Reklama

Patriotyzm Jana Pawła II

2018-01-10 10:56

Paweł Zuchniewicz
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 26-29

Zdzisław Sowiński

Burzę, która się wtedy rozpętała, pamięta każdy, kto przyszedł na lotnisko w Masłowie pod Kielcami. 3 czerwca 1991 r. z nieba lały się hektolitry wody, gdy Jan Paweł II dotarł na miejsce celebry, w której brało udział pół miliona wiernych.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – zaczął. – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus również przez tę niepogodę, przez ten gwałtowny deszcz i wicher, widocznie był nam wszystkim potrzebny.

– Wtedy ten krzyż o lekko zadartych w górę ramionach na tle ciemnych chmur unoszących się nad lotniskiem był dla mnie wołaniem człowieka do Boga – wspomina wówczas ksiądz, a dziś biskup Marian Florczyk. – Pamiętam głos Papieża, który mówił o wolności, której trzeba dobrze używać, i o rodzinie, której nie wolno niszczyć.

Reklama

Słowa wypowiedziane wówczas przez Jana Pawła II w dużych emocjach należą do tych, które chyba najmocniej utrwaliły się w naszej pamięci:

– (...) to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć!

Odebraliśmy je jako poważne upomnienie, wyraz bólu i świętego gniewu (i słusznie), była to jednak zarazem gorliwa deklaracja patriotyzmu Papieża i jego pragnienia szczęścia rodaków.

Rozpoczynający się rok 2018 znaczy setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Jest to zarazem 40. rocznica wyboru (16 października 1978 r.) na Stolicę Piotrową najwybitniejszego naszego rodaka, który dziś cieszy się mianem świętego. Został on wyniesiony na ołtarze w tempie zaiste ekspresowym, co samo przez się świadczy o jego wielkości. Dotyczy ona wielu obszarów, także czwartego przykazania, które traktuje m.in. o miłości ojczyzny.

Góralu, czy ci nie żal?

Ten gest był tak niezwykły, że zasłużył sobie na utrwalenie go w spiżu pomnika. Znajduje się on na dziedzińcu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i przedstawia Jana Pawła II obejmującego prymasa Stefana Wyszyńskiego. Scena ta miała miejsce 23 października 1978 r., podczas audiencji dla Polaków, dzień po uroczystej inauguracji pontyfikatu. Uścisk ten wyrażał przyjaźń i oddanie dwóch wielkich Polaków, a zarazem stał się jakimś symbolem pożegnania Karola Wojtyły z Ojczyzną, jakby uosabianą przez Prymasa.

Jan Paweł II odczytał wtedy dwa listy pożegnalne – jeden do rodaków, drugi do wiernych archidiecezji krakowskiej. W tym pierwszym napisał:

„Mówię to do wszystkich bez wyjątku Rodaków, szanując światopogląd i przekonania każdego bez wyjątku. Miłość Ojczyzny łączy nas i musi łączyć ponad wszelkie różnice. Nie ma ona nic wspólnego z ciasnym nacjonalizmem czy szowinizmem. Jest prawem ludzkiego serca. Jest miarą ludzkiej szlachetności – miarą wypróbowaną wielokrotnie w ciągu naszej niełatwej historii”.

Słowa te padły w bardzo konkretnych okolicznościach historycznych. Polska nie była wolna, rządzili w niej ludzie o światopoglądzie wrogim lub obcym chrześcijaństwu, a byli spadkobiercami oczywistych prześladowców Kościoła. A jednak Papież zwracał się do „wszystkich bez wyjątku (...), szanując ich światopogląd i przekonania”. Tylko ktoś o wielkiej sile wewnętrznej może sobie na coś takiego pozwolić.

„Niełatwo jest zrezygnować z powrotu do Ojczyzny, «...do tych pól umajonych kwieciem rozmaitem, posrebrzanych pszenicą, pozłacanych żytem» – jak pisał Mickiewicz, do tych gór i dolin, i rzek, i jezior, do tych ludzi umiłowanych, do tego Królewskiego Miasta – ale skoro taka jest wola Chrystusa, trzeba ją przyjąć. Więc przyjmuję”.

Jeśli prawdą są słowa francuskiego poety: „Partir, c’est mourir un peu” (Wyjechać – to trochę umrzeć), to w przypadku Karola Wojtyły miały one wyjątkowo głębokie znaczenie. „Przyjmuję” wypowiedziane podczas konklawe oznaczało, że resztę życia przyjdzie mu spędzić w innym kraju, po ludzku zrezygnować ze wszystkiego, czym oddychał przez całe swoje dotychczasowe życie. Jeszcze jako kardynał mógł sobie pozwolić na wycieczki kajakowe z przyjaciółmi z dawnego duszpasterstwa akademickiego i wyprawy narciarskie ze współpracownikami z KUL-u. W Krakowie był otoczony setkami przyjaciół, chodził po ulicach tego miasta „swojego życia” (jak sam nazwał gród pod Wawelem), zaglądał do domów wielu zwyczajnych osób, uczestniczył w pogodnych wieczorach młodzieżowych duszpasterstw. Posługiwał się wspaniale polszczyzną wysmakowaną i pielęgnowaną w szkole Teatru Rapsodycznego. To wszystko miał teraz pozostawić.

Paradoksalnie, w zniewolonej komunizmem Polsce był on bardziej wolny niż jako głowa Kościoła katolickiego. Ujawniło się to już po wyborze, gdy musiał sobie „wywalczyć” prawo do opuszczenia Watykanu (nowo wybrany papież do inauguracji miał pozostać w jego murach), aby odwiedzić ciężko chorego przyjaciela bp. Andrzeja Deskura. Trudno było mu się wcisnąć w gorset watykańskiego protokołu, co zresztą było widoczne od pierwszego ukazania się w lodżii Bazyliki św. Piotra. Jego poprzednik – Jan Paweł I chciał przemówić do wiernych, ale powiedziano mu, że tego się nie robi, więc zrezygnował. Z Papieżem Polakiem wprowadzenie tego zalecenia w życie nie było możliwe. I właściwie każdy następny dzień był takim stałym poszerzaniem przestrzeni swobody przez Karola Wojtyłę. Komentował to z właściwym sobie poczuciem humoru w czasie audiencji dla dziennikarzy dwa dni po wyborze (18 października). Ku przerażeniu swojej nowej świty wszedł między nich i zaczął odpowiadać na pytania:

– Czy Ojciec Święty chciałby odwiedzić Ojczyznę? – zapytał ktoś.

– Jeśli mi pozwolą – odpowiedział.

– Czy Ojciec Święty nadal będzie jeździł na nartach?

– Jeśli mi pozwolą – powtórzył, wskazując głową towarzyszących mu księży.

– Czy Ojciec Święty odwiedzi Rosję?

– Jeśli mi pozwolą.

– Czy Ojciec Święty będzie miał regularne konferencje prasowe?

– Natychmiast, jak tylko zostanie mi udzielone takie pozwolenie.

Oczywiście, Jan Paweł II nie miał najmniejszej wątpliwości, że z chwilą wyboru jest tu, gdzie powinien być. Szok wywołany „wyrokiem konklawe” (sam tak określił werdykt kardynałów) szybko minął. Kiedy ks. Bronisław Piasecki, wówczas kapelan prymasa Wyszyńskiego, zapytał go, jak się czuje w nowym miejscu, odpowiedział: „Jakbym tu był od dwudziestu lat!”. Niemniej tęsknota za tym, co zostawił, była ogromna. Śp. ks. prof. Tadeusz Styczeń opowiadał, jak w czasie pierwszych lat pontyfikatu odwiedził Jana Pawła II i usłyszał: „Tadziu, już tu dłużej nie wytrzymam, ucieknijmy stąd”. Incognito pojechali samochodem za Rzym, zatrzymali się przy lesie, Papież wszedł w gęstwinę i wędrował dłuższy czas, aż doszedł do jakiegoś potoku. Zatrzymał się przy nim nieruchomo i patrzył na wodę. Zaczął padać deszcz, a Jan Paweł II nie zwrócił na to uwagi – tylko stał i patrzył. W końcu ks. Tadeusz okrył go peleryną, nie przerywając mu kontemplacji chwili wolności.

Światło w ciemności

To była chyba najtrudniejsza Wigilia w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. 24 grudnia 1981 r. wieczorem podszedł do okna swojej biblioteki i umieścił w nim zapaloną świecę – znak solidarności z cierpiącymi rodakami. 11 dni wcześniej – 13 grudnia władze komunistyczne ogłosiły w Polsce stan wojenny i rozpoczęły represje wobec związku Solidarność. 16 grudnia zginęli górnicy strajkujący w kopalni „Wujek”. Wydawało się, że przemoc jest silniejsza od dobra wywołanego pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II do Ojczyzny (1979 r.) i wybuchem wolności w Polsce.

Zadziwiające jest to, że w tych trudnych dniach Papież nie stracił nadziei na odzyskanie tego, co zostało utracone. 10 dni po ogłoszeniu stanu wojennego podczas rozmowy z abp. Bronisławem Dąbrowskim jasno określił cele, które stoją przed Kościołem i przed nim samym: popierać dialog między rządem PRL i Solidarnością, dążyć do rozwiązania konfliktu na drodze politycznej, nie dopuszczać do odizolowania Polski od Zachodu.

Niewątpliwie poważną próbą na tej drodze była druga pielgrzymka Ojca Świętego do Ojczyzny – w 1983 r. Już po wylądowaniu na lotnisku Okęcie doszło do pierwszego napięcia – Jana Pawła II poinformowano, że nie będzie możliwe planowane wcześniej spotkanie z Lechem Wałęsą, przywódcą zdelegalizowanej Solidarności. Papież wykazał się niezwykłą determinacją – zagroził, że w takim przypadku wraca do Rzymu. Władze ustąpiły. Potem Ojciec Święty z odwagą i rozwagą dawał rodakom wskazówki, jak się zachować w tej trudnej sytuacji.

Już w Warszawie zwrócił uwagę na jubileusz 300-lecia wiktorii wiedeńskiej nad turecką nawałą. – Tak jak przed trzystu laty połączyło nas wspólne zagrożenie, tak samo po trzystu latach – rocznica walki i zwycięstwa – powiedział, jakby chcąc wlać nadzieję w serca rodaków. Zarazem jednak zauważył, że walka między dwiema wrogimi siłami nie musi w dłuższej perspektywie owocować wrogością:

– Ta walka, to zwycięstwo nie wykopało przepaści między narodem polskim a tureckim. Wręcz przeciwnie – wzbudziło szacunek i uznanie. Wiemy, że gdy Polska z końcem XVIII wieku zniknęła z mapy politycznej Europy, faktu dokonanego rozbiorów nie uznał nigdy rząd turecki.

Papież doskonale zdawał sobie sprawę, że przemoc uruchomiona z chwilą ogłoszenia stanu wojennego może doprowadzić do utrwalenia postaw wrogości i chęci odwetu, a to byłoby najbardziej niszczące dla Polski. Dlatego podkreślał, że w walce o słuszną sprawę trzeba mieć wyższy niż własne zwycięstwo punkt odniesienia: tak jak król Jan III Sobieski, który po wygranej napisał do papieża Innocentego XI: „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył).

– Pragnienie zwycięstwa, szlachetnego zwycięstwa, zwycięstwa okupionego trudem i krzyżem, zwycięstwa odnoszonego nawet poprzez klęski – należy do chrześcijańskiego programu życia człowieka – powiedział Papież. – Również życia narodu.

Chyba właśnie dlatego jako przykład postawił Polakom dwóch mężczyzn, którzy zaczęli od walki zbrojnej, a z czasem odkryli, że prawdziwą wolność zdobywa się inną walką – nie mniej trudną, lecz dającą długotrwałe owoce. W ostatnim dniu pielgrzymki na Błoniach krakowskich beatyfikował Brata Alberta – Adama Chmielowskiego oraz Rafała Kalinowskiego. Obaj uczestniczyli w powstaniu styczniowym, obaj w jego wyniku ponieśli ciężkie ofiary – Adam Chmielowski stracił nogę, Rafał Kalinowski – pierwotnie skazany na karę śmierci ostatecznie 10 lat spędził na katordze. Pierwszy stał się opiekunem krakowskich nędzarzy, drugi został wybitnym karmelitą i spowiednikiem. Obaj byli bardzo bliscy osobiście Karolowi Wojtyle. Kalinowski założył klasztor Karmelitów w Wadowicach, gdzie urodził się przyszły papież, natomiast Chmielowski stał się dla Karola Wojtyły ważną inspiracją, gdy decydował on o kapłaństwie kosztem aktorstwa i twórczości literackiej.

– Venimus – vidimus – Deus vicit: Przybyliśmy – ujrzeliśmy – Bóg zwyciężył! – podkreślił Jan Paweł II. – To tu, w Krakowie, na Wawelu, spoczywa król, który wypowiedział te słowa: Jan III Sobieski. Przypomniałem je na początku mojej pielgrzymki w Warszawie. Dziś jeszcze raz do nich powracam.

A powracam dlatego, że święci i błogosławieni ukazują nam drogę do tego zwycięstwa, które w dziejach człowieka odnosi Bóg.

W tych szczególnych okolicznościach Papież wskazywał na patriotyzm oparty, owszem, na walce – lecz jest to walka, której celem jest miłość. Miłość pojęta nie jako cukierkowy sentymentalizm, lecz jako zdolność do bezinteresownego daru z samego siebie, rezygnacji z odwetu i wielkości przebaczenia. Nie jest ona zarezerwowana tylko dla niektórych.

– (...) do takiego zwycięstwa powołany jest każdy człowiek. I powołany jest każdy Polak, który wpatruje się w przykłady swoich świętych i błogosławionych. Ich wyniesienie na ołtarze pośród ziemi ojczystej jest znakiem tej mocy, która płynie od Chrystusa – Dobrego Pasterza. Tej mocy, która jest potężniejsza od każdej ludzkiej słabości – i od każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji, nie wyłączając przemocy. Proszę was, abyście te słabości, grzechy, wady, sytuacje nazywali po imieniu. Abyście z nimi wciąż się zmagali. Abyście nie pozwolili się pochłonąć fali demoralizacji, zobojętnienia, upadku ducha.

Pokolenie przeminęło

Zetknięcie się dwóch rocznic – 100. i 40. – ma głęboką wymowę i symbolikę. Wędrówka narodu wybranego z niewoli do ziemi obiecanej trwała 40 lat – podobno dlatego, że na pustyni musiało wymrzeć pokolenie, które było dotknięte skazą niewoli. Jan Paweł II bardzo przypomina Mojżesza, który przeprowadził lud przez Morze Czerwone – chyba najbardziej widoczne było to w 1991 r., gdy prowadził nas szlakiem Dekalogu. Właśnie wtedy z jego ust padły te słowa trudne i prawdziwe o matce i o tym, że nie wolno dalej niszczyć – trzeba odbudowywać. Komentując piąte przykazanie, wzywał do odnowienia siły sakramentu małżeństwa i do poszanowania owocu związku dwojga ludzi:

– Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji – powiedział – gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu.

Polska wkraczająca w rok stulecia ma wiele powodów do radości, ma też poważny ból. Tym bólem jest, że – jak to przy innej okazji powiedział Ojciec Święty – „ludzie się jakby mniej miłują”. (Pewien znany dziennikarz opowiadał mi, że gdy kwestował na cmentarzu Powązkowskim, został gwałtownie zaatakowany przez pewną osobę, która wyzwała go od „pisowców” i oświadczyła, że ponieważ on zbiera, to nie da w tym roku ani złotówki na Powązki).

Jan Paweł II mógłby nas zasadnie zapytać: Dlaczego mniej się miłujecie w mojej Ojczyźnie?

Odpowiedzi dostarcza spojrzenie na jego życie:

– o nikim nie mówił źle (nawet jeśli temu komuś słusznie się należało) – my hejtujemy;

– niósł nadzieję w najtrudniejszych sytuacjach – my narzekamy na lewo i prawo;

– miał czas dla każdego – my ciągle się spieszymy, widujemy sporadycznie nasze żony, naszych mężów i nasze dzieci;

– był świadkiem nadziei (także w cierpieniu i chorobie) – my wpadamy w złość, gdy coś idzie nie po naszej myśli;

– był wierny swojemu zobowiązaniu do końca – my sięgamy po rozwód z taką łatwością jak po aspirynę;

– uważał każde życie za wielki dar – my sięgamy po antykoncepcję, broniąc się przed dziećmi;

– swoje życie uczynił modlitwą – my nie możemy wyrzec się niedzieli jako dnia pracy.

Wielkie to szczęście, że na progu stulecia mamy też znaki nadziei – przeszło 830 tys. głosów zebranych w obronie dzieci poczętych, coraz liczniejsze akcje świeckich na rzecz małżeństwa i rodziny, modlitewne mobilizacje w rodzaju Wielkiej Pokuty lub „Różańca do Granic” czy w końcu Orszak Trzech Króli. Oby to były przyczółki wybijania się na wolność wewnętrzną, o której marzył dla swoich rodaków św. Jan Paweł II.

Paweł Zuchniewicz, dziennikarz, pisarz, wicedyrektor ds. wychowawczych szkoły „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”

Tagi:
Jan Paweł II

Wyjątkowe fotografie na nowej plenerowej wystawie papieskiej na Jasnej Górze

2019-06-21 12:29

mir/Radio Jasna Góra / Częstochowa (KAI)

Unikatowe, nigdy niepublikowane fotografie ze zbiorów Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego oraz z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej znajdą się na wystawie plenerowej, która jutro zostanie zainaugurowana na Jasnej Górze. W Instytucie Maryjnym odbędzie się też specjalna sesja popularnonaukowa „Na drodze do wolności. Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II na Jasnej Górze w 1979 r.”.

Wernisaż rozpocznie się jutro o godz. 11.00 na wałach jasnogórskich, przy pomniku o. Augustyna Kordeckiego. Oprócz 40 unikatowych fotografii ważnym uzupełnieniem wystawy są również m.in. fragmenty wypowiedzi przedstawicieli władz komunistycznych na temat pielgrzymki – w okresie przygotowań i po jej zakończeniu – informuje o. Mariusz Tabulski, dyrektor Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego. Wynikiem międzynarodowej kwerendy prasowej jest także zbiór przywołanych na wystawie tytułów artykułów z prasy niemieckiej, włoskiej, holenderskiej, francuskiej i amerykańskiej.

Wystawa plenerowa, którą oglądać będzie można do końca sierpnia nosi tytuł „«Wstańcie, chodźmy…». Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski”. – Można powiedzieć, ze znowu ten tytuł jest bardzo istotny w obecnym czasie, prowokuje, byśmy na nowo „wstali i poszli” w duchu Jana Pawła II, a tym bardziej tu, w kontekście Jasnej Góry, zobaczyli na nowo, że potrzebujemy tamtego powiewu Ducha Świętego. Potrzebujemy też wracać do tych treści, które przed laty zostawił nam Jan Paweł II” – podkreślił o. Tabulski.

Autorami wystawy są: dr Anna Badura, Ryszard Mozgol, dr Andrzej Sznajder (IPN Katowice).

Dotąd ekspozycja prezentowana była na Dziedzińcu Wielkim Zamku Królewskiego w Warszawie, na Jasnej Górze będzie dostępna dla zwiedzających do końca sierpnia.

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny w 1979 r. przebiegała pod hasłem „Gaude Mater Polonia” (Raduj się, Matko Polsko). W trakcie pielgrzymki Jan Paweł II odwiedził Warszawę (2 czerwca), Gniezno (3 czerwca), Częstochowę (4-6 czerwca). Od 6 czerwca do 10 czerwca przebywał w Krakowie. Odwiedził także Kalwarię Zebrzydowską, Wadowice, Oświęcim i Nowy Targ. Szacuje się, że w spotkaniach z Janem Pawłem II uczestniczyło w tych dniach 10 milionów Polaków. Władze komunistyczne niezadowolone z wizyty Ojca Świętego obawiały się rozbudzenia w Polakach dążeń wolnościowych.

Na Jasnej Górze papież ukazał czym jest "duchowa wolność w sytuacji niewoli". Na jasnogórskim szczycie mówił: "Tak więc słowo , które nas zawsze boli, w tym jednym miejscu nas nie boli. W tym jednym odniesieniu napełnia nas ufnością, radością posiadania wolności! Tutaj zawsze byliśmy wolni!". Dodał, że "Jasna Góra jest prawdziwym sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć jak bije serce Narodu w sercu Matki!". Na Jasnej Górze - wzorem Prymasa Stefana Wyszyńskiego i polskiego Episkopatu dokonał zawierzenia Kościoła w Polsce.

Podczas spotkania z ludźmi pracy ze Śląska przybyłymi na Jasną Górę Jan Paweł II upomniał się o godność pracy ludzkiej. Papież spotkał się również z Konferencją Episkopatu Polski, przełożonymi zakonów i zgromadzeń zakonnych męskich i żeńskich, a także alumnami, młodzieżą zakonną i służbą liturgiczną, duchowieństwem oraz profesorami i studentami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Mimo licznych przeszkód stawianych przez władze komunistyczne, w ciągu tych „trzech dni wolności” przez Jasną Górę przewinęło się ok. 3,5 mln pielgrzymów, jednoczących się na wspólnej modlitwie z Janem Pawłem II.

Po wernisażu wystawy w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym odbędzie się sesja popularnonaukowa, podczas której mowa będzie m.in. o stosunku władz partyjno-państwowych wobec pielgrzymki Jana Pawła II na Jasnej Górze, „ochronie Częstochowy” przez Wojskową Służbę Wewnętrzną, o recepcji pielgrzymki z 1979 r. i echach papieskiej wizyty w prasie zagranicznej.

Wystawę oraz konferencję na Jasnej Górze organizują: Stowarzyszenie Solidarność i Niezawisłość, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach i Jasnogórski Instytut Maryjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Kazimierz Nycz odprawił Mszę św. dla członków Zakonu Maltańskiego

2019-06-24 19:57

kos / Warszawa (KAI)

Mszą św. w katedrze polowej damy i kawalerowie Zakonu Maltańskiego uczcili w poniedziałek święto swego patrona – św. Jana Chrzciciela. Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. W czasie Eucharystii dziękowano m.in. za piętnaście lat służby ambasadorskiej Vincenzo Manno, ambasadora Zakonu Maltańskiego w Polsce, który kończy misję dyplomatyczną w naszym kraju.

Piotr Drzewiecki

– Gromadzimy się na modlitwie w intencji całego zakonu, w intencji realizacji wszystkich dzieł, którym damy i kawalerowie służą w swej odpowiedzialności, ale równocześnie modlimy się w intencji ambasadora Vincenzo Manno w 15 rocznicę jego posługi ambasadorskiej – powiedział kard. Nycz na początku Mszy św.

Homilię wygłosił bp Andrzej Dziuba, ordynariusz diecezji łowickiej. Hierarcha nawiązując do czytań z dnia mówił o powołaniu proroków Izajasza i św. Jana Chrzciciela oraz o charytatywnej działalności Zakonu Maltańskiego w Polsce oraz osobistej misji wieloletniego ambasadora Zakonu Vincenzo Manno. – Spoglądamy na cztery piękne powołania. Powołanie Izajasza, Jana Chrzciciela, Zakonu Maltańskiego i jednego z członków tego zakonu. To były piękne i owocne lata dla Zakonu Maltańskiego w Polsce – podkreślał.

Hierarcha życzył damom i kawalerom Zakonu Maltańskiego w Polsce, aby pamiętali o swej dewizie: Tuitio Fidei et obsequium pauperum (Obrona wiary i służba ubogim).

Eucharystię koncelebrowali ks. Aleksander Seniuk, rektor kościoła Sióstr Wizytek oraz ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego w Polsce. We Mszy św. uczestniczyło liczne grono dam i kawalerów maltańskich.

Po Komunii świętej Jerzy Baehr, prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich podziękował ambasadorowi Vincenzo Manno za jego działalność na rzecz rozwoju Zakonu w Polsce i dobrą współpracę z damami i kawalerami zakonu.

Biskup polowy uhonorował ambasadora Manno medalem „W służbie Bogu i Ojczyźnie”, ustanowionymi z okazji setnej rocznicy powołania Biskupstwa Polowego w Polsce.

Głos zabrał także ambasador Vincenzo Manno, który ze wzruszeniem mówił o pracy w naszym kraju. Jak podkreślił jest jedynym przedstawicielem korpusu dyplomatycznego w Polsce, którego służba trwa nieprzerwanie od czasów przywrócenia w Polsce urzędu prezydenta w 1989 r. Powiedział, że szczególne więzi łączyły go z prezydentem Lechem Kaczyńskim, podziękował też swoim współpracownikom, biskupowi polowemu za możliwość sprawowania w katedrze polowej Mszy św. w święto patronalne Zakonu oraz swojej małżonce Elżbiecie. Manno przywołał też kilka inicjatyw, które podjął jako ambasador Zakonu Maltańskiego m.in. wizytę prezydenta Kaczyńskiego na Malcie i zorganizowanie wystawy na Zamku Królewskim w Warszawie, poświęconej historii zakonu.

Zakon Maltański jest najstarszym zakonem rycerskim wywodzącym się ze wspólnoty mniszej, która w poł. XI wieku utworzyła w Jerozolimie szpital i przytułek dla pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej.

Pierwotnie wspólnotę rycerzy nazywano Rycerzami Św. Jana od imienia patrona - Św. Jana Jerozolimskiego (stąd joannici). Następne nazwy - Zakon Rodyjski, a potem Maltański - brały się od terytoriów, jakimi dysponowali w swojej historii. Pełna nazwa jest następująca: Suwerenny Wojskowy Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, Rodos i Malty. Powszechnie używa się nazwy Zakon Maltański. Na czele Zakonu stoi książę i wielki mistrz. Obecnie władzę tymczasową pełni Giacomo Dalla Torre del Tempio di Sanguinetto.

Działalność szpitalnicza i dobroczynna na rzecz chorych wyróżnia działania Zakonu od początku jego istnienia, aż do czasów współczesnych. Tradycja szpitalnicza i rycerska ukształtowały charakter posługi Zakonu, której dewizą stały się słowa Tuitio fidei et obsequium pauperum (z łac. Obrona Wiary i Służba Ubogim). Realizowana jest ona przez charytatywną pracę kawalerów i dam zakonu w ramach pomocy humanitarnej, medycznej i innych działań społecznych. Zakon utrzymuje stosunki dyplomatyczne z państwami – obecnie jest ich ok. 110 i ma status stałego obserwatora przy 12 organizacjach międzynarodowych, m.in. ONZ, UNESCO, FAO.

Polska wznowiła po kilkudziesięciu latach przerwy stosunki dyplomatyczne z Zakonem 6 lipca 1990 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem