Reklama

Krwawiące ślady, czyli okiem zakonnicy

2018-04-25 11:32

S. Dawida Ryll
Edycja przemyska 17/2018, str. IV

Archiwum autora
S. Dawida Ryll

Byłam już prawie dorosła, gdy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę o czerwonych makach pod Monte Cassino. Ale wówczas, gdy moja mama z wielkim smutkiem powiedziała: – I znów w tym miejscu zakwitły maki – miałam zaledwie kilka lat. Do dziś kwitnące maki kojarzą mi się ze śladami krwi i od tamtej chwili wiem, jak boleśnie dusi ściśnięta z żalu krtań. Nie był to smutek z powodu poległych w bohaterskiej walce żołnierzy – jak w piosence „Czerwone maki”– ale z powodu śmierci małego żydowskiego chłopca, którego na tym właśnie polu dosięgła kula niemieckiego żołnierza.

Wyobraźnią dziecka widziałam, jak uciekał z lasu i rozpaczliwie wołał: Biegnę do mojej babci! Nie mogłam znieść myśli, że... nie dobiegł. Byłam pewna, że moja babcia ocaliłaby to dziecko. Nie rozumiałam jeszcze dramatu wojny i na myśl mi nie przyszło, że gdyby ten chłopiec dobiegł... nie miałabym szans się urodzić. Zginęłyby prababcia, babcia i trójka jej dzieci, z których najstarszą była moja mama, piętnastoletnia wówczas dziewczyna. Zostaliby zabici, jak wszyscy Polacy, których przyłapano na udzielaniu pomocy Żydom.

Nie miejsce i czas, by opisywać w szczegółach tę straszną historię, jakiej ponownie wysłuchałam kilka lat temu z ust mojej mamy. Ale od dzieciństwa nie miałam cienia wątpliwości, iż ludziom w potrzebie trzeba przyjść z pomocą bez względu na osobiste straty. I wiem, że istnieje taki imperatyw moralny, który jest silniejszy niż lęk o własne życie. Zawsze też ze współczuciem myślałam o tragedii polskich Żydów, która dokonywała się podczas II wojny światowej.

Reklama

Może właśnie ten ślad z dzieciństwa sprawiał, że bardzo cierpiałam, jeśli ktokolwiek obwiniał naród polski o antysemityzm. Nigdy jednak w najgorszych przeczuciach nie byłabym w stanie pomyśleć, że będziemy obwiniani o Holokaust! I że będziemy musieli bronić się przed określeniami typu: „polskie obozy śmierci”. Nadal nie mogę wręcz uwierzyć, że za postępki pewnej liczby szmalcowników czy kolaborantów można obwiniać cały naród.

Uczono mnie w szkole, że nie można wychodzić poza margines w zeszycie. I ilekroć moje zdania nie mieściły się w linijce, otrzymywałam uwagi od nauczycieli. Ale nigdy nie oceniono niedostatecznie mojej pracy.

Czy świat naprawdę stanął na głowie? Czy spodziewałby się ktoś, że po kilkudziesięciu latach od wojny ofiary zostaną nazwane oprawcami? To może jeszcze przyjdzie nam usłyszeć, że rozpętaliśmy II wojnę światową?! O co dziś to halo, ten cały rwetes?! Może nazbyt uproszczę, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że skoro nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze.

Nie, nie mam ochoty udowadniać, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Ani być kolejnym głosem w tej absurdalnej przepychance słownej. Uczestniczyłam w wielu spotkaniach upamiętniających ofiary Holokaustu – tych oficjalnych, modlitewnych i tych bardziej prywatnych, przy wspólnym stole i kawie. Słyszałam wypowiedzi naprawdę mądrych i prawych Żydów i wiem, że nie wszyscy oskarżają nas o eksterminację ich narodu. Jednakże ta pełna histerii nagonka na ustawę, na wypowiedzi polskiego premiera, na wszystkich, którzy nie chcą się zgodzić na szarganie dobrego imienia naszej Ojczyzny, to przypisywanie intencji, przekręcanie znaczeń, wyrywanie z kontekstu – potwornie boli. I osobiście mnie obchodzi ze względów patriotycznych i rodzinnych.

Czasem myślę, czy ktoś z tych – swoich lub obcych – którzy opluwają Polskę, mógłby spojrzeć w oczy setek tysięcy ludzi takich jak Ulmowie? Albo choćby tylko w oczy mojej babci, narażającej życie własnych dzieci, by ratować innych, bez pytania skąd są i jak się nazywają. Czy mógłby spojrzeć w zasnute łzami oczy mojej mamy, gdy wiele lat po wojnie patrzyła na kępkę polnych maków...

Kanalie pojawiają się w każdym czasie i w każdym narodzie. Jeśli jednak państwo ma właściwe narzędzia w postaci prawa czy służb odpowiedzialnych za ład społeczny, to bandyckie wybryki zdarzają się rzadziej. Wojna łamie struktury państwowe, co więcej sprzyja haniebnym wyczynom. Z mojego rodzinnego domu, w którym akurat w czasie wojny nie było żadnego mężczyzny, nie licząc dwóch kilkuletnich braci mojej mamy, wykradziono dosłownie wszystko. Kobiety pozostały w tym, co miały na sobie, a ostatnie ziemniaki, jakie udało się przechować do sadzenia na wiosnę, zabrał (wydarł siłą) gospodarz z sąsiedniej wsi kilka dni po tym, jak ogłoszono, że wojna się skończyła. To nie byli Niemcy, którzy nas bezpośrednio okradli. Ale gdyby nie było wojny rozpętanej przez Niemców, okoliczni złodzieje nie czuliby się tak bezkarni. Chyba że wolność kraju jest pozorna. Jak za czasów sowieckiej władzy...

Jako pierwszoklasistka wychodziłam właśnie do szkoły z tornistrem na plecach, gdy do mojego domu przyszli eleganccy panowie. – Dziewczynko, pokaż nam swoje zeszyty... – po czym wzięli mój tornister i skrupulatnie oglądali. A ja – wzorowa uczennica – pękałam z dumy. Do głowy mi nie przyszło, że to jest rewizja... Zjawili się, bo nieco wcześniej wróciła od dziadka z Francji moja najstarsza siostra. Panowie nie znaleźli nic podejrzanego, ale dla zasady trzeba było kogoś ukarać. Wzięli mojego tatę... Nie pierwszy raz, jak się później dowiedziałam. I nie raz jeszcze po „masażu stóp” na posterunku milicji obywatelskiej mój ojciec nie mógł stanąć na nogi. „Zawinił”, bo jako kilkunastoletni chłopak w czasie wojny „włóczył się” po lasach z partyzantami AK.

„Przejdą lata i wieki przeminą... ślady dawnych dni pozostaną: bo są głębokie, odciśnięte bólem stawania w prawdzie. Nie ma prawdy bez bólu i nie ma wolności bez prawdy. Skoro wolność krzyżami się mierzy, to trzeba nam i to przecierpieć...

A na Pustyni Judzkiej o tej porze roku można spotkać krwiste anemonki..., jak ślady krwi ze strudzonych stóp Wędrowca z Galilei, który zapłakał nad Jerozolimą, że nie poznała czasu nawiedzenia.

Tagi:
świadectwo zakonnica

Św. Faustyna – pomost Bożego Miłosierdzia

2019-10-01 13:55

Agata Pieszko
Edycja wrocławska 40/2019, str. 6-7

Z danych organizacji rządowych dotyczących listy imion występujących w rejestrze PESEL na 2019 r. wynika, że imię Faustyna nosi 3319 kobiet. Dla porównania na pierwszym miejscu jest imię Anna z liczbą 1 063 017. Co skłania rodziców, aby nadać córce tak rzadkie imię...?

Archiwum prywatne
Dominika i mała Faustynka przy Jezusie Miłosiernym i św. Faustynie Kowalskiej

Historia Wandy

Wanda jest mamą dziewiątki fantastycznych dzieci. Obok Kingi, Józefa, Małgosi, Anielki, Jadzi, Klary, Władzia i Marysi wychowuje się 3-letnia Faustynka, która poczęła się w Roku Miłosierdzia. Zaraz po świętach Wielkiej Nocy, w tygodniu Bożego Miłosierdzia, rodzina Mokrzyckich wybrała się na pielgrzymkę do Łagiewnik. Niedługo po powrocie Wanda miała wizytę u lekarza, który miał zdradzić płeć ósmego dziecka. Mama wesołej gromadki dzieli się tym, że wraz z mężem wytypowali mnóstwo imion dla chłopców. Wydawało im się także, że wszystkie imiona dla dziewcząt, które obojgu się podobały, zostały już nadane. Radek wcześniej proponował imię Faustyna, ale Wanda oponowała, jednak gdy wróciła do domu z wieścią, że nosi pod sercem kolejną dziewczynkę, on tylko spojrzał i powiedział: Faustyna! – Doczekaliśmy się Faustyny w sierpniu, zaraz po Światowych Dniach Młodzieży. To był czas urlopowo-wyjazdowy i z tego powodu nikt jej na tym świecie nie przywitał – mówi Wanda. Po wyjściu ze szpitala Mokrzyccy otrzymali jednak telefon od Toni, koleżanki, która chciała im złożyć wizytę. Okazało się, że nie przyszła sama – towarzyszyła jej św. Faustyna! – dziwnym zbiegiem okoliczności Tonia przewoziła z Krakowa do Francji relikwie Świętej I stopnia. – Odebraliśmy to jako znak Boży dla naszej rodziny. Nikt w żaden sposób nie przyjął Faustynki, a sama Święta tak serdecznie ją przywitała. Mało tego, zanim św. Faustyna pojechała do Francji, chwilę u nas została i mogliśmy się do niej pomodlić. To było piękne i niecodzienne zjawisko – dzieli się Wanda. Niedługo później, gdy mała Faustyna była chrzczona, sąsiadka, która przejęła się wydarzeniem, stwierdziła, że podaruje rodzinie relikwie Świętej III stopnia. Zajmują one teraz honorowe miejsce przy obrazie Jezusa Miłosiernego, przy którym Mokrzyccy codziennie modlą się Koronką do Bożego Miłosierdzia. Nadal jednak nie rozwikłaliśmy zagadki, dlaczego tak rzadkie imię poruszyło rodziców. – Dojrzałam do niego. Przede wszystkim chcieliśmy w ten sposób uhonorować Rok Miłosierdzia, bo to był piękny czas, w którym działo się wiele dobra, kiedy obserwowaliśmy młodzież opiekującą się swoimi rówieśnikami z całego świata, z którymi modlili się, bawili razem i czynili wzajemnie miłosierdzie. Faustyna ma nam o tym miłosierdziu przypominać – objaśnia Wanda.

Imię zobowiązuje?

Mimo że Faustynka ma 3 lata, jest nieposkromiona, mocno niepokorna, a także świadoma tego, czego pragnie i jak ma to osiągnąć, jednak przy tym także niesamowicie czuła na krzywdę innych i bardzo emocjonalna. Zawsze współczująca, gdy siostry chorują, gotowa, by w każdej chwili wskazać braciom, gdzie są plastry, gdy się poranią – przejęta losem innych tak, jak jej patronka. Obie pochodzą z rodziny wielodzietnej – Helena Kowalska miała dziewięcioro rodzeństwa, natomiast Faustynka ma ośmioro i także od dzieciństwa odznacza się pobożnością. Chętnie klęka w domu do wspólnej modlitwy. – Nasza Faustyna już w swoim wieku wie, że jej patronka pracowała w piekarni i doglądała ogrodu. Ona też lubi wypiekać, a gdy chrupie marchewkę, wspomina swoją patronkę, która zajmowała się ogrodem i pewnie siała takie marchewki – mówi Wanda.

Historia Dominiki

Wanda, mama Faustyny, spotkała na koncercie zespołu wNieboGłosy Dominikę, której niespełna roczna córeczka też nosi to rzadkie imię. Połączyło je doświadczenie Bożego Miłosierdzia, które objawiło się w ich życiu dzięki św. Faustynie Kowalskiej. Dominika i jej obecny mąż mają za sobą trudną historię. Przez wiele lat żyli w niesakramentalnym związku małżeńskim, ponieważ Adrian miał przeszkodę uniemożliwiającą zawarcie sakramentu. – Co roku chodziliśmy w tej intencji na Jasną Górę i w końcu dostaliśmy odpowiedź, że możemy zawrzeć sakrament. Ślub zorganizowaliśmy w bardzo krótkim czasie. Czekaliśmy na to 8 lat! To pozwoliło nam docenić, że tu nie chodzi o piękną suknię, huczne wesele, prezenty i pieniądze, a zaproszenie Boga. Pan Jezus zrobił mi najpiękniejszy prezent, bo 2 kwietnia 2016 r., w dzień moich urodzin zawarliśmy związek małżeński – dzieli się Dominika. Warto dodać, że rok 2016 był Rokiem Bożego Miłosierdzia. Dominika i Adrian wzięli ślub w sobotę, a następnego dnia była właśnie Niedziela Bożego Miłosierdzia. Św. Faustyna opiekowała się ich rodziną od dawna. Dominika i Adrian pielgrzymowali także ze Szczecina do Myśliborza w intencji dzieci poczętych i nienarodzonych. Tamtejsze sanktuarium pojawiało się w widzeniach świętej. Dominika i Adrian dwukrotnie stracili poczęte dziecko. Gdy Dominika była w kolejnej ciąży, wspólnie z mężem gorliwie się modlili. W trakcie jednej z wizyt duszpasterskich, ksiądz, który błogosławił im sakrament, podarował małżeństwu obrazek ze św. Faustyną, a nie ze Świętą Rodziną, jak to zazwyczaj bywa. Kolejnym cudem, w którym Dominika z Adrianem odnaleźli orędownictwo świętej, były rekolekcje z o. Johnem Bashoborą. – Weszliśmy tam bez biletu, co po ludzku było niemożliwe. Ojciec Bashobora pomodlił się nad dzieciątkiem, które już było pod moim sercem. Modlił się o oczyszczenie łona z ducha śmierci. Tam na kiermaszu zobaczyłam też jedną jedyną figurkę św. Faustyny. Ona nie dawała mi spokoju, więc w końcu ją kupiłam. Długo nie znaliśmy płci dziecka, dopiero pod koniec ciąży dowiedzieliśmy się, że to będzie dziewczynka. Czułam, że Pan Jezus już wybrał imię dla tego dziecka i potrzeba było tylko naszej akceptacji – mówi Dominika, która trafiła na porodówkę 5 października, dokładnie we wspomnienie św. Faustyny.

Świętych obcowanie

Co prawda Gabriel, Gloria i Franuś doczekali się siostrzyczki dopiero 20 października, jednak Dominika miała przeczucie, że nie trafiła na oddział położniczy przypadkiem. – Na porodówce leżałam z kobietą, której zabito dziecko w łonie matki. Lekarze uznali, że to będzie najlepsze dla jej zdrowia. Dziecko miało tak silną wolę życia, że przeżyło pierwsza próbę aborcji. W kaplicy szpitalnej na ul. Borowskiej jest obraz św. Faustyny. Modliłam się tam w intencji tej kobiety i jej dziecka. Ona bardzo potrzebowała Bożego Miłosierdzia – dzieli się mama Faustyny. Rodzicom zależało, aby oddać Faustynkę jak najszybciej Panu Bogu w sakramencie chrztu. Dzieciątko zostało ochrzczone właśnie w Święto Bożego Miłosierdzia.

Św. Faustyna zdaje się być cały czas obecna w życiu tych obu rodzin i stanowić pomost dla działań Miłosiernego. Dzięki tym świadectwom chcieliby przekazywać orędzie o wielkim Bożym Miłosierdziu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kiciński: Św. Jadwiga postępowała jak Maryja

2019-10-17 00:12

Agata Pieszko

Kościół 16 października wspomina św. Jadwigę, patronkę Polski, Śląska i archidiecezji wrocławskiej. Wspomina także dobrą żonę, kochającą matkę i mądrą władczynię, która pojawiła się we Wrocławiu w 1190 r.

Agnieszka Bugała
Zdjęcie wizerunku św. Jadwigi z Bazyliki pw. Św. Jadwigi w Trzebnicy

Uszanowała polskość

Gdy Jadwiga trafiła na dwór księcia Bolesława Wysokiego, ojca jej przyszłego męża, Henryka I Brodatego, zaraz nauczyła się języka polskiego i biegle się nim posługiwała. To bardzo cenne, że dziewczyna urodzona w Andechs w Niemczech przyjęła nasze zwyczaje oraz język!

Dobra żona i kochająca matka

Jadwiga i Henryk byli przeciwieństwem małżeństwa zawartego z rozsądku, czy dla skrzyżowania się wielkich rodów królewskich. Naprawdę się kochali, a owocem ich miłości było siedmioro dzieci. Niestety jednak czworo z nich zmarło. Mimo ogromnej miłości, małżonkowie byli związani ślubem czystości zawartym w 1209 r. roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem (źródła historyczne podają, że księżna mogła mieć wtedy około 33 lat, a Henryk Brodaty około 43 lat).

Uczy, jak znosić krzyż

Jadwiga doświadczyła w swoim życiu wiele cierpienia – utrata dzieci, śmierć męża, śmierć siostry Gertrudy za sprawą morderstwa, czy hańba ściągnięta na rodzinę przez siostrę Agnieszkę, która była matką dzieci z nieprawego łoża. Mimo tych dopustów Bożych, Jadwiga nadal z pokorą modliła się i czyniła dobro.

Mądra władczyni

Trzeba nam pamiętać, że na dworze świętej nie brakło ciepła oraz dobrych zwyczajów. Księżna dbała o służbę i czuwała nad tym, by chronić uciśnionych oraz najuboższych. Budowała szpitale, domy opieki, kościoły, klasztory, miejsca, w których ludzie jednali się ze sobą. Popierała szkołę katedralną we Wrocławiu, słała więźniom żywność i ubrania. Mówi się także o tym, jakoby zamieniała więźniom karę śmierci czy długich lat więzienia na prace przy budowie kościołów lub klasztorów. Sama Jadwiga wraz ze swoim mężem ufundowała klasztor cysterski. Bazylikę św. Jadwigi w Trzebnicy możemy odwiedzać do dzisiaj, szczególnie w trakcie sierpniowej i październikowej pielgrzymki.

Jak Maryja

– Św. Jadwiga straciła wszystko. Została z niczym. Umierała w wielkim opuszczeniu, ale tak naprawdę umierała z Jezusem i z Maryją w ręku, której tak bardzo się trzymała. Zobaczcie, że Jadwiga na każdym etapie swojego życia postępowała tak, jak Maryja. Kiedy miała rodzinę, kochała męża i swoje dzieci, kiedy straciła dzieci, stała się matką dla wszystkich ludzi. Była najszczęśliwsza na świecie, dając siebie innym – mówił we wspomnienie św. Jadwigi o. bp Jacek Kiciński na mszy wspólnotowej młodych małżeństw. Jadwiga była tak posłuszna mężowi, że mimo swoich racji, zawsze pozostawiała mu ostatnie zdanie. Henryk Brodaty chętnie przystawał jednak na jej mądre, sprawiedliwe i dobre decyzje. Czy to nie przypomina relacji Jezusa z Maryją?

Biskup Jacek poskreślał także, że szczęśliwa kobieta to taka, która pokocha samą siebie tak, jak kocha innych. Św. Jadwiga była tym bardziej szczęśliwa, im bardziej cierpiała.

– To była chodząca dobroć, ona zapominała o sobie. Skąd czerpała siły? Odpowiedź jest prosta: Jadwiga czerpała swoje siły z modlitwy. Sam się zastanawiam, co robię, gdy nie mam sił? Co wy robicie, kiedy nie macie już siły – pytał o. Jacek.

Jadwiga u swojego kresu zamieszkała w klasztorze cysterek w Trzebnicy, gdzie prowadziła bardzo ascetyczne życie, pełne pokuty, postu i wyrzeczeń. Dobrze jest uciekać się do niej w trudnych sprawach, szczególnie prosząc o łaskę pokoju i pojednania. Polecajmy jej Wrocław, który także powinien cechować się właściwymi obyczajami i walką o sprawiedliwość oraz dobro, ponieważ taki był dwór św. Jadwigi Śląskiej, mądrej patronki naszej archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem