Reklama

Niedziela Wrocławska

Chęć bycia księdzem – tylko to się liczy

Maj to miesiąc szczególny dla przyszłych kapłanów. Klerycy czekają na święcenia diakonatu, diakoni na dzień, w którym wreszcie zostaną namaszczeni i posłani. W prezencie dla jednych i drugich drukujemy wspomnienie kapłanów, których Bóg dużo wcześniej wywołał z szeregu

Niedziela wrocławska 18/2018, str. VI

[ TEMATY ]

świadectwo

seminarium

Wrocław

Kriskros/CCB SA 3.0.pl

Wrocławskie seminarium

Wrocławskie seminarium

Dziś stoją już z Nim twarzą w twarz, ale ich opowieść może być pomocna młodym, którzy dopiero wyruszają w drogę.

Bp Józef Pazdur zmarł 7 maja 2015 r., jego rocznikowy kolega, ks. prał. Jan Czapliński – 8 maja, ale cztery lata wcześniej. Byli kapłanami pierwszego, powojennego rocznika wrocławskiego seminarium.

Józef na Dzikim Zachodzie

Reklama

Spotkałam się z Ojcem Biskupem i Księdzem Prałatem tuż przed jubileuszem ich święceń. Mijało 55 lat od tej chwili, a oni wciąż nosili żywe wspomnienia. 23 grudnia 1951r. wyświęcił ich Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. Przyjechali do Wrocławia jesienią 1947r. Ojciec Biskup nie przyjechał jako repatriant ze wschodu. Pochodził z diecezji tarnowskiej, z województwa krakowskiego, z powiatu Limanowa. Zdawał maturę w Szczyrzycu, u cystersów, którzy w czasie wojny zorganizowali tajne nauczanie. Rodziny nie było stać, aby po wojnie pojechać do innego miasta i kontynuować naukę. Dlatego tamten rocznik jego kolegów był dłużnikiem cystersów – zgodzili się na zorganizowanie szkoły. W czasie, gdy zdawał maturę, przyszła wiadomość, że Wrocław wrócił do Polski. To była wielka radość. I stanął przed decyzją, czy dalsza edukacja w Krakowie, do którego właściwie mógł dojechać rowerem, czy też w innym miejscu. Zwyciężyła ciekawość i wybrał Wrocław. Jego mama mówiła: „O laboga, gdzie ty na ten dziki zachód chcesz jechać!” Ale decyzja zapadła i przyjechał. Zapisał się na Uniwersytet i Politechnikę, bo agronomia wtedy była na obu uczelniach, i zamieszkał przy ul. Ofiar Oświęcimskich.

Jan ze Wschodu

– A ja przyjechałem do Wrocławia właśnie ze wschodu, mniej więcej z tych terenów, z których pochodził również ks. Zienkiewicz – mówił ks. prał. Czapliński. Zamieszkał u sióstr elżbietanek, w parafii św. Bonifacego. A księdzem chciał być od dziecka, zawsze wiedział, że to dla niego, że tego pragnie. W Różanymstoku, 40 km od Białegostoku było męskie gimnazjum salezjańskie. Tam uczęszczał. Gdy wspominał tamten czas, to wydawało mu się, że zdarzył się mały cud. Sowieci weszli na te ziemie w 1939 r., ale nie wywieźli salezjańskich profesorów. Wierzył, że Matka Boska wstawiła się w tej sprawie i profesorowie zostali z nimi aż do Bożego Narodzenia. To byli wspaniali nauczyciele. Nazwiska ich pamiętał aż do końca, wymieniał je bez zająknienia. Wiele im zawdzięczał. Po wojnie, w 1946 r. wyjechał do Krakowa. Ale pobyt tam nie trwał długo. Po miesiącu Ksiądz otrzymał list od nieżyjącego już dziś kolegi, który pisał, że we Wrocławiu wielkie, nowe możliwości. Nie myślał długo, spakował się i na początku lipca 1946 r. wyruszył do Wrocławia. Przyjechał na parę godzin, a został na 65 lat...

Ludzie, którzy nie mieli księdza

Powołanie Ojca Biskupa Józefa nie urodziło się od razu. Uczył się na agronomii, brał udział w odgruzowywaniu uczelni. Po roku studiów w kościołach pojawiły się plakaty, że jest nabór na pierwszy rok do polskiego seminarium we Wrocławiu. Patrzył na nie z pewną ciekawością, ale nie budziła się żadna decyzja. Wszystko, co zdecydowało o jej podjęciu, stało się w kościele św. Michała Archanioła... którego przecież prawie nie było...

Reklama

– To było gruzowisko budowli – wspominał. Zwały kamieni usunięto tylko na tyle, aby dało się dojść do ołtarza. Przyszedłem, stanąłem na środku i wszystko, co tam zobaczyłem, jest początkiem mojej decyzji. Ołtarz był po lewej stronie, zbity z osmolonych desek, ze śladami trawiącego je ognia, przykryty białym obrusem. Paliły się żółte, woskowe świece, wetknięte w lichtarze. Nie było wątpliwości, że wyciągnięto je z pogorzeliska. Byli też ludzie. Siedzieli na deskach opartych o cegły. Czekali i to ich czekanie było początkiem. Myślałem: Ołtarz jest, ludzie są, ale księdza nie ma. A może ty byś był księdzem?

Góral idzie na księdza

Najpierw zwierzył się kolegom. W tym czasie był prezesem Samopomocy Podhalan studiujących we Wrocławiu, mieszkał przy Chrobrego. Kupił po drodze butelczynę „czystej, ojczystej, co duszy nie plami” i zwołał zgromadzenie studentów. Zaniemówili. O co chodzi? Takich spotkań przecież nie zwoływał. A on postawił butelczynę na stół i mówi: Idę do seminarium. Zapadła cisza, zaraz szepty: Albo zwariował, albo się romantycznie zakochał. Potem pojechał do domu. Siostra nie była zadowolona – już zdążyła go wyswatać, więc pokrzyżował jej plany. Mama, rozumna góralka, powiedziała „Dobrze, dziecko, tak zrób”. Była zadowolona, choć nigdy nie sugerowała mu takiej drogi.

Seminarium, którego nie było

Do seminarium przyjmował ich wtedy... Ks. prał. Jan Czapliński mówił, że chyba Anioł Stróż, skoro tak ładnie wytrwali, a tak naprawdę to ks. rektor Marcinowski, na ul. Strzeleckiej, u sióstr elżbietanek, w parafii św. Bonifacego. Rektorat to był korytarz, stolik i dwa krzesła pod oknem. Budynek seminarium zaczęto dopiero odbudowywać, od parteru. W czasie zimy w tych odkrytych częściach budynku, gdzie nie było stropu, było lodowisko. Jeździli w wojskowych butach po korytarzach, po lodzie. 1 października 1947 r. otwarto seminarium. Było ich 24. Z tej grupy doszło do kapłaństwa dziewięciu. W sumie wyświęcono wtedy czternastu, bo pięciu dołączyło z innych seminariów.

1 października ks. inf. Karol Milik otworzył seminarium, 8 rozpoczęły się rekolekcje prowadzone przez o. Franciszka Sąsiadka, jezuitę. Zapamiętali, że mówił, aby nie bali się tej służby, że to tak będzie mijać, jak z bicza trzasnąć.

Profesorowie z klasą

Mieli dobrych profesorów. Na Ojcu Biskupie zrobił wielkie wrażenie i kierował nim przez długi czas o. Albert Wojtczak, franciszkanin. Bywało tak, że brakowało profesorów i on, w wyjątkowych sytuacjach, potrafił tę lukę zapełnić, ucząc filozofii, kaznodziejstwa, liturgiki. Poprosił go o kazanie prymicyjne i pojechał z nim na Podhale. Mieli też dług u jezuitów. O. Sąsiadek, który poza wszystkim, co duchowe, uczył też wyczucia rzeczywistości. To byli ludzie solidnie wykształceni jeszcze przed wojną – mówił ks. Czapliński.

Bp Urban, ks. Jelito, biblista. Przez cztery lata kazał im czytać Pismo Święte po hebrajsku! Ale nie mieli mu za złe, bo przecież, gdy ktoś rzeczywiście jest rozmiłowany w swojej dyscyplinie, to próbuje i innych zapalać. Najlepiej z nich znał hebrajski alumn Pazdur. Chętnie też dzielił się swoją wiedzą, podpowiadając tym mniej w hebrajskim rozkochanym.

Modlitwa i... łopata

Alumni rocznika 1951 pracowali fizycznie, odgruzowywali seminarium. Wszystko zaczęło się wtedy, gdy rektor Marcinowski obchodził jubileusz kapłaństwa. Nie mieli prezentu, ale widzieli jego spacery po podwórzu i to, jak patrzy na trzy wielkie hałdy gruzu wywiezionego z seminarium. Alumn Józef Pazdur zwołał więc kolegów – było ich już wtedy trzy roczniki, i postanowili, że zostaną w wakacje na taki czas, jaki będzie potrzebny i wywiozą ten gruz. Wywieźli ponad 300 furmanek. To był ich dar.

Drugie odgruzowywanie było wtedy, gdy byli już kapłanami, brali udział w odgruzowywaniu całego Ostrowa Tumskiego.

Ks. Jan Czapliński malował meble w seminarium: ławki, szafy, stoły – cały miesiąc to trwało. Ale pracowali też w gospodarstwie rolnym. To był czas, kiedy i kuria i seminarium musiały mieć zaplecze gospodarcze. Nadarzyła się okazja: majątek w Trestnie, ale musiał ktoś tam gospodarzyć. Proweniencje rolnicze alumna Pazdura były znane, więc wezwał go Ksiądz Rektor i poprosił o pomoc. Trochę mu było przykro, bo przecież nie po to zostawił agronomię, aby do tych dusz śmiertelnych kwiczących i ryczących wracać, ale starał się tam angażować całą duszą. Alumni wyjeżdżali kursami na tydzień i tak pracowali. Najtrudniej było w czasie egzaminów – skrypty chowane ukradkiem podczas pielenia buraków nikogo nie dziwiły.

Co trzeba zrobić, żeby wytrwać?

Formacja kleryków w tamtym czasie zasadniczo nie różniła się od dzisiejszej, natomiast dyscyplina była zupełnie inna. W jakiś sposób wymuszały ją trudne czasy. Wszystkie listy, które otrzymywali i wysyłali były kontrolowane. Decydowały o tym względy praktyczne – właśnie czasy. Bali się w swoich szeregach ludzi podsuwanych przez władze. Przed każdym wyjazdem kleryków do domu wybuchał jakiś skandal – albo ktoś coś komuś ukradł, albo zniszczył. Przed dniami otwartymi dla rodziców ktoś smarował klamki fekaliami. Wszystko po to, aby rzucić cień na to święte miejsce. Od święceń kapłańskich przyjętych 23 grudnia 1951 r. w katedrze wytrwali do końca.

Co trzeba zrobić, żeby wytrwać?

– Trzeba wciąż pamiętać, po co się tu jest. I odpowiadać na to pytanie: Muszę, bo chcę. A chcę, bo kocham – mówił Ojciec Biskup. W tamtych trudnych czasach miałem przekonanie, że uda się wytrwać, nie wypaść z dziejowego zakrętu tylko wtedy, gdy będziemy wiedzieć, po co tu przyszliśmy. Podjąłem trud bycia księdzem i tylko to się liczyło.

Dziś jest trochę inaczej – mówił ks. prał. Jan. My mieliśmy inny początek. Byliśmy dojrzali. Wielu z nas brało udział w walkach partyzanckich. Wielu przyszło do seminarium w mundurze. I potem zamieniło ten mundur na sutannę. Ale gdy już zostajesz księdzem, to tylko to musi się dla ciebie liczyć: jak nim być najlepiej i do końca.

2018-05-02 09:46

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gra na całe życie

2020-09-30 11:17

Niedziela Ogólnopolska 40/2020, str. 48-49

[ TEMATY ]

rodzina

świadectwo

Karol Porwich "/Niedziela"

Znali się od dziecka. Kiedy w końcu zapragnęli być ze sobą na serio, historia ich życia potoczyła się z szybkością piłkarskiego widowiska.

Dali sobie słowo i rozpoczęli studia w dwóch różnych miejscach – on w Warszawie, ona w Krakowie. Narzeczeństwo trwało 3 lata, krócej niż studia, które oboje ukończyli w czerwcu. W sierpniu tego samego roku wzięli ślub; 9 miesięcy później urodziła się ich córeczka.

CZYTAJ DALEJ

Szczerski: prezydent spotkał się z premierem ws. zmian w rządzie

2020-09-30 12:04

wpolityce.pl

W środę przed południem rozpoczęło się spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z premierem Mateuszem Morawieckim dotyczące proponowanych zmian w składzie rządu - poinformował szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.

"Rozpoczęło się spotkanie Prezydenta RP@AndrzejDuda z Premierem @MorawieckiM w celu omówienia proponowanych zmian w składzie Rady Ministrów" - napisał Szczerski na Twitterze.

We wtorek rzecznik rządu Piotr Müller poinformował, że prawdopodobnie w środę zostanie przedstawiona informacja dotycząca głównej struktury i składu rządu po rekonstrukcji.

W sobotę liderzy Zjednoczonej Prawicy - prezes PiS Jarosław Kaczyński, szef Porozumienia Jarosław Gowin oraz szef Solidarnej Polski - podpisali nową umowę koalicyjną. Według nieoficjalnych informacji PAP w toku negocjacji wewnątrz Zjednoczonej Prawicy uzgodniono, że liczba ministerstw ma zostać zmniejszona z obecnych 20 do 14, a część resortów ma być połączona. Przedstawiciele Porozumienia i Solidarnej Polski mają dostać po jednej tece ministerialnej. Obecnie każda z tych partii kieruje dwoma resortami.(PAP)

Autorka: Sylwia Dąbkowska-Pożyczka

sdd/ par/

CZYTAJ DALEJ

Weź udział w Dniu św. Franciszka

2020-09-30 22:22

Archiwum Fundacji Brat Słońce

Już po raz dziewiąty Fundacja Brat Słońce zaprasza do wspólnego przeżywania Dnia św. Franciszka.

Dziewiąty krakowski Dzień św. Franciszka odbędzie się 4 października na placu Franciszkańskim pod hasłem "Ekologia - od Franciszka do Franciszka". Centralnym punktem wydarzenia będzie Msza św. w bazylice św. Franciszka z Asyżu o godz. 11.

– Dzień św. Franciszka to najlepsza okazja, aby w przystępny sposób i w duchu franciszkańskim rozważyć niezwykle aktualny i potrzebny w tych czasach temat ekologii oraz… po prostu dobrze się bawić – mówi Karolina Górska, koordynator projektu.

W programie znalazły się m.in. warsztaty ekologiczne prowadzone przez Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu o 12, 13 i 15 czy wykład o najważniejszych przesłankach Encykliki papieża Franciszka Laudato si' o 14.30. Dla młodszych uczestników przewidziano atrakcje – warsztaty z tematyki ochrony zwierząt oraz konkurs prac rysunkowych. Zwycięzcy otrzymają książki o ekologii.

– Z ciekawostek: na 14.15 zaplanowane jest błogosławieństwo zwierząt – zabierzcie koniecznie swoje pupile – informuje Karolina. – Jak co roku zaprosiliśmy też do udziału różne działa franciszkańskie – spotkacie u nas przedstawicieli Misji Franciszkańskich czy Wydawnictwa Bratni Zew oraz wielu innych. Zostaną też wystawione dwie wystawy – dodaje.

Szczegóły dot. wydarzenia znajdują się na stronie Fundacji Brat Słońce na Facebooku oraz stronie internetowej: www.bratslonce.pl.

Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję