Reklama

Edytorial

Wadliwe kody pamięci

2018-01-31 10:16

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 5/2018, str. 3

W odniesieniu do rtm. Witolda Pileckiego spotkałam się z określeniem: „święty polskiego patriotyzmu”. Postać bohaterskiego oficera, męczennika dwóch totalitaryzmów – niemieckiego i sowieckiego, trzeba wciąż przypominać. Ostatnio jest to wprost konieczne w związku z atakami izraelskich polityków na Polskę, spowodowanymi przyjęciem przez polski Sejm nowelizacji ustawy o IPN, która zakłada karanie grzywną lub więzieniem za używanie krzywdzącego nasz naród określenia „polskie obozy śmierci”. Przypomnijmy, że to rtm. Pilecki chciał ukazać światu prawdę o niemieckiej machinie śmierci, dlatego dobrowolnie stał się więźniem – dał się złapać Niemcom i zamknąć w Auschwitz. Przygotował on raport z obozu o niemieckim ludobójstwie oraz sporządził plan odbicia obozu. Niestety, nikt tego nie podjął.

Obecnie pojawia się nowa szansa, aby bliżej poznać rtm. Pileckiego. Właśnie trwają prace nad filmem fabularnym o jego życiu w reżyserii Lecha Wosiewicza. Niedawno w Polskim Radiu 24 o. Mariusz Bigiel, jezuita, wyraził opinię, że życie rtm. Pileckiego spełnia kryteria cnót heroicznych. – Cnoty heroiczne to jeden z wymogów, by wynieść kogoś na ołtarze. Ktokolwiek przeczyta jego raport z Auschwitz, w którym widać zaangażowanie w obronę drugiego człowieka za cenę samego siebie, nie może mieć wątpliwości, że rtm. Pilecki odznaczał się cnotami heroicznymi – powiedział o. Bigiel.

Reklama

Posłuchaj: Wadliwe kody pamięci

Mamy więc wielkich bohaterów i prawdziwych świadków historii, jak Witold Pilecki czy Jan Karski, którzy ryzykowali własne życie, aby okrutną prawdę przekazać światu. Niestety, 73 lata od zakończenia wojny nadal funkcjonują wadliwe kody pamięci. Dochodzi do tego, że ofiary mylone są z katami. W zagranicznych mediach wciąż spotyka się sformułowanie „polskie obozy śmierci”. A teraz, gdy wreszcie drgnęła sprawa reparacji wojennych dla Polski, wmawia się nam tendencje faszystowskie. Dowodem ma być patriotyczna manifestacja ulicami Warszawy z 11 listopada 2017 r. Ostatnio natomiast nagłośniono incydent sprzed kilku miesięcy, dotyczący grupy nieodpowiedzialnych ludzi, którzy postanowili uczcić rocznicę urodzin niemieckiego zbrodniarza wszech czasów Adolfa Hitlera, używając do tego m.in. czekoladowych wafelków. Ten głupi epizod rozdmuchały polskie media. Sprawę podchwycili niemieccy dziennikarze. Zaczęli się rozpisywać o marginalnym wydarzeniu z Polski, a milczą o groźnych wyczynach neonazistów we własnym kraju (rocznie ponad 400 neonazistowskich manifestacji). Tymczasem Polskę, będącą pierwszą ofiarą niemieckiego faszyzmu, piętnuje się jako „brunatne centrum Europy”. Czy to ma jakiś sens? Niech się nad tym najpierw zastanowią dziennikarze, którzy produkują takie bzdury, a także politycy, którzy dają się wciągnąć w tę absurdalną grę. A teraz doszedł jeszcze konflikt z izraelskimi politykami o zapis w ustawie o IPN stojącej na straży prawdziwej pamięci historycznej. Trzeba przypomnieć, że Polska i Izrael w listopadzie 2016 r. wydały wspólne oświadczenie zakazujące używania sformułowań, które mogą sugerować, że były „polskie obozy śmierci”. Teraz, w związku z atakiem z Izraela po uchwaleniu przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN, polski rząd wydał stanowisko, w którym czytamy: „I Polska, i Izrael są ofiarami zbrodniczej polityki Niemiec. Wspólnie byliśmy ofiarami agresji naszych sąsiadów. Wspólnie mamy doświadczenie niewoli i braku struktur państwowych. Konflikt o to, kto jest odpowiedzialny za Holocaust, to spełnienie marzeń naszych wrogów”. Powiedzmy wprost: Mamy dość oskarżania Polaków o zbrodnie Niemców!

Tagi:
edytorial

Idziemy z Jezusem?

2019-06-12 09:01

Ks. Jarosław Grabowski
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 3

Stoimy dziś między pełną miłości obecnością Boga, a krzykiem oskarżania bez jakiejkolwiek chęci porozumienia

Sztajner/Niedziela
Ks. dr Jarosław Grabowski

Trudno się oprzeć wrażeniu, że w Polsce coraz silniej zaznacza się swoisty dualizm. Z jednej strony ciągle sporo w nas przywiązania do tradycji. W procesji Bożego Ciała, która przecież ma być publicznym wyznaniem wiary, biorą udział tłumy. O wielowiekowej tradycji tej uroczystości i jej bogatej oprawie, np. w Łowiczu, napisano niejedną książkę czy rozprawę naukową. Polacy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie zwyczaj zdobienia ołtarzy, często dekoracje te są bardzo pracochłonne i wymagają wielodniowych przygotowań, o czym piszemy w artykule „Publiczne świadectwo wiary”. Z drugiej strony w tej samej Polsce mamy do czynienia z groźną eskalacją negatywnych emocji, które – narzucane przez retorykę kampanii wyborczych – coraz mocniej uderzają w każdego z nas. Zdaje się też, że kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego płynnie przeszła u nas w kolejną – parlamentarną. Zjawisko to wyjaśnia na naszych łamach dr Karolina Zioło-Pużuk, językoznawca z UKSW w Warszawie.

Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z coraz bardziej bezpośrednimi i brutalnymi atakami na Kościół, na symbole religijne, które dla wielu z nas są świętością. To w polskim Gdańsku doszło w tym roku do kpin z procesji z Najświętszym Sakramentem. Trudno więc uniknąć przekonania, że jako naród jesteśmy rozdarci. Stoimy między tym, co święte, a profanacją tego; między manifestowaniem wiary a jej negowaniem; między cichą, pełną zrozumienia i miłości obecnością Boga a krzykiem egoizmu i oskarżania bez jakiejkolwiek chęci porozumienia.

Uroczystość Bożego Ciała ma nam przypomnieć o Bogu, który jest blisko każdego z nas, który pozostawił siebie w Eucharystii w sposób jedyny i wyjątkowy i wciąż pragnie być wśród nas – w naszych wspólnotach, w małych i większych społecznościach, w całym narodzie. Może tegoroczne procesje staną się okazją, by sobie to na nowo uświadomić? Może zamiast patrzeć, czy jesteśmy lepsi od innych, razem popatrzymy na Chrystusa? Dziś każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: Czy rzeczywiście idę przez życie z Jezusem? To ważne, niezależnie od tego, kim jestem i jaki jest poziom mojej wiary. W tych dniach Chrystus mówi każdemu z nas – JA JESTEM, a Kościół przypomina, że każda Eucharystia prowadzi do nowej bliskości z Jezusem. Niech więc dobry Bóg scala naszą rozdartą rzeczywistość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: trzeba bronić krzyża za wszelką cenę

2019-06-26 11:20

Archidiecezja Krakowska, jt/ lk / Kraków (KAI)

Trzeba bronić za wszelką cenę krzyża na Giewoncie, krzyża w Waszych sercach oraz wszędzie, gdzie go spotkacie. Bo to znak miłości Boga do człowieka, przebaczenia, zwycięstwa, nadziei dla wszystkich - mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas bierzmowania w parafii pw. św. Kazimierza w Kościelisku.

screenshot/www.youtube.com

W homilii abp Jędraszewski zauważył, że młodzi ludzie po wysłuchaniu słów Ewangelii i Dziejów Apostolskich wyrażają wobec wszystkich zebranych chęć przyjęcia Ducha Świętego, aby tak jak apostołowie świadczyć o Chrystusie w świecie, mężnie wyznawać chrześcijańską wiarę i według niej żyć.

– Z jednej strony wpisujecie się w wielką, wspaniałą historię Kościoła, w trwające wiele wieków dzieje wspaniałych świadków Jezusa. Z drugiej strony bierzecie na siebie odpowiedzialność za to, żeby pozostać świadkami Chrystusa, gotowymi nawet na chwile niełatwe: odrzucenia, wyśmiania, narażenia swego zdrowia i życia dla Jezusa – powiedział, zwracając się do młodych.

Przyznał, że współcześnie wszyscy cieszą się swobodą głoszenia Chrystusa i wyznawania swej wiary, ale nie można stwierdzić, co przyniesie przyszłość. Należy jednak patrzeć w nią z nadzieją, że dzięki łasce Ducha Świętego bierzmowani pozostaną zawsze wierni Jezusowi.

Metropolita zwrócił uwagę na krzyże zawieszone na ich piersiach, które poświęcone staną się pamiątką tego wyjątkowego dnia, ale przede wszystkim powinny mówić o wielkiej miłości Boga do człowieka oraz o zwycięstwie Jezusa nad złem. Powinny także przypominać o tym, że należy otaczać czcią i szacunkiem wszystkie napotkane krzyże, a w razie potrzeby – bronić ich.

Abp Jędraszewski porównał je do krzyża na Giewoncie, który króluje nad Polską. Św. Jan Paweł II mówił, że należy przy nim trwać i otaczać szacunkiem wszystkie krzyże od Tatr pod Bałtyk. Metropolita przypomniał, że wciąż są ludzie, którzy nie chcą krzyży w przestrzeni publicznej i próbują zakłamać rzeczywistość. Należy jednak bronić tego znaku nadziei i zwycięstwa bez względu na cenę.

– Kto jest przy krzyżu i z krzyżem Jezusa Chrystusa, ten zwycięża świat, jest uczestnikiem słów Jezusa „Nie lękajcie się. Jam zwyciężył świat”. Wszelkie zło, to co jest niedobre, On zwycięży. Ci, którzy są z Chrystusem także zwyciężają – powiedział hierarcha i podkreślił, że zebrani modlą się, by młodzi ludzie pozostali wiernymi świadkami Jezusa, który do końca umiłował człowieka.

Parafia w Kościelisku została oficjalnie uznana przez Ministerstwo Wyznań religijnych i Oświecenia w Warszawie oraz wojewodę krakowskiego w 1918 r. Kościół w stylu zakopiańskim zaprojektował uczeń Witkiewicza – Eugeniusz Wesołowski, a witraże bratanek Jana Matejki – Stefan Matejko.

Znajdują się w nim dwa wyjątkowe wizerunki Jezusa – Chrystus w pasiaku nieznanego artysty, który został namalowany w Oświęcimiu i przywieziony do Kościeliska przez ks. Adama Ziembę oraz obraz Jezusa Miłosiernego, autorstwa Adama Chyły, który stworzył obraz znajdujący się w Sanktuarium w Krakowie Łagiewnikach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Na świecie 60 mln dzieci i młodzieży uczęszcza do katolickich szkół

2019-06-26 17:08

tom (KAI) / Wiedeń

Na całym świecie 60 milionów dzieci i młodzieży uczęszcza do szkół katolickich i ich liczba stale rośnie. Poinformowała o tym Christine Mann przewodniczącą Europejskiego Komitetu ds. Wychowania Katolickiego (CEEC) w wywiadzie dla wiedeńskiego tygodnika katolickiego "Der Sonntag". W samej Europie kształci się w katolickich placówkach ok. 8,5 miliona uczniów. Włączając w tę statystykę inne szkoły wyznaniowe, liczba dzieci sięga 10 mln.

candy1812/fotolia.com
Rodzice mają prawo do informacji dotyczącej tego, co się dzieje na terenie szkoły, do której uczęszczają ich dzieci, a także tego, co propagują organizacje pozarządowe

Zwróciła uwagę, że po II wojnie światowej odrodziły się nie tylko szkoły katolickie, ale także protestanckie i żydowskie. "Ponadto w prawie wszystkich krajach europejskich powstały placówki edukacyjne prawosławne, muzułmańskie i tzw. wolnych Kościołów" - przypomniała Christine Mann podkreślając, że cały system szkolnictwa w Europie i na świecie był stopniowo wprowadzany i oparty na modelu katolickim. Największą stopę wzrostu w edukacji wyznaniowej odnotowuje się dzisiaj - choć nadal na niskim poziomie procentowym - w wolnych Kościołach (m.in. baptyści i wspólnoty ewangelikalne).

Poza rosnącą ogólnoeuropejską i ogólnoświatową liczbą uczniów Mann wskazała na bardzo interesującą prawidłowość, która pokazuje, że „katolicki system edukacji może dynamicznie żyć i rozkwitać się w wielu różnych systemach prawnych regulujących stosunki państwo-Kościół".

Na pewno nikt nie przypuszczałby, że najwięcej, bo ponad 2 mln uczniów szkół katolickich jest w laickiej Francji a w Belgii aż 75 proc. wszystkich uczniów uczęszcza do katolickich placówek. Podobnie jest w sektorze szkół podstawowych w Irlandii. "A krajem o najwyższym wskaźniku wzrostu liczby szkół katolickich jest obecnie Albania, kraj, który był za czasów komunistycznych zaprogramowany jako państwo wolne od religii” - powiedziała Christine Mann, teolożka i prawnik, która przez wiele lat prowadziła wiedeńskie biuro arcybiskupie ds. szkolnictwa i austriacki międzydiecezjalny urząd ds. nauczania i wychowania.

Większość szkół katolickich jest prowadzonych albo przez zakony albo diecezje. Mann pochwaliła zaangażowanie obu grup właścicieli. W odniesieniu do szkół prowadzonych przez zgromadzenia zakonne powiedziała: „To, co mi zawsze osobiście imponuje na międzynarodowych sympozjach, to różnorodność zakonów, które prowadzą szkoły poza Europą. Są młode, bez jakichkolwiek europejskich kompleksów, a ich nazwy są dla nas w Europie zupełnie nieznane. W niektórych krajach, w których chrześcijanie są tylko mniejszością, odnieśli oni ogromny sukces. Niestety sami są sobie winni niekiedy za to, że nie trafiają do naszych statystyk uczniów i szkół. ”

Mann zwróciła uwagę, że zakony poprzez swoje "światowe zakorzenienie", są świetnymi specjalistami od konstruktywnego podejścia do różnorodności, różnic kulturowych, przy jednoczesnym zachowaniu własnej tożsamości. "Europa może się teraz tego uczyć, co jest teraz pilnie potrzebne" - zaznaczyła.

Zapytana o inne poważne wyzwania jakie stoją przed katolickim szkolnictwem Mann wskazała przede wszystkim na finanse. „Ponieważ szkoła katolicka chce być dla wszystkich, to niestety naturalne ograniczenie w przyjmowaniu uczniów stanowią opłaty" - zaznaczyła.

Dalej wskazał na problem przyjmowania dzieci niekatolickich. „Tak lub nie? Według jakich kryteriów i kolejności należy przyjmować dzieci? Na lekcje jakiej religii ma uczęszczać dziecko? Oczywiście są to kwestie typowo europejskie, ponieważ mamy katolickie szkoły na całym świecie, w których reprezentowany jest tylko minimalny odsetek katolickich nauczycieli albo niewielki procent katolickich dzieci i młodzieży a większość jest wyznawcami innych religii” - zaznaczyła Mann.

Pytana, co wyróżnia szkołę katolicką od innych powiedziała: "Przede wszystkim szerokość katolickich horyzontów, które objawią się na dwa sposoby: poprzez rozwój indywidualnej tożsamości ucznia, nawet przy znacznym oporze wobec katolickich wartości, a jednocześnie otwarcie na obecną sytuację społeczną i wyzwania jakie niesie. Znajduje to odzwierciedlenie w konkretnej pedagogice prowadzonej przez właściciela szkoły oraz poszanowania różnorodności, ale zawsze krążeniu wokół wyznaczonego tego samego centrum wartości. Każde dziecko jest wyjątkowe, a równocześnie przy całym swym potencjale akceptowane przez Boga. W zdobywaniu wykształcenia, również w wymiarze religijnym, w zapewnianiu odpowiednich osiągnięć, ale także w rozwijaniu podstawowych cnót, rozwija się człowieczeństwo młodego człowieka”.

Pytana o rolę szkoły katolickiej jako miejsca ewangelizacji Mann powiedziała: "Należy ewangelizować słowem i czynem. Kazanie, ideały i nauczanie same nie wystarczą, jeśli nie przekładają się na rzeczywistość szkolną i normalne codzienne życie w szkole. Z kolei sama praktyka ucząca solidarności i szacunku dla drugiego człowieka, bez słowa, które wyjaśnia i interpretuje również jest niewystarczająca".

Do CEEC, którego główna siedziba mieści się w Brukseli, należą przedstawiciele szkolnictwa katolickiego z kilkudziesięciu krajów. Komitet reprezentuje ponad 30 tys. szkół z ok. 8,5 mln uczennic i uczniów. Głównym celem jego działalności jest wymiana doświadczeń, współpraca i reprezentowanie interesów katolickich placówek oświatowo-wychowawczych wobec instytucji europejskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem