nie przerywając mu kontemplacji chwili wolności.

Światło w ciemności

To była chyba najtrudniejsza Wigilia w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. 24 grudnia 1981 r. wieczorem podszedł do okna swojej biblioteki i umieścił w nim zapaloną świecę – znak solidarności z cierpiącymi rodakami. 11 dni wcześniej – 13 grudnia władze komunistyczne ogłosiły w Polsce stan wojenny i rozpoczęły represje wobec związku Solidarność. 16 grudnia zginęli górnicy strajkujący w kopalni „Wujek”. Wydawało się, że przemoc jest silniejsza od dobra wywołanego pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II do Ojczyzny (1979 r.) i wybuchem wolności w Polsce.

Zadziwiające jest to, że w tych trudnych dniach Papież nie stracił nadziei na odzyskanie tego, co zostało utracone. 10 dni po ogłoszeniu stanu wojennego podczas rozmowy z abp. Bronisławem Dąbrowskim jasno określił cele, które stoją przed Kościołem i przed nim samym: popierać dialog między rządem PRL i Solidarnością, dążyć do rozwiązania konfliktu na drodze politycznej, nie dopuszczać do odizolowania Polski od Zachodu.

Niewątpliwie poważną próbą na tej drodze była druga pielgrzymka Ojca Świętego do Ojczyzny – w 1983 r. Już po wylądowaniu na lotnisku Okęcie doszło do pierwszego napięcia – Jana Pawła II poinformowano, że nie będzie możliwe planowane wcześniej spotkanie z Lechem Wałęsą, przywódcą zdelegalizowanej Solidarności. Papież wykazał się niezwykłą determinacją – zagroził, że w takim przypadku wraca do Rzymu. Władze ustąpiły. Potem Ojciec Święty z odwagą i rozwagą dawał rodakom wskazówki, jak się zachować w tej trudnej sytuacji.

Już w Warszawie zwrócił uwagę na jubileusz 300-lecia wiktorii wiedeńskiej nad turecką nawałą. – Tak jak przed trzystu laty połączyło nas wspólne zagrożenie, tak samo po trzystu latach – rocznica walki i zwycięstwa – powiedział, jakby chcąc wlać nadzieję w serca rodaków. Zarazem jednak zauważył, że walka między dwiema wrogimi siłami nie musi w dłuższej perspektywie owocować wrogością:

– Ta walka, to zwycięstwo nie wykopało przepaści między narodem polskim a tureckim. Wręcz przeciwnie – wzbudziło szacunek i uznanie. Wiemy, że gdy Polska z końcem XVIII wieku zniknęła z mapy politycznej Europy, faktu dokonanego rozbiorów nie uznał nigdy rząd turecki.

Papież doskonale zdawał sobie sprawę, że przemoc uruchomiona z chwilą ogłoszenia stanu wojennego może doprowadzić do utrwalenia postaw wrogości i chęci odwetu, a to byłoby najbardziej niszczące dla Polski. Dlatego podkreślał, że w walce o słuszną sprawę trzeba mieć wyższy niż własne zwycięstwo punkt odniesienia: tak jak król Jan III Sobieski, który po wygranej napisał do papieża Innocentego XI: „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył).

– Pragnienie zwycięstwa, szlachetnego zwycięstwa, zwycięstwa okupionego trudem i krzyżem, zwycięstwa odnoszonego nawet poprzez klęski – należy do chrześcijańskiego programu życia człowieka – powiedział Papież. – Również życia narodu.

Chyba właśnie dlatego jako przykład postawił Polakom dwóch mężczyzn, którzy zaczęli od walki zbrojnej, a z czasem odkryli, że prawdziwą wolność zdobywa się inną walką – nie mniej trudną, lecz dającą długotrwałe owoce. W ostatnim dniu pielgrzymki na Błoniach krakowskich beatyfikował Brata Alberta – Adama Chmielowskiego oraz Rafała Kalinowskiego. Obaj uczestniczyli w powstaniu styczniowym, obaj w jego wyniku ponieśli ciężkie ofiary – Adam Chmielowski stracił nogę, Rafał Kalinowski – pierwotnie skazany na karę śmierci ostatecznie 10 lat spędził na katordze. Pierwszy stał się opiekunem krakowskich nędzarzy, drugi został wybitnym karmelitą i spowiednikiem. Obaj byli bardzo bliscy osobiście Karolowi Wojtyle. Kalinowski założył klasztor Karmelitów w Wadowicach, gdzie urodził się przyszły papież, natomiast Chmielowski stał się dla Karola Wojtyły ważną inspiracją, gdy decydował on o kapłaństwie kosztem aktorstwa i twórczości literackiej.

– Venimus – vidimus – Deus vicit: Przybyliśmy – ujrzeliśmy – Bóg zwyciężył! – podkreślił Jan Paweł II. – To tu, w Krakowie, na Wawelu, spoczywa król, który wypowiedział te słowa: Jan III Sobieski. Przypomniałem je na początku mojej pielgrzymki w Warszawie. Dziś jeszcze raz do nich powracam.

A powracam dlatego, że święci i błogosławieni ukazują nam drogę do tego zwycięstwa, które w dziejach człowieka odnosi Bóg.

W tych szczególnych okolicznościach Papież wskazywał na patriotyzm oparty, owszem, na walce – lecz jest to walka, której celem jest miłość. Miłość pojęta nie jako cukierkowy sentymentalizm, lecz jako zdolność do bezinteresownego daru z samego siebie, rezygnacji z odwetu i wielkości przebaczenia. Nie jest ona zarezerwowana tylko dla niektórych.

– (...) do takiego zwycięstwa powołany jest każdy człowiek. I powołany jest każdy Polak, który wpatruje się w przykłady swoich świętych i błogosławionych. Ich wyniesienie na ołtarze pośród ziemi ojczystej jest znakiem tej mocy, która płynie od Chrystusa – Dobrego Pasterza. Tej mocy, która jest potężniejsza od każdej ludzkiej słabości – i od każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji, nie wyłączając przemocy. Proszę was, abyście te słabości, grzechy, wady, sytuacje nazywali po imieniu. Abyście z nimi wciąż się zmagali. Abyście nie pozwolili się pochłonąć fali demoralizacji, zobojętnienia, upadku ducha.

Pokolenie przeminęło

Zetknięcie się dwóch rocznic – 100. i 40. – ma głęboką wymowę i symbolikę. Wędrówka narodu wybranego z niewoli do ziemi obiecanej trwała 40 lat – podobno dlatego, że na pustyni musiało wymrzeć pokolenie, które było dotknięte skazą niewoli. Jan Paweł II bardzo przypomina Mojżesza, który przeprowadził lud przez Morze Czerwone – chyba najbardziej widoczne było to w 1991 r., gdy prowadził nas szlakiem Dekalogu. Właśnie wtedy z jego ust padły te słowa trudne i prawdziwe o matce i o tym, że nie wolno dalej niszczyć – trzeba odbudowywać. Komentując piąte przykazanie, wzywał do odnowienia siły sakramentu małżeństwa i do poszanowania owocu związku dwojga ludzi:

– Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji – powiedział – gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu.

Polska wkraczająca w rok stulecia ma wiele powodów do radości, ma też poważny ból. Tym bólem jest, że – jak to przy innej okazji powiedział Ojciec Święty – „ludzie się jakby mniej miłują”. (Pewien znany dziennikarz opowiadał mi, że gdy kwestował na cmentarzu Powązkowskim, został gwałtownie zaatakowany przez pewną osobę, która wyzwała go od „pisowców” i oświadczyła, że ponieważ on zbiera, to nie da w tym roku ani złotówki na Powązki).

Jan Paweł II mógłby nas zasadnie zapytać: Dlaczego mniej się miłujecie w mojej Ojczyźnie?

Odpowiedzi dostarcza spojrzenie na jego życie:

– o nikim nie mówił źle (nawet jeśli temu komuś słusznie się należało) – my hejtujemy;

– niósł nadzieję w najtrudniejszych sytuacjach – my narzekamy na lewo i prawo;

– miał czas dla każdego – my ciągle się spieszymy, widujemy sporadycznie nasze żony, naszych mężów i nasze dzieci;

– był świadkiem nadziei (także w cierpieniu i chorobie) – my wpadamy w złość, gdy coś idzie nie po naszej myśli;

– był wierny swojemu zobowiązaniu do końca – my sięgamy po rozwód z taką łatwością jak po aspirynę;

– uważał każde życie za wielki dar – my sięgamy po antykoncepcję, broniąc się przed dziećmi;

– swoje życie uczynił modlitwą – my nie możemy wyrzec się niedzieli jako dnia pracy.

Wielkie to szczęście, że na progu stulecia mamy też znaki nadziei – przeszło 830 tys. głosów zebranych w obronie dzieci poczętych, coraz liczniejsze akcje świeckich na rzecz małżeństwa i rodziny, modlitewne mobilizacje w rodzaju Wielkiej Pokuty lub „Różańca do Granic” czy w końcu Orszak Trzech Króli. Oby to były przyczółki wybijania się na wolność wewnętrzną, o której marzył dla swoich rodaków św. Jan Paweł II.

Paweł Zuchniewicz, dziennikarz, pisarz, wicedyrektor ds. wychowawczych szkoły „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”

Tagi:
Jan Paweł II

Reklama

Znają Jana Pawła II

2019-05-21 18:23

Katarzyna Krawcewicz

Joanna Dubicka, Wiktoria Cholewińska i Wiktor Cholewiński ze Szkoły Podstawowej w Bobrowicach brali udział w Ogólnopolskim Konkursie Wiedzy o Świętym Janie Pawle II pod hasłem: Jan Paweł II - przyjaciel człowieka. Finałowe zmagania odbyły się 17 maja w Muzeum Monet i Medali św. Jana Pawła II w Częstochowie.

archiwum
Drużyna z Bobrowic z księdzem opiekunem

- Nasza drużyna znalazła się wśród ósemki najlepszych w kraju – cieszy się ks. Adam Czeponis, opiekun grupy. – I etap konkursu miał miejsce 10 maja, odbył się w szkole i polegał na rozwiązywaniu zadań on-line.

Cały artykuł w papierowym wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koronka za Polskę i Europę 25 maja

2019-05-15 15:36

rm / Radom (KAI)

Do odmówienia Koronki do Bożego Miłosierdzia za Polskę i Europę 25 maja zachęca Fundacja Płomień Eucharystyczny. Inicjatorzy podkreślają, że akcja nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek, ma charakter tylko i wyłącznie religijny. Modlitwa będzie miała również charakter przebłagalny za znieważanie Matki Bożej Częstochowskiej.

Bożena Sztajner/Niedziela

Koronka do Miłosierdzia Bożego zostanie odmówiona w trzech intencjach: za wszystkie narody Europy w przededniu elekcji do Parlamentu Europejskiego - o dokonanie dobrych wyborów, o powrót mieszkańców kontynentu do chrześcijańskich korzeni; za Polskę i Polaków, aby stanowili jedność i żyli Ewangelią każdego dnia, nie wyrzekając się Krzyża i wiary w Boga, ale też miłując nieprzyjaciół i wynagradzająco - przebłagalnej za znieważanie Matki Bożej i Pana Jezusa oraz za tych, którzy się tego dopuszczają z prośbą o Boże Miłosierdzie dla nich.

Fundacja zachęca, by koronką pomodlić się w godzinie Miłosierdzia Bożego. - Można to zrobić indywidualnie, ale zachęcamy do publicznej modlitwy w różnych miejscach, np. placach, przy kościołach, w parkach, przy kapliczkach itp. My zamierzamy pomodlić się przy budowanej właśnie Kaplicy Wieczystej Adoracji w Jedlni Kolonii koło Radomia - mówił ks. prezes Fundacji ks. Sławomir Płusa, jeden z egzorcystów diecezji radomskiej oraz koordynator krajowy Odnowy w Duchu Świętym. Osoby duchowne też mogą włączyć się do akcji modlitewnej, odmawiając Koronkę wraz z wiernymi np. po sobotniej, wieczornej Mszy świętej.

Fundacja informuje, że akcja nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek, ma charakter tylko i wyłącznie religijny. Prosi też, aby podczas publicznej modlitwy nie eksponować żadnych symboli czy logotypów (w dniu akcji będzie obowiązywała cisza wyborcza w związku z wyborami do Europarlamentu w niedzielę, 26 maja, a za jej złamanie, np. eksponowanie plakatów wyborczych grożą surowe kary dla osoby agitującej).

Fundacja została powołana pod koniec 2015 roku w celu gromadzenia środków na budowę pierwszej w Polsce Kaplicy – Centrum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu im. św. Jana Pawła II na terenie parafii Jedlnia koło Radomia. Dzieło to uzyskało akceptację biskupa radomskiego Henryka Tomasika. Prezesem Fundacji jest ks. dr Sławomir Płusa, jeden z egzorcystów diecezji radomskiej oraz koordynator krajowy Odnowy w Duchu Świętym. Duchowym dyrektorem Fundacji oraz orędownikiem budowy Centrum jest zaś o. Joseph Vadakkel, misjonarz z chrześcijańskiego stanu Kerala w Indiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie mylić księdza z aniołem

2019-05-24 12:47

Ewa Oset

Ewa Oset
Ks. Rafał Kowalski, Michał Płóciennik, o. Michał Legan

Kim jest kapłan i czy współcześnie jest on jeszcze potrzebny ludziom? Dlaczego dzisiaj tak mało młodych mężczyzn chce zostać księdzem? Czy ksiądz może być niewierzący? Czego wierni oczekują od kapłanów? – to tylko kilka z pytań, na które próbowali odpowiedzieć sobie zgromadzeni 22 maja w Muzeum Częstochowskim na spotkaniu z cyklu „Filozofujemy...”. Tym razem temat dyskusji brzmiał: „Być księdzem dzisiaj – zawód, powołanie czy misja?”. Gośćmi tej edycji byli ks. Rafał Kowalski, psycholog, i o. Michał Legan, paulin, a prowadził ją Michał Płóciennik, teolog i filozof.

– Bóg podzielił się z ludźmi wszystkim, podzielił się również swoim kapłaństwem. Wszyscy zostaliśmy włączenie w kapłańską misję Chrystusa, ale szczególną rolę odgrywa kapłaństwo służebne – mówił o. Michał Legan. Czy potrzebujemy kapłana? – Trzeba odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie, czy potrzebujemy Chrystusa? – dodał o. Legan. Ludzie oczekują, co zostało również wypowiedziane przez zgromadzonych na spotkaniu, aby przez kapłana przebiło się światło Chrystusa. W dyskusji wskazana została też różnica między mnichem a księdzem – kapłan ma być na rozdanie, na rozszarpanie dla świata, tak jak Chrystus ofiarował swoje Ciało i Krew, mnich natomiast ma prawo powiedzieć: „Jestem nikim dla świata”.

Czy ksiądz może przeżywać kryzys wiary, kryzys powołania? Czy może stanąć na ambonie i powiedzieć wiernym to, co przeżywa, i prosić ich o modlitwę? – Kiedy próbuję wyobrazić sobie taką sytuację, w której ksiądz deklaruje, że traci wiarę, na myśl przychodzi mi stwierdzenie, że to nie wydarzyło się w jednej sekundzie. Zastanawiam się, czy dbał on o spowiedź, sakramenty, modlitwę osobistą. Jeżeli tego nie wykorzystał, nie umacniał więzi z Chrystusem, nie szukał pomocy spowiednika, kierownika duchowego, to taki występ jest mało konstruktywny, mało odpowiedzialny – mówił ks. Rafał Kowalski.

Ojciec paulin kontynuował tę myśl: – Nie jesteśmy maszynami do wierzenia, mamy prawo do kryzysów wiary, ale mamy obowiązek o tę wiarę dbać i o nią walczyć, mamy obowiązek ją odzyskiwać. Nie można jednak mylić księdza z aniołem. Wystąpienie księdza na ambonie i ogłoszenie: „Mam kryzys wiary” byłoby nieodpowiedzialne, jak nieodpowiedzialny byłby ojciec rodziny, który zebrałby dzieci przy stole i powiedziałby: „Jakoś ostatnio nie kocham waszej mamy”.

Jak patrzeć na kapłaństwo, Kościół w świetle ujawnionych niedawno przypadków pedofilii wśród duchowieństwa? – Myślę, że jesteśmy nieustannie wzywani do rachunku sumienia. Czy czasami nie przymykaliśmy oka na różne sytuacje – mówił o. Legan. – A „wybicie szamba”, które wydawałoby się katastrofą, w perspektywie Ewangelii może być błogosławioną chwilą, że Bóg zlitował się nad swoim Kościołem i ujawnił rzeczy, które były poukrywane. I dodał, tłumacząc swoją wypowiedź: – Moje życie polega na desperackiej próbie życia Ewangelią i będę Boga wplatał we wszystko, co mnie dotyczy. Jeżeli Pana Boga nie ma w tych wydarzeniach, to nic nie ma sensu. Sensem mojego życia jest upodabnianie się do Chrystusa, które przychodzi mi z wielkim bólem.

Jak wytłumaczyć ukrywanie grzechu, przestępstwa? Ks. Rafał, który jako psycholog spotyka się z różnymi sytuacjami, tłumaczy: – Powód zamiatania pod dywan jest jeden – strach. Coś się stanie, coś mnie spotka, będzie jakaś kara. Większość facetów nie szuka pomocy, bo się boi. Jak „się kisimy” we własnych trudnościach, to gaśniemy w oczach. Jeśli wydarzyło się zło, trzeba coś z tym zrobić, żeby nie wydarzyło się drugie, a później trzecie.

O. Legan przestrzegał też przed pochopnym osądzaniem ludzi. – Bóg nas osądzi, bo tylko On zna nas naprawdę – podsumował.

Czy zwrot „Ojcze” nie powinien być zarezerwowany tylko dla Boga? – Człowiek nie jest w stanie zdobyć sam sobie wiary. Do wiary musi zostać zrodzony. Jeżeli muszę zostać zrodzony do wiary przez kogoś, to ten, który mnie do niej zrodził, jest dla mnie ojcem. Przyjmuję także, że ten, który mnie zrodził do wiary, działa jako Chrystus. Przez to zauważenie w kimś Chrystusa mogę powiedzieć do niego: „Ojcze” – stwierdził o. Legan. – Przede wszystkim do Ojca Świętego, bo rodzi Kościół do wiary, i np. do ojców jasnogórskich. Jeśli ktoś mówi do mnie: „Ojcze”, czuję się najdumniejszy na świecie. Dlatego, że coś „się przebiło”, że ktoś „dostał” tę wiarę.

Ks. Józef Tischner mówił, że najpierw jest człowiekiem, potem filozofem, a na końcu księdzem. Czy kapłaństwo nie powinno być pierwsze? – W myśli ks. Tischnera chodziło to, że filozof to jest ktoś, kto szuka prawdy. Efektem tego, że ją znajduje, jest to, że jest kapłanem. Ta kolejność jest dla mnie logiczna. Jego bycie kapłanem było oznaką tego, że szukał – tłumaczył ks. Kowalski.

Tron, jedwabne szaty, złoty kielich... Czy ksiądz to książę? – Kiedy siadam na tronie, siadam w imieniu Chrystusa, aby On tam siedział. Zakładam jedwabny ornat, biorę złoty kielich – wtedy występuję „in persona Christi” (w osobie Chrystusa) – powiedział o. Legan.

Dlaczego tak mało młodych w kościele? Czy postawa niektórych księży ich zniechęca? Jedna z uczestniczek spotkania zauważyła, że młodzi często nie mają okazji nawet spotkać księdza, bo nie chodzą do kościoła. Tu przede wszystkim ogromna rola spoczywa na rodzicach, którzy powinni uczyć od najmłodszych lat swoje dzieci miłości do Boga, Kościoła i drugiego człowieka.

Zarówno pytań, jak i odpowiedzi było wiele, jak to podczas dysput filozoficznych, które w Muzeum Częstochowskim będą kontynuowane po okresie wakacyjnym. Spotkaniu towarzyszył Chór i Zespół Kameralny Jasnogórskiej Szkoły Muzycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem